lodie
26.02.11, 23:56
Witam serdecznie, tym razem mam pytanie odnośnie starszej córki. Ma pięć lat... w wieku 3,5 poszła do przedszkola, przez rok był problem z leżakowaniem... poza tym wszystko ok... w następnym roku zmieniła się jedna z pań i Oli płakała że ona nie chce już chodzic do tego przedszkola, żadne tłumaczenia nie pomagały płakała od połowy września do połowy grudnia kiedy to zdecydowaliśmy się ją przenieść(jak się potem okazało podczas formalności przy przenoszeniu młodej to była dobra decyzja bo opikunki pokazały swoje prawdziwe oblicze)- do tego wszystkiego małą "zagroziła" że dopóki jej nie przepiszemy do innego to ona bedzie cały czas chorować (nie wiem czy to realne ale odkąd zmienilismy przedszkole faktycznie mnie choruje.moze zbieg okoliczności). Jej groźba oczywiście nie wpłynęła w żaden sposób na naszą decyzję o zmianie przedszkola. Teraz z kolei zaczęły się problemy z rozstaniem rano... prosi żeby ją odebrać z jej sali (jest to niestety nie możliwe - oddział jest otwarty do 15:30 mimo iż jestem o 15:25 mała już jest w grupie gdzie zostają osoby odbierane po tej godzinie z różnych grup).Zapewniam ją codziennie że przyjdę tak szybko jak to możliwe ale nie obiecuję że zdążę ją odebrać z jej sali. że chwilke musi być u starszaków (aczkolwiek ni wiem ile ta chwilka trwa). Poza tym stała się strasznie nerwowa. Płaczliwość o byle powod zminiła się w krzyki. Nie pozwala nic sobie wytłumaczyć,przerywa i przekrzykuje. Kiedy coś jest nie po jej myśli krzyczy że jestem dla niej niedobra i że jej nie kocham i że ona mnie nie kocha... wiadomo. Potem uspokaja się i przeprasza...mówi że nie wie dlaczego tak mówiła. że była złą... poza tym przekręca fakty. W furii nie słyszy tego co się do niej mówi, uważa że to my dorośli zaczęliśmy awanturę... że to nie ona zaczęła krzyki... mimo iż od jakiegoś czasu staram się nie podnosić głosu nawet kiedy ona wrzeszczy (zaczęłam poprostu dawać jej się wykrzyczeć i dopiero kiedy jej przejdzie rozmawiać) i tak uważa że ja na nią krzyczałam.spokój nic nie daje... historia w kółko się powtarza. Nie wiem już jak z nią postępować, nie wiem co może mieć wpływ na jej zachowanie. Ostatnio nawet w przedszkolu sie postawiła(ni chciała sprzątać i dostała karę u starszaków, ale prośby żebym odbierałą ją od niej z sali pojawiły się już przed tym incydentem) co nigdy się nie zdarzało wcześniej ani w starym przedszkolu (zresztą tam mnie o niczym nie informowano i uwazano ze jak sobie czasem poplacz to ja nie musze o tym wiedziec) ani w nowym (totaj panie zawsze zgłaszają kiedy dziecko ma jakiś problem, chociażby że popłakała się z błahego powodu - bo przez jakiś czas było to nagminne). Wydaje mi się że córka ma problem z radzeniem sobie z emocjami. Nie wiem jak jej pomóc. Martwimy się.