shinee5
17.04.14, 12:41
Mój dwulatek wczoraj zaczął mocno gorączkować, w nocy temperatura doszła do 40 stopni, dała się jednak zbić nurofenem. Rano wzrosła do 39 stopni, potem znowu nurofen. Wezwaliśmy lekarza na wizytę domową, przyjechał starszy pan. Stwierdził silną infekcję - mocno obrzęknięte węzły chłonne, katar, gardło czerwone. Przepisał antybiotyk ze względu właśnie na węzły chłonne - ponoć są wielkie jak fasolki. Zastanawiam się, czy podać ten antybiotyk.
Ta infekcja to od starszego syna - tydzień temu przyszedł z przedszkola z gorączką, ma zapalenie ucha, dostał antybiotyk od laryngologa. Ja się od niego po 2-3 dniach zaraziłam - przeziębienie z silnie obrzękniętym prawym migdałem z naciekiem białym i mocno bolącym węzłem chłonnym na szyi. Mocno bolało, nic przłknąc nie mogłam, czułam się fatalnie, temperatura doszła do 37,6. Lekarz stwierdził, że to nie angina i antybiotyk nie jest potrzebny.
No, ale dalej źle się czuję i trochę się boję, czy nie jakiś paciorkowiec i może jednak dać ten antybiotyk najmłodszemu, tak jak zapisał ów starszy lekarz?
Co sądzicie, jakie wytyczne mieliście od swoich lekarzy w podobnych przypadkach?