limes1
24.11.10, 22:10
Z rzadka się zdarza, bym krytykowała nauczycielki, ale dzisiaj się zagotowałam. Przychodzę po młodą do przedszkola - siedzi osowiała przy stoliku. Przy stoliku obok grupka chłopców gra czy też klocki układa. Na dywanie trójka szaleje. Młoda opiekunka (zastępcza) przy biurku. Młoda podeszła do mnie, a za nią wychowawczyni, która mówi, że mała miała karę, bo szalała z chłopakami i nie reagowała na upomnienia. OK, mówię, a ci chłopcy? No - siedzą przy stoliku i mają karę. jaką - pytam - zabawę? przecież oni sie świetnie bawią, a mała siedzi wyizolowana (Mała w tym czasie zdążyła się trzy razy rozpłakać). No tak, bo ja ją prosiłam... I wtedy panienka się doczekała: powiedziałam, że młoda jest najgrzeczniejszym dzieckiem w grupie - bo nieśmiałym, rzadko podejmuje jakieś akcje, a jak już podejmie, to zostaje - może słusznie - ukarana, ale jako jedyna. Tłumaczenie: bo ona nie zauważyła, że chłopcy się bawią, bo tamci na dywanie jej nie słuchają... Więc wyżyła się na dziecku, które posłucha. W najbliższym czasie rozmawiam z dyrektorką (dziś jej nie było). Dla mnie skandal: jak karze, to wszystkie po równo. kara ma być sprawiedliwa. A tak młoda ma poczucie krzywdy (też bym miała) i niesprawiedliwości (j.w.). Jakoś nie przyszło mi na gorąco do głowy, ale wymuszę, żeby młodą przeprosiła.