Gość: guest
IP: *.*
31.01.03, 14:24
Moje dziecko jest pod obserwacja w kierunku bardzo rzadkiej choroby genetycznej. Zdiagnozowac jej teraz nie mozna, bo nie prowadzone sa na nia badania DNA. Choroba ta w kazdym indywidualnym przypadku ma inny przebieg - od "kosmetycznych" wrecz wad, po bardzo ciezkie, dramatyczne zmiany w organizmie. W naszej rodzinie nie ma nikogo obarczonego ta wada, a wiec istnieje jeszcze mniejsze, potencjalne ryzyko tej przypadlosci. Ale istnieje. Kazdego dnia budze sie z bolem serca patrzac na moje kochane malenstwo, ktore rozwija sie swietnie, nawet lepiej od rowiesnikow, i tylko...W Europie powstaje grupa wsparcia. CDZ wytypowal nas do reprezentowania Polski podczas sympozium naukowego poswieconego tej chorobie. Bylam za wyjazdem, ale moj maz nie zgodzil sie. Ja oswoilam "ewentualna sytuacje", on od niej ucieka. Zarzuca mi, ze sciagam czarne mysli i chorobe. Ale z drugiej strony, we wszystkim szukam dziur a on cieszy sie zyciem i uwaza, ze nie powinnismy sie przejmowac na zapas. Umowilismy sie, ze dla dobra dziecka nikomu o tym nie powiemy. A przeciez nie ma 100% diagnozy, a poza tym, jak pisalam, kazdy przypadek inaczej sie rozwija i niektorzy ludzie zyja szczesliwie calymi latami. Tak, tylko ze bardzo mi ciezko tak zyc na bombie.