Mój syn (tearz ma ponad trzy i pół roku) nigdy nie miał tego typu problemów,
żeby mu nadmiernie przeszkadzało ubranie, światło lub hałas. Jego najłatwiej
potocznie określić nieśmiałym, chociaż jestem świadoma, że nie jest dobra taka
"etykietka". Chodzi mi o to, że z boku może na takiego wyglądać. Jest mało
towarzyski wśród rówieśników (mówiąc delikatnie). Często zachowuje się wręcz
gburkowato. Na przykład: scenka z przedszkolnej szatni, rano - kolega z grupy
pyta swoją mamę (ale tak, że i my słyszymy, bo siedzimy obok), czy Artek (mój
syn) będzie się z nim bawił. Mama na to, że oczywiście tak. A mój (prawie ze
złością w głosie): "Nie, nie będę się z nikim bawił!"
W ubiegłym roku chodził do żłobka. Wyglądało to tak, że większość czasu
spędzał na swoim krzesełku obok cioć. Najchętniej tylko z opiekunkami się
bawił, całe dnie z nimi "dyskutował". Jeśli nawet zdarzało mu się czymś zająć
(uwielbiał tamtejszą kuchnię), zaraz uciekał na krzesełko, gdy w pobliżu
zjawiało się inne dziecko.
W tym roku widzę, że jest już lepiej. Może przez to, że dzieci są nieco
starsze (w żłobku niestety większość była od niego młodsza). Widzę nieraz jak
zaczepia inne dzieci w szatni, brał udział w koncercie na dzień babci i
dziadka, tańczył za rączki itd.
Swoich rówieśników z podwórka omija szerokim łukiem, woli siedzieć pół godziny
na huśtawce, niż szaleć z "kolegami". Chociaż bardzo ładnie się dogaduje z
dziećmi starszymi (ok. 5 lat). Woli spokojniejsze zabawy w piaskownicy. Sam
jest z tych spokojnych i nie lubi "łobuzów", stroni od nich.
Oprócz tej "nietowarzyskości" mamy jeszcze jeden kłopot z wszelkimi
nowościami. Nie lubi nowych ubrań, na rajstopy zagniewał się już w wieku dwu
lat. Nie zgodził się na przykład ładniej ubrać na koncert, nie chce się za nic
przebrać na bal karnawałowy. Uwielbia muzykę, rytmikę, ale na moją propozycję,
że pójdziemy (razem!) do szkoły muzycznej na zajęcia ruchowe (i nie tylko),
odpowiada, że nie chce. Trudno jest go przekonać do jakiejkolwiek zmiany,
czegoś nowego. Przełożyłam pluszaki do nowego pudełka, bo w starym sie nie
mieściły - nie, był krzyk, że mają leżeć na swoim miejscu, że mu robię
bałagan. Wynieśliśmy szafkę, bo zgracała mieszkanie, mówi, że brzydko i ma być
jak było. I podobnie ze wszystkim.
Dodam, że mieszkamy ciągle w jednym pokoju, teraz pojawiła się okazja, żeby
zająć dwa, a on nie chce mieć własnego pokoju, chce z mamą i tatą.

Takie jest moje dziecko.
Rozpisałam się mocno, ale to i tak jest baaardzo ogólnikowe.
Dziękuję, jeśli ktoś przebrnął. Chciałabym poznać też Wasze dzieci. Jakie są?