Pwenie znow moj watek znow zasmieca frustratki, ale mimo tego zakladam go, bo ,,wlos sie jezy" jak patrze na te ,,beztroskie wychowania", czy jak to nazwac.
Wiem, ze ostatnio w modzie jest tzw ,,nadpobudliwosc"

.
Przejde do konkretow. Ostatnio bylam swiadkiem 2 dosc skandalicznych w moim mniemaniu zachowanie, nawet nie dzieci tylko ich rodzicow. Ogolnie zalmi tych dzieci bo faktycznie dzieci te, sa jakie sa tylko za sprawa ,,ksztaltujacych" ich doroslych.
Sytuacja pierwsza. Syn moj jedzie na hulajnodze. W pewnym momencie idaca na przeciwko dziewczynka wiek miedzy 3, a 4 lata podbiega do mojego syna i wyrywa mu hulajnoge drac sie w nieboglosy, ze ,,chce sobie teraz pojezdzic i...koniec". Ja spokojnym glosem odpowiadam tej dziewczynce, ze ,,skoro chce pojezdzic to mama powinna jej nauczyc iz najpierw trzeba zapytac czy moze". W tym momencie matka tej dziewczynki kieruje w moja strone inwektywy i twierdzi,, ze Oliwka jest mala i nie rozumie". Ogolnie zaczyna w taki sposob tlumaczyc skandaliczne zachowanie swojej coreczki... Dno totalne.
Sytuacje kolejna. Siedzimy na placu zabaw. Jakis przeszlo 4 letni9 chlopak podbiega do dziewczynki przeszlo 2 letniek i uderza ja patykiem w glowke. Dziewczynka ta ma na glowie opaske, ktorej zabki wbyjaja sie do skory. Leci jej krew, placze. Ja podaje matce tej dziewczynki chusteczki i pytam sie czy wszystko ok. Podczas gdy matka sprawcy bez nawet mrugniecia okiem bierze synusia na hustawke, i mowi do niego ,,Kubus nic sie nie stalo, nie martw sie, wiem ze nie zrobiles tego specjalnie". No skandal! Nawet zero przeprosin. Tym bardziej, ze bylo to dzialanie z premedytacja. Dzieciak hustal sie i smial ,,pod nosem". Mamusia natomiast utwierdzala go w przekonaniu, ze wszystko ok.