estrella-3
05.08.08, 13:20
Pani Kasiu chcę to tylko z siebie wyrzucić, a nie mam z kim o tym porozmawiać.
Nie wiem nawet czy potrafiłabym to zrobić bez łez, a nie lubię przy kimś
płakać. Trzy miesiące temu urodziłam pierwsze dziecko w szpitalu w Ostrowie. I
to był największy koszmar jaki w życiu przeżyłam. 6 dni po terminie moja
lekarka kazała mi się tam zgłosić na oddział. To była środa. Ja wiedziałam, że
właśnie w ten dzień Wiktorek się urodzi bo znałam dokładną datę poczęcia. O
godzinie 2 w nocy odeszły mi wody, zadzwoniłam do męża bo chcieliśmy razem
rodzić, ale nie tak to sobie wyobrażaliśmy. To miało być cudowne wydarzenie w
naszym życiu, mąż całą ciąże chodził ze mną do ginekologa. Przejdę do
rzeczy... Poród trwał 12 godzin. Podano mi oksytocynę bo skurcze już po paru
godzinach zaczęły słabnąć. Po oksytocynie ból był nie do zniesienia. Podano mi
dolargan potem jeszcze jakieś czopki, ale nie informowano mnie co to jest,
czułam się po tym strasznie, cały czas chciało mi się spać. Lekarz, który
odbierał mój poród to był po prostu rzeźnik!!! Badania przeprowadzał na
skurczach co było straszne. Przez ponad pół porodu wrzeszczałam z bólu
dosłownie jak by mnie zarzynano. Mój mąż był po prostu załamany, nie wiedział
co ma zrobić i jak mi pomóc. Prosiliśmy lekarza o cesarkę. Nawet
zaproponowaliśmy, że za nią zapłacimy. Nie zgodził się, odniosłam wrażenie, że
jamu sprawia przyjemność to, że ja tak cierpię. Zapytałam dlaczego nie chce
zrobić cesarki to powiedział, że nie ma ku temu postaw, że jeśli dziecku
będzie tętno zanikać to wtedy się na nią zgodzi. Dodam jeszcze, że przez cały
poród sączyły mi się wody. Po 11 godzinach było pełne rozwarcie, zaczęłam
przeć, ale dziecko nie chciało wyjść. Spadło mu tętno. Wtedy lekarz w panice
pobiegł po vaccum i kleszcze. Nacięto mnie dwukrotnie. Najpierw lekarz
zstosował vaccum. Nie udało się. Nie wiem co się stało, ale to urządzenie
dosłownie ze mnie wyskoczyło zalewając ściany i liczny personel moją krwią.
Proszę mi wierzyć, że w tej chwili prosiłam Boga o śmierć. Następnie użył
kleszczy i udało się dziecko wyciągnąć. Wiktorek pomimo tego ciężkiego porodu
dostał 10 punktów Apgar. Mnie szyto przez prawie 1,5 godziny. W szpitalu
leżeliśmy tydzień bo syn miał bakterie w moczu, a poza tym krwiak
podokostnowy. Teraz mamy z nim takie problemy, że ma wzmożone napięcie
mięśniowe(chodzimy na rehabilitację), powiększoną grasicę i zapadniętą klatkę
piersiową między żebrami, a mostkiem. Te wszystkie czynniki powodują, że mały
bardzo często nam się krztusi, przede wszystkim własną śliną. Na zakończenie
dodam, że moja mama rodząc mnie też miała poród kleszczowy. Mały jak się
urodził miał 60cm i ważył 3860g. Jest prześlicznym chłopcem i kocham go z
całego serca, ale kiedy na niego patrzę to cały czas przypomina mi sie co
przeżyliśmy. Nie mogę sobie poradzić z tą złością, która we mnie jest.
Dziękuję Bogu, że mały żyje bo w przeciwnym przypadku przysięgam, że tego
lekarza, który odbierał poród po prostu bym zabiła. Dziękuję, że istnieje
takie forum jak to i że mogłam to wszystko z siebie wyrzucić, w niewielkim
stopniu, ale jednak mi to pomogło.