wilhelminaslimak
31.01.12, 14:02
Siedzę w domu z 2-latkiem i czasem nie umiem się oprzeć wrażeniu, że robię mu "krzywdę". Chłopak się tak w tym domu nudzi, że masakra. Ja pomysłów na zabawy już nie mam, a nawet jak mam, to jego nie interesują. Była faza autem, Lego, puzzli różnorakich, rysowania, ciastoliny, zabawy w sklep i w chowanego, klocki nigdy go nie rajcowały. Teraz interesują go tylko książeczki i jak mu śpiewam (może mnie słuchać i godzinę).
Chodzi z kąta w kąt i się nudzi. Nie zabawi się sam ani na 30 sekund, gdzie ja tam i on.
Nie mogę się doczekać, żeby już poszedł do przedszkola, bo widać, że dzieci lubi. Do tego to takie "cygańskie dziecko", że z każdym idzie i przy każdym się dobrze czuje.
Wy, mamy 2-latków, nie macie czasem takiego wrażenia, że dom (mama, tata) 24h na dobę to nie jest maksimum korzyści dla dziecka?
Dodam, że mam jeszcze młodszego 5-cio miesięcznego syna i on nas też trochę "ogranicza" w zabawach. Np. od paru dni nie chodzimy na spacerki bo jest -16C, a młody ma katar. Do tego czasem nim się też trzaba zająć, nakarmić, przewinąć (wtedy to już w domu dzieja się sceny dantejskie).