mamaewy
24.10.05, 09:29
Witam
Jestem mamą 2 i pół letniej córeczki i od zawsze w jej wychowaniu starałam
się ustalać pewne reguły, których wszyscy przestrzgaliśmy. Oczywiście reguły
te zawsze starałam się dostosowywać do jej wieku. Nie pozwałam więc na np.
zabawę w kuchni, bo uważam że to nie miejsce, czy dotykanie kuchenki gazowej.
Nie "bawiłam" się w zakładanie na kuchenkę osłon aby dziecko nie mogło z niej
nic ściągnąć, tylko uczyłam, że do kuchenki podchodzić nie wolno, bo można
się poparzyć. Z wiekiem tych reguł po niekąd przybywało, choć nie znaczy to
wcale że zabraniam wszystkiego. Osobiście lubię patrzeć jak się bawi, jak i
bawić się razem z nią!!! Wczoraj jednak przeżyłam absolutne niezrozumienie ze
strony innych dorosłych osób z mojej rodziny, bo w ferworze zabaw nie
pozwalałam na tłuczenie rękami po ścianach, skakaniu po łóżku, czy wyjadaniu
z maselniczki masła. Może jestem niedzisiejsza i nie mam "podejścia" do
dziecka, ale czy reagowanie na złe zachowania (szczególnie że nigdy nie
pozwalam jej skakać po łóżku), jest naprawdę taki złe i traumatyczne dla
dziecka? Przecież ja nie zabroniłam się dzieciom bawić! Niech się bawią do
woli - tylko z rozwagą, aby przede wszystkim im nie stała się krzywda. A
ponieważ dzieci nie są w stanie przewidzieć skutków pewnych zachowań, to
uważam że my jako rodzice jesteśmy do tego zobligowani. Co do wyjadania masła
to myślę że jest to nieeleganckie i nie każdemu musi odpowiadać. Jeśli
dziecko ma ochotę na jedzenie masła, to czy nie lepiej nałorzyć trochę na
talerzyk?
Napiszcie co sądzicie o takich sytuacjach.
Pozdrawiam
mamaewy