Dodaj do ulubionych

Zmęczenie i depresja

16.05.06, 10:26
Długo mnie nie było, bo choć zaglądałam do Was codziennie, to jakoś nie
mogłam się zmobilizować do pisania. Nie mogę się pozbierać po śmierci ojca -
zmarł nagle pod koniec kwietnia. Chciałabym napisać, że jestem w rozpaczy, bo
go bardzo kochałam ale niestety to nieprawda. Był alkoholikiem odkąd sięgam
pamięcią. Wszystko, co wiąże się z jego osobą jest bardzo bolesne a jego
śmierć niczego nie rozwiązała. Wręcz przeciwnie - spowodowała tylko wyrzuty
sumienia i żal, że nic się już nie poprawi, nie zmieni... Chybe nadaję się na
terapię jakąś, bo sama z tym sobie kompletnie nie radzę.

A teraz dobiła mnie jakoś inna rzecz, i chcę się Was poradzić, czy
przesadzam, czy rzeczywiście mam powód do żalu.
Mam przyjaciółkę, z którą znamy się od dzieciństwa. Ona była jedynaczką, jej
rodzinie zawsze bardzo zależało, abym do nich przychodziła, a ja chętnie
uciekałam do nich ze swojego domu, gdzie królował alkohol. I tak wychowałyśmy
się razem, jak siostry. Tak się stało, że jej mama zmarła na raka jak ona
była w liceum, potem - kiedy skończyła studia - zmarła babcia, która ją
wychowywała (jej ojciec też był alkoholikiem i zmarł parę lat temu). Ona była
świadkiem na moim ślubie, odkąd została sama zapraszałam ją do siebie na
wszystkie święta i uroczystości, pomagałam w przeprowadzce, opiekowałam się
jej mieszkaniem gdy wyjeżdżała do pracy za granicę - to było po prostu
oczywiste. Teraz będzie brała ślub. Zaproponowała mi, żebym była jej
świadkiem. W zasadzie jakoś od dawna było oczywiste, że ona była moim
świadkiem, a ja będe jej. Ale parę dni temu nagle zobaczyłam w czasie rozmowy
na gg, że ma jakiś problem z moją osobą. Problem polega na tym, że jestem
niewierząca - brałam tylko ślub cywilny, dzieci też nie chrzcimy. Ona bierze
ślub kościelny i zaczęła mi mówić, że powinnam chyba iść do spowiedzi, ale
ona nie chce mnie zmuszać, itp. W zeszłym roku byłam świadkiem na ślubie
kościelnym mojego brata i ksiądz nie wymagał, żeby świadkowie szli do
spowiedzi, czy nawet byli wierzący. W czasie tej rozmowy widziałam wyraźnie,
że dziewczyna się miota, więc mimnochodem rzuciłam, że jeśli wolałaby mieć
kogoś innego na świadka, to ja się oczywiście wycofam. I ona to od razu
podchwyciła - widać było, że o tym już myślała, tylko nie wiedziała jak mi to
powiedzieć... Ale jeszcze deklarowała się, że porozmawia z księdzem i dowie
się, czy rzeczywiście nie można mieć niewierzącego świadka... Dzisiaj mówi
mi, że nie miała czasu spotkac się z księdzem, ale że już proponowała
świadkowanie jakiemuś swojemu dalekiemu kuzynowi...
Jest mi cholernie przykro. Nie z tego powodu, że zależało mi na świadkowaniu -
to raczej uciążliwe, bo i ubrać się trzeba specjalnie lepiej, i czasu dużo
poświęcić. Ale przykro mi, że ona nawet nie sprawdziła, czy rzeczywiście jest
potrzebna ta moja spowiedź. Skreśliła mnie ze względów że tak powiem
poprawności kościelnej - głupio by wyglądało, gdyby świadek nie poszedł do
komunii. Byłabym zgrzytem w idealnej ceremoni. I to mnie bardzo zabolało. Ale
może - wiedząc, w jakim jestem podłym nastroju ostatnio - przesadzam? Może
nie powinnam się pchać na świadka jako niewierząca? Jak sądzicie? Tylko
mówicie proszę szczerze...
Obserwuj wątek
    • tropikalna Izka... 16.05.06, 11:00
      jak to czytałam to widziałam siebie
      ptem napisze na skrzynkę do Ciebie
    • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 11:18
      Iza, bardzo współczuję z powodu wszystkich Twoim przeżyć związanych ze śmiercią
      ojca. Wiem, że każda kobieta (mężczyzn to pewnie też dotyczy, ale nie wiem w
      jakim stopniu) chciałaby mieć tatę, o którym można powiedzieć "mężczyzna przez
      duże M". Opoka, filar, dobro i ciepło ... A kiedy swojego ojca w tym opisie nie
      można odnaleźć, choćby się nie wiem jak chciało, to duszy powstaje wielka
      wyrwa. Dopóki żyje, żyje też nadzieja, choćby niewielka, że coś sie zmieni. Po
      jego śmierci nie pozostaje nawet garść dobrych wspomnień. Moja nadzieja jeszcze
      żyje, ale nie sądzę, by kiedykolwiek sie urzeczywistniła, więc troszeczkę chyba
      Cie rozumiem. Myślę jednak, że możesz czerpać wielką życiową siłę z tego, że
      ojciec-opoka nie jest Ci potrzebny, że potrafisz bez niego budować swój świat.
      Przemiana przed śmiercią byłby wspaniała, ale w Twoim życiu niewiele by
      zmieniła. Tak myślę.

      Jeśli chodzi o świadków na ślubie kościelnym, to rzeczywiście nie ma wymogu, by
      byli oni wierzący. Świadek ma być obecny, ale nie musi w pełni uczestniczyć.
      Twoja przyjaciółka była w kłopotliwej sytuacji, bo w kwestiach związanych ze
      ślubem i chrztem rodzina wywiera bardzo silną presję. Nawet tak zwani wierzący
      niepraktykujący maszerują do spowiedzi i komunii, co mi osboiście wydaje się
      groteskowe. Nie każdy ma jednak na tyle silny charakter, by się postawić. Wiem,
      że teraz Twój stan ducha uwrażliwia Cię na wszelkie niemiłe sytuacje, ale chyba
      nie warto konfliktować się o to z przyjaciółką. Rzeczywiście, wyszło niefajnie,
      a postawa koleżanki nie była zbyt szlachetna, ale to jej ślub. Jeśli chce, by
      była to ceremonia idealna, to niech tak ma, chociaż idealny ślub to nie taki,
      na którym wszyskto chodzi jak w szwajcarskim zegarku, a taki na którym wszyscy
      są na właściwych miejscach - państwo młodzi chcą się pobrać, rodziny to
      akceptują, przyjaciele się cieszą itd, itd. Teraz jest pewnie bardzo
      zaaferowana, ale moze znajdzie chwilę na szczerą rozmowę.
      • matylda301 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 11:31
        Iza, jezeli chodzi o ojca rowniez jestem w stanie Cie zrozumiec, wiele osob z
        naszego pokolenia mialo ten problem, nie wie od czego to bylo lub jest zalezne,
        ale kiedy rozgladam sie wokol siebie i patrze na znajomych rowiesnikow, to
        temat zwiazany z alkoholem rodzica jest dosyc czesto spotykany. Moj ojciec
        zmarl piec lat temu, zmienil sie radykalnie kiedy urodzil sie mu pierwszy
        wnuk. Nigdy nie spodziewalabym sie, ze male dziecko tak moze zmienic czlowieka,
        pozniej ja urodzilam synka i moj ojciec stal sie prawie moim przyjacielem i
        bylam mu w stanie wybaczyc poprzednie lata. Niestety bardzo krotko cieszylismy
        sie z takiego obrotu sprawy. Mi trudno przez pierwsze trzy lata bylo pogodzic
        sie z jego smiercia.
        Natomiast jezeli chodzi o przyjaciolke zgadzam sie z Mooh, co nie zmienia
        faktu, ze tylko szczera rozmowa oczysci atmosfere. Ja wiem, ze ogromny zal
        ktory teraz czujesz nie pozwala racjonalnie myslec, ale czas zagoi smutek i ta
        dlawiaca gule, ktora sie ma na sama mysl o calej sytuacji.
      • izka_74 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 11:35
        mooh napisała:
        >
        > Jeśli chodzi o świadków na ślubie kościelnym, to rzeczywiście nie ma wymogu,
        by
        >
        > byli oni wierzący. Świadek ma być obecny, ale nie musi w pełni uczestniczyć.
        > Twoja przyjaciółka była w kłopotliwej sytuacji, bo w kwestiach związanych ze
        > ślubem i chrztem rodzina wywiera bardzo silną presję. Nawet tak zwani
        wierzący
        > niepraktykujący maszerują do spowiedzi i komunii, co mi osboiście wydaje się
        > groteskowe. Nie każdy ma jednak na tyle silny charakter, by się postawić.
        Wiem,
        >
        > że teraz Twój stan ducha uwrażliwia Cię na wszelkie niemiłe sytuacje, ale
        chyba
        >
        > nie warto konfliktować się o to z przyjaciółką. Rzeczywiście, wyszło
        niefajnie,
        >
        > a postawa koleżanki nie była zbyt szlachetna, ale to jej ślub. Jeśli chce, by
        > była to ceremonia idealna, to niech tak ma, chociaż idealny ślub to nie taki,
        > na którym wszyskto chodzi jak w szwajcarskim zegarku, a taki na którym
        wszyscy
        > są na właściwych miejscach - państwo młodzi chcą się pobrać, rodziny to
        > akceptują, przyjaciele się cieszą itd, itd. Teraz jest pewnie bardzo
        > zaaferowana, ale moze znajdzie chwilę na szczerą rozmowę.
        >
        >

        Nie chcę jej absolutnie niczego psuć, dlatego nawet nie dałam po sobie poznać,
        że mi to sprawiło przykrość i cały czas zapewniam ją, że nie ma się czym
        przejmować, bo to jej ślub i ma być dla niej jak najpiękniejszy. Ale przez to
        czuję się jeszcze gorzej.
        • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 12:53
          izka_74 napisała:

          > Nie chcę jej absolutnie niczego psuć, dlatego nawet nie dałam po sobie
          poznać, że mi to sprawiło przykrość (...) Ale przez to czuję się jeszcze
          gorzej.
          >
          Nic dziwnego. Skoro jej postawa sprawiła Ci przykrość, to może niepotrzebnie
          udajesz, że nic się nie stało. Właśnie, ze się stało! Twoja przyjaciółka w
          hierarchii priorytetów postwiła coś nad Tobą i czujesz się z tego powodu źle.
          Powiedz jej o tym. Może usłyszysz uzasadnienie, które przyniesie Ci ulgę. A
          jeśli nie, to chociaż zrzucisz żółć z wątroby. Znajomej córka zaszła bardzo
          młodo w ciążę a chłopak nie spieszył się z oznajmnieniem dobrej nowiny swoim
          rodzicom. Kiedy przyszedł Nowy Rok, kobieta wypiła kieliszek wina dla animuszu,
          powiedziała sobie "czemu tylko ja mam mieć spierdolonego Sylwestra" i sama
          zadzwoniła do przyszłych dziadków. Pomogło. I na duszy było lżej. Wyznaję
          zasadę, że jak coś mnie uwiera, to się tym dzielę z bliźnim, który zawinił smile
          • izka_74 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 13:04
            Właśnie ja niestety wyznaję, a raczej praktykuję, zasadę odwrotną - skoro mi
            jest źle to po co mam jeszcze komuś psuć sobą i swoimi problemami nastrój. Więc
            na pewno nic jej nie pwoiem, nie odważę się. Poza tym naprawdę nie chcę jej
            niczego psuć. I trochę ja rozumiem w końcu, nie każdy chce iść pod prąd i
            trzeba to uszanować. Poza tym jak się Wam wypisałam, to już mi trochę lżej na
            duszy, a i na świadkowaniu - jak mówiłam - mi nie zależy specjalnie. Więc moze
            dobrze się stało.
            • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 13:21
              Myślę, że praktykujący świadek jest trochę lepszym rozwiązaniem. Co innego nie
              uczestniczyć i stać z boku, a co innego stać za panną młodą. Może czułabyś się
              niezręcznie, klękając przy podniesieniu tylk przez szacunek dla panujących w
              kościele reguł, ale bez wewnętrznej motywacji. Ale z koleżanką bym
              porozmawiała. Takie nieporozumienia im dłużej poleżą niedotykane, pozostawiają
              większy niesmak. A szkoda przyjaźni dla w gruncie rzeczy nieistotnych spraw.
    • wiolkak Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 12:35
      Iza, powiedzenie, ze czas goi rany, mimo że oklepane i banalne jest bardzo,
      bardzo prawdziwe!
      Najgorsze jest to, że człowiek odchodzi, a problem zostaje w nas.
      ja obiecałam sobie, że Kaśka nigdy nie bedzie sie bała, wstydziła czy
      stresowała z powodu alkoholu i jest to swojego rodzaju stawienie czoła
      problemom z dzieciństwa.
      Co do koleżanki, to może zwyczajnie stwierdziła, że śmierć ojca jest dla Ciebie
      wystarczajaco przykrym wydarzeniem i nie bedziesz chciała być w centrum uwai
      zaraz po młodych?
      Czasami powody sa banalne i może nie ma co dorabiac sobie ideologii?
      jeśli natomiast jest to dla niej tak wielki problem, to może powinnaś o niej
      mówić dobra koleżanka, a nie przyjaciółka?
      • izka_74 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 12:46
        wiolkak napisała:

        > Iza, powiedzenie, ze czas goi rany, mimo że oklepane i banalne jest bardzo,
        > bardzo prawdziwe!
        > Najgorsze jest to, że człowiek odchodzi, a problem zostaje w nas.
        > ja obiecałam sobie, że Kaśka nigdy nie bedzie sie bała, wstydziła czy
        > stresowała z powodu alkoholu i jest to swojego rodzaju stawienie czoła
        > problemom z dzieciństwa.

        Też to sobie obiecałam. Mati ma już 10 lat a nigdy nie widział swoich rodziców
        pijanych. Owszem, w domu bywa alkohol - wino, jakieś drinki przy spotkaniach ze
        znajomymi, ale nie ma pijaństwa nigdy.

        > Co do koleżanki, to może zwyczajnie stwierdziła, że śmierć ojca jest dla
        Ciebie
        >
        > wystarczajaco przykrym wydarzeniem i nie bedziesz chciała być w centrum uwai
        > zaraz po młodych?
        > Czasami powody sa banalne i może nie ma co dorabiac sobie ideologii?
        > jeśli natomiast jest to dla niej tak wielki problem, to może powinnaś o niej
        > mówić dobra koleżanka, a nie przyjaciółka?

        Śmierć mojego ojca na pewno nie jest tu powodem. Więc raczej pozostaniemy przy
        koleżance.
        • mmala6 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 13:16
          W moim odczuciu przykre jest to,ze nie dala Ci szansy.Byc moze zaswiadczenie ze
          spowiedzi nie bylo niezbedne? byc moze poszlabys do spowiedzi? byc moze SAMA bys
          zrezygnowala? w sumie to ostatnie zrobilas ale ona nie walczyla jakos specjalnie
          o Ciebie.
          Moze faktycznie presja rodziny 'jak to, Iza? niewierzaca, nie pojdzie do
          komunii, jak to bedzie wygladalo?'.No ale skoro znacie sie od dziecka, jestescie
          jak siostry i w zasadzie to wlasnie TY jestes jej rodzina, to czegos tu nie
          rozumiem....
          Tak czy inaczej nalezaloby porozmawiac, chyba szkoda takiej przyjazni?


          Bardzo wspolczuje z powodu taty.
          • pampeliszka Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 13:53
            Izka, wspolczuje Ci bardzo, zwlaszcza, ze ponad rok temu tez umarl moj tata,
            ktorego bardzo kochalam i z ktorym mialam bardzo dobry kontakt, w
            przeciwienstwie do relacji z mama.
            Boli do dzis, ale powoli zasycha.
            Na Twoim miejscu porozmawialabym z ta przyjaciolka jak najszybciej, w koncu po
            to sie ma przyjaciolke od serca, zeby z nia o wszystkim porozmawiac. Smutne jest
            to, ze zamiast Ci powiedziec, ze z tych czy innych wzgledow woli miec kogos
            innego za swiadka, ona wolala kluczyc i czekac na sygnal z Twojej strony.
            • izka_74 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 13:59
              To chyba nie jest przyjaciółka od serca. Raczej właśnie jak siostra, z którą
              łączy nas prawie całe życie ale nie zawsze bardzo bliska przyjaźń. Poza tym nie
              chcę jej stawiać w sytuacji, kiedy czułaby się może do czegoś zobowiązana. Ona
              ogólnie źle znosi stresy, łatwo wpada w nerwowe stany. Teraz to jej
              niepotrzebne. Może pogadamy za jakiś czas, po imprezie.
              • pampeliszka Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:15
                To wez ją upij albo kup pudelko magnezu,zeby sie rozluzniła...
                Ja strasznie nie lubie czekac, zeby rozwiazac jakis problem z ludzmi, na ktorych
                mi zalezy. Bardzo to wkurza moje siostry, ktore uwazaja, ze lepiej poczekac,
                samo minie, zapomni sie itp. Guzik prawda, nie zapomni sie, bedzie wracac i
                zawazy na relacjach. Ja bym nie czekala, bo inaczej sam udzial w tym slubie
                bylby dla mnie nieprzyjemny.
                • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:21
                  Mam tak samo, Pam. Aż mnie tyłek swędzi, dopóki nie wyjaśnię wszystkich
                  nieporozumień i nie doprowadzę do pozytywnych konkluzji. Czasem jest trochę
                  krzyku i łez, ale atmosfera się oczyszcza i jesteśmy sobie jeszcze bliźsi.
                • mmala6 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:21
                  Izka, jezeli to nie jest przyjaciolka od serca, to moze nie warto zawracac sobie
                  tym glowy?
                  powiedz jej o swoich uczuciach przy okazji ale nie czekaj za dlugo az sprawa
                  zostanie przedawniona.
                  • matylda301 Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:27
                    Izka, a kiedy ona bierze ten slub? Bo jak w ta sobote to sobie daruj, ale jak
                    za miesiac to faktycznie idzcie na wodke.
                    • izka_74 Dziewczyny 16.05.06, 15:12
                      dzięki Wam za wszystko. Rozumem czuję, że macie rację, że trzeba wyjaśnić, ale
                      ja po prostu nie umiem. Nie będę też jej "dawać do zrozumienia", to też nie w
                      moim stylu. Na sam myśl o takiej rozmowie mam mroczki przed oczyma. Więc
                      łatwiej - choć pewnie długofalowo gorzej - będzie sobie odpuścić. A kiedys będę
                      musiała w sobie zabić tego "bohatera rodziny" zanim mnie wykończy.
                      • pampeliszka Re: Dziewczyny 16.05.06, 15:13
                        Izka, nie KIEDYS. Teraz.
                        No bądź twardziel ...
                        • izka_74 Re: Dziewczyny 16.05.06, 15:20
                          łatwo mówić... ja czuję że jestem u kresu sił, a to mi się naprawdę rzadko
                          zdarza... i magnez nie pomaga
                          • mmala6 Re: Dziewczyny 16.05.06, 15:27
                            jezeli to dla Ciebie naprawde taki duzy stres to nie mecz siebie i poczekaj,
                            pozbieraj sie, na rozmowe zawsze bedzie czassmile
                            • mooh Re: Dziewczyny 16.05.06, 15:31
                              Za jakiś czas będziesz mogła powiedzieć, ze już nie masz żalu, że kiedyś
                              miałaś, ale już nie masz. I to będzie prawda, ale dopiero za jakiś czas.
                              • pampeliszka Re: Dziewczyny 16.05.06, 15:55
                                no fakt, jesli bardziej sie tym zestresujesz niz odreagujesz, to poczekaj na
                                lepszy moment
                                byle nie za dlugo, zanim sie przedawni problem, bo ona sam nie zniknie, ale
                                gdzies tam bedzie tkwil
    • tropikalna Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:38
      No to skoro o wódce to ze względu na mój nieciekawy humor stawiam szampana. I
      guzik mnie obchodzi ze jestem w pracy.
      Wasze zdrowie!
      • pampeliszka Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:43
        Pewnie, Tropikalna. Kazdy powod jest dobry, zeby sie napic. U nas chyba bedzie
        burza dzis, bo cisnienie spada jak diabli.
        Mooh, moi tesciowie nigdy niczego nie wyjasniaja i z reguly sie kloca przed
        przyjsciem gosci, a potem udaja, ze wszystko jest ok. Mnie kiedys strasznie
        wkurzyl moj maz, jak bylismy ze znajomymi na piwie, musialam go odciagnac na
        bok, od razu, ale bez wzbudzania podejrzen i wszystko wyjasnic, bo inaczej to
        siedzenie na piwie byloby dla mnie męką.
        • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:48
          Starsze pokolenie to ja już dawno temu wykluczyłam z kręgu tych, z którymi coś
          sie wyjaśnia. Moja mama jest wychowana w przekonaniu, że wprost nic nie można
          powiedzieć, że trzeba tak "dyplomatycznie" dać do zrozumienia. Już na samo
          słowo "dyplomatycznie" dostaję wysypki, bo to zawsze oznacza strojenie fochów i
          żądanie, by ktoś się sam domyślił dlaczego.
          • pampeliszka Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:57
            hehe, w szkole ich tego uczyli, czy jak?
            • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 14:59
              Pewnie taki był trend smile Kuse mini, czarne golfy, duże ciemne okulary i foch na
              okrasę.
              • pampeliszka Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 15:01
                foch to jest to, co lubi Wiolka...
                ale nie mowila, ze ona z tego pokolenia, a tu proszę.
                • mooh Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 15:30
                  Foch Wiolki do focha mojej mamy, z całym szacunkiem dla Wiolki, to jest cienki
                  Bolo. Moja mama jest doktorem habilitowanym od fochów. Potrafi strzelić focha
                  fochów. Pradziada wszystkich fochów! Ona jest the best of the of the best, sir!
                • wiolkak Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 17:57
                  Pam bo ja jestem dobrze zakonserwowanawink
                  dzieki Mooh za komplement, chociaż mój mąż zapewne by sie kłóciłwink
    • myszka785 :( 16.05.06, 17:31
      współczuję z powodu śmierci ojca!

      jeżeli chodzi o koleżankę to może być różnie...
      zależy gdzie bierze ślub - u mnie w parafii był taki proboszcz, że i młoda para
      i świadkowie musieli przynieść podpisane karteczki od spowiednika, że się
      wyspowiadali...
      w ogóle czego on od ludzi nie wymagał, trząsł całą parafią, niejednej parze
      udzielenia sakramentu ślubu odmówił i musieli szukać księży i innej parafii...
      są jeszcze tacy księża, któym się wydaje, że są alfą i omegą, i tacy
      parafianie, którzy się tych księży boją... sad
      więc może koleżanka faktycznie jest w kropce???...
      pozdr!
      życzę poprawy humoru!!! smile
    • ezrapound Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 21:08
      Izka, bardzo współczuję straty ojca, nawet jeśli, pod wieloma względami, już
      dawno był stracony. Musi Ci być bardzo ciężko. Mój ojciec umarł nagle kiedy
      miałam 19 lat. Byłam w rozpaczy. To też ma swoje minusy.

      Co do Twojej przyjaciółki - trochę ją rozumiem. Oczywiście możesz czuć się źle,
      w świetle waszej długotrwałej i bliskiej przyjaźni. Ale pomyśl, że ona ma prawo
      chcieć takiego ślubu, w którym Ty uczestniczysz nie jako świadek, ale jako
      gość, przyjaciólka, siostra. Przyjaźń to dar - wydaje mi się, że nie możemy od
      przyjaciół oczekiwać, że zawsze zachowają się po naszej myśli. Pogadaj z nią,
      jeśli coś Ci leży na sercu, ale spróbuj też zaakceptować jej wybór.
      • kubona Re: Zmęczenie i depresja 16.05.06, 23:25
        Izka mogę Ci pomoć tylko w tej pierwszej kwestii, bo sama jestm
        DDA.....natomiast co do przyjaciólki, ja powiedziałbym, że mi przykro i
        wyciągnęła rękę na zgodę. w obliczu wielkiej przyjaźni kłotnie nie mają sensu
        • mooh Coś mi jeszcze przyszło do głowy 16.05.06, 23:58
          a propos ślubu. Nie napisałaś, Iza, nic na temat religijności swojej koleżanki.
          Może pełne uczestnictwo świadków jest dla niej ważne? Może chciałaby, żeby
          osoby stojące za nią i jej przyszłym mężem były bardzo świadome, o co w całej
          ceremonii chodzi?
          W taki sposób właśnie my wybraliśmy naszych świadków i jednocześnie
          skreśliliśmy kandydaturę najbliższego przyjaciela mojego męża. Nie miał nam
          tego za złe. Bardzo chcieliśmy, by był i świadkiem na ślubie, i chrzestnym
          Zosi, ale podczas szczerej rozmowy z nim doszliśmy wspólnie do wniosku, że są
          kwestie, w których nie można sobie pozwalać na kompromisy. Jedną z nich jest
          sfera wartości. Skoro wiara jest dla nas ważna, a ślub ma przede wszystkim
          znaczenie sakramentalne (odpuściliśmy sobie nawet wesele, bo nie chciało nam
          się trudzić ludyczno-rodzinno-towarzyską stroną wydarzenia), to istotne jest,
          by osoby bezpośrednio nam towarzyszące podzielały nasz światopogląd.
          Nie wspomniałaś wprawdzie, by to mógł być powód takiej decyzji Twojej
          przyjaciółki, ale tak mi przyszło do głowy, że w zasadzie mógłby.

          A jeśli nie to, to może jednak presja otoczenia. Rodzina strasznie ciśnie.
          Pamiętam jak mama suszyła mi głowę w sprawie wesela. Popierała pomysł, by z
          niego zrezygnować, ale uważała, że obiad i kolacja oraz jakaś muzyka powinny
          być smile Postawiliśmy na swoim: był tort i szmapan w ogródku pewnej malowniczej
          restauracji w Gdańsku, chwila na rozmowę z każdym z gości, 2 godziny i do domu.
          Teraz wszyscy są zachwyceni, że wszystko było tak pięknie i elegancko, ale
          przed ... Oj, była niezła jazda. W sprawie chrztu też, ale to temat na osobną
          opowieść. W każdym razie, może Twoja przyjaciółka jest między młotem a
          kowadłem. Skoro, jak piszesz, jest dość nerwowa, to pewnie nie dopuszcza nawet
          myśli, by zrobić coś niekonwencjonalnego i narazić się rodzinie. Z drugiej
          strony nie chciała Cię urazić, zwłaszcza w tak trudnym dla Ciebie momencie.
          Tak to już jest, ze kiedy próbujemy zadowolić wszystkich, nikt nie jest
          zadowolony. I to jest chyba ten przypadek.
          • izka_74 Re: Coś mi jeszcze przyszło do głowy 17.05.06, 09:15
            Dzisiaj już mi przeszło rozgoryczenie, jestem jednak w kiepskim stanie, skoro
            takie drobiazgi tak totalnie wyprowadzają mnie z równowagi.

            Co do religijności - to niestety nie jest ona zbyt refleksyjna i głęboka,
            raczej taka typowo niedzielna, a rodzina to może jej męża ciśnie, nie wiem, bo
            ona nie ma juz praktycznie swojej najbliższej rodziny. Poza tym ja naprawdę nie
            mam żalu, że ona nie chce mnie z takich czy innych (na pewno dla niej ważnych)
            powodów. Mam tylko odrobinę żalu za to, że najpierw sama proponowała, a potem
            nie miała odwagi powiedzieć że jej to nie pasuje. Dobrze, że kiecki nie
            zdążyłam kupić, teraz będe mogła przynajmniej zadowolić się czymś mniej
            wystawnym smile
          • pampeliszka Re: Coś mi jeszcze przyszło do głowy 17.05.06, 09:23
            Mooh, zgadzam sie z Toba we wszystkim. Rodzina potrafi strasznie marudzic.
            My wzielismy slub w Czechach, jednostronny, bo moj maz jest ateista. Wyobraz
            sobie, ze jego niewierzaca rodzina uwazala, ze przesadzamy, bo co to za problem
            dla Michala wziac zwykly slub w Krakowie...
            Zaproszona byla tylko najblizsza rodzina, zjedlismy smazeny syr i wszyscy
            zadowoleni pojechali do domu i nikt nie leczyl kaca po 2 dniowych szalenstwach.
            Chrzestnymi Malgosi zostali nasi czescy znajomi, osoby wierzace i bardzo
            "poukładane", tez sie cala rodzina dziwila, dlaczego wzielismy "obcych" ludzi.
            Ale w przypadku kolezanki Izki chyba bardziej chodzi o forme, a nie o to, czy
            Izka jest wierzaca, czy nie. Gdyby zrobila tak, jak Wy i powiedziala o swoich
            watpliwosciach, nie byloby sprawy, mysle.
        • izka_74 kubona 17.05.06, 09:18
          kubona napisała:

          > Izka mogę Ci pomoć tylko w tej pierwszej kwestii, bo sama jestm
          > DDA.....natomiast co do przyjaciólki, ja powiedziałbym, że mi przykro i
          > wyciągnęła rękę na zgodę. w obliczu wielkiej przyjaźni kłotnie nie mają sensu

          Wiewsz co jest najgorsze - że jako pedagog znam całą teoretyczną stronę DDA a
          nijak sobie pomóc nie umiem... Totalnie zaniżone poczucie własnej wartości,
          unikanie wszelkich sytuacji konfliktowych, ciągły lęk przed oceną innych ludzi -
          przez to wszystko tkwię w tym punkcie, w którym jestem od lat i marnuję sobie
          życie w pewnych sferach (głównie zawodowych).
          • kubona Re: kubona 17.05.06, 14:51
            bo teoria jest niestety tylko teoria, jedyny sposób to odciąć się zupełnie i
            pomóc sobie. odciąc się zupełnie i zapomnieć - tak zrobiłam ja jest troche
            lepeij, choć niskie poczucie wartości i kompleksy zawodowe wciąz jeszcze tkwiąsad

            a tak z innej beczki - co robisz zawodowo? znaczy gdzie pracujesz, lub
            pracowałas przed Antkiem?
            • izka_74 Re: kubona 18.05.06, 13:41
              Pracuję od wielu lat w kancelariach prawniczych, w międzyczasie skończyłam
              studia z wyróżnieniem, ale jakoś nie poszłam w tym kierunku. Przez chwilę była
              opcja pracy na uczelni, co by mi się bardzo podobało, ale niestety układy się
              zmieniły i opcja wygasła. A póki młody jest mały nie chcę zmieniać pracy, bo ta
              którą mam jest z fajnym szefostwem i nie robią mi tu żadnych problemów.
              Niemniej za rok czy dwa trzeba będzie pomyślec o zmianie na jakąś rozwojową.
    • kama72 Re: Zmęczenie i depresja 17.05.06, 13:13
      Tak sobie o tym wszystkim czytam i pewnie nie bede oryginalna...
      Tata
      Mój jest kochanym, powolnym i czasem denerwujacym w zapiekłości poglądów
      człowiekiem, ale teścia nie znam i właściwie, jakby nie żył. Teściowa rowiodła
      się z nim, gdy mój mąż miał kilka miesięcy. Zrobiłabym to samo, a nawet
      wsadziła do pierdla i obcieła j... za bicie kilkumiesięcznego dzieciątka i
      alkohol. Potem nie interesował się swoim synem, ożenił ponownie i jeszcze
      spłodził 2 dzieci (mam nadzieje, że tamtych już nie bił). Mój Rafał na
      hasło: "ojciec" reaguje pianą. Pewnie też tak bym reagowała. Zanim urodził się
      Kaj wałkowaliśmy tysiące razy kwestię bycia dobrym tatą. Chodziło o wzorce itd.
      Raf był pełen obaw, ale teraz razem uczymy się być rodzicami. Bo przecież
      wzorce wzorcami, a tatą jest się dla TEGO Kaja, a nie ad hoc. Ojciec męża
      mieszka w tej samej miejscowości, być moze mijamy sie często, ale ani on nas,
      ani my jego. Czyli umarł... może nie fizycznie. Czy to lepsze?
      Koleżanka
      Moim świadkiem miała być moja przyjaciółka. I już ją o to poprosiłam. zgodziła
      się (kwestie religii były zgodne), ale niestety koniec końców nie została
      naszym świadkiem, bo... ja zachowałam się jak wałek. Mam tylko brata i kiedy on
      dowiedział się, ze nie będzie moim świadkiem, jego twarz zamarła. Ja wówczas
      zaczęłam wszystko odkręcać. Brat to brat. Przyjaciółka zrozumiała -
      przeprosiłam, pogadałam, przyznałam się do kretynizmu i mącicielstwa. Jakoś
      przełknęła tę kluchę. Na pewno było jej przykro i to bardzo przykro, ale chyba
      mi wybaczyła...
      • kama72 Re: Zmęczenie i depresja 17.05.06, 13:18
        Sorry, chciałam zabłysnąć a popieprzyłam miało być że ojcem jest się dla TEGo
        Kaja, a nie en bloc - to tak ad hoc!
        • ezrapound Re: Zmęczenie i depresja 17.05.06, 16:12
          To nie na temat, ale bardzo mi się podoba imię Kaj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka