Właśnie wróciłam ze spaceru i tak się zastanawiam...
Mieszkam na uboczu miasta, gdzie są same domki jednorodzinne i dziś wychodząc zauważyłam biegającego po ulicy duzego wilczura i kilka kundelków. Wiem czyj to pies. Czekałam na podwórku zanim psisko nie wróci "do domu". Jego właściciel stał na ulicy i obserwował co robi pies, nie wołał go tylko stał. Poczekałam aż go zamknie i wyszłam. Na uliczce obok kobieta wypuściła labladora na ulicę, nie wiem w jakim celu (chyba po to aby sie wysikał i poobwąchiwał krzaki).
I teraz tak się zastanawiam, że chyba sparaliżowana strachem nie wiedziałabym jak się zachować gdyby jakieś psisko podleciało do wózka/do mnie. Kiedyś nosiłam ze sobą gaz, ale w sumie nie wiem czy zdążyłabym go użyć.
Dojdzie do tego, ze będę bała się wychodzić na spacery i mojemu dziecku pozostanie tylko podwórko

A Wy wiedziałybyście jak się zachować w takiej sytuacji? (nie daj Boze).