Temat pewnie wałkowany 1000 razy, ale może pod innym kontem.
Otóż jestem mamą niejadka

Synek odżywia się chyba powietrzem i energią słoneczną bo po porstu nigdy nie
jest głodny. Nawet rano wstaje najedzony..
Próbowaliśmy metody "nie zje tego posiłku, zje ze smakiem następny". I tak oto
moj syn w sobotę zjadł ok 6 rano 150ml. mleczka, potem sucharka i ... o 17
*(!!) pół słoiczka obiadku

Więc stwierdzając, że nie dam mu danego posiłku trzeba wziąć jako normę, że on
go po prostu nie zje i nadal nie będzie głodny..
Posiłki mleczne biorę z kosmosu, bo synek nie lubi już ani jogurtów ani
serków. Nawet Danio mu nie wejdzie, nie mówiąc jż o naturalnych z owocami czy
dźemem. Nie chce jeść kaszek, a mleczko rano i wieczorem ok 100-150ml.
Zaczynam rozumieć matki które dają parówki i danonki i inny śmietnik żeby
dziecko jadło cokolwiek. Bo ciężko jest matce patrzeć na dziecko które nic nie
chce wziąć do ust.
Syn lubi jedynie suchy (świeży) chleb, makaron z pesto no i uwielbia soki
warzywno- owocowe (robimy codziennie świerze).
Co do niezdrowych przekąsek- kocha cheerosy (tu patologiczne skrzywienie bo
płącze za nimi, ciągnie nas do kuchni i woła daj daj pokazując miejsce gdzie
były- a już nie ma..), paluszki, yyyyy no cos slodkiego jak od nas ugryzie to
napewno lubi ale jemu nie dajemy. A i chętnie je batoniki Hipp. No ale
przekąski to sporadycznie i na wyjściach jakiś. Miałam mniejsze opory mu coś
dać jak jadł inne rzeczy...
I nie wiem co robić? Uznać to za nową normę, że moje dziecko je tyle co
wróbel? Pchać na siłę? Dawać jeść to co lubi?
Ciężko będize mamom dzieci chętnie jedzących mnie zrozumieć, bo sama nie
rozumiełąm dopuki mnie to nie spotkało. Jak wiesz, że Twoje dziecko od kilku
ładnych godzin nic nie jadło i nie jest absolutnie głodne..