przeprowadziliśmy Amelcię w ten weekend do osobnego pokoiku, zaraz za ścianę
naszej sypialni... nie było tak żle, zasnęła wieczorem bez większych
problemów (w czasie zasypiania siedziałam przy łóżeczku) w nocy 3 pobudki: 2
razy dałam pierś, a raz około 6 rano, tylko się jej pokazałam, okryłam
kocykiem i wyszłam - krzyk się zrobił, wróciłam za jakieś 5-10 min,
położyłam znowu, okryłam - pomarudziła i zasnęła... obudziła się znowu o 8,
wtedy wzięłam ją do naszego pokoju, do naszego łóżka i dałam poranną dawkę
cyca, zasnęła ze mną i spała jeszcze przeszło godzinę...
które z Was już wyprowadziły swoje pociechy i jak to się u Was odbywało?...
czy możecie mi coś poradzić na podstawie własnych doświadczeń?...
poza tym strajk godowy dalej trwa, śniadanie odbywa się w miarę normalnie
(kaszka i trochę chlebka z szyneczką czy serkiem), potem zaczyna się cyrk,
dziś na obiad zjadła jeden kawałek marchewki!

, przed popołudniową dremką
cyc i maleńki serek "petit filous", wieczorem różnie - czasem kaszka, czasem
mała kanapeczka (naprawdę mała) i do poduszki cyc...
to trochę mało na roczne dziecko, prawda?
tym bardziej, że jadła zawsze to co napisałam wyżej + wartościowy obiad:
mięso, warzywa, ziemniaki (czy ryż czy makaron) i na kolację jajecznicę, lub
rybkę lub jescze coś innego, no i owoce!... a teraz nawet owoców nie tknie,
ani startych ani pokrojonych do rączki - nic!!!

właśnie gotuję rosołek - może się skusi?...
na jutro umówiłam dla Amelci wizytę do lekarza to zobaczymy co on na to... no
i może poradzi coś na nieustępujące nadal: kaszel i katar?...
no to wyżaliłam się znowu!
i jak ja mam mieć dobry humor?...
ale się rozpisałam... sorry!
pozdrawiam wszystkie mamy i tatę_olka