kochane, pomocy...
Mój synek niedawno skończył roczek. Do tej pory JAKOŚ jadł. Jadły z nami na przemian jego zabawki [tylko przy obiedzie] i dał sobie łyżkę włożyć do paszczy. Od początku wakacji jest coraz gorzej. Nie jadłby najchętniej nic. Mleko tylko wieczorem. Do kaszki jakoś go zabawię lub ktoś z rodziny, ale obiadu [słoikowego czy mojego] niet

zmieksowany, grudkowy- nie ma znaczenia, nie otworzy buzi i koniec. Zaczłą więc jeść to co my. Da sie chwilę pokarmić mielonym, schabowym itp. Czasem zję ociupinke kanapki z szynka i pomidorem. Ale są to śladowe ilości.
Wiem, że wątków o niejadkach było sporo. Ale co zrobić z takim delikwentem, który nie chce jeść nic?? Czasem ma dni, że chętnie zje jogurt, banana czy nektarynkę w całości. Owoców ze słoika nie ruszy za chiny. Przerwy między posiłkami wynoszą od 3-5 godzin. Nie podjada, pije wodę tylko.
Powoli tracę cierpliwość i siwieję

wszystko byłoby ok gdyby od początku nie jadł nic [a przez pierwsze pół roku była na 90 centylu. Lub gdyby to było chwilowe. ale ta sytuacja trwa już od 3 miesięcy i jest coraz gorzej. Zapalenia gardła nie ma ani stanu zapalnego w jamie ustnej. Wyniki krwi i moczu ok.
Może macie jakieś sposoby jeszcze, już nie wiem co robić

(
nie dawać jeść wcale, czy może dawać te nieszczęśne jogruty i kawałki banana cały dzień. Lekarka mnie zbywa twierdząc że wszystko jest w porządku. Wręcz mnie wysmiała. A ja każdego dnia przeżywam horror kiedy tylko wsadzę małego do krzesełka.