cały czas słyszę że coś robię nie tak. za wcześnie na naukę nocnika bo on jest jeszcze malutki, daję mu za dużo zabawek przez to jest rozpieszczony, jak go sobie wychowałam tak mi się teraz zachowuje i jeszcze do tego włącza się teściowa a czemu nie idziemy dzisiaj na podwórko jak taka ładna pogoda, przy czym mam nie wychodzić na spacer gdzieś dalej bo tam same spaliny a na moim podwórku to super powietrze. Doprowadzać zaczyna mnie to wszystko do szału. Dla męża zabawa z dzieckiem to włączyć mu bajki, teściowa mnie poucza a sama nie weźmie małego nawet na 10 minut żebym mogła ugotować, uprać, poprasować. Boli mnie bardzo że nikt nie pyta mnie co ja myślę, co czuję, jakie są moje oczekiwania i marzenia tylko ciągła krytyka na każdym kroku. I jeszcze dopada mnie totalne poczucie winy, bo może faktycznie ja nie potrafię się zająć własnym dzieckiem, że wszystkie zabawy w budowanie, klejenie, lepienie plastelinek, wspólne gotowanie, edukacja nocnikowa jest zwykłą pomyłką. Trochę się pożaliłam i chyba mi lepiej.