skylight12
06.12.10, 17:07
Z wielką przykrością stwierdzam, że najgorszy dzień w moim życiu to... niedziela. Horror zaczyna się już rankiem, czasami wczesnym południem, gdy przez moją piękną miejscowość nieopodal Kłobucka zaczynają mknąć autka z charakterystycznym SC. Nad wodę jadą, nad wodę.... Idąc z dzieckiem na przedobiedni spacer nie mogę przejść przez jezdnię, bo żaden z tych wykwalifikowanych kierowców nie zna znaków poziomych ani też pionowych w postaci "zebry" czy przejścia dla pieszych. Ograniczenie prędkości dla ich nie istnieje... "Przecież ja zawsze jeżdżę bezpiecznie, mam ABS i nowe używane opony. Nic się przecież ie stanie" - mają wyryte na maskach swoich śmierdzących diesli.. "Tatusiu" - pyta się mnie mój czteroletni synek - "Gdzie oni tak jadą i jadą. Domów nie mają?". Odpowiedź na to pytanie jest trudna, ale zawsze staram się dziecku odpowiadać "Widzisz synku, my mieszkamy w domu, mamy ogródkiem z małym placem zabaw, trawnik, dwa psy, które wesoło biegają po podwórku... Możesz zawsze bezpiecznie pobawić się przed domem, a ONI...." - tu wskazuję na pędzące samochody "...żyją w blokowiskach z betonu, mają obszczane klatki schodowe, balkon 2 na metr. Też czasami chcą zobaczyć jak żyje się normalnie, pooddychać świeżym powietrzem chociaż przez dwie godziny na tydzień..." - odpowiedziałem. "Tatusiu, czy ONI tam żyją za karę?" - zapytał rezolutnie synek. "Nie, oni są lepsi od Nas. Tak ONI myślą...."
Wieczorem wracają, żona za kierownicą, mąż z boku, ona wściekła bo ON miał nie pić. Dzieci schowane siedzą z tyłu, bo trzeba wracać, a... klatka nadal obszczana...
Niech żyje SKL - świeże powietrze, śpiew ptaków i szkoda tylko że brudasy z miasta zawsze zaśmiecają moją okolicę.