Dodaj do ulubionych

Tym razem to nie urban legend

07.06.11, 20:53
Znajomym (osobistym, nie znajomym znajomych, itd.) próbowała uprowadzić w niedzielę dziecko chora psychicznie kobieta. W kościele, na cukierki, dziecko dwa latka, zwabiła je jakoś i wyprowadziła z kościoła w czasie gdy matka na chwilę odwróciła się do drugiego dziecka. Już wcześniej w czasie mszy w tym kościele je zaczepiała, coś pokazywała, chciała częstować czekoladką. Nieświadoma matka myślała, że kobieta jest po prostu miła i lubi dzieci. Kumpel roztrzęsiony cały czas. Policja zachowała się ponoć świetnie, akcja przeprowadzona błyskawicznie, kobietę złapano, jednak tak naprawdę to młody wyrwał się jej na widok samochodu ojca, który jechał zaalarmowany sytuacją bo gdyby nie to nie wiadomo czy by nie wyprowadziła dziecka dalej poza kordon policyjny-wtedy nikt nie wiedział, że to ta kobieta, podejrzewali raczej że chłopiec gdzieś odbiegł i się zgubił....
Obserwuj wątek
    • grudniowa29 Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 21:05
      dzieki za przestroge..widac, ze trzeba miec zawsze oczy dookola glowy.super, ze wszystko dobrze sie skonczylo...
    • 18_lipcowa1 Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 21:21
      to jest przestroga by nie chodzic do kosciola
      bo tam czubki sa
      • joshima Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 21:43
        18_lipcowa1 napisała:

        > to jest przestroga by nie chodzic do kosciola
        > bo tam czubki sa
        A może raczej przestroga, że nie należy się miło uśmiechać i cieszyć kiedy obcy zaczepiają Twoje dziecko i częstują słodyczami? Mi by się już w tym momencie lampka zapaliła jakaś.
        • 18_lipcowa1 Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 21:46

          > A może raczej przestroga, że nie należy się miło uśmiechać i cieszyć kiedy obcy
          > zaczepiają Twoje dziecko i częstują słodyczami? Mi by się już w tym momencie l
          > ampka zapaliła jakaś.
          >


          a to też
        • zjawa1 Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 22:15
          ima napisała:

          > 18_lipcowa1 napisała:
          >
          > > to jest przestroga by nie chodzic do kosciola
          > > bo tam czubki sa
          > A może raczej przestroga, że nie należy się miło uśmiechać i cieszyć kiedy obcy
          > zaczepiają Twoje dziecko i częstują słodyczami?
          Sluszna uwaga, a uwaga pani pwyzej nie na miejscu. Powinno ja teraz sicigac ABW, bo urazila moje poglady religijne!
          Moje dziecko nigdy nie oszloby ,,na cukierka" tak je uczymy od poczatku. Ma zdrowy dystans wzgledem obcych dzieki Bogu!
          • black.joanna Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 11:47
            Co uraziła??? Poglądy???
          • atrapcia Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 22:00
            Haha big_grin A ty jesteś o włos od urażenia moich uczuć niereligijnych smile
          • gemmi18 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 17:37
            A no właśnie, na pewno dzięki Bogu! Gdyby nie On, Wasze nauki nie przyniosłyby efektu. Daj Bóg, oby tak dalej.
        • ciociacesia co do lampki 08.06.11, 10:25
          to mi sie nie swieci. bo na ogol spotykam uprzejmych i zyczliwych ludzi. i ubolewam nad tym ze nie moge miec ciasto i zjesc ciastko i ze dla dobra dziecka musze mu zaszczepiac nieufnosc bo traci na tym kontakt z tymi wszystkimi milymi ludzmi i troche zal tej naturalnej otwartosci. no ale stawka jest zbyt wysoka
        • b.bujak Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 12:22
          joshima napisała:

          > A może raczej przestroga, że nie należy się miło uśmiechać i cieszyć kiedy obcy
          > zaczepiają Twoje dziecko i częstują słodyczami? Mi by się już w tym momencie l
          > ampka zapaliła jakaś.

          to przykre, że świat zmierza w takim kierunku sad
          to, co powinno być normą wzbudza w nas podejrzliwą czujność...
          • julka-4 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 16:03
            b.bujak napisała:

            > joshima napisała:
            >
            > > A może raczej przestroga, że nie należy się miło uśmiechać i cieszyć kied
            > y obcy
            > > zaczepiają Twoje dziecko i częstują słodyczami? Mi by się już w tym momen
            > cie l
            > > ampka zapaliła jakaś.
            >
            > to przykre, że świat zmierza w takim kierunku sad
            > to, co powinno być normą wzbudza w nas podejrzliwą czujność...
            Dokładnie.Gdy byliśmy z młodą na wakacjach w Grecji,w każdym sklepiku częstowali ją lizakami i cukierkami,w ulubionej knajpce po obiedzie zawsze dostawała lody lub arbuzasmileNigdy nie było to spowodowane złymi zamiarami greków-szkoda że w Polsce wszystko zmierza w złym kierunku.
            • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 16:28
              julka-4 napisała:
              > Nigdy nie było to spowodowane złymi zamiarami greków-szkoda że w
              > Polsce wszystko zmierza w złym kierunku.

              Bo sie ludziska naczytaja i naogladaja historii o porwaniach i zaraz sobie mysle ze pierwsze co to ktos bedzie chcial im porwac ich rozdarte bachory.
              Nie mowie ze wariaci sie nie zdarzaja, ale sorry zamiast tych historyjek lepiej skupic sie na wlasciwej opiece nad dzieckiem, tym gdzie chodzi, do kogo podchodzi, komu 4 litery zawraca, a nie wpadac w dzika histerie ze ktos cukierkiem za przyzwoleniem matki poczestowal czy sie usmiechnal i pomachal reka, albo na szukaniu tlumaczen ze sie odwrocila na sekunde, ze to byl momencik itd
      • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 11:35
        > to jest przestroga by nie chodzic do kosciola
        > bo tam czubki sa

        no tak, w takim parku nie ma żadnych na pewno...
    • plusimisi Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 21:22
      Dlatego nie chodzę do kościoła.
      • pamplemousse1 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 10:48
        najlepiej nie wychodź z domu i zarygluj się, co za bezsensowny komentarz plusimi
        • koza_w_rajtuzach Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 11:22
          No tak, niezły argument, żeby do kościoła nie chodzić wink.
          • plusimisi Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 16:58
            sorki to nie do Ciebie było! smile
        • plusimisi Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 16:56
          zapomniałam dodać buźki na końcu... ale niektórzy są tak" ZARYGLOWANI " ,że nie załapali... Yyyy!!!
          a do kościoła i tak nie pójdę.
      • jagabaga92 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 12:28
        w markecie łatwiej uprowadzić dziecko, niż w kościele!
    • franczii Re: Tym razem to nie urban legend 07.06.11, 23:30
      Ucze moje dzieci (zwlaszcza 5latkowi tlumacze od jakiegos roku) ze od obcych nie maja przyjmowac zadnych lakoci ani z nikim obcym nie mozna sie oddalac ale nie wiem czy by sie moj lakomy 5latek nie skusil na czekolade o 2,5 latku to nawet nie wspomne bo ten to by pewnie polazl z obcym. Uczenie ograniczonego zaufania jest dosc trudne bo dzieci widza wszedzie milych i zyczliwie nastawionych nieznajomych zagadujacych na ulicy do mnie lub do nich, same tez zagaduja wiec rosna w przekonaniu, ze nic zlego ich nie spotka ze strony ludzi.
      • mondovi Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 09:48
        mojemu pięcioletniemu synowi od dobrych dwóch lat tłukę do głowy, że do nieznajomych ma się nie odzywać, jak go zagadują, nie mówić jak ma na imię (albo powiedzieć zmyślone), nie brać słodyczy, zabawek itp, a jak go będą chcieli gdzieś prowadzić, drzeć się, ile sił w płucach. A to wszystko po historii, którą opowiedział mi, gdy był w "maluchach" - byli na spacerze w parku i pan puszczał do niego oczka i się usmiechał. Następnego dnia pan znowu był w parku i machał do niego.
        • franczii Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 09:58
          To juz chyba przesada w druga strone. Dzikusa wychowac bym nie chciala. A jak ktos nieznajomy odezwie sie do ciebie to tez uciekasz?
          • mondovi Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 10:32
            Nie widzę w tym nic dzikiego, bo nie każę dziecku uciekać. Nie jest odludkiem ze znajomymi dorosłymi rozmawia normalnie. Co do mnie, jeśli ktoś zapyta, która godzina, to odpowiem, ale jesli ktoś wypytuje, jak mam na imię, gdzie mieszkam - odpowiedź wydaje mi się zbędna. Widzisz różnicę?
    • tempera_tura Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 10:47
      Ty lepiej napisz gdzie to sie wydarzyło....... Pewnie ją lada chwila wypuszczą.
    • agaja5b Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 10:48
      Uff, dobrze ze finał był optymistyczny.U nas też akurat ten temat często na tapecie, bo codziennie podróżuję z dziećmi komunikacją miejską, a starsza 4,5- latka jest bardzo kontaktowa. Gada z każdym, nawet sama zaczepia, więc tłukę jej w beret, że czasem się zdarza że ktoś może mieć złe zamiary, że nie może każdemu ufać i opowiadać o sobie wszystkiego(a tak robi), że od obcych nie bierzemy żadnych słodyczy ani nic innego. Ona twierdzi , że rozpozna jak ktoś będzie chciał ja skrzywdzić i tak w kółko wałkujemy temat. Ostatnio jednak był sygnał że nauki nie poszły w las, bo jakas kobitka chciała jej dać cukierka a ona powiedziała, że nie weźmie, ale to po kilku moich akcjach ze zwracaniem poczęstunku i tłumaczeniem obu stronom, że taka mamy zasadę i koniec. Niektórzy się obrażali, cóżsad
      • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 11:50
        Moje dzieciaki na szczęście zawsze jak ktoś im coś zaproponuje-a zdarza się to bardzo często, że są częstowane rożnymi rzeczami, zagadywane, itd. to od razu pytają mnie czy mogą wziąć, nie wezmą same, jednak myślę, że takiemu dwulatkowi to trudno jednak wytłumaczyć....Jak ktoś je próbuje zagadywać to dzieci od razu przychodzą do mnie i odpowiadają grzecznie i uprzejmie ale będąc przy mnie, nie wdają się w pogawędki jak są dalej ode mnie tylko uciekają w moje pobliże ale to raczej wynika z zawstydzenia i nieśmiałości przy nieznajomych. A dorośli cóż żyjemy w takich czasach, że powinni zdawać sobie sprawę z tego, że takimi poczęstunkami mogą doprowadzić do zagrożenia, skoro tego nie rozumieją trudno niech się obrażają.
        Ktoś pytał o miasto-rzecz działa się w Szczecinie, babki nie wypuszczą chyba-nie zanosi się podobno choć nie znam szczegółów ale ma być ponoć w zakładzie zamkniętym, nie znane są niestety jej motywy i zamiary, czy było to pod wpływem impulsu i chwili czy miała jakieś plany odnośnie dziecka, może okupu, czy obserwowała wcześniej nie wiadomo.
        • deodyma Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 09:26
          slonko1335 napisała:

          > Moje dzieciaki na szczęście zawsze jak ktoś im coś zaproponuje-a zdarza się to
          > bardzo często, że są częstowane rożnymi rzeczami, zagadywane, itd. to od razu p
          > ytają mnie czy mogą wziąć, nie wezmą same, jednak myślę, że takiemu dwulatkowi
          > to trudno jednak wytłumaczyć....



          wiek tu nie ma nic do rzeczy, duzo zalezy od charakteru danego dziecka.
          moj starszy syn jest do tego stopnia nieufny, ze nawet majac 2 lata nie wzial niczego z reki obcej osoby i tak jest do dzis dnia.
          po prostu nie ufa obcym i juz.
          ja bylam taka sama, jako dziecko.
    • percyndel.parzysty Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 11:11
      ja pamietam jak bylam mala i w kosciele starsza kobieta chciala mnie poczestowac jablkiem,a mama nie pozwolila mi wziac.bylam przekonana,ze to ta wiedzma z Krolewny sniezki i serce walilo mi jak oszalale.
      zreszta,do dzis nie jestem pewna czy to na pewno nie ona byla...
      • jagabaga92 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 12:33
        Dobre!! big_grin
    • budzik11 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 13:28
      Nawet psy powinno się nauczyć, żeby od obcych nie brały jedzenia, a co dopiero dzieci.
      • jagabaga92 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 13:37
        A dlaczego od WSZYSTKICH obcych dziecko ma nie wziąć np. cukierka? W obecności opiekunów to - moim zadaniem - żadna zbrodnia, od staruszki, która przysiadła się w parku na ławce też nie.

        Jeśli dziecko nie nauczy się brać, w przyszłości nie będzie potrafiło dawać - i to nie tylko cukierki... Wyrośnie na zapatrzonego w siebie egoistę. Ja uważam, że dopóki dziecko jest pod opieką dorosłych, to ich obowiązkiem jest nauczenie go rozróżniania sytuacji - kiedy i od kogo można ten przykładowy cukierek wziąć, a kiedy i od kogo nie.
        • zwisienkaminauszachsiedzesobie Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 13:45
          jagabaga92 napisała:

          > A dlaczego od WSZYSTKICH obcych dziecko ma nie wziąć np. cukierka? W obecności
          > opiekunów to - moim zadaniem - żadna zbrodnia, od staruszki, która przysiadła s
          > ię w parku na ławce też nie.


          pod warunkiem,ze to nie wiedzma z Krolewny Sniezki smile

          >
          > Jeśli dziecko nie nauczy się brać, w przyszłości nie będzie potrafiło dawać - i
          > to nie tylko cukierki... Wyrośnie na zapatrzonego w siebie egoistę. Ja uważam,
          > że dopóki dziecko jest pod opieką dorosłych, to ich obowiązkiem jest nauczenie
          > go rozróżniania sytuacji - kiedy i od kogo można ten przykładowy cukierek wzią
          > ć, a kiedy i od kogo nie.
          >
        • budzik11 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 17:19
          jagabaga92 napisała:

          > A dlaczego od WSZYSTKICH obcych dziecko ma nie wziąć np. cukierka? W obecności
          > opiekunów to - moim zadaniem - żadna zbrodnia, od staruszki, która przysiadła s
          > ię w parku na ławce też nie.

          No patrz. A jak miła pani w kościele częstuje cukierkiem w obecności matki, to można?
          • jagabaga92 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 22:21
            ano można, czemu nie. Byle nie jeść podczas nabożeństwa, tylko po wyjściu z kościoła;-P
            • tygrysiatko1 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 01:45
              ja tam zawsze jem cukierki w kościele, bo inaczej zasypiam...
    • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 14:56
      slonko1335 napisała:
      > W kościele, na cukierki, dziecko dwa la
      > tka, zwabiła je jakoś i wyprowadziła z kościoła w czasie gdy matka na chwilę od
      > wróciła się do drugiego dziecka.

      Strasznie dluga ta chwila musiala byc skoro baba nie dosc ze zwabila to i jeszcze wyprowadzila. Rozumiem ze tatusia raczej nie bylo

      > Kumpel roztrzęsiony cały c
      > zas. Policja zachowała się ponoć świetnie, akcja przeprowadzona błyskawicznie,
      > kobietę złapano, jednak tak naprawdę to młody wyrwał się jej na widok samochodu
      > ojca, który jechał zaalarmowany sytuacją bo gdyby nie to nie wiadomo czy by ni
      > e wyprowadziła dziecka dalej poza kordon policyjny-wtedy nikt nie wiedział, że
      > to ta kobieta, podejrzewali raczej że chłopiec gdzieś odbiegł i się zgubił....

      I teraz kolejny czas...ojciec zdarza przyjechac samochodem, po powiadomieniu przez matke, kordon policji i inne kwiatki...jak dla mnie to kolejny urban legend, albo dziecie latalo samopas i po godzinie sie matce przypomnialo ze drugie dziecie miala i go nie ma
      • mak-111 Re: Tym razem to nie urban legend 08.06.11, 22:04
        szczerze powiedziawszy tez mi sie wydaje to dziwne, ze ojciec zdarzyl juz byc zawiadomiony, policja tez. ile w akim razie to trwalo???
        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 08:32
          około pół godziny. Kobieta nie prowadziła siłą dziecka, szło spokojnie z nią, całe było zaklejone słodyczami, myślą że w ten sposób przekonywała by z nią poszedł, dziecko nie czuło kompletnie żadnego zagrożenia, myśli że to była ciocia, jest zupełnie nieświadome tego co się stało.

          Znajomy zakupił dzieciom jakieś lokalizatory w orange-nie wiem co to dokładnie ale może niegłupie?
          • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 15:02
            slonko1335 napisała:

            > około pół godziny.

            A podobno matka obrocila sie na chwilke? TO z tej chwilki pol godziny sie zrobilo?
            Co w tym czasie robila matka? Rozmodlona zapomniala ze ma dziecko?

            Kobieta nie prowadziła siłą dziecka, szło spokojnie z nią, c
            > ałe było zaklejone słodyczami, myślą że w ten sposób przekonywała by z nią posz
            > edł, dziecko nie czuło kompletnie żadnego zagrożenia, myśli że to była ciocia,
            > jest zupełnie nieświadome tego co się stało.

            Co za durne dziecko, ze dla slodyczy zostawia matke i lezie z obcym babskiem. Ile to dziecie lat mialo?
            Tym sie wlasnie konczy chorobliwe niedawanie dziecom slodyczy, potem okazuje sie ze lakomi sie dzieciak na byle cukierka i nogi sobie polamie by dostac od byle kogo.

            > Znajomy zakupił dzieciom jakieś lokalizatory w orange-nie wiem co to dokładnie
            > ale może niegłupie?

            Glupie i to bardzo glupie. Zamiast zajac sie dogladaniem i wlasciwa opieka nad dziecmi to im lokalizatory lub czipy wszczepic, nie ma to jak ktos ma narabane we lbie
            Bosz....durnych masz tych znajomych slonko oj durnych
            • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 17:50
              hanalui-
              Kobieta oddaliła się z dzieckiem do pobliskiego parku

              Dziecko nie głupie ale male-zaledwie 2letnie, nie rozumiejące zbyt wiele i niestety jak wiele dzieci-łakome

              Nie znam mamy dziecka ale tatę-facet na poziomie, inteligentny, dobry ojciec i mąż. Taka sytuacja to wypadkowa wielu czynnikow i splotów niesprzyjających okoliczności uncertain Może przydarzyć sie każdemu, nawet zwykłej rodzinie. Zamiast obrażać pomyśl trochę i wczuj w sytuację, zastanów się czy sama jsteś matką, któa wie co dzieje sie z jej dzieckiem 24h na dobę i nie spuszcza go nawet na chwilę z oczu. Ja niestety nie jestem, uczę dzieci samodzielności, uczę jak sie zachowywać ale nie jestem w stanie wplynąc na zachowanie świrów uncertain
              • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:07
                guderianka napisała:
                >Może przydarzyć sie każdemu, nawet zwykłej rodzinie. Zamiast obraża
                > ć pomyśl trochę i wczuj w sytuację, zastanów się czy sama jsteś matką, któa wie
                > co dzieje sie z jej dzieckiem 24h na dobę i nie spuszcza go nawet na chwilę z
                > oczu.

                Nie wiem czy to zwykla czy niezwykla rodzina ale jak dla mnie to zwyczajne niedopilnowanie niespelna dwulatka. Niekoniecznie psychicznego z porwaniami trzebazeby dziecku takiemu mogla stac sie krzywda, bo nie tylko baba mogla go zabrac ale mogl sobie sam gdzies samopas na ruchliwa ulice wyjsc, wpasc do najblizszego oczka wodnego, spasc z wysokich schodow kosciola, wylezc na balkon w kosciele, potem na lawke i spasc na dol i tysiace jeszcze innych rzeczy, sorry wina jest niedopilnowanie dziecka i kropka
                • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:30
                  Zgadzam się z Tobą, że jest to niedopilnowanie. I osoby zaangażowane w tę sytuację tez tak uważają, mają wyrzuty, czują strach. Co nie zmienia faktu, że nie jest możliwym 100% upilnowanie dzieciaka, zwlaszcza gdy ma się tez inne obowiazki. Zresztą, jeśli jesteś matką wiesz o czym piszę.
            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 20:19
              > A podobno matka obrocila sie na chwilke? TO z tej chwilki pol godziny sie zrobi
              > lo?

              z liczeniem i rozumieniem zawsze miałaś problemy-widzę, że nic się nie zmieniło u ciebie w tej kwestii....to tak w kwestii durnotysmile
          • joshima Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 18:35
            slonko1335 napisała:

            > Znajomy zakupił dzieciom jakieś lokalizatory w orange-nie wiem co to dokładnie
            > ale może niegłupie?
            Ile Ci płacą za reklamę? Spamować to trzeba umieć.
            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 20:21
              > Ile Ci płacą za reklamę? Spamować to trzeba umieć.

              na szeptanej reklamie poznawać się też trzeba umieć, tym razem ci nie wyszłosmile
          • deodyma Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 09:30
            slonko1335 napisała:

            > około pół godziny.


            no sorry, ale jak mozna przez ok 30 minut nie zauwazyc, ze nie ma dziecka i gdzies ono wsiaklo???
            sama mam dwojke dzieci i nie wyobrazam sobie, zebym miala spuscic z oczu swojego starszego, ktory ma ponad 3,5 roku.
            mam na niego oczy dookola glowy i dupy za przeproszeniem.
            pomimo tego, ze syn nas sie slucha, ale z racji tego, ze maza nie ma po te blisko 9 godz w domu, ten dzieciaki sa caly czas ze mna, nie ma takiej opcji, zebym spuscila je z oczu.
            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 11:57
              no sorry, ale jak mozna przez ok 30 minut nie zauwazyc, ze nie ma dziecka i gdz
              > ies ono wsiaklo???

              o następna z problemami...a gdzieś wyczytała że przez 30 minut nie zauważono, że nie ma dziecka?
            • olafowamama Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 17:18
              A wy naprawdę nie rozumiecie, że cała akcja łącznie z zawiadomienie męża i policji oraz odnalezieniem malucha trwała 30 minut, a nie zorientowanie się że dziecko zniknęło?? No naprawdę zanim zaczniecie się czepiać to przeczytajcie co jest napisane.
              • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 17:44
                olafowamama napisała:

                > A wy naprawdę nie rozumiecie, że cała akcja łącznie z zawiadomienie męża i poli
                > cji oraz odnalezieniem malucha trwała 30 minut, a nie zorientowanie się że dzie
                > cko zniknęło?? No naprawdę zanim zaczniecie się czepiać to przeczytajcie co jes
                > t napisane.


                No popatrz ta tu pisze co innego, ze 45minut:
                forum.gazeta.pl/forum/w,566,125919701,125999431,Re_Nawet_rodzice_pozwalajacy_dzieciom_w_kosciele.html?wv.x=2
                I juz widze polska policje pedzaca do zgubionego dziecka w kosciele. Ciekawe jak sie tlumaczyla matka ze jej dziecie zginelo w kosciele big_grin...i to nie w niedziele tylko w zwykly tygodniowy dzien gdzie kilanascie osob na krzyz bylo na probie...nosz kurna...rewelacyjne
                • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 18:06

                  > No popatrz ta tu pisze co innego, ze 45minut:

                  a ty znowu nie połapana z minutami-widzisz różnicę w czasie gdy trwało całe zdarzenie czyli od zniknięcia chłopca i czas w jakim trwała akcja? no nie da rady to pierwsze musi trwać dłużej bo to drugie zawiera się w tym czasie....
                  • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 19:22
                    slonko1335 napisała:

                    >
                    > > No popatrz ta tu pisze co innego, ze 45minut:
                    >
                    > a ty znowu nie połapana z minutami-widzisz różnicę w czasie gdy trwało całe zda
                    > rzenie czyli od zniknięcia chłopca i czas w jakim trwała akcja? no nie da rady
                    > to pierwsze musi trwać dłużej bo to drugie zawiera się w tym czasie....

                    Wow...ales wydumala i wymyslila....chcesz mi powiedziec ze przez 15 minut to nie bylo zadnej akcji...matka tak sobie stala nic nie robiac przez 15 minut...toz to dopiero glupie i nierozwazne, rozpoczynanie akcji poszukiwania nie od kiedy zauwazylo sie brak dziecka tylko po odczekaniu i po pojawieniu sie tego mitycznego krodonu policji big_grin...hahahaha...ales mnie ubawila.
                    Serio przyznaje sie bez bicia, ze nie wpadlam na to ze ktos moze byc tak bardzo debilny i rozpoczynac akcje poszukiwawcza z opoznieniem, stad dla mnie cala akcja=cale zdarzenie, ale w twoim pokretnym swiecie widac jest inaczej.....

                    1. "cała akcja łącznie z zawiadomienie męża i policji oraz odnalezieniem malucha trwała 30 minut"
                    2. "Całe zdarzenie (od zauważenia zniknięcia chłopca do jego znalezienia)trwało ok.45 minut"
                    • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 23:01
                      ..chcesz mi powiedziec ze przez 15 minut to [u
                      > ]nie bylo zadnej akcji...[/u]matka tak sobie stala nic nie robiac przez
                      > 15 minut..

                      nie misiu ale też natychmiast po tym jak zobaczyła iż dziecka nie ma w tym miejscu w kttórym stoi nie zadzwoniła po policję raczej, tylko najpierw próbowała je znaleźć bo mogło siedzieć pod którąś z ławek równie dobrze w odległości metra....rozumiem że to dla ciebie musi być zdumiewające ...


                      Sygnaturka się zgubiła....
                      • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 01:19
                        slonko1335 napisała:

                        > ..chcesz mi powiedziec ze przez 15 minut to [u
                        > > ]nie bylo zadnej akcji...[/u]matka tak sobie stala nic nie robiac
                        > przez
                        > > 15 minut..
                        >
                        > nie misiu ale też natychmiast po tym jak zobaczyła iż dziecka nie ma w tym miej
                        > scu w kttórym stoi nie zadzwoniła po policję raczej, tylko najpierw próbowała j
                        > e znaleźć bo mogło siedzieć pod którąś z ławek równie dobrze w odległości metra
                        > ....rozumiem że to dla ciebie musi być zdumiewające ...


                        Tak, tak sloneczko wymyslaj dalej...poszukiwanie dziecka przez matke po zauwazeniu jego znikniecia to nie akcja poszukiwawcza, nie wliczamy tego do czasu poszukiwania i calego zdarzenie, dopiero odpalamy stopery i liczymy czas akcji i zdarzenia jak sie pojawia kordony policji big_grin
                        ...brawo ....za bylyskotliwe pomysly wygrala pani talon na gruche i balon big_grin
                        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 07:49
                          ak, tak sloneczko wymyslaj dalej...poszukiwanie dziecka przez matke po zauwaze
                          > niu jego znikniecia to nie akcja poszukiwawcza nie wliczamy tego do czasu posz
                          > ukiwania i calego zdarzenie, dopiero odpalamy stopery i liczymy czas akcji i zd
                          > arzenia jak sie pojawia kordony policji big_grin

                          oczywiście, że poszukiwanie dziecka zaraz po jego zniknięciu to nie akcja poszukiwawcza bo nikomu wtedy nie przychodzi do głowy, że ono zaginęło-zdroworozsądkowy człowiek zakłada iż jest gdzieś w pobliżu, pod ławką, za kolumną, itd. dopiero jak okazuje się, że nie ma i dziecko naprawdę zaginęło i opuściło jakiś teren dzwoni się po policję no ale może w twoim świecie jest inaczej i jak jakiś dzieciak na palcu zabaw schowa się za zjeżdżalnię to mamuski natychmiast dzwonią po policję zanim zajrzą czy tam jest-no cóż musiałabym chyba dzwonić po taką policję ze 30 razy dziennie jak idę na plac zabaw i któreś dziecko mi zniknie z oczu na chwilę i pójdzie na huśtawkę zamiast siedzieć w piaskownicy w której było przed momentem...
                          I gwoli jasności-kordony policji nie pojawiły się w kościele moja droga bo musiałyby kordonami nie być tylko patrolami ale cóż ty nie wiesz co to jest kordon więc mogło ci się pomylić z patrolem....
                          • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:23
                            Slonko, chce Ci sie jeszcze? Ambitna jesteś wink Przecież to tak jakbyś chciała nauczyć świnię śpiewać smile Logiczne myślenie i czytanie ze zrozumieniem nie jest domena tej pani, jak 80% Polków jest analfabetką wtorną i nie rozumie słowa pisanego. Daj na luz.
                            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:41
                              Nie myślę, że świnię łatwiej byłoby tego śpiewania nauczyćwink

                              OT
                              Guderianko powtarzamy jakoś kawkę niedługo? może Lila tym razem dołączy? może na działce u nas jakiegoś grilla zrobimy? choć Lila się swojego trawniczka dorobiła to pewnie jej nie rajcuje...
                              • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:51
                                Jestem jak najbardziej "za" wink. Pogodna piękna, warto jakiś wieczór wykorzystać smile
                                Ja trawnika nie posiadam więc zdaję się albo na Was albo na lokalne ogródki piwne wink
                                • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 10:02
                                  Dam znać jak na działkę się będziemy wybierać. Mam trochę zawirowań z mamą więc trudno mi coś wcześniej zaplanować-z ogródkami piwnymi większy problem bo dzieciary musimy zabrać a z takiego ogródka to łatwo mogłyby zniknąćwink
                                  • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 10:04
                                    No to zostaje dzialka. Załatwiaj swoje sprawy i daj znać jak będzie po. Może uda sie jakoś zgrac
                            • olafowamama Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 14:04
                              Dokładnie!!! Dziewczyna ma widać bardzo mało urozmaicone życie towarzyskie, więc na forum chce błysnąć spostrzegawczością i podejrzliwością na miarę Sherlocke Holmes'a wink i na dodatke wydaje jej się, że yntelygencja to jej mocna strona wink Nie wyprowadzajmy dziewczyny z błedu i życzmy miłej zabawy big_grin
              • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 18:43
                olafowamama napisała:

                > A wy naprawdę nie rozumiecie, że cała akcja łącznie z zawiadomienie męża i poli
                > cji oraz odnalezieniem malucha trwała 30 minut,
                Jakoś nie jestem w stanie zrozumieć. Bo gdyby ta domniemana porywaczka chciała uprowadzić dziecko to w ciągu 30 minut śladu by po niej nie było w promieniu kilku ładnych kilometrów.
                • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 19:28
                  jakw napisała:
                  > Jakoś nie jestem w stanie zrozumieć. Bo gdyby ta domniemana porywaczka chciała
                  > uprowadzić dziecko to w ciągu 30 minut śladu by po niej nie było w promieniu ki
                  > lku ładnych kilometrów.

                  No tez mysle ze jakos kiepsko przygotowana ta porywaczka, bo niby miala tu 30 czy 45 minut, a ona zaledwie do piaskownicy 700 metrow dalej przedreptala tylko wabiac dzieciaka na cukerki, z dzieckiem za raczke, i dziecko sie jej nie balo i grzecznie sobie tuptalo, a przecie trzeba bylo dzieciaka pod pache lub na rece, jakims usypiaczm w nos pstryknac, potem kocem otulic, do samochodu i w pol godziny to z 30 km dalej by byc mozna. smile
    • iwoniaw Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele na 09.06.11, 15:35
      masę zachowań znacznie przekraczających normy współżycia społecznego, podstaw kultury i zdrowego rozsądku, jakich zdarza mi się czasem widywać, nie byliby jednak zdolni do tego, by zgubić dziecko w trakcie nabożeństwa. Matka odwróciła się na "chwilę" i ta chwila trwała tyle, że kobieta dała radę "zwabić" i niezauważona wyprowadzić dziecko w zbiorowisku ludzi? No nieźle - jeśli to nie urban legend, to ci twoi znajomi są kompletnie nieodpowiedzialni. Dobrze, że chociaż dwulatek nie odróżniający rodziny od obcych rozpoznaje samochód ojca big_grin
      • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 17:54
        Wszystko działo się blyskawicznie-a chwila trwająca 2-3 minuty. Dziecko jak dziecko, poszło z tym kto wyglądał normalnie, nie był wampirem ani świrem ale miłą panią która daje słodycze i idzie sie bawić (wyprowadziła małego na plac zabaw). Chłopiec przejawia zainteresowanie motoryzacją, autami, qadami, lubi jeździż autem. Rozpoznał auto ojca, który zaczął poszukiwania -byc może dzięki temu jest dzisiaj caly i zdrowy. Ironia i dogryzanie nie na miejscu.
        • futro.1 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 20:52
          2-3 minuty?? to prawie cała wieczność! co można robić w kościele przez 2-3 min żeby nie zauważyć że twoje dziecko zniknęlo? klęczeć ze spuszczoną w pokorze głową? kobiety!w ciągu 2-3 min to można jajko na twardo ugotować i zniecierpliwić się przy tym. podejrzewam, że dzieciak biegał po całym kościele samopas a matka spokojnie żałowała za grzechy. masakra. przede wszystkim, wyjaśnijcie mi, ateistce, po jaka cholerę zabieracie do kościoła dzieci poniżej 5 rż, przecież one się tam nudzą, bo nic nie czają z tego, co dzieje się wokoło - wiem z doświadczenia własnego i moich znajomych również wierzących.

          fakt, takie zajście mogło mieć miejsce równie dobrze w sklepie (niekoniecznie w supermarkecie), parku, a nawet na placu zabaw - matka zajęta diabli wiedzą czym przez 2-3min stracila dziecko z oczu - JAK TO STRACIŁA DZIECKO Z OCZU!!!!! nie, po prostu w głowie się to nie mieści. męża, kumpelę, teściową można ale tak małe dziecko. wszystko opada, nie tylko ręce;
          • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 21:19
            matka zajęta diabli wiedzą czy
            > m

            drugim dzieckiem
            • futro.1 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 21:27
              sorry, ale nie wierzę w to, że przez 2-3min zajmowała się drugim dzieckiem. a nawet jeśli to dla mnie jest oczywiste to, że gdy zajmujesz się jednym dzieckiem drugie masz na oku. matkom to jednak powinny wyrastać dodatkowe oczy a im więcej dzieci tym więcej oczu wink
              • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 21:35
                mi tam czasami by się przydaływink przy jednym problem jakoś niewielki był-zwłaszcza, że spokojne i grzeczne z drugim nieco większy kłopot no ale jak byłam matka tego jednego to też nadziwić się nie mogłam zarówno w takim jak i w innych tematach smile
              • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:23
                futro.1 napisała:

                > sorry, ale nie wierzę w to, że przez 2-3min zajmowała się drugim dzieckiem. a n
                > awet jeśli to dla mnie jest oczywiste to, że gdy zajmujesz się jednym dzieckiem
                > drugie masz na oku.

                Moze karmila wlasnie piersia lub przewijala big_grin
                Swoja droga co za wspanialy tatus, ze wysyla matke z 2 maluchow ponizej 2 roku do kosciola, wziawszy pod uwage ze starszy maluch ma motorek w 4 literach i pazerny na slodycze, a drugi absorbujacy matke na 2-3 minutowe chwile oraz mama dziecka miewa czasowe zagapienia sie i tracenia dziecieci z oczu.
                No ale chwala mu za to ze powiadomiony po pol godzinie przyjezdza carem szukac zaginionego potomka i ze zaznajomil dziecie z wygladem swojego cara ze w razie porwania moze sie wyrwac i przybiec do auta.
                Mam cicha nadzieje ze to bardzo nietypowy samochod i po szczecinie jezdzi tylko taki jeden, bo pewnego dznia moze sie wyrwac do takiego cara co akurat nie bedzie carem tatusia, ale innego pana lubiacego male dzieci big_grin
                • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:28
                  Swoja droga co za wspanialy tatus, ze wysyla matke z 2 maluchow ponizej 2 roku
                  > do kosciola, wziawszy pod uwage ze starszy maluch ma motorek w 4 literach

                  a gdzieś ty wyczytała takie mądrości?

                  a może tatuś niewierzący?
                  • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:43
                    slonko1335 napisała:

                    > Swoja droga co za wspanialy tatus, ze wysyla matke z 2 maluchow ponizej 2 roku
                    > > do kosciola, wziawszy pod uwage ze starszy maluch ma motorek w 4 literach
                    >
                    >
                    > a gdzieś ty wyczytała takie mądrości?

                    No zalozylam ze skoro zajela sie na 2-3 minuty to znaczy ze mlodszym a nie starszym, bo inaczej to juz zupelnie sie ta historia nijak kupy nie trzyma. Ale fakt...moze zle zalozenie, okaze sie ze drugie jest starsze ale obciazone strasznymi chorobami i wlasnie mialo atak padaczki i to usprawiedliwia zostawienie samopas na 2-3 minuty niespelna 2 letnie dziecko.

                    > a może tatuś niewierzący?

                    I to znaczy ze matka musi sama do kosciola z 2 dzieci wymagajacych nieustannej uwagi?
                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:54
                      No zalozylam ze skoro zajela sie na 2-3 minuty to znaczy ze mlodszym a nie star
                      > szym,

                      a rozumiem według ciebie starsze już żadnej uwagi nie wymaga jak się młodsze urodzi

                      >bo inaczej to juz zupelnie sie ta historia nijak kupy nie trzyma

                      masz rację, przyśniło się coś facetowi i życzliwie ostrzega przed sennym koszmarem znajomych...

                      Ale fak
                      > t...moze zle zalozenie, okaze sie ze drugie jest starsze ale obciazone straszny
                      > mi chorobami i wlasnie mialo atak padaczki .

                      nie wiem nie znam starszego dziecka ani z jakiego powodu odwróciło uwagę matki

                      I to znaczy ze matka musi sama do kosciola z 2 dzieci wymagajacych nieustannej
                      > uwagi?
                      no najwidoczniej musi skoro poszła sama...
                      • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:05
                        slonko1335 napisała:
                        > a rozumiem według ciebie starsze już żadnej uwagi nie wymaga jak się młodsze ur
                        > odzi

                        A gdzie niby wyczytalas ze zadnej? Majac 2 dzieci pod opieka ustala sie priorytety co waznejsze i akurat w przypadku 9 latka i niespelna 2 latka z motorem w d... mienie oczu dookola glowy za 2 latakiem jest priorytetem, przynajmniej jak dla mnie, ale dla niektorych to moze byc inaczej

                        > masz rację, przyśniło się coś facetowi i życzliwie ostrzega przed sennym koszma
                        > rem znajomych...

                        Jak dla mnie ta historie znasz z 3-3 reki, nawet szczegoly ci sie rozjezdzaja, bo to nie niedziela, bo to faktycznie nie zlapano , bo to nie wiadomo czemu sie zajela itd

                        > nie wiem nie znam starszego dziecka ani z jakiego powodu odwróciło uwagę matki

                        A w pierwszym poscie twierdzilas "znajomym (osobistym, nie znajomym znajomych)". Dziwne masz te znajmomosci osobiste skoro nie znasz dzieci owych znajomych, ba...nie wiesz co byl przyczyna takiej koleji wypadkow...czyli tak naprawde guzik wiesz, powtarzasz jakies zaslyszane historie tworzac kolejna urban legend big_grin, tym razem nie z marketu tyko z kosciola
                        • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:11
                          . mienie oczu dookola glowy za 2 latakiem jest priorytetem, przynajmniej jak
                          > dla mnie, ale dla niektorych to moze byc inaczej

                          może i najwidoczniej był powód dla którego było

                          Jak dla mnie ta historie znasz z 3-3 reki, nawet szczegoly ci sie rozjezdzaja,
                          > bo to nie niedziela, bo to faktycznie nie zlapano , bo to nie wiadomo czemu sie
                          > zajela itd

                          dokładnie znam od męża, któremu opowiedział ojciec dziecka, nie twierdzilam że to moje dziecko

                          A w pierwszym poscie twierdzilas "znajomym (osobistym, nie znajomym znajomych)"
                          > . Dziwne masz te znajmomosci osobiste skoro nie znasz dzieci owych znajomych,
                          nie bardzo rozumiem co w tym dziwnego, nie znam ani nigdy na oczy nie widziałam dzieci mnóstwa moich znajomych, to wymóg jakiś?
                          • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:25
                            slonko1335 napisała:
                            > dokładnie znam od męża, któremu opowiedział ojciec dziecka, nie twierdzilam że
                            > to moje dziecko

                            Ale twierdzisz ze osobisty znajomy a to nie twoj osobisty znajomy tylko twojego meza i na dodatek opowiedzial podobno historie mezowi a maz tam jeszcze syszal jakies dywagacji i spekulacje w biurze, ale dobrze nie doslyszal bo mial mlyn w pracy...big_grin itd

                            > A w pierwszym poscie twierdzilas "znajomym (osobistym, nie znajomym znajomych)"
                            > > . Dziwne masz te znajmomosci osobiste skoro nie znasz dzieci owych znajom
                            > ych,
                            > nie bardzo rozumiem co w tym dziwnego, nie znam ani nigdy na oczy nie widziałam
                            > dzieci mnóstwa moich znajomych, to wymóg jakiś?

                            Ale osobisci znajmomi (przynajmniej moi) sporo mowia o swoich dzieciach, na co choruja, co sie z nimi dzieje, jakie dzieci odnosza sukcesy i porazki, w czym sa dobre itd, widuje owe dzieci na zdjeciach, w parkach, na jakis publicznych imprezach, a tu sie okazuje ty masz blade pojecie o dzieciach osobistego znajomego. Jak dla mnie taki to twoj osobisty znajomy jak dla mnie kasjerka w sklepie na kasie nr 4, ktora widuje co tydzien robiac zakupy, no osobiscie ja znam, poznaje, mowie jej dzien dobry, ona mi trez, no znajoma jak nic, jak ja spotkam na ulicy to wiem, kto ona i gdzie pracuje i ze jezdzi czerwonym volvo i na tym by sie moja osobista znajomosc z owa pania konczyla smile
                            • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:37
                              Ale twierdzisz ze osobisty znajomy a to nie twoj osobisty znajomy tylko twojego
                              > meza
                              owszem osobisty, znam go również chociaż owszem poznałam go przez męża on znał go pierwszy i on z nim współpracuje-my się spotykamy teraz tylko na imprezach firmowych

                              na dodatek opowiedzial podobno historie mezowi a maz tam jeszcze syszal
                              > jakies dywagacji i spekulacje w biurze, ale dobrze nie doslyszal bo mial mlyn
                              > w pracy...:

                              mężowi, i owszem mąż zrozumiał że chora psychicznie kobieta została złapana-tak mi przekazał


                              Ale osobisci znajmomi (przynajmniej moi) sporo mowia o swoich dzieciach, na co
                              > choruja, co sie z nimi dzieje, jakie dzieci odnosza sukcesy i porazki, w czym s
                              > a dobre itd, widuje owe dzieci na zdjeciach, w parkach, na jakis publicznych im
                              > prezach, a tu sie okazuje ty masz blade pojecie o dzieciach osobistego znajomeg
                              > o.

                              bardzo blade o życiu prywatnym rozprawiam z bliższymi osobami niż znajomymi, poznałam młodszego chłopca a dokładniej widziałam bo trudno mówić o poznawaniu się z niemowlakiem, wiem o nim co nieco bo jest w wieku podobnym do mojego syna, starszej nie widziałam nigdy, nawet na zdjęciu. Nie rozprawiam ze wszystkimi o moich dzieciach, nie pokazuje im zdjęć, nie informuje o chorobach-ty podobno innymi tematami jesteś zainteresowana taka byłaś znudzona dzieckiem więc dziwi mnie że nie gadasz o innych rzeczach i dziwi cię iż ludzie potrafią.....

                              ak dla mnie taki to twoj osobisty znajomy jak dla mnie kasjerka w sklepie n
                              > a kasie nr 4, ktora widuje co tydzien robiac zakupy, no osobiscie ja znam, pozn
                              > aje, mowie jej dzien dobry, ona mi trez, no znajoma jak nic, jak ja spotkam na
                              > ulicy to wiem, kto ona i gdzie pracuje i ze jezdzi czerwonym volvo i na tym by
                              > sie moja osobista znajomosc z owa pania konczyla smile

                              a nie taką znajomą jest żona choć nie mam pojęcia czym jeździ, na dodatek to dzień dobry miałam okazje powiedzieć jej kilka razy może z 5.
                              • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 00:33
                                slonko1335 napisała:
                                > owszem osobisty, znam go również chociaż owszem poznałam go przez męża on znał
                                > go pierwszy i on z nim współpracuje-my się spotykamy teraz tylko na imprezach
                                > firmowych

                                Czyli taki znajomy jak moja kasjerka big_grin

                                > mężowi, i owszem mąż zrozumiał że chora psychicznie kobieta została złapana-tak
                                > mi przekazał

                                Cos kiepsko rozumiejacego masz tego meze, jakos malo sie przejal historia osobistego znajomego skoro nawet nie wie czy sprawca zlapany czy nie big_grin

                                > Nie rozprawiam ze wszystkimi o
                                > moich dzieciach, nie pokazuje im zdjęć, nie informuje o chorobach-
                                Serio? Przecie cale forum z detalami o wszelkich dolegliwosciach twoich dzieci, o tym jakie leki komu, skad biezesz recepty itd. nie bodz smieszna, foty twojego dzieciecia tez mozna znalezc wiec nie truj

                                ty podobno i
                                > nnymi tematami jesteś zainteresowana taka byłaś znudzona dzieckiem więc dziwi m
                                > nie że nie gadasz o innych rzeczach i dziwi cię iż ludzie potrafią.....

                                A gdzie ja powiedzialm z jestem zainteresowana? Ludzie zwyczajnie mowia a ja slucham i na dodatek mam dar zapamietywania tongue_out. INie trzeba byc bardzo zainteresowanym by wiedziec sporo rzeczy na temat osobistych znajomych, podkreslam...osobistych a nie takich ktorych widuje raz na ruski rok na imprezie firmowej i wiem kto on i co on i na tym by sie ta osobista znajomosc konczyla


                                No i ta cala historia to mogla wygladac zupelnie inaczej:
                                Mama sie zagapila i na 2-3 minut zapomniala ze ma niespelna 2 latka. Skoro nie zauwazyla ze dziecie jest uprowadzane przez psychiczna i wychodzi z nia z kosciola rownie dobrze nie zauwazyla ze dziecie wychodzi samo z kosciola. Dziecie wiec wyszlo i zgubilo droge powrotna, wiec sie krecilo niezdecydowane, raz tu raz tam. Na to wszystko nadeszla jakas starsza pani wracajaca z cmentarza i widzi bezpanskiego malucha krecacego sie przy ulicy, rodzica w zasiegu wzroku niet, w poblizu plac zabaw wiec pomyslala ze maluch sie zagubil, a ze ulica to ze zaprowadzi na ten plac i znajdzie matke, oczywiscie probowala podpytac gdze matka ale dziec nie za bardzo rozmowny i nie za bardzo umial wyjasnic skad przyszedl i gdzie rodzice, chodz cos tam niezrozuiale belkotal pod nosem. Wiec baba dzieciaka za reke, w torbie poszukala jakiegos slodycza ze moze jak da to dziec cos wiecej powie skad i dokad go zabrac ale nic za bardzo sie nie udalo. No wiec idzie w kierunku owego placu a tu najezdza auto, ojciec wypada, dziec rozpoznaje ojca i leci do ojca, wiec sie baba ucieszyla ze sie zguba znalazla i poszla w swoja stone, bo sie spieszyla do domu i juz byla spozniona zajmujac sie z dobrego serca jakims dzieciakiem ktory sie zagubil.
                                No a tatus i mamusia dospiewali historie ze z pewnoscia psychiczna, bo jakos trzeba bylo wytlumaczyc to ze sie niedopilnowalo dzieciecia, a biedna kobiecina nawet pewnie nieswiadoma ze ja kordony policji poszukuja bo chciala dobry uczynek zrobic i pomoc dizeciakowi krecocemu sie kolo ruchliwej ulicy znalezc rodzicow.

                                Na przyszlosc przestroga:jesli znajdziecie zagubione dziecie bron boze go nie zaczepiajcie, nie pomagajcie, nie zagadujcie, niech lezie w szkode, niech rozjedzie samochod, wpadnie do rowu melioracyjnego czy gdzie tam jeszcze, bo byc moze zamias podzieki zostaniecie przez nieodpowiedzialnych rodzicow ktotrzy gubia owe dziecko oskarzeni: jesli kobieta chce pomoc to ze psychiczna lub wariatka, jesli facet to z pewnoscia jakis zboczeniec co lubi male dzieci big_grin.
                                • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 11:51
                                  > Czyli taki znajomy jak moja kasjerka big_grin

                                  nie nie taki, postaram ci się wyjaśnić najprościej jak można. Nigdy nie twierdziłam, że to mój przyjaciel, nigdy nie twierdziłam, że spotykam się z nimi regularnie, spędzam wakacje, itp. jest to po prostu znajomy którego w chwili obecnej spotykam okazjonalnie, wcześniej łączyła nas jedna sprawa i z racji tego spotkania te były częstsze- w tej chwili nie. Rozumiesz już czy dalej zbyt trudne?

                                  Cos kiepsko rozumiejacego masz tego meze, jakos malo sie przejal historia osobi
                                  > stego znajomego skoro nawet nie wie czy sprawca zlapany czy nie big_grin

                                  czemu kiepsko? usłyszał dywagacje na temat ewentualnego złapania kobiety i myślał że mowa o o konkretach, był przekonany iż ją złapano i tak też mi przekazał. A jak się powinien przejąć? możesz dokąłdniej napisać-jakaś reguła jest?

                                  Serio? Przecie cale forum z detalami o wszelkich dolegliwosciach twoich dzieci,
                                  > o tym jakie leki komu, skad biezesz recepty itd. nie bodz smieszna, foty twoje
                                  > go dzieciecia tez mozna znalezc wiec nie truj

                                  zawsze sądziłam, że inteligencją nie grzeszysz ale myślałam że masz chociaż pojecie że to forum to edziecko-niby o czym się na nim pisze jak nie o dzieciach i sprawach z nimi związanych? o filatelistyce?

                                  > A gdzie ja powiedzialm z jestem zainteresowana? Ludzie zwyczajnie mowia a ja sl
                                  > ucham i na dodatek mam dar zapamiętywani

                                  ciekawe i wszyscy natychmiast zdają ci relację ze stanu rodziny i ich stanu zdrowia, a z pamiecią to chyba jednak kiepściutko skoro nie masz nawet pojęcia kiedyż to twoje dziecię samo jeśc potrafiło i trzeba ci to przypominać bo jakieś bzdury o roczniakach wypisujesz, no i pamiętasz jakieś przedziwne dyskusje których nigdy nie było ale jakoś wkleić linka do nich już nie możesz chociaż robić to bardzo lubisz......


                                  > No i ta cala historia to mogla wygladac zupelnie inaczej:

                                  oczywiście, że mogła ale jednak ty chyba akurat najmniej wiesz jak wyglądała-już próbowałaś kilka razy być wróżką-czarodziejką i ci nie poszło...i od razu uprzedzam ja sama także dokłądnie nie wiem, nie było mnie tam, nie widziałam, znam tylko z relacji innej osoby a mimo to tak daleko idących wniosków jak twoje nie wyciągam.
                                  • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 15:33
                                    slonko1335 napisała:
                                    > Cos kiepsko rozumiejacego masz tego meze, jakos malo sie przejal historia osobi
                                    > > stego znajomego skoro nawet nie wie czy sprawca zlapany czy nie big_grin
                                    >
                                    > czemu kiepsko? usłyszał dywagacje na temat ewentualnego złapania kobiety i myśl
                                    > ał że mowa o o konkretach, był przekonany iż ją złapano i tak też mi przekazał.
                                    > A jak się powinien przejąć? możesz dokąłdniej napisać-jakaś reguła jest?

                                    Rownie dobrze moglo byc tak ze uslyszal dywagacje na temat dziecka kolegi kolegi kolegi z innego miasta w markecie zaginionego i myslal i byl przekonany ze mowa o dziecku kolegi. big_grin Tak sie rodzi slonko plotka, cos se myslal, cos ktos tam dywagowal, on cos zle uslyszal, cos sobie przekrecil, dospiewal, doniosl zonie ktora przekrecila jeszcze ze 3 razy i tak oto mamy URBAN LEGEND big_grin
                                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 16:31
                                      > Rownie dobrze moglo byc tak ze uslyszal dywagacje na temat dziecka kolegi koleg
                                      > i kolegi z innego miasta w markecie zaginionego i myslal i byl przekonany ze mo
                                      > wa o dziecku kolegi.

                                      mogło tak być różnica jednak polega na tym, że większą część opowieści mąż słyszał a dopiero potem mu zadzwonił telefon, który go wybił z kontekstu, bo ojciec opowiadał dalej reszcie a mąż wrócił do nich po telefonie i nie wiedział już że dywagują tylko, uznał iż opowieść toczy się dalej, nie zastanowił się nad tym tylko słuchał dalej a potem ktoś przyszedł i tyle-stad całe nieporozumienie.
                                      I owszem przekazując mi co usłyszał pewnie poprzekręcał niektóre fakty, ja sama to zrobiłam zakładając choćby to że niedziela była skoro rodzina byłą w kościele-nie mam dziecka w wieku komunijnym więc niedziela jest dla mnie dniem w którym się do kościoła idzie jak święta nie ma. Nie zmienia to faktu, że dziecko ktoś prowadził, dawał mu słodycze, zaprowadził w inne miejsce i był tam z nim jak twierdzą świadkowie-ty możesz w to nie wierzyć oczywiście. A ja wierzę bo nie widzę powodu dla którego znajomy miałby kłamać i nie uważam, że jest to sytuacja która wydarzyć się nie może.
                              • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 01:05
                                slonko1335 napisała:

                                >
                                > mężowi, i owszem mąż zrozumiał że chora psychicznie kobieta została złapana-tak
                                > mi przekazał
                                I już tak ustalili, że chora była, skoro jej , jak w dalszym poście piszesz, nie złapali? Jak dla mnie to być może temu znajomemu męża dzieciak zgubił się w kościele, ale czy reszta jest prawdą, czy ubarwianiem całej historii (jakoś może trzeba odreagować panikę) to już ciężko osądzić.
                                • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 11:54
                                  już tak ustalili, że chora była, skoro jej , jak w dalszym poście piszesz, ni
                                  > e złapali?

                                  a to przepraszam jest normalne zachowanie zdrowej osoby, że wyprowadza gdzieś dziecko?

                                  Jak dla mnie to być może temu znajomemu męża dzieciak zgubił się w k
                                  > ościele, ale czy reszta jest prawdą, czy ubarwianiem całej historii (jakoś może
                                  > trzeba odreagować panikę) to już ciężko osądzić.

                                  no i świadkowie mieli zwidy najwidoczniej i kamery ducha zarejestrowały
                                  • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 14:53
                                    slonko1335 napisała:

                                    > już tak ustalili, że chora była, skoro jej , jak w dalszym poście piszesz, ni
                                    > > e złapali?
                                    >
                                    > a to przepraszam jest normalne zachowanie zdrowej osoby, że wyprowadza gdzieś d
                                    > ziecko?

                                    Ale normalne jest zachowanie zdrowego opiekuna malucha mniej niz 2 letniego ze traci sie go gdzies z oczu i dopierow swidkowie musza uswiadamiac co sie de facto z dzieckiem stalo
                                    Czy to jest normalne zachowanie?

                                    > no i świadkowie mieli zwidy najwidoczniej i kamery ducha zarejestrowały

                                    Jak na razie to historia sie dosyc rozjezdza w szczegolach, a to zlapali, a to nie, a cos twoj mezulo slyszal ale chyba nie za bardzo bo nie wie dokladnie, a to kordon policji niby, a to dziecko w parku w piaskownicy, a to do tatusia podbieglo, a to sie babie wyrwalo itd..jak na razie to juz kilka wersji sie zrobilo. big_grin
                                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 15:04
                                      Ale normalne jest zachowanie zdrowego opiekuna malucha mniej niz 2 letniego ze
                                      > traci sie go gdzies z oczu i dopierow swidkowie musza uswiadamiac co sie de fac
                                      > to z dzieckiem stalo
                                      > Czy to jest normalne zachowanie?
                                      >

                                      nudna jesteś, to już ustalone, że dziecko było niedopilnowane i uważasz, że w związku z tym kobieta jest usprawiedliwiona?
                                  • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 18:32
                                    slonko1335 napisała:
                                    > a to przepraszam jest normalne zachowanie zdrowej osoby, że wyprowadza gdzieś d
                                    > ziecko?
                                    A skąd wiadomo, że wyprowadziła skoro mama była mało przytomna i nie zauważyła wyjścia dzieciaka z kościoła?

                                    >
                                    > no i świadkowie mieli zwidy najwidoczniej i kamery ducha zarejestrowały
                                    A ciekawe dlaczego zdjęć z kamery jeszcze nie upublicznili i jeszcze portretu pamięciowego? Jak kilka lat temu jakiś człowiek usiłował zrobić porwanie dzieciaka z wózka w ogródku (jakoś tak to było) to szum w mediach był potężny.
                                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 23:04
                                      A skąd wiadomo, że wyprowadziła skoro mama była mało przytomna i nie zauważyła
                                      > wyjścia dzieciaka z kościoła?

                                      nie wiadomo to tylko podejrzenia i zeznania świadków

                                      A ciekawe dlaczego zdjęć z kamery jeszcze nie upublicznili i jeszcze portretu p
                                      > amięciowego?
                                      bo nie mają portretu pamieciowego??
                                      • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 00:18
                                        slonko1335 napisała:

                                        > A skąd wiadomo, że wyprowadziła skoro mama była mało przytomna i nie zauważyła
                                        > > wyjścia dzieciaka z kościoła?
                                        >
                                        > nie wiadomo to tylko podejrzenia i zeznania świadków
                                        No to nawet nie wiadomo, czy ta porywaczka w rzeczywistości istniała?

                                        > A ciekawe dlaczego zdjęć z kamery jeszcze nie upublicznili i jeszcze portretu p
                                        > > amięciowego?
                                        > bo nie mają portretu pamieciowego??
                                        Ale skoro byli świadkowie to raczej upłynęło już całkiem sporo czasu na to, żeby ten portret pamięciowy zrobić? Każdy pewnie coś tam zapamiętał. O jakichś nagraniach z monitoringu to sama pisałaś.
                                        • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 07:59
                                          No to nawet nie wiadomo, czy ta porywaczka w rzeczywistości istniała?

                                          nie wiadomo czy to była porywaczka zacznijmy od tego i czy dziecko porwać chciała-podejrzenia są takie, że psychicznie chora kobieta wyprowadziła dziecko i je gdzieś prowadziła, pisałam już iż nie używała siły, dziecko nie czuło zagrożenia, być może miała kaprys aby je zabrać na plac zabaw bo będzie miało frajdę...

                                          > Ale skoro byli świadkowie to raczej upłynęło już całkiem sporo czasu na to, żeb
                                          > y ten portret pamięciowy zrobić? Każdy pewnie coś tam zapamiętał.

                                          masz rację każdy coś tam zapamiętał-czy zrobić z tego da się portret to ja już nie wiem...

                                          O jakichś nag
                                          > raniach z monitoringu to sama pisałaś.

                                          a widziałaś kiedyś nagrania z monitoringu? ktoś na forum wklejał ostatnio o ukradzionym rowerze, spróbujesz zrobić z nich portret? czy masz o tym takie samo pojecie jak o kordonie?
                                          • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 09:34
                                            Nagranie nie było z monitoringu, nie z takiego który umieszcza się w startegicznych punktach miasta bądx na ważnych skrzyżowaniach, na które ma podgląd dyżurny w komisariacie. Kamera była zamontowana w jednym ze sklepów na ulicy, którą musiała przejść ta kobieta, jeśli chciała się udać do miejsca, w którym znaleziono dziecko (park). Policjantkom rozmawiajacym z malym nie udało się ustalić wyglądu tej osoby. Kolega mowił, że stawały przed nim różne policjantki, z różnymi włosami ale dziecko nie umiało wskazać jakie włosy miala "ta pani". Niestety, o czym poinformował mnie kolega a w co jestem w stanie uwierzyć, nie ma u nas żadnego psychologa dziecięcego "od ręki', ktory na swiezo mógłby pogadać z dzieckiem.
                                            W kwestii portretu, nagrań itp. Z tego co mowił kolega-nie weryfikowałam-zjechało się kilka radiowozow na dany teren -spory park z placami zabaw na ktorym jest multum babć, cioć,mam, niań z dziećmi w różnym wieku. Gdy ojciec został rozpoznany przez syn-bo to dzieciak go zauważył, widzieli tylko siebie, przytulili się, nie zwracali uwagi na nic wokól, najwaziejsze było odnalezione dziecko-zaginione, porwane, nieważne-dziecko którego nie było 30-45minut a teraz sie znalazło, nic innego sie nie liczyło. Monitoringu nie bylo. Rzecz działa sie w maju. Mamy początek czerwca. Jesli nie wiesz ile trwa prowadzenie spraw to Ci podpowiem, że dlugo, zwłaszcza takich w których trzeba przesłuchac i odnalexc wielu wiadków, ustalić masę szczegołów, odtworzyć minuta po minucie nagranie ze sklepu obok ulicy by wyłuskać jakiś szczegół. takie sprawy nieraz trwają miesiącami by zakończyć się umorzeniem. Naoglądali się wszyscy CSI i myślą, że w Polsce można w kilka dni odnaleźć i złapac każdego. Zejdzcie na ziemię..
                  • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 00:58
                    slonko1335 napisała:
                    >
                    > a może tatuś niewierzący?
                    Jak niewierzący to mógł zostać w domu przynajmniej z jednym dzieckiem. A jak wierzący to mógł w kościele jednego dziecka pilnować.
                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 11:52
                      Jak niewierzący to mógł zostać w domu przynajmniej z jednym dzieckiem. A jak wi
                      > erzący to mógł w kościele jednego dziecka pilnować.
                      no widzisz a tata niedobry był w pracy się okazało-szok wredna żóna ona powinna iśc do pracy a nie sie w kościele obijać...
                • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:36
                  Aleś koncepcję spiskową uknuła.
                  Starsze dziecko miało 9lat i absorbowało przygotowywaniem do komunii św-próba przed niedzielnym świętem. Rzecz dziala sie w tygodniu, ojciec w tym czasie pracował.
                  Pozostałej części ociekającego jadem slowotoku nie skomentuję aczkolwiek zaznaczę , że moja Młodsza też rozpoznaje nasz car. Tudzież car innych ludzi taki sam jak nasz. Wielka mi sztuka co ? Malo tego, rozpoznaje rodzica ktory z auta wysiada. Niexle co ? tongue_out
                  • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:44
                    o widzisz a z niedzielą ja zamieszałam, jak mi mój powiedział, że w kościele to założyłam że w niedzielę, zapomniałam o komuniach...
                    • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:56
                      slonko1335 napisała:

                      > o widzisz a z niedzielą ja zamieszałam, jak mi mój powiedział, że w kościele to
                      > założyłam że w niedzielę, zapomniałam o komuniach...

                      No i prosze...mamy juz 2 historie...slonka jedna, guderianka druga....powoli zaczynaja sie rozjezdzac w szegolach, ale co tam....ze tez jeszcze nikt linka nie podrzuci do artykulu o tym wydarzeniu bo skoro i kordony policji, i przeszukiwania nagran i takie tam to juz chyba w prasie by cos napisana zeby rodzice chodzacy do kosciola z dziecmi niezaleznie od wieku tychze dzieci patrzyli na nie bo po szczecinie szaleje wariatka porywaczka co bierze dzieci na cukierki.
                      Moze kolezanki parafie podadza to sie lokalne mamy beda strzegly
                      • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:05
                        nie wiem czemu jest to dla Ciebie takie dziwne. Dokładnie tak jak piszesz w szczegółach, bo nie jest opowiadana przez bezpośrednio zainteresowane osoby, tylko przez trzecie. Przyznaję bez bicia że najwięcej zamieszałam ja-faktycznie niedzielę sobie wzięłam za pewnik po tym jak mąż mi opowiedział na początku tygodnia o kościele a że już powiedział mi że złapana to akurat przez jego niedosłyszenie. M, przynajmniej z bezpośredniej relacji pisze ja z pośredniej.
                        Zaraz się dowiem, że slonko to guderianka tudzież na odwrótsmile
                  • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 01:10
                    guderianka napisała:

                    > Starsze dziecko miało 9lat i absorbowało przygotowywaniem do komunii św-próba p
                    > rzed niedzielnym świętem. Rzecz dziala sie w tygodniu, ojciec w tym czasie prac
                    > ował.
                    No cóż, z czasów przygotowania do komunii starszej to pamiętam, że przyprowadzałam starszą do kościoła, pytałam się siostry , o której skończą i o odpowiedniej godzinie przychodziłam po starszą. Nie musiałam jej w tym czasie kręcić loczków i podpowiadać. Młodsza miała wtedy rok.
                    • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 11:55
                      o cóż, z czasów przygotowania do komunii starszej to pamiętam, że przyprowadza
                      > łam starszą do kościoła, pytałam się siostry , o której skończą i o odpowiednie
                      > j godzinie przychodziłam po starszą. Nie musiałam jej w tym czasie kręcić loczk
                      > ów i podpowiadać. Młodsza miała wtedy rok.

                      wiesz ale średnio inteleigentna osoba rozumie chyba, że nie w każdym kościele jest dokładnie tak jak w twoim-dośc ograniczone jest zakładanie, że w tysiącu innych jest tak samo...
                      • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 18:39
                        slonko1335 napisała:

                        > wiesz ale średnio inteleigentna osoba rozumie chyba, że nie w każdym kościele j
                        > est dokładnie tak jak w twoim-dośc ograniczone jest zakładanie, że w tysiącu in
                        > nych jest tak samo...
                        Nie jestem osobą średniointeligentną tylko bardziej niż średniointeligentną ;-ppp
                        Tylko że próby przed komunią dotyczą jednak przede wszystkim dzieci. Jeśli matka z 2-latkiem zgłasza się do mocno absorbujących czynności rodzicielskich z okazji komunii to raczej nie grzeszy nadmiarem wyobraźni. A jeśli już musi poprawiać loczki starszej latorośli to powinna mieć zapewnioną pomoc męża, babci czy choćby znajomej mamy. Tak po prostu.
                        • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 23:14

                          > Tylko że próby przed komunią dotyczą jednak przede wszystkim dzieci

                          a podobno bardziej niż średnio inteligentna...heh..... wyobraź sobie że w takiej mojej parafii dziecko na ostatnich próbach musi być z rodzicem-jesteś w stanie tą swoją więcej niż średnią inteligencją to pojąć???? czy nie???

                          Jeśli matk
                          > a z 2-latkiem zgłasza się do mocno absorbujących czynności rodzicielskich z oka
                          > zji komunii to raczej nie grzeszy nadmiarem wyobraźni.

                          a skad wzięłaś że się zgłasza? następna wróżka na forum?
                          • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 00:32
                            slonko1335 napisała:
                            >heh..... wyobraź sobie że w takie
                            > jmojej parafii dziecko na ostatnich próbach musi być z rodzicem-jesteś w stani
                            > e tą swoją więcej niż średnią inteligencją to pojąć???? czy nie???
                            A w tej parafii też tak jest czy tylko uogólniasz na podstawie, że u ciebie tak było?
                            Btw co ten rodzic ma tam do roboty tak, żeby spuszczać młodsze z oczu? Nie mów, że chodzenie w rządku ćwiczy. Zresztą taka próba nie jest o 12.15 i jeśli było wiadomo, że rodzic do starszego dziecka jest aż tak niezbędny to należało wymyślać opiekę do młodego lub odpowiednio wczesny powrót taty z pracy.

                            > Jeśli matk
                            > > a z 2-latkiem zgłasza się do mocno absorbujących czynności rodzicielskich
                            > z oka
                            > > zji komunii to raczej nie grzeszy nadmiarem wyobraźni.
                            >
                            > a skad wzięłaś że się zgłasza? następna wróżka na forum?
                            Bo znam mamy, które na wyścigi zgłaszały się do czynności okołokomunijnych typu przystrajanie ołtarza czy ławek. Z tym, że "komunista" był raczej ich młodszym dzieckiem, a nie tym starszym. A jeśli mama była tak mocno zaabsorbowana starszą pociechą, że w niezbyt zaludnionym kościele dziecko zniknęło jej z oczu dość skutecznie to znaczy, że zajęta była dłużej niż te 2-3 minuty. Więc wysnuwam wniosek, że może wcześniej zgłosiła się do pomocy przy czymś i to odwróciło jej uwagę całkiem skutecznie na troszkę dłużej.
                            • slonko1335 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 07:37
                              A w tej parafii też tak jest czy tylko uogólniasz na podstawie, że u ciebie tak
                              > było?
                              hmm jakbyś wysiliła trochę tą swoją ponad średnią inteligencję to może byś zauważyła że już padła odpowiedź na to pytanie dużó wcześniej, no ale niestety....i chyba ty tutaj najwięcej uogólniasz?

                              Bo znam mamy, które na wyścigi zgłaszały się do czynności okołokomunijnych typu
                              > przystrajanie ołtarza czy ławek

                              no tak potówka z rozrywki-bo znam mamy....
                            • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 09:38
                              Jakw- nie wiem, po prostu nie wiem jak jest w trakcie takich przygotowań, czy rodzic ebyć muszą czy nie, czy są zaangażowani czy nie. To naprawdę jest nieistotne. Masz rację, że matka pewna , ze jest w miejscu bezpiecznym, pewna ze nic nie grozi dziecku wykazała sie brakiem wyobraźni (bo komu przyszłoby do głowy, że ktoś obcy wyjdzie z jej dzieckiem) i niedopilnowała dziecka. Tak bylo. Wiele z nas, zaryzokowalabym twierdzenie, że wszystkie, w mniejsyzm lub większym stopniu takim brakiem wyobraźni jednak sie charakteryzuje, ufając dziecku, ufając innym, będąc przekonanym o bezpieczeństwie dziecka w danym miejscu, o jego umiejetnosciach. wystarczy chwila nieuwagi gdziekolwiek- na placu zabaw, w lesie, nad rzeką, w kościele, w przedszkolu-by coś się stało.
                              • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 12:12
                                guderianka napisała:

                                > Masz rację, że matka pewna , ze jest w miejscu bezpiecznym, pewna ze nic n
                                > ie grozi dziecku wykazała sie brakiem wyobraźni (bo komu przyszłoby do głowy, ż
                                > e ktoś obcy wyjdzie z jej dzieckiem) i niedopilnowała dziecka.
                                Nie żartuj, kościół to nie jest miejsce w bezpieczne dla 2-latka. Bo 2-latek może spaść z ławki czy konfesjonału, na które będzie próbował wejść. Albo biegać po kościele , przewrócić się i rąbnąć głową w marmury albo kant ławki. Spuszczanie z oczu 2-latka w kościele to proszenie się o kłopoty. Bo nawet całkiem spokojne i grzeczne 2-latki może po prostu coś podkusić.
                                Kościoły nie były i nie są projektowane i wyposażane pod kątem bezpieczeństwa dla dzieci.
                                I to niezależnie od tego, czy ktoś to dziecko wyprowadził stamtąd czy nie.
                                • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 17:47
                                  Ja pitolę..bezpieczne bo z zalożenia nie ma w nim złych ludzi, którzy chcą zrobić krzywdę dziecku
                                  A patrząc tak jak Ty jasno widac, że dzieci nie są bezpieczne tak naprawde nigdzie. Wszędzie są wysokości, ostre kanty, gniazdka, narzędzia, robaki, osy i wstrząs anafilktyczny. Nawet w szpitalu kuźwa dziecko nie jest bezpieczne bo jak matka na chwilę spuści z oka to może zeżreć leki dzieciaka z sąsiedniego łózka lub napić się moczu z basenu. No zlitujże się.
                                  • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 18:08
                                    guderianka napisała:

                                    > Ja pitolę..bezpieczne bo z zalożenia nie ma w nim złych ludzi, którzy chcą zrob
                                    > ić krzywdę dziecku

                                    Wow....w dobie skandali i afer pedofilskich z udzialem ksiezy takie zdania...gratuluje

                                    > A patrząc tak jak Ty jasno widac, że dzieci nie są bezpieczne tak naprawde nigd
                                    > zie.

                                    No odkrycie na miare ladowania na ksiezycu zrobilas...ile twoje dziecko ma lat i ile ty masz lat, ze dopiero teraz sie kapnelas ze tak wlasnie jest?

                                    Wszędzie są wysokości, ostre kanty, gniazdka, narzędzia, robaki, osy i wst
                                    > rząs anafilktyczny. Nawet w szpitalu kuźwa dziecko nie jest bezpieczne bo jak m
                                    > atka na chwilę spuści z oka to może zeżreć leki dzieciaka z sąsiedniego łózka l
                                    > ub napić się moczu z basenu. No zlitujże się.

                                    No dokladnie i trzeba to brac pod uwage majac pod opieka dziecko. Wypadki zdarzaja sie w miejscach super przygotowanych i teoretycznie bezpiecznych dla dzieci ale nigdy nie wiesz stad twoim zasranym obowiazkiem jest, majac dziecko go pilnowac, a nie idiotycznie zakladac ze jakies miejsce jest bezpieczne bo z zalozenia (durnej mamusi a jakze) nie ma w nim zlych ludzi
                                  • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 12.06.11, 09:42
                                    Ale zdajesz sobie sprawę, że na placu zabaw jest tartan czy trawa i kanty zwykle ciut zaokrąglone, a w kościele jakaś marmurowa posadzka i mnóstwo ławek? I m.in dlatego kościół jest miejscem zdecydowanie bardziej niedostosowanym dla 2-latka niż ten plac zabaw. Tak po prostu.
                                    • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 12.06.11, 10:51
                                      proszę Cię, nie brnijmy w temat bo dojdziemy do absurdów. Kościół nie jest placem zabaw i jego przeznaczeniem nie jest zabawa. Pewnie dlatego nie słyszy się o wypadkach w kościele i interwencjach lekarzy -poza przypadkami zasłabnięć starszych ludzi. Mimo , że rodzice zabierają do kościola dzieci (kwestia słuszności takiego działania to temat na inny wątek). Za to wiele słyszy się o wypadkach na placu zabaw. Znam kilkoro dzieci ze złamaniami, szwami na brodzie, siniakami-po przebywaniu na placu zabaw , nawet w obecności rodzica.
                                      Nie to jest kwestią najważniejszą czy kościoł to miejsce bezpieczne czy nie pod względem wyposażenia ale to, że doszło w nim do takiego a nie innego zdarzenia.
                • futro.1 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:54
                  > Moze karmila wlasnie piersia lub przewijala big_grin

                  w kościele????? przewijać? a to nie zakrawa na profanację? big_grin
                  • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 23:12
                    futro.1 napisała:

                    > > Moze karmila wlasnie piersia lub przewijala big_grin
                    >
                    > w kościele????? przewijać? a to nie zakrawa na profanację? big_grin

                    No a coz w niedziele mozna robic prze 2-3 minuty przy mlodszym rodzenstwie niespelna 2 latka, tak zeby tego niespelna 2 latka nie miec przez 2-3 minuty na oku?

                    No ale to bylo starsze dziecko 9 letnie, i pewnie te 2-3 minuty faktycznie byly 15-20 minutami kiedy mama zajmowala sie tym czy dziecie stoi rowno w szeregu i czy ladnie sklada rece, czy ladnie mowi wierszyk, zamiast miec na oku malucha.
                    Swoja droga od tego zeby wszystko gralo na probach przed komunia sa siostry zakonne, ksieza, rodzice rodzice sa tam zupelnie niepotrzebni, ewentualnie do stanie i przygladania sie...dalej wychodzi mi na to ze mama nie zajmowala sie tym co trzeba, czyli maluchem
                    • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 09:17
                      Nie wiem jak było faktycznie, bo mnie tam nie było. Znam relację od ojca, którego również nie było na miejscu, Całe zdarzenie (od zauważenia zniknięcia chłopca do jego znalezienia)trwało ok.45 minut. Masz rację pisząc, że matka mogła stracić dziecko z oczu na 15-20minut- ale nie jestem w stanie tego zweryfikować podbnie jak Ty nie jesteś w stanie zweryfikowac tego , że stracila dziecko na 2-3 minuty. Tylko ona wie jak było naprawdę.
                      Nie wiem również jak wyglądają przygotowania do komunii i jaka jest rola rodziców-jestem jednak sobie w stanie wyobrazić, że można się tym emocjonować i absorbowac.
                      Nie zmienia to faktu, że mlodsze dziecko powinno być lepiej pilnowane, że rodzic dopuścił do narażenia dziecka, że nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Nie piszę, że tak nie było. Nie bronię matki dziecka ale nie będę również wieszała na niej psów, bo mimo że zachowała się nierozważnie faktem jest, że obca kobieta uprowadziła dziecko. Więcej jest we mnie wspołczucia dla rodzicow, przeżyli horror i mają nauczkę, niż chęci dowalenia i oskarżenia.
                      I jeszcze jedno-ja znam ojca dziecka osobiście, opowiadał o zdarzeniu, w emocjach, pewnie bez zbędnych szczegółów, do tematu nie wracam. Słonko zna historię od swojego męża, który jest kolega owego ojca, a wiec zna historię z 2 ręki. Co nie zmienia faktu, że do takiego zdarzenia doszło, ze miało miejsce i że my wszyscy powinniśmy wyciągnąc z niego wnioski a nie się kłócić, spekulować itp.
                      Dążysz w dość chamski sposób do tego, by usłyszeć, że winna była matka, która niedopilnowała dziecka? Ok. Zawiniła. Uważaj, by Tobie się nie zdarzyło podobne przewienienie, które w 50 przypadkach nie wywoła skutków a w 51-może skończyć się nieciekawie.
                      • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 10:16
                        guderianka napisała:

                        > Nie wiem jak było faktycznie, bo mnie tam nie było. Znam relację od ojca, które
                        > go również nie było na miejscu, Całe zdarzenie (od zauważenia zniknięcia chłopc
                        > a do jego znalezienia)trwało ok.45 minut. Masz rację pisząc, że matka mogła str
                        > acić dziecko z oczu na 15-20minut- ale nie jestem w stanie tego zweryfikować po
                        > dbnie jak Ty nie jesteś w stanie zweryfikowac tego , że stracila dziecko na 2-3
                        > minuty. Tylko ona wie jak było naprawdę.

                        No to w zasadzie nic nie wiesz i osoby ktore ci opowiedzialy tez niezbyt wiele wiedza.

                        Ja weryfikowac 2-3 minut nie zamierzam, bo to nie mi zginelo dziecko i nie ja powtarzam, i kreuje owa historie, moge ci jedynie owa historie wykreowac od nowa i przy tylu niewiadomych zrobic z niej calkiem inna historie rownie prawdopodobna skoro tyle w tej twojej i slonka niescislosci, i rozbieznosci

                        >faktem jest, że obca kobiet
                        > a uprowadziła dziecko.

                        Ale skad to wiadomo ze uprowadzila? Ze podobno trzymala dziecko za reke? I ze podobno szla z nim w kierunku parku czy placu zabaw?
                        Przeciez matka nie wie nawet jak zniknelo dziecko, skad wie co za kobieta je prowadzila skoro nie wie z kim owo dziecko wyszlo, jak wyszlo i kiedy wyszlo? A jesli wie jak i kiedy i z kim wyszlo te czemu nie leciala za owym dzieckiem? PRzy znalezieniu tez nie byla, bo byl ojciec podobno wysiadajacy z samochodu.
                        No i skad wiadomo ze to jakas psychiczna osoba, po czym to wywnioskowano? Przeciez nie zlapano owej kobiety? To ze szla z dzieckiem za reke to od razu wariatka? Serio po czym ojciec i matka poznali ze to wariatka?
                        A moze w okolicy grasuje wariatka, czarna wolga lub zlodzieje nerek i z gory wiadomo ze to oni musieli porwac owe dziecko?
                        Poza tym przecie kobieta rownie dobrze mogla chciec pomoc dziecku, ktore paletalo sie przez tak dlugi czas samopas, kolo byc moze ruchliwej ulicy odnalezc rodzicow. Skad wiadomo ze tego nie chciala zrobic, przeciez jej nie zlapano.

                        Sorry ale w tej historii jest tyle niewiadomych i niescislosci ze jak dla mnie to kolejna urban legend
                        • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 11:42
                          Wiem więcej niż Ty i to z pierwszej ręki. Ty nie musisz mi wierzyć, bo mnie nie znasz. Podchodzisz z nieufnością, czepiasz się szczególów-co jest zresztą naturalne. Gdyby jednak stosować Twój sposób myślenia, to należy podważyć wszystko co mówią inni. Twoja mama powie, że jej sąsiadka została zgwałcona to można mniemać, że wcale nie zgwałcona ale okradziona ale w sumie nie okradziona bo pewnie sama zostawiła mieszkanie otwarte itp. No zlituj się. Równie sceptycznie podchodzisz do wieści serowowanych przez media? Przecież nie znasz Kamila Durczoka czy Tomasza Lisa. A gdy pani w przedszkolu powie Ci, że inna mama skarzyła się, że jej dziecko ma bóle brzucha to też nie uwierzysz i nie pomyślisz, że to wirus i Twoje dziecko może to spotkać? Zlituj się.
                          Oczywiście, że można zakładać, że to było kłamstwo i kreowanie rzeczywistości ale nie widzę powodu by ktokolwiek zdrowy na umyśle mógłby to robić. Za to fakt, że Ty podchodzisz w ten sposób do ludzi wiele mowi o Tobie.

                          Pisałam już nieraz-czytasz nieuważnie. 2latek bawił się z 3latkiem, który mówił, że podeszła pani i dała cukierka i poszła z chłopcem. Kilka osób widziało kobietę z dzieckiem -w okolicy zdarzenia. Matka leciała za dzieckiem ale od miejsca zniknięcia do parku, w którym byl chlopiec była odleglość ok 700m. Dziecko nie mogło tam dojść samodzielnie bo to centrum miasta, ruchliwe skrzyżowania, ulice, masę jeżdzących aut i ludzi. Ja nie pisałam nic o psychicznie chorej osobie- ale tak myślę. Nikt o zdrowych zmysłach nie wszedlby do kosćioła, nie dalby dziecku cukierka, nie wziąłby go za rękę i zaczął sie z nim oddalać.
                          Pewnie wolałabys szczegółowszych odpowiedzi inne swoje pytania ale ja ich nie znam, policja prowadzi dochodzenie i sprawdza monitoring.
                          • hanalui Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 16:05
                            guderianka napisała:

                            > Wiem więcej niż Ty i to z pierwszej ręki.

                            No szczerze powiedziawszy to wiesz tyle samo co ja, tylko ze tobie jedynie sie wydaje ze wiecej big_grin

                            Równie sceptycznie podc
                            > hodzisz do wieści serowowanych przez media? Przecież nie znasz Kamila Durczoka
                            > czy Tomasza Lisa.

                            Oczywiscie ze podchodze sceptycznie, nie od dzis wiadomo ze prasa klamie to raz, 2 - konfromtuje informacje na wszelkie mozliwe sposoby. Ta twoja tez usilowalam i dziwnym ze zadna lokalna prasa nie podala uprowadzenia skoro kordony policji i prawie amerykanski film sie rozegral....
                            No albo nie podali tylko dlatego ze to bylo zwykle niedopilnowanie dzieciaka i tak naprawde nikt go nigdzie nie porwal tylko rodzice musieli sobie jakos wytlumaczyc idiotyzm swojego postepowania

                            A gdy pani w przedszkolu powie Ci, że inna mama skarzyła się,
                            > że jej dziecko ma bóle brzucha to też nie uwierzysz i nie pomyślisz, że to wir
                            > us i Twoje dziecko może to spotkać? Zlituj się.

                            Po pierwsze u mnie nie mowia ze jakies dziecko brzuszek boli a inne ma biegunke, takie rzeczy sie u dzieci zdarzaja i musialabym zaprzestac sypiania po nocach gdybym zaczela przyjmowac informacje o kazdym potencjalnym mozliwym wypadku ktory moze sie zdarzyc mojemu dziecku bo jakiemus dziecku cos sie tam przydazylo

                            > Oczywiście, że można zakładać, że to było kłamstwo i kreowanie rzeczywistości a
                            > le nie widzę powodu by ktokolwiek zdrowy na umyśle mógłby to robić. Za to fakt,
                            > że Ty podchodzisz w ten sposób do ludzi wiele mowi o Tobie.

                            No ze nie jestem glupia i naiwna, i ze takich historii slyszalam juz sporo big_grin i nie sikam po nogach na zwyczajnie niedopilnowanie zwane potem porwaniem czy uprowadzeniem

                            > Pisałam już nieraz-czytasz nieuważnie. 2latek bawił się z 3latkiem, który mówił
                            > , że podeszła pani i dała cukierka i poszła z chłopcem.

                            I znowu blad skoro wierzy sie opowiesciom 3 latka, moje dziecie i znajome dzieci takie glupoty stulaja ze chocha...ale nie dziwne w takim razie dlaczego niektorym dzieci gina a niektorym nie, no bo skoro wierza w opowiesci trzylatkow to czemu sie tu dziwic

                            Kilka osób widziało kob
                            > ietę z dzieckiem -w okolicy zdarzenia.

                            No trudno w centrum miasta nie widziec jakiejs kobiety z dzieckiem, no dziwy straszne

                            Matka leciała za dzieckiem ale od miejsc
                            > a zniknięcia do parku, w którym byl chlopiec była odleglość ok 700m. Dziecko ni
                            > e mogło tam dojść samodzielnie bo to centrum miasta, ruchliwe skrzyżowania, uli
                            > ce, masę jeżdzących aut i ludzi.

                            Matka nie wiedziala co sie stalo z jej dzieckiem o tym bylo na poczatku, latala i nie wiedziala gdzie ma nawet leciec bo nie widziala gdzie dziecko zniknelo tongue_out

                            Ja nie pisałam nic o psychicznie chorej osobie
                            > - ale tak myślę. Nikt o zdrowych zmysłach nie wszedlby do kosćioła, nie dalby d
                            > ziecku cukierka, nie wziąłby go za rękę i zaczął sie z nim oddalać.

                            Ale nie wiemy czy to ta osoba sie oddalala i wziela za reke, moze to koincydent ze jakas baba poczestowala cukierkiem, a dziecie sobie potem samo wyszlo, a inna sie nim zajela i zaprowadzila do pisakownicy, przecie relacja jest z ust 3 latka i 2 latka ktory nie za bardzo komunikatywny, a 3 latki maja czesto gesto bujna wyobraznie i gadaja glupoty.

                            > Pewnie wolałabys szczegółowszych odpowiedzi inne swoje pytania ale ja ich nie z
                            > nam, policja prowadzi dochodzenie i sprawdza monitoring.

                            No wlasnie czyli dochodzimy do punktu w ktorym okazuje sie ze wiesz tyle samo co ja, czyli nic co byloby wartosciowe i prawdziwebig_grin
                            • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 09:40
                              Nawet nie chce mi się czytac bzdur, które piszesz. Nie grzeszych inteligencją ani nawet umiejętnością czytania ze zrozumieniem, którą nabywa się w szkole podstawowej. Szkoda mojego czasu na kopanie sie z koniem.Ups. Kobyłą.
                          • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 19:33
                            guderianka napisała:

                            > Kilka osób widziało kobietę z dzieckiem -w okolicy zdarzenia.
                            Mhm, bo w okolicy zdarzenia była jedna jedyna kobieta z dzieckiem.//
                            >Matka leciała za dzieckiem ale od miejsc
                            > a zniknięcia do parku, w którym byl chlopiec była odleglość ok 700m.Dziecko ni
                            > e mogło tam dojść samodzielnie bo to centrum miasta, ruchliwe skrzyżowania, uli
                            > ce, masę jeżdzących aut i ludzi.
                            Kilka lat temu w stołecznej prasie był opisywany przypadek 3-latka, któremu tak spodobało się oglądane z rodzicami lotnisko, że postanowił wybrać się tam sam. Po prostu wyszedł z domu, poszedł na przystanek, wsiadł do autobusu i przejechał na to lotnisko parę ładnych przystanków. W końcu ktoś się zainteresował co robi tak mały dzieciak sam i skontaktował się z policją.
                            Z innych przypadków w mojej okolicy pamiętam 5-latka pałętającego się w nocy w piżamie po ulicy (w zimniejszej porze roku). Poszedł szukać mamy, która gdzieś wyszła. Jako że młodzieniec nie wiedział gdzie mieszka, policjanci po opisie ustalili przedszkole, do którego uczęszcza, i po tym doszli, gdzie chłopiec mieszka.
                            Oba przypadki opisywane w lokalnej prasie. Próba porwania z informacją, że w jakiejś okolicy kręci się jakaś podejrzana kobieta wabiąca dzieci na cukierki pewnie też by była w jakichś mediach? A policja prezentowałaby portret pamięciowy podejrzanej...
                            • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 09:41
                              No właśnie, wiele było takich kobiet,
                              Nie wiem czy policja dysponuje portretem pamieciowym.
                              • jakw Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 12:14
                                guderianka napisała:

                                > No właśnie, wiele było takich kobiet,
                                > Nie wiem czy policja dysponuje portretem pamieciowym.
                                I nawet pewnie nie wiadomo czy młodego ktoś przyprowadził na ten plac zabaw czy "urwał się" z kościoła i na ten plac zabaw jakoś dotarł.
                                • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 11.06.11, 17:48
                                  Jeśli za wiedzę uważasz wyrok dla osoby, która to zrobila to masz rację. Nie ma takiej osoby
                    • ciociacesia jakie siostry? 10.06.11, 10:02
                      > Swoja droga od tego zeby wszystko gralo na probach przed komunia sa siostry zak
                      > onne, ksieza, rodzice rodzice sa tam zupelnie niepotrzebni, ewentualnie do stan
                      > ie i przygladania sie...dalej wychodzi mi na to ze mama nie zajmowala sie tym c
                      > o trzeba, czyli maluchem

                      ludzia sie w d przeprawca. u nas jest w parafii 1 ksiadz a katecheta byl organista ktory na probach nie pilnowal porzadku bo gral na organach. nie kazdy mieszka w wilkim miescie gdzie po 3 ksiezy na parafie i do tego jeszcze siostry zakonne
                      • futro.1 Re: jakie siostry? 10.06.11, 13:39
                        ale to się zdarzyło w wielkim mieście szczecinie a nie w wioskowej parfii
                        • slonko1335 Re: jakie siostry? 10.06.11, 13:44
                          ale parafie w szczecinie są duże i małe, takie w których siostry zakonne są i takie w których nie ma-od razu uprzedzam nie mam pojecia co to za parafia i czy są tam siostry i zakładam, że mama dla relaksu nie siedziała tam z dwulatkiem jak nie musiała....ja też swojego nie ciągnę na szczepienie, badanie czy zajęcia siostry jak nie muszę bo raczej średnia to wygoda...
          • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:33
            Matka była ze Starszą corką w kościele ponieważ odbywala się próba przed I komunią św.
            Podejrzenia masz złe-bo dzieciak nie biegał ale bawil się grzecznie w jednym miejscu z drugim chłopcem a matka co chwilę na niego zerkała.
            Kwestię zabierania dzieci do kościoła mogę wyjaśnić Ci nie jako wierząca-bo do kościoła nasza rodzina nie chadza ale jako matka - nie zawsze jest możliwość zostawienia z kimś dziecka.
            • futro.1 Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 09.06.11, 22:51
              nie zawsze jest możliwość zo
              > stawienia z kimś dziecka.

              w sytuacji gdy idziesz w tyg (musisz iść) na przygotowania do komunii ok, rozumiem, choć z drugiej strony zakonnic nie było żeby poprosić o przypilnowanie?

              > ejscu z drugim chłopcem a matka co chwilę na niego zerkała.
              gdyby co chwila zerkała to zauważyłaby, że obca kobieta kręci się przy dziecku i wyprowadza je z kościoła (kościoły są długie i mają dobrą akustykę)

              swoją drogą skąd znasz takie szczegóły? matka tego dziecka ci opowiadała?
              • guderianka Re: Nawet rodzice pozwalający dzieciom w kościele 10.06.11, 09:02
                Jejku, pewnie można bylo. Ale nie poprosiła. Zdarza się. Wiele razy popełniamy blędy.

                Znam szczegoły od ojca dziecka
              • ciociacesia koscioly sa rozne 10.06.11, 10:07
                nie koniecznie dlugie bo ostatnio pobudowali mnostwo 'nowoczesnych' i udziwnionych. ale faktycznie mozna przypuszczac ze na probie byli jedynie rodzice i mali komunisci czyli kosciol nie byl jakos mocno zaludniony. o ile jestem sobie w stanie wyobrazic wtopienie sie w tlum na niedzielnej mszy to na dosc kameralnej probie komunijnej troche mi wyobrazia zawodzi
                • futro.1 Re: koscioly sa rozne 10.06.11, 13:45
                  o ile jestem sobie w s
                  > tanie wyobrazic wtopienie sie w tlum na niedzielnej mszy to na dosc kameralnej
                  > probie komunijnej troche mi wyobrazia zawodzi

                  o to to właśnie.
                  a coś jeszcze mnie uderzyło, przecież tam byli też inni rodzice, nikt nie zauważył niczego podejrzanego??? moim daniem matka mataczy i nie powiedziała mężowi całej prawdy i tylko prawdy(nie wiem czy ja będąc na jej miejscu bym powiedziała) czy trochę ubarwiła zeby nie wyszlo że jestem totalnie nieodpowiedzialną matką.

                  mam nadzieję, ze ta historia chociaż ją nauczy większej odpowiedzialności, bo zawsze mogła stracić to dziecko i bylby płacz i zgrzytanie zębów i żałoba zamiast komunii
    • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 17:41
      Slonko, piszesz chyba i o moich znajomych ? Dziecko to O.G. ?Pracuję z jego tatą, G.G. -zmroził mnie na drugi dzien w pracy tą opowieścia uncertain
      • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 17:42
        p.s. nie wiedziałam, że ją złapano, G. nic nie mówił
        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 20:25
          Hej, Guderianko nie złapano jednak, korekta informacji przyszła.

          Tak piszemy chyba o tym samym chłopcu, znaczy tata ma na imię jak mój mąż i na G. i też wersję taty znamy od niego a dokładniej mąż od niego a ja od męża i stąd zamieszanie ze złapaniem/niezłapaniem kobiety. Wy z moim mężem i G. obracanie się w tej samej branży-nie zdziwiłabym się jakbyście się znali....
          • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 20:29
            No cóż, świat jest mały a tym bardziej Szczecin wink
            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 21:03
              to prawda, taka dziurawink
              a wiesz zdenerwowałam się, że jednak nie złapano, łatwiej było z myślą, że przyskrzyniona...
              • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:37
                Spytam w poniedziałek, bo jutro mam wolne. Ostatnie wieści mam takie, że sprawdzane są nagrania ulicy z jednego ze sklepów, obok którego przechodziła baba z małym
                • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:50
                  Mój był przekonany, że ja złapano, mają młyn w pracy i odbiera telefony co chwilę i słyszał już potem tylko spekulacje jak gadali miedzy sobą zgromadzeni w biurze coby zrobili, znaczy Policja jakby umysłową kobietę złapali i myślał, że faktycznie umysłowa i złapana do zakładu zamkniętego i tak mi przekazał.... Po Twoim wpisie zgłupiałam, zapytałam i ustalił z koleżanką z pracy, że nie jednaksad No nic oby się udało!
    • gazeta_mi_placi Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 20:42
      To przykre, ale mimo wszystko jest to wyjątkowo rzadki przypadek i prędzej dziecko spotka setki tysięcy innych mało przyjemnych czy niebezpiecznych rzeczy niż akurat taka sytuacja.
      • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:38
        Gazeta ale wiesz...inaczej się czyta o takich sytuacjach a inaczej słucha od osoby, która przezyła. Mną wstrząsnęło to bardzo, zwlaszcza że kilka dni wcześniej poznalam tego małego, gdy wpadł na chwilę z mamą do ojca do pracy.
        • gazeta_mi_placi Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 23:06
          W dalszym ciągu mimo wszystko tego rodzaju wydarzenie jest wyjątkowo rzadkie i o wiele częściej mogą się przytrafić innego rodzaju bardziej powszechne przypadki...
          • futro.1 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 23:21
            np jakie?
            • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 23:35
              futro.1 napisała:

              > np jakie?

              No jak to jakie??? Stracenie na 2-3 minuty a w tym wyoadku sadze ze musialo to byc o wiele dluzej niespelna 2 latka to powtorze ze moze skutkowac tym ze:
              dziecie pojdzie gdzies samopas na ruchliwa ulice, wpadnie pod samochod, na pobliskim parkingu zostanie potracone przez cofajacy samochod, wpadnie do pobliskiego oczka wodnego, rowu melioracyjnego, spadnie z wysokich schodow kosciola, wylezc na balkon w kosciele, potem na lawke i spadnie na dol, polezie na pobliski cmentarz i sie zgubi, zostanie pogryzione przez akurat przelatujacego bezpanskiego psa lub panskiego psa morderce bez smyczy i tysiace jeszcze innych rzeczy.
              Serio nie potrafisz sobie wyobrazic co sie moze stac z bezpansko zostawionym niespelna dwulatkiem? I serio czesciej spotkaja go powyzsze niz uprowadzenie przez wariatke z cukierkami
              • futro.1 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 23:53
                nie ciebie pytałam
                • gazeta_mi_placi Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 11:37
                  Ale ja nie mam w zasadzie nic więcej do dodania niż napisała Hanalui.
                  • futro.1 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 14:29
                    zapomnieliście o nieszczęśliwych wypadkach na wsi big_grin typu wpadło dziecko do gnojówki, pod traktor, kombajn "bizon" itp itd

                    wyobrażam sobie znacznie więcej - w domu dziecku tez może się krzywda stać, wystarczy "chwila" nieuwagi.
              • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 11:47
                Serio nie potrafisz sobie wyobrazic co sie moze stac z bezpansko zostawionym ni
                > espelna dwulatkiem? I serio czesciej spotkaja go powyzsze niz uprowadzenie prze
                > z wariatke z cukierkami

                Mimo centrum miasta, skrzyżowań, ulic, ruchu ulicznego -dziecku nie spadł włos z głowy ale znalazło się 700m dalej w piaskownicy , do której zaprowadziła je "pani" której jednak 2 latek nie jest w stanie opisać bo-o zgrozo-nie jest jeszcze na tyle komunikatywny.
                • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 19:45
                  guderianka napisała:

                  > Serio nie potrafisz sobie wyobrazic co sie moze stac z bezpansko zostawionym ni
                  > > espelna dwulatkiem? I serio czesciej spotkaja go powyzsze niz uprowadzeni
                  > e prze
                  > > z wariatke z cukierkami
                  >
                  > Mimo centrum miasta, skrzyżowań, ulic, ruchu ulicznego -dziecku nie spadł włos
                  > z głowy ale znalazło się 700m dalej w piaskownicy ,
                  To w końcu wyrywał się porywaczce na widok ojcowego samochodu czy siedział w piaskownicy, a po kobiecie nawet śladu?

                  do której zaprowadziła je "
                  > pani" której jednak 2 latek nie jest w stanie opisać bo-o zgrozo-nie jest jeszc
                  > ze na tyle komunikatywny.
                  Oraz nikt z obecnych wokół tej piaskownicy dorosłych nie jest w stanie jej opisać i nie zwrócił uwagi na kobietę, która na widok "kordonów policji" zapewne rzuciła się do ucieczki?
                  • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 23:07
                    która na widok "kordonów policji" zapewne rz
                    > uciła się do ucieczki?

                    następna która nie ma pojeica co oznacza słowo kordon....
                    • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 00:39
                      slonko1335 napisała:
                      > następna która nie ma pojeica co oznacza słowo kordon....
                      Kordony widywałam w latach 80-tych i moje wyobrażenie jest mniej więcej takie:
                      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/51,80829,8947375,Protesty_w_Tunezji__Od_wczoraj_zginelo_13_osob__Prezydent.html?i=6
                      Jeśli po prostu parę załóg radiowozów łaziło/jeździło po okolicy to nie nazywaj tego kordonem, ok?
                      Ale pewnie nie wiesz czy to były kordony policji czy kilku policjantów?
                      • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 01:09
                        jakw napisała:
                        > Ale pewnie nie wiesz czy to były kordony policji czy kilku policjantów?

                        Oczywiscie ze nie wie...przeciez cala relacje zna z ust meza ktory nawet niezbyt dobrze wie co sie stalo, bo oderwal go wazny biurowy telefon....tak wiec slonka wersjajest tylko i jedynie wymyslona wersja tongue_out
                      • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 07:41
                        Kordony widywałam w latach 80-tych i moje wyobrażenie jest mniej więcej takie:
                        > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci

                        brawo-jak popatrzysz na zdjęcie, przeczytasz podpis i zapoznasz się wreszcie z definicją tego niezwykle trudnego, jak widac tutaj dla dwóch osób, słowa to może zakumasz czym jest kordon.

                        Jeśli po prostu parę załóg radiowozów łaziło/jeździło po okolicy to nie nazywaj
                        > tego kordonem, ok?

                        nie kilka zaóg jeżdżących po okolicy to nie jest kordon--a patrole i dodatkowe załogi i owszem także były...
                        • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:27
                          To ty chyba pisałaś na początku o kordonach policji, nie ja. A teraz twierdzisz, że kilka patroli było. Wybacz, ale jest to różnica. Znasz opowiadanie od męża, który nie całkiem słuchał i z informacji, która brzmiała pewnie pierwotnie mniej więcej tak "policja zaczęła szukać" zrobiły się kordony policji, z dziecka znalezionego w piaskownicy zrobiło się dziecko wyrywające porywaczce na widok ojcowskiego samochodu. To taka zabawa w głuchy telefon...
                          • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:50

                            > To ty chyba pisałaś na początku o kordonach policji, nie ja. A teraz twierdzisz
                            > , że kilka patroli było. Wybacz, ale jest to różnica.

                            oczywiście, że jest. Kordon policyjny to kordon policyjny, patrol policyjny to patrol policyjny nie wiem ile razy to można tłumaczyć. Wewnątrz obszaru było kilka patroli-kordon jest czymś zupełnie innym-kordon to posterunki które zabezpieczają obszar lub teren aby nie można było do niego wejść lub wyjść lub czegoś wnieść lub wynieść-tutaj właśnie był kordon który odciął teren i sprawdzał na drogach wyjazdowych czy dziecka ktoś nie wywozi w samochodzie, patrole policyjne szukały na miejscu zdarzenia. Na wklejonym przez ciebie zdjęciu kordon policyjny zabezpiecza budynek tworzył barykadę a to też troszkę coś innego. Rozumiesz już? bo prościej nie potrafię chyba....
                            • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:57
                              slonko1335 napisała:

                              > tutaj właśnie był kordon który odciął teren i sprawdzał na drogach wyjazdowych
                              >czy dziecka ktoś nie wywozi w samochodzie, patrole policyjne
                              > szukały na miejscu zdarzenia.
                              Tym bardziej dziwi mnie brak wzmianek o zdarzeniu w lokalnej prasie. Bo chyba wg postów Guderianki rzecz działa się przy ruchliwych ulicach? Jeśli policja blokuje ruchliwe ulice, sprawdzając samochody, na dokładkę robiąc to prawdopodobnie w godzinach szczytu, to siłą rzeczy całkiem sporo osób styka się z taką akcji i np. dzwoni na jakiś telefon alertowy:"Hej, na ulicy Głównej policja robi blokady. Coś się stało. Dostanę jakąś nagrodę?". W kilka radiowozów jadących na poszukiwanie zaginionego 2-latka i kilka patroli policji szukających go w okolicy jestem w stanie jak najbardziej uwierzyć. Jesteś pewna, ze jednak gdzieś po drodze nie nastąpiło wyolbrzymienie pewnych faktów?
                              • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 14:14
                                Jakiś tydzień temu pod moimi oknami był wypadek. Autobus zderzył się z dwoma autami. W ciągu trzech minut na miejscu były dwie straże, dwie policje, dwie karetki, potem dojechały kolejne, ulica była zablokowana długi czas. Straż rozcinała auta, odwieziono poszkodowanych do szpitala na sygnale. Nie znalazłam nawet wzmianki w prasie.

                                Miesiąc temu kordon policji odciął na pół dnia kwadrat na moim osiedlu-w okolicy szkoły. Nie znalazłam info w prasie-był to fałszywy alarm bombowy ale potraktowano go zupełnie poważnie.

                                Jesteś pewna, ze jednak gdzieś po d
                                > rodze nie nastąpiło wyolbrzymienie pewnych faktów?
                                oczywiście, że nie jestem ale nie zakładam, że wszystko jest wyolbrzymione i przesadzone.
                                • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 16:22
                                  slonko1335 napisała:

                                  > Jakiś tydzień temu pod moimi oknami był wypadek. Autobus zderzył się z dwoma au
                                  > tami. W ciągu trzech minut na miejscu były dwie straże, dwie policje, dwie kare
                                  > tki, potem dojechały kolejne, ulica była zablokowana długi czas. Straż rozcinał
                                  > a auta, odwieziono poszkodowanych do szpitala na sygnale. Nie znalazłam nawet w
                                  > zmianki w prasie.

                                  O prosze a tu o wypadku pisza:
                                  www.wypadki24.info/ramka.php?src=http://tvp.info/informacje/polska/szczecin-tramwaj-zderzyl-sie-z-autobusem/4654833&back=szczecin-tramwaj-zderzyl-sie-z-autobusem
                                  pewnie to nie ten twoj bo ten twoj to wymyslony zeby bylo kolorowiej i dramatyczniej.

                                  Swoja droga gratulacje wolnego czasu jesli masz tak czas na gapienie sie i na zegarek i do okna, co, kto, w jakich ilosciach, co robi i w ogole. Moze zacznij wiecej czytac miast gapic sie w okno smile

                                  >
                                  > Miesiąc temu kordon policji odciął na pół dnia kwadrat na moim osiedlu-w okolic
                                  > y szkoły. Nie znalazłam info w prasie-był to fałszywy alarm bombowy ale potrakt
                                  > owano go zupełnie poważnie.

                                  Tu o falszywym alarmie tez pisza
                                  www.szczecin.kwp.gov.pl/jednostki/4362-faszywy-alarm-bombowy-w-szczecinie
                                  co prawda sprzed roku, bo ten twoj to tez konfabulacja, nie widze powodu czemu o jednym by pisali a o drugim nie, zwlaszca jak pol osiedla bylo sparalizowane

                                  O zaginieciach dzieci, zwlascza jak sa do tego zaangazowane twoje mityczne kordony policji tez pisza, nawet jak sie owe wypadki zdarza w malych dziurach, wiec sorry nie widze powodu dlaczego o tym waszym by nie wsponiano:
                                  www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100325/POWIAT07/681573408
                                  lidzbarkwarminski.wm.pl/46135,5-latek-zniknal-ze-sklepu-Matka-zaalarmowala-policje.html
                                  • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 09:56
                                    Dokładnie, o akcji policjii z kordonami i ew. zatrzymywaniem samochodów, na dokładkę wskutek podejrzenia o porwanie, to byłaby przynajmniej wzmianka. I jeszcze to wyprowadzenie dziecka z kościoła na słodycze to gratka dodatkowa dla mediów. Nie twierdzę, że akcji wogóle nie było. Ale mam wrażenie, że opis zaangażowania policji został jednak wyolbrzymiony - nie wiem, przez którą osobę opowiadającą, być może każda dorzuciła od siebie kilka radiowozów (np. wyobrażając sobie, jak powinna wyglądać taka akcja) i w końcu zrobiły się kordony czy blokady.
                                    • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:07
                                      Ale mam wrażenie, że opis zaangażow
                                      > ania policji został jednak wyolbrzymiony

                                      ale masz tylko wrażenie a nie pewność, nieprawdaż?
                                      • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:11
                                        slonko1335 napisała:

                                        > ale masz tylko wrażenie a nie pewność, nieprawdaż?
                                        A ty miałaś wrażenie, że dziecko wyrwało się porywaczce, a ją złapali, prawda?
                                        Jaką mam mieć pewność, że twoje wrażenie o kordonach policji odpowiada prawdzie?
                                        Bo ja jestem na 99% pewna, że gdyby po ruchliwych ulicach całkiem sporego miasta latały kordony policji to wzmianka by była. I jakoś mnie dziwi, że Guderianka się dziwi, jak ja o tych kordonach wspominam.
                                        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:21
                                          >A ty miałaś wrażenie, że dziecko wyrwało się porywaczce, a ją złapali, prawda?
                                          gorzej-ja miałam pewność...

                                          Jaką mam mieć pewność, że twoje wrażenie o kordonach policji odpowiada prawdzie
                                          > ?

                                          nie możesz mieć żadnej pewności-nie twierdzę że powinnaś ale tak długo jak nie wiesz jak było nie możesz też mieć pewności, że było inaczej-tylko wrażenie czysto subiektywne.....

                                          Bo ja jestem na 99% pewna, że gdyby po ruchliwych ulicach całkiem sporego mias
                                          > ta latały kordony policji to wzmianka by była.

                                          a ja się nie dziwię bo już wiem gdzie to było, trafiło się tak iż teren jest bardzo łatwy do odcięcia, i można to było faktycznie zrobić bardzo szybko przy zaangażowaniu niedużej ilości sił i nie robieniu dużego zamieszania.

                                          I jakoś mnie dziwi, że Guderiank
                                          > a się dziwi, jak ja o tych kordonach wspominam.

                                          bo zrobiłyście z tych kordonów hordy policji-zupełnie takie jak na wklejonym przez ciebie zdjęciu i tak ja też to przyznam o takich cudach nie słyszałam w tej akcji
                                  • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:15
                                    > pewnie to nie ten twoj bo ten twoj to wymyslony zeby bylo kolorowiej i dramatyc
                                    > znie

                                    oczywiście, że nie ten bo tramwaj u mnie nie jeździ. To czy wierzysz że on był czy nie nie interesuje mnie zupełnie.

                                    Swoja droga gratulacje wolnego czasu jesli masz tak czas na gapienie sie i na z
                                    > egarek i do okna, co, kto, w jakich ilosciach, co robi i w ogole.

                                    mam, zazdrościsz? to nie twój interes na co przeznaczam swój wolny czas i ile go mam a ty jak sie lepiej zorganizujesz to może też będziesz więcej miała....

                                    Moze zacznij
                                    > wiecej czytac miast gapic sie w okno smile

                                    nie potrzebuję rad co mam robić w wolnym czasie bo to mój wolny czas i ja sobie go organizuję bardzo dobrze a czytam akurat bardzo dużo bo uwielbiam książki

                                    >sorry nie widze powodu dlaczego o tym waszym by nie wsponiano:
                                    ale to że ty nie widzisz powodu nie oznacza ze go nie ma misiaczku...
                                • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:18
                                  slonko1335 napisała:

                                  >
                                  > Miesiąc temu kordon policji odciął na pół dnia kwadrat na moim osiedlu-w okolic
                                  > y szkoły. Nie znalazłam info w prasie-był to fałszywy alarm bombowy ale potrakt
                                  > owano go zupełnie poważnie.
                                  Alarmy bombowe w szkołach o tej porze roku to norma. Niusem jest jak złapią tego, co dzwonił wink
                                  Ale jak w pobliskim budynku biurowym były kiedyś ćwiczenia ewakuacyjne ze zjeżdżaniem z 7-go piętra to nawet zdjęcia w prasie z tej akcji były.
                  • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:45
                    W momencie, w którym ojciem wjechał do tego parku, mały wychlil glowę z piaskownicy, zawołał tatę. Ojciec, nie zwracał uwagi na nic poza synem- co sobie wyrzuca do teraz. NIKT nie pisał o wyrwaniu się porywaczce! Własnie tak powstają plotki. Nieumiejtność czytania ze zrozumieniem, dopowiadanie sobie tego, co samemu się wyobrazi.

                    Kobiet na placu bylo wiele. Dlaczego zakładasz, że rzuciła sie do ucieczki? Skoro miała na tyle zimnej krwi (tudzież chora psychicznie) obce dziecko wziąć jak swoje, wyprowadzić z kościoła, iść z nim po ulicy,częstować słodyczami, dlaczego mialaby się rzucać do ucieczki i zwracać na siebie uwagę ? Być może było tez tak, że maly zaczął marudzić, ona sie wystraszyła i nie mogła dac sobie rady , zostawiła go w piaskownicy i oddaliła sie.
                    I co Wy z tymi korndonami policji?!
                    • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:59
                      NIKT nie pisał o wyrwaniu się porywaczce! Własnie tak powstają plo
                      > tki. Nieumiejtność czytania ze zrozumieniem, dopowiadanie sobie tego, co samemu
                      > się wyobrazi.

                      errata ja pisałam, mi tak przekazano, że mały się wyrwał a dokładniej odbiegł od kobiety bo ona go siłą nie trzymała na widok ojca dokładniej samochodu-nic o piaskownicy prawdę mówiąc z kolei nie słyszałam.
                      • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 10:06
                        A to sorry, nie doczytałam wśród tylu wątków. Mi G mówił, że nie widział żadnej kobiety, że analizwał wielokrotnie sytuację, przypominał sobie czy ktoś tam byl ale nie byl w stanie sobie przypomnieć, bo tak był rozemocjonowany obecnością syna
                        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 10:16
                          faktycznie sporo różnic, ja w ogóle myślałam, że to się działo w zeszły weekend-nie wiedziałam że w maju-pewnie Tobie na świeżo opowiadał, do nas już dotarło później znacznie i faktycznie poprzekręcane już mam, nie miałam pojęcia o piaskownicy i że mały był w parku aż tak daleko od kościoła.
                          Wiesz co może faktycznie żadnej kobiety nie było, znaczy może i była tylko niekoniecznie o złych zamiarach a rozemocjonowanym osobom jednak wyobraźnia trochę zaszalała i podciągnęły miła panią pod chorą psychicznie która chciała uprowadzić dziecko, może natknął się po drodze na jakąś osobę która nie do końca pomyślała że taki maluch sam być nie powinien. Myśle, że policja może też tak sądzić ale z tego co wiem nie zamknięto jeszcze sprawy i analizują cały czas dowody, przeglądają ten monitroing i porównują z zeznaniami, więc coś jest na rzeczy.
                          G mówił podobno, że policja błyskawicznie zrobiła kordon wokół terenu i odcinając drogi wyjazdowe i sprawdzając auta wyjeżdżające, zanim on dojechał już teren był odcięty.
                          Bardziej faktycznie ufam jednak Tobie bo bardziej na świeżo miałaś relację, ja z kolejnej ręki a dokładniej buzi.
                          • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 10:35
                            nie, przemyślałam to. Samotne małe dziecko powinno wzbudzić jakieś zainteresowanie kogokolwiek, zwłaszcza że nie trwało to 5 minut. To że dziecko samo jest na ulicy jest bardziej dziwne niż to że idzie z kimś, więc skoro w zeznaniach wielu osób nie ma słowa o tym, że widział samo dziecko a powtarza się iż dziecko podobne opisowi widziano z jakąś kobietą, chłopiec mówi, że był z jakąś kobietą, miał słodycze, które na drzewach nie rosną, drugi chłopiec twierdzi, że była jakaś pani ze słodyczami to jak najbardziej wierzę jednak w wersję G i to że wyobraźnia jednak wcale nei zaszalała.
                            • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:08
                              Była pani
                              Tak powiedział 3,5 latek, który bawił się z synkiem G. 3,5 bardziej komunikatywny dodał, że 'pani dala ciuciu". Mały nie mógł sam dojść z tego kościoła do parku-jak chcesz napiszę Ci gdzie to było na priv-sama przekonasz się, że nie ma szans na pałętanie sie tam samotnego malucha.
                              Policja zadziała natychmiast, G mowił, że jeden radiowóz jadąc szybko na zdarzenie miał stłuczkę, było kilka aut +zwolano patrole. Zresztą to typowe przy tego typu zgłoszeniu-nieważne co kto robi, dziecko jest priorytetem. Nieważne czy patrole kończą słuzbę i czas pracy.
                              Domyślam sie, dlaczego nie ma o tym w mediach, jak chcesz też napiszę na priv .Tu wolę takich info nie ujawniać
                              • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:19
                                a chętnie bo nie wiem czy mój wie czy się pytał czy nie, więc napisz bo sama ciekawa jestem gdzie ten kościół. I nie mogłam słyszeć o piaskownicy bo przecież byłam na etapie złapania pani i byłam o tym święcie przekonana.
                            • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:23
                              slonko1335 napisała:

                              > nie, przemyślałam to. Samotne małe dziecko powinno wzbudzić jakieś zainteresowa
                              > nie kogokolwiek, zwłaszcza że nie trwało to 5 minut.
                              W którymś poście opisywałam historię 3-latka, który sam wybrał się na lotnisko autobusem komunikacji miejskiej. I jak pamiętam to wcale nie od razu ktoś się nim zainteresował na drodze na przystanek czy w autobusie.
                              Na placu zabaw,zwłaszcza jeśli trochę dzieci jest, tym bardziej nie będzie zauważony dzieciak spokojnie siedzący w piaskownicy.

                              > To że dziecko samo jest na
                              > ulicy jest bardziej dziwne niż to że idzie z kimś, więc skoro w zeznaniach wie
                              > lu osób nie ma słowa o tym, że widział samo dziecko a powtarza się iż dziecko p
                              > odobne opisowi widziano z jakąś kobietą,
                              A ile osób się przyzna, że widziało samo 2-letnie dziecko i nie zareagowało? Czy bierzecie pod uwagę taki aspekt?

                              > chłopiec mówi, że był z jakąś kobietą,
                              > miał słodycze, które na drzewach nie rosną, drugi chłopiec twierdzi, że była j
                              > akaś pani ze słodyczami
                              Ale mógł wyjść za kobietą ze słodyczami i te słodycze dostać. A na placu zabaw znaleźć się niekoniecznie dlatego, że ktoś postanowił go porwać. Ot, skoro już wyszedł z kościoła to postanowił udać się na plac zabaw.

                              >to jak najbardziej wierzę jednak w wersję G i to że wyobraźnia jednak wcale nei zaszalała.
                              Ale G to na pewno wie, że znalazł dzieciaka w piaskownicy na placu zabaw. Reszta to czyjaś wyobraźnia i domniemania - jego, mamy dziecka, świadków czy może też dziecka.
                              • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:30
                                Na placu zabaw,zwłaszcza jeśli trochę dzieci jest, tym bardziej nie będzie zauw
                                > ażony dzieciak spokojnie siedzący w piaskownicy.

                                tylko wiesz ten dwulatek musiał jeszcze dojść te 700 metrów na ten plac zabaw sam

                                A ile osób się przyzna, że widziało samo 2-letnie dziecko i nie zareagowało? Cz
                                > y bierzecie pod uwagę taki aspekt?
                                tu masz całkowitą rację i nie nie wzięłam tego pod uwagę

                                Ot, skoro już
                                > wyszedł z kościoła to postanowił udać się na plac zabaw.

                                w to już nie wierzę jeśli chodzi o dwulatka, zwłaszcza ze jak piszei guderianka miejsce było takie a nie inne i nie miał szans dotrzeć tam sam

                                Ale G to na pewno wie, że znalazł dzieciaka w piaskownicy na placu zabaw. Reszt
                                > a to czyjaś wyobraźnia i domniemania - jego, mamy dziecka, świadków czy może te
                                > ż dziecka.

                                widzisz dla ciebie to domniemania i możesz w to nie wierzyć a ja i owszem wierzę.
                                • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:46
                                  slonko1335 napisała:
                                  > tylko wiesz ten dwulatek musiał jeszcze dojść te 700 metrów na ten plac zabaw s
                                  > am
                                  Jestem w stanie sobie to wyobrazić. Drogę prawdopodobnie znał i jeśli zajarzył, że przez ulicę przechodzi się z dorosłymi to niekoniecznie od razu musiał wpaść pod samochód. Przy istniejącej znieczulicy społecznej te 700 metrów to może być za mało, żeby ktoś się nim zainteresował.


                                  > A ile osób się przyzna, że widziało samo 2-letnie dziecko i nie zareagowało? Cz
                                  > > y bierzecie pod uwagę taki aspekt?
                                  > tu masz całkowitą rację i nie nie wzięłam tego pod uwagę
                                  No właśnie, badania też już dowodziły, że świadkom bardzo łatwo coś zasugerować. Tak to bywa, niestety.

                                  > w to już nie wierzę jeśli chodzi o dwulatka, zwłaszcza ze jak piszei guderianka
                                  > miejsce było takie a nie inne i nie miał szans dotrzeć tam sam
                                  Podejrzewam, że szanse jednak miał. Oglądałam kiedyś informacje na temat kilkulatki, która wyszła za furtkę i zgubiła się. Znalezioną ją na szczęście całą następnego dnia w lesie kilka kilometrów od domu.


                                  >
                                  > widzisz dla ciebie to domniemania i możesz w to nie wierzyć a ja i owszem wierz
                                  > ę.
                                  No i potem piszesz, że dziecko wyrwało się porywaczce, a ją złapano.
                          • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:10
                            No właśnie, Słonko, tak rodzą się "urban legend". Bo tak na pewno wiadomo, że dziecko zniknęło z kościoła i odnalazło się kilkadziesiąt minut później na placu zabaw odległym o kilkaset metrów. Równie dobrze mógł z tego kościoła wyjść i na ten plac zabaw dojść sam. 2-latki czasem mają takie pomysły. Względnie mógł wyjść za kobietą częstującą go cukierkami. Potem ona poszła do domu, a on trafił na plac zabaw. A ty opisałaś "dziecko wyrywające się porywaczce na widok ojca/samochodu ojca". Chciałam też zauważyć, że ojciec nie był na miejscu w kościele - więc też mógł trochę ubarwić opowieść nt zniknięcia dziecka , twój mąż nie słyszał całej opowieści, może trochę dodał sam, trochę mu się "dodało" na podstawie komentarzy i rozmów w pracy. Jakby jeszcze ze 2 osoby były w łańcuchu opowiadających to pewnie by się okazało, że dzieciak był przebrany za dziewczynkę lub nie miał już nerki. Tak po prostu działa ten mechanizm. I sądzę, że gdyby policja uznała to za próbę porwania, to byłaby jednak informacja o tym w prasie lokalnej. Choćby z prośbą o informacje od świadków itp. O zdarzeniach mniejszej wagi jest info w prasie lokalnej - a próba porwania dziecka to jest zdarzenie bardzo poważne.
                            Tak czy siak, dobrze, że dziecko się znalazło całe i zdrowe.
                            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:32
                              Równie dobrze mógł z tego kościoła wyjść i n
                              > a ten plac zabaw dojść sam. 2-latki czasem mają takie pomysły. Względnie mógł w
                              > yjść za kobietą częstującą go cukierkami. Potem ona poszła do domu, a on trafił
                              > na plac zabaw. A ty opisałaś "dziecko wyrywające się porywaczce na widok ojc
                              > a/samochodu ojca".

                              napisałam co usłyszałam bo byłam w szoku po tym jak to usłyszałam, ja wierzę w wersję ojca i tyle
                              • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 13:49
                                slonko1335 napisała:
                                > napisałam co usłyszałam bo byłam w szoku po tym jak to usłyszałam, ja wierzę w
                                > wersję ojca i tyle
                                Ale ojciec z kościoła zna głównie wersję mamy. I oboje na pewno byli bardzo mocno zestresowani - to też trzeba brać pod uwagę.
                                • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 14:17
                                  Ale ojciec z kościoła zna głównie wersję mamy. I oboje na pewno byli bardzo moc
                                  > no zestresowani - to też trzeba brać pod uwagę.

                                  ale ja sie zgadzam zupełnie-niemniej jednak tak właśnie mi przekazano-łącznie z informacją o złapaniu porywaczki-rozumiesz? dla mnie wiec sytuacja byłą jasna-dziecko porwano, porywaczka złapana, wiedzą wiec kto to, dopiero tutaj się dowiedziałam, że jednak nie.
                                  • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 16:29
                                    slonko1335 napisała:
                                    > ale ja sie zgadzam zupełnie-niemniej jednak tak właśnie mi przekazano-łącznie z
                                    > informacją o złapaniu porywaczki-rozumiesz? dla mnie wiec sytuacja byłą jasna-
                                    > dziecko porwano, porywaczka złapana, wiedzą wiec kto to, dopiero tutaj się dowi
                                    > edziałam, że jednak nie.

                                    Tak wiec w pierwszym poscie wykreowalas sobie ubran legend (kordony policji, psychiczna porywaczke, zaklejone cukierkami dziecie uprowadzane z kosciola, wyrywajace sie potem porywaczce oraz ja sama uciekajaca przed kordonami, ktor potem ujeto), jakby nie patrzyc ale uparcie nie chcesz sie do tego przyznac, a fakty byly takie ze dziecko zagubilo sie w kosciele, a potem znalazlo sie na pobliskim placu zabaw i tyle...takich historii jak wiele, jak rodzice nie pilnuja swoich bachorkow, chociazby w przytoczonych nizej linkach, ze zgubilo sie w supermarkecie i znalazlo sie na wlasnym podworku lub spiace gdzies na polce...
                                    • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 20:13
                                      Tak wiec w pierwszym poscie wykreowalas sobie ubran legend (kordony policji, ps
                                      > ychiczna porywaczke, zaklejone cukierkami dziecie uprowadzane z kosciola, wyryw
                                      > ajace sie potem porywaczce oraz ja sama uciekajaca przed kordonami, ktor potem
                                      > ujeto)

                                      nie nie wykreowałam sobie tylko napisałam coś co usłyszałam i czym się przejęłam bo spotkało to dziecko znajomych, znajomych a nie obcych mi anonimowych osób choć oczywiście usiłowałaś mi to wmówić jakby to rzeczywiście było najważniejsze w tym wątku. Wykreowałam sobie tylko niedzielę. O porywaczce uciekającej przed kordonami nie było mowy w pierwszym poście, mało tego wielokrotnie zaznaczałam, że przed kordonami nie dałoby się uciekać ale widzę że cały czas nie pojmujesz jaka jest różnica między kordonem policyjnym a patrolem.

                                      Owszem okazało się, że miałam błędną informację odnośnie ujęcia kobiety i jak najbardziej to napisałam. Resztę opowiedział ojciec któremu nie mam powodu nie wierzyć. Nie zgadzają się wszystkie fakty które znam ja i które zna guderianka-nie wiem dlaczego. Albo dotarło to do nas przekręcone albo któraś z nas przekręciła albo w międzyczasie który minął od opowiadania jej tej historii a opowiadania jej mojemu mężowi coś się zmieniło, coś udało się ustalić wiećej lub wykluczyć i G pominął to w opowieści która była jednak dużo później.
                                      .

                                      a fakty
                                      > byly takie ze dziecko zagubilo sie w kosciele, a potem znalazlo sie na pobliski
                                      > m placu zabaw i tyle...

                                      niezupełnie takie ale oczywiście możesz wierzyć tylko w to, ja wierzę w opowieść znajomego-póki co nikt nie wykluczył udziału kobiety w zajściu i nie stwierdził, że było to tylko niedopilnowanie-sprawy nie zamknięto.


                                      -
                                      Sygnaturka się zgubiła....
                                      • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 21:21
                                        slonko1335 napisała:
                                        > O porywaczce uciekającej prze
                                        > d kordonami nie było mowy w pierwszym poście,

                                        O faktycznie...wariatke ujeto big_grin tongue_out

                                        mało tego wielokrotnie zaznaczała
                                        > m, że przed kordonami nie dałoby się uciekać ale widzę że cały czas nie pojmuje
                                        > sz jaka jest różnica między kordonem policyjnym a patrolem.

                                        Tak, tak...a kibolom sie jakos udaje przed kordonami uciekac tongue_out.
                                        Kto nie pojmuje to nie pojmuje...2 patrole policyjne + 2 radiowozy na krzyz to nie kordony, ale zwij je sobie jak chcesz tongue_out

                                        > Owszem okazało się, że miałam błędną informację odnośnie ujęcia kobiety i jak n
                                        > ajbardziej to napisałam.

                                        Ty wiekszosc informacji mialas blednych niestety big_grin

                                        > Resztę opowiedział ojciec któremu nie mam powodu nie w
                                        > ierzyć.

                                        Przeciez slyszalas to od meza, ktroy tez niedobrze slyszal bo mial wazny telefon, a nie od ojca dziecka...czyzby juz historia ulegala zmianie?

                                        Nie zgadzają się wszystkie fakty które znam ja i które zna guderianka-n
                                        > ie wiem dlaczego. Albo dotarło to do nas przekręcone albo któraś z nas przekręc
                                        > iła
                                        albo w międzyczasie który minął od opowiadania jej tej historii a opowiadan
                                        > ia jej mojemu mężowi coś się zmieniło, coś udało się ustalić wiećej lub wyklucz
                                        > yć i G pominął to w opowieści która była jednak dużo później.

                                        Historia zdarzyla sie w maju, a od 11 dni mamy czerwiec, a ty swoja historie rozpoczelas
                                        od wierutnych bzdur, zupelnie odwrotnie niz wymagala by logika ze im dalej od zdarzenia to wiecej sie wie, wiecej rzeczy jest wyjasnionych i potweirdzonych...

                                        > niezupełnie takie ale oczywiście możesz wierzyć tylko w to, ja wierzę w opowie
                                        > ść znajomego-póki co nikt nie wykluczył udziału kobiety w zajściu i nie stwierd
                                        > ził, że było to tylko niedopilnowanie-sprawy nie zamknięto.

                                        A faktycznie udzialu kobiety matki nie mozna wykluczyc. Mam nadzieje ze ja przebadali alkomatem i tez postawiaj jej jakies zarzuty typu niedopilnowanie i narazenie dziecka na niebezpieczenstwo, moze jeszcze jakas kare pieniezna jej dorzuca za angazowanie kordonow policji big_grin
                                        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 09:59
                                          >Tak, tak...a kibolom sie jakos udaje przed kordonami uciekac tongue_out.
                                          zadziwiające-kordony nikogo nie gonią więc chyba trudno przed nimi uciekać....faktycznie naoglądałaś się amerykańskich filmów...

                                          Kto nie pojmuje to nie pojmuje...2 patrole policyjne + 2 radiowozy na krzyz to
                                          > nie kordony, ale zwij je sobie jak chcesz tongue_out
                                          a skąd wiesz tak dokładnie, że były dwa patrole i dwa radiowozy? i owszem patrole, choćby ich 50 było to nie kordony,co cały czas usiłuję wbić do twojej pustej główki ale słowo kordon ma cały czas dla ciebie jakieś bardzo skomplikowane znaczenie najwyraźniej, którego za diabła przyswoić nie możesz. Raz jeszcze 100 radiowozów które są patrolami policji to nie kordon tylko partol ale jeden radiowóz może już być tym kordonem jeżeli tylko spełnia jego wymagania i daruj sobie od razu wytykanie iż radiowóz był jeden bo tak nie było.

                                          >Ty wiekszosc informacji mialas blednych niestety big_grin
                                          nie, nie wiekszoś ale owszem dość istotnąw tej całej sprawie-czyli złapanie/niezłapanie kobiety.

                                          Przeciez slyszalas to od meza, ktroy tez niedobrze slyszal bo mial wazny telefo
                                          > n, a nie od ojca dziecka...czyzby juz historia ulegala zmianie?
                                          owszem od męża i guderianki a mężowi i guderiance przekazał ojciec dziecka

                                          >A faktycznie udzialu kobiety matki nie mozna wykluczyc.
                                          oczywisćie, że nie można ty znowu o tym samym-wina matki jest ewidentna, kolejny raz piszesz to z czym każdy dokładnie się zgadza i co jest oczywiste. Nie wykluczono jednak udziału osób trzecich cały czas, czego z kolei nie tłumaczy niedopilnowanie przez matkę.
                                          • morekac Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:35
                                            Ciekawe, ile w Szczecinie jest radiowozów...
                                            Z jednym radiowozem można co najwyżej zrobić blokadę jezdni. Przy czym dziecko znalazło się w ciągu niespełna godziny - a szczerze mówiąc wątpię, żeby w ciągu godziny policji udało się zrobić blokady okolicznych ulic. Jednostki policyjne w ilości wystarczającej do robienia kordonów (chociażby przy zabezpieczaniu imprez masowych) z reguły nie są dostępne w tak krótkim czasie. Podejrzewam, że w trybie pilnym puścili w okolice zaginięcia patrol, może dwa. Więcej pewnie nie mieli.
                                            • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 11:06
                                              Około 100 radiowozów -plus/minus
                                              Oddziały Prewencji to ok 300 osób -

                                              Oczywiście nie wszystkie są jednocześnie do dyspozycji bo są grafiki,itp. Jednak, gdy pojawia się akcja dotycząca zagrożenia dziecka, wszelkie możliwe siły biorą w takiej udział
                                              • morekac Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 11:56
                                                Pytanie jak szybko i w jakim stopniu można te radiowozy zmoblizować i włączyć do akcji. W Warszawie siły prewencyjne są trzymane poza miastem - jak jest mecz, demonstracja - to chłopaków przywożą. Normalnie na ściągnięcie więcej niż 1-3 radiowozów jednak trzeba poczekać.
                                                IMO: temat większej akcji z podejrzeniem porwania dziecka raczej byłby podchwycony przez prasę.

                                                www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110215/PODLASKA/318393847
                                                • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 20:58
                                                  W Warszawie oddziały Prewencji stacjonują w Piasecznie. W Szczecinie w centrum miasta, 300 m od miesjca zdarzenia. W przypadku akcji:dziecko, mobilizacja jest błyskawiczna. Jak już pisałam-zaginiecie dziecka to priorytet, niewazne czy kończy sie służbę, czy jest się po godzinach- jest pospolite ruszenie.

                                                  Nie wiem czy ta akcja była wieksza czy mniejsza. Dziecku nic nie jest, nie doznało żadnego uszczerbku, odnaleziono je po ok 40 minutach od zauważenia zniknięcia. To, że nie ma tego w prasie jest widzę postrzegane jako akcja wyssana z palca, historia której nie było. Ja mam inne podejście- nie mam podstaw by nie wierzyc koledze
                                  • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 10:07
                                    Słonko, ja to rozumiem, ale nawet porównując wersję twoją z wersją Guderianki to widać różnice, które musiały powstać pomiędzy 1-szą osobą opowiadającą (ojciec dziecka) a twoim wpisem na forum. Po prostu każda kolejna osoba coś dodaje - nawet całkiem niechcący. Ktoś pamięta, że wyjście dziecka z kościoła miało związek z porywaczką i dziecko odnalazł ojciec w samochodzie. To dopowiada sobie: "dziecko wyrwało na widok samochodu ojca", następna osoba kombinuje:"Skoro dziecko wyrwało się porywaczce, a wokoło było sporo policji, to chyba musieli ją złapać?"
                    • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:53
                      guderianka napisała:

                      > W momencie, w którym ojciem wjechał do tego parku,
                      Samochodem?
                      > mały wychlil glowę z piaskow nicy, zawołał tatę.
                      Jak ojciec jechał samochodem - usłyszał?
                      > Ojciec, nie zwracał uwagi na nic poza synem- co sobie wyrzuca do teraz.
                      No to ustalmy: tak na pewno to młody był w kościele, zniknął i odnalazł się na placu zabaw. Nawet nie wiadomo na pewno czy ktoś go usiłował porwać. Słonko zrobiła z tego: "dziecko wyrywające się porywaczce i kordony policji".

                      >NIKT nie pisał o wyrwaniu się porywaczce!
                      Słonko pisała - w 1-szym poście...

                      > Nieumiejtność czytania ze zrozumieniem, dopowiadanie sobie tego, co samemu
                      > się wyobrazi.
                      Ale to dopowiadanie powstało zanim przeczytałam 1-szy post w tym wątku...

                      > Kobiet na placu bylo wiele. Dlaczego zakładasz, że rzuciła sie do ucieczki?
                      Skoro chciała porwać, w pobliżu podobno były "kordony policji", a znalazł się opiekun to zakładam, że jednak postanowiła się oddalić z tego miejsca. Zakładając, że wogóle była.

                      > ro miała na tyle zimnej krwi (tudzież chora psychicznie) obce dziecko wziąć jak
                      > swoje, wyprowadzić z kościoła, iść z nim po ulicy,częstować słodyczami, dlacze
                      > go mialaby się rzucać do ucieczki i zwracać na siebie uwagę ? Być może było tez
                      > tak, że maly zaczął marudzić, ona sie wystraszyła i nie mogła dac sobie rady ,
                      > zostawiła go w piaskownicy i oddaliła sie.
                      Jest wiele innych wariantów. Równie dobrze mogła zostawić go pod kościołem (albo mógł i sam z tego kościoła wyjść) i udać się na plac zabaw. Względnie na plac zabaw mogła zaprowadzić jakaś inna osoba (ot, litościwie przeprowadziła dziecko przez ulicę; fakt, że ja widząc 2-letnie dziecko samopas to pewnie bym dzwoniła po policję). Wariantów trochę jest. I z porywaczami, i bez porywaczy. W każdym razie wydaje mi się, że gdyby ktoś to dziecko chciał rzeczywiście porwać, to po 30-45 minutach po dziecku nie byłoby śladu w okolicy kilku kilometrów. Gdyby post Słonka był napisany mniej więcej tak: "Słuchajcie, dziecko znajomych zaginęło w kościele (wylazło za jakąś babą) i po kilkudziesięciu minutach znalazło się na placu zabaw. Rodzice rostrzęsieni, kilka radiowozów szukało. Nie wiadomo co się stało, policja jeszcze bada czy nie była to przypadkiem próba porwania " to pewnie taka opowieść miałaby
                      większe szanse na bycie uznaną za wiarygodną.
                      > I co Wy z tymi korndonami policji?!
                      Bo w 1-szym poście Słonko napisała: "bo gdyby nie to nie wiadomo czy by nie wyprowadziła dziecka dalej poza kordon policyjny", wiesz?
                      I myślę, że to Słonko swoją opowieścią z którejś tam ręki robi najwięcej plotek. Jeszcxze tylko brakuje "Dziecko wyrwało się porywaczce i nie miało już 1 nerki".
                      • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 18:02
                        Tak , samochodem do parku, Wylecial z auta i uslyszał jak wola go syn.

                        Dziecko było w kościele i bawiło się z 3,5 l. Nagle zniknęło. MAtka zaczęła szukac i pytać chłopca gdzie jej syn. Ten powiedział, że podeszla pani dała cukierka i wyszła z dzieckiem. matka wybiegła z kościoła ale przed nim nie zobaczyła dziecka. Spanikowana zadzwoniła do męża, który natychmiast zaczął jechać do niej dzwoniąć jednocześnie na policję. Udał sie w kierunku tego parku o ktorym pisze bo jest to park o bardzo złej reputacji, dużo w nim sie dzieje. Poza parkiem jest kilka placów zabaw. Ojciec dziecka wjechał do parku z piskiem, wyskoczyl z auta i usłyszał wołanie dziecka. Policja zabezpieczała teren wokoł kościoła i najbiższe ulice,było kilka radiowozów -, w posiłkach patrole piesze.
                        Oczywiście, że wariantów moglo byc wiele. Ja poznałam wariat, w którym bylo tak jak tu piszę. Wariant ten przekazał mi ojciec dziecka podobnie jak opowieść o próbac przesluchania małego przez policjantki i wyciagniecia z niego jak wynikała ta osoba, przesłuchanie rodziców mające sprawdzić czy to faktycznie oni są rodzicami, mówił o swoich emocjach, nerwach. Zachowanie matki-jej niedopilnowanie -pominęliśmy milczeniem, bo jej błąd był tak oczywisty że nie ma co go rozstrząsać a najwazniejsze był chłopiec i to, że nic mu się nie stalo. Od kolegi slyszałam o porywaczce, kamerach itp. Dowiem się w poniedziałek szczegółow-to napiszę,.
    • minerwamcg Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 21:08
      No cóż, sama mam dwulatkę - na próbę zabrania przez kogokolwiek z dowolnego miejsca gdzie ja jestem zareagowałaby rykiem "Mama!!!". Lęki separacyjne nie są takie złe... mama natura dała i wiedziała po co smile
      • my_valenciana Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 21:22
        Ja również dziwię się, na jak długo ludzie potrafią stracić z oczu swoje dzieci - niedowiary poprostu. Swoją drogą - dziecko się znalazło a baba nie? Jak to?
        • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 21:31
          chłopiec wyrwał się i pobiegł na widok samochodu ojca, pani pewnie niekoniecznie-myślę że raczej w przeciwnym kierunku. Świadkowie zeznali że widzieli go z tą kobietą. Nie wiem na ile młodzik przekazał jakieś informacje konkretniejsze, nie wiem w ogóle na ile jest kumaty bo widziałam go jak był niemowlęciem ostatnio, w każdym razie nie czuł zagrożenia.
          • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:14
            slonko1335 napisała:

            > chłopiec wyrwał się i pobiegł na widok samochodu ojca, pani pewnie niekonieczni
            > e-myślę że raczej w przeciwnym kierunku.

            A kordon policji co w tym czasie robil? surprised?
            • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:22
              To co zazwyczaj robi kordon policyjny w takiej sytuacji, wiesz co to kordon ?
              • hanalui Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:36
                slonko1335 napisała:

                > To co zazwyczaj robi kordon policyjny w takiej sytuacji, wiesz co to kordon ?

                A co? Chcesz mi podrzucic ze slownika wyjasnienie co to kordon policji? Nie krepuj sie tongue_out

                W amerykanskich filmach kordon policji lapie przestepce, a ten chyba wiele nie zrobil skoro baby nie ujeto to raz. Dwa...mam watpliwosc czy tam krodon jakikolwiek byl jesli juz to skladal sie z 2 policjantow tongue_out
                • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:42
                  A co? Chcesz mi podrzucic ze slownika wyjasnienie co to kordon policji? Nie kre
                  > puj sie tongue_out

                  zacznij może od kordon gdzieś poszukać, bo chyba naprawdę nie masz pojęcia co takie słowo oznacza....

                  >W amerykanskich filmach kordon policji lapie przestepce,
                  poza tym kordonem?
                • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:43
                  Uwielbiam spekulacje osób, które g...wiedzą na dany temat..
                • futro.1 Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 23:04

                  > W amerykanskich filmach kordon policji lapie przestepce

                  ale to tylko fikcja jest - wiesz o tym? to tylko taki scenariusz, na dodatek amerykański
          • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 09.06.11, 22:39
            mały nie był świadom zagrożenia
            nie jest bardzo komunikatywny, nie potrafił opisac tej osoby ani swoich pobudek. 3,5latek z ktorym się bawił gdy ta pani podeszla powiedział tylko, że pani dała 'ciuciu".
    • deodyma Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 09:32
      troche mnie to dziwi, ze w gazetach nic o tym nie pisza, w mediach nie trabia...
      w sumie po takiej akcji???
      dziwne.
      • gazeta_mi_placi Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 11:38
        Może rodzice zażyczyli sobie anonimowości? Nie każdy chce być bohaterem mediów.
        • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 11:45
          Po co mają trąbic ? Nic się nie stalo przecież tongue_out Nie ma trupa, nie ma gwałtu, nikt nie ucierpiał, nie zlapano sprawcy-sprawczyny, rodzice nie mają zarzutow za niedopilnowanie tongue_out Pewnie nic się nie stało, ojciec kłamie, dzieciak nie istnieje, Szczecina nie ma na mapie a porwania w ogóle sie nie zdarzają tongue_out
          • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 19:49
            guderianka napisała:

            > Po co mają trąbic ?
            O mniejszych rzeczach trąbią...A tu porywaczka dzieci przebywa nadal na wolności - jakoś ciężko uwierzyć w brak zainteresowania mediów...
            • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:46
              Nie wiem, naprawdę nie wiem czy przebywa.
              Dopytam w poniedziałek jak równiez o to, dlaczego sprawa nie została naglośniona
        • deodyma Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 12:03
          wiesz, gdybym to ja niedopilnowala dziecka, tez bym nie chciala byc bohaterka mediowbig_grin
          podam teraz przyklad z mojego miejsca zamieszkania.
          jakis czas temu bohaterka mediow w mojej miejscowosc stala sie kobieta, ktota z dwojka dzieci w wieku 2 i 7 lat, wybrala sie na zakupy.
          babka wyszla z dzieciakami ze sklepu, starsze trzymalo za reke to mlodsze, matka szla z tylu i co sie stalo? mlodsze wyrwalo sie starszemu, wybieglo na ulice i wladowalo sie pod samochod.
          kobiety nikt nie pytal,,czy zyczy sobie byc bohaterka mediow, czy nie i mimo tego sie nia stala.
          w calym miescie az huczalo, spadly na nia gromy, wyzywano od patologii, ktora nie potrafila uplinowac dziecka i zainteresowala sie nimi opieka spoleczna.
          nie wiem, co bylo dalej, tylko wiem tyle, ile o tym napisali.
          a tam nic? cisza?
          • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 12:11
            a może się zastanów czemu o tym napisali? podpowiem ci: "wybieglo na ulice
            > i wladowalo sie pod samochod."
            tutaj nie ma o czym pisać, bo przecież nic się nie stało.....co wiec mają napisać?
            • deodyma Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 12:23
              mnie chodzi o to, ze mogliby o tym napisac, ku przestrodze dla innych, bo jesli rzeczywiscie temu dziecku sie to przytrafilo, innym tez moze, prawda?
              temu dziecku, ktore wladowalo sie pod samochod , tez sie nic nie stalo, ale nie biegalo przeciez samopas, bo trzymane bylo za reke przez to starsze i z tylu przeciez szla matka, tyle tylko, ze w obu rekach miala siaty z zakupami, wiec jej starsza pociecha prowadzila to mlodsze.
              pijana nie byla, dzieciak samopas po ulicy bez nadzoru nie ganial, wiec jaka z niej patologia?
              i teraz kolejny przyklad.
              na dniach przyjachala do mnie kumpela z 3 letnim synem, ktory uciekl przed nia ze sklepu i gdyby za nim nie wybiegla, tez wladowal by sie pod samochod, bo juz stal na krawezniku i przymierzal sie do wybiegniecia na ulice.
              i ona tez zadna patologia, po prostu dzieciak byl szybszy, ale na pewno zostalaby nia obwolana i zainteresowala by sie nia i dzieciakiem opieka spoleczna.
              • slonko1335 Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 13:08

                > mnie chodzi o to, ze mogliby o tym napisac, ku przestrodze dla innych, bo jesli
                > rzeczywiscie temu dziecku sie to przytrafilo, innym tez moze, prawda?

                właśnie po to napisałam ten wątek. Jak widzisz większość osób usprawiedliwia zachowanie takiej osoby(która być może wcale nie chciała zrobić nic złego a jednak nie miała prawa zabierać sobie gdzieś czyjegoś dziecka) tłumacząc je tym iż dziecko było niedopilnowane-no było przez chwilę i ta chwila wystarczyła, mimo iż teoretycznie nic nie powinno było się stać. Tyle tylko że zaraz rzuciło się stado wron tłumacząc iż okazja czyni złodzieja-ot taka mentalność na forum. Nie miałam na celu wzbudzania paniki przed wariatką biegającą i czyhającą na niedopilnowane dzieli bo sama byłam przekonana iż ta wariatka jest ujęta tylk ozwrócić uwagę an to, że nawet jak nam się wydaje że wszystko gra wcale grać nie musi jeżeli chodzi o dziecko i wystarczy naprawdę chwila nieuwagi.
                Jak myśłisz czy gazeta jakaś naraziłaby się na pisanie o tym w takim momencie? kiedy nic tak naparwdę nie wiadomo, kiedy dopiero są weryfikowane nagrania i porównywane zeznania?
                I nie wierzę iż idealne mamusie na forum mają swoje dziecko na oku 24 godziny na dobę-nie wierzę w to i już! tyle tylko że nie zawsze jak się to dziecko z oka spuści dzieje się coś złego.
              • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 13:14
                Ty myślisz, że media piszą o wszystkim co się wydarzyło ?Każdy wypadek, każde porwanie, zaginiecie, znalezienie martwego człowieka, pobicie, gwałt, morderstwo ? Wiesz ile na codzień, obok Ciebie jest takich zdarzen a Ty o tym nawet nie wiesz?
                • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 20:00
                  guderianka napisała:

                  > Ty myślisz, że media piszą o wszystkim co się wydarzyło ?
                  Ja tam nie wiem, jakie media i policję macie w Szczecinie, ale w Wwie w przypadku:"małe dziecko pałętało się samo po ulicy, przechodnie zaalarmowali policję" lub "wczoraj o 13 matka zgłosiła zaginięcie dziecka, po akcji 3 załóg policyjnych radiowozów dziecko znalazło się na pobliskim placu zabaw" to zwykle krótka notatka jest. A przecież Słonko pisała o "kordonach policji".
                  >Każdy wypadek, każde p
                  > orwanie, zaginiecie, znalezienie martwego człowieka, pobicie, gwałt, morderstwo
                  > ?
                  W ogólnopolskiej - niekoniecznie. W lokalnej jak najbardziej.
                  • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 09:49
                    Nie znalazłam nic w lokalnej prasie. Też mnie zastanawia dlaczego. Jak sie dowiem, to dam Ci znac

                    p.s. Myślisz, że w W-wie w danym dniu tylko jedna matka zglosiła zaginiecie dziecka? Ja myślę, że było takich zdarzeń kilka a jedno zostało opisane
                    • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 12:19
                      guderianka napisała:

                      > Nie znalazłam nic w lokalnej prasie. Też mnie zastanawia dlaczego. Jak sie dowi
                      > em, to dam Ci znac
                      >
                      > p.s. Myślisz, że w W-wie w danym dniu tylko jedna matka zglosiła zaginiecie dzi
                      > ecka? Ja myślę, że było takich zdarzeń kilka a jedno zostało opisane
                      Ale tu piszecie o PRÓBIE PORWANIA - przez całkiem obcą osobę (a nie np. przez rozwiedzionego ojca) - to jest wydarzenie nieporównywalnie bardziej medialnie. Chyba że policja sama ma wątpliwości co do tego, że to było porwanie czy tylko młody zaginął i odnalazł się kilkaset metrów dalej?
                      Bo w takim wypadku nerwy rodzica to jedno, ale słonko swoją opowieścią z 3-ciej ręki zaczyna robić kolejną "urban legend".
                      • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 18:04
                        Wiesz, mój kolega ma szwagra, który został oskarzony o kazirodztwo i pedofilę. I toczą się sprawy w sądzie, dzieciak zeznawał, psycholog potwierdził. Nie było o tym ani słowa w lokalnej prasie. To przykład, który przyszedł mi do glowy ale podobnych historii mogłabym napisac więcej, zwłaszcza ze wiele z nich sama "tworzyłam" jako dziennikarka lokalnej prasy. Krew, sperma i łzy-to sie sprzedaje. A nie to, że dziecku nic nie jest , nikogo nie zlapano.
                        • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 09:59
                          guderianka napisała:

                          > Krew, sperma i łzy-to sie sprzedaje
                          > . A nie to, że dziecku nic nie jest , nikogo nie zlapano.
                          Ale to, że dziecko wyprowadzono z kościoła na słodycze to już by się pewnie sprzedało...
                          • guderianka Re: Tym razem to nie urban legend 12.06.11, 11:11
                            Może tak, a może nie
                            Media mogą wszystko. Gdyby nie fakt, że mieszkam na osiedlu , na którym doszlo do potracenia pieszego, nie byłoby artykułu o wyjątkowo niebezpiecznym przejsciu, gdyby nie fakt, że akurat jak wieszałam pranie zobaczyłam dym, nie byłoby w gazecie zdjęć że palił się tramwaj w zajezdni, gdyby nie fakt, że wracając ze szpitala zauwazyłam..itp itd
                            Powiem Ci coś jeszcze- jakis czas temu w Szczecinie bandyta podłożył bombę w kantorze, bomba wybuchła po jakimś czasie, sparaliżowano ruch w okolicy. Słyszałam o kilku wersjach tego wydarzenia. Najprawdziwsza była przekazana przez meża, który byl akurat w pracy i zabezpieczał ten teren. Nie było żadnej bomby ale atrapa. Nie było wybuchu ale huk od armatki wodnej , którą detonowano 'bobmbę" itp. Ale ktoś coś słyszał, ktoś coś sobie dopowiedział i fama poszła..
        • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 19:47
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Może rodzice zażyczyli sobie anonimowości? Nie każdy chce być bohaterem mediów.
          Jeśli to była próba porwania, to potencjalna porywaczka dzieci przebywa na wolności - powinien być w mediach jej portret pamięciowy. Nie musi być przy tym danych tych rodziców i dziecka.
    • gazeta_mi_placi Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 13:26
      Matkom małych dzieci nijak dogodzić.
      Tutaj jak jakaś obca kobieta wzięła cudze dziecko od razu policja i co tam jeszcze.
      A gdy jedna Pani z małym dzieckiem (wrzeszczącym strasznie) powiedziała mając na myśli mnie, że "jak się nie uspokoi to ta Pani Cię weźmie" na co ja odpowiedziałam "że takiego paskudnego dzieciaka nie wzięłabym nawet za dopłatą" też zostałam ścigana, ale wyzwiskami owej mamuśki aż do drzwi galerii handlowej w której to się działo, wziąć cudze dziecko źle, nie wziąć jeszcze gorzej big_grin
      • jakw Re: Tym razem to nie urban legend 10.06.11, 20:03
        Bo zniweczyłaś zamysły wychowawcze tej pani. Zapewne miałaś wzbudzić w dziecku przerażenie niczym Wilk z Czerwonego Kapturka wink
    • kol.3 Re: Tym razem to nie urban legend 11.06.11, 19:52
      Pewnie dziecko sobie rozkosznie biegało po całym kościele.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka