Dodaj do ulubionych

Wypadek na placu zabaw

10.06.05, 10:27
Drogie mamy, wyraźcie sswoją opinię. Mój 5 latek bawiła się na placu zabaw, m.in. z koleżanką z naszego bloku. Lubią się i często bawią razem. Odwiedzają się też w domu. Tydzień temu bawili się przy huśtawce - takiej równoważni. Z jednej strony dziewczynka sypała piasek na siedzenie, z drugiej strony stał mój mały i naciskając na huśtawkę podnosił do góry tę z piaskiem. Za którymś razem huśtawka uderzyła dziewczynkę w twarz, u nasady nosa, pod okiem. Ja tego momentu nie widziałam. Oczywiście twarz spuchła, płacz ogromny, mój uciekł ze strach do domu. Dziewczynkę zawieźli rodzice do szpitala. Byli już kilkukrotnie, bo nie ma zgodności między lekarzami, czy nos jest złamany, czy nie. Moje dziecko przeprosiło koleżankę po paru (3-4) dniach na schodach, następnego dnia na placu zabaw i wczoraj byliśmy u niej z czekoladą (ogromny łasuch) i oficjalnymi przeprosinami. A chodzi o to, że zmienił się stosunek jej rodziców do mnie. Nikt nic mi wprost nie powiedział i nie zarzuca, ale widujemy się często i to się odczuwa. Jest mi przykro, bo jestem pewna, że mój mały nie zrobił tego celowo, złośliwie. On też czasami wracał poszkodowany z placu zabaw, co prawda nie tak mocno. Nie da się ocofnąć czasu i są to sytuacje trwające ułamek sekundy. Nikt nie jest w stanie zapobiec im. Czyna prawdę takie sytuacje mogą popsuć relacje międzyludzkie?
Obserwuj wątek
    • anek.anek Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 10:37
      a może daj rodzicom ochłonąć? Albo pójdź jeszce raz i szczerze porozmawiaj?
      Ale przede wszystkim daj im jeszcze trochę czasu - na pewno dla nich to ogromne
      przeżycie i podświadomie nawet będą Was obarczać całą winą.
      • aka10 Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 10:44
        Ja uwazam,ze zrobilas,co moglas.To w koncu dzieci i takie rzeczy sie
        zdarzaja.Twoja wina to na pewno nie jest i dziwie sie bardzo,ze tamci rodzice
        tak do Ciebie podchodza.Jesli jeszcze do tego nie pozwola sie swojemu dziecku
        bawic z Twoim synem,to powinnas znalezc sobie i malemu innych znajomych.Nie
        przejmuj sie.Pozdrawiam.
    • aniask_mama Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 10:55
      Wiesz, jak rodzice widzą krzywdę swojego dziecka (bez względu na to czy
      świadomią czy nie) to gdzieś tam podświadomie widzą negatywnie sprawcę tej
      krzywdy. Daj im ochłonąć, nie narzucaj się. Zrobiłaś, co mogłaś, przeprosiłaś.
      Poczekaj, daj im czas.
    • epjasa Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 11:01
      Dziękuję Wam za wparcie. Już sama nie byłam pewna, czy to aby nie moja wina.
    • mama_szefusia Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 14:10
      A czy rodzice tamtej dziewczynki prosili Cię o opiekę nad ich dzieckiem tamtego
      dnia na placu zabaw?
      Bo jeśli tak, jeśli dziecko było pod Twoją opieką to, według mnie, ponosisz
      odpowiedzialność za ten wypadek. Oczywiście wypadki chodza po ludziach i nie ma
      co przesadzać z pretensjami ale według mnie możnaby przewidzieć, że jeśli jedno
      dziecko pochyla sie nad hustawką, a drugie ją podnosi do góry, to prędzej czy
      później trafi. Zwłaszcza, że uderzenie musiało byc dosyć silne skoro
      spowodowało takie konsekwencje.
      Ja bym się przynajmniej czuła odpowiedzialna. A co mozna w takiej sytuacji
      zrobić. Według mnie tylko przeprosić. Zrobiłaś to i reszta zależy już od
      rodziców dziewczynki. Zgadzam się, że trzeba dać im trochę odetchnąć i oswoić
      się z sytuacją.

      Pozdrawiam
      Ola mama Jasia
      • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 15:07
        Prawdę mówiąc, cały czas w trakcie czytania się zastanawiałam, dlaczego dzieci
        bawiły się w zabawę, która już z opisu wydawała się bardzo niebezpieczna! Pod
        czyją dzieci były opieką? Bo moim zdaniem ta osoba jest odpowiedzialna. 5 latek
        jeszcze nie przewidzi skutków, osoba dorosła, moim zdaniem, powinna.
        A ja byłam w sytuacji tamtych rodziców. 8 letni synek mojej koleżanki, bardzo
        bliskiej, w trakcie zabawy ciągnął moją 4 - letnią córeczkę na kocyku po
        podłodze, nie wyrobił na zakręcie i walnął nią o ścianę. Tragedia, nos siny,
        opuchnięty, okazało się, niestety, że złamany. Trzeba było nastawiać. Szpitał,
        narkoza, gojenie i bardzo bolesny zabieg usuwania tzw. tamponady, którą
        przytrzymana była kość po nastawieniu. Ogólnie - kosztowało to nas wszystkich
        bardzo dużo nerwów, a moje dziecko cierpienia. Do tego cały czas mam wrażenie,
        że ten nosek nadal nie jest całkiem prosty.
        A winna za to wszystko czuję się ja, bo to się stało u nas w domu, pod moją
        opieką. Sama zaproponowałam koleżance, że zaopiekuję się jej małym. Mam drugą
        córcię w tym samym wieku, chodzą do jednej klasy. Przyznam, że moich dwóch
        panienek nie kontroluję już w domu tak na każdym kroku. Nie ma takiej potrzeby,
        mają swoje zabawy, sprawy, wręcz im przeszkadzam. Niestety, nie przewidziałam,
        że z chłopakami trzeba ostrożniej. Tylko tak się zastanawiam, powinnam chodzić
        za nimi krok w krok? Poszłam na górę do łazienki, i wystarczyło...
        Z moją koleżanką kontakty mamy tak samo dobre jak przedtem. Oczywiście, czuła
        się winna, może irracjonalnie, z pewnością niesłusznie, ale przepraszała.
        Myślę, że mogła olać, w końcu jej przy tym nie było. Ale przeprosiny, drobny
        prezencik, były miłym gestem.
        A może warto otwarcie o tym porozmawiać? Przecież wiadomo, że nikt tego nie
        chciał, wypadki się zdarzają, może warto to sobie wyjaśnić? Niech oni się
        wypowiedzą, czy was obwiniają?
        Ja najbardziej winię siebie. Ale przyznam, że i do tego dzieciaka mam gdzieś
        głęboko wyrzut. W końcu, oceniając po swojej córce, mogłam liczyć na więcej
        rozwagi. Przeliczyłam się. I, niestety, uraz mi pozostał. Więcej się nie wyrwę
        z propozycją zaopiekowania się.
        W tym sensie trochę rozumiem tamtych rodziców. I ty ich zrozum. Potrzebują
        trochę czasu, i może rozmowy.
        Pozdrawiam
    • epjasa Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 15:59
      Ja ich rozumiem, też bym bardzo się martwiła. Ale mimi to, przykro mi, gdy na moje cześć, słyszę wypowiedziane przez zaciśnięte zęby cześć i wzrok oskarżający. Rozmowa telefoniczn krótka, sucha i mam wrażenie, że najlepiej ją zakończyć. MAm ogromną nadzieję, że dzisiejsza wizyta u lekarza zakończy się diagnozą, że to nie złąmanie i wszystko wróci do normy.
      • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 10.06.05, 22:08
        Tak czy owak, rzeczywiście zrobiłaś, co mogłaś, żeby wróciło, bo rzeczywiście
        można tylko przeprosić, wykazać zrozumienie i liczyć na ich zdrowy rozsądek.
        Który dojdzie w końcu do głosu, jak opadną emocje. Ja różne słowa miotałam, jak
        niunia przebywała na bloku operacyjnym, a przecież wiedziałam, że to przez
        złość, żal, poczucie winy...
        Więc nie obrażaj się i nie dziw, że tak się zachowują, a jak im po jakimś
        czasie nie przejdzie, to trudno. Nie poradzisz.
        A z ciekawości, jak ten nos?
        Poadrawiam
        • epjasa Re: Wypadek na placu zabaw 11.06.05, 12:05
          Jeszcze nie wiem, dzisiaj zajrzę do nich i zapytam. Napiszę Wam.
          • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 12.06.05, 11:45
            No i jak nosek? Cały?
    • aleksandrynka Re: Wypadek na placu zabaw 12.06.05, 13:31
      No to opowiem Wam co mi się kiedyś przytrafiło.
      Miałam 5 lat jak poszłam sama na podwórko. Kręciłam karuzelę, na której
      siedział jakiś chłopiec. Spadł. Z tego, co pamiętam nic mu się nie stało,
      przestraszył się i zaczął wyć. Jego babcia (chyba) kazała mi się zaprowadzić do
      mojego domu i zrobiła mojej matce i mi awanturę o to, co się stało.
      Przedstwaiła to tak, ze ja specjalnie tak mocno kręciłam, ech, och... Tak nie
      było, po prostu się w taki sposób bawiłam.
      Teraz z perspektywy mam trochę zal do mamy, że mnie nie obroniła, ale też
      rozumiem jej zaskoczenie. Nie było moja intencją zrzucenie chłopca, po prostu
      kręciłam, i to chyba nie jakoś strasznie szybko, ale moja ocena może tu być
      niemiarodajna. No i czy to na prawdę była całkowita wina mojej mamy i moja?
      Fakt, może nie powinnam była wychodzić sama, ale ten chłopiec był z kimś, kto
      miał go pilnować. Babka nie upilnowała i dostało się mi, za niewinną ale
      przykrą w skutkach zabawę. Tak się teoretycznie zastanawiam - gdyby złamał nos,
      to byłaby to wina mojej mamy, że mnie nie pilnowała, czy tej babki, że nie
      upilnowała chłopca? Jak to jest?
      I w ten oto sposób mam jescze jedno - z nielicznych - wspomnienie z
      dzieciństwa smile
      • lola211 Re: Wypadek na placu zabaw 12.06.05, 13:44
        Według mnie wina obopolna dorosłych- babcia nie zaragowala wczesniej, a Twoja
        mama nie powinna puszczac Cie samopas.Rodzice odpowiadaja za dzieci, takze
        wowczas, gdy cos zbroja pod ich nieobecnosc.
        • verdana Re: Wypadek na placu zabaw 12.06.05, 15:26
          Wypadki sie zdarzają i absurdem, moim zdaniem, jest doszukiwanie sie czyjejś
          winy. Są sytuacje, że nie jest winny nikt (jak z tym kocykiem - zabawa na pozór
          niegroźna, ja tez bym pozwoliła). Kilkakrotnie moje dzieci tez uległy takim
          wypadkom - syn spadł z bardzo wysokiego murku w czasie zabawy z kolegami (czy
          miałam do nich żal? Dopiero teraz, po 14 latach wpadło mi do glowy, ze mogłabym
          mieć żal - do głowy mi to nie przyszło), drugi syn spadł z murku w mojej
          obecności (tez nie mam sobie nic do zarzucenia - nie bedę łaziła krok w krok za
          dzieckiem i pilnowała, żeby nigdzie w nie wchodził), syn przebił córce rękę
          patykiem, ona za to nadłamała mu przedni ząb itd.
          Ani razu, przyznam się, nie rozpatrywałam tego w kategoriach winy. Czarno widze
          kontakty z sąsiadami i koleżanką. Jej rodzice wygladaja na takich, co musza znać
          winnego i na niego zwalić odpowiedzialność. Podejrzewam, ze bedą nieprzychylnie
          patrzyli na dalsze kontakty - jesli ktoś obwinia o spowodowanie wypadku
          pieciolatka, to już jest coś bardzo z nim nie tego...
          • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 12.06.05, 22:15
            No właśnie, są sytuacje, kiedy trudno kogoś winić, jak się pomyśli racjonalnie,
            bo wiadomo, że wypadki "chodzą". Niby trudno, ale jednak emocje podpowiadają
            inny sposób myślenia. Gdybym go nie zaprosiła, nie byłoby go tutaj i nic by się
            nie stało, tak sobie wtedy myślałam. A moja koleżanaka napisała mi smsa -
            gdybym go nie zostawiła, nie mielibyście tych problemów. Ja: gdybym nad nimi
            stała...I tak można w kółko. Nie o to chodzi. Jeśli nawet można w tego typu
            sytuacjach mówić o winie, to takiej, którą trzeba umieć wybaczyć. I sobie, i
            innym.
    • epjasa Re: Wypadek na placu zabaw 13.06.05, 08:59
      Pięknie to napisałayście dziewczyny....
      A dziewczynka ma pęknięty/złamany? nosek. W piątek miała zabieg, już jest w domu. Wybieramy się dzisiaj ją odwiedzić. Mam jej mówi, że już doszła do siebie po tym zabiegu, więc będą się mogli troszkę pobawić, w domu. Może mały bukiecik kwiatków: konwalie lub stokrotki? Co myślicie?
      • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 13.06.05, 09:57
        Po nastawieniu noska naprawdę dziecko szybko dochodzi do siebie, a jeśli mama
        tak mówi, to widocznie już jej przeszło trochę. Gdyby chciała dalej się boczyć,
        to by nie chciała dopuścić do wspólnej zabawy, migając się właśnie złym
        samopoczuciem dziewczynki po tamtych przejściach. Pewnie przemyślała i doszła
        do tych samych wniosków, co my...
        A może też zagląda na forum?smile
        Bukiecik kwiatuszków lub jakiś drobiażdżek nie zawadzi - zawsze zrobi się miło,
        a mama właściwie odczyta intencje.
        Bo dzieciaki na szczęście pamiętliwe nie są zupełnie. Moja mała z tamtym kolegą
        nadal bardzo się lubią.
        Ech, to jedna a tych rzeczy, których moglibyśmy się od nich nauczyć...
        Pozdrawiam
        • domusia97 Re: Wypadek na placu zabaw 14.06.05, 10:57
          I jak tam kontakty towarzyskie? Wraca do normy?
          • epjasa Re: Wypadek na placu zabaw 14.06.05, 13:05
            Na razie spotykamy się na klatce schodowej i wymieniamy pozdrowienia. Nie udało mi się wybrać w odwiedziny, bo mi dziecię wczoraj zasnęło po powrocie z przedszkola. Mała chodzi z opatrunkiem na nosku. Byli wczoraj na placu zabaw, więc już czuje się z pewnością dobrze. Co mnie zresztą bardzo cieszy. Po odwiedzinach napiszę, jaka jest reakcja jej rodziców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka