kangur4
08.09.05, 19:05
No, dzisiaj mielismy chrzest bojowy - pierwsze zaksztuszenie. M zaksztusiła
sie kawałkiem chlebka. Ja gotowałam obiad w kuchni, M w salonie z tatą
memłała chlebek.
Całe szczęście, że tego nie widziałam. Podobno zrobiła się sina, łzy jak
grochy.
Tata zachował się mężnie. Dziwnym trafem własnie wczoraj wytłumaczyłam mu jak
się postępuje z takim "ksztusznikiem".
M. nic się nie stało, zapomniała w ciągu 30 sekund o zdarzeniu (ach, ta
komarza pamięć). Tacie trzęsły się nogi jeszcze pół godziny.
Całe szczęście, że tego nie widziałam.