Helpunku, bo oszaleję.
Młody 1 rok i 4 miesiące. Otworzy oczy to od razu włącza tryb "armagedon". Nie ma opcji spuszczenia z oka na 3 sekundy, ciężko się wysikać, za przeproszeniem, bo po wyjściu zastanę mieszkanie w ruinie. Wywala cały dzień na okrągło, ze wszystkich możliwych szuflad w całym domu. Ciuchy nasze, ciuchy siostry. Najgorzej jest w kuchni. Pokonuje każde zabezpieczenie szuflad, potrafi postawić krzesło (od kilku dobrych tygodni krzesła leżą pod stołem, z wyjątkiem posiłków) i dobrać się do wszystkiego. Dziecko Rozwałki i Apokalipsy. Ma swoją szufladę z naczyniami i sztućcami, śliniakami itp, jakoś tak otwiera ją najrzadziej
Ja pitolę generalnie, nie wyrabiam. Minimum 3 x dziennie, jak nie 5, trzeba zamiatać całą kuchnię (łączona z salonem, trochę powierzchni jest), ze 2 x mopować, bo jak się dobierze do np bakalii, to wsmaruje śliwkę w podłogę i szafki. Ja już nie mam siły. Help. Jak to zatrzymać? Oprócz przywiązania za nogę do kaloryfera?
Po dworzu trochę biega, wypuszczam dzikiego zwierza na ogród i coś tam sobie kombinuje po swojemu. Na spacerach też staram się go puszczać w bezpiecznej okolicy, choć to straszny uciekinier. Ostatnio pewnie biega mniej, bo pogoda się skiepściła, jak to w piździerniku. Do żłobka chodzi raz w tygodniu na 4 godziny i jestem wniebowzięta, ale na więcej nas nie stać.
Co możemy zrobić? W ramach bezżłobkowych i beznianiowych?
Pozdrawiam