Nie wiem jak zacząć by nie narazić się na falę krytyki i żeby nie wyszło, że chwalidupa ze mnie
A tak poważnie. Moja córcia w czerwcu skończyła 4 lata. Mówić zdaniami zaczęła mając 13 miesięcy. W wieku dwóch lat śpiewała całe piosenki. Pamięć ma niesamowitą. Ostatnio Pani z przedszkola córki zaprosiła mnie na rozmowę. Poinformowała mnie, że stwierdziły z innymi wychowawczyniami, że młoda jest najzdolniejszym i w ogóle naj naj, dzieckiem jakie widziały do tej pory w swoich karierach i, że koniecznie musimy pomyśleć, co zrobić by ten jej potencjał wspierać. Obiecała, że się zastanowią, ale nas proszą żebyśmy też przemyśleli sprawę. Ja sama jestem pedagogiem w dodatku przeciwnikiem zajmowania dziecku 100% czasu na masę zajęć dodatkowych i w ogóle uważam, że angielski, taniec i rytmika w przedszkolu, to i tak jest dla niej już za dużo. Czy może jednak w tym przypadku nie powinnam się upierać i jakoś jej czas zorganizować? Usłyszałam już opinie, że powinnam ją posłać rok wcześniej do szkoły. No dobra, ale co? Jak reforma 6 latków przejdzie, to mam ją w wieku lat pięciu posłać do szkoły??? No jeszcze na głowę nie upadłam. Podpowiedzcie mądre mamy, co zrobić z takim małym człowiekiem, by za 20 lat nie powiedziała, że jej życie zniszczyłam wygórowanymi ambicjami?
No i w końcu na własnej skórze przekonałam się, że słowa mojego profesora były prawdziwe, że większym problemem może być wybitnie uzdolnione dziecko niż to, które odbiega od grupy w drugą stronę.
Koniec