Czy macie takie dni, że patrzycie na swoje dzieci i łzy same cisną się do oczu? Bo chudy to to jak z Oświęcimia...
Syn waży 12 kg. i ma 94 cm wzrostu. Wygląda.. jak pająk (jak sam na siebie mówi).
I nie wiem już czy uznać, że chudy i 'taki jest' czy ciągle walczyć, szukać przyczyny..
Ostatnio zwątpiłam bo młody je naprawdę ładnie.
Np. 1 dzień:
litr mleka (zwykłego albo Candida "mamo rosnę")
parówka
pół miski zupy z kluskami
serek
zupa w przedszkolu
kanapka w przedszkolu
1 słoiczek z rybą
pół miski kaszy Sinlac
talerzyk makaronu
+ butelka soku
Moim zdaniem to bardzo dużo. I on tak je.. Może nie jest z tych co siadają i ogarniają 5 kanapek czy obiad z 2 dań, ale jak na całożyciowego 'niejadka' to super.
Więc czemu nic a nic nie tyje? Czemu sterczą mu żebra, nogi jak patyki..?
Szukać problemu? Może serio coś mu jest?
Czy 'taka jego uroda'?
I na co dzień nie dumam, ale jak się dziś uparł poganiać na golasa to łzy w oczach i czarna rozpacz