Witajcie,
pytanie może trochę trywialne, ale to moje pierwsze dziecko i błądzę we mgle

Młody pod koniec lutego zaczął żłobek (2-3 h dziennie). Po trzech dniach złapał katar + gorączkę. Przeszło po dwóch dniach, przetrzymałam profilaktycznie jeszcze kolejne dwa w domu i posłałam do żłobka. Pochodził cztery dni i znowu - tym razem gorączka trzymała trochę dłużej, katar był paskudny, żółto-zielony, gęsty, do tego zupełny brak apetytu. Poszłam do lekarza, młody dostał antybiotyk (miał też zapalenie spojówek z którym nie dawały rady żadne krople, więc chodziło o ogólne przeleczenie). Na antybiotyku początkowo się poprawiło, ale pod koniec znowu katar (oczy zresztą też się znowu zepsuły, ale to chyba osobna kwestia, będziemy pewnie musieli udrożnić kanaliki), od wczoraj znowu żółto-zielony.
Młody nie był w żłobku przez ostatnie dwa tygodnie, ma iść dzisiaj a ja się zastanawiam...gorączki nie ma od dawna, apetyt ok, ale nie wiem, czy z takim katarem to go można wysłać do żłobka? Do pracy wracam na początku kwietnia, więc nie jest to mus, ale z drugiej strony ileż go można trzymać w domu? Zwłaszcza, że docelowo przecież nie będę brać tygodni zwolnienia na katar

Co wy robicie w takiej sytuacji?