" Nie wypada"

29.05.08, 19:17
w związku z innym wątkiem na forum, przyszło mi do głowy, że
rzadziej używa się w wychowaniu argumentu " nie wypada".
Co " nie wypada" ? Mojemu synkowi pierwszy raz przyszło do głowy,
żeby beknąć przy stole po obejrzeniu " Garfielda"... No... z ust
zszokowanych rodziców - dziecko śmiało się od ucha do ucha, tak jak
wszyscy w kinie przecież !- padły argumenty " tak się nie robi !"
czyli właściwie stare " nie wypada" smile)))))
Pamiętam, że mnóstwo " nie wypadało", gdy byłam mała, a bekanie to
nawet mi przez mysl nie przeszło smile)))
Używacie starego " nie wypada" ?
    • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 29.05.08, 20:40
      Coś w tym jest. Dyskutuję teraz na forum Moda i tam nikt nie może zrozumieć, jak
      można dobrowolnie ograniczać swoją indywidualność ubierając się do pracy.
      Jedynym wytłumaczeniem może być "dress code" czyli zewnętrzne narzucone przez
      pracodawcę zasady.
      A ja właśnie uważam, że NIE WYPADA nie mieć rajstop czy pończoch do kostiumu.
      Nikt mi tego mi musi nakazywać. Dla mnie jest to oczywiste. A jeśli dla kogoś
      nie jest ... no cóż dostaje minus w moim prywatnym rankingu.

      Może właśnie dlatego to "niewypadanie" wychodzi z użycia ? Bo nie ma takich
      uniwersalnych zasad postępowania, które byłyby oczywiste dla każdego.
      • skrzynka3 Re: " Nie wypada" 29.05.08, 21:11
        Uzywam i szczerze mowiac do tej pory nie zastanawialam sie czy to
        cos co odchodzi w niepamiec. No bo sa rzeczy ktorych po prostu...nie
        wypada. A ostatnio przyuwazylam najstarszego ktory tlumaczyl
        najmlodszej ze "nie wypada" nie przywitac sie z goscmi.
        • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:17
          A ostatnio przyuwazylam najstarszego ktory tlumaczyl
          > najmlodszej ze "nie wypada" nie przywitac sie z goscmi.

          O... cieszę się bardzo. Bo ja jak przychodzi jakiś gość zarządzam
          mały komitet powitalny, choćby potem dzieci wracały do swoich spraw -
          pokojów, a gość był wyłącznie do mnie. Natomiast w kilku domach
          spotkałam się z tym, że po pewnym czasie mojej bytności, wyłania się
          nastolatek czy dziecko tak naprawdę ze sprawą do rodzica i jakby "
          przy okazji" rzuca - " dzień dobry".
          • skrzynka3 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 10:37
            My mieszkamy we wspolnym domu z Tesciami -my na gorze Oni na dole.
            Bardzo czesto maja gosci-znajomych, kuzynow itp. jest zwyczaj ze
            zawsze schodzimy -wszyscy ktorzy akurat sa na dol przywitac sie -bo
            w koncu gosc przychodzi do naszego wspolnego domu-po czym wycofujemy
            sie na z gory upatrzone pozycjesmile). Podobnie jesli ktos przychodzi
            do nas Tesciowie zawsze wylaniaja sie na korytarz zeby sie
            przywitac.Widze ze starsze maja juz odruch-"o ktos przyszedl chocmy
            sie przywitac". Najmlodsze ma dusze rewolucjonisty i buntownika i
            nic nie przyjmuje automatycznie wszystko musi byc przedyskutowane smile)
            Czasem dyskusje o witaniu sie z goscmi bywaja dlugie i burzliwe smile
            Przy czym nie wymagam "obcalowywania i obsciskiwania" "cioc "
            idzianych raz do roku bo rozumiem ze nie kazdy moze to lubic-sama
            pamietam ze szczerze tego nienawidzilam w dziecinstwie.
            • kann2 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:12
              skrzynka3 napisała:

              > Przy czym nie wymagam "obcalowywania i obsciskiwania" "cioc "
              > idzianych raz do roku bo rozumiem ze nie kazdy moze to lubic-sama
              > pamietam ze szczerze tego nienawidzilam w dziecinstwie.


              - Grzesiu, chodź, pocałuj ciocię!
              - Dlaczego? Przecież byłem grzeczny.
              • isma Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:17
                Dlaczego akurat "Grzesiu" ;-P?
                • kann2 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:27
                  A co, miałem napisać "Icek"?

                  Znam jednego Jana, który zawsze się oburza na kawały o Jasiu.
                  • isma Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:33
                    Nie, nie, lepiej nie...
              • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:44
                nie ma to jak dzieci i ich szczerość do bólu. smile))

                To powiedzcie jak wytłumaczyć 4- latkowi, że nie wolno głośno
                wołać: "ale ja nie lubię cioci Lucynki" Za to ciocie uwielbiają
                obcałowywać słodkiego 4-latka, czego on serdecznie nie znosi smile))

                Więc może to ciociom należałoby uświadomić, że "nie wypada"
                przytulać dziecka na siłę smile))
                • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:36
                  nati1011 napisała:

                  > że nie wolno głośno wołać: "ale ja nie lubię
                  > cioci Lucynki".

                  Mnie mama tłumaczyła, że cioci byłoby przykro. Akurat nie chodziło o ciocię,
                  tylko o niejaką Hrabynię, naszą ahystokhatyczną sąsiadkę ćwierkającą do dzieci.
                  Oczywiście powiedziałem, że przecież nie wolno kłamać, a mama na to:
                  - Kłamać nie wolno. Niektórych prawd mówić nie należy.
                  (co oczywiście kosztowało ją następną godzinę na tłumaczenie wnikliwemu
                  dzieciątku, co to znaczy "nie należy" i czym się różni od "nie wolno).
                  To, że komuś byłoby przykro, do mnie akurat trafiało. Dlatego jak mama mi
                  czteroletniemu powiedziała, że jak się jest w gościach i podają jedzenie, to
                  trzeba jeść, bo inaczej gospodyni jest przykro, wziąłem to sobie do serca i na
                  pewno żadnym państwu, do których mnie rodzice zabierali, nie było odtąd przykro.
                  W każdym razie nie z mojego powodu. Pod tym względem byłem grzeczny do wypęku wink

                  > Za to ciocie uwielbiają obcałowywać słodkiego
                  > 4-latka, czego on serdecznie nie znosi smile))

                  > Więc może to ciociom należałoby uświadomić, że
                  > "nie wypada" przytulać dziecka na siłę smile))

                  Też by należało, ale ciocie bywają niereformowalne. Reformowalność jest
                  odwrotnie proporcjonalna do wieku (stąd problem z przekarmiającymi babciami itp.
                  formami życia).
      • madziaq Re: " Nie wypada" 29.05.08, 21:44
        to się dołączę, bo ja też nie mogę tego zrozumieć wink A może raczej mam niżej
        postawioną poprzeczkę tego, co nie wypada. Oczywiście, nie objawię się w biurze
        czy w kościele w plażowych szortach i klapkach japonkach, ale nie rozumiem, no
        po prostu nie rozumiem, jak można się katować rajstopami gdy na dworze żar się
        leje z nieba. Moja babcia wyznaje taką właśnie zasadę, że kobieta bez
        rajstop/pończoch jest NIEELEGANCKA i choćby było 40 stopni to zawsze, ale to
        zawsze chodzi w rajstopach. Przekracza to granice mojego pojmowania świata smile))

        Z resztą Babcia (skądinąd cudowna) ma wiele "zasad", np że kobiecie nie wypada
        zbyt szybko chodzić, co było powodem licznych spięć między nami, bo ja jestem
        istotą, która nie chodzi tylko biega smile Nie wypada też jeść (np hotdoga czy
        loda) idąc ulicą tylko... uwaga... należy się zatrzymać i stojąc na tejże ulicy
        można już jeść big_grin

        A co do ogólnego tematu, to wydaje mi się, że teraz po prostu mniej rzeczy nie
        wypada niż kiedyś. Np jeszcze nie tak bardzo dawno było nie do pomyślenia, żeby
        dzieci odzywały się niepytane w obecności dorosłych, przy stola trzeba było
        siedzieć prosto i również się nie odzywać. Teraz jest inaczej. Co nie zmienia
        faktu, że pewnych rzeczy nadal "nie wypada" i można tego argumentu użyć, choć
        wydaje mi się, że dopiero w ostateczności, bo jednak zawsze lepiej przemawiają
        racjonalne argumenty, mające praktyczne uzasadnienie. Przykład może nie pasujący
        do tematu kultury, ale lepiej powiedzieć dziecku "Załóż czapkę, bo dziś jest
        mróz i się przeziębisz" niż "Załóż czapkę, bo jest zima a w zimie trzeba chodzić
        w czapce", bo to drugie to guzik prawda jest smile))
        • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 29.05.08, 22:06
          madziaq napisała:

          > to się dołączę, bo ja też nie mogę tego zrozumieć wink A może raczej mam niżej
          > postawioną poprzeczkę tego, co nie wypada. Oczywiście, nie objawię się w biurze
          > czy w kościele w plażowych szortach i klapkach japonkach, ale nie rozumiem, no
          > po prostu nie rozumiem, jak można się katować rajstopami gdy na dworze żar się
          > leje z nieba.
          Nie musisz się męczyć w rajstopach. Można założyć pończochy i wtedy jest chłodniej.

          A tak dla kontrastu - jak wytrzymuje w tej temperaturze elegancki mężczyzna - w
          ciemnym garniturze, koszuli z długim rękawem, skarpetkach i pełnych butach ? (w
          zeszłym roku na pogrzebie cioci mój tata i inni panowie stali tak w 30
          stopniowym upale pół godziny na słońcu). Przy takim stroju lekki przewiewny
          kostium, czółenka i pończochy to mały pikuś.
          • isma Re: " Nie wypada" 29.05.08, 23:01
            O, to, to, ponczochy sa genialne wink)). Bo ja tez z tych, co
            to "gole" lydki w miejscach publicznych miewaja tylko na urlopie.
            Co do jedzenia na ulicy, to tez jestem niedzisiejsza, bo, istotnie,
            wyjawszy lody, nie uznaje. Ale rekompensuje sobie ogrodkami
            kawiarnianymi oraz piknikami wink)).
            • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 01:15
              isma napisała:

              > Bo ja tez z tych, co
              > to "gole" lydki w miejscach publicznych miewaja tylko na urlopie.
              Może to wpajają na prawie ? tak między logiczną analizą tekstu a różnicami
              miedzy własnością a posiadaniem wink.
              Że częścią tożsamości prawnika jest odpowiedni ubiór, że tym się różni od
              sekretarki, która potrafi przyjść do pracy w króciutkiej sukience na ramiączkach ?
              BTW teraz chodzę na zajęcia quasi gimnastyczne w gronie koleżanek i to strasznie
              śmiesznie wygląda jak wszystkie przychodzimy po pracy stukając obcasami,
              eleganckie, z biżuterią a przebieramy się w wygodne legginsy i tenisówki.

              > Co do jedzenia na ulicy, to tez jestem niedzisiejsza, bo, istotnie,
              > wyjawszy lody, nie uznaje.
              To jest bardzo sensowna zasada, zwłaszcza dla eleganckiej kobiety. Jedząc
              hot-doga czy lody podczas spaceru można się upaćkać, jedzenie stojąc zmniejsza
              to ryzyko. Jedna wizyta z płaszczem w pralni chemicznej i już człowiek staje się
              staromodny.
              • isma Mecenas 30.05.08, 12:13
                No, ja to akurat z tymi ponczochami mam po mojej sp. babci, skadinad
                przedwojennej dzialaczce PPS, wiec to musi byc jakis gleboki
                atawizm, skoro nawet lewicowe poglady go z niej nie wyplenily wink)).

                Ale rzeczywiscie, jak napisalas o prawnikach, to przypomnialam
                sobie, jak lekcje-gigant tego, co w dziedzinie stroju "wypada"
                wzielam od takiej starej krakowskiej rodziny adwokackiej. Nestor
                rodu, nazwijmy go Mecenasem - dawny syndyk Gminy Miasta Krakowa,
                powstaniec warszawski, za komuny obronca polityczny, w tym w
                procesie Kurii Arcybiskupiej w Krakowie - odbieral w magistracie z
                rak swego dawnego podkomendnego Wladyslawa Bartoszewskiego Order
                Odrodzenia Polski z gwiazda. Nie byla to jakas szczegolnie huczna
                impreza, ale jednak.

                Zima byla. Liczna rodzina zjawila sie w komplecie. I wszystkie
                panie - od corki (adwokat) przez wnuczke (adwokat) i prawnuczki
                (wtedy kilkuletnie, dzisiaj studentki prawa wink))- zostawily obuwie
                zimowe w szatni i wystapily w czolenkach (z zakryta pieta i palcami
                of course wink))...

                A co do jedzenia na ulicy, to ja jestem nieuleczalna niestety -
                nawet nieruchoma nie jem ;-(((.
          • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:09
            Właśnie. Gdy już człowiek się nauczy, że " nie wypada" i przyjmuje
            zasadę jako " swoją", to coś odmiennego stanowi dla niego
            niesamowity zgrzyt - w tym wypadku estetyczny. Widzi bose stopy w
            pantoflach, czułenkach i " zęby go bolą", co dla innych - tych
            którym to nie przeszkadza - jest dziwne.
            Najtrudniej jest, gdy takimi spojrzeniem na to, co " nie wypada"
            różnią się członkowie rodziny, małżeństwo.
            Siadanie do obiadu.... nawet w wakacje ... w znajomym małżeństwie,
            nie moga dojść do porozumienia na ten temat. Mąż uważa, że fajnie
            jest zasiadać w samych majtkach, bo jest gorąco i on nie będzie się
            kisił w koszulce, żonę " bolą zęby" na ten widok...
          • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:19
            Oczywiście, że są pewne okazję (jak np pogrzeb, czy z bardziej radosnych ślub,
            szczególnie własny wink) kiedy nie ma zmiłuj i trzeba się wbić w
            garnitur/garsonkę/rajstopy, choćby były rekordowe upały. Ale moim zdaniem
            codzienna "wizyta" w pracy do takich okazji nie nalezy, więc nie razi mnie
            mężczyzna w jasnych spodniach i koszuli z krótkim rękawem czy koszulce (czystej
            i wyprasowanej!!!), bez krawata i w lekkich butach albo kobieta w sukience i
            sandałach, bez rajstop. Jeszcze inną kwestią natury praktycznej jest fakt, że w
            dzisiejszych czasach z powodu cudownego wynalazku, jakim jest klimatyzacja, w
            biurach jest zwykle tak zimno, że trzeba brać jakiś żakiet czy sweterek, który
            się wkłada przychodząc do pracy, a zdejmuje wychodząc smile Świat stanął na głowie wink
            • minerwamcg Re: " Nie wypada" 30.05.08, 11:57
              madziaq napisała:

              > ślub,
              > szczególnie własny wink) kiedy nie ma zmiłuj i trzeba się wbić w
              > garnitur/garsonkę/rajstopy, choćby były rekordowe upały.

              Zdziwiłabyś się. Na forum "ślub i wesele" co i raz wybucha dyskusja,
              w której jakaś zwolenniczka elegancji alternatywnej wykłóca się z
              całym światem, że gołe nogi + sandałki są do sukni ślubnej jak
              najbardziej w porządku i jeśli ktoś sądzi inaczej, to - tu następuje
              lawina złośliwości. Tamże miałam kiedyś długą dyskusję z
              wielbicielkami siatkowych pończoch typu kabaretki (również do
              ślubnej sukni). Bo to takie pożal się Boże pikantne...
              Dyskusje o tym, czy w kościele wypada wystąpić w sukni na
              ramiączkach i jakimi potworami są księża, którzy się "wtrącają" do
              stroju panny młodej są również na porządku dziennym.
              Dla mężczyzn ślubna elegancja alternatywna polega na zakładaniu do
              garnituru... koszuli z krótkim rękawem. Bo mu biedaczkowi będzie
              gorąco.
              • katriel Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:56
                minerwamcg napisała:
                > Dla mężczyzn ślubna elegancja alternatywna polega na zakładaniu do
                > garnituru... koszuli z krótkim rękawem. Bo mu biedaczkowi będzie
                > gorąco.

                No to ja się przyznam (i coś mi się majaczy, że nie pierwszy raz na tym forum), że w naszym wypadku ślubna elegancja alternatywna w wydaniu męskim poległa na założeniu koszuli i spodni w odcieniu morskiej zieleni (są to do dziś jedyne niedżinsowe spodnie, jakie posiada mój mąż) - i tyle. Marynarka czy krawat w ogóle nie wchodziły w rachubę. Nie ze względu na temperaturę (choć akurat się trafiły rekordowe jak na wrzesień upały), ale tak dla zasady. On nie chodzi w garniturach i kropka. Pierwszy i ostatni raz w życiu miał na sobie garniturek przy pierwszej Komunii; potem już ani matura, ani ślub własny, ani obrona doktoratu na taki zaszczyt nie zasłużyły.

                Uprzedzając pytania - nie cierpię z tego powodu. Sama specjalnie elegancka nie jestem, do pracy (uczelnia) chodzę w dżinsach i swetrze (zimą) albo w t-shircie i spódnicy na gumce (latem), garsonki nie posiadam ani jednej, nigdy się nie maluję itp. itd. W ogóle na tle typowej dla matematyków (poza krakowskimi) abnegacji mąż mój nie wyróżnia się aż tak, jak na tle ogółu społeczeństwa.

                Z drugiej strony, poczucie że czegoś się nie robi i już, nie jest mu wcale obce. Za nic na przykład nie wejdzie do kościoła w krótkich spodenkach (nawet takich do kolan). Jest to dla niego kompletnie oczywiste i nigdy się nad tym nie zastanawia. (W bardzo podobny sposób kompletnie oczywiste dla niego jest, że nie robi się zakupów w niedzielę.)

                Zresztą to w ogole chyba tak jest, że szczegóły tego, co wypada a co nie, są dosyć arbitralne, bardzo zależą od konkretnego środowiska i zmieniają się z czasem.

                Taki przykład, który zawsze mnie zadziwia, to golenie/depilacja nóg.

                Jako studentka nosiłam owłosione nogi i nie widziałam w tym nic dziwnego ani zdrożnego. W końcu moja mama też tak robiła. Wydepilowane nogi widywałam tylko w telewizji i postrzegałam jako rzecz podobnej natury co wieczorowy makijaż: na wielką okazję można spróbować. Minęło może dziesięć lat i golenie nóg stało się dla mnie tak oczywiste jak mycie zębów. Dzisiaj czułabym się bardzo nieswojo z włosami na nogach, a i u innych mnie one rażą.
                No i właśnie z tym rażeniem mam kłopot. Każdego lata odwiedzamy rodzinę na południowym wschodzie Polski. Żadna z naszych ciotek nie depiluje nóg. To nie są jakieś proste baby w gumiakach: jest wśród nich nauczycielka, dyrektor szpitala, syndyk... Potrafią się elegancko ubrać, chadzają do opery itp. A nogi mają owłosione.
                Patrzę na to i myślę sobie - czemu mnie to razi? Skoro dziesięć lat temu nie raziło?
                A żeby było jeszcze śmieszniej, spotkałam kiedyś (w Kalifornii) pewną supernowoczesną feministkę, która była już w epoce postdepilacyjnej: nosiła włosy na nogach jak manifest. Od niepamiętnych czasów (sic!) kobiety goliły nogi, ponieważ zmuszali je do tego mężczyźni (sic!); a ona programowo nie poddaje się dominacji mężczyzn.
                • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 17:00
                  katriel napisała:
                  > Marynarka czy krawat w ogóle nie wchodziły w rachubę.
                  > Nie ze względu na temperaturę (choć akurat się trafiły rekordowe
                  > jak na wrzesień upały), ale tak dla zasady.
                  > On nie chodzi w garniturach i kropka.
                  Zupełnie nie rozumiem takich "zasad". Bo jeszcze postawa "nie noszę garnituru -
                  bo jest niewygodny" byłaby dla mnie uzasadniona, chociaż dziecinna. Ale takie
                  "nie, bo nie" ? Takie odcinanie się od społeczeństwa ?

                  W dodatku większość takich antygarniturowców (nie wiem, czy Twój mąż też) bardzo
                  nieładnie wypowiada się na temat ludzi, którzy tych norm przestrzegają.
                  Sugerując, że wykonują pracę powtarzalną, nieciekawą. A oni, te biedne
                  artystyczne dusze po prostu nie mogliby zmusić się do twórczej pracy w
                  garniturze. Dla mnie jest to takie przyznawanie się do własnych ograniczeń - bo
                  co to za twórca czy fachowiec, na którego umysł czy zdolności wpływa ubranie ?
                  Ja jestem lepsza, bo elastyczna - mogę pracować w koszuli nocnej (w domu) i w
                  kostiumie.
                  • katriel Re: " Nie wypada" 30.05.08, 19:56
                    magdalaena1977 napisała:
                    > Bo jeszcze postawa "nie noszę garnituru -
                    > bo jest niewygodny" byłaby dla mnie uzasadniona, chociaż dziecinna.

                    Ale skąd miałby wiedzieć, że jest niewygodny, skoro nie nosi? wink

                    > "nie, bo nie" ? Takie odcinanie się od społeczeństwa ?

                    Wiesz, ale to chyba jest tak, że żeby nienoszenie garnituru stało się faktycznie
                    jakimś gestem buntu wobec społeczeństwa, to trzeba najpierw przyjąć do
                    wiadomości, że społeczeństwo ma prawo oczekiwać i oczekuje noszenia garnituru.
                    (Tak jak na przykład ja nie noszę kolczyków i nie jest to żaden gest buntu:
                    niektóre kobiety noszą kolczyki, inne nie, panuje tu pełna dowolność i nikomu
                    nic do tego.) I tego własnie chyba mój mąż nie przyjmuje do wiadomości. To nie
                    jest tak, że on ma wypracowaną jakąś ideologię i potrafi przedstawić
                    przekonujący powód, dla którego nie nosi garnituru. On po prostu nie potrafi
                    zrozumieć, dlaczego miałby go nosić.

                    Aha, i nie - nigdy nie słyszałam, żeby mój mąż powiedział coś niepochlebnego o
                    garniturowcach (i skądinąd pozostaje w doskonałej komitywie ze swoim ojcem,
                    który codziennie chodzi do pracy w garniturze).
          • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:06
            magdalaena1977 napisała:

            > A tak dla kontrastu - jak wytrzymuje w tej
            > temperaturze elegancki mężczyzna - w ciemnym
            > garniturze, koszuli z długim rękawem, skarpetkach
            > i pełnych butach ?

            Że już nie wspomnę o mężczyźnie, najczęściej przytęgim, w czarnej szacie,
            przylegającej u góry i gęstymi fałdami ciągnącej się do ziemi, z długimi
            rękawami i zapiętej aż pod szyję, z ciasną białą stójką.
            • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 23:08
              a_weasley napisał:

              > Że już nie wspomnę o mężczyźnie, najczęściej przytęgim, w czarnej szacie,
              > przylegającej u góry i gęstymi fałdami ciągnącej się do ziemi, z długimi
              > rękawami i zapiętej aż pod szyję, z ciasną białą stójką.
              Koledzy ministranci mówili kiedyś, że wytrzymuje, bo nosi szorty pod sutanną
              albo tylko bieliznę.
        • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:12
          Np jeszcze nie tak bardzo dawno było nie do pomyślenia, żeby
          > dzieci odzywały się niepytane w obecności dorosłych, przy stola
          trzeba było
          > siedzieć prosto i również się nie odzywać.

          Lubię rozmowy przy stole. Ale czasem z rozrzewnieniem wspominam
          tamtą zasadę nieodzywania się niepytanym, zwłaszcza gdy rozbawine i
          rozochocone dzieci zaczynają przejmowac całą dyskusję, spierając się
          jescze miedzy sobą wink)))
          • alex05012000 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:36
            "jeszcze nie tak bardzo dawno było nie do pomyślenia, żeby
            dzieci odzywały się niepytane w obecności dorosłych"
            *** moja córka nie odzywa się niepytana gdy ja rozmawiam z kimś
            dorosłym, a jak o coś zapyta to jej mówię: za chwilę, poczekaj, jak
            skończę rozmawiać"... nie znoszę tego kiedy rozmawiam z jakąś matką
            a jej dziecko co chwilkę się wcina w rozmowę albo nie daj Bóg
            komentuje...
            • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 10:05
              > a jej dziecko co chwilkę się wcina w rozmowę albo nie daj Bóg
              > komentuje...

              W dodatku popisując się smile))))
              Gdy rozmawiam z jakąś dorosłą osobą - przy okazji spotkania na
              ulicy, w szkole itd to rzeczywiście dobrze wychodzi to "
              niewtrącanie się niepytanym"
              Przy wspólnym posiłku rozmawiamy, więc i gdy kogoś na takim gościmy,
              czy gościmy dłużej, dzieci też " mogą mówić".Czasem zresztą są przez
              gościa i tak o coś podpytywane. Ale okazuje się, że nie jest tak
              łatwo nad tym zapanować sad zapędzają się ,jak to dzieci, opowiadając
              różne historie - a czasem po drodze spierając się, jak przebiegała
              akcja.
            • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:17
              alex05012000 napisała:

              >> "jeszcze nie tak bardzo dawno było nie do
              >> pomyślenia, żeby dzieci odzywały się niepytane
              >> w obecności dorosłych"

              Z czego, jak sądzę, wszyscy odnosili korzyść. Rodzice - bo mogą spokojnie
              porozmawiać, a dzieci mają na co dzień. Goście - bo wszak do rodziców przyszli.
              Dzieci - bo więcej się nauczyły słuchając niż mówiąc. Jakkolwiek wiem, że w
              nowoczesnej pedagogice istnieją teorie wręcz odwrotne, że najważniejsze jest
              poczucie własnej ważności i umiejętność autoprezentacji. Niedawno czytałem
              ciekawy artykuł
              o ubocznych skutkach tego tryndu w Hameryce.

              > nie znoszę tego kiedy rozmawiam z jakąś matką
              > a jej dziecko co chwilkę się wcina w rozmowę
              > albo nie daj Bóg komentuje...

              ...a matka nie wie, co zrobić. Ja wtedy przejmuję inicjatywę i sam zwracam
              uwagę, że teraz mama jest zajęta.
              • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 16:51
                a_weasley napisał:

                > alex05012000 napisała:
                >
                > >> "jeszcze nie tak bardzo dawno było nie do
                > >> pomyślenia, żeby dzieci odzywały się niepytane
                > >> w obecności dorosłych"
                >
                > Z czego, jak sądzę, wszyscy odnosili korzyść. Rodzice - bo mogą
                spokojnie
                > porozmawiać, a dzieci mają na co dzień. Goście - bo wszak do
                rodziców przyszli.
                > Dzieci - bo więcej się nauczyły słuchając niż mówiąc. Jakkolwiek
                wiem, że w
                > nowoczesnej pedagogice istnieją teorie wręcz odwrotne, że
                najważniejsze jest
                > poczucie własnej ważności i umiejętność autoprezentacji. Niedawno
                czytałem
                > ciekawy artykuł
                > o ubocznych skutkach tego tryndu w Hameryce.


                A wiecie może jak to nasi rodzice osiągali, że dzieci nie wtrącały
                się do rozmowy dorosłych???? Nie znosze tego. Od maleńskoći dzieci
                byłam konsekwentna. Stanowczo prosiłam o cisże i nieprzeszkadzanie
                dorosłym w rozmowie, o wtracaniu się do niej nie wspominając.
                Niestety, moje dziecię gada wtedy w najlepsze. A prośby czy
                polecenia: prosze nie przeszkadzać działają wręcz odwrotnie Każde
                polecenie, każde zdanie, wszystko musi być przez moją latorośl
                skomentowane. sad((

                Może to kwestia dodatków do żywności wink))
                • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 19:11
                  nati1011 napisała:

                  > A wiecie może jak to nasi rodzice osiągali,
                  > że dzieci nie wtrącały się do rozmowy
                  > dorosłych?

                  Owszem.
                  Dziecko miało całkowitą pewność, że jak przegnie, to zostanie ukarane.
                  • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 19:53
                    nawet kara nie działa. to chyba silniejsze od niej smile)
                    • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 20:21
                      nati1011 napisała:

                      > kara nie działa. to chyba silniejsze od niej smile)

                      Nie mam praktyki własnej sad ale obserwowałem zjawisko poniekąd uczestnicząc, bo
                      jako gość mamy takiego dziecięcia, które próbowało reglamentować matce czas
                      spędzany z gościem. Kiedy dzieciątko pomimo zwróconej uwagi próbowało się
                      wcinać, względnie w inny sposób absorbować mamę (do demolki się nie posunęło, bo
                      mama była nowoczesna, ale nie do tego stopnia, żeby mu w takiej sytuacji nie
                      miała przylać), no cóż, musieliśmy rozmawiać trochę głośniej, ale w końcu jak
                      sąsiad kuje ścianę to też trzeba rozmawiać głośniej. Darcie się wyczerpuje,
                      zwłaszcza jak człowiek przy tym łupie pięściami w podłogę, więc po krótkim
                      czasie się zmęczył i odtąd był spokój.
                      • verdana Re: " Nie wypada" 31.05.08, 20:44
                        Moi rodzice dostawali szalu - przy gosciach nie odzywałam sie ani
                        slowem, oprocz "dziekuje" i "do widzenia".
                        Wiec i tak xle i tak niedobrze.
                        nie chodzi o0 to, by dziecko bylo zupelnie cicho, ale by umiało
                        kulturalnie włączyć się do rozmowy. A do tego musi dorosnąć. Zakaz w
                        ogole włączania sie do rozmowy doroslych tez nie jest rozwiązaniem.
                        • alex05012000 Re: " Nie wypada" 02.06.08, 09:51
                          ja się staram pilnować, aby dziecko mi się nie wcinało w rozmowy, i
                          choć jest dagatliwe to jakoś nam to wychodzi, jak coś chce
                          powiedzieć a ja akurat mówię do kogoś / z kimś rozmawiam, to jej
                          mówię, zaczekaj, rozmawiam z X, i kończę wątek, zdanie, myśl, a
                          potem zwracam sie do dziecka i pytam o co chodzi (nie ignuruję jej,
                          każę tylko nieco zaczekać), kiedy mam dorosłych gości najczęściej
                          wysyłam ją do jej pokoju, gdzie ma picie, jedzenie i inne rzeczy
                          zapewniające brak pytań o owe.... no, jakieś minimum szacunku się
                          należy...
                          zresztą mimo gadatliwośći córka nigdy nie miała zapędów
                          przeszkadzania w rozmowach dorosłych, rozmowach telefonicznych czy
                          temu podobnych...
    • luccio1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 00:11
      Pamiętam, jak jedna z moich Pań Profesor jeszcze z czasu moich studiów
      (gdyby żyła, kończyłaby w tym roku równo 100 lat), przed 30 laty, jako podówczas
      70-latka, tłumaczyła mi, że kobiecie absolutnie nie wypada samej siedzieć na
      ławce na Plantach czy też w parku -
      - samotna kobieta na ławce daje do zrozumienia, że jest "otwarta na propozycje"...
      • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:23
        O... tego, co " nie wypada" kobiecie, panience to była długa lista.
        Nie wypada samej wychodzić na spacery, samej wchodzić do kawiarni,
        włóczyć się wieczorem,odwiedzać chłopca, gdy jego rodzicow nie ma w
        domu - ja myślę, że większość to względy bezpieczeństwa.
        Kiedyś nie wypadało, żeby dziewczyna i chlopak siedzieli sami
        zamknięci w pokoju, teraz nie wypada, żeby matka do takiego pokoju
        weszłą bez pukania wink))))
        Zależy jak daleko sięgniemy pamiecią -czy pamiecią literacką... smile))
        • alex05012000 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:38
          "Nie wypada samej wychodzić na spacery, samej wchodzić do kawiarni,
          > włóczyć się wieczorem,odwiedzać chłopca, gdy jego rodzicow nie ma
          w domu - ja myślę, że większość to względy bezpieczeństwa.
          *** wg mnie dalej tego nie wypada....

          > Kiedyś nie wypadało, żeby dziewczyna i chlopak siedzieli sami
          > zamknięci w pokoju, teraz nie wypada, żeby matka do takiego pokoju
          > weszłą bez pukania
          *** ooooooooo! to chyba żart?!
          • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:41
            > "Nie wypada samej wychodzić na spacery, samej wchodzić do kawiarni,
            > > włóczyć się wieczorem,odwiedzać chłopca, gdy jego rodzicow nie ma
            > w domu - ja myślę, że większość to względy bezpieczeństwa.

            > *** wg mnie dalej tego nie wypada....


            Nie wypada samej chodzić na spacer i do kawiarni??? Ale dlaczego??? To ja nie
            wiedziałam, że aż tak niewychowana jestem wink
            • alex05012000 Re: " Nie wypada"errata 30.05.08, 11:23
              miałam na myśli c.d. tzn. bez spacerów i kawiarni,
              choć przyznam, że ja nie lubię sama chodzić do lokali i głupio sie
              czuję jedząc lub pijac kawę sama przy stoliku, nie wiadomo co robić,
              w gazetę się wczytywać, czy w talerze wgapiać...
              do samotnego spaceru nic nie mam....
              • minerwamcg Re: " Nie wypada"errata 30.05.08, 12:17
                Jeżeli jest to lokal typu "zjedz, wypij, odpocznij i idź dalej" - to
                problemu nie ma. Natomiast, fakt, w lokalu bardziej rozrywkowym
                samotnie czułabym się głupio.
                Pamiętam, jak kiedyś pojechaliśmy z Arthurem do niewielkiego miasta
                w południowo-wschodniej Polsce. Arthur pojechał załatwiać co miał do
                załatwienia, ja zostałam w miejscowej knajpie z myślą, że wypiję
                herbatę, poczekam na niego i razem zjemy obiad. Było mniej więcej
                południe. Zanim zdążyłam zamówić herbatę, ludność miejscowa
                obejrzała mnie z prawa, lewa, tyłu i przodu, kelnerki wyglądały z
                kuchni, żeby popatrzeć. Obca, samotna, nobliwie ubrana, bez bagażu,
                w knajpie siedzi, żeby jeszcze piwo zamówiła, można by zrozumieć,
                ale ta herbatę... Nie je nic, siedzi, na zegarek gorączkowo nie
                zerka, więc na nikogo nie czeka - ki diabeł?
                Wreszcie niebotyczna ulga: baba przy stoliku wyjęła książkę i
                zaczęła czytać. Aaa... no jasne, dziwaczka. Jak za chwilę wyjmie
                karty i rozłoży pasjansa, też nie należy się dziwić. W końcu J-w to
                wielki świat i nie takich cudaków tu widziano smile))
                • nati1011 Re: " Nie wypada"errata 30.05.08, 12:22
                  Mój mąz ma potworną wadę. Nieznosi tańczyć. Ja uwielbiam. I niestety
                  od 12 lat jestem pozbawiona czegoś bardzo istotnego dla mojego
                  życia. Nawet na myśl by mi nie przyszło, by pójść np z koleżnaką na
                  potańcówkę. Oczywiście nie ma w tym teoretycznie nic złego, ale mi
                  po prostu "nie wypada". Dobrze, że czasem jakieś wesele się trafi,
                  to chociaż mogę z czystym sumieniem zatańczyć z jakimś szwagrem czy
                  wójkiem wink))
                  • mama_kasia Re: " Nie wypada"errata 30.05.08, 12:44
                    > Mój mąz ma potworną wadę. Nieznosi tańczyć. Ja uwielbiam. I niestety
                    > od 12 lat jestem pozbawiona czegoś bardzo istotnego dla mojego
                    > życia. Nawet na myśl by mi nie przyszło, by pójść np z koleżnaką na
                    > potańcówkę. Oczywiście nie ma w tym teoretycznie nic złego, ale mi
                    > po prostu "nie wypada". Dobrze, że czasem jakieś wesele się trafi,
                    > to chociaż mogę z czystym sumieniem zatańczyć z jakimś szwagrem czy
                    > wójkiem wink))

                    Oj, to tak jak u mnie smile
    • mama_kasia Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:01
      Zastanowiłam się... Nie mówię "nie wypada". Mówię "tak się
      nie robi" i dodaję argument dlaczego smile A w zasadzie mówię
      raczej "nie rób tak".
      A co do strojów i jedzenia w miejscach publicznych, to ja...
      elegancka nie jestem. No, prostak ze mnie. ...Jak jestem
      głodna (a wtedy bardzo zła) potrafię w poczekalni do lekarza
      wyjąć pęto kiełbasy - ...i zjeść po kryjomu (trochę zahamowań
      mam).
      • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:14
        >Jak jestem
        > głodna (a wtedy bardzo zła) potrafię w poczekalni do lekarza
        > wyjąć pęto kiełbasy - ...i zjeść po kryjomu (trochę zahamowań
        > mam).

        big_grin

        Mój największy "jednorazowy wyskok" a propos jedzenia to była kanapka (taka
        zrobiona do pracy) w filharmonii przed koncertem surprised Też po kryjomu... No nic
        nie poradzę - jak jestem głodna, to mi się myślenie na wszelkie inne tematy i
        zdolnośc percepcji wyłącza, więc wolałam tak niż mordować sie jeszcze 2 godziny
        na tym koncercie
      • alex05012000 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:30
        owszem, czasami mówię dziecku "nie wypada" co jest równoznaczne
        z "tak się nie robi, bo.... ,czy : tak się nie zachowuje dobrze
        wychowany człowiek" , nie wypada odwołuje sie do pewnych norm
        społecznych, dobrego smaku, wychowania, które powinny obowiązywać, a
        ze coraz mniej ludzi je przestrzega to już problem tych ludzi...
        co do mnie to jestem konserwa, staroświecka i zachowawcza ... nie
        chadzam z gołymi nogami ani do pracy ani poza nią, wyjątkiem są
        wakacje, jak mi za gorąco w rajstopach noszę podkolanówki, ponieważ
        naszam dłuższe spódnice nie widać co noszę (szczytem "nie wypadania"
        są podkolanówki, pasek gołej, z reguły nie najszczuplejszej nogi, i
        spódnica wyżej!!!),
        do pracy nigdy nie założyłabym bluzki na ramiączkach, szortów, mini,
        itp.; teraz to się ludziom wydaje że wszystko wszędzie można... ale
        ja zachowuję pewne zasady, nazwijmy to elegancji, dobrego smaku,
        savoir-vivre'u i w dodatku mam zamiar je przekazać dziecku...
        nie jadam na ulicy, jak paliłam nigdy nie paliłam na ulicy, od
        czesania i poprawiania makijażu są toalety, etc.etc.
    • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 09:58
      > Używacie starego " nie wypada" ?

      Bardzo rzadko. Raczej zwracam uwagę na zachowania mogace komus zrobic przykrośc
      ("pomyslałes o tym, jak ktoś się czuje, gdy tak się w stosunku do niego
      zachowujesz?"), no i podstawy typu.. dłubanie w nosie... itp.).
      Do pracy chadzam czasem nawet w dresie smile)) Szczegolnie, jak mam się
      przedzierac przez krzaki smile)
      Rajstopy latem uwazam za "wymysł nawiedzonych uprzykrzycieli życia", na śluby
      nie zakładam kostiumu, bo czegoś takiego chyba nawet nie ma w mojej szafie. Jak
      będzie gorąco, to na ważną dla mnie uroczystośc na uczelni za kilka dni ubiorę
      długą spodnicę, sandały na gołe nogi i jakąś +/- elegancka bluzkę (nie na
      ramiączkach, ale z pewnoście bez rękawów. Synowi, ktory jest "widzem" w tym dniu
      i pytał czy ma wziąc marynarke, stwierdziłam, że czyste dzinsy + koszulka z
      emblematem jednego z parków narodowych wystarczy, ale jeśli czuje potrzebe
      zalożenia marynarki, to niech bierze wink

      Te granice "wypada nie wypada" są bardzo rozne w poszczególnych
      rodzinach/środowiskach/regionach.

      Aha - osobisty minus mają u mnie osoby, u ktorych mam minus za gołe nogi (= za
      taką bzdurę jak gołe nogi). Unikam osób oceniających mnie po moich nogach smile))


      • alex05012000 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 11:35
        Aha - osobisty minus mają u mnie osoby, u ktorych mam minus za gołe
        nogi (= za taką bzdurę jak gołe nogi). Unikam osób oceniających mnie
        po moich nogach smile))
        1. ja nie pisałam, że kogokolwiek oceniam,
        2. wg mnie to nie bzdura ale kwestia elegancji i dobrego smaku,
        wg mnie wszelkie gołe części ciała powinny być bardzo
        wypielegnowane, zgrabne i estetyczne, często nie są, rażą mnie
        odkryte brzuchy, "niezrobione" stopy w odkrytych butach, owłosione
        męskie łydki w krótkich spodniach w centrum miasta na ulicy, kobiety
        w bluzkach składających sie z samych ramiączek, spódniczki ledwo
        zasłaniające zadek i inne takie, jak napisałam powyzej jestem bardzo
        konserwatywna... rozumiem, że jest goraco, mnie też jest gorąco, ale
        czy wobec tego za kilka lat będziemy paradowac topless w stringach
        po Marszałkowskiej bo upał ? chyba nie...
        3. punkt 2 nie tyczy się maika7, nawet się nie widziałyśmy na
        oczy...
        podpisano "nawiedzona uprzykrzycielka życia"
        • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:25
          > 1. ja nie pisałam, że kogokolwiek oceniam,

          minus nie jest oceną? temu plus, a temu minus?

          Ad 2. ciało to ciało, jedni mają zgrabne, inni niezgrabne, jedni obficie
          owłosione, inni mniej. Jedni chcą byc eleganccy, inni nie itd..

          Zamkniemy niegrabnych, kolacych nas w oczy swoją tusza, nieestetycznycm wyglądem?

          Stringi na kims w centrum miasta mnie nie interesują. Ja ich nie zalożyłabym
          nawet za równowartośc rocznej pensji. - bo nie lubie. Ale strój innych jest nie
          moją sprawą. Wręcz uważam za nietaktowne (bardzo nietatktowne) zwracanie uwagi
          na czyjś ubiór.

          Tez jestem konserwatywna.

          Czyjeś "zrobione stopy"??? Doprawdy warto zajmować myśli innymi sprawami wink))

          M.

          • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:32
            Maika zapewniam cię, że jeżeli zobaczyłabyś panią inspektor w
            urzędzie gminy w tych biodrówkach, stringach i z pupą na wierzchu to
            zwróciłabyś uwagę. Bo w tym momencie to nie jest wyłączna sprawa tej
            pani, tylko odczuć jakie - jako urzędnik państwowy - wzbudza w
            innych. Tak samo panienka z gołym brzuchem w kościele popełnia
            nietakt wobec innych,a nie ten, co zwróci jej uwagę na niestosowność
            stroju.
            • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:36
              > Maika zapewniam cię, że jeżeli zobaczyłabyś panią inspektor w
              > urzędzie gminy w tych biodrówkach, stringach i z pupą na wierzchu to
              > zwróciłabyś uwagę. Bo w tym momencie to nie jest wyłączna sprawa tej
              > pani, tylko odczuć jakie - jako urzędnik państwowy - wzbudza w
              > innych. Tak samo panienka z gołym brzuchem w kościele popełnia
              > nietakt wobec innych,a nie ten, co zwróci jej uwagę na niestosowność
              > stroju.

              oj, już się kiedyś nagadałam na ten temat.
              1. Od pani inspektor wymagam przede wszystkim kompetencji i uprzejmości wobec
              klienta - strój mnie nie interesuje. To NIE moja sprawa.
              2. Jesli chodziłabym do kościoła, to po to, zeby się pomodlic, a nie oglądac
              panienki.

              smile
              M.
          • alex05012000 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 14:52
            nooo, my się zdecydowanie nie dogadamy....
            - dla mnie - i + to formy oceny, negatywnej i pozytywnej
            - Zamkniemy niegrabnych, kolacych nas w oczy swoją tusza,
            nieestetycznycm wyglądem?
            z pewnością nikogo nie pozamykamy, ale drażni to moje poczucie
            estetytczne... chyba moze?
            - Stringi na kims w centrum miasta mnie nie interesują.
            a mnie o tyle, ze jak patrzę na wielki zad w stringach
            przeswitujących spod spodni to mnie mdli... a patrzę np stojac w
            korku...
            Wręcz uważam za nietaktowne (bardzo nietatktowne) zwracanie uwagi
            na czyjś ubiór. ???????? zwracanie uwagi komuś ? czy swojej uwagi na
            strój czyjś? to drugie nie uważam za naganne...
            - Czyjeś "zrobione stopy"??? Doprawdy warto zajmować myśli innymi
            sprawami ...
            tak, tak, należy patrzeć w podłogę i myśleć wyłącznie o życiu
            wiecznym, a ja juz taka pusta kompletnie jestem, tylko patrze jak
            kto ubrany, całymi dniami wystaję w oknie i patrzę co kto nosi na
            sobie...
            może neisłusznie, ale odbieram twoje komentarze jako atak ???
            • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 15:11
              > nooo, my się zdecydowanie nie dogadamy....

              dzisiaj moze nie, ale czytając Twoje wypowiedzi, z wieloma się zgadzam, więc
              pewnie sa obszary, w których myślimy podobnie.

              > - dla mnie - i + to formy oceny, negatywnej i pozytywnej

              no własnie, oceny

              > z pewnością nikogo nie pozamykamy, ale drażni to moje poczucie
              > estetytczne... chyba moze?

              Może, ale trudno nieestetycznemu brac pod uwage, ze może komus draznić poczucie
              estetyki. Problem draznionego nie drazniącego.

              > a mnie o tyle, ze jak patrzę na wielki zad w stringach
              > przeswitujących spod spodni to mnie mdli... a patrzę np stojac w
              > korku...

              smile) j. w. Twój problem (według mnie), a nie włascicielki tłustego tyłka w strigach.

              > ???????? zwracanie uwagi komuś ? czy swojej uwagi na
              > strój czyjś? to drugie nie uważam za naganne...

              Swojej uwagi na czyjś strój i ocenianie tego stroju i ludzi (osobisty minus) wg
              szmatek. Nie naganne tylko nietaktowne. No widze - roznimy się, ja nietaktownie
              chodze z bosymi i chyba niezrobionymi stopami, a Ty zwracasz uwage na to smile)
              Obie postrzegamy się wzajemnie jako nietaktowne.

              > tak, tak, należy patrzeć w podłogę i myśleć wyłącznie o życiu
              > wiecznym, a ja juz taka pusta kompletnie jestem, tylko patrze jak
              > kto ubrany, całymi dniami wystaję w oknie i patrzę co kto nosi na
              > sobie...

              Nie, o życiu wiecznym bym osobiście (jako ateistaka) nie polecała. Pomiedzy
              rozważaniami o czyis paznokciach i nieskończoności życia jest jeszcze pewien
              obszar do zagospodarowania.

              > może neisłusznie, ale odbieram twoje komentarze jako atak ???

              Fakt, że jestem dziś w polemicznym nastroju, ale bez intencji atakowania
              kogokolwiek. Nie bardzo wiem po co i z jakiej racji miałabym Cie atakować.

              M.
              • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 15:44
                Maika

                ateista i człowiek wierzący mimo wszystko żyją w różnych światach.
                To rzutuje też na codzienne życie i podejście do wielu spraw.
                Czerpiemy z różnych źródeł.

                Jakoś dziewnie się czuję, jak oceniasz po której stronie jest
                grzech - niestosownie ubranego czy takim strojem podnieconego (w
                poprzedniej wypowiedzi). Wg mnie osoba otwarcie uznająca sie za
                niewierzącą nie powinna sie wypowiadać w kwesti wiary innych osób,
                bo po prostu nie ma o tym pojęcia. Zachodzi mi tu jakaś sprzeczność
                logiczna.

                Masz prawo nierozumieć niestosowności gołego brzucha na mszy, ale
                jeżeli już do kościoła czy meczetu wchodzisz, to masz obowiązek
                uszanować zwyczaje tam panujące i wejście tam w np bikini będzie
                twoim nietaktem a nie osób uczestniczących we mszy.

                Co do stroju na ulicy zakres wolności jest oczywiście większy, choć
                oczywiście też ograniczony. Nie można sie rozebrac do naga, bo
                podpada to pod paragraf. W wielu krajach kobieta nie może wyjść na
                ulice w krótkiej sukience lub z odkrytymi włosami, bo tez zostanie
                ukarana.
                • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 17:45
                  > ateista i człowiek wierzący mimo wszystko żyją w różnych światach.
                  > To rzutuje też na codzienne życie i podejście do wielu spraw.
                  > Czerpiemy z różnych źródeł.

                  Nati zło, jak go nie nazwiesz jest złem. Nie wypowiadam się w kwestii grzechu i
                  wiary, tylko odpowiedzialności za pokusę czynia czegos. Ta pokusa i reakcja na
                  nią i odpowiedzialnośc za decyzje dotyczy kazdego z nas - niezaleznie od
                  swiatopoglądu.

                  I rozumiem, że różnie jest oceniana "golizna" w kościele. Trudno mi jednak
                  zrozumieć dlaczego osobiście przeszkadza innym w skupieniu. Albo ide się modlić
                  (tak, jak to robiłam przez iles tam lat), albo oglądac bliźnich. Taki jest mój
                  pogląd na tę sprawę. Niekoniecznie jedyny i niekoniecznie słuszny.

                  Nati poruszajmy się w obrębie sparw nie podpadających pod paragraf i w naszej
                  kulturze - ok?
                  • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 18:35
                    półnaga dziewczyna w kościele nie przeszkadza mi w skupieniu na
                    modlitwie ale obraża moje uczucia. Profanuje niegodnym ubiorem
                    miejsce które jest dla mnie święte. Natomiast jeżeli taka siądzie
                    przed mężczyzną, który np od paru tygodni tęskni za bliskością
                    nieobecnej żony może spowodować jego wręcz mimowolne podniecenie.
                    Albo przychodzi chłopak, który od lat walczy z nałogiem masturbacji.
                    Dlaczego mam go obwiniać. Przecież nie kupił sobie w kiosku
                    playboya. Udał się na modlitwę i został zaatakowany niemal nagimi
                    pośladkami młodej dziewczyny. Miał prawo oczekiwać, że tu go ta
                    pokusa nie spotka. Nie potrafisz sobie tego wyobrazić?

                    • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 19:06
                      >Nie potrafisz sobie tego wyobrazić?

                      Potrafie, dlatego pisze, ze mój pogląd na tę sprawę nie jest ani jedyny, ani
                      jedynie słuszny.

                      Natomiast nie potrafię zrozumieć dlaczego profanuje (jakby nie było cieleśni
                      jesteśmy i nawet bez ubrań byliśmy stworzeni według Twojej religii - i bez
                      listka figowego) i obraża Twoje uczucia. Tak, jakby ktos obcy ubierał sie dla
                      Ciebie lub przeciw Tobie.

                      Co do mężów i chłopaków, to w drodze do kościoła, w domu, na spacerze maja tyle
                      pokus, że wydaje mi sie wyolbrzymianiem ten kawałek ciała. Tym bardziej, ze
                      oddzialujemy erotycznie na siebie wzrokiem, zapachem, gestem, usmiechem,
                      wcięciem w talii, zgrabną nogą na szpilce, duzym lub małym biustem, czerwienią
                      warg itd...
                      ostatecznie można się przesiąść.

                      Mąz teskniący za żoną chyba musiałby byc odcięty od świata zewnętrznego i swojej
                      wyopbraźni, zeby przypadkiem się nie podniecić. Basen szczególnie bym
                      odradzała.... W ogóle chyba panom nie można wychodzić z domu bo pokusy kołyszące
                      zgrabnymi biodrami na każdym kroku... Żartuje Nati, ale mam wrażenie, ze troche
                      przesadzasz.
                      • mader1 Przyznam się.... 30.05.08, 20:18
                        Ponieważ rozmawiamy głownie o ubiorze, swoim innych, na różne
                        okazje... to ja się przynam bez bicia... dopiero co wróciłam z
                        Saskiego ze spaceru z Synkiem... byłam w białych spodnajch do pół
                        łydki, tenisówkach i rozpinanej bluzeczce sportowej smile))) I
                        pomyslałam o tym wątku. W sumie wszystkiego mam za duzo, oprócz
                        wzrostu, ktory akurat by się przydał, powaga, elegancja gdzieś się
                        ulotniły, szczególnie w ogromie piasku na placyku zabaw, potem
                        jeszcze Mały oblał mnie wodą z fontanienki smile))) Na swoje
                        usprawiedliwienie mam to, że majtki mi znkąd nie wystawały, mimo
                        wszystko nie miałam bosych stóp, ani odsłoniętego dekoldu czy
                        ramion. Byłam incognito, jako opiekunka do dziecka smile))))))
                        Napisałam to po to, żebyśmy jednak w tej dyskusji, która zaczęła być
                        dyskusją o strojach, pamiętali, że każdy z nas pisze tu " pewnymi
                        skrótami" czy w pewnym kontekście smile))) mając na mysli konkretny
                        zawód czy zajęcie, miejsce czy sytuację smile)))
                        • pawlinka Re: Przyznam się.... 30.05.08, 20:35
                          bo, Mader, specjalna okazja wymaga specjalnego stroju, a takowym
                          jest spacer z synkiem i wizyta w piaskownicysmile
                          • mader1 Re: Przyznam się.... 30.05.08, 20:43
                            smile))) no ale to centrum miasta jest !
                            przychodza tu też na spacery pieknie ubrane małżeństwa czy tam inne
                            pary, przychodza odpocząć ludzie po pracy, są turyści... smile)))
                            no i trzeba wrócić do domu smile))) - choć dzis podwiózł nas mąż i
                            tato, ubrany miejsko, stosownie jak to po pracy, za to całkiem
                            nienadający się do przechodzenia po równowazni smile))))
                            • pawlinka Re: Przyznam się.... 30.05.08, 20:54
                              ja wiem, koło fontany, gdzie jakiś frajer przysiadł się do panny:-
                              )))
                              Ale jeśli się dzieci dzieli na takie, które są czyste i na takie,
                              które są szczęśliwe, to mamy chyba teżsmile
                        • magdalaena1977 Re: Przyznam się.... 30.05.08, 20:50
                          mader1 napisała:
                          > dopiero co wróciłam z Saskiego ze spaceru z Synkiem...
                          > byłam w białych spodnajch do pół
                          > łydki, tenisówkach i rozpinanej bluzeczce sportowej smile)))
                          I był to IMHO odpowiedni strój na wizytę z synkiem w piaskownicy. Gdybyś w
                          piaskownicy miała na sobie garsonkę, pończochy i buty na obcasie, wyglądałabyś
                          głupio i nie na miejscu. Właśnie NIE WYPADA ubierać się inaczej.
                          • pawlinka Re: Przyznam się.... 30.05.08, 20:54
                            a potem wysypywanie piasku z buta na obcasie, na środku alejki,
                            taaak...smile
                            • nati1011 Re: Przyznam się.... 30.05.08, 21:05
                              Mader litości smile)) Ta garsonka w piaskownicy to chyba równie
                              niestosowne jak te gopłe łydki wink))

                              Swoją droga ostatnio taką mamuśkę widziałam. Najleszy efekt jest jak
                              podbiega do niej dzieco całe umorusane lodem, a ona je próbuje z
                              dystansu 1,5 metra wytrzeć smile))

                          • mader1 Re: Przyznam się.... 30.05.08, 21:17
                            smile))))
                            też tak myślę
                            ale... no proszę, rozchmurzcie się smile)))... gdybym synka odebrała
                            właśnie po pracy z przedszkola - co teoretycznie byłoby możliwe,
                            gdybym pracowała w tym miejscu kilka , co kilka lat temu -byłabym
                            własnie w kostiumie, pantofelkach ( palce z pewnością zakryte) i
                            rajstopach ( inaczej nie potrafię, wszystkie buty uażają mi nogi-
                            szczególnie jak ciepło jest, więc nie potrafię chodzić bez
                            rajstop smile))) i żeby nie tracić czasu - między odebraniem jego z
                            przedszkola a zrobieniem niespodzianki i odebraniem Średniej z
                            chóru - siedziałabym jak ta ... sztywniaczka... w tym rynsztunku na
                            tym samym placyku... on ruchliwy jest, więc bym się zapadała w tych
                            butkach, pomagając mu wejść na drabinki... Potem wysypywałabym po
                            drodze piasek z butów, jednocześnie dzwoniąc do Średniej, gdzie jest
                            i...i... Mały jeszcze " A ! Mamusiu, fontanienka, fontanienka !
                            Lecę !" A ja ten but ( Dzięki Ci Boże za rajstopy, inaczej stopy po
                            piasku byłyby podrapane a jeszcze pół godziny do domu !), telefon -
                            " Mamo, mamo to dokładnie gdzie jesteście, bo nie widzę Was ?",
                            woda na górze kostiumu....
                            Patrzyłam na siebie " z wyobraźni" mysląc o naszym wątku... i
                            rozbawiło to mnie , więc postanowiłam Wam to opisać smile))))))
                            • alex05012000 Re: Przyznam się.... 02.06.08, 10:11
                              właśnie to miałam napisać! bo wielokrotnie zdażyło mi sie odebrać
                              córke z przedszkola czy szkoły po przyjechaniu prosto z pracy, ba,
                              nawet chyba odebarć ją nie prosto z pracy zdażyło mi się może 2 razy
                              w ciągu 5 lat.... i wielokrotnie paradowałam w parku czy na placu
                              zabaw w kostiumie, eleganckiej sukience + żakiet, długim płaszszu, w
                              eleganckich pantoflach... jakoś nikt sie nie śmiał...
                              zresztą ja w weekend chodzę podobnie ubrana, często nosze spódnice,
                              raczej długawe, nigdy gołe nogi ani ramiączka czy inne nowomodne
                              wynalazki...typu spodnie 3/4, buty mam czasami też te same... taki
                              mam styl "ubrany" ogólnie...
                              a są kobiety o stylu "sportowo-rekreacyjnym" na codzień i tyle...
                              natomiast są pewne granice, w obie strony zresztą,
                              poza tym naprawde wiele kobiet jest bezkrytycznych bo niewiele
                              czasem potrzeba żeby wyglądała ładnie, spódnica o 5 cm dłuższa lub
                              krótsza, mniej opięte spodnie, bardziej dopasowana bluzka...
                              odrobina poczucia i wyczucia estetyki i świat byłby piękniejszy...
                              wbrez temu co pisze Maika ja lubię sobie patzreć na ludzi i ubrania,
                              tak z czystej ciekawości, po prostu patrzę, i tak sobie patrzę co
                              sie teraz nosi [bo ja modzie zupełnie nie hołduję] i myślę, oj ta to
                              się nie potrafi ubrać, albo ta gdyby miała dłuższe, krótsze, mniej
                              jaskrawe, ....tak sobie obserwuję ludzki teatr... bez żadnego
                              podtekstu... .
                              • nati1011 Re: Przyznam się.... 02.06.08, 13:39
                                alex05012000 napisała:


                                o wielokrotnie zdażyło mi sie odebrać
                                > córke z przedszkola czy szkoły po przyjechaniu prosto z pracy, ba,
                                > nawet chyba odebarć ją nie prosto z pracy zdażyło mi się może 2
                                razy
                                > w ciągu 5 lat.... i wielokrotnie paradowałam w parku czy na placu
                                > zabaw w kostiumie, eleganckiej sukience + żakiet, długim płaszszu,
                                w
                                > eleganckich pantoflach... jakoś nikt sie nie śmiał...


                                myśmy tak trochę żartowały z samych siebie smile)) CHodząc na codzien w
                                stroju klasycznym kobieta przeważnie czuje sie w nim naturalnie i
                                nie sprawa dziwnego wrażenia nawet na placu zabaw. Zreszta podobno
                                prawdziwa dama potrafi się zachować wszędzie smile))

                                spodobało mi się to co napisałaś dalej. Trochę szkodza, zę nikt nie
                                uczy dziś młodzieży jak się ubrać, by podkreślić swoje walory a
                                zatuszowac wady. Ja miałam takie lekcje w liceum. A dziś dziewczyny
                                zakłądają to co modne, albo co nosi jakaś gwiazda mimo iż wyglądają
                                w tym koszmarnie. Przecieżkażdy jakieś tam mankamenty ma. Ale czy
                                trzeba je od razu uwypuklać? Ja to sie ię moze nie pownnam odzywać,
                                bo ja też klasyk jestem. I to co akurat modne to bardzo rzadko mi
                                się wogóle podoba.
                                • alex05012000 Re: Przyznam się.... 02.06.08, 15:35
                                  otórz to!
                                  nati napisała:
                                  A dziś dziewczyny zakłądają to co modne, albo co nosi jakaś gwiazda
                                  mimo iż wyglądają w tym koszmarnie. Przecieżkażdy jakieś tam
                                  mankamenty ma. Ale czy trzeba je od razu uwypuklać?
                                  - o to właśnie mi chodziło! ja nie krytykuję, ani nie spędzam życia
                                  na oglądaniu co kto założył, nie oceniam ludzi po stroju choć tu nie
                                  do końca bym się zgodziła tzn nawet "biedny" może się stosownie i
                                  dobrze ubrać, to nie kwestia tylko pieniędzy lecz gustu, ...,
                                  tylko tak jak patrze to obserwuję, ze ludzie teraz ubierają sie bez
                                  gustu, nie-elegancko, hołdują modzie bezkrytycznie, a wystarczyłoby
                                  tak niewiele żeby po prostu wyglądali lepiej, obiektywnie i dla
                                  nich, LEPIEJ....
                                  Ja to sie ię moze nie pownnam odzywać, bo ja też klasyk jestem. I to
                                  co akurat modne to bardzo rzadko mi się wogóle podoba.
                                  - mnie w modzie od dobrych kilkunastu lat to sie nic nie podoba, a
                                  napewno coraz mniej... w sklepach albo ubrania dla "nowomodnych"
                                  nastolatek o rozmiarze 36 albo dla "starych ciotek" , jak dla mnie
                                  to nic nie ma... no, pewnie w kilku butikach, gdzie nie mam po co
                                  chodzić z powodów finansowych to bym może coś znalazła...

                                  • nati1011 Re: Przyznam się.... 02.06.08, 15:47
                                    właśnie szukałam klasycznej lnianej sukienki na lato. Mam taką
                                    jedną. Len z dodatkiem czegoś, przewiewna wcale się nie gniecie, ale
                                    wiek już ma stosowny smile)) Chciałam kupić coś takiego, w czym można
                                    pójśc i do urzędu i do koscioła. Niestety. Były sukienki. świetnie
                                    skrojone, super materiał, tylko w kolorze wściekłej żółci - bo
                                    akurat modna. A ja bym taką beżlową albo granoatową chciała ...
                                    ehch... Ja z kolei patyk jestem. Wszystko wygląda na mnie jak na
                                    kiju, a tu teraz bluzka wparwdzie 34/36 ale na biust od rozmiaru E
                                    chyba sad(( jeansy ostatnio w SMyku kupowałam wink
                        • pysio8 Re: Przyznam się.... 31.05.08, 11:54
                          o rety, jak teraz żałuję, że wczoraj po południu poszłam z córeczką na Powiśle zamiast do Saskiego, a brałam pod uwagę Saski i coś mnie tam ciągnęło, radar jakiś smilei przyciąganiesmile)
                          • mader1 Re: Przyznam się.... 31.05.08, 11:59
                            No, trochę się rozglądałam, czy ajkiejś znajomej buzi nie
                            zobaczę smile))) I dzis też chciałam gdzieś pojechać, ale biorę się za
                            gotowanie, bo przyjeżdża przyjaciólka Najstarszej, odbiera dziś
                            laury w olimpiadzie polonistycznej i przychodzi do nas na
                            obiadek smile))) i nacieszyć się z nami :0 To takie miłe, że chce tu
                            przyjechać - mogłyby coś zjeść na mieście - i nas zobaczyć, że
                            odłożyłam plany. Dopiero po południu coś pomyslimy smile))))
                            • pysio8 Re: Przyznam się.... 31.05.08, 12:27
                              to i my coś pomyślimy po południu smile))a teraz biorę się za gotowanie obiadu,
                              mąż nawet dał się namówić i poszedł z młodą na rowersmile
                • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:29
                  maika7 napisała:

                  > 2. Jesli chodziłabym do kościoła,

                  Ale nie chodzisz, więc pozwól, że na tym skupią się ludzie, którzy chodzą. A
                  Tobie pozostaje przyjąć do wiadomości, że ludzie tej religii mają taki obyczaj.
                  Tak samo jak ja przyjmuję do wiadomości, że nie wchodzi się do synagogi z gołą
                  głową.

                  Słusznie napisała Nati:

                  > Masz prawo nierozumieć niestosowności gołego
                  > brzucha na mszy, ale jeżeli już do kościoła
                  > czy meczetu wchodzisz,

                  Dokładnie. Tego wymaga po prostu szacunek dla innych. Tutaj nie ma zwyczaju. Nie
                  musisz wiedzieć, dlaczego.
                  • maika7 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 16:43
                    > Ale nie chodzisz, więc pozwól, że na tym skupią się ludzie, którzy chodzą. A
                    > Tobie pozostaje przyjąć do wiadomości, że ludzie tej religii mają taki obyczaj.
                    > Tak samo jak ja przyjmuję do wiadomości, że nie wchodzi się do synagogi z gołą
                    > głową.


                    Prawdę mówiąc czekalam na Ciebie wink

                    Zmieniam "jesli chodziłabym" na "jak chodziłam i wierzyłam".


                    > A Tobie pozostaje przyjąć do wiadomości, że ludzie tej religii mają taki obyczaj.

                    dziekuje za informacje, co mi pozostaje smile Co ja bym zrobiła bez Twoich uwag co
                    powinnam, a co nie smile)) Rozumiem, ze półgołe panienki i panowie w szortach w
                    kościele, to nie są wyznawcy "tej" religii?

                    M.
        • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 19:08
          alex05012000 napisała:

          > 1. ja nie pisałam, że kogokolwiek oceniam,

          A gdybyś nawet oceniała, cóż stąd? Jakaś idiotyczna politkorekta się ostatnio
          szerzy, że nie wolno oceniać. A niby dlaczego?
      • minerwamcg Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:02
        > Aha - osobisty minus mają u mnie osoby, u ktorych mam minus za
        gołe nogi (= za
        > taką bzdurę jak gołe nogi). Unikam osób oceniających mnie po moich
        nogach smile))

        Wiesz doskonale, że tu nie chodzi o "ocenianie po nogach" tylko o
        całokształt wyglądu. Po prostu w pewne miejsca w pewnych sytuacjach
        swobodnego stroju nosić się nie powinno i kropka. Tak, nie wypada.
        Tak, przy uroczystej okazji nie jest miło patrzeć na kogoś rażąco
        odbijającego się strojem od reszty zgromadzonych.
        • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:41
          > Tak, przy uroczystej okazji nie jest miło patrzeć na kogoś rażąco
          > odbijającego się strojem od reszty zgromadzonych.

          To tak jeszcze z cyklu "elegancji alternatywnej" na ślubie koleżanki świadek
          miał jasny garnitur a pod tym garniturem... uwaga... bordowy t-shirt surprised Jak
          oglądałam zdjęcia to mnie zatkało. Bo podobno świadek naukowiec, do wyższych
          celów powołany i nie pomyślał, żeby może koszulę zalożyć, już nie mówiąc o
          krawacie smile Ja bym chyba takiego pognała z powrotem do domu, żeby sie przebrał,
          albo poprosiła jakiegoś wujka, czy by mu nie mógł koszuli pozyczyć...
          • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:56
            Pamiętacie jak kilkanaćie lat temu był taki przebój rockowy (chyba
            areosmith), gdzie w teledysku była panna młoda w sukni - z przodu
            super mini, z tyłu długa do ziemi.

            Ja była na ślubie, w katedrze, gdzie panna młoda miała taką
            sukienkę. goście mieli różne miny smile))
            • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:58
              I do tego białe kozaczki smile))
              No i zrobił nam się wątek o modzie wizytowej wink
        • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:32
          > Wiesz doskonale, że tu nie chodzi o "ocenianie po nogach" tylko o
          > całokształt wyglądu. Po prostu w pewne miejsca w pewnych sytuacjach
          > swobodnego stroju nosić się nie powinno i kropka. Tak, nie wypada.
          > Tak, przy uroczystej okazji nie jest miło patrzeć na kogoś rażąco
          > odbijającego się strojem od reszty zgromadzonych.

          To moja uroczystość, na mnie będą patrzeć smile) A ważne jest dla mnie kto mi
          bedzie wspóltowarzyszyl, a nie jak będzie ubrany. Mam nadzieję, ze moi znajomi
          to wiedzą.
          Ogólnie zgadzam się ze stwierdzeniem że w pewnych miejscach i sytuacjach zbyt
          swobodnego stroju nosić nie wypada, tylko chyba inaczej rozumiem słowo
          'swobodny". Dekolt bedzie skromny, długośc spódnicy więcej niż przyzwoita wink No
          i zero makijażu.

          Czy nie sadzicie, ze pewien wpływ na nasze postrzeganie stroju ma zawód przez
          nas wykonywany?

          M.
          • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:42
            maika7 napisała:
            > Czy nie sadzicie, ze pewien wpływ na nasze postrzeganie stroju ma
            zawód przez
            > nas wykonywany?
            >
            > M.

            Pewnie, ze tak. Dla pani adwokat, garsonka to druga skóra, a dla
            mechanika samochodowego garnitur to tylko na ślub - i to własny
            (broń Boże nie zamierzam nikogo urazić - sama najchętniej ganiam na
            sportowo).

            Ale zapewniam, ze chodzi mi w tych uwagach bardziej o frywolność
            stroju niż rodzaj jego odświętności (garnitur czy frak)
            • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:47
              > Ale zapewniam, ze chodzi mi w tych uwagach bardziej o frywolność
              > stroju niż rodzaj jego odświętności (garnitur czy frak)

              Dlaczego przeszkadza Ci czyjś strój?
              M.
              • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:55
                Strój wyraża tez szacunek danej osoby. Urzędnik z gołą pupą mówi mi
                w ten sposób, ze mnie nie szanuje. Skrajnym przejawem takiej postawy
                jest np ściąganie spodni i wypinanie pupy przez muzyków w trakcie
                koncertu. Nie powiessz mi, że takie zachowanie ma pokazywać szacunek
                dla kogokolwiek.

                Społeczeństwo funkcjonuje jako organizm w którym obowiązuje szereg
                praw i norm, także tych społecznych i estetycznych. Ktoś, kto
                otwarce neguje wszystkie normy działa destrukcyjnie i rozbija
                społeczność. I o ile jest to jeszcze do wybaczenia w przypadku
                nastolatki, to już osoba 30 letnia powinna wiedzieć jak się w
                pewnych sytuacjach zachować. Gdybym poszła po kredyt do banku i
                zobaczyła bankowca w bermudach zapewniam cię, ze zmieniłabym bank. I
                nie przyjęłabym do pracy dziewczyny, która na rozmowę kwalifikacyjną
                przyszłaby z odkrytym brzuchem. Nawet gdyby miała byc ratowniczką na
                plaży.
                • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 14:09
                  > Strój wyraża tez szacunek danej osoby. Urzędnik z gołą pupą mówi mi
                  > w ten sposób, ze mnie nie szanuje.

                  Nati, na czyjs szacunek ta ja musze sobie zapracować. Nie widze powodu dla
                  jakiego nieznana mi pani w urzędzie ma mnie akurat szanować. Ma być wobec mnie
                  uprzejma i pomoc mi w rozwiązaniu problemu, z jakim do niej przyszlam.

                  > Społeczeństwo funkcjonuje jako organizm w którym obowiązuje szereg
                  > praw i norm, także tych społecznych i estetycznych. Ktoś, kto
                  > otwarce neguje wszystkie normy działa destrukcyjnie i rozbija
                  > społeczność.

                  Czekaj, spokojnie z tą globalizacja - na razie piszemy o strojach, a nie o całej
                  reszcie norm i praw spolecznych. Ja bym posłuchał co ta odkrytobrzucha ma do
                  powiedzienia. Interesowałoby mnie doświadczenie i umiejętności.

                  Eh... mam tescia bankowca smile) Zawsze w stroju "jak trzeba". Cudny człowiek.
                  Podejrzewam, ze nie zauważyłabym bermudów na bankowcu (innym niż mój teść), bo
                  ja tego po prostu nie zauważam i nie biore pod uwagę.
    • justyna.ada Re: " Nie wypada" 30.05.08, 11:17
      W sumie rzadko mówię dokładnie "nie wypada" ale czasem stosujemy
      podobne argumenty, typu wychowanie, maniery, zwyczaje, szacunek,
      etc. I nie chodzi o zamanifestowanie swojej "porządności" tylko o
      pewne normy społeczne, świadczące w gruncie rzeczy o szacunku dla
      bliźniego.

      Oczywiście, że nie przesadzałabym z tymi rajstopami w upał, czy z
      jedzeniem lodów na stojąco smile)) ale obserwuję wśród znajomych czy
      w środkach komunikacji właśnie efekty tego BRAKU stosowania "nie
      wypada": jak ludziom wszystko "wypada" to nie da rady z nimi
      wytrzymać. Hamulce społeczne bardzo się czasem przydają, żeby
      miłość bliźniego nie była taka trudna.
    • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:09
      Wielu rzeczy nie wypada, chociaz w niektórych rodzinach chyba wogóle
      się tego nie używa.

      Nie mogę zrozumieć jak można:
      - będąc urzędnicznką w gminie ubrać się w jeansy biodrówi i wysokie
      stringi - każdy interesan widzi dokładnie pół pupy pani U -
      widziałam osobiście.
      - przyjśc do kościoła w topie o odktytym brzuchem, gołymi plecami,
      prześwitującymi spodniami, pod którymi widać brak lub b. skąpe
      majtki itp itd Nie czepiam się mini, ale już brak ramiączek jest
      dla mnie nie do przyjęcia.
      - przyjść do teatru, filharmoni bez odpowiedniego stroju np w
      jeansach.
      - będąc młodą dziewczyną upiś się do nieprzytomności
      - ........

      niestety lista jest długa sad

      Ja chodziłam do szkoły(średniej), gdzie były mundurki (20 lat temu),
      gdzie nie wolno było chodzić na lekcje w dresach, a jak nauczyciel -
      lub niedaj Boże- dyrektor zobaczył uczennicę (szkoła była żeńska) na
      mieście wieczorem, bez towarzystwa rodziców, lub - co gorsza - w
      towarzystwie chłopca, to kończyło się przynajmniej rozmową z
      rodzicami.

      Oczywiście dużo tych nie wypada, to grzeczność, ale też - w
      przypadku dziewcząt - kwestia bezpieczeństwa. Bo nie wypada, by
      panienka spotykała się z mężczyzną nieznanym rodzicom, nie wypada,
      by sama szła do nocnego lokalu, nie wypada, by jechałą pod
      namiot.... Nie wypada(ło) ale o ileż więcej dawało nastolatkom
      bezpieczeństwa.

      A garsonka szpilki i gołe nogi, to też zgrzytam zębami. Uczyli nie
      tylko na prawie. Na ekonomii też smile)) A sekretarki, które uczyły się
      w mojej szkole ( była specjalna klasa) na pewno nie chodza dziś do
      pracy z gołymi nogami smile))
      • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:22
        Nie no, garsonka + szpilki + gołe nogi to rzeczywiście wieje grozą wink
        Ale mnie osobiście nie przeszkadza "swobodny" ubiór do pracy. Oczywiście nie u
        prezesa wielkiej korporacji, który spotyka się z klientem i przez "swobodny" nie
        rozumiem, że można przyść do pracy prawie nago. Ale np jakaś letna spódnica, czy
        modne ostatnio rybaczki w zestawieniu z gołymi nogami mnie nie rażą zupełnie.

        Osobiście jak mam założyć tzw strój biznesowy, czyli jakis kostium + buty na
        obcasie to cierpię okrutnie. Dwa lata temu z okładem kupiłam garsonkę specjalnie
        na obronę pracy magisterskiej, bo do tamtej pory takiego sprzętu w szafie nie
        posiadałam smile Użyłam jej przez te dwa lata słownie dwa razy - raz na rzeczoną
        obronę i raz na pogrzeb. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mogę chodzić do
        pracy w dżińsach smile Ach, fajna ta moja praca smile
        • nati1011 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:43
          Ja też na codzień pracuję w dzinsach smile)) W budowlance to niemal
          strój "urzędowy" wink Ale idąc na negocjacje kontraktu nie pójdę
          przecież w krótkich spodenkach. No i jak na dworze jest 35 stopni w
          cieniu, to dzinsy raczej odpadają smile)

          Rożne sa zawody, np lekarz w rybaczkach i owłosionych łydkach to nie
          to samo co architekt przy desce.
          • madziaq Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:01
            > np lekarz w rybaczkach i owłosionych łydkach to nie
            > to samo co architekt przy desce.

            O matko!!! Ani lekarz ani architekt, tylko co najwyżej lekarka i architektka (?)
            Przy całym swoim liberalizmie co do ubierania nie uznaję panów w krótkich
            spodniach w pracy. Czyli jednak mam jakieś kowenanse zakodowane, a już myślałam,
            że zupełnie nie mam wink
            • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 13:20
              A ! Złapałyśmy Cię !
              Ale... pani w liceum córki najpierw opowiada krótko na zebraniu o
              umiarze w stroju - czyli o tym, że te spódniczki niezbyt krótkie, z
              bluzki też ciut dłuższe, a dekoldy trochę mniejsze i rodzice są
              cicho...
              A potem mówi, że i chłopaki w tym wieku w krótkich spodenkach, to
              nie tego... nie wypada. A tato ( garniturowy) podnosi się " No i ja
              Pani Profesor to sobie wyobraża ? Taki dzieciak ma się pocić w
              długich spodniach ?!"
              • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:23
                mader1 napisała:

                > Taki dzieciak ma się pocić w długich spodniach ?!"

                Dzieciak dzieciakiem, ale w tej dziedzinie obyczaje się bardzo zmieniły za
                wczesnej niepodległości. Czy to wynik serii wczesnych, długich, ciepłych wiosen
                i upalnych lat, czy czego, trudno wyczuć. Dość, że o ile ćwierć wieku temu
                szorty w mieście były atrybutem chłopca z podstawówki (albo harcerza), przez
                całe liceum raz pamiętam, że jeden kolega tak przyszedł, to w 10 lat póżniej u
                studenta nie szokowały (chybaby przyszedł tak na egzamin).
      • otryt Re: " Nie wypada" 30.05.08, 16:25
        nati1011 napisała:

        > - będąc młodą dziewczyną upiś się do nieprzytomności

        Nikomu nie wypada. Mężczyznom również.
        • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 17:23
          otryt napisał:

          > nati1011 napisała:
          >
          > > - będąc młodą dziewczyną upiś się do nieprzytomności
          >
          > Nikomu nie wypada. Mężczyznom również.
          Miałam napisać to samo.

          Ja nawet byłabym skłonna usprawiedliwić raczej upicie się młodej dziewczyny, bo
          powiedzmy nie ma doświadczenia, wydawało jej się, że alkohol wcale na nią nie
          działa, tyle samo pili inni, którzy mają mocniejsze głowy ...
          A stary chłop powinien znać swoje możliwości.
    • samboraga Re: " Nie wypada" 30.05.08, 12:25
      w dziedzinie 'nie wypada' to zaskoczyło mnie, że takie klapki czy szorty,
      bluzeczki na ramiączkach, zaczęły się pojawiać w kościele...
      kiedyś myślałam, że tabliczki przypominające o stroju, jakie są na Zachodzie, to
      przede wszystkim dla turystów, w końcu nie każdy chrześcijaninem być musi, a
      teraz proszę, mamy to u nas, i to na mszach św.sad
    • ruda_kasia Re: " Nie wypada" 30.05.08, 14:34
      Używam czasem w stosunku do dzieci - nie wypada dłubac w nosie, nie
      wypada przeszkadzać, gdy dorośli rozmawiają, nie wypada wpraszać się
      do kogoś, choc go lubimy etc.

      Kiedy pracowałam bardziej jak redaktor, znaczy miałam kontakt tylko
      z komputerem i koleżankamiw pokoju chodziłamd o pracy i w
      spodenkach (no może niezbyt krótki, ale jednak), teraz mi nie
      wypada, więc szczytem ekstrawagancji są czasem jeansy, ale raczej w
      na wpół elegancką bluzką.
      Uważam, że młodzież/dzieci do szkoły może chodzić w krótkich
      spodaniach, nic tu nie widze zdrożnego.
      Do sądu zawsze chodzę ubrana elegancko; kiedyś starsza ode mnie Pani
      adwokat w sakramenckie upały miała długa spódnice, gołe nogi i
      sandały dośc odkryte i trochę miło a trochę z przekąsem
      skomentowała, że ja się trzymam zasad co do ubioru. Powiem szczerze,
      że gdyby jeszcze miała jakiś obuw chociaż zabudowany z przodu, mniej
      byłabym zdegustowana.
      Wychadzam na ulice bez rajstop, ale nigdy do eleganckiego obuwia,
      nawet sandałów na obcasie. Ale nawet nie umiem powiedzieć czy to...
      nie wypada, czy jest to coś tak bardzo czywistego... Tak jakbym
      miała w samochodzie bez pasów jechać.
      Mój mąż to ubraniowy abnegat, a raczej ma takie fazy, że potrafi
      wyjśc w pomiętym podkoszulku, nieogolony etc. Zwykle zwracam uwagę,
      nie robię awantur, gdyż nie uważam jak jego mama, że jego wygląd
      świadczy o mnie smile
      Natomiast ostatnio włożył do czarnych jeansów i półsportowych butów
      jasno szare skarpetki. Zauważyłam dopiero w kościele... jak klękał,
      po powrocie kategorycznie kazałam zdjąć. Zastosował się.
      A propos stroju w miejscach kultu - jako dziecko i za młodu dbałam o
      elegancję. Kiedy na studiach bywałam w kościele codziennie,
      zaprzestałąm tego, szłam w tym, co miałam na grzbiecie, zwłaszcza że
      wieczorm po cąłym dniu zajęć i pracy ani mi w głowie było myślenie o
      stroju.
      Nie tak dawno usłyszałam kazanie, że zatracamy te "odświętność"
      rezygnując z eleganckiego stroju do kościoła. Musze przyznać - dużo
      częściej ide na mszę w stroju sportowym (ale oczywiście spełniejącym
      wymogi co do zakrywania znacznych połaci ciała) niż do pracy.
      A propos - maiko - modlitwy a nie interesowania się strojem.
      Przekonał mnie kiedyś o. Leon Knabit na rekolekcjach, że panienka w
      kusym stroju grzeszy p-ko Duchowi Świętemu, bo może spowodować, ze
      ktoś się nią bardziej zajmie niż uczestnictwem we mszy - bo został
      zwiedziony na pokuszenie.
      JA wiem, że kogoś głeboko pochłoniętego liturgią to ani ziębi ani
      grzeje, ale - to chory potrzebuje lekarza, nie każdy przychodzi do
      świątyni z takim samym bagażem

      • maika7 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 14:59
        > A propos - maiko - modlitwy a nie interesowania się strojem.
        > Przekonał mnie kiedyś o. Leon Knabit na rekolekcjach, że panienka w
        > kusym stroju grzeszy p-ko Duchowi Świętemu, bo może spowodować, ze
        > ktoś się nią bardziej zajmie niż uczestnictwem we mszy - bo został
        > zwiedziony na pokuszenie.
        > JA wiem, że kogoś głeboko pochłoniętego liturgią to ani ziębi ani
        > grzeje, ale - to chory potrzebuje lekarza, nie każdy przychodzi do
        > świątyni z takim samym bagażem.

        Widzisz, boję sie podejścia, które ze mnie zdejmuje odpowiedzialnośc, za to co
        czynię. Dlatego ojciec Leon nie przekonałby mnie. To ja mam odwrócić wrok od
        pokusy, nawet, jeśli jest w zasięgu ręki. To ja mam być odporna na kuszenie, a
        nie usprawiedliwiać się potem "bo wszedł mi w oczy...".

        Wchodzimy na "pole" zgorszenie ? Bo to chyba zahacza o ten temat właśnie.

        smile
        M.
        • verdana Re: " Nie wypada" 30.05.08, 16:10
          Owszem, czasem uwazam, ze "nie wypada', ale rzadko dotyczy to
          stroju, raczej zachowania.
          oczywiscie, rozumiem, ze w kosciele nalezy miec stosowny ubior, w
          niektorych rodzajach pracy też - ale jak kto ubiera sie na ulicy, to
          powinna być wyłcznie jego sprawa. Dla mnie znacznie bardziej 'nie
          wypada" byc zniesmaczonym cudzymi, niezbyt zgrabnymi, ale golymi
          nogami, niż spacerowac w krotkich spodniach mimo nadwagi. Bo nie
          wypada dzielic ludzi na zgrabnych,ktorzy moga być modnie ubrani i
          niezgrabnych, ktorych obowiazkiem jest maksymalnie zakrywac
          sylwetke, aby blixniemu na ulicy nie psuc wrazen estetycznych.
          Powiem, ze za wlasnie takie uwagi karciłam dzieci...
          Nie wypada zdecydowanie mlaskać przy jedzeniu. Nie wypada siedzieć w
          tramwaju, gdy starsza pani stoi. (przy panach dotyczy to tylko
          mlodych męzczyzn). Nie wypada zwracać się do szefa jak do kumpla
          (no, chyba ze szef jest kumplem). I wiele innych spraw.
          le ja zdaję sobie sprawę, ze "nie wypada" zmienia sie bardzo szybko
          i trzeba sie dostosowywac, a nie uznawać , ze to, czego nie wypadało
          kilka lat temu, nadal "nie wypada".
        • paszczakowna1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 16:30
          > > Przekonał mnie kiedyś o. Leon Knabit na rekolekcjach, że panienka w
          > > kusym stroju grzeszy p-ko Duchowi Świętemu, bo może spowodować, ze
          > > ktoś się nią bardziej zajmie niż uczestnictwem we mszy - bo został
          > > zwiedziony na pokuszenie.
          > > JA wiem, że kogoś głeboko pochłoniętego liturgią to ani ziębi ani
          > > grzeje, ale - to chory potrzebuje lekarza, nie każdy przychodzi do
          > > świątyni z takim samym bagażem.

          Mam nadzieję, że jednak nie to powiedział. Jeśli "panienka w kusym stroju"
          przywdziewa ten kusy strój w celu spowodowania takiej reakcji, to owszem,
          grzeszy. Jednakowoż "kusy strój" przywdziać też może z przyzwyczajenia, bądź
          dlatego, że w kościele 35 stopni jest. I co, wtedy też grzeszy?

          A pan w eleganckiej marynarce też sprawić przez swój strój może, że się nim
          jakaś pani bardziej niż mszą zainteresuje. A nawet inny pan (czy to szyte na
          miarę i ile kosztowało, i skąd na to niektórych stać). Też przeciw Duchowi
          Świętemu grzeszy?
          • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 16:50
            paszczakowna1 napisała:
            > Mam nadzieję, że jednak nie to powiedział. Jeśli "panienka w kusym stroju"
            > przywdziewa ten kusy strój w celu spowodowania takiej reakcji, to owszem,
            > grzeszy. Jednakowoż "kusy strój" przywdziać też może z przyzwyczajenia, bądź
            > dlatego, że w kościele 35 stopni jest. I co, wtedy też grzeszy?
            >
            > A pan w eleganckiej marynarce też sprawić przez swój strój może, że się nim
            > jakaś pani bardziej niż mszą zainteresuje.
            Jak byłam nastolatką, to uważałam za hipokryzję zabranianie dziewczętom
            przychodzenia w odkrytych strojach do kościoła, podczas gdy przy ołtarzu służyli
            najprzystojniejsi chłopcy ubrani w eleganckie białe alby, które podkreślały ich
            urodę.
          • a_weasley ...i zaniedbaniem... 28.08.08, 15:52
            paszczakowna1 napisała:

            >> Przekonał mnie kiedyś o. Leon Knabit na rekolekcjach,
            >> że panienka w kusym stroju grzeszy p-ko Duchowi Świętemu,
            >> bo może spowodować, ze ktoś się nią bardziej zajmie niż
            >> uczestnictwem we mszy - bo został zwiedziony na pokuszenie.

            > Mam nadzieję, że jednak nie to powiedział. Jeśli "panienka
            > w kusym stroju" przywdziewa ten kusy strój w celu spowodowania
            > takiej reakcji, to owszem, grzeszy. Jednakowoż "kusy strój"
            > przywdziać też może z przyzwyczajenia, bądź dlatego, że
            > w kościele 35 stopni jest. I co, wtedy też grzeszy?

            Owszem. Zaniedbaniem. Człowiek powinien przewidywać konsekwencje swoich czynów.
            "Nie pomyślałam o tym". No właśnie, nie pomyślała!
        • kim5 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 17:11
          Moja znajoma uważa, że elegancka kobieta nosi tylko trzy kolory:
          czarny, granat i szary.
          Brązu nie wypada.
          Buty kryte z przodu i z tyłu.
          Do marynarki nie pasuje bluzka koszulowa (znaczy się z
          kołnierzykiem).
          Jest mi cudownie obojętnie, czy kobieta ma rajstopy, owłosione nogi,
          zrobione paznokcie, czy nie. Pracuję w tzw. korporacji i napatrzyłam
          się na tzw. buractwo przyodziane zgodnie z wszelkimi prawidłami. To
          niestety o niczym nie świadczy. Staram się żyć zgodnie z zasadą: żyj
          i daj żyć innym. Kobieta z za przeproszeniem grubym tyłkiem może
          sobie założyć mini, stringi i nic mi do tego. Jej tyłek, jej sprawa.
          Normy można narzucać samemu sobie, ale raczej nie otoczeniu.
          Zwłaszcza, że nie są one niezmienne i wszędzie identyczne.
        • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 19:06
          maika7 na słowa:

          >> JA wiem, że kogoś głeboko pochłoniętego
          >> liturgią to ani ziębi ani grzeje, ale -
          >> to chory potrzebuje lekarza, nie każdy
          >> przychodzi do świątyni z takim samym
          >> bagażem.

          > To ja mam odwrócić wrok od pokusy, nawet,
          > jeśli jest w zasięgu ręki. To ja mam być
          > odporna na kuszenie, nie usprawiedliwiać
          > się potem "bo wszedł mi w oczy...".

          Jak zwykle. Znowu niewierząca poucza, co wierzący powinni.
          Nie przejmując się ani tym, że Nati mówiła wyraźnie o ludziach słabszej wiary,
          ani tym, nikt się nie próbuje usprawiedliwiać.
    • pawlinka Re: " Nie wypada" 30.05.08, 20:14
      Obrazki, które widzę na co dzień:
      -elegancko ubrany młody człowiek, maturzysta, krasi swoją opowieść o
      egzaminie wyrazami wulgarnymi;
      -młody człowiek, dobrze ubrany, słucha mp3 i nie ma ochoty na
      rozmowę z nauczycielem, bo jako uczeń ma prawo do przerwy po lekcji,
      która go przecież wyczerpała;
      -rzuca za koleżanką szynką z bułki (po obu stronach wędlinki
      masełko), a na uwagę nauczyciela odpowiada "ma pani jakiś problem?"
      -przerywanie, niesłuchanie innych;
      -obrona swojego zdania poprzez atak innej osoby.
      Nad ubraniem łatwo zapanować, dziś młodzi są zadbani, teorię
      typu "starszy w autobusie siedzi, młody stoi" dobrze znają i to
      tyle. Ale widze potrzebę pracy nad tzw. kulturą osobistą w sferze
      wewnętrznej bardziejsmile
      • verdana Re: " Nie wypada" 30.05.08, 20:57
        A ja bym odrózniła "nie wypada' (nie robimy tak, bo nie ma takiego
        obyczaju), jako rzecz umowną - nie wypada, bo nie jest przyjęte tak
        się zachowywac, ale samo zachowanie jest moralnie obojętne, od
        zwyklego chamstwa.
        Bo zachowania, ktore wymieniasz, dla mnie nie mieszczą się w
        schemacie "nie wypada" - sa typowymi zachowaniami "nie wolno".
        • pawlinka Re: " Nie wypada" 30.05.08, 21:25
          tak, Verdano, to jest zwykłe, pospolite chamstwo, a ja jestem
          rozgoryczona, bo już nie mam siłysad. Jednak, to jest, mam wrażenie,
          po prostu zwyczajne i wdrukowane coraz bardziej w świadomość młodego
          człowieka. On po prostu uważa, że "wolno"sad
          • verdana Re: " Nie wypada" 30.05.08, 21:34
            E, tez zalezy.
            Ja i moj ojciec, na podrzędnej wyższej uczelni, widzimy raczej
            postep, naprawdę. Pare lat temu jak ktos gadał w czasie wykladu, to
            trudno go bylo uciszyc. Teraz zazwyczaj uciszaja go koledzy i to
            dosyć skutecznie.
            Rodzice, dosyc wiekowi, bardzo chwalą mlode pokolenie. Twierdza, ze
            nigdy nie zdarzyło im sie stać tramwaju czy autobusie, ze częściej
            młodzi ustępuja miejsca z usmiechem, a wykladowca mojej corki
            stwierdził, ze dzisiejsi studenci sa lepsi niż kiedykolwiek.
      • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 21:45
        > -elegancko ubrany młody człowiek, maturzysta, krasi swoją opowieść
        o
        > egzaminie wyrazami wulgarnymi;
        > -młody człowiek, dobrze ubrany, słucha mp3 i nie ma ochoty na
        > rozmowę z nauczycielem, bo jako uczeń ma prawo do przerwy po
        lekcji,
        > która go przecież wyczerpała;
        > -rzuca za koleżanką szynką z bułki (po obu stronach wędlinki
        > masełko), a na uwagę nauczyciela odpowiada "ma pani jakiś problem?"

        Kiedyś także rodzice ( albo dziadkowie) z poważną miną mówili "
        żebysmy się ZA CIEBIE wstydzić nie musieli" i jak rózne
        psoty,wyskoki czy wygłupy czy nawet gorszy stopień lub chwilowe
        lenistwo kończyło się krótką pogadanką, tak chamstwo wobec innych, w
        tym także nauczyciela uuuu... to było coś za co rodzic musiał się
        wstydzić. Arodzic nie lubił siedziec prze dorosłym ze spuszczoną
        głową i nie mieć nic na obronę.
        Czasem coś słyszę albo widzę i mówię wtedy " żebym Ciebie nie
        zobaczyła w takiej sytuacji. Żebym się za Ciebie wstydzić nie
        musiała".
        Czy to działa ?
        • verdana Re: " Nie wypada" 30.05.08, 21:54
          Bywa, ze działa i to tez niedobrze.
          Mój najstarszy mowi, ze to najskuteczniejsza metoda.
          Kiedys kazano mi -po przedszkolu - wypełnić ankietę , jak jest
          atmosfera wychowawcza w domu. Mąż kazał napisać "liberalna, z
          elementami terroru". Własnie wczoraj rozmawiałam o tym z dziećmi.
          One twierdzą, ze nie byłyby w stanie zrobić pewnych rzeczy (np.
          zawalić płatne studia, nie przystąpić do egzaminu, bo im się nie
          chce, rzucić dziewczyny przy pomocy sms-u i wiele innych rzeczy), bo
          w umyśle im siedzi, ze nie byłabym zadowolona.
          Ale , przzynam sie, zę pierwszą moją myślą bylo "O, cholera, bardzo
          niedobrze".
          • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 22:12
            Najlepiej byłoby, żeby one same chciały czy wiedziały, że to
            niedobrze się tak zwracać do człowieka... I ja wierzę, że wiedzą i
            wyobrażam sobie, że czasem nie wytrzymują, bo to dzieci.Ja też
            czasem zrobiłam coś, co nie wypada i każdy ten raz pamiętam.
            większośc mama znała, ode mnie samej - tragedii nie było.
            Może taka świadomość, ze mama ( tato) nie chce się za mnie wstydzić,
            nie jest zła ? Jezeli nic innego nie zadziałało. Ważniejsze jest
            chyba pytanie " dlaczego mi na tym tak zależy ?" Czy dlatego, że się
            jej boję ? Czy dlatego, ze bedzie się mściła, gadała ? Czy dlatego,
            że mam do Niej szacunek, jest prawym człowiekiem, zalezy mi na
            zdaniu tego wyjątkowego prawego człowieka ? Czy jeszcze jakiś inny
            powód ? - może ona jedyna mi powiedziała, że " tak się nie robi" (
            zauważ, przestałyśmy rozmawiać o " nie wypada", a zaczęłysmy o " nie
            wolno")
            Ludzie wirzący czasem nie robią czegoś lub robią coś ze względu na
            Boga, Jego prośby czy przykazania - choć trochę ich to nęci, kusi,
            wydaje się niewinne , gdy dochodzą pewne emocje. Potem trochę się
            dojrzewa, emocje opadają i patrzy się na to z inaczej smile
            • verdana Re: " Nie wypada" 30.05.08, 22:16
              Dla mnie - niewierzacej - ideałem jest, jesli ktoś czegoś nie robi,
              bo nie mógł by spojrzec w lustro.
              No i przez to place za operację, bo nikt z nas primo - nie ma
              sumienia , aby zarejestrowac się wbrew przepisom, jako bezrobotny,
              secundo - wazniejsze - gdyby lekarz wkreił syna poza kolejką na
              onkologie, to ktos z nowotworem by z kolejki wypadł. Chyba, w
              rozliczeniu, wolę jednak zaplacić 8 tysięcy i nie mieć tego na
              sumieniu... Syn twierdzi, ze kiedys mi zwroci, ale to bzdura, za co
              miaby mi zwracać?
              • mader1 Re: " Nie wypada" 30.05.08, 22:25
                > Dla mnie - niewierzacej - ideałem jest, jesli ktoś czegoś nie
                robi,
                > bo nie mógł by spojrzec w lustro.

                I tak jest, powinno być. I potem, jak już to zrobi, nie może
                spojrzeć. Jeżeli to zrobi. Ale lepiej żeby nie zrobił, a w emocjach,
                poddawany róznym opiniom, może nie mieć dobrego rozeznania.
                Wtedy chyba nie jest źle, że się ze wzgledu na kogoś czy Kogoś
                zreflektuje się.
                Po prostu ta opinia jest dla niego w tym momencie ważniejsza.
                • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 08:37
                  Kiedyś nauczycielka nam powiedziała, ze jak nie jesteśmy pewni czy
                  coś wypada zrobić, to zastanóny się, czy chcielibyśmy, by widziła
                  nas w takiej sytuacji mama wink) Później czesto miałam świadomość, że
                  nawet jak żaden człowiek czegoś nie widzi, to jednak jest Ktoś, kto
                  widzi wszystko. Czasem pomagało wink

                  Druga sprawa, czytałam ostatnio, że młode pokolenie ma bardzo
                  konserwatywne poglądy. Oczywiście to tylko jakaś statystyka, ale
                  może już i dzieciom przejadła sie atmosfera totalnego luzu i braku
                  jakichkolwiek zachamowań. Oby.

                  • magdalaena1977 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 09:45
                    nati1011 napisała:
                    > Kiedyś nauczycielka nam powiedziała, ze jak nie jesteśmy pewni czy
                    > coś wypada zrobić, to zastanóny się, czy chcielibyśmy, by widziła
                    > nas w takiej sytuacji mama wink)
                    Zgadzam się z dziewczynami, które pisały o zwodniczości takiego sposobu myślenia
                    na dalszą metę. Bo dorosły człowiek jest w stanie racjonalnie zweryfikować
                    poglądy swoich rodziców i wybrać własną drogę - zgodną z nimi lub nie. A
                    sensowni rodzice powinni to zaakceptować.

                    Np. moja mam uważa, że przekłuwanie uszu i noszenie kolczyków jest okropne. Jak
                    miałam 9 lat przekupiła mnie lalką , żebym tego nie robiła.
                    Ale w trzydziestej wiośnie życia wink dojrzałam do samodzielnego przekłucia uszu,
                    mimo że mama nadal jest na nie. I toleruje to - tylko odmawia kupowania
                    kolczyków w prezencie.

                    Z drugiej strony niektóre wymagania mojej babci odrzuciłam dość wcześnie i
                    zdarza mi się stosować je tylko na pokaz - np. noszenie czapki zimą, kiedy
                    temperatura jest powyżej zera.

                    Dokonałam racjonalnej oceny tych norm i zanegowałam je mimo autorytetu mamy i
                    babci. W innych sprawach robię to, co one uważają za słuszne, ale ja też jestem
                    do tego przekonana.
                    Nie chciałabym, żeby w ważniejszych sprawach życiowych moje dziecko nie miało
                    silniejszej podbudowy niż "mamie się to nie podoba".
                    • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 10:59
                      magdalaena1977 napisała:

                      > na dalszą metę. Bo dorosły człowiek jest w stanie racjonalnie
                      zweryfikować
                      > poglądy swoich rodziców i wybrać własną drogę - zgodną z nimi lub
                      nie. A
                      > sensowni rodzice powinni to zaakceptować.


                      To dotyczyło dzieci, i sytuacji, gdy nie są pewne jak postąpić. W
                      dorosłym życiu mamę zastępuje Bóg i gdy sama nie wiem czy postępuję
                      właściwie, to zastanawiam się czy Bogu się to działanie podoba.

                      Gdybym dzisiaj miała słuchać się mamy, to ..... może lepiej nie
                      skończę smile)) Jako ciekawostkę powiem tylko, że moja mam była
                      śmiertelną przeciwniczką robienia przeze mnie prawa jazdy. Owszem,
                      lubiła jak ja ktoś podwoził, ale była święcie przekonana, że jeżeli
                      ja zrobię prawo jazdy, to na pewno rozbiję się za 2 zakrętem. Było
                      więc jak w Kargulach: "Panie Boże spraw, żeby się mojej córce noga
                      podwinęła na tym egzaminie...." I faktycznie - zdawałam 4 razy.
                      Zadałam dopiero wtedy, jak poszłam na egzamin, o którym moja mama
                      nie miała pojęcia wink))

                      Oczywiście teraz bardzo sobie chwali, że może korzystać z mojego
                      podwożenia smile))
                    • mader1 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 11:26
                      No tak, tego nie wzięłam pod uwagę smile)) tych kolczyków, czapki i
                      innych tam jeszcze. Uważam bowiem, że nie wytacza się całej armaty,
                      żeby trafić komara smile
                      Dziecko musi czuć trochę... ja wiem ... wolności ? żeby nie
                      zgłupieć. Miałam wrażenie, że rozmawiamy już ( oczywiscie wbrew
                      tytułowi wątku) o sytuacjach granicznych - złych.
                      Bo wiecie, ja nie uważam, zeby wszystkie te reguły noszenia ubrań,
                      były nieważne, dobrze je znać i stosować. Ale stroje mimo wszystko
                      nie są najważniejsze smile))) w życiu. Jeżeli więc na jakąś prośbę -
                      dotyczącą na przykład takich kolczyków - mówię " nie" to
                      jednocześnie zaznaczam, że jak dziecko będzie starsze, to samo
                      zdecyduje. Nie uważam też, że gdy któras z córek odkryje kawałek
                      pępka, założy mini krótkie do "granic niemożliwości",zrobi pasemka,
                      o których marzy, zdejmie czapkę nawet w mróz, żeby się podobac
                      chłopakowi, świat się zawali smile))) a ja umrę ze wstydu. Mam prawo do
                      swojego zdania, dla własnego i dziecka dobra powinnam je racjonalnie
                      wytłumaczyć, ale nie mogę oczekiwać natychmiastowego efektu i
                      podporządkowania. I tak jak małemu , który idzie do opery , podaję
                      gotowe ubranie, Średnia ( 12 lat) raczej przychodzi i pokazuje z
                      pytaniem " może być ?" a ja mówię swoje sugestie, niemniej nie w
                      formie kategorycznej - bo ona mniej więcej trafia, co należy,
                      Najstarsza już od jakiegoś czasu po prostu wybiera sobie, w czym
                      chce iść smile)))
                      I żebym nie wiem, jakie miała zdanie - moze sobie przekluć, co chce.
                      Wie,że może jej się nie podobac coś, co mi się podoba i odwrotnie.
                      Mój mąż ma większą tendencję do terroryzowania otoczenia, ale wie o
                      tym i reaguje na mój powstrzymujący go wzrok smile)))).
                      Trzeba umożliwić poszukiwania, także włąsnego stylu i drogi.
                      W sytuacjach granicznych.... w których każdy nastolatek ( tka) ,
                      który jest samodzielny, prędzej czy później staje, nie przeszkadza
                      mi,że może czegoś nie zrobić - na przykład nie wdać się w romans z
                      żonatym facetem , choć ją pięknie zbajeruje i jest już prawie
                      zakochana - ze względu na moje " nie wstydzenie się". Jak się
                      opanuje, pomysli i zracjonalizuje.
          • nati1011 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 12:41
            verdana napisała:
            jak jest
            > atmosfera wychowawcza w domu. Mąż kazał napisać "liberalna, z
            > elementami terroru".

            ŚWIETNE. tO TAK JAK U NAS smile))
        • maika7 Re: " Nie wypada" 31.05.08, 10:05
          > Kiedyś także rodzice ( albo dziadkowie) z poważną miną mówili "
          > żebysmy się ZA CIEBIE wstydzić nie musieli" i jak rózne
          > psoty,wyskoki czy wygłupy czy nawet gorszy stopień lub chwilowe
          > lenistwo kończyło się krótką pogadanką, tak chamstwo wobec innych,
          w
          > tym także nauczyciela uuuu... to było coś za co rodzic musiał się
          > wstydzić. Arodzic nie lubił siedziec prze dorosłym ze spuszczoną
          > głową i nie mieć nic na obronę.
          > Czasem coś słyszę albo widzę i mówię wtedy " żebym Ciebie nie
          > zobaczyła w takiej sytuacji. Żebym się za Ciebie wstydzić nie
          > musiała".
          > Czy to działa ?


          Nie wiem, czy działa, bo nie stosuje. I o wiele bardziej bym
          chciała, żeby dzieci same wstydziły sie niektórych swoich zachowań i
          żeby to było powodem, dla jakiego beda rezygnować z zachowań
          negatywnych. Celem mojego wychowywania jest przekazanie dzieciom
          pewnych wartości, ktore uwazam za cenne, ale w taki sposób, żeby
          przyjeły je za własne. Chciałabym, zebym nie kojarzyła sie im
          z "mentalnym policjantem" - bo chyba tak odbieram dzialania oparte
          na "żebym sie za Ciebie nie musiała wstydzić".
          Może to przez to, ze taki sposób oddzialywania stosowany był przez
          moja Mame wobec mnie. Efektem jest to, ze do dzisiaj stosuje
          autocenzure w rozmowach z Mamą. I ciagle czuje sie przy Niej jakbym
          miala 5 lat, albo mniej.

          M.
        • a_weasley Re: " Nie wypada" 31.05.08, 15:00
          mader1 napisała:

          > Kiedyś także rodzice ( albo dziadkowie) z
          > poważną miną mówili "żebysmy się ZA CIEBIE
          > wstydzić nie musieli"
          <ciach>
          > A rodzic nie lubił siedziec prze dorosłym
          > ze spuszczoną głową i nie mieć nic na obronę.

          Kiedy zwracając uwagę, mówiło się "Obcy ludzie muszą nauczyć, jak ojciec i matka
          nie nauczyli", matka, której dziecku obcy człowiek zwrócił uwagę, rozglądała się
          za mysią dziurą, w którą mogłoby się schować.
          I kiedy zdemoralizowany uczeń to był ten, który ciągnie koleżanki za warkocze i
          pali papierosy w kiblu, a nie ten, który z innymi ściąga koleżance majtki.
          Rodziców tego pierwszego wzywano do szkoły, a potem po powrocie do domu ojciec
          tłumaczył mu najkrótszą drogą, co wypada, a co nie.
          Działało.
          • verdana Re: " Nie wypada" 31.05.08, 17:00
            Nie działalo.
            Pisalam juz pare razy, ze czytałam podreczniki szkolne dla dzieciod
            1785 roku do dziś. takiego zdziczenia my sobie w ogóle nie
            wyobrazamy - wysmiewanie nauczycieli domowych, nauczycieli w szkole,
            rzucanie kamieniami w glowę innych uczniów, wyszyszanie kalekich
            dzieci - jawne i okrutniejsze niz dziś, kocowa robiona nielubianemu
            nauczycielowi w zaulku. Oto zalecenia z podrecznika z XIX w "(...)
            uczniowie przy karze na nauczyciela urazeni byc nie powinni, ani go
            łajać, lub szkalować, ani za to o zemscie mysleć nie mają". Mozna
            wiec łacno wnosić, ze zazwyczaj uczniowie jednak łajali, szkalowali
            i planowali zemstę...
            Wszystko się zmienia, oprócz dzieci i mlodziezy - a może nawet
            troche się zmienia - na lepsze.
    • maika7 Okazje i stroje ;-)) 28.06.08, 15:44
      Poklikalismy w tym wątku troche o strojach mniej i bardziej
      uroczystych i wyrażaniu strojem szacunku wobec
      ludzi,/miejsc/sytuacji..
      No i wczoraj wątek wrocił do mnie w realu - upał - ja ze wsi do
      miasta, 50 km pociągiem - na drobną uroczystość na jednej z uczelni.
      Lekka sukienka, sandały, brak rajstop czy innych pończoch, bo żywa
      bym nie dojechała. 5 panien, 1 pan - występujący na srodek. Panny,
      różnie, ale chyba jedna tylko biało-granatowa w pończochach. Pan -
      krótkie spodenki, bluzka trykotowa, sandały. Odetchnęłam z ulgą - no
      różnorodnośc wink)) Uścisnięto nam dłonie, pogratulowano sukcesów,
      podziękowaliśmy. I usłyszelismy jeden tubalny głos oburzenia ze
      strony szacownego gremium - "no, ale pana strój to swiadczy o
      szacunku do nas wszyskich".
      Hm... no co jak co, ale szacowny prof., to chyba nie powinien
      zwracać publicznie uwagi delikwentowi wink))
      Co bardziej wypada? Ubrac się "bez szacunku" czy wykrzykiwac uwagi
      na forum w czasie do tego niezbyt odpowiednim??

      smile)
      M.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja