Mój synek ma obecnie 21 miesięcy, niebawem skończy więc 2 latka.
Ciężkie to były dwa latka


.
Jak na razie jest moim jedynym dzieckiem.
Jestem na wychowawczym, teraz już z konieczności, bo nie ma miejsca w żłobkach, i zostałam uziemiona w domu. Na opiekunkę czy prywatny żłobek raczej nie zarobię, bo to za drogo wychodzi i wiąże się z dojazdami do pracy, to nam się nie kalkuluje. Babć do opieki brak.
Chodzi mi o to, że wcześniej przed ciążą uważałam się za osobę raczej zorganizowaną i poskładaną do kupy. Minęły już najgorsze dni z noworodkiem, z niemowlakiem, kiedy w domu jest chaos itd, jak pisałam Młody niedługo bedzie miał 2 latka.
Niestety nie umiem ogarnąć się z nim na tyle, zeby mieć przynajmniej pół godziny dla siebie.
I nie wiem co jest z nami nie-tak, ze mną zwłąszcza że nie potrafie krótkiej godzinki dla siebie znaleźć. Szczerze mnie to wkurza, bo czuję, że już nie mam własnego życia.
Przestał zupełnie spać w dzień, rozrabia od 8 rano do 22 wieczorem, nie wspominając jaki jest niegrzeczny i mnie w ogóle nie słucha. Jak zdarzy mu się zasnąć czasem, to i tak nie daje sie odłożyć i każda taka próba kończy sie jego obudzeniem i już nie chce spać.
To jest straszne. Wieczorem o 23 naprawde juz mi sie nie chce zajmować tym czym miałabym nawet ochotę w ciągu dnia. Tymbardziej, że noce u nas do przespanych też nie należą, bo co noc mamy jakąś atrakcję, albo co chwila budzenie sie, albo godzina histerii itp.
On w ogóle nie umie i nie chce sie zająć sobą, jak otworze komputer to mnie taranuje, szarpie zasilacz, ksiażki czy gazety mi wyrywa z rąk, ogląnie TV tez odpada bo wtedy zaczyna okropnie hałasować widać go denerwuje jakis program czy film. Nic tylko mam siedziec i patrzec na niego, stale sie z nim bawić itd.
Bardzo lubie z nim przebywać i sie bawić, ale wszystko ma swoje granice. Nie marzę o żadnych cudach tylko, żeby siadł na swojej szanownej pupie i zajał się jakąś rzeczą bynajmniej 15 minut. Czy to jest możliwe?
Próbowałam np. czytać kilka linijek ksiażki jak on siedzi w wannie. No to jak tylko wezmę ksiażke, to on już wstaje i chce wychodzić, przekada nogę przez wanne, i swoimi (mega wpieniającymi) metodami mnie zmusi do zrezygnowania, bo albo ryczy albo może zrobić sobie krzywde. I tak ze wszytskim, zajmie sie czymś - to ja korzystając z okazji otworzę gazete, to on juz rzuca zabawe i idzie mi przeszkadzac albo krzyczy i rzuca zabawkami w ściane.
Ręce opadają.
Dodam, ze całe dnie jestem sama z dzieckiem, w weekendy łapię jakieś 20 minutówki gdy
Młody zajmie sie czymś z tatą.
Ale ja chce mieć ten Mój CZas w miarę codziennie.
Jak utemperować tą Małą Kreaturę?
