Dodaj do ulubionych

Poległam na całej linii

13.11.09, 23:36
3 lata temu odeszła od nas moja ukochana sunia. Córka miała wtedy
niecałe 2 latka. Strasznie przeżyłam śmierć suni, długo płakałam,
ciężko było mi się pozbierać. Teraz staram się o tym nie myśleć, bo
nadal jest ciężko. Nie okazuje jednak przy córce słabości, jak już
płaczę to w samotności wieczorkiem. Dziś jednak córka przypomniała
sobie naszą sunię, strasznie płakała, prosiła żebym sprawiła aby
sunia była na ziemi a nie w niebie. Tłumaczyłam jej jak mogłam, że
to nie możliwe, że sunia jest ciągle z nami ale w naszych
serduszkach, na zdjęciach,że ciągle jest obecna w naszym domku, bo
póki o niej myślimy to jest z nami. W pewnym momencie córka
powiedziała, że napisze list do mikołaja, aby zwrócił nam sunię. Nie
wytrzymałam i poryczałam się jak dziecko i płakałyśmy sobie obie.
NIe wiem jak mam rozmawiać z córką na temat śmierci. Dla mnie samej
jest to bardzo trudny temat, natomiast mąż mam wrażenie że
zbyt "twardo" jej tłumaczy i ona nie rozumie. Mam nadzieję, że
sytuacja szybko się nie powtórzy, ale nie ukrywajmy że kiedyś temat
powróci. I co wtedy? Jak tłumaczyć dziecku coś, co dla nas jest
potwornie ciężkie?
Obserwuj wątek
    • monala1 Re: Poległam na całej linii 14.11.09, 00:10
      To tylko pies, tak mówisz ,tylko pies...
      a ja ci powiem ,że pies to często jest więcej niż człowiek
      on nie ma duszy, mówisz...popatrz jeszcze raz.
      Psia dusza większa jest od psa i kiedy się uśmiechasz do niej ona się huśta na
      ogonie, a kiedy się pożegnać trzeba i psu czas iść do psiego nieba
      to niedaleko pies wyrusza przecież przy TOBIE jest psie niebo z tobą zostanie
      jego dusza...

      Pamiętaj, że sunia zawsze będzie będzie z Wami. Jest na Ziemi i zerka na
      córeczkę i czeka i myśli " czy pamięć o mnie zostanie'. Ciężko jest.... wiem,
      musisz rozmawiać z córeczką na ten temat. Jeżeli widzi, że płaczesz to uwierz
      mi, że zapadnie to jej w serduszku i zawsze będzie wracać do tematu. Może same
      ustalcie gdzie będzie pamiętliwe miejsce suni i w tym miejscu np gdzieś w lesie
      córeczka będzie mogła położyć kwiatki które zerwała. To ważne dla dziecka.
      Musisz wytłumaczyć córeczce, że Mikołaj przynosi tylko zabawki a jeżeli chce
      pomóc suni ( proszę powiedz jak się nazywała ) niech wspomni w modlitwie. Ja
      swojemu dziecku naświetliłam już wszytko. Sam modli się wieczorem i prosi o
      białe piękne skrzydła. Wie, że zwierzątka nigdy nie powrócę ale może kiedyś je
      zobaczymy..............
      • monala1 Re: Poległam na całej linii 14.11.09, 00:16
        a i jeszcze jedno: nie mów że sunia zostanie w naszych serduszkach - to nie dla
        takiego dziecka tylko dla starszych dzieci. Przez to mówisz, że odeszła.....
        gdzieś ale sama nie wiesz gdzie.... Ona jest cały czas wśród WAS - zobacz - na
        zdjęciach, w Waszych myślach, snach a nawet obok WAS. Ona nie odeszła od Was -
        ona jest!!!
    • kinmalek Re: Poległam na całej linii 14.11.09, 00:11
      www.bookmaster.pl/ksiazka/20367.xhtml
    • mshyde Re: Poległam na całej linii 15.11.09, 02:40
      Wezcie nowego psa. Takie rozpamietywanie nie jest zdrowe. Ja
      pamietam kazde moje zwierze i czasem wspominam, ale z nowym jest
      latwiej. jak nie psa to chociaz jakas swinke czy cos.
    • camel_3d kobieto..oszalalas?? 15.11.09, 11:40
      ty na prawde msylisz, ze 2 letnie dzeicko pamieta psa i bardzo po nim placze?
      mysle, ze to pod twoim wplywem. Bo najpewniej ona nawet nie pamieta, ze taki
      pies byl..chyba ze ja szpikujesz zdjeciami itd.. tak male dzeicko nie ma po
      pierwsze takiej pamieci, po drugie smierc jest czysto abstrkcyjnym pojeciem.
      Wiec moze sama sie jakos pozbieraj, bo jeszcze mala paranoiczke wychowasz. Dla
      ciebie strata psa byla pewnie ciezka (sam mialem kilka psow i po ich smierci
      robilismy im pogrzebvysmile) )... ale jezeli na prawde uwazasz, ze twoja corka
      placze tak sama z siebie to raczej sie mylisz. A coz.. zyjemy w spoleczenswtie,
      ktore po woli chce zapomniec o smierci. Np tu, w Niemczech po smierci osoby,
      najczesciej wszytskim sie zajmuje zaklad pogrzebowy w trybie turbo. dzis smierc,
      poutrze szybki pogrzeb, rodzny nawet nie maja czasu i wiele nei chce jakiegos
      "osobistego" pozegnania. A wedlug mnie to blad. Mysle, ze tak za 2-3 lata
      powinniscie prz jakijs "okazi" porozmawiac z corka o smierci.

      • leneczkaz Re: kobieto..oszalalas?? 15.11.09, 12:11
        100% popieram
        • ga-ti Re: kobieto..oszalalas?? 16.11.09, 14:42
          Przepraszam, że jestem tak brutalna, ale też podpisuję się pod tym pytaniem!!!

          Nie pomyślałaś, że robisz dziecku krzywdę?
          Dużo mądrzej by było, gdybyś porozmawiała z małą o śmierci (na miarę dziecięcych możliwości odbioru, np. opowiedz o niebie, jako pięknym miejscu, gdzie każdy - nawet pies - jest szczęśliwy), a później pokazała, jak można pamiętec o pupilu i jednocześnie zrobic coś dobrego dla innych zwierząt. Można przygarnąc niechcianego psa, czy wspomóc bezdomne psy np. zaworząc karmę do schroniska.
      • karro80 Re: kobieto..oszalalas?? 16.11.09, 16:35
        Też się podpisuję pod tym - rzadko zdarza mi sie kogoś osądzić ostro
        (naprawdę), ale w tym przypadku jak najbardziej.
        Ty nakręcasz dziecko - 3 lata płaczesz po psie, cholera kobieto,
        obudź no się!!!
        Wkręcasz sobie i jej problem gdzie go nie ma...

        Czemu mnie to wkurza w sposób ogromny? A temu, że dziecko mi zmarło
        (nie piszę o poronieniu), w życiu nie wpadlabym na pomysł, żeby
        swoim smutkiem zatruć serce drugiej córce - paranoja to jest.
        Dziecko nie jest od tego, żeby brac na siebie problemy rodziców, czy
        Ty to rozumiesz? Zresztą jakie problemy...to było 3 lata temu...też
        mi kiedys pies zdechł, a w zasadzie uspilismy, bo był ciężko chory,
        raka miał - jasne wszyscy w domu płakali, ale nie przez 3 lata!!!


        Przepraszam, ale dla mnie jest to najbardziej szokujacy post
        jaki zdarzyło mi się przeczytać, nie zamierzam głaskać po główce -
        trudno.
    • joanna29 Re: Poległam na całej linii 15.11.09, 11:59
      W pierwszym momencie myslałam że się pomyliłas i miało byc bunia
      (babcia mówione przez 2 latkę) a nie sunia (pies). Sama miałąm psa
      który był dla mnei ważny i go straciłam (umierał mi na rekach).
      Chore jest wywoływanie przez 3 lata w tak małym dziecku straty
      posmiertnej. Mysle że nawet teraz ta 5 latka nie rozumie co to jest
      smierć i strata po śmierci. A 2 latka to w ogole nie widziała w czym
      rzecz oprócz tego że był pies i nie ma psa.
      Musiałaś niezle małą nakręcać że w ogole o tym wspomina, nie mówiąc
      już o wystepowaniu takich emocji po 3 latach. Wyrzadzasz dziecku
      krzywdę rozpamietująć coś czego ona nie jest w stanie zrozumieć.
      Kup jej nowego psa. Mimo wszystko pies to nie np. babcia.
    • leneczkaz Re: Poległam na całej linii 15.11.09, 12:17
      Wiesz co.. Najpierw myślałam, że piszesz o psie jako wstępie do śmierci członka
      rodziny..


      Mój pies umarł rok temu w grudniu. Był moim wymarzonym ukochanym maleńkim
      pudelkiem, który spał ze mną w łóżku, jeździł wszędzie i był najcudowniejszy..
      Żył 7 lat.

      Tyle, że tym samym czasie ze szpitala wyszła moja mama po operacji wycięcia
      jelita grubego, lekarze dawali jej 3 miesiące. A mój synek miał 1,5 m-ca...
      Więc uwierz mi, cierpialam jak się dowiedziałam o jego śmierci. Pojechałam z
      tatą go pochować, zostawiając w domu dziecko z mężem a w drugim ledwie przytomną
      mamę. Wykopaliśmy z tatą dół na naszej działce. Szło ciężko ale to było
      oczyszczające zmęczenie. Tam wylaliśmy wszytkie łzy za naszym psem, a przy
      okazji za mamą i za tą sytuacją..
      I teraz Kajetana wspominamy tylko z uśmiechem. Był naszym małym skarbem. Wiernym
      przyjacielem.
      Ale większą radośćią jest to, że moja mama wciąż żyje i mam cudownego syneczka..
      A pieska podziwiamy od czasu do czasu na zdjęciach smile
    • semi-dolce Re: Poległam na całej linii 15.11.09, 12:20
      Ja też uważam, że córka to akurat nie po psie płacze, tylko nasladuje ciebie.
      Ponad połowa zycia twojej córki przebiega bez tego psa. Ty natomiast cóż - chyba
      za bardzo i za długo to przeżywasz. Tak, wiem jak bardzo można kochac psa.
      Niemniej co żyje, to umiera, taka kolej rzeczy. Temat śmierci i odchodzenia sama
      powinnas najpierw przepracować, zanim poruszysz go z dzieckiem. A co do psa -
      jesli brakuje ci zwierzaka to kup albo przygarnij nowego. Szczeniat na rynku
      dostatek, a i schroniska pełne sa psich nieszczęść.
    • berdebul Re: Poległam na całej linii 15.11.09, 15:29
      Może to pomoże Tęczowy Most.
    • daga_j Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 14:45
      Na główne pytanie nie odpowiem, bo to różnie się z dziećmi rozmawia. Myślę
      jednak, że niepotrzebnie wprowadziłaś chorą sytuację w domu. Nie jest według
      mnie normalne, że dziecko mające 2 lata jest "świadkiem" utraty psa i pamięta to
      jeszcze przez 3 lata i płacze za psem. To widocznie Ty jakoś powracasz
      wspomnieniami do tego psa, oglądacie zdjęcia i się nakręcacie w bólu. Ja
      rozumiem, że był jak członek rodziny, ale nawet po człowieku po 3 latach żałoba
      nieco blaknie.. Nadmiernie to przeżywasz, nie słyszałam jeszcze o takim przypadku.
      Co do wspólnego popłakania to nie widzę w tym nic złego ale jakoś tak 2,5 roku
      wcześniej...
      A jaka na to rada? Oczywista - sprawcie sobei nowego psiaka, dziecko oszaleje
      na punkcie szczeniaka i Wy również i będziecie happy.
    • mama-008 Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 15:04
      nie przesadzaj, sa wieksze tragedie w koło.
      lekko histeryzujesz chyba, a dziecku sie przez ciebie udziela -
      zamiast zachowac sie jak dorosła osoba to dziecko widzi ze mamusia
      płacze i sie mu udziela i mysli ze stała sie najwieksza tragedia na
      swiecie. nie ucz dziecka az takiej wrazliwosci na swiat i otoczenie
      bo starci hierarhię wartosci.
      ps
      wiadomo ze strata ukochanego zwierzaka to tragedia ale bez
      przesady...opisujesz sytuacje jakby co najmniej zmarła wam
      najukochansza babcia czy ciocia.
    • black-cat Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 17:14
      Zdecydowanie potrzebny jest psycholog lub psychiatra. Dla Ciebie nie
      dla dziecka. Robisz dziecku krzywdę. Dawno nie czytałam tak
      wstrząsającego postu. Byłam przekonana, że początek to wstęp do
      śmierci męża lub innej bardzo bliskiej osoby.
      • anja0123 Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 20:12
        Dziewczyny, naprawde wierzycie w to, ze piecioletnie dziecko w ogole
        pamieta o tym, co zdarzylo sie trzy lata temu? Moim zdaniem to
        typowy post trolla.
    • iwonag25 Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 20:19
      Po pierwsze - nie rozmawiamy na temat suni na codzień, nie
      tragizujemy, jak już pojawia się jej temat wspominamy miłe chwile
      (córka pamięta doskonale jaka była nasza sunia, jak jeździliśmy z
      nią nad morze czy do babci... - sama zaczyna temat i zaczyna
      opowiadać. Z naszej strony temat suni nigdy nie wyplynął jako
      pierwszy);
      po drugie - zdjęcia owszem są w naszym domu ale nie są na wierzchu
      lecz w albumach, wiec czasem jak córka ogląda zdjęcia to natknie się
      na zdjęcie suni, ale to wszystko, bez żadnych komentarzy;
      po trzecie - mamy pieska i kotka, córka je uwielbia;
      po czwarte - jak już pisałam na początku nie okazuję przy córce
      słabości, oprócz tych paru dni po śmierci suni nie uroniłam przy
      córce ani jednej łzy, córka ani razu nie widziała mnie smutnej, więc
      nie było możliwości udzielenia się mojego smutku córce;
      po piąte - nie płaczę na codzień, jeśli mam chwile słabości i jak mi
      się nazbiera smutków czy złośliwości to sobie wtedy przypominam i
      popłaczę sobie - zawsze w samotności. To chyba nie jest aż tak
      nienormalne że czasem mam ochotę sobie popłakać;
      po szóste - chyba powinnam się cieszyć, że nie mam w życiu większych
      problemów!
      • leneczkaz Re: Poległam na całej linii 16.11.09, 20:26
        > po szóste - chyba powinnam się cieszyć, że nie mam w życiu większych
        > problemów!

        no dokładnie smile
        • anjazzielonego Re: Poległam na całej linii 18.11.09, 20:48
          Iwona,
          myślę, że córeczka nie tyle rozpacza nad psem, co na stratą/ śmiercią - nie rozróżnia na razie, strata psa czy człowieka, a ty nie wiesz, jak podejść do tematu, nie wiesz, jak rozmawiać w przyszłości.

          z tego, co piszesz, wynika, że macie zdrowe podejście do sprawy - jasne, wspominasz swojego psa, tęsknisz, kochałaś go, ale wiesz, że twój przesadny smutek przy dziecku spowoduje tylko lęk, strach, złe emocje.

          Wg mnie twoja córeczka przypomniała sobie o psie, może pod wpływem bajki, książeczki, może zobaczyła zdjęcie - nie rozumie, że śmierć to fizyczny koniec, nieodwracalne, i jak to dziecko chce mieć " z powrotem", w tym przypadku psa.

          Spokojnie tłumacz, jak do tej pory - kochaliście pieska, był dla was ważny, ale odszedł do nieba; każdy kiedyś odejdzie.
          Powiedzcie, że po osobach, które odeszły, pozostają wspomnienia, pamięć.
          Na początek to chyba tyle.
    • sandorianka Re: Poległam na całej linii 21.11.09, 00:00
      witam.Pół roku temu, moja córka miała 3,5 lat zmarł mój teść, jedyny dziadziuś
      Orianki, była na pogrzebie, były pytania, powiedziałam jej, że dziadek umarł bo
      był bardzo chory, zamienił się w aniołka i poleciał do nieba, wrócić nie może,
      bo już się nie zamieni spowrotem w człowieka. Musiał iść do nieba bo tam
      wyzdrowiał i nic go nie boli, a tu się nie dało. Zrozumiała, dobrze przyjęła i
      teraz jak się pytam gdzie dziadek, to sama mówi: mama, no co ty , nie pamiętasz,
      zamienił się w aniołka i jest w niebie. Trzeba znaleźć dobre wyjaśnienie a
      dziecko nie będzie takie nieszczęśliwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka