Dziecie mi sie coraz wczesniej budzi ostatnio. Dzis przeszedl samego siebie i zafundowal mi pobudke o 5. W ogole to po ostatniej infekcji (lekki zum plus konczacy sie wlasnie katar i wylazace gorne piatki, ktore niby we znaki sie mocno nie daja) mi sie rozregulowal okropnie. Wczoraj o 19:50 padl - bardzo szybko jak na siebie, 10 minut i juz spal, jak nie on. Noc przesypia przyzwoicie, budzi sie raz, przylazi po cichu do nas i idzie spac dalej. Wczoraj dodatkowo obudzily go fajerwerki na pol godziny... Po 3.5-4.5 godziny po pobudce zalicza 2-3 godziny drzemki, wieczorem zwykle zasypia kolo 20-20:30. I zwykle wlasnie jakies 9 godzin spi. Rano zatem pobudka 5-5:30 dlugie, poranne ssanie i pol godziny - 40 minut pozniej wstajemy. Ale dzis juz o 4:30 sie obudzil, zaspana bylam taka, ze cycka automatycznie wyciagnelam, bo normalnie to mu o tej porze nie daje. I 5:15 byl na nogach. No i tak nam sie wszystko przesuwa - wczesnie wstaje rano, wczesnie pada na drzemke, wczesnie zasypia wieczorem... Zwykle rano kolo tej 6 jest wyspany, ale dzis to mialam powazne watpliwosci... No i co ty na to, drogie forum? Kurde, przetrzymac nie ma jak, bo sie histeria usypianie konczy jak zmeczony, budzic z drzemki - no to jeszcze wczesniej wieczorem padnie. Zreszta ja spie z nim i mi sie budzic nie chce

Przetrzymac rano w lozku? Siedzi, jeczy, wierci sie w koncu plakac z nudow zaczyna... No snu na dobe mu 11-12 godzin wychodzi, niby w normie szeroko pojetej. Ale ja chce spac!
A moze wyleza mu piatki i samo minie? Zwykle mijalo...
Eee... Tak naprawde to nie widze akceptowalnego dla nas rozwiazania, wiec sie tylko pozalic chcialam