Wieszam pranie na balkonie, córka podaje mi klamerki, trochę się wygłupia, gadamy. Włazi na balkon, wraca do pokoju, kręci się. Skończyłam wieszanie, odwracam się, żeby wejść do środka i... drzwi zamknięte od środka, córa stoi przy szybie i śmieje się od ucha do ucha.
Serce mi stanęło, ona ma 3 lata i nie potrafi otwierać klamki balkonowej (i ma nie umieć!), ja na balkonie 8 piętra, bez telefonu, okno połaciowe nie otwiera się, nie mam powrotu do mieszkania. Ona sama w środku...
Dobre 10 minut nakłaniałam ją, żeby otwarła drzwi: "podnieś klamkę do góry", a ta wiesza się na niej i tylko coraz mocnej ją zamyka. W końcu jarzy że nie jest dobrze, zaczyna ryczeć, ja uspokajam, uśmiecham się, nic_się_nie_stało, ona ryczy dalej, widzę, że chce otworzyć ale nie umie.
Jeeeesuuuu!
Nie wiem jakim cudem ale przez te zamknięte drzwi dałam radę ją uspokoić i nakłonić do tego, żeby podniosła klamkę do góry!
Otwarła.
Wyprzytulałam, uspokoiłam, wytłumaczyłam.
Mam nauczkę - zawsze mieć ze sobą telefon na balkonie, w razie zamknięcia będę dzwonić do męża.
Czy Wy - macie ze sobą telefon podczas wieszania prania?