Ja wiem, ze ubieranie jest nudne.Ja rozumiem,ze moze byc niefajne jak ktos
wciska reke w maly otwor.Naprawde rozumiem, ze moze byc goraco i niewygodnie
mimo, ze staram sie aby tak nie bylo.
Ale czy trzeba sie od razu drzec jakby matka paznokcie zywcem sciagala?
Rajtuzki i spodenki przejda bo nie przeszkadza to w bawieniu sie np mamy
komorka.Zakladanie bucikow jest bez sensu, wiec trzeba je od razu strzepnac
albo wykrecac noge tak, ze mama nie moze zalozyc albo podkurczac palce aby
skutecznie zablokowac zalozenie bucika.
Zalozenie bluzy przestaje sie podobac przy drugim rekawku.
Zalozenie kurteczki jest juz niemozliowoscia!
Zakladam wiec kurteczke w windzie,jak Mlodziez siedzi w wozku i przyglada do
swietlowkom na suficie.
Czapka idzie bez problemow i chustka pod szyja tez, bo zakladane juz na dworze
gdzie mozna patrzec na piekny swiat.
Hustawka.Zimne stalowe lancuchy, ktorych trzeba sie mocno trzymac.Lapki
lodowate w sekunde.Zalozenie rekawiczek graniczy z cudem, wrzask na pol
osiedla.Ostatecznie dziecko stawia na swoim i odmraza sobie paluszki.
Na marginesie, dziecko jest madrzejsze od matki, bo jak sie trzymac lancucha w
rekawiczkach bez paluszka??
Tak wygladaja u nas wyjscia na spacer

i pewnie beda dopoki znowu nie
nadajedzie era bodziakow z krotkim rekawem.Ups, co ja mowie.To juz beda
krotkie spodenki i t-shirt!!

)