Czyli w jaki sposób organizujecie życie sobie i najbliższym, aby mieć czas i
możliwość realizowania swoich planów, marzeń, potrzeb, nie tylko tych
niezbędnych do przeżycia. Kogo prosicie o pomoc? Męża? Babcie? Koleżanki?
Organizujecie dyżury przy dzieciach, czy zabieracie je ze sobą? Wychodzicie z
domu, czy raczej skłaniacie się ku rozrywkom możliwym do zrealizowania na
miejscu?
Co robicie, kiedy nie zajmujecie się potomstwem? Kosmetyczka, czytanie,
zakupy, malarstwo sztalugowe, pisanie wierszy, lepienie z gliny, forum? Co
jest dla Was na tyle ważne, że ograniczacie dzieciom (w stopniu ogólnie
przyjętym za „niewyrodność”

czas spędzany z Wami? Na rzecz czego
odpuszczacie sobie czasem pozmywanie naczyń albo coś równie atrakcyjnego
wśród zajęć domowych?
Jak udaje się Wam nie myśleć bez przerwy o dzieciach w dbałości o własną
równowagę psychiczną?
Chodzi mi o sytuacje nie będące skrajnymi – ani o nadopiekuńczość „nic nie
robię, nigdzie nie wychodzę, bo dzidzia” – ani też przesadne zachowania typu
podrzucenia dziecka babci na zawsze i odwiedzanie go w weekendy.
Uprasza się o w miarę wyczerpujące odpowiedzi
Pozdrawiam
Zona