Gość: bridgett
IP: *.*
13.08.02, 22:58
Dzisiaj mój prawie już trzyletni syn zawarł ze mną pisemną umowę. A było tak: musiałam porozmawiać o czymś ważnym z moją mamą. Mój syn nie toleruje niestety rozmów w jego obecności nie z nim, więc zaczął nas ZAGŁUSZAĆ (krzyki, śpiewy itp)Prośby nie pomagały, więc go w końcu wyprowadziłam do jego pokoju. Za chwilę mój synek wraca z kartką paieru wyciągniętą z drukarki, na której "napisał" dwie linijki tekstu i oznajmia mi, że drukarka wydrukowała coś takiego i że tu jest napisane, że "nie wolno wyprowadzać Kubusia" oraz "nie wolno krzyczeć na Kubusia" a teraz mam to podpisać. Szczerze mówiąc szczęka mi z lekka opadła, pozbierałam ją jednak i dodałam swoje dwa punkty, że nie wolno niczego niszczyć ani marnować, i że nie wolno zagłuszać mamy, gdy z kimś rozmawia. Synek łaskawie zgodził się na takie warunki, po czym oboje podpisaliśmy naszą umowę. No nie wiem, skąd on to ma!