Dodaj do ulubionych

Jak sobie radzicie z pamiętaniem o sobie?

09.02.06, 11:59
Czyli w jaki sposób organizujecie życie sobie i najbliższym, aby mieć czas i
możliwość realizowania swoich planów, marzeń, potrzeb, nie tylko tych
niezbędnych do przeżycia. Kogo prosicie o pomoc? Męża? Babcie? Koleżanki?
Organizujecie dyżury przy dzieciach, czy zabieracie je ze sobą? Wychodzicie z
domu, czy raczej skłaniacie się ku rozrywkom możliwym do zrealizowania na
miejscu?
Co robicie, kiedy nie zajmujecie się potomstwem? Kosmetyczka, czytanie,
zakupy, malarstwo sztalugowe, pisanie wierszy, lepienie z gliny, forum? Co
jest dla Was na tyle ważne, że ograniczacie dzieciom (w stopniu ogólnie
przyjętym za „niewyrodność”wink czas spędzany z Wami? Na rzecz czego
odpuszczacie sobie czasem pozmywanie naczyń albo coś równie atrakcyjnego
wśród zajęć domowych?
Jak udaje się Wam nie myśleć bez przerwy o dzieciach w dbałości o własną
równowagę psychiczną?
Chodzi mi o sytuacje nie będące skrajnymi – ani o nadopiekuńczość „nic nie
robię, nigdzie nie wychodzę, bo dzidzia” – ani też przesadne zachowania typu
podrzucenia dziecka babci na zawsze i odwiedzanie go w weekendy.
Uprasza się o w miarę wyczerpujące odpowiedzi smile

Pozdrawiam
Zona
Obserwuj wątek
    • guruburu Re: Jak sobie radzicie z pamiętaniem o sobie? 09.02.06, 12:46
      Ja też bym była zainteresowana odpowiedziami. Bo:
      -jestem super niezorganizowana.
      -potrzebuję dużo snu, nietylko dlatego, ze jestem leniem, ale też ponieważ mam
      silny azs, który przy dużym niewyspaniu daj mi jeszcze dodatkowo do wiwatu.
      Chodzę więc spać krótko po dziecku (ostatnio max 22 sad(()
      -nie mamy tu ŻADNEJ rodziny, znajomych kilku i nie takich, do dzieci sad
    • kangur4 Re: Jak sobie radzicie z pamiętaniem o sobie? 09.02.06, 13:43
      W mojej sytuacji bardzo istotne jest to, że odeszłam z pracy na rok przed
      zajściem w ciążę. Przez ten rok i 9 miesięcy ciąży nie robiłam dosłownie nic.
      NIC. Odpoczęłam za wszytkie czasy, podreperowałam zdrowie nadszarpnięte
      stresującą pracą, odetchnęłam, no i trochę się ponudziłam. Tak wiec pojawienie
      się dziecka było (pomijając takie oczywistości jak niesłychana radośc,
      szczęście itp) miłą odmianą - wreszcie coś zaczęło się dziać, poczułam się ciut
      potrzebniejsza, mniej rozlazła. Pojawienie się Matyldy zmusiło mnie do lepszej
      organizacji, a i nudę zabiło definitywnie!

      Mam to duże szczęście, że obie babcie mieszkają w Warszawie. Nie zazdroszczę
      rodzicom, którzy musieli się wyprowadzić z rodzinnych miast i nie mają
      nikogusieńko, kto by dzieckiem czasem się zajął. Pozostają nianie, ale przecież
      finanse nie zawsze pozwalają, a instytucja niani na godziny z agencji w Polsce
      praktycznie nie istnieje.
      Podrzucamy Matyldę do babci w co drugi weekend. Zawozimy ją w sobotę w południe
      a odbieramy w niedzielę po południu. Oprócz tego, jeśli coś musimy załatwić w
      ciągu tygodnia, to podzucamy podrzutka na kilka godzin.

      W weekendy, kiedy nie ma córki, idziemy do kina, do restauracji, do znajomych.
      Prowadziliśmy bardzo intensywne życie towarzyskie zanim zaszłam w ciążę, więc
      kiedy Matylda podrosła i została odłączona od cyca, postanowiliśmy choć
      namiastkę rozrywki sobie zapewnić.

      Poza tym mamy bardzo dużo znajomych z dziećmi w podobnym wieku (ostatnio
      liczyłam - 10 małżeństw!). Odwiedzamy się teraz w domach a w lecie w
      restauracjach z ogródkami.

      Kiedy Matylda śpi albo bawi się sama (mam niesłychanego farta, bo moje dziecko
      nigdy specjalnie nie potrzebowało mojego towarzystwa do zabaw) forumuję, siedzę
      na internecie, czytam książki. Cóż, moje ulubione zajęcie sprzed ciąży to była
      kawka, papierosek, książeczka. Teraz papierosek odpadł, ale kawka i książeczka
      stanowią żelazny punkt pogramu.

      Jako osobie kompletnie pozbawionej talentów artystycznych nie brakuje mi
      specjalnie tworzenia, lepienia, wyszywania czy rzeźby, bo nigdy tego nie
      robiłam. Może to dobrze, bo bym sfrustrowana chodziła? Teraz mam trochę zajęcia
      z urządzaniem nowego mieszkania, coś tam sobie wymyślam, oglądam pisma,
      przeglądam internet, robię budżet w excellu.

      Do kosmetyczki nie chodzę, bo przeraża mnie fakt, że jednorazowa wizyta to
      wyrzucone pieniądze, włosy mam długie i farbuję sama, więc fryzjer też bardo
      rzadko.

      Podsumowując, w mojej jakże komfortowej sytuacji równowagę psychiczną zapewnia
      mi właśnie dziecko. Zdefiniowałam swoją osobę na nowo - jestem mamą. Nie
      zarobionym po pachy, zestresowanym accountem, tylko mamą. I mi z tym baaardzo
      dobrze.

      A jak dodam, że nie sprzątam (ewentualnie tylko "ogarniam") i gotuję "prawdziwe
      obiady" rzadko to chyba nie polubicie mnie bardziej wink
      • zona_mi Dziękuję, Kangur :) 09.02.06, 16:23
        Właśnie o to mi chodziło.
        Lubię Cię wcale nie mniej wink
    • pampeliszka Piszesz prace, Zona? 09.02.06, 17:20
      Na ten temat?
      Ja cała ciaze nie pracowalam, bo podjelam decyzje o wyjezdzie do Czech razem z
      mezem. Dosc intensywnie sie wtedy uczylam jezyka, zwlaszcza
      niemowleco-ciazowego, zeby czegos nie olac i zaniedbac i nie miec schiz w
      szpitalu, slyszac, ze dziecko bedzie zaraz mialo "oczkovani na tuberkulozu" np.
      Mieszkamy teraz w sluzbowych 2 pokojach z kuchnia i np. zmiana poscieli polega
      tylko na zdjeciu wszystkiego, zebraniu recznikow i zawiezieniu do pani
      portierki, ktora wreczy nowy komplet (Malgol to uwielbia, dodam).Nie placimy
      zadnych rachunkow itp. wiec odpada np. prasowanie bielizny poscielowej.
      Malgos na szczescie potrafi sie sam bawic, jesli jestem w zasiegu wzroku i
      rączek, na wszelki wypadek. Wtedy sobie siedze przy komputerze (glownie na
      forum)albo czytam.
      Z mezem wieczorami wrocilismy własnie do ogladania filmow na dvd, co w ciazy
      bylo codziennym zwyczajem. Mlodszy brat mojego meza studiuje filmoznawstwo, wiec
      czego jak czego, ale filmow to nam nie brakuje. Teraz mam mega-zaleglosci...
      W weekendy, o ile nie jest zbyt zimno albo smiezno, jezdzimy na wycieczki po
      całych Morawach, takie całodzienne, z obiadkiem w miłej knajpie. Malgosia
      oczywiscie jezdzi z nami i bardzo to lubi.
      Do niedawna wychodzilismy do kina we dwoje,a z mala zostawala jej matka
      chrzestna, ale teraz mlodziez ma lek separacyjny i strasznie beze mnie i meza
      wrzeszczy, wiec odpuscilismy.
      W ramach realizowania sie- pisze ksiazke, lekką i miłą (przynajmniej mnie sie
      tak wydaje) "Pensjonat na Swietojanskiej".
      Czesto tez we troje jezdzimy do centrow handlowych, co jest rozrywka a nie
      obowiazkiem dla nas.
      Zapraszamy do siebie gosci i sami chodzimy z wizyta. Tez we troje.
      Malgosia jest z nami caly czas, nie znikamy jej, pewnie dlatego nie domaga sie
      przez cały czas uwagi i moge przy niej robic rozne rzeczy.
      Rano przy sniadaniu ja sobie czytam i ona sobie czyta swoje bajeczki- i obie
      jemy. Wiem, ze to zły nawyk, wiem...Ale kiedy jest sniadanie z tatulem, to nie
      czytamy, hehe.
      Nie mam poczucia, ze moje dziecko jest opuszczone i znudzone, bo mama robi cos
      kosztem czasu dla niego.Mam nadzieje, ze Malgosia mysli podobnie...
    • myszka785 Re: Jak sobie radzicie z pamiętaniem o sobie? 09.02.06, 18:32
      oj! ciężko u mnie z tym realizowaniem palnów, marzeń, potrzeb...
      przyczyna taka, że jesteśmy za granicą i nie mamy tu nikogo kto mógłby się
      zająć Amelką - w sierpniu przybędzie kolejna pociecha więc wtedy chyba będzie
      totalny kanał... smile
      rozrywką więc jest, np. wyjazd na zakupy całą trójką (nigdy nie rozumiałam
      ludzi, którzy chodzą po sklepie dla rozrywki, więc zgodnie z przysłowiem: "nie
      śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku/przypadku... a dziadek się śmiał i to samo
      miał" teraz jest to dla nas jedna z nielicznych rozrywek)...
      rozrywką jest też: spacer z dzieckiem, koszenie, grabienie trawy na ogródku,
      obcinanie żywopłotu - wszystkie te zajęcia z dzieckiem...
      kiedy dziecko śpi po południu mam 1,5-2h czasu na internet i forum!!! smile
      parę razy od narodzin Amelki udało nam się wspólnie wyjść z mężem z domu -
      dokładnie 3 razy do pubu na tańce i piwko!
      jak byliśmy teraz w Polsce na święta to raz byliśmy w kinie i raz potańczyliśmy
      na Sylwestrze bez dziecka - Amel była wtedy z moimi rodzicami...

      marzy mi się, że po drugiej ciąży będzie: jogging, sauna, basen - raz w
      tygodniu, solarium - raz na 2 tygodnie, tańce - raz w miesiącu oraz kurs języka
      hiszpańskiego (choć najpierw wypadałoby się pouczyć angielskiego - gdy się jest
      w UK)...
      oprócz tego kosmetyczka i fajna fryzura - ALE WSZYSTKO TO POZOSTANIE CHYBA W
      SWERZE MARZEŃ?...
      jak już dzieci trochę podrosną czyli za jakieś 10-15 lat kupimy sobie znowu
      motocykl i będziemy podróżować po świecie - tak jak parę lat temu!!!, hehehe
      pozdro!
      bogusia
      • myszka785 przepraszam za straszny błąd... 09.02.06, 18:34
        SFERZE MARZEŃ, oczywiście?...
        może powinnam pójść na kurs języka polskiego???... smile
        • zona_mi Re: przepraszam za straszny błąd... 10.02.06, 10:44
          Myślę, że marzy Ci się sweter i to była tylko niewinna literówka w SWETRZE
          Twoich marzeń wink
    • z1mka Re: Jak sobie radzicie z pamiętaniem o sobie? 09.02.06, 18:58
      U mnie to wygląda następująco:
      Mieszkamy z rodzicami, więc zawsze możemy liczyć na ich pomoc w opiece nad
      bobaskiem. Możemy sobie gdzieś wyjść, wybrać się na zakupy, na basen.
      Rodzice i mąż pracują w tych samych godzinach, więc jestem sama w domu i czas
      organizuję sobie, gdy mała śpi, lub gdy się bawi chwilowo samodzielnie... wtedy
      jest czas na kompa, na moją stronkę internetową, której skończyć nie mogę, na
      kawkę, na obrabianie zdjęć, na seriale, na gotowanie... sprzątać nienawidzę,
      więc porządki czynimy w soboty razem z kolegą małżonkiem...smile

      Czasem zabieramy Marysię ze sobą - ostatnio była z nami na zabawie karnawałowej
      u znajomych - fakt ewakuowaliśmy się na syrenach, ale i tak było bardzo miło...
      Niedawno też byłam na typowym babskim wieczorku, gdzie podładowałam bateryjki -
      Marysia została z tatusiem i nawet zdołał ją nakarmić kaszką przez smoczek do
      herbatkismile Normalnie pełna podziwu jestem...

      Nie chadzam do kosmetyczki, fryzjera widziałam wieki temu - powód prosty - nie
      chciało mi się - czasem po prostu lubię być takim troszkę kocmołuchem, żeby
      później mąż docenił mój ukryty blask, a ja bym doceniła cudowność wynalazku o
      nazwie tusz do rzęs smile czy farba do włosówsmile

      Marysia zasypia stosunkowo wcześnie ok 20, 21, więc potem mamy czas wyłącznie
      dla siebie.
      Malarstwa sztalugowego nie uprawiam, tu mój mąż mógłby się wypowiedzieć, bo on
      ma talent plastyczny...
      Piszę natomiast - poezja i proza - bardzo to lubię, ale niestety uważam, ze
      wymaga to troszeczkę więcej czasu i poświęcenia niż te 30 minut w trakcie
      drzemki Marysi, czy dwie godzinki między jej "pójściem spać" a moim... więc to
      narazie leży i czeka cierpliwie a jak spisuję sobie co ciekawsze pomysły.
      Nie uważam, że dziecko mnie jakoś ogranicza, na wszystko przyjdzie swój czas. O
      czym jest w moim wątku pt: "czy zrezygnowałyście z ambicji?" Kiedyś kręciliśmy
      też filmy amatorskie, miałam kabaret, kabaret się rozleciał, filmy chcę kiedyś
      jeszcze robić. Zajmuję się też fotografią - i ta pasja teraz rozkwita - dziecko
      - temat główny moich portretów... więc mogę w sztuce światła dać upust mojemu
      niespożytemu twórczemu popędowi...

      Lubimy obejrzeć dobry film, przeczytać mądrą gazetę, pobuszować w internecie...
      jakoś tak ten czas nam się już bardziej upłynnia, nie jest tak napięty: dziecko
      - cycek - kupa - dziecko - obiad - cycek - kąpanie - padam na twarz...

      No i jeszcze jedna moja pasja - podróże... także czeka, ąż Marysia będzie na
      tyle duża, żeby podróżować z nami, ewentualnie by mogła zostać z dziadkami na
      kilka dni...

      Oj Zona napisałabym Ci jeszcze bardzo dużo, ale słyszę za sobą rozpraszający
      stukot papuci mojego męża spacerującego z dzieckiem na głowie... nie mogę się
      wgłębić w sens moich myśli...
      Pozdrawiam smile
      • mooh A ja jutro idę do fryzjera 09.02.06, 19:13
        do fryzjera, do fryzjera, do fryzjera, ra ra ra ra. Wczoraj pomalowałam sobie
        paznokcie. Jeszcze tylko fajna fryzura i będę sie czuć jak kobieta.
        • z1mka Re: A ja jutro idę do fryzjera 09.02.06, 20:05
          phi, wielkie rzeczy! sad
          Ja tam nie potrzebuję iść do fryzjera, zeby sobie kobiecość zreanimować...
          Nie słuchaj, Mooh, zawiść przeze mnie przemawia i Mr Hyde się budzi bo pora nocnasmile
          • mooh Re: phi 09.02.06, 20:07
            Nic i nikt mi nie popsuje radości z tego, że jutro idę do fryzjera, do
            fryzjera, do fryzjera tralalalala...
            • mmala6 Re: phi 09.02.06, 20:10
              phi, ja bylam w tamtym tygodniuwinki sie nie chwale!
              Ale wielka metamorfoza przede mna.Jak co roku.I pewnie jak co roku skonczy sie
              na bezpiecznej zmianie koloru i typowym cieciu....
              • mooh Re: phi 09.02.06, 20:14
                To tak jak u mnie. W planach wielka wizerunkowa rewolucja, a od fryzjera wracam
                zawsze z tą samą fryzurą i kolorem. Tylko mi się wydaje, ze zmieniłam się nie
                do poznania.
                • z1mka Re: phi 09.02.06, 20:18
                  bo fryzjer ten sam i te same ma schematy i odcienie na każdą kobietę, przypatrz
                  się uważnie wychodzącym przed Tobą i po Tobiewink
                  Może idź do innego fryzjera... na przykład fryzur intymnych! To dopiero będzie
                  rewolucja! smile
                  • mooh Re: phi 09.02.06, 20:19
                    Za każdy razem chodzę do innego.
                  • mooh Re: phi 09.02.06, 20:20
                    z1mka napisała:
                    > Może idź do innego fryzjera... na przykład fryzur intymnych! To dopiero będzie
                    > rewolucja! smile

                    Jaka tam rewolucja, Zimka wink
                    • z1mka Re: phi 09.02.06, 21:00
                      nie? to może chociaż mały zryw? smile
    • z1mka a i jeszcze jedno 09.02.06, 20:15
      że nie wszyscy twórcy, tworzą, żeby zaistnieć...
      że na przykład ktoś kto wyrzeźbi żółwika z mydełka dla swojego dziecka, będzie
      bardziej spełniony niż ktoś, kto właśnie otwiera wystawę (nie myślę o woźnymwink)
      że ktoś kto ułożył właśnie kołysankę dla dziecka, czuje się lepiej ze swoją
      muzyką niż znany wokalista o czerwonych włosach
      że ktoś, kto opowiada dzieciom bajkę własnej produkcji nie ma zamiaru szukać
      wydawcy, bo godny czytelnik właśnie siedzi przed nim z paluszkiem w buzi i
      wypiekami na policzkach...
      i stąd się bierze czas i miejsce na aspiracje twórcze ludzi, którzy mają dzieci,
      dzienny grafik zawiera w jednym czasie mnie i moje dziecko... ja tworzę, ono
      się cieszy...

      To jeśli chodzi o twórczość... potem ona odrywa się od dziecięcości swego
      przeznaczenia i realizuje się w coraz doroślejszych tematach... w coraz dalszych
      od pierwotnych korzonków, choć korzonków swych nie ucina...

      Bo człowiek musi zapuścić korzenie, żeby mogła mu wyrosnąć nać smile
      • zona_mi z1imka :) 10.02.06, 10:48
        Ładnie to napisałaś - jakby o mnie trochę smile Dziękuję!

        Dziękuję Wam wszystkim i proszę o jeszcze! smile

        Wasza ciekawska Zona wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka