Dodaj do ulubionych

mały... tyran

28.11.13, 11:54
Bardzo prosze o porade, ponieważ zaczynam sobie nie radzić z dzieckiem i jego zachowaniem. Moja córka ma 3 latka od niedawna jest ogólnie na nie, wszystko wymusza płaczem, często sie obraża, rano np. nie chce się ubierać, jest ryk i histeria, ma problemy z zasypianiem wieczorem tz. nie ma ochoty na sen, chodzi do przedszkola, w którym jest za duzo dzieci i wiem że do końca chyba nie czuje sie tam dobrze. Wczesniej chodziła rok do żłobka i mam wrażenie że jej tam było lepiej, nawet zachowywała się inaczej po przyjściu czy przy wychodzeniu rano, ale też i było młodsza i inaczej reagowała. Zastanawiam sie czy to teraz to nie bunt trzylatka ? Chciałabym żebyśmy mogły sie jakos dogadywać, słyszałam opinie nt wychowania że dziecko powinno współpracować a ja chyba nie potrafie do tego doprowadzić, czasem zapalnikiem jest wszystko, np. źle obrany banan. Córka na moje oko jest inteligenta i b. wrazliwa a ja niestety zbyt przewrażliwiona na jej punkcie. Chciałabym aby zdarzało nam się jak najmniej takich napiętych sytuacji w których czasem puszczają mi nerwy. Co robić?
Obserwuj wątek
    • ambivalent Re: mały... tyran 28.11.13, 12:21
      Zachowanie twojej corki jest zupelnie normalne. Moja tez sie tak zachowuje. Jedyne co mozesz zrobic to starac sie przewidywac tego typu sytuacje i do nich nie dopuscic. Melisa, lampka wina wieczorem ;) i trzeba to przezyc.
      • anusia_magda Re: mały... tyran 28.11.13, 12:44
        na "moje oko" też wydaje mi się że to rozwojowe , koleżanki maja podobne problemy z dziećmi, ale ja chyba nie do końca prawidłowo reaguję na jej zachowanie a właściwie beznadziejnie, sama się złoszczac, starając sie dawac kary a to do niczego nie prowadzi więc jesli sa jakieś patenty na to jak zalagodzic konflikt chętnie bym się dowiedziała...nawet w konkretnym przypadku gdy dziecko nie ma ochoty iść do przedszkola tylko leżeć :)...
        • tabakierka2 Re: mały... tyran 28.11.13, 12:48
          anusia_magda napisała:

          > nawet w konkretnym przypadku gdy dziecko nie ma o
          > choty iść do przedszkola tylko leżeć :)...

          też bym wolała leżeć niż iść do pracy :P
          możesz opowiadać jej, że dzieci i ciocie pewnie już są, że będzie się mogła pobawić ulubionymi zabawkami, że będzie angielski/rytmika/czy co tam będzie... Powiedz, że nie możecie zostać w domu, bo Ty musisz iść do pracy, a ona nie może zostać sama w domu. zaplanuj coś z nią na 'po powrocie' ( u nas sprawdza się wspólne gotowanie - robienie klusek- syn bardzo lubi robić wałeczki, a później kroić je na małe kluski), coś na co będzie mogła czekać.
        • joshima Re: mały... tyran 28.11.13, 12:57
          anusia_magda napisała:

          > na "moje oko" też wydaje mi się że to rozwojowe , koleżanki maja podobne probl
          > emy z dziećmi, ale ja chyba nie do końca prawidłowo reaguję na jej zachowanie a
          > właściwie beznadziejnie, sama się złoszczac,
          Zatem polecam lekturę książki:
          Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko. Naprawdę świetne narzędzie do korygowania takich zachowań u siebie.


          > więc jesli sa jakieś patenty na to jak zalagodzic konflikt
          > chętnie bym się dowiedziała...
          Zrozumieć dziecko, wyłapać sytuacje zapalne i zapobiegać :) A jak już się nie uda to przytulać.
      • tabakierka2 Re: mały... tyran 28.11.13, 12:45
        jeśli to Cię pocieszy, to i u nas takie zachowania się zdarzają.
        U nas działa zapobieganie wybuchom, w miarę możliwości, oczywiście albo duszenie wybuchu w zarodku, nie nakręcanie dodatkowo, odpuszczanie tam, gdzie odpuścić można, dopytywanie - nie chce iść spać? a co chciałaby robić w tym czasie? proponowanie atrakcyjnych rozwiązań ( a może poczytam ci ulubioną bajeczkę, a może założymy razem nową pościel), wyścigi (kto pierwszy założy buty/czapkę)...
    • joshima Re: mały... tyran 28.11.13, 12:55
      Moim zdaniem podstawą porozumienia z własnym dzieckiem jest to, żeby przestać myśleć o nim źle i zakładać jej złą wolę (np wszystko wymusza płaczem). Zamiast tego warto dostrzec jego potrzeby i zastanowić się które z nich nie są zaspokojone i czy możesz je zaspokoić i jak. Mam na myśli prawdziwe potrzeby, które często kryją się pod niechcianymi zachowaniami, które postrzegamy jako złe.

      Skoro sama widzisz, że przedszkole nie służy Twojemu dziecku to może masz możliwość zrezygnowania z niego, albo przynajmniej zmiany? Może problemem nie jest ilość dzieci tylko jakość obsługi takich maluchów? A może dziecko jest notorycznie niewyspane? Może trzeba je wcześniej kłaść? Ma problemy z zasypianiem? Może trzeba większą uwagę poświęcić na wyciszenie jej? Może jakieś masaże relaksujące. A może po powrocie z przedszkola nie masz dla niej dostatecznie dużo czasu i ona walczy o uwagę?
      • anusia_magda Re: mały... tyran 28.11.13, 14:54
        właśnie...wyłapać o co dziecku chodzi...pewnie o wiele rzeczy a czasu to raczej jej poświęcam duzo, choc nie chcę być znów na każdy gwizdek bo czasem też coś muszę zrobić w domu czy dla siebie a z przedszkolami wiadomo jak jest, nikt mi nie zagwarantuje że w innym będzie lepiej a zmiana w tym czasie to i dodatkowy stres dla dziecka...poza tym próbowałamna początku roku jak mi się tutaj nie spodobało i w innym nie było szans...
    • aqua48 Re: mały... tyran 28.11.13, 18:10
      Jak mówi, że nie chce iść do przedszkola, to ją przytul mocno i powiedz, że doskonale rozumiesz, że Ty też wolałabyś nie iść do pracy, ale obie musicie być dzielne i jednak ruszać w drogę. Za to poleżeć będziecie mogły do woli w sobotę, która będzie już za.. A do tego czasu niech córka wymyśli co jeszcze w wolnym dniu będziecie robić razem.
      Przygotowujcie razem wieczorem ubranie na drugi dzień, daj jej więcej czasu na ubranie, czy pomarudzenie rano - wstańcie wcześniej o kwadrans, żeby się nie spieszyć. Przygotuj jej koło łóżeczka jakiś smakołyk za lepsze zbudzenie - suszoną morelkę, albo kosteczkę czekolady, kubek ciepłego mleka, coś dzięki czemu miło będzie się zbudzić.
      Spróbuj radzić sobie takimi drobnymi umilaczami życia. I konsekwentnie nie odpuszczaj tego co rzeczywiście ważne, żebyś mogła machnąć ręką, tam gdzie upór córki nie jest istotny - jak np przy tym bananie.
      • anusia_magda Re: mały... tyran 29.11.13, 08:43
        Wczoraj była porażka, córka wyła całe popołudnie, dopiero jak wyszliśmy do lek. to zachowywała się ok. Potem znów jej wszystko nie pasowało a to kanapki źle posmarowałam a to ona chce jeść samo masło, sam serek ect. rzucenie kanapkami o ziemię, wieczór do bani a juz przed pójściem spać znów jej humor wrócił po tym jak się wypłakała...Nie mogę jej ulegać za czesto bo ona zaczyna przesuwać wszelkie granice tak jak z tym masłem...a odwracanie uwagi niewiele daje. Dzięki za opinie, z paru pomysłów na pewno skorzystam...
        • tabakierka2 Re: mały... tyran 29.11.13, 09:42
          anusia_magda napisała:

          > Wczoraj była porażka, córka wyła całe popołudnie, dopiero jak wyszliśmy do lek.
          > to zachowywała się ok. Potem znów jej wszystko nie pasowało a to kanapki źle p
          > osmarowałam a to ona chce jeść samo masło, sam serek ect. rzucenie kanapkami o
          > ziemię, wieczór do bani a juz przed pójściem spać znów jej humor wrócił po tym
          > jak się wypłakała...

          może była 'za głodna', zbyt pobudzona po przedszkolu?
          Tak bywa, u nas również tak się zdarzało (rzucanie talerzykiem, sztućcami, bo zupa za zimna/za ciepła, pomidorowa a nie rosół) - chyba klucz do sukcesu, to samemu zachować spokój. Można na chwilę odejść od stołu z córką, usiąść na kanapie, wyciszyć ją, przytulić, pocałować - jednym słowem oderwać się od tematu jedzenia. Zapytać czy już OK, czy już jest gotowa wrócić do stołu? dać jej kanapki nie posmarowane masłem, bez sera itp. - niech zrobi to sama, tak jak umie, jak lubi, jak chce. Rozumiesz o co chodzi?:) trochę trzeba się nagimnastykować, ale moim zdaniem warto.


          Nie mogę jej ulegać za czesto bo ona zaczyna przesuwać wsze
          > lkie granice tak jak z tym masłem...

          a to miało dla Ciebie takie znaczenie?
          myślę, żede facto nie chodziło o masło, a ono było tylko pretekstem do awantury/rozładowania emocji.

          a odwracanie uwagi niewiele daje.

          ja w ogóle mam wątpliwości co do tej 'metody'. Bo gdybyś była nieszczęśliwa, chciała się wygadać/wytulić a Twój mąż zamiast Cię wesprzeć, zaprzeczyłby Twoim emocjom...chyba też miałabyś poczucie braku zrozumienia, wsparcia...
          • joshima Re: mały... tyran 29.11.13, 10:04
            tabakierka2 napisała:

            >> a odwracanie uwagi niewiele daje.
            >
            > ja w ogóle mam wątpliwości co do tej 'metody'.

            Ja uważam, że ona jest na dłuższa metę po prostu szkodliwa. Dzieci tracą kontakt ze swoimi emocjami i uczuciami i potem może dojść do sytuacji, że już zawsze będą potrzebować czegoś co odwróci ich uwagę od niefajnych odczuć, np czekolady. Znacie to skądś?
            • tabakierka2 Re: mały... tyran 29.11.13, 10:15
              joshima napisała:

              > tabakierka2 napisała:

              Znacie to skądś?
              >

              znacie;)
              poza tym mało fajny to komunikat kiedy człowiek nie dostaje prawa np. do smutku czy złości.
        • joshima Re: mały... tyran 29.11.13, 10:01
          anusia_magda napisała:

          > Nie mogę jej ulegać za czesto
          A dlaczego nie? Ja uważam, że nie można dziecku ulegać wtedy gdy naprawdę nie można, ale jeśli chce osobno chleb z masłem a osobno ser, to w imię czego miałabym się upierać? Tak naprawdę nie o częstotliwość żądań w tym wieku chodzi tylko o ich wagę. Są kwestie w których ulegać naprawdę nie mogę i takie które krzywdy nie robią nikomu a tylko są nieco może upierdliwe. Jednak bycie przesadnie konsekwentnym w takich trudnych okresach dziecka nic dobrego nie niesie, a jedynie awantury, które męczą i ciebie i dziecko i otoczenie. Po co?
          • anusia_magda Re: mały... tyran 29.11.13, 10:57
            staram się rozgraniczać rzeczy ważne od tych mniej ważnych, naprawde, ale...nie dam jej samego masła do jedzenia lub ciastek w wiekszej ilości bo ona ma problem np. z zaparciami, poza tym wczorajsza kanapka jej nie pasowała bo posmarowana a ona chciała samo masło jak juz potem chciała zjeść z dżemem i do tego chciała byc karmiona przeze mnie to jej nie pasowało jak podałam jej kanpkę, ze oderwałam skórkę ( nie pomyślałam że to wywoła burzę) dochodzi do tego że zaczynam bac się zrobić cokolwiek bo zaraz będzie tak czy inaczej awantura ! Poza tym dzisiaj rano mąż ubierał ją do żłobka i nie chciała włozyć majtek , umęczył się ze 20 min ( on jest spokojniejszy) ale i tak nie obeszło się bez ryku... :(
            • anusia_magda Re: mały... tyran 29.11.13, 11:00
              oczywiście mąż ubierał ją do przedszkola :), w zeszłym roku chodziła do żłobka... a i jeszcze jedno wczoraj pierwszy raz odmówiła ćwiczeń ze swoja rehabilitantką w połowie zajęć( Pani przychodzi do niej raz w tygodniu, pracujemy nad koślawymi kolankami) i doszło do tego że Pani poszła sobie szybciej :(
            • joshima Re: mały... tyran 29.11.13, 12:06
              anusia_magda napisała:

              > staram się rozgraniczać rzeczy ważne od tych mniej ważnych, naprawde, ale...nie
              > dam jej samego masła do jedzenia lub ciastek w wiekszej ilości bo ona ma probl
              > em np. z zaparciami,
              OK. Ciastka rozumiem i to jest własnie ta rzecz co do której nie można ustapić. Ale co złego w daniu dziecku samego chleba z masłem skoro w danym momencie tak chce? Może przy następnym posiłku będzie chciała sam ser?

              > poza tym wczorajsza kanapka jej nie pasowała bo posmarowan
              > a a ona chciała samo masło jak juz potem chciała zjeść z dżemem i do tego chci
              > ała byc karmiona przeze mnie
              Co do karmienia przez mamę, to co w tym złego? Co do dżemu? Masz problem z tym,m że dziecko się go domaga zbyt często? Po prostu nie miej go w domu i już. Możesz dziecku wtedy z czystym sumieniem, że nie ma i może wybrać coś innego.

              > to jej nie pasowało jak podałam jej kanpkę, ze ode
              > rwałam skórkę ( nie pomyślałam że to wywoła burzę)
              No to teraz już wiesz. ;)

              > dochodzi do tego że zaczynam
              > bac się zrobić cokolwiek bo zaraz będzie tak czy inaczej awantura !
              Owszem. W tym wieku często bywa tak, że cokolwiek byś nie zrobiła to będzie awantura. Pozostaje zachować spokój (twoje obawy nie pomagają, wręcz przeciwnie) i wziąc to na klatę.

              > Poza tym d
              > zisiaj rano mąż ubierał ją do żłobka i nie chciała włozyć majtek , umęczył się
              > ze 20 min ( on jest spokojniejszy) ale i tak nie obeszło się bez ryku... :(
              A co by było, gdyby nie założyła tych majtek?
              • anusia_magda Re: mały... tyran 29.11.13, 13:22
                może nie wyraziłam się jasno, corka chciała SAMO masło, bez chleba i nie mam problemu z karmieniem dziecka tylko jak zaczęłam to wszystko było nie tak, co do majtek to ich nie zalozyła i nic nie chciała założyc więc goła do przedzkola nie pójdzie, chciała leżeć pod kocem....
    • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 29.11.13, 18:59
      A ja polecę książkę "Kiedy złość dziecka niszczy ciebie. A na poważnie, lepiej zająć się sobą, zaopiekować sobą w pozytywnym sensie niż dać zawładnąć sobą przez małego tyrana (polecam "Mały tyran" - to autentyczna książka). Piszę to mając 4,5 córkę w skrajnie kiepskim okresie życia. Mam dość. Wypróbowałam wszystko, wszystkie pomysły, metody, a czasem tylko w tyłek należałoby dać i zamknąć się w pokoju. I trzeba sobie dać prawo do nielubienia małego tyrana, chęci odcięcia się od niego i odpoczynku. Dziecko swoim zachowaniem nie ma prawa zadręczać rodzica, a obecnie dzieciom takie prawo się dało. I jeszcze Ty masz popracować nad sobą. Nad swoim gniewem, bo dzieciątko zniszczysz. Zamknąć się w pokoju, pogrążyć w poczuciu winy, postanowić, że odtąd będziesz "lepsza" (sic!) i zrozumiesz wszystkie niezrozumiałe powody do złości, histerii, ataku twojej pociechy. Ty musisz dotrzeć do tych powodów, bo bez tego wasz świat się zawali. Musisz trwać przy histeryzującym, dziecku, bo być może królewna zapragnie byś była obok.
      Stop temu myśleniu. To naprawdę droga donikąd.
        • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.11.13, 10:12
          No właśnie stąd, że zawsze jako priorytet u mnie stała szeroko rozumiana potrzeba dziecka, zrozumienie tej potrzeby. Dziecko ma oboje rodziców bardzo empatycznych, niewalczących o władzę, chcących pomóc. Umieram ze zdziwienia jak niemili potrafią być inni rodzice dla swoich dzieci (np. w przedszkolu), jak popędzają, rozkazują, przekrzykują. Te dzieci jak trusie siedzą i nie mają NIC do powiedzenia. My zawsze robimy inaczej. U nas dziecko swobodnie się wypowiada. My słuchamy dziecka i jego przekazu. U nas dziecko ma wybór. Jest bardzo samodzielne. Ale równocześnie jest nie do zniesienia. O wiele lepiej zachowują się dzieci z rodzin, które zmuszają je do przystosowania się. Z zewnątrz wygląda to na surowe "tresowanie", ale z moich obserwacji wynika, że dzieci te są szczęśliwsze i lepiej się zachowują (jeśli zachowanie jest funkcją poczucia szczęścia to tak to należy rozumieć). Muszą się przystosować do świata dorosłych. Na tym forum posty od osób, które nie radzą sobie z dziećmi, których dzieci przejęły w domu władzę i "dręczą" rodziców. Zachowują się w sposób karygodny (tak!!!!). I ci rodzice, podobnie jak ja, są w kropce. Bo chcieli dać wszystko, a nie dali tego, co najważniejsze. Poczucia przywódstwa nad głową dziecka. Pisał o tym Scher wielokrotnie i miał rację! Ale wtedy tego nie wiedziałam jeszcze. Powoli wycofuję się z tamtych "metod". Przestaję psychologizować i starać się zrozumieć każdy atak histerii. Bywam tak zamęczona , że mam ochotę wyjść z domu i do niego nie wracać. Tak być nie może.Bo to nie jest dom dziecka, tylko mój i męża. Doprowadziło do tego dzieciocentryzm, w który sama wsiąknęłam. Powracam więc do starych, NORMALNYCH metod, w których dziecko ma się dostosować do wymagań osób dorosłych. Im bardziej jestem stanowcza i trzymam to wszystko mocniej tym lepiej się w domu dzieje. polecam innym to samo!
          • joshima Re: mały... tyran 30.11.13, 12:02
            Gość portalu: domza2 napisał(a):

            > Ale równocześnie jest nie do zniesienia. O wiele lepiej zachowują się dzieci z
            > rodzin, które zmuszają je do przystosowania się. Z zewnątrz wygląda to na surow
            > e "tresowanie", ale z moich obserwacji wynika, że dzieci te są szczęśliwsze i lepiej się zachowują
            A z moich wręcz przeciwnie. Mije dziecko nie jest tresowane i zachowuje się porównywalnie z rówieśnikami (panie w przedszkolu nie maja uwag, w przeciwieństwie do dzieci o których wiadomo że są w domu karane nawet bite) i wcale nie wygląda na mniej szczęśliwe. Wręcz przeciwnie bywa w porównaniu z innymi dziećmi bardziej radosne i swobodne w różnych sytuacjach.

            > Na tym forum posty od osób, które nie radzą sobie z dziećmi, których dzieci przejęły w domu > władzę i "dręczą" rodziców.
            Ale to nie oznacza, że wychowanie w którym przeważa empatia, miłość i zrozumienie potrzeb dziecka jest z definicji złe. Tylko, że jedni rodzice radzą sobie lepiej inni gorzej i muszą coś poprawić. Wcale nie koniecznie zmieniać front na przeciwny. Bo dziecko z którym rodzic sobie nie radzi jak zacznie być tresowane to wcale nie koniecznie zacznie się lepiej zachowywać. Może nawet wręcz przeciwnie.

            > Bo chcieli dać wszystko, a nie dali tego, co
            > najważniejsze. Poczucia przywódstwa nad głową dziecka.
            Przywództwo nie wyklucza empatii i zrozumienia.

            > Doprowadził o do tego dzieciocentryzm,
            Skoro rodzicielstwo bliskości pomyliłaś z dzieciocentryzmem to trudno się dziwić, że masz efekt taki jaki masz. Dzieciocentryzm jest szkodliwy nie tylko dla rodziców ale tez dla dziecka.

            > Im bardziej jestem stanowcza i trzymam to wszystko mocniej tym lepiej się w do
            > mu dzieje. polecam innym to samo!
            Pogadamy za jakiś czas, dobrze?
            • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.11.13, 12:48
              Jeśli chodzi o przedszkole, o którym piszesz, mam stamtąd wspaniałą opinię o dziecku. Dziecko dostaje nagrody za dobre zachowanie. Za to w domu musi sobie to wszystko "odbić" szczególnie na mnie. Bywa, że jestem zaszczuta i wymęczona, bo powinnam to dziecię zostawić na pastwę awantur, które wszczyna, ale ja zawsze chcę być obok, obecna i gotowa do pomocy.
              Oczywiście, że nie wyklucza się zrozumienie i dyscyplina, ale dziś stawiam na dyscyplinę. Nie będę się tłumaczyła z każdego mojego wyboru czy decyzji i dyskutowała tego z dzieckiem. Ma być zrobione, bo ja - rodzic tak mówię. Niestety, być może moja córka ma szczególnie silny charakter i osobowość i widzę, że lepiej z nia ostrzej i bardziej stanowczo. Nie ma co liczyć na to, że po prostu się porozumiemy. Może za jakiś czas, jak wyjdzie z tego okropnego okresu. Poza tym, moja córka jest bardzo radosna, twórcza, wspaniale się rozwija, wobec obcych jest wręcz nieśmiała (gdy to widzę to nie mogę uwierzyć), ale wobec nas rodziców - ejst nieusłuchana, nieposłuszna ( i nie będę się wstydzić za to słowo), pyskata, rozkazuje tonem nieznoszącym sprzeciwu i uwaga! nie nauczyła się tego w domu (bo zaraz może się odezwiesz ze swoim ulubionym, że od kogoś się tego nauczyła), bo ja NIGDY nie używam rozkaźnika w drugiej osobie, tylko "proszę zrobić".
              Niczego z niczym nie pomyliłam. Nie stosowałam jakiś metod, bo były opisane w książce i nazywały się tak czy tak. Robiliśmy tak, jak nam serce dyktowało. Inni obok nas robili znacznie ostrzej, bez wyboru, surowo. I teraz mam informację zwrotną- oni mają dzieci, z którymi da się żyć normalnie, my miewamy w domu gehennę. Życie zweryfikowało tę całą "bliskość".
                • joshima Re: mały... tyran 30.11.13, 22:41
                  Gość portalu: basca napisał(a):

                  > Potwierdzam, 4,5 lat to okropny wiek (ja myślałam ze na latach 2-3 się wszystko
                  > co złe skończy;). Przy czym nie wiem jakie metody wychowawcze są dobre. Wg mni
                  > e dużo zależy od dziecka, moje akurat jest bardzo impulsywne o silnym charakter
                  > ze.
                  Witam w klubie :)
              • Gość: tuszeani Re: mały... tyran IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.13, 16:03
                domza, czytałaś McKenziego "Uparte dzieci"? (choć strasznie nie lubię tego tytułu, który na szczęście nie ma odzwierciedlenia w samej treści książki, z którą też zresztą nie w całości się zgadzam).

                My dużo korzystamy z pomysłów autora i naszym zdaniem są dobrze dopasowane do specyfiki naszego dziecka. A nie są odwrotem o 180 stopni od rodzicielstwa bliskości, powiedziałabym że są gdzieś w połowie drogi. U nas się sprawdzają, jeśli tylko mamy siłę na konsekwencję, która przy naszym dziecku jest potwornie wyczerpująca.
                • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.11.13, 17:23
                  Hej. Basca nie wiedziałam, że ten wiek 4,5 jest okresem nierównowagi. Na pewno moje dziecko jest w ciężkim dla siebie i dla nas okresie. Ale z drugiej strony w przedszkolu jest aniołkiem, który zbiera same pochwały, a na mnie pani patrzy jak na schizofreniczkę, kiedy narzekam na zachowanie dziecka. Czyli to w domu coś szwankuje, jeśli poza domem dziecko to anioł. Robiliśmy wszystko. Naprawdę dziecko dostawało wszystko: max uwagi, zabawy, wspólnego czasu, wycieczek, wygłupów, przyjemności wspólnych. To na nic. Zaczęła dostawać kary, poprawy też nie było. Nagrody też podziałały tylko na początku.
                  Tuszeani, masz rację, my jakoś nie umiemy być do bólu konsekwentni z mężem dłużej niż dwa dni:)) Jest nam naprawdę ciężko. Dodam, że chodzę z dzieckiem do psychologa, ale jeszcze niczego konkretnego nie usłyszałam. Mam dość czuć się winna, że niby ja coś robię źlę. Dziś wiem, że nie. Że jeśli coś było źle to : za dużo, a nie za mało. I najlepiej zamknąć uszy na awantury i chroniąc siebie się od nich odseparować to raz. A dwa, iść i wymagać, by dziecko szło za tobą.
                  Dodam, że ta cała sytuacja trwa u nas od września, po 4-5 miesiącach wspaniałego okresu równowagi. Ten okres 5-ciomiesięczny to dotychczas jedyny zauważalny okres równowagi w życiu naszego dziecka.
                  Dziękuję za podanie książki, poczytam:) pozdrawiam Mamy małych tyranów:)
                  • szamanta Re: mały... tyran 30.11.13, 20:11
                    domza2 napisał(a):

                    > Hej. Basca nie wiedziałam, że ten wiek 4,5 jest okresem nierównowagi. Na pewno
                    > moje dziecko jest w ciężkim dla siebie i dla nas okresie. Ale z drugiej strony
                    > w przedszkolu jest aniołkiem, który zbiera same pochwały, a na mnie pani patrzy
                    > jak na schizofreniczkę, kiedy narzekam na zachowanie dziecka. Czyli to w domu
                    > coś szwankuje, jeśli poza domem dziecko to anioł. Robiliśmy wszystko. Naprawdę
                    > dziecko dostawało wszystko: max uwagi, zabawy, wspólnego czasu, wycieczek, wygł
                    > upów, przyjemności wspólnych. To na nic. Zaczęła dostawać kary, poprawy też nie
                    > było. Nagrody też podziałały tylko na początku.
                    > Tuszeani, masz rację, my jakoś nie umiemy być do bólu konsekwentni z mężem dłuż
                    > ej niż dwa dni:)) Jest nam naprawdę ciężko. Dodam, że chodzę z dzieckiem do psy
                    > chologa, ale jeszcze niczego konkretnego nie usłyszałam. Mam dość czuć się winn
                    > a, że niby ja coś robię źlę. Dziś wiem, że nie. Że jeśli coś było źle to : za d
                    > użo, a nie za mało. I najlepiej zamknąć uszy na awantury i chroniąc siebie się
                    > od nich odseparować to raz. A dwa, iść i wymagać, by dziecko szło za tobą.
                    > Dodam, że ta cała sytuacja trwa u nas od września, po 4-5 miesiącach wspaniałeg
                    > o okresu równowagi. Ten okres 5-ciomiesięczny to dotychczas jedyny zauważalny o
                    > kres równowagi w życiu naszego dziecka.


                    Przesyt dobroci i stawiania matuli na głowie tez bywa rujnujące cala harmonie . Umiarkowana dyscyplina nie jest zla ( tu zaznaczam ,ze bić wcale dziecka nie musisz -da się bez tego)
                    Dziecko miało wszystko na maxa z twojej strony i pofolgowało sobie korzystając na maxa bo miała na to przyzwolenie z waszej strony. Błąd. Skrócanie smyczki w odpowiednich sytuacjach jest koniecznie . STOP ma oznaczać STOP a nie kiedy ono zdecyduje wyhamować. Rodzic naciska hamulec, nie dziecko kiedy mu się zechce
                  • joshima Re: mały... tyran 30.11.13, 22:47
                    Gość portalu: domza2 napisał(a):

                    > Hej. Basca nie wiedziałam, że ten wiek 4,5 jest okresem nierównowagi. Na pewno
                    > moje dziecko jest w ciężkim dla siebie i dla nas okresie. Ale z drugiej strony
                    > w przedszkolu jest aniołkiem, który zbiera same pochwały, a na mnie pani patrzy
                    > jak na schizofreniczkę, kiedy narzekam na zachowanie dziecka. Czyli to w domu
                    > coś szwankuje, jeśli poza domem dziecko to anioł.
                    Nie, Po prostu poza domem dziecko nie czuje się tak swobodnie jak w domu i się "usztywnia". To powoduje, że wraca do domu bardziej zmęczone i zestresowane (tym ciągłym pilnowaniem się), że w domu musi jakoś sobie ulżyć. A ponieważ znajduje się w środowisku przyjaznym to idzie na całość.

                    > Tuszeani, masz rację, my jakoś nie umiemy być do bólu konsekwentni z mężem dłuż
                    > ej niż dwa dni:))
                    Ale konsekwentni w czym? Dziecko dojrzewa, jest w okresie kiedy samo nie wie o co mu chodzi. Minie tak samo jak bunt dwulatka czy lęki separacyjne niemowlęcia, bez względu na to czy będziesz stawać na rzęsach czy nie. Uruchom tryb zen i poczekaj jeszcze kilka miesięcy.

                    > Jest nam naprawdę ciężko. Dodam, że chodzę z dzieckiem do psy
                    > chologa, ale jeszcze niczego konkretnego nie usłyszałam.
                    Nic dziwnego. Masz najprawdopodobniej do czynienia z zupełnie normalnym czterolatkiem. A chodzenie do psychologa może mu dać sygnał że jednak jest z nim coś nie tak. To dodatkowy stres. Myślisz, że jest Wam potrzebny?
                  • Gość: tuszeani Re: mały... tyran IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.13, 23:06
                    My to mamy jeszcze przed sobą (3,5 roku obecnie), ale powiem szczerze, że też dotychczas żadnego okresu równowagi nie zauważyłam.
                    Chociaż ostatnio jakby lekko się poprawiło - a poszliśmy w takim kierunku, że przemyśleliśmy dotychczasowe zasady i poluzowaliśmy tam gdzie uznaliśmy że można, za to tam gdzie nam na tym naprawdę zależy, staramy się nie popuszczać. Ku naszemu zaskoczeniu, Młody zaczął współpracować dużo lepiej nawet w tych kwestiach które odpuściliśmy - tak jakby poczuł się bezpieczniej i uznał że teraz jest w stanie sprostać naszym oczekiwaniom ;)

                    U nas też jest tak, że w przedszkolu sobie z nim dobrze radzą (choć do aniołka dużo brakuje), za to jazda jest w domu.
              • joshima Re: mały... tyran 30.11.13, 22:40
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Jeśli chodzi o przedszkole, o którym piszesz, mam stamtąd wspaniałą opinię o dz
                > iecku. Dziecko dostaje nagrody za dobre zachowanie. Za to w domu musi sobie to
                > wszystko "odbić" szczególnie na mnie.
                I to takie dziwne? Sądzisz, że inne dzieci tego nie robią? Te tresowane znaczy się...

                > Bywa, że jestem zaszczuta i wymęczona
                Ale proszę Cię? Zaszczuta?

                > Oczywiście, że nie wyklucza się zrozumienie i dyscyplina
                Dyscyplina... Brrr.. www.youtube.com/watch?v=NYgR1wkfu24


                > Nie będę się tłumaczyła z każdego mojego wyboru czy decyzji i dyskut
                > owała tego z dzieckiem.
                No wiesz. Skoro wydawało Ci się do tej pory, że tak powinnaś, to rzeczywiście możesz się czuć zaszczuta.

                > Ma być zrobione, bo ja - rodzic tak mówię. Niestety, być
                > może moja córka ma szczególnie silny charakter i osobowość i widzę, że lepiej
                > z nia ostrzej i bardziej stanowczo.
                O tym, czy lepiej to się przekonasz za naście lat ;)

                > rozkazuje tonem nieznoszącym sprzeciwu i uwaga! nie nauczyła się tego w dom
                > u (bo zaraz może się odezwiesz ze swoim ulubionym, że od kogoś się tego nauczył
                > a), bo ja NIGDY nie używam rozkaźnika w drugiej osobie, tylko "proszę zrobić".
                Ale to prosze zrobić też, jak mniemam jest wypowiedziane tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wnioskuję po tym co napisałaś wcześniej ;) Inna sprawa, że dzieci ton rozkazujący mają poprostu we krwi i nie muszą się tego nigdzie uczyć.


                > Niczego z niczym nie pomyliłam.
                Pomyliłaś pomyliłaś skoro, jak sama napisałaś wpadłaś w dzieciocentryzm. A rodzicielstwo bliskości to nie żadna metoda tylko filozofia życiowa ;) A że serce Ci źle podpowiedziało... Cóż, bywa...

                > I teraz mam informację z
                > wrotną- oni mają dzieci, z którymi da się żyć normalnie
                Ja uważam, że za wcześnie na takie osądy. Informację zwrotną to najlepiej mieć od dzieci a nie od rodziców, którym teraz łatwiej się żyje z ich własnymi dziećmi ;)
          • szamanta Re: mały... tyran 30.11.13, 20:01
            domza2 napisał(a):

            > No właśnie stąd, że zawsze jako priorytet u mnie stała szeroko rozumiana potrze
            > ba dziecka, zrozumienie tej potrzeby. Dziecko ma oboje rodziców bardzo empatycz
            > nych, niewalczących o władzę, chcących pomóc. Umieram ze zdziwienia jak niemili
            > potrafią być inni rodzice dla swoich dzieci (np. w przedszkolu), jak popędzają
            > , rozkazują, przekrzykują. Te dzieci jak trusie siedzą i nie mają NIC do powied
            > zenia. My zawsze robimy inaczej. U nas dziecko swobodnie się wypowiada. My słuc
            > hamy dziecka i jego przekazu. U nas dziecko ma wybór. Jest bardzo samodzielne.
            > Ale równocześnie jest nie do zniesienia. O wiele lepiej zachowują się dzieci z
            > rodzin, które zmuszają je do przystosowania się. Z zewnątrz wygląda to na surow
            > e "tresowanie", ale z moich obserwacji wynika, że dzieci te są szczęśliwsze i l
            > epiej się zachowują (jeśli zachowanie jest funkcją poczucia szczęścia to tak to
            > należy rozumieć). Muszą się przystosować do świata dorosłych. Na tym forum pos
            > ty od osób, które nie radzą sobie z dziećmi, których dzieci przejęły w domu wł
            > adzę i "dręczą" rodziców. Zachowują się w sposób karygodny (tak!!!!). I ci rodz
            > ice, podobnie jak ja, są w kropce. Bo chcieli dać wszystko, a nie dali tego, co
            > najważniejsze. Poczucia przywódstwa nad głową dziecka. Pisał o tym Scher wielo
            > krotnie i miał rację! Ale wtedy tego nie wiedziałam jeszcze. Powoli wycofuję si
            > ę z tamtych "metod". Przestaję psychologizować i starać się zrozumieć każdy ata
            > k histerii. Bywam tak zamęczona , że mam ochotę wyjść z domu i do niego nie wra
            > cać. Tak być nie może.Bo to nie jest dom dziecka, tylko mój i męża. Doprowadził
            > o do tego dzieciocentryzm, w który sama wsiąknęłam. Powracam więc do starych, N
            > ORMALNYCH metod, w których dziecko ma się dostosować do wymagań osób dorosłych.
            > Im bardziej jestem stanowcza i trzymam to wszystko mocniej tym lepiej się w do
            > mu dzieje. polecam innym to samo!

            WRESZCIEEE ujęłaś to co ja o większości czasu tutaj starałam się LOGICZNIE i RACJONALNIE wytłumaczyć osobom pokroju w których dzieciocentyzm królował i górował.
            Caly świat ma się wokół tyrana skupiać ,skakać wokół niego, cudować, zamiast z spokojnym sumieniem mieć prawo powiedzenia out mi z tego pokoju, nie mam ochotę slyszec twoich wrzasków i oglądać furiackich scen. Skupianie się na każdym kroku na dziecka emocjach, non stop , rozkladac na czynniki pierwsze jego fochy do szalu może doprowadzić, bo zapominamy o własnej osobie - tak nie można . Dziecko ma być podporządkowane zasadom ustalonym przez rodziców jakie w domu panują i kropka
            Ja się nie dziwie ,że cię szlag trafił , bo wg mnie czasami zbyt przejmowałaś się czymś, na co nie powinnaś uwagi aż w takim stopniu zwracać. pocieszając i litując się notorycznie. Dystans
            • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.12.13, 11:45
              Zgadzam się , że rozkminianie tych wszystkich emocji dziecka jest dla rodzica i dziecka po prostu szkodliwe. Trzeba zwykle szybko i skutecznie działać. A nie siąść i znów cały wieczór spędzić na rozkładaniu na czynniki pierwsze, czy dziecko było wtedy zmęczone, a może CHCIAŁO to, a może NIE CHCIAŁO tego... Za dużo takich wieczorów jeszcze obarczonych poczuciem winy, że to oczywiście JA coś nie tak zrobiłam (Joshima zawsze proponuje mateczkom zastanowić się nad sobą, LITOŚCI!!! poradzić sobie z własną złością - to że Ty Joshima masz taką a nie inną drogę za sobą, jakieś tam problemy ze złością, to nie znaczy, że musisz jak nową taryfę wszystkim po kolei wciskać te same rady, egocentrycznie zakładasz, że wszyscy mają takie same doświadczenia???)
              • joshima Re: mały... tyran 01.12.13, 13:04
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Zgadzam się , że rozkminianie tych wszystkich emocji dziecka jest dla rodzica i
                > dziecka po prostu szkodliwe. Trzeba zwykle szybko i skutecznie działać. A nie
                > siąść i znów cały wieczór spędzić na rozkładaniu na czynniki pierwsze, czy dzie
                > cko było wtedy zmęczone, a może CHCIAŁO to, a może NIE CHCIAŁO tego... Za dużo
                > takich wieczorów jeszcze obarczonych poczuciem winy, że to oczywiście JA coś ni
                > e tak zrobiłam
                No widzisz. Skoro tak to postrzegasz to rzeczywiście wypaczasz całą ideę bliskości. Bo wcale nie chodzi o to, żeby cały wieczór rozkminiać i wzbudzać w sobie poczucie winy. Wierzę, że rodzic, który jest ze swoim dzieckiem blisko nie potrzebuje na to całego wieczoru. I nie będzie rwał włosów z głowy jeśli nie potrafi szybko znaleźć przyczyny. Po prostu poprzestanie na konkluzji, że widocznie coś tam dziecku dolegało. To wystarczy, byle nie dojść do wniosku, że "gó...arz znów mi robi na złość" ;)

                >Joshima zawsze proponuje mateczkom zastanowić się nad sobą,
                Owszem. Uważam, że nieustanne wzrastanie i rozwój jest istotą człowieczeństwa :) Uważam, że człowiekowi, który ma czas na odrobinę refleksji nad sobą, swoimi uczuciami i reakcjami, poprostu żyje się lepiej. Oczywiście pod warunkiem, że są to konstruktywne działania a nie użalanie się nad sobą i pielęgnowanie poczucia winy.

                > poradzić sobie z własną złością - to że Ty Joshima masz taką a nie inną
                > drogę za sobą, jakieś tam problemy ze złością, to nie znaczy, że musisz jak no
                > wą taryfę wszystkim po kolei wciskać te same rady,
                Nic nie zakładam egocentrycznie, tylko niektórzy wprost piszą, że szybko wpadają w złość, złoszczą się na dzieci, brakuje im cierpliwości, krzyczą, dają klapsy lub kary. To droga donikąd. Zamiast tego naprawdę lepiej jest zapanować nad złością i podejmować naprawdę skuteczne działania.
                • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.12.13, 15:35
                  Nie mam na to czasu, ale mogłabym Ci udowodnić, że 99% twoich rad to wciskanie jednego i tego samego planu taryfowego. Dziecinne to.
                  Nie wypaczam "idei bliskości" czy jak to się tam nazywa, bo żadną z góry opisaną, fachowo przedstawioną i nazwaną opcją się nie kieruje. Za głęboko siedzę sama w nauce, żeby się rzucać na każdą idiotyczną nowinkę. Mam krytyczny umysł.
                  Jestem z dzieckiem blisko, ot co, nie w imię żadnych idei, a po prostu. Na pewno będę blisko nadal, bo jestem taką a nie inną osobą. Ale "przykręcę śrubę" i tyle. Nie dokuczaj mi, że chcesz poczytać o moich dzieciach za lat naście, bo czuję się jak w piaskownicy (twoje już bez pieluchy? a ile słów mówi?) litości! Za stara jestem na coś takiego. Rób swoje , a ja będę robiła swoje.
                  • joshima Re: mały... tyran 01.12.13, 15:44
                    Gość portalu: domza2 napisał(a):

                    > Nie wypaczam "idei bliskości" czy jak to się tam nazywa, bo żadną z góry opisan
                    > ą, fachowo przedstawioną i nazwaną opcją się nie kieruje. Za głęboko siedzę sam
                    > a w nauce, żeby się rzucać na każdą idiotyczną nowinkę. Mam krytyczny umysł.
                    Cały czas udowadniasz że nie rozumiesz o co caman...

                    > Nie dokuczaj mi, że chcesz poczytać o moich dzieciach za lat naście,
                    Nie było moją intencją Ci dokuczyć. Z przyjemnością poczytam o ich sukcesach. Szczerze. Po prostu uważam, że wtedy każda z nas będzie w stanie ocenić lepiej co i jak wyszło. A w ogóle to mam wrażenie, że jakaś ostatnio drażliwa jesteś i Ci się ulewa ;)
                      • joshima Re: mały... tyran 02.12.13, 15:46
                        Do pewnego stopnia Cię rozumiem. Też mam dziecko w tym wieku i też od września odreagowuje w domu przedszkole. A ja jestem notorycznie niewyspana bo dorabiam po nocach ;) i jeszcze mam na stanie półtoraroczne dziecko do kompletu :)
                        • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 02.12.13, 17:59
                          Moja nie odreagowuje przedszkola, bo chodziła także w wakacje. CO prawda mam tylko ją, ale nie wyobrażam sobie mieć na stanie jeszcze jakieś dziecię. Ja mam mnóstwo pracy, a i tak każdą wolną chwilę poświęcam jej. Najpierw myślałam, że próbuje zdobyć moją uwagę, więc - jak zwykle chciałam ją wybawić - nie pomogło, było nawet gorzej. Potem próbowałam mnóstwa innych rzeczy, aż w końcu poszłam z nią do psychologa. Teraz wiem, że koniecznie muszę jej zafundować jakiś sport, ona jest niewyżyta fizycznie, nie wiem, czy w tym przedszkolu w ogóle się ruszają:((. Dziecko dosłownie biega całe popołudnie po mieszkaniu, a potem organizuje mi awanturę - naprawdę umie się na mnie wyżyć. Denerwuje mnie to, że w przedszkolu jest TAK posłuszna.. To za bardzo różni się z jej temperamentem, dlatego w domu musi upuścić to ciśnienie. Ja to wszystko WIEM, ale to nie oznacza, że mnie to nie wścieka. I nikt (Ty też:) nie powie mi, że mam problem ze swoją złością. Nie wysypiam się od 4 lat, jem byle co i jak, coraz więcej pracuję, uczę się i nie mam kiedy i jak odpocząć. Mam prawo być wściekła. Musiałam i ja się wyżyć, dobrze, że jest to forum;)pozdr
                          • joshima Re: mały... tyran 02.12.13, 19:42
                            Gość portalu: domza2 napisał(a):

                            > Ja to wszystko WIEM, ale to nie oznacza, że
                            > mnie to nie wścieka. I nikt (Ty też:) nie powie mi, że mam problem ze swoją zł
                            > ością. Nie wysypiam się od 4 lat...
                            Nie chcę się z tobą licytować, ale coś wiem o niewysypianiu się. Mam małe dziecko które w nocy jeszcze je, a w dodatku w nocy pracuję od 22 do 2-3 nad ranem ;) O 6:30 dzwoni mój budzik i trzeba się zbierać do przedszkola. Też jakoś nie wypoczywam w domu :)
                            Nie ten ma problem, ze złością, kto ją odczuwa, ale ten kto okazuje ją w sposób, który krzywdzi innych (krzyk, przemoc fizyczna i nie tylko) :)
                          • jola_ep Re: mały... tyran 02.12.13, 20:09
                            > Nie wysypiam się od 4 lat, jem byle co i jak, coraz więcej pracuję, uczę się i nie mam kiedy i jak odpocząć. Mam prawo być wściekła.

                            No i masz odpowiedź.
                            Ja w którym momencie musiałam się poddać. Przestałam być porządną gospodynią i tak jest po dziś dzień.

                            Moja córka w wieku czterech lat miała wyjątkowo paskudny okres. Na szczęście zaczęły się wakacje. Wyjechałam z nią do mojej mamy. Nawet się skarżyłam, że dziecka własnego nie poznaję... A tu niespodzianka: moje dziecko niespodziewanie zamieniło się w ideał.

                            Mam nieco zmienną pracę, są okresy spokojniejsze, są bardzo zagonione, nawet w domu musiałam pracować/dokształcać się. Dziwnym trafem zbiegało się to często z wyjątkowo paskudnym zachowaniem dziecka.

                            nie oszukamy naszych dzieci. Jeśli z uśmiechem na ustach będziemy się z nim bawić, to ono i tak nas przejrzy. A sprzeczne sygnały staną się dla niego kolejnym źródłem niepokoju.

                            Tak, jak na nas działa środowisko, tak samo działa na nasze dzieci.
                            przedszkole jest miejscem, gdzie dzieci muszą zachowywać pewne zasady (to nie jest ich dom, bezpieczne miejsce, gdzie mogą całkowicie się odprężyć i być sobą). Nie chodzi o to, że jest im źle. Nawet stres przedszkolny nie należy rozumieć, jako miejsce gdzie są nieszczęśliwe. Dużo się dzieje, uwaga jest pobudzona. A jednocześnie rzadko mają okazję się wybiegać, szczególnie jak pogoda jesienna, dzieciaki w grupie chorują (w przedszkolu moich dzieci rodzice nieustannie mieli pretensje na zebraniach, że dzieci wychodzą na podwórko). Takie dziecko jest jak naciągnięta cięciwa. Puszcza w bezpiecznym, domowym środowisku. To trochę tak, jak w pracy bywamy nieskończenie cierpliwe, miłe, opanowane, a rozpaczamy, wściekamy się w domu (nie, niekoniecznie oznacza to, że puszczają nam wszystkie hamulce).
                            Czasem warto "wybiegać" dziecko na placu zabaw, nawet jak ciemno.

                            "Rodzicielstwo bliskości" nie oznacza, że mamy dziecko stawiać w centrum naszego życia. Należy pamiętać, że nasze dziecko się zmienia i nie traktujmy je tak samo, jak wtedy gdy miało roczek czy dwa (2,5 nie zostawiałam samego z rozpaczą, przy wrzaskach 4,5 czasem wychodziłam).
                            Zrozumieć dziecko, nie oznacza nieustająco analizować i na nowo przeżywać
                            Nasze "wychowawcze porażki" powinny zaś stać się podkładem do naszego rozwoju, a nie źródłem wyrzutów sumienia. Bo wyrzuty sumienia to zwykle zły doradca.

                            A jak nam się zamarzy idealnie posłuszne dziecko i mające to właśnie za cel wychowawcze działania, to proponuję wczytać się w absolutnie genialne słowa Korczaka, które zacytowała Budzik11:
                            forum.gazeta.pl/forum/w,575,148318960,148320912,Re_Metody_wychowawcze_.html
                            A nade wszystko... czy Twoje dziecko zna słowa "mama odpoczywa" i jest w stanie je respektować choć przez kwadrans?

                            Bo może nie dziecko, nie z gruntu złe metody, ale cisza, spokój, odpoczynek... i płynąca wtedy refleksja. Nasze dziecko się zmienia, a my mamy podążać za jego rozwojem.

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            PS. Przepraszam, że za długo i pewnie nie w tym miejscu w wątku, ale czasu za bardzo nie mam :(

      • szamanta Re: mały... tyran 30.11.13, 19:47
        > A ja polecę książkę "Kiedy złość dziecka niszczy ciebie. A na poważnie, lepiej
        > zająć się sobą, zaopiekować sobą w pozytywnym sensie niż dać zawładnąć sobą pr
        > zez małego tyrana (polecam "Mały tyran" - to autentyczna książka). Piszę to maj
        > ąc 4,5 córkę w skrajnie kiepskim okresie życia. Mam dość. Wypróbowałam wszystko
        > , wszystkie pomysły, metody, a czasem tylko w tyłek należałoby dać i zamknąć si
        > ę w pokoju. I trzeba sobie dać prawo do nielubienia małego tyrana, chęci odcięc
        > ia się od niego i odpoczynku. Dziecko swoim zachowaniem nie ma prawa zadręczać
        > rodzica, a obecnie dzieciom takie prawo się dało. I jeszcze Ty masz popracować
        > nad sobą. Nad swoim gniewem, bo dzieciątko zniszczysz. Zamknąć się w pokoju, po
        > grążyć w poczuciu winy, postanowić, że odtąd będziesz "lepsza" (sic!) i zrozumi
        > esz wszystkie niezrozumiałe powody do złości, histerii, ataku twojej pociechy.
        > Ty musisz dotrzeć do tych powodów, bo bez tego wasz świat się zawali. Musisz tr
        > wać przy histeryzującym, dziecku, bo być może królewna zapragnie byś była obok.
        >
        > Stop temu myśleniu. To naprawdę droga donikąd.

        hehehee. Jak pisalm nie mal o identycznych zrachowaniach i wtedy popierałam odizolowanie się w takich sytuacjach od dziecka wyjątkowo ,ale to bardzo wyjątkowo dokuczliwego w swoich brzydkich szachowaniach no to równo joshima z toba domza sprzeciwialiście się temu pomysłowi ,ze dziecka nie wolno samego zostawiać kiedy wybitnie mocno za skore zalezie
        Zawsze z uśmiechem czytałam te bulwersy,być w takiej samej sytuacji wtedy zmienia się punkt widzenia czyz nie domza?
        • Gość: domza2 Re: mały... tyran IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.12.13, 11:39
          SZamanta, ja nigdy nie zostawiałam dziecka samego. Więc moje "bulwersy" były szczere. Uważałam, że muszę mu pomagać w radzeniu sobie z emocjami itd. Tymczasem dzieci, którym się tak "nie pomaga" na każdym kroku potrafią jakoś wyciszyć się same, są bardziej "zahartowane", nie oglądają się na każdym kroku (gdy czują negatywne emocje) za rodzicem. Poza tym 3/4 popisów jest spektaklem aktorskim obliczonym na publikę. Ja nie zamierzam być publiką. Dlatego teraz już uciekam. Chcę chronić siebie i to jest dla mnie priorytetem.

          Joshima próbuje mi wmówić, że coś z czymś pomyliłam itd. Niczego z niczym nie pomyliłam. Nie rządziło moje dziecko w domu, ale teraz zaczyna rządzić. Ja nie będę dziecku dawała samego masła, bo... CHCE - chcenie dziecka to dla mnie żaden argument, sorry. Ja wydaję taki i taki posiłek i on jest w całości do zjedzenia. Nie, to będzie później inny. Jak nazwać podawanie tego, co CHCE dziecko. Jak nazwać pomysł, że jak nie CHCE iść w majtkach to niech idzie bez? To nie dzieciocentryzm???? To nie kierowanie się jedynie tym, co CHCE dzieciak? To Ty Joshima się oszukujesz, że ta cała bliskość to coś innego niż dzieciocentryzm. Ciekawe jak by było, gdybyś zaczęła się kierować w domu, tym czego TY chcesz i byłoby to sprzeczne z CHCĘ Twoich dzieci... Bo jeśli chodzą bez majtek i jedzą samo masło, bo tak chcą, to są krzywdzone. Bo społeczeństwo zweryfkuje te zachowania jako "nienormalne". Nie warto wychowywać własnego dziecka na czubka - to nie krzywda? Ma się dostosować do społeczeństwa w którym żyje, i to nie społeczeństwa murzynek targających dzieci na plecach tylko tego tutaj, społeczeństwa polskiego XXI w.

          Niech każdy robi jak chce. U mnie dziecko nie będzie chodzić bez majtek, nie będzie jeść samego masła i decydować samo za siebie. I tyle.
          • joshima Re: mały... tyran 01.12.13, 13:14
            Gość portalu: domza2 napisał(a):

            > Joshima próbuje mi wmówić, że coś z czymś pomyliłam
            Nic Ci nie wmawiam. Sama o tym piszesz. Sama piszesz, że wpadłaś w pułapkę dziociocentryzmu, że wpadłaś w samoudręczenie i poczucie winy i takie tak i nazywasz to rodzicielstwem bliskości. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Mylisz te dwie kwestie ;)

            > Nie rządziło moje dziecko w domu, ale teraz zaczyna rządzić.
            A co wiesz o typowych zachowaniach, potrzebach i dążeniach dzieci w wieku 4.5 roku. Mam na myśli takie kwestie rozwojowe? ;)

            > Ja nie będę dziecku dawała samego masła, bo... CHCE
            No nie dziwię się? Ale co z tego? Czy w związku z tym wymierzysz mu karę?

            > Jak nazwać podawanie tego, co CHCE dziecko.
            To zależy czego dziecko chce i na ile jesteś skłonna (chcesz/możesz) mu ustąpić.

            > Jak nazwać pomysł, że jak nie CHCE iść w majtkach to niech idzie bez? To nie dziec
            > iocentryzm????
            Nie. Moim zdaniem nie.

            > To nie kierowanie się jedynie tym, co CHCE dzieciak?
            Nie. To pozwolenie na doświadczanie w sprawach w których chcemy/możemy pozwolić. Dzieciocentryzm to właśnie walka z dzieckiem godzinami o te majtki, bo wiąże się z nią całkowite skupienie uwago na dziecku ;)

            > To Ty Joshima się oszukujesz, że ta cała bliskość to coś innego niż dzieciocentryzm.
            Bo to jest coś innego. Mam dwójkę dzieci i choćby z powodów technicznych nie mogę uprawiać dzieciocentryzmu, bo nie mogą istnieć dwa centra a interesy moich dzieci i ich chciejstwa są co najmniej kilka razy dziennie conajmniej rozbieżne.

            > Cieka
            > we jak by było, gdybyś zaczęła się kierować w domu, tym czego TY chcesz
            Ale bardzo często się tym kieruję i nadal nie uważam, że to stoi w sprzeczności z rodzicielstwem bliskości ;)

            > Bo jeśli chodzą bez majtek i jedzą samo
            > masło, bo tak chcą, to są krzywdzone
            A jaką krzywdę robi dziecku jak sobie pochodzi bez majtek? I co to ma wspólnego ze społeczeństwem? Naprawdę uważasz, że dziecko, które w desperackim akcie buntu postawi na swoim i nie założy majtek już do końca życia będzie bez nich chodziło? Nie bądź śmieszna. Chyba trochę popłynęłaś.

            > Ma się dostosować do społeczeństwa w którym żyje
            Nie. Ma tworzyć społeczeństwo. A to zasadnicza różnica.

            > Niech każdy robi jak chce. U mnie dziecko nie będzie chodzić bez majtek, nie bę
            > dzie jeść samego masła i decydować samo za siebie. I tyle.
            OK. Twój wybór. Chętnie poczytam za kilka(naście) lat o Twoich dzieciach ;)
            • Gość: mamucha Re: mały... tyran IP: *.hist.uj.edu.pl 04.12.13, 13:09
              Hi, hi, hi... Joshima, bywam Twoją fanką :-)

              Moje dziecko (2,3) chciewa jeść sam serek topiony tudzież twarożek, masło, maliny z kompotu na śniadanie. Jeszcze parę pomysłów by się znalazło. Chce to je i żyje ;-p Zazwyczaj po takim "śniadaniu" zawiesista jarzynówa z razowym makaronem tudzież micha buraków z cytryną znikają podczas obiadu bez śladu. Słodycze dostaje w ilościach znikomych. Ja jako dzieciak urządzałam ponoć dantejskie sceny o masło - chciałam np. kanapki z samą wędliną czy samym miodem/dżemem. Matka oczywiście walczyła. W okresie szkolnym już pamiętam mdłości i bóle brzucha po maśle/tłustszym żarciu/rosole. Ale matka walczyła. Stara d...a jestem i wreszcie parę lat temu polazłam do lekarza. Po diagnozie matka mnie za te walki przeprosiła, ale cóż - piętnaście, dwadzieścia lat dostawałam po mordzie za "grymaszenie"...

              O majtki jazd wprawdzie jeszcze nie było, ale nie raz mi dzieci do przedszkola/żłobka lazły w rajstopach i bluzce, bo np. spódnica/spodnie nie i już. Tudzież kozaki latem się zdarzyły i pidżama. Poplamione bluzki są regułą po śniadaniu (no bo przecież śliniaki są be i przebieranie się też jest be, a jeśli nie przebierzemy się PRZED śniadaniem to się nie przebierzemy w ogóle i pójdziemy w pidżamie), ale i nasz żłobek i przedszkole (czyt.: Ciocie i Rodzice) są wylooozowani i nikomu świadomość cudzego śniadania nie wadzi.

              Ale wniosek smutny: strasznie to "społeczeństwo polskie XXI wieku" smętne, smutne i czepialskie... Jakoś nie przeszkadza mi u innych w granicach rozsądku niedoprasowana spódnica, studenci w dżinsach na egzaminie, rozmowy przez komórkę tudzież czytanie książek w tramwaju. Rozkrzyczane dzieci, zrzędliwe babcie, niedzielni kierowcy...
          • szamanta Re: mały... tyran 01.12.13, 13:46
            Gość portalu: domza2 napisał(a):
            Tymczasem
            > dzieci, którym się tak "nie pomaga" na każdym kroku potrafią jakoś wyciszyć si
            > ę same, są bardziej "zahartowane", nie oglądają się na każdym kroku (gdy czują
            > negatywne emocje) za rodzicem. Poza tym 3/4 popisów jest spektaklem aktorskim o
            > bliczonym na publikę. Ja nie zamierzam być publiką
            . Dlatego teraz już uciekam.
            > Chcę chronić siebie i to jest dla mnie priorytetem.
            >

            U mnie właśnie tak było i sporadycznie bywa. Dziecko z byle powodu potrafi aktorską scenę odstawić, widząc, że ma widownie i publiczkę jeszcze mocniej dawało vivatu- efekt skupiania na niej uwagi ,furia przybierała mocy, dopiero kiedy zobaczyło któreś ,ze NIE ma odbioru, rozczulania się nad fochami typowo z byle pierdoły, nie ma widowni, nie ma publiczki, nie ma skakania i odstawiania balu murzynów nad malym skunksem , wtedy jakoś o wiele szybciej przechodziły chimery o wszystko i o nic. W skrajnych akcjach były i są wysyłane /odsyłane do siebie ,kiedy nie mam ochoty robić za widownie i odbiorcę fochów .Trzaski mijają o wiele szybciej niż podczas próby tulenia, głaskania, rozczulania się, użalania to jeszcze potęgowało sceny z byle gówienka , a mni samej się w przeciwnym razie udzielał okropny nastrój będąc rozdrażnionym ,kiedy dziecko na mnie się wyżywało (wyładowywało swoje humory na kimś)

            Nie ma widowni na aktorskie i teatralne zagrania ,wtedy nie ma napędu i wbijania 5 biegu przez dziecko, bo mu się bardzo szybko znudzi walić fochy do pustej ściany , a moi domownicy nie maja prawa być tyranizowani przez małego szczerbola :)
            • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 10:28
              czytam nadal i tak myslę, faktycznie stare metody na zwracania uwagi na histerie dziecka czasem są w sumie lepsze bo dziecko szybciej się uspokaja, moja faktycznie się nakręca jeszcze bardziej choć to zależy od sytuacji, naprawdę, bo kazda jest inna.. poza tym co do tych majtek, przeciez dziecko nie wyjdzie na mróz nie ubrane, gołe, nawet bym jej do tego nie zmusiła bo by nie wstała z łożka , to mam sie szarpać , zostawic samą i wyjść, przecież ona może tam siedziec ,sama , dla niej to nie problem...Nie da się prosto rozegrać wszystkich sytuacji.
              Domza, moja córka podobna widzę do Twojej, tez nie wybiegana, więc chyba muszę ją częściej zabierać z domu , bo własnie odkąd sie kisimy jest jeszcze gorzej...
    • szamanta Re: mały... tyran 30.11.13, 20:34
      Tak jak już sypiecie książkami to ja polecam książkę Ayelet Waldman "" Zła matka""
      wzbudziła wiele kontrowersji w swojej szczerości, w swoich porażkach ,klęskach jak i sukcesach, ale gwarantuje ,ze bardzo dużo sytuacji opisanych w te książce jest napotykane w normalnych typowych rodzinach. Zmagania się z dzieciakami a dzieciaki z rodzicami na porządku dziennym są ujawnione -konflikty, rozterki wychowawcze. Momenty zwątpienia i nabierania siły
      Bycie rodzicem to nie zawsze sielanka, cud miód, idyylla- absolutnie, śmieszne jak i mniej fajne epizody rodzinne u Ayelet widnieją. Tam nie ma słodzenia non stop,zaś realność i życie :)
      • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 10:05
        Jejku, nie zagledałam tutaj przez pare dni a wątek tak ciekawie sie rozwinął :). Po krótce przeczytałam posty i odnajduję wiele wspólnych cech i sytuacji w których sie sama znajduję. Moja córka jest jedynaczką, b. grzeczną w przedszkolu , ale w domu nadal wybuch emocji. Juz pytałam Pani przedszkolanki czy cos jest nie tak w grupie, ktoś małej dokucza, ale podbno nie. Więc chyba weszła w taki etap. Zastanawia mnie jedno, ostatnio znajoma lekarka powiedziała ( napomknęłam że córka ma bunt trzylatka) że mam postarać się o rodzeństwo bo córka własnie jest taka bo jest sama ( domyslam się że w podtekście chodziło o to że rozpieszczana). Faktycznie zauważam, choc nie zawsze tak jest , że dzieci pojawiające się w rodzinie jako drugie , trzecie, nie są takie roszczeniowe. Więc cos jest na rzeczy :).
        Natomiast co do konkretnych problematycznych sytuacji, po przeczytaniu waszych wpisów, zaczełam zastanawiac sie nad sobą i wiem ze nie postepuje dobrze, ale zaczynam to zmieniać. Tzn. szukam kompromisu, pozwalam sie jej wypłakać, choc wczoraj wieczorem to byla histeria i ledwo dałam radę. Opiszę to. Chciałam córke połozyć wcześniej spać, bo chodzi b. późno. Kąpiel, kolacja ect. były o pół godziny szybciej. Od 20 już była w łózku, czytanie książeczki itp. Potem porsiła o jeszcze jedną a ja powiedziaałam że koniec ( bo wiem że by przeciągła potem na jeszcze jedną). Połozyłysmy się , ale ona wariowała. Powiedziałam że jeśli nie bedzie leżec spokojnie to wychodzę. Więc wychodziłam kiedy trzeba było, ona mnie wołała i trochę sie uspokajała. Generalnie wyszło potem tak że jednak nie zasnęła do 22 a wczesniej wpadła w taka histerię że hej, bo była głodna ( zawsze to wykorzystuje jak nie chce spać) a jak dałam jej chleb to awantura poszła o to że chce inny i jeszcze biszkopcik ( wie że nie mogę jej za dużo dawac bo jest alergiczką a poza tym ma zaparcia) i jak powiedziałam SPOKOJNIE i stanowczo że nie to nakręcała się taka histeria do wrzasku i bicia mnie ( chleb rzucała po pokoju). Dalej byłam spokojna. Potem skończyło sie na przytuleniu, bo byłam ciągle przy niej , po czym dziecko usnęło a ja byłam w strzępach. Nie chcę żeby dziecko weszło mi na głowę, bo naprawde jak daję jej co chce to ona chce coraz więcej i muszę w końcu postawic jakąś granicę. Jestem załamana. Dodam że akurat dzisiaj rano juz tez się "coś" szykowało, ale jakoś dała sie ubrać i wyjść z marudzeniem, ale bez histerii. Zauważam też że ona się nakręca , dochodzi do wyładowania emocji a potem jest kochana...Z podanych lektur muszę cos wybrac bo bym za dużo musiała kupić, ale naprawdę jeszcze raz poczytam Wasze wpisy bo myslę że duzo mi pomogły...
        • tabakierka2 Re: mały... tyran 03.12.13, 10:26
          można jeszcze umawiać się z dzieckiem wcześniej co będzie - w sensie, jak będzie przebiegało usypianie. Np. umówcie się na 1 czy 2 książeczki i jeśli Ty będziesz miała ochotę, to zgódź się na kolejną, ale zawsze przypomnij ' pamietasz, umówiłyśmy się na 1/2bajeczki. 3 ci dziś nie przeczytam. Jutro możemy porozmawiać o kolejnej'. tak samo z jedzeniem - 'ok (jeśli się zgadzasz), co masz ochotę zjeść? chlebek? dobrze. Biszkopcik, nie, biszkopcik mogę Ci dać na deser (na przykład, u nas taki mamy układ, że słodycze są 'do kawy')'. "skoro rzucasz chlebem, zabieram. Nie chcę, żebyś rzucała jedzeniem". Myślę, że będzie lepiej!
          Piszesz, że jak nie chce spać, to wykorzystuje głód.
          Możesz powiedzieć 'jadłaś już kolację' albo dając kolację, powiedzieć 'zjedz, proszę, bo jak położysz się do łóżka, to już nie będzie jedzenia'
          Masz możliwość, żeby przed spaniem się wyszalała/wybiegała/ wybawiła, tak, żeby po prostu była zmęczona i żeby zasnęła?:) u nas to skutkuje - chłopcy, czasem już w piżamkach, bawią się, szaleją, potem modlitwa, czytanie bajki i zwykle zasypia (starszak, 3lata, 3mce) w trakcie bajki albo do 5minut po bajce.
          • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 10:32
            juz odpisuję, właśnie często umawiam się z nią na bajeczkę, czasem pozwalam dwie, ale ona nadal chce wiecej bo nie jest śpiąca i potem cyrk...do tego w czasie kolacji tez mówię jedz, ale ona chyba faktycznie wtedy nie jest głodna a głód włącza się jak długo nie moze zasnąć, więc chyba musze pokombinowac z porami posiłków...i wtedy będę pewna że ona już jadła niedawno i nie chodzi jej o głód... zresztą nie dziwię się że jak mało zje na kolację to potem po dwóch - trzech godzinach jest głodna a nie może sanąć więc wszystko jest nie tak... Wybieganie się ,może trochę by i dało, ale ona taką zabawą się nakręca a nie wycisza niestety... :/
                • tabakierka2 Re: mały... tyran 03.12.13, 10:44
                  anusia_magda napisała:

                  > jakby zasnęła o 20stej to ok, ale zapewniam Cię że do 22 będzie walczyć i wtedy
                  > pojawi się głód ok. 21

                  czyli, że pewnie nie jest wystarczająco zmęczona. O której wstaje? jak śpi w nocy?
                  nie lubi samego chodzenia spać? ma intensywne dni?w sensie przedszkole, jakiś spacer z wybieganiem, kolacja, kąpiel i rytuał usypiania? To wszystko jest? zawsze tak słabo zasypia?
                  • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 10:53
                    wstaje o 7.15-7.30, potem spi w przedszkolu, ale chyba max.do 14.15-14.30 nie wiem, od jakiegos czasu własnie zaczęła mniej sypiac i zdarza się że nie spi w dzień a i tak do wieczora szaleje, może wtedy zaśnie o 21 a nie o 22 czy nawet 23... z wybieganiem ostatnio kiepsko bo zimno, ciemno, ale akurat wczoraj dzieciaki były na dworze..rytuał mamy i kiedys szybko zasypiała, jeszcze rok temu jak była w żłobku to o 20.30 juz spała a potem od kiedy zabrała w wakacje smoka jest horror, nie ma usypiacza :(
                    • tabakierka2 Re: mały... tyran 03.12.13, 10:57
                      anusia_magda napisała:

                      > a potem od kiedy zabrała w wakacje smoka je
                      > st horror, nie ma usypiacza :(

                      u nas wraz z zabraniem smoka skończyła się drzemka dzienna, ale też syn zasypia teraz przed 20stą czasami, bo ledwo na nogach stoi, wstając ok.7.

                      Może ma teraz gorszą fazę z tym usypianiem?
                      a zdarza się np. że ją wykąpiesz, siedzicie sobie na kanapie, Ty coś oglądasz, a ona może np. leżeć koło Ciebie? czy w takiej sytuacji córeczka zasypia/zasnęłaby w miarę możliwości szybko? my tak czasami się dotulamy, szczególnie w weekendy, kiedy Młody może się do mnie przytulić i posiedzieć z nami. Zwykle maks. 5minut siedzi, później zasypia.
                      • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 11:13
                        własnie za bardzo nie chcę jej usypiać przy tv, ale mąż czasem z nią sie tak kładł, to ogladała bajki do upadłego i potem zasypiała, ale o podobnej porze... czyli dla mnie trochę bezsensu...i tak jak pisałam , bez dziennej drzemki tez nie zasypia za szybko a ewidentnie jej potrzebuje bo dopiero jest rozdrażniona na maxa...
                    • mad_die Re: mały... tyran 03.12.13, 11:17
                      okres przejściowy rezygnacji z drzemek jest trudny.
                      To fakt.
                      poproś w przedszkolu, żeby jej nie kładli spać. W ogóle.
                      I zobacz, jak to wpłynie na zasypianie wieczorne za kilka dni.
                        • mad_die Re: mały... tyran 03.12.13, 14:58
                          Możesz jej przecież się zapytać czy chce spać czy nie? Jak nie chce, to zaproponuj ciekawe zajęcie, najlepiej na powietrzu, potem jakieś ciepłe jedzenie po powrocie, trochę zabawy w domu/książeczek i kąpiel i spać o 20. Powinno zadziałać.
        • joshima Re: mały... tyran 03.12.13, 11:47
          anusia_magda napisała:

          > Zastanawia mnie jedno, ostatnio znajoma lekarka powiedziała ( napomkn
          > ęłam że córka ma bunt trzylatka) że mam postarać się o rodzeństwo bo córka włas
          > nie jest taka bo jest sama
          Moim zdaniem to bzdura. Moja starsza córka od półtora roku ma rodzeństwo i jakoś nie zmienia to faktu, że po przedszkolu musi w domu odreagować to przedszkolne usztywnienie i ugrzecznienie.

          > Nie chcę żeby dziecko weszło mi na głowę,
          Moja też miewała takie akcje. Przeżyłam a dziecko nie weszło mi na głowę. Czasem w to trudno uwierzyć ale dzieci naprawdę z tego wyrastają :) A co do granic to wiadomo, że czasem trzeba pozostać nieugiętym :)

          > Zauważam też że ona się nakręca , dochodzi do wyładowania emocji a potem jest kochana...
          A wierzysz w to, że ona naprawdę tego nie kontroluje i sama się z tym męczy okrutnie?
          • anusia_magda Re: mały... tyran 03.12.13, 13:07
            > Zauważam też że ona się nakręca , dochodzi do wyładowania emocji a potem jest kochana...
            A wierzysz w to, że ona naprawdę tego nie kontroluje i sama się z tym męczy okrutnie?
            no własnie nie wiem, moja siostra twierdzi że dziecko po zrzuceniu emocji jest rozładowane i spokojne a w nas to wszystko siedzi
            • joshima Re: mały... tyran 03.12.13, 17:43
              anusia_magda napisała:

              > no własnie nie wiem, moja siostra twierdzi że dziecko po zrzuceniu emocji jest
              > rozładowane i spokojne a w nas to wszystko siedzi
              Bo bierzesz to do siebie za bardzo i traktujesz jakby dziecko celowo chciało Ci dokopać.
      • tabakierka2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 10:43
        dobrze powiedziane....chociaż samej mi trudno kiedy nasz 3latek szuka pretekstu do wojny:/ na zasadzie: nagle ni stąd ni zowąd: idę sobie do kąta (ja: dlaczego?) on: bo tak! idę za karę! ja: dobrze, jeśli masz ochotę postać w kącie... za chwilę: on: biję siebie (bo nie patrzyliśmy w tym momencie) my: nie bij siebie, będzie cię bolalo" on: będę się bił, my nie reagujemy; on: mama, jesteś brzydka, nie lubię cię; itd. A nic, zupełnie nic się wcześniej nie wydarzyło. Ot, piliśmy kawę w salonie, a Młodego coś strzeliło...
        Czasami mam też ochotę rwać włosy z głowy...
        Czasami u nas skutkuje obrócenie sytuacji w stronę zabawy (np. nie bij siebie, nie wolno przecież bić dzieci i w każde miejsce, w które siebie Młody uderza, dajemy mu buziaka - on zaczyna się śmiać i generalnie atmosfera się oczyszcza...)
        • mad_die Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 11:15
          nagle ni stąd ni zowąd: idę sobie do kąta (ja: dlaczeg
          > o?) (1) on: bo tak! idę za karę! ja: dobrze, jeśli masz ochotę postać w kącie... (2) za
          > chwilę: on: biję siebie (bo nie patrzyliśmy w tym momencie) my: nie bij siebie
          > , będzie cię bolalo" on: będę się bił, my nie reagujemy; on: mama, jesteś brzyd
          > ka, nie lubię cię; itd. (3) A nic, zupełnie nic się wcześniej nie wydarzyło. Ot, pi
          > liśmy kawę w salonie, a Młodego coś strzeliło...
          Piliście kawę w salonie, młody może poczuł się odsunięty na bok.
          I tak niektóre dzieci reagują wtedy nadmierną pobudliwością - zwracają na siebie tak uwagę. A Wasze dziecko siebie karze....
          (1) bardzo źle zareagowałaś. Zamiast dlaczego? lepiej potwierdź jego komunikat/potrzebę, powiedz Lubisz być w kącie? lub Aha, idziesz do kąta lub widzę, że jesteś smutny i chcesz pobyć sam? I zobacz, jaki to da efekt.
          (2) no tu go raczej olałaś... i jeszcze pewnie mówiłaś to znad kawy...
          (3) no cóż... dziecko ewidentnie chce Wam coś przekazać... a Wy tego nie pojmujecie...
            • tabakierka2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 11:48
              anusia_magda napisała:

              > tak swoją drogą takie analizowanie sprawy mnie przeraża,

              Mnie też zaczyna powoli:(
              bo ja czuję się coraz bardziej tym rozdrażniona - rozkładanie każdego zachowania na czynniki pierwsze. W efekcie mamy dziecko, które dyktuje warunki, bo skoro czuje się odsunięte na bok i wola o uwagę, to rodzic ma wszystko rzucić i lecieć na złamanie karku (?).
            • Gość: domza2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis IP: *.rzeszow.vectranet.pl 03.12.13, 11:53
              Anusia, Twój opis problemów z zasypianiem jest wypisz wymaluj taki jak u nas. Nasza pociecha też miała kiedyś taki okres (podkreślam), że chętnie chodziła spać. Trwało to kilka miesięcy. Teraz jest horror, większość awantur przypada na wieczór, kiedy się jej czegoś zabroni (np. trzeciej bajki lub czwartek kolacji). O tym właśnie pisałam. Tu nie ma żadnych dobrych recept. Kiedy ulegasz, dziecko wyciąga łapę po więcej ( z reguły, bo czasem ma dobry dzień i zadowoli się tym dodatkowym, co pozwoliłaś, a nawet będzie zachwycone),ale jeśli ma zły dzień - to wtedy w myśl zasady "dasz palec, zażąda ręki", będzie piętrzyło wymagania. Ok, postanawiasz, dogadywanie się na nic, tylko rozdrażnia, więc trzeba krótko, zapowiedzieć i wymagać. Tak robisz i masz awanturę na 40 minut, bo której jak napisałaś "jestem w strzępach" ( to miałam na myśli, że czuję się zaszczuta i świadomie użyłam tego słowa). No i tak to właśnie jest. U mnie właśnie były 3 dni bez awantury, więc jestem happy, czego i innym, umęczonym mateczkom życzę:)
            • joshima Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 17:49
              anusia_magda napisała:

              > tak swoją drogą takie analizowanie sprawy mnie przeraża, to chyba w naszym poko
              > leniu zaczyna to wchodzic w życie , pomyslcie czy nasi rodzice, dziadkowie tak
              > to analizowali :))?
              Większość nie. Raczej byli na przeciwnym biegunie. Myślisz, że postępowali lepiej nie przejmując się wielkimi problemami małego człowieka. Poza tym nie chodzi o to, żeby tak to właśnie analizować całymi dniami. Tu zostało to zrobione bo ktoś poprosił o radę. Prawdę mówiąc, niewielka zmiana nastawienia rodzica skutkuje często tym, że samo jakoś tak wychodzi.
              • mad_die Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 20:22
                Prawdę mówiąc, niewielka zmiana nastawienia rodzica skutk
                > uje często tym, że samo jakoś tak wychodzi.

                Dokładnie!
                Z nastawienia "czego on ZNOWU ode mnie chce ten dzieciak krzykliwy/smutny/biegający/płaczliwy/itp.?!" pomaga już sama zmiana na "on rzeczywiście może chce mi coś powiedzieć i dlatego krzyczy/jest smutny/biega/płacze/itp."
          • tabakierka2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 11:31
            mad_die napisała:

            > Piliście kawę w salonie, młody może poczuł się odsunięty na bok.
            > I tak niektóre dzieci reagują wtedy nadmierną pobudliwością - zwracają na siebi
            > e tak uwagę. A Wasze dziecko siebie karze....

            wiesz, my już oboje jesteśmy mega wycieńczeni ciągłą analizą ' o co mu tym razem chodzi'- nie możemy spokojnie usiąść, wypić kawy, pogadać, bo Młody akurat wtedy chce być w centrum zainteresowania (wcześniej, zanim usiedliśmy zabawa była na 102, nawet nas nie zauważał, wystarczyło, że chcieliśmy odpocząć, to jakby piorun w niego strzelił). Ja na prawdę staram się być wyrozumiała, cierpliwa, empatyczna...na prawdę. Ale mam też swoje granice. Nie może być tak, że dziecko popdporządkowuje sobie wszystkich dorosłych w domu (bo ja dziadkowie wpadają na kawę i pogadać, to też nie ma opcji i zabawa jest super, dopóki siedzimy cicho, a jak zaczynamy rozmawiać, to koniec świata).
            Sytuacja z wczoraj - młodszy przeszkadza starszemu. Starszy "zabierz go, zabierz go" i wyrywa wszystko, co młodszy weźmie do ręki. Usypiam młodszego. Młodszy śpi mi na kolanach, a starszy przychodzi i zaczyna młodszego budzić. Mówię 'teraz możesz się spokojnie bawić, więc nie budź J. proszę' starszy 'nie, nie chcę. J. ma wstać!' ja: "proszę nie budź go, jest zmęczony, daj mu odpocząć. J. teraz żadnej zabawki ci nie będzie zabierał, możesz się spokojnie bawić' itd. Szału można dostać, bo raptem 10minut wcześniej brat mu przeszkadzał i miałam go zabrać.
            Odkąd przychodzi z przedszkola, spędzamy razem czas.Ja wiem, że on stara się tym zachowaniem zwrócić na siebie naszą uwagę. Wiem o tym, ale tak nie może być, że wszystko - całe życie rodzinne będzie podporządkowane 3latkowi. Jak młodszy będzie w tym wieku i również będzie chciał przeforsować swoje 'chciejstwa' to zwariujemy.
            • anusia_magda Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 13:16
              widzę że chyba nie dojdziemy do tego co jest lepsze bo są zwolennicy i przeciwnicy różnych metod a prawda jest taka że na każde dziecko co innego działa i każde ma inne potrzeby choc niby podobne...kiedys takie jazdy z córką były sporadyczne od 3 tyg. jest źle i jakby dzisiaj była miła i cały dzień obyłby sie bez awantury to bym pomyslała czy nie jest chora...Może nie doszła do siebie po jelitówce ( bo co jakis czas mówi że ja brzuszek boli i sama nie wiem czy to naprawe czy nie, choc za chwile jej mija i sie bawi i jest ok), może coś w żłobku, moze skok rozwojowy może za bardzo ja rozpieściłam , nie wiem, ale wiem że nie mogę całkiem jej sie poddawać, bo ona mnie we wszystko angażuje i nie mam chwili odpoczynku, bawić sie nie chce sama i ogólnie chce coraz wiecej...na pewno potrzebne jest morze cierpliwości , trochę dystansu i zrozumienie dziecka, ale nie mozemy popadać w skrajność i realizować bezwzględnie wszystkie potrzeby dziecka. Kiedyś w ogóle się dziećmi nie przejmowano a i tak szanowały rodziców.
              • Gość: domza2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis IP: *.rzeszow.vectranet.pl 03.12.13, 20:51
                Anusia, rzuciło mi się w oczy, że napisałaś coś o "jelitówce". Piszę o tym dlatego, że u nas to złe zachowanie dziecka ciągnie się od zakończenia piekelnej "grypy żołądkowej", która trwała 10 dni. dziecko oddawało do 40 stolców na dobę, ale nie odwodniło się i nie poszło do szpitala. Właśnie wczoraj przeglądając "rozwój psychiczny dziecka", gdzie sugeruje się zawsze kontrolować stan zdrowia w przypadku pogorszenia zachowania przypomniałam sobie, że dosłownie od końca tej choroby zaczęły się problemy. Dlatego pytam o to samo Ciebie. Może to jakoś negatywnie wpłynęło na dziecko, wypłukały się jakieś witaminy, mikroelementy, sama już nie wiem...
            • mad_die Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 03.12.13, 15:03
              A jaka jesteś, kiedy się nie starasz?
              Ja na prawdę staram się być wyrozumiała, cierpliwa, e
              > mpatyczna...na prawdę.


              I czy zabrałaś małego, jak przeszkadzał starszemu?
              Gdzie był mały, jak Wy piliście kawę?

              Młodszy
              > śpi mi na kolanach, a starszy przychodzi i zaczyna młodszego budzić. Mówię 'ter
              > az możesz się spokojnie bawić, więc nie budź J. proszę' starszy 'nie, nie chcę.
              > J. ma wstać!' ja: "proszę nie budź go, jest zmęczony, daj mu odpocząć. J. tera
              > z żadnej zabawki ci nie będzie zabierał, możesz się spokojnie bawić' itd.
              Wszystko jest u Ciebie bardzo negatywne.... Nie rób tego, nie tamtego....
              Powiedz, jak mogłabyś zareagować w tej sytuacji POZYTYWNIE? Bez mówienia ciągle NIE.
              • tabakierka2 Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 04.12.13, 07:16
                mad_die napisała:

                > A jaka jesteś, kiedy się nie starasz?
                >

                jak się nie staram, to wpadam w furię ( niestety choleryczka ze mnie, ale i tak wiele udało mi się wypracować, tak sądzę).

                >
                > I czy zabrałaś małego, jak przeszkadzał starszemu?

                tak, zwykle zabieram młodszego gdzieś na bok, organizuję mu jakieś inne zajęcie...tyle, że jak młody się wciągnie, to starszy przybiega (nawet jeśli był zajęty swoimi 'sprawami') i wyrywa zabawkę, która wciagnęła młodszego...Wtedy młodszy się wścieka, szarpie starszego, próbuje odzyskać zabawkę. I awantura zaczyna się na nowo

                > Gdzie był mały, jak Wy piliście kawę?

                zajęty sobą, z tego, co pamiętam jakąś książeczkę sobie wertował przy moich nogach.

                >
                > Młodszy
                > > śpi mi na kolanach, a starszy przychodzi i zaczyna młodszego budzić. Mówi
                > ę 'ter
                > > az możesz się spokojnie bawić, więc nie budź J. proszę' starszy 'nie, nie
                > chcę.
                > > J. ma wstać!' ja: "proszę nie budź go, jest zmęczony, daj mu odpocząć. J.
                > tera
                > > z żadnej zabawki ci nie będzie zabierał, możesz się spokojnie bawić' itd.

                > Wszystko jest u Ciebie bardzo negatywne.... Nie rób tego, nie tamtego....
                > Powiedz, jak mogłabyś zareagować w tej sytuacji POZYTYWNIE? Bez mówienia ciągl
                > e NIE.
                >

                komunikat jest w połowie na 'nie', w połowie na 'tak', więc zarzut, że wszystko jest u mnie bardzo negatywnie nietrafiony, uważam.
                • anusia_magda Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 04.12.13, 08:48
                  wczorajszy dzień mile mnie zaskoczył bo dziecko zachowywało sie super , jaka ja byłam trudno mi ocenić :) ( wieczorem wyskoczyłam na masaż)...ale było tak fajnie, co nie oznacza że przychodził moment ze sie złościła, ale zaraz zaproponowałam jej malowanie farbkami i zły humorek minął, poza tym wyszliśmy na dwór, na roraty , do kawiarni...było super...mam nadzieję ze tak bedzie dalej....zasnąć nie chciała, ale jakoś nie zmuszłam jej do tego i oczywiscie padła po 22, tudno, nie od razu Kraków zbudowano...:)
                  • joshima Re: przeczytałam na małym dziecku taki wpis 04.12.13, 16:16
                    Zamiast: ""proszę nie budź go" można na przykład: "zostaw brata i chodźmy się pobawić. Dopóki Bąk śpi to nie będzie nam przeszkadzał". Nie ma ani jednego 'nie' Prawie wszystko da się powiedzieć bez nie. Na przykład zamiast 'nie rusz' to 'zostaw', 'odłóż', 'postaw', 'połóż', zamiast 'nie wchodź' to 'zejdź', 'wyjdź', 'chodź', zamiast 'nie puszczaj wody' to 'zakręć kran', zamiast 'nie wychodź na ulicę, to 'idź blisko mnie', 'idź po tej stronie chodznika' i tak dalej i tak dalej. Dzieci mają alergie na 'nie' i dużo mniejszy opór stawiają kiedy pozytywne polecenia. Poza tym dzieci potrafią się na 'nie' znieczulić :)
                    • Gość: domza2 "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.12.13, 12:15
                      Polecaną przez Joshimę książkę zakupiłam i jestem w trakcie lektury. Mam pewną satysfakcję, otóż w teście zamieszczonym wewnątrz na 98 punktów (średnia złości) mam jedynie 76:)), a na ilość wybryków pociechy - przy średniej 20 , u mnie 28!! A więc wkurzam się mniej niż inni, przy większej niż u innych dzieci ilości wybryków. Piszę o tym, bo kiedy mówię, że ilość wybryków jest u nas statystycznie większa i być cierpliwym przy moim dziecięciu, znaczy a) być martwym, b) być aniołem , to nikt mi nie wierzy, a wyszło mi to w książce:))

                      Książka warta lektury, jednak zastanawiam się, na ile jest to znów propozycja zamknięcia złości pod klucz. Uważam, że jeśli pozwalamy dziecku na krzyk ( w myśl zasady, że to to samo, co śmiech, rodzaj ekspresji uczuć), to sobie też pozwalajmy. oCzywiście niedopuszczalne jest u mnie wyzywanie,"nazywanie" itd. Ale dlaczego mam nie wrzasnąć sobie" MAM DOŚĆ!!!!" skoro dziecko może, to ja nie?? :) (ostatnio u mnie spokojne i ciche dni nastały:)
                      • mad_die Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 10.12.13, 12:56
                        Ależ oczywiście, że możesz wrzasnąć. Tylko potem wytłumacz, co to miało znaczyć. I może przeproś tez za wrzask, i postaraj się swoje negatywne emocje wyrazić spokojniej - tak właśnie jakbyś chciała, żeby Twoje dziecko wyrażało te trudne emocje.
                        Ja też czasami wrzasnę. I potem mówię najzwyczajniej w świecie "sorry, zmęczona jestem, nie powinnam była tak krzyczeć, dajcie mi chwilę spokoju, to dojdę do siebie" i to działa.
                      • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 10.12.13, 18:55
                        Gość portalu: domza2 napisał(a):

                        > Polecaną przez Joshimę książkę zakupiłam i jestem w trakcie lektury. Mam pewną
                        > satysfakcję, otóż w teście zamieszczonym wewnątrz na 98 punktów (średnia złości
                        > ) mam jedynie 76:)), a na ilość wybryków pociechy - przy średniej 20 , u mnie
                        > 28!! A więc wkurzam się mniej niż inni, przy większej niż u innych dzieci ilośc
                        > i wybryków. Piszę o tym, bo kiedy mówię, że ilość wybryków jest u nas statysty
                        > cznie większa i być cierpliwym przy moim dziecięciu, znaczy a) być martwym, b)
                        > być aniołem , to nikt mi nie wierzy, a wyszło mi to w książce:))
                        To u mnie ilość wybryków wyszła masakryczna. Byłabym szczęśliwa gdyby to było 20 czy nawet 30.


                        > Książka warta lektury, jednak zastanawiam się, na ile jest to znów propozycja z
                        > amknięcia złości pod klucz.
                        Aaaa. Zastanawiasz się, bo jeszcze nie doczytałaś ;)

                        >Uważam, że jeśli pozwalamy dziecku na krzyk ( w myś
                        > l zasady, że to to samo, co śmiech, rodzaj ekspresji uczuć), to sobie też pozwa
                        > lajmy.
                        Różnica między nami a dziećmi jest taka, że my jesteśmy a właściwie powinniśmy być dojrzali i znacznie lepiej radzić sobie z emocjami. Dzieciom pozwalamy bo one jeszcze nie potrafią inaczej.

                        >Czywiście niedopuszczalne jest u mnie wyzywanie,"nazywanie" itd. Ale dl
                        > aczego mam nie wrzasnąć sobie" MAM DOŚĆ!!!!" skoro dziecko może, to ja nie?? :)
                        > (ostatnio u mnie spokojne i ciche dni nastały:)
                        "Dlaczego?" To nie jest dobre pytanie. Lepiej zapytaj "Po co?" skoro to i tak nie poprawi danej sytuacji.
                          • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 10.12.13, 21:32
                            Gość portalu: domza2 napisał(a):

                            > Jak to po co? To bardzo pomaga (chociaż ja nie krzyczę generalnie). Tak jak prz
                            > eklinanie pomaga (nie jestem przeciwniczką, ale klnę raczej w pracy, nie w domu
                            > :)
                            Ale komu pomaga i w czym pomaga? Czy pomaga Tylko Tobie? Czy pomaga Tobie i Twojemu dziecku? Bo na przykład w przypadku mojego dziecka mój podniesiony głos tylko pogarsza sytuację. Mam też pewność, że w ogólnym rozrachunku pogarsza też nasze relacje.


                            > Wypowiem się więc jak doczytam. A jesli chodzi o liczbę wybryków? Ciekawe, jakb
                            > y tu "wypadły" dzieci trzymane "krótko". Zapewne połowa wybryków w ogóle się ni
                            > e pojawi...:)
                            Hi hi hi... Ale o czym to świadczy?
                                • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 11.12.13, 14:25
                                  Joshimo, przeczytałam polecaną książkę o złości i mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że ta książka niepotrzebnie demonizuje krzyk i złość. Moim zdaniem można się złościć na dziecko i krzyczeć i nadal nie robić mu żadnej krzywdy. Dlatego już podstawowe założenie tej książki: złość jest zła, jest fałszywe.
                                  Oczywiście sama książka jest OK, daje przydatne techniki i mądre rozwiązania. Jednak fałszywie nazywa główny problem. To nie złość jest problemem rodzica i nie krzyk, tylko to, że nie potrafi wyrazić złości nie krzywdząc dziecka.
                                  Irytowały mnie też przykłady w tej książce typu: "Ania nie chce się ubrać, tata boi się, że się spóźni do pracy, jego złość narasta. W końcu nie wytrzymuje i krzyczy, żeby się wreszcie pospieszyła. Co zrobić, żeby nie dochodziło do takich scen?" Otóż ja w tej scenie nie widzę nic złego, dopóki tata nie wyzywa, nie obraża, nie upokarza i nie bije Ani.
                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 11.12.13, 19:25
                                    aleksandra1357 napisała:

                                    > Joshimo, przeczytałam polecaną książkę o złości i mam mieszane uczucia. Wydaje
                                    > mi się, że ta książka niepotrzebnie demonizuje krzyk i złość.
                                    Ja nie zauważyłam, żeby cokolwiek demonizowała. Ona jest dla ludzi, którzy chcą mniej na dzieci krzyczeć i się złościć a nie wiedza jak to zrobić (bo dupościsk na dłuższą metę nie działa)

                                    > Moim zdaniem możn
                                    > a się złościć na dziecko i krzyczeć i nadal nie robić mu żadnej krzywdy.
                                    A moim zdaniem to bardzo zależy od dziecka co właśnie w tej książce było podkreślone. Skoro uważasz, że Twoim dzieciom nie robi krzywdy twój krzyk to OK. Ja wiem, że moim dzieciom moje nerwy robią źle. TO po pierwsze. Po drugie krzyk krzykowi nie równy a i wykrzyczany komunikat może być naprawdę różny.

                                    > Dlatego już podstawowe założenie tej książki: złość jest zła, jest fałszywe.
                                    Takie było Twoim zdaniem założenie tej książki? To ja nie wiem co Ty czytałaś.

                                    > To nie złość jest problemem rodzica i ni
                                    > e krzyk, tylko to, że nie potrafi wyrazić złości nie krzywdząc dziecka.
                                    Ale przecież własnie o tym jest ta książka. O tym co zrobić kiedy złość rodzica krzywdzi dziecko. Nawet tytuł o tym mówi ;)

                                    > Irytowały mnie też przykłady w tej książce typu: "Ania nie chce się ubrać, tata
                                    > boi się, że się spóźni do pracy, jego złość narasta. W końcu nie wytrzymuje i
                                    > krzyczy, żeby się wreszcie pospieszyła. Co zrobić, żeby nie dochodziło do takic
                                    > h scen?" Otóż ja w tej scenie nie widzę nic złego
                                    A ja widzę, bo w przypadku wielu dzieci taka akcja tylko pogarsza sytuację i wybuch rodzica powoduje że wszystko wydłuża się jeszcze bardziej a do przedszkola jedzie się z syreną w samochodzie ;) Nie oceniaj wszystkiego z perspektywy Twoich relacji z Twoimi dziećmi ;) Dla mnie inne przykłady były bez sensu bo np nie wywołują u mnie złości, ale to nie znaczy, że są bez sensu generalnie ;)

                                    > dopóki tata nie wyzywa, nie
                                    > obraża, nie upokarza i nie bije Ani.
                                    Aha, ale jak nie robiąc tego doprowadza ją do zupełnie niepotrzebnej histerii to jest jeszcze OK?
                                    • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 11.12.13, 20:04
                                      Już wiem, Joshimo, z czego wynika moje częściowe rozczarowanie tą książką.
                                      Bo ludzie biją dzieci, szantażują, grożą, zamykają w ciemnej komórce, a ta książka jest dla rodziców, którzy mają stosunkowo drobne problemy ze złością.
                                      Najpierw należałoby się zająć tymi, którzy biją, żeby zaczęli "tylko" krzyczeć.
                                      Sposoby przedstawione w książce mogą też przeciwdziałać agresji, zgoda.
                                      Ogólnie książka jest OK, tylko mam lekki taki niedosyt.

                                      I tak sobie myślę, że jak rodzic krzywdzi dziecko, to często wynika to z tego, że sam był krzywdzony i żadna książka mu nie pomoże, tylko dobra terapia.
                                      • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 11.12.13, 20:56
                                        aleksandra1357 napisała:

                                        > Bo ludzie biją dzieci, szantażują, grożą, zamykają w ciemnej komórce, a ta ksią
                                        > żka jest dla rodziców, którzy mają stosunkowo drobne problemy ze złością.
                                        Ja nie nazwałabym tego drobnymi problemami. Jeśli ktoś nie bije nie wyzywa i nie zamyka w komórce, bo nie wono, ale gotuje się w nim cały dzień tak że wrzeszczy, to nie są drobne problemy. Uważam, że ta książka nie jest Ci po prostu potrzebna, dlatego jej nie rozumiesz ;)


                                        > Najpierw należałoby się zająć tymi, którzy biją, żeby zaczęli "tylko" krzyczeć.
                                        A co za różnica? Wystarczy w tym tekście zastąpić krzyk przez klapsy czy bicie (z resztą takie sposoby rozładowywania złości przez rodziców też były tam przytaczane). To nie ważne czy bijesz czy wrzeszczysz. Ważne, że Twoja złość powoduje, że krzywdzisz dziecko i że możesz sobie z tym poradzić. Przecież rodzice, którzy bija dzieci nie robią tego z sadyzmu tylko własnie ze złości.

                                        > I tak sobie myślę, że jak rodzic krzywdzi dziecko, to często wynika to z tego,
                                        > że sam był krzywdzony i żadna książka mu nie pomoże, tylko dobra terapia.
                                        Uważałabym z tym stwierdzeniem, że 'tylko'. Sądzę, że sam fakt, że ktoś szuka innych rozwiązań świadczy o sporej świadomości. Terapii to potrzebują Ci, którzy nie widzą nic złego w tym co robią, albo nie wierzą, że można inaczej.
                                        • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 11.12.13, 22:03
                                          joshima napisała:

                                          > Uważam, że ta książka nie jest Ci po prostu potrzebna, dlatego jej nie rozumiesz ;)

                                          Jest niestety odwrotnie. Ja bym wiele dała, żeby mieć tylko takie napady złości, jak te z książki.

                                          > To nie ważne czy bijesz czy wrzeszczysz. Ważne, że Twoja złość powoduje,
                                          > że krzywdzisz dziecko i że możesz sobie z tym poradzić.

                                          Masz rację. Ja np. dziś się bardzo zdenerwowałam i trzasnęłam drzwiami. Pod drzwiami była skarpeta i nie rozległ się huk. Więc podniosłam skarpetę, chwilę walczyłam ze złością, ale przegrałam, i z całej siły trzasnęłam drzwiami. Mojego 3-latka rozwaliło to emocjonalnie. Jeszcze po paru godzinach, jak o tym wspomniał, to łzy leciały mu ciurkiem.
                                          Może liczyłam na to, że ta książka poda mi jakiś cudowny sposób, jak zwyciężyć agresję. A ja przeczytałam i nie rozwiązało to ani trochę mojego problemu ze złością. Widocznie mój problem jest inny, może niektórym rodzicom ta książka pomogła.

                                          > Terapii to potrzebują Ci, którzy
                                          > nie widzą nic złego w tym co robią, albo nie wierzą, że można inaczej.

                                          Ci, którzy nie widzą nic złego w krzyku, nigdy nie pójdą na terapię, bo i po co.
                                          Ja wiem, że mam z tym problem, przeszłam dwuletnią terapię, przeczytałam bardzo dużo na ten temat i jestem dokładnie w puncie wyjścia.
                                          Masz dla mnie jakąś radę? ;)
                                          • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 00:51
                                            aleksandra1357 napisała:

                                            > Może liczyłam na to, że ta książka poda mi jakiś cudowny sposób, jak zwyciężyć
                                            > agresję. A ja przeczytałam i nie rozwiązało to ani trochę mojego problemu
                                            Tylko przeczytałaś? A co z tymi wszystkimi ćwiczeniami, które są tam proponowane?

                                            > Masz dla mnie jakąś radę? ;)
                                            j.w.
                                            • anusia_magda Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 11:49
                                              Aleksandro, ja też wczoraj zachowywałam się beznadziejnie, miałam migrenę a córka chciała brykać do późna po lózku w koncu wrzasnęłam na nią, nie wytrzymałam i wyszłam na co ona w ryk, ale tatus poszedł ja uspokajać, ja juz nie miałam siły wrócić , a ona mnie wołała i byłam b. rozbita bo z jednej strony ten ból głowy był okropny a z drugiej chciałam byc przy niej ale nie dawałam rady . Potem jak sie uspokoiła to wróciłam do niej i juz razem zasnęłysmy , ale sa momenty że jednak też nie mam siły zmienic swjego zachowania, czuje sie osaczona, córka każe mi wszystko robić tak jak ona chce ( leżeć na tym boku, dac zabawkę, zabrac zabawke, dać jesć ect..) i sama nie umiem odróznić zachcianek od potrzeb dziecka :(
                                              • Gość: mała..gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 12.12.13, 12:34
                                                niezależnie od tego czy boli Cię głowa czy też inne rzeczy ... dziecko jest najważniejsze i trzebna mu poświęcać czas bo jak nie teraz to kiedy ? Gdy dorośnie ? Wtedy moim zdaniem będzie za późno ... Sama zobaczysz i wspomnisz że mogłać bardziej ulegać i bardziej się starać a nie wszystko negować ... na końcu dziecko dorośnie i będzie czuło się osamotnione nie znajać miłości matki i jej nadopiekuńczości ..
                                                • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 13:12
                                                  Gość portalu: mała..gaduła.. napisał(a):

                                                  > niezależnie od tego czy boli Cię głowa czy też inne rzeczy ... dziecko jest naj
                                                  > ważniejsze i trzebna mu poświęcać czas bo jak nie teraz to kiedy ?
                                                  Ostrożna bym była z takim kategorycznym stawianiem sprawy. Owszem, dziecku trzeba poświęcać czas, ale nie można mu poświęcać całego siebie bo to zupełnie bez sensu jest. Z resztą tki plan się rypie jask się ma więcej niż jedno dziecko albo jak się nie ma co do gara włożyć i trzeba dziecko oddać pod opiekę komuś a samemu wrócić do pracy.
                                                  Powtarzam często i będę powtarzać. Stawianie dziecka w centrum wszechświata jest dla niego szkodliwe a dla rodziny rujnujące. Dziecko ma żyć w rodzinie a nie być jej epicentrum. Oczywiście wszystko to z poszanowaniem jego godności, z miłością i empatią, która uwzględnia, że dziecko też człowiek i miewa różne okresy w swoim życiu, często też takie gdy potrzebuje nieco więcej uwagi wsparcia i wyrozumiałości.
                                                  • Gość: mała ..gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 12.12.13, 13:48
                                                    Proszę o wytłumaczenie dlaczego stawianie dziecka jako "naj" zrujnuje życie rodzinne i że taki plan szybko rypnie mając wiecej niż jedno dziecko? ja się z tą tezą nie zgadzam .. sama mam trójkę dzieci ... pracuje jak normalny człowiek za niezbyt wielkie pieniądze ale mój dzień po wyjściu z pracy wygląda tak że po obiedzie rozkładamy kocyk w salonie włączamy czasem bajki czasem muzykę ..rozkładamy zabawki książki .. bo nie wiem akurat które z moich dzieci na ma co ochotę i bawimy się jednocześnie jedzać przy okazji i ucząc ..ok 20 z pracy przychodzi maż .. dzieciaki są już na tyle rozbawione i spokojne i utysfakcjonowane, że onna spokojnie może z nimi oglądać telewizję i rozmawiać .. ja wtedy zajmuje się domem .. porządkami itp. a ok 21 wszystki po takiem dniu szybko zasypiają pewłne wrażeń usmiechu i zabawy ? czy to ma zrujnować życie ? często na dobranoc słyszę od dzieci .. ze jestem fajną mamą a mają zaledwie 3.. 5 i 7 lat
                                                  • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 14:34
                                                    Gość portalu: mała ..gaduła.. napisał(a):

                                                    często na dobranoc
                                                    > słyszę od dzieci .. ze jestem fajną mamą a mają zaledwie 3.. 5 i 7 lat

                                                    Ale z Ciebie idealna mama, całe popłudnie na kocyku z dziećmi, no no. A moje dzieci bawią się same, bo ja nie lubię i nie umiem się z nimi bawić i twierdzę, że nic przez to nie tracą. Do zabawy są inne dzieci, nie dorośli. Jeśli ktoś lubi, to spoko, ale nie można się do zabawy zmuszać.

                                                    Co wiecej, też uważam, że Twoje podejście jest szkodliwe. Bo dzieci muszą widzieć, że prawdziwe życie domowe to nie zabawa na kocu, tylko wspólne podejmowanie obowiązków i odpowiedzialności. Dzieci widzą, że sprzątam, pomagają mi lub nie, ale uczestniczą w normalnym życiu.
                                                    Zabawa z dziećmi przez cały dzień i sprzątanie po nocach jest skrzywia psychikę dziecka i jest na dłuższą metę nie do zniesienia.
                                                  • Gość: mała ..gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 12.12.13, 14:54
                                                    Czasem dziwię się ludzią takim jak TY ... skoro nie masz czasu lub nie lubisz się bawić z dziećmi Twoja sprawa, ale mam prośbę przanalizuj swoje życie .. czy jesteś z niego zadowolona w PEŁNI..! Czy tak sobie je wyobrażałaś ... Często wracamy myślami do dzieciństywa .. jakie ono było beztroskie... bezproblemowe .. słoneczne i pełne wrażeń .. możliwe że nie każdy miał takowe dzieciństwo .. ale nie o to mi chodzi . Skoro wspominamy nasze młodzieńcze czasy .. to dlaczego ludzie w dzisiejszych czas odbierają to co najwspalniajsze swoim pociechą ! Co jest złego że dziesko chce się bawić * ma do tego prawo ... co z tego że z letnie dziecko nie jest świadome tego jaki jest nasz otaczający świat i bezwględni ludzie.. co z tego że twoje dziecko uczy się sprzątać i pomaga Ci zamiast bawić się i cieszyć .. Na wszystko przyjdzie czas... Jedno dziecko zaczyna mówić szybciej inne ma z tym problemy ale tzw" kochające mamusie: bedą wychwalać jedyne swoje dzieci jakie to nie jest cudowne ! Na wszystko przyjdzie czas ..! I spokojnie uwierzcie że dzieciństwo szybko przeminie ... a dzieci bedą borykały się z codziennośią ! Nie zabierajcie im tego co teraz mają najlepsze!
                                                  • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 15:12
                                                    mała ..gaduła.. napisał(a):

                                                    Współczuję Twoim dziecią.
                                                    Nasze widzenie świata jest tak różne, że dyskusja zupełnie nie ma sensu.
                                                    Oczywiście nie odbieram dzieciom dzieciństwa. Dzieci nie odróżniają pracy od zabawy. Kto powiedział, że sprzątanie jest nudne? Nie tylko "zabawa" jest piękna i beztroska, ale dzielenie prawdziwego życia z rodzicami. Dzielenie życia na pracę i zabawę jest szkodliwe. Nauka też ma być przyjemnością - dzieci uwielbiają się uczyć.
                                                    Moim zdaniem budujesz jakąś fałszywą, alternatywną rzeczywistość, pozornie lepszą.
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 15:32
                                                    aleksandra1357 napisała:

                                                    > Współczuję Twoim dziecią.
                                                    !.Ja również współczuję tym dzieciom. Też uważam, że życie polega na czymś więcej niż tylko na zabawie z mamą. I choć lubię się bawić ze swoimi to o wiele bardziej wolę spędzac z nimi czas na czymś bardziej sensownym przynoszącym korzyść całej rodzinie. Gotowanie, pranie sprzątanie. Moje dziewczyny to znają i lubią.

                                                    > Oczywiście nie odbieram dzieciom dzieciństwa.
                                                    Oczywiście, że nie.


                                                    > Moim zdaniem budujesz jakąś fałszywą, alternatywną rzeczywistość, pozornie lep
                                                    > szą.
                                                    Albo jest opowiadaczką i to co opisuje nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.31.104.102.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.12.13, 17:14
                                                    A skad pomysł, ze w dzieciństwie najfajniejsze sa zabawy z mama i tata na kocyku w salonie?
                                                    Masz trójkę, dzieci jak chyba napisałas, dlaczego ty jestes im codziennie potrzebna do zabawy?
                                                    Jesli całe dzieciństwo spędza na zabawie, to kiedy naucza sie pomagać i sprzątać, co jest raczej dość praktyczne? Czy nie lepiej zamiast bawić sie plastikowym zestawem małej sprzątaczki za 9,99 wziąć prawdziwy odkurzacz i pomagać mamie? Zamiast przebierać na niby plastikowe talerzyki pomoc zmywac?
                                                    Chyba realizujesz swój pomysł na idealne dzieciństwo pozostając ślepa na to czego moga chcieć dzieci. A zreszta nie znam nikogo, kto dzieciństwo kojarzylby głownie z zabawami z mama, a juz na pewno nie "czasy mlodziencze", gdzie czlowiek kombinuje jak sie wymiksowac z towarzystwa rodzicow, nawet najfajniejszych;)
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 15:28
                                                    Gość portalu: mała ..gaduła.. napisał(a):

                                                    > Proszę o wytłumaczenie dlaczego stawianie dziecka jako "naj" zrujnuje życie rod
                                                    > zinne i że taki plan szybko rypnie mając wiecej niż jedno dziecko?
                                                    Choćby dlatego, że nie może być jedno dziecko w centrum a drugie nie. Dwoje w centru meż nie może być bo prędzej czy później ich potrzeby będą rozbieżne a nawet sprzeczne. A dlaczego poza tym stawianie dziecka w centrum nie jest dobre? Dlatego, że rodzice, którzy nie szanują własnych potrzeb nie są dobrymi rodzicami tylko cierpiętnikami, którzy wcześniej czy później pękną z powodu podsycanej latami roszczeniowej postawy dziecka.

                                                    > ja się z tą tezą nie zgadzam ..
                                                    Nie musisz. Obyś nie musiała zmieniać zdania pod wpływem własnych doświadczeń ;)

                                                    > sama mam trójkę dzieci
                                                    Zatem albo żadne z nich nie jest w centrum albo jedno jest niesprawiedliwie hołubione. A to co opisujesz w swoim poście to nie jest stawianie dziecka w centrum tylko zwykłe poświęcenie dziecku odrobimy czasu po pracy. Nic wielkiego. Normalna sytuacja.
                                                • szamanta Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 12.12.13, 18:33
                                                  mała..gaduła.. napisał(a):

                                                  > niezależnie od tego czy boli Cię głowa czy też inne rzeczy ... dziecko jest naj
                                                  > ważniejsze

                                                  Owszem dziecko jest wazne ,ale absulutnie NIE jest NAJwazniejsze i NIE powinno byc NAJwazniejsze.Bo gdzie ty w tym wszystkim jestes? w tyle za dzieckiem?serio ci to odpowiada? mnie nie
                                                  oo nie, ja na to nigdy akceptacji nie mialam aby dziecko wzbijac na pedestal i uwazac go za najwazniejsze.
                                                  • Gość: mała ..gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 13.12.13, 09:48
                                                    anusia … braki z dzieciństwa to chyba TY masz .. z tego co czytałam na forum… masz dość spore problemy z dzieckiem . choćby nawet ubieranie się .. czy z wyjściem do przedszkola … Ja takich dziwnych sytuacji nie mam ! Mnie wychowywano właśnie w ten sposób jaki ja teraz wychowuje swoje dzieci … i szczerze mówiąc choć daleka jestem od oceniania siebie samej, że zadowolona jestem z tego jaka jestem, a na dowód tego może świadczyć to że mam wielu znajomych … Więc chyba nie jest ze mną tak źle .. Do 6 roku życia według amerykańskich uczonych dziecko powinno po pierwsze być i czuć się kimś najważniejszym w życiu rodzinnym .. czuć opiekuńczość .. troskę … Bo to kształtuje ich psychikę na przyszłość .. nie czują się osamotnione … samotne .. a co najgorsze nie przytłoczone codziennością … powtarzam jeszcze raz na wszystko przyjdzie czas .. na sprzątanie również..
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 09:52
                                                    Gość portalu: mała ..gaduła.. napisał(a):

                                                    > powtarzam jeszcze raz na wszys
                                                    > tko przyjdzie czas .. na sprzątanie również..

                                                    chyba, że nie przyjdzie, jak mówi znane przysłowie "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał".
                                                    Pytanie, kiedy ten czas? zacząć uczyć 7latka, 9 czy 15latka?
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 10:38
                                                    Gość portalu: mała..gaduła.. napisał(a):

                                                    > tabakierka2 - dziecko samo zasygnalizuje, że zaczyna się interesować życiem dor
                                                    > osłych .. a teraz jak chce się bawić .. to w większości wypowiedziach słyszę ..
                                                    > "nie mam czasu" "głowa mnie bolo" itp ..

                                                    mój 3latek mając trochę ponad 2 lata wykazał zainteresowanie odkurzaczem, mopem, znoszeniem talerzy do kuchni ( święte oburzenie mojej teściowej;)), lepieniem pierogów ze mną, wycinaniem pierniczków i innymi (typu mycie auta z tatą, szlifowanie boazerii) - traktuje to jako przyjemność i okazję do pomocy/spędzenia czasu z nami;)
                                                    ale znam i takie dzieci, któte nigdy nie zasygnalizowały i dziś, mając ponad 25lat, dzwonią do swoich rodziców z prośbą, żeby ci przyjechali i posprzątali im mieszkanie (mój młodszy szwagier, który mieszka sam i nigdy nie nauczył się po sobie sprzątać i w momencie, kiedy miał syf już nie do ogarnięcia, po prostu zadzwonił do moich teściów).
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:00
                                                    Gość portalu: mała..gaduła.. napisał(a):

                                                    > tabakierka2 - dziecko samo zasygnalizuje, że zaczyna się interesować życiem dor
                                                    > osłych .. a teraz jak chce się bawić .. to w większości wypowiedziach słyszę ..
                                                    > "nie mam czasu" "głowa mnie bolo" itp ..
                                                    Twoje jak rozumiem jeszcze nie zasygnalizowały? To chyba coś przegapiłaś i to bardzo.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.205.36.44.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.12.13, 10:06
                                                    Proponuje drogę, w ktorej zamiast czuć sie przez pierwsze 6 lat najwazniejsze, to przez całe zycie czuje sie wazne i wspierane przez rodzine, tak jest zdecydowanie lepiej dla jego zdrowia psychicznego jak i dla rodzicow.

                                                    A co do sprzątania, to jesli nauczysz dziecko, ze jest obsługiwane przez rodzicow w codziennych domowych czynnościach, to marne szanse (moim zdaniem żadne), ze kiedy uznasz za stosowne ono nagle i bez bólu zgodzi sie przestawić.
                                                    Dowodów masz na około mnóstwo.

                                                    Absolutnie nie rozumiesz co to znaczy opiekować i troszczyć sie o dzieci, zle pojmujesz jak pokazuje sie dziecku, ze jest dla nas wazne. Ogólnie poplatanie z pomieszaniem.
                                                  • Gość: mała..gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 13.12.13, 10:19
                                                    kinder... Nie napisałam że dziecko ma być jedynie wspierane i najważniejsze do 6 roku życia .. trzeba mu to okazywać przez całe życie..Jak wy tutaj wszystko uparszczacie... Uwierz mi że jeśli dziecko będzie w pełni rozwiniętę to ich ciekawość spowoduje że zaczną się interesować życiem dorosłym .. i tym co ich otacza .. a przytłamszanie obowiązakami od małego nie będzie znaczyć że w późniejszym terminie będzie je wykonywał z uśmiechem na twarzy .. raczej z niechęcią i słowami na ustach ....... "dlaczego tak szybko dorosłem" mimo że będzie to kilkulatnie dziecko ..
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.205.36.44.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.12.13, 10:30
                                                    A nie zauważyłas, ze dzieci interesują sie pracami domowymi przed ukończeniem 2 r.z.
                                                    Moj poltoraroczniak ochoczo ściera co rozlal, zbiera co rozrzucil (tu słowa uznania dla pan ze żłobka) i traktuje odkurzacz jak zabawkę.
                                                    Ma tez obowiązki... Odnosi brudna pieluszke do śmieci i miseczke po jedzeniu do kuchni. Nie wyglada na przybitego.
                                                    Starsza córkę, w przypadku ktorej moje podejście było bliższe do Twojego podejcia w sprawie, dzieci a pomoc w domu, niestety musze w sprawach porządkowych upominać (lub wyreczac). Nie poczuła zewu do sprzątania, pomimo słusznego wieku. Co wiecej, moja mama tez popełniła ten błąd co ty i do tej pory czuje tego skutki (nie mam porządku i sprzątania we krwi, a musze sie zmuszać, bo ani na mnie ani na moja siostrę nie splynelo sprzataniowe objawienie i na dwójkę kuzynów (23,25 lat) tez nie;)
                                                  • Gość: mała .. gaduła.. Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.doplaty.gov.pl 13.12.13, 10:42
                                                    Jak widzisz nie ma reguły odnośnie wychowywania dzieci ... Ja byłam wychowywana tak jak wychowuje swoje dzieci twierdzać że na wszystko przyjdzie czas .. i nie jestem leniuchem czy brudasem dla którego sprzątanie to kara ... raczej jestem zbyt pedanetryczna i poukładana ... Moje 7 dziecko którego nie przymuszałam do czekolowiek samo zapytuje czy czasem mi w czymś nie pomóc .. widzać jak wiele obowiązków jest w domu .. ale sam doszedł do takiej myśli... widząc otaczające go rzerczy i sprawy ... A skoro rodzice nie mają czasu dla dzieci i nie chce go im poświecać zamykając za kare w pokoju .. to gdzie ono ma zobaczyć różnice i samo zdecydować czy chce coś robić czy też nie ? Moje 7 dziecko jest na takim etapie ze samo robi dla siebie i dla rodzeństwa kolację . znajac życie te młodzsze maluchy też to podpatrzą i będą zapewne zachowywać się w ten sposób.. ale nic na siłę ... same muszą do tego dorosnąć ..
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 10:56
                                                    Gość portalu: mała .. gaduła.. napisał(a):

                                                    > Jak widzisz nie ma reguły odnośnie wychowywania dzieci ...

                                                    ale to chyba oczywiste, że nie ma.
                                                    Ktoś twierdzi, że są takie uniwersalne reguły?

                                                    Ja byłam wychowywana
                                                    > tak jak wychowuje swoje dzieci twierdzać że na wszystko przyjdzie czas .. i ni
                                                    > e jestem leniuchem czy brudasem dla którego sprzątanie to kara ... raczej jeste
                                                    > m zbyt pedanetryczna i poukładana ...


                                                    a ja z kolei byłam wychowywana przez pedantyczną mamę - sama mam awersję do sprzątania i z tyłu głowy słyszę "posprzątaj na >błysk<" albo " tu ma błyszczeć" (jako 5latka nie kumałam zupełnie jak to zrobić, żeby błyszczało). Nie chciałam, żeby moi chłopcy mieli podobne myśli w 'tyle głowy', niemniej nie chciałabym też czekać na jakiś 'magiczny moment' ich gotowości, bo człowiek przyzwyczaja się do tego, co dobre i woli, żeby jednak inni go wyręczali...

                                                    A skoro rodzice nie mają czasu dla dzieci i nie chce g
                                                    > o im poświecać zamykając za kare w pokoju .. to gdzie ono ma zobaczyć różnice i
                                                    > samo zdecydować czy chce coś robić czy też nie ?

                                                    jeny, ale kto kogo zamyka na cały dzień w pokoju?
                                                    To innego angażować i zachęcać dziecko do pomocy niż zmuszać. Nie zauważyłam, żeby ktoś sugerował zmuszanie

                                                    >same muszą do tego dorosnąć ..

                                                    a jeśli nie dorosną?
                                                  • aleksandra1357 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:21
                                                    Gaduła, dyskusja niepotrzebnie skręciła na zachęcanie dzieci do sprzątania, a nie o to chodziło.
                                                    Moim zdaniem szczęśliwe dzieciństwo to takie, kiedy dziecko czuje się ważne, szanowane, kochane. Można się cały dzień bawić z dzieckiem na kocyku i go nie szanować (traktować jak niemowlę, nie pozwalać podejmować decyzji), a można cały dzień zmywać i sprzątać, a dziecko i tak może czuć bliskość mamy i czuć się kochane. To, ile się czasu bawisz z dzieckiem nie ma znaczenia dla jego "poczucia szczęścia".
                                                    Ja się z Tobą zgadzam, że nie należy dzieci zmuszać do wykonywania obowiązków. One to robią same z siebie, ale nie należy też dzieci upupiać sadzaniem na kocyku i zabawianiem do 7 roku życia, bo może się okazać, że zabije się w nich naturalny pęd do odpowiedzialnego życia.

                                                    I jeszcze jedno: jak dziecko widzi, że matka dba o SWOJE potrzeby, to uczy się szanować potrzeby innych. I swoje też przy okazji.
                                                    Historia z książki Mazlish/Faber: dziewczynka w szkole miała problem, że ktoś się przed nią wpychał do kolejki podczas obiadu i ona nie umiała się temu przeciwwstawić. Jej matka w domu uważała, jak Ty, że dziecko jest najważniejsze i bardzo się troszczyła o potrzeby córki. Jak matka pewnego dnia zaczęła córce mówić: muszę odpocząć, nie przeszkadzaj mi, szanuj też moje potrzeby, to jej córka automatycznie powiedziała to samo wpychającym się w kolejce przed nią: nie wpychajcie się, nie życzę sobie tego. To jest właśnie ten wspaniały paradoks: dziecko, którego potrzeby są na pierwszym miejscu, może nie umieć ich wyrażać i o nie walczyć, może też nie szanować potrzeb innych.

                                                    I ostatnie niebezpieczeństwo podejścia "wszystko dla dziecka": jak dziecko nie spełnia Twoich oczekiwać, nie uczy się, nie pracuje, to myślisz sobie: "Tyle poświęciłam, a to dziecko takie niewdzięczne" i dziecko też nie wytrzymuje tej presji.
                                                    Ja wolę podejście: daję dziecku tyle, ile chcę i mogę, a dziecko też mi dużo daje. Nic nie jesteśmy sobie "winni", rachunek wychodzi na zero.
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:26
                                                    aleksandra1357 napisała:

                                                    > Gaduła, dyskusja niepotrzebnie skręciła na zachęcanie dzieci do sprzątania, a n
                                                    > ie o to chodziło.
                                                    > Moim zdaniem szczęśliwe dzieciństwo to takie, kiedy dziecko czuje się ważne, sz
                                                    > anowane, kochane. Można się cały dzień bawić z dzieckiem na kocyku i go nie sza
                                                    > nować (traktować jak niemowlę, nie pozwalać podejmować decyzji), a można cały d
                                                    > zień zmywać i sprzątać, a dziecko i tak może czuć bliskość mamy i czuć się koch
                                                    > ane. To, ile się czasu bawisz z dzieckiem nie ma znaczenia dla jego "poczucia s
                                                    > zczęścia".
                                                    > Ja się z Tobą zgadzam, że nie należy dzieci zmuszać do wykonywania obowiązków.
                                                    > One to robią same z siebie, ale nie należy też dzieci upupiać sadzaniem na kocy
                                                    > ku i zabawianiem do 7 roku życia, bo może się okazać, że zabije się w nich natu
                                                    > ralny pęd do odpowiedzialnego życia.

                                                    Wspaniale to ujęłaś. Zabawianie tak dużych dzieci to robienie z nich życiowych kalek. Codziennie odprowadzam swoją córkę do przedszkola i codziennie obserwuję ze sporym rozbawieniem te wszystkie mamy i babcie klęczące w głębokim skłonie na podłodze i zdejmujące buciki rozpartym na ławeczce zerówkowiczom. No one też pewnie myślą, że dziecko jest najważniejsze i kiedyś samo do wszystkiego dorośnie. Owszem, kiedyś pewnie samo sobie te buty zdejmie czy założy, ale czy robienie z niego takiej melepety to na pewno oznaka szacunku i miłości? Czy może jednak chora i szkodliwa nadopiekuńczość?


                                                    > I jeszcze jedno: jak dziecko widzi, że matka dba o SWOJE potrzeby, to uczy się
                                                    > szanować potrzeby innych. I swoje też przy okazji.
                                                    Amen.
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:22
                                                    Gość portalu: mała ..gaduła.. napisał(a):

                                                    > tabakierka2
                                                    > same muszą do tego dorosnąć ..
                                                    > > a jeśli nie dorosną?
                                                    > - skoro z góry zakładasz że "Twoje dzieci" będą nie kumate... no cóż ..

                                                    umiesz czytać ze zrozumieniem?
                                                    pisałam, że moje 'dorosły' ok. 2 r.ż (młodszy syn już zaczyna naśladować starszego), ale pytam, co jeśli JAKIEŚ dziecko nie dorośnie? skąd biorą się wszyscy bałaganiarze?
                                                    Słaba ta Twoja 'ideologia' jak dla mnie...
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:28
                                                    tabakierka2 napisała:

                                                    > umiesz czytać ze zrozumieniem?
                                                    > pisałam, że moje 'dorosły' ok. 2 r.ż (młodszy syn już zaczyna naśladować starsz
                                                    > ego),
                                                    Moja czteroletnia córka od czasu do czasu zaszczyca mnie pytaniem: "Mamo, mogę pozmywać podłogę w kuchni?". A zmywaj sobie, na zdrowie, będę miała chwilę, żeby w spokoju napić się kawy, zjeść kanapkę i nie dostać wrzodów żołądka.
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:38
                                                    joshima napisała:


                                                    > Moja czteroletnia córka od czasu do czasu zaszczyca mnie pytaniem: "Mamo, mogę
                                                    > pozmywać podłogę w kuchni?". A zmywaj sobie, na zdrowie, będę miała chwilę, żeb
                                                    > y w spokoju napić się kawy, zjeść kanapkę i nie dostać wrzodów żołądka.
                                                    >

                                                    dziecko wyzyskujesz, wyrodna matko;)

                                                    Swoją drogą w temacie samodzielności dzieci - my nigdy dzieci nie karmiliśmy ani łyżeczką ani widelcem. Starszy mając 2lata jadł normalnie przy stole (czasem coś mu spadło, ale bywa, wiadomo, i tacie i dziadkowi czasem coś spadnie z widelca:)) - moja teściowa oczom nie mogła uwierzyć, że 2latek sam je ( jak większość dzieci w tym wieku z klubiku mojego syna), bo jej ukochany wnuk, starszy od naszego syna o 2lata był karmiony i sam nie był w stanie niczego zjeść ( poza ciastkiem). Do dziś teściowie są pod wrażeniem, że nasz 3latek je sam (teściowa usilnie próbuje go karmić, co spotyka się ze zdziwieniem naszego syna, bo pewno nie pamięta, żeby kiedyś go ktoś karmił) i że roczniak też potrafi trafić łyżeczką do buzi i niewiele z niej spada. Ale tak to jest, jak się dziecko wyręcza i wszystko za nie robi, włącznie z animowaniem mu czasu na zabawę...
                                                    Reasumując - dziecko b. wcześnie chce się włączać w aktywność dorosłych i warto to 'wykorzystać' żeby dziecko miało szansę traktować codziennie czynności jako coś normalnego (a nawet przyjemnego). Obowiązki uczą odpowiedzialności, daja dziecku poczucie sprawstwa i wzmacniają poczucie własnej wartości ( bo przecież tyle już umiem i tak sobie ładnie radzę).
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 12:09
                                                    tabakierka2 napisała:

                                                    > dziecko wyzyskujesz, wyrodna matko;)
                                                    Też mi czasem przychodzi do głowy, że jak by ktoś wszedł i zastał mnie pijącą kawę i moją córkę myjąca podłogę to pewnie nasłałby na mnie opiekę społeczną. Ale czniam to. Jej to sprawia przyjemność a ja nie widzę powodów, żeby z tego nie korzystać.


                                                    > Swoją drogą w temacie samodzielności dzieci - my nigdy dzieci nie karmiliśmy an
                                                    > i łyżeczką ani widelcem.
                                                    Mnie się zdarzało, jak wyjątkowo chciałam uniknąć wybrudzenia się dzieci i wszystkiego wkoło. A poza tym jak u Ciebie.

                                                    > moja teściowa oczom nie mogła uwierzyć, że 2latek sam je
                                                    A niemowlę?

                                                    > Reasumując - dziecko b. wcześnie chce się włączać w aktywność dorosłych i warto
                                                    > to 'wykorzystać'
                                                    Dzieciom po prostu trzeba pozwolić dojrzewać i się rozwijać anie trzymać je na kocyku i zabawiać.

                                                    > Obowiązki uczą odpowiedzialności, daja dziecku poczucie sprawstwa i wzmacniają poczucie własnej wartości
                                                    Ja jestem daleka nakładaniu na dzieci, tak małe jak moje, stałych obowiązków, ale nie chcę też wyręczać je dosłowni we wszystkim. Nie zrywam się od stołu (jak to robi moja teściowa nadskakując mojemu mężowi) gdy mi starsze dziecko powie, ze nie ma wody w kubku albo potrzebuje chusteczki. Ale to nie obowiązki tylko samoobsługa.

                                                    A poza tym wykorzystuję naturalne skłonności dzieci do współpracy i zachęcam do pomocy przy normalnych domowych pracach (córka w wieku 3 lat obierała ziemniaki, to nic, że musiałam poprawić) i nie duszę w zarodku własnych inicjatyw wabiąc do zabawy.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" IP: *.205.36.44.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.12.13, 11:32
                                                    To zamykanie w pokoju, to sobie dopowiedzialas albo wyrwalas z kontekstu z innego wątku.
                                                    Doba rodzica trwa 24 godziny, odlicz cos na spanie, prace zawodowa, obowiązki domowe itd., A jeszcze nie kazdy ma meza, ktory po powrocie z domu siada z dziecmi na kocyku w salonie (po co ten kocyk?)
                                                    Wiec rodzic moze nie miec czasu i ma sie to nijak do tego czy kocha dzieci, czy jest dobrym rodzicem.
                                                    Podobnie jak ból głowy, choroby czy wyczerpanie fizyczne, ktore nie sa wymierzone w dzieci, opisują rzeczywistość, w ktorej dzieci żyją. A tak swoją droga jak Twoje dzieci naucza sie, ze cierpiacemu trzeba traktować inaczej, skoro nawet nie dasz im szansy mówiąc, ze w danym momencie zle sie czujesz?
                                                    I wytłumacz mi po co 3 dzieci, w takim wieku jaki opisalas rodzice do codziennych zabaw?
                                                  • tabakierka2 Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 11:40
                                                    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                                    > A jeszcze nie kazdy ma meza, ktory po powrocie z domu siada z dziec
                                                    > mi na kocyku w salonie (po co ten kocyk?)

                                                    z czasów niemowlęcych pozostał jako rytuał może?



                                                    > I wytłumacz mi po co 3 dzieci, w takim wieku jaki opisalas rodzice do codzienny
                                                    > ch zabaw?

                                                    też się zastanawiam, bo moi 3 i 1letni synowie świetnie zaczynają się dogadywać i im mniej nas w ich zabawie, tym lepiej...mniej awantur, kłótni, więc prób współpracy i 'dogadywania się'.
                                                  • joshima Re: "Kiedy twoja złość niszczy dziecko" 13.12.13, 12:11
                                                    tabakierka2 napisała:

                                                    > Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):
                                                    >
                                                    > > A jeszcze nie kazdy ma meza, ktory po powrocie z domu siada z dziec
                                                    > > mi na kocyku w salonie (po co ten kocyk?)
                                                    >
                                                    > z czasów niemowlęcych pozostał jako rytuał może?

                                                    Nie. Raczej, żeby nie było w dupkę zimno. I jeszcze koszulka na lewą stronę, żeby szwy nie uwierały ;)