Gość: guest
IP: *.*
23.05.02, 10:06
Chciałam ogłosić z wielką radością - Bartek ma dziś pierwsze urodziny. Hurrra!!! Dokłądnie rok temu zaczęła się jego wędrówka po tym świecie. Pamiętam wszystko tak dokładnie, nawet pogoda była taka jak dziś. Teraz jest prawie 11. Tamtego dnia siedziałm juz od godziny na porodówce, w osobnej sali - rodzinnej - z podpięta kroplówą w stanie absolutnej błogości i przerażenia z powodu niewiadomej przyszłości. Nawet szpitalna koszula mi tak strasznie nie przeszkadzała. Pani położna próbowała mnie zagadywać, w wolnych chwilach, między skurczami rozwiązywałam krzyżówkę, a mój mąż zdążył w ciągu dnia wyskoczyć na obiad do domu. Patrzyłam przez okno na ludzi przechodzących ulicą i dziwiłam się, że oni tak sobie idą i nic nie wiedzą, że jeszcze tego dnia na świat przyjdzie moje dziecko. Nie napiszę, że było cudownie do końca, bolało jak diabli, darłam się w niebogłosy. Podobno jedna z pań leżąca na patologii obok ( niezły pomysł, aby salę rodzinną umieścic obok patologii ciąży ) wstała z łózka i powiedziała, że ona ma to gdzieś, ale idzie do domu i dziękuje za takie atrakcje jak ma ta pani obok - czyli ja.Ściskałam męża za rękę, mało mu kości nie połamałam, traciłam przytomność z bólu ale to wszystko nic. Naprawdę. O godz. 22 wyszedł wreszcie na ten świat Bartuś. Ja, z racji brzucha nic nie widziałam. Zapadła cisza. Nawet nie zdążyłam pomyśleć, że jest coś nie tak. Ja byłam pewna, że jest wszystko w najlepszym porządku. Wtedy usłuszałam głos położnej - no i nas olał, (hihihi) a potem do mnie: ma pani wpaniałego, zdrowego syna. Bartuś był ( i jest) wspaniały. Mała buźka i wielkie, ogromne granatowe oczy - dziś brązowe - po mamuni. Po tatuniu ma częśc charakterku - spokój duszy i pokojowe nastawienie do świata. Po mamuni to taki mały diabołek - wszędzie się pcha, wszystko musi zobaczyć, polizać, dotknąć. Moje małe cudo.Wronka