Dodaj do ulubionych

Po co nam te dzieci

17.12.06, 17:13
Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci.
Oto są moje:
-Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce
-Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie
-Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.
Obserwuj wątek
    • magdamroziuk Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 17:24
      To ja argument ZA:
      - bez dziecka ominęłaby mnie najwspanialsza przygoda życia, a zarazem jego
      największe wyzwanie;
      - chyba nigdy nie zrozumiałabym intencji, uczuć, działań i decyzji własnych
      rodziców.
      • magdamroziuk Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 17:26
        Dodam jeszcze, że argumenty gazaro są stricte egoistyczne - a przy dziecku
        trzeba umieć przede wszystkim dawać, a nie braćsmile Jak ktoś nie umie własnego
        egoizmu przeskoczyć, to nigdy nie powinien świadomie decydować się na dziecko -
        nie wszyscy musimy się rozmnażaćsmile
        • lady_karolina Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 22:38
          Ja mam 23 lata skończyłam studia i jestem szczęśliwa mamusią. Nie mogę pojąć
          jak mogłam życ bez mojej Olenki. Kiedy ją rodziłam byłam strasznie
          podekscytowana, a jak ją tylko zobaczyłam jej malutkie rączki i poczułam jej
          ciepło a moich piersiach - to był naprawdę cud, łzy same spływały mi po
          policzkach. Niedawno ubraliśmy choinkę jak ją Ola zobaczyła to bardzo się
          ucieszyła. Wiem że będa chwile kiedy będzie trudno, okres dorastania itp. To
          naprawdę nie jest tak że się siedzi w domu i nic się nie robi poza uspakajaniem
          płaczącego dziecka. Macierzyństwo daje wiele satysfakcji i może być aktywne.
          Praktycznie można prowadzić życie jak dotychczas ( oprócz pijackich imprez i
          balowania do rana). To obowiązek ale i wielka przyjemność dać komuś życie - to
          poprostu cud!
        • milet1 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 08:19
          Największa przygoda życia? Cóż, to argument tyczy się raczej tylko tych, którzy
          mało przeżyli. Kontrargumenty: dziecko przeszkadza w osobistym rozwoju. Wszyscy
          moi znajomi się zapuścili intelektualnie. No chyba że meska połowa która
          olewała wychowanie. Zupki, pieluszki, przeszkole i ten codzienny trud
          zarabiania, to wyłacza. Gdyby wszyscy sie tylko rozmnażali, to byśmy byli w
          epoce kamienia łupanego. Na szczescie są ci, którzy "egoistycznie" niosą swiatu
          kaganek oświaty smile Argumenty za - dziecko daje poczucie szcześcia i jedyna
          autentyczną miłość. A jak wiadomo miłośc to jedyne co zwycięża śmierć.
          • kingaesden stereotyp- 22.12.06, 08:38
            - nie myśl szablonowo, "zapuszcza się" ten kto chce i komu jest z tym wygodnie,
            a prawda jest taka, ze z dzieckiem możesz prawie wszędzie póść, pojechać,
            studiować, czytać, spotykać się ze znajomymi. Popierwszym półroczu jego życia
            można na prawdę z takim brzdącem wieśc w miarę normalne zycie - no nie
            zbierzesz potomka do knajpy czy na koncert ale istnieją jeszcze babcie, nianie
            i tatusiowie - kwestia organizacji. A dzięki temu, że twoje życie nabiera
            przyspieszenia, stajesz się lepiej zorganizowany i wbrew pozoraom znajdujesz
            więcej czasu dla siebie. Ja osobiście jesytem zadowolona, że posiadam potomka,
            choć oczywiście to kwestia wyboru.
            • wyszynm Re: stereotyp- 22.12.06, 14:53
              Ani ja , ani też mój mąż nie wyobrażamy sobie życia bez naszej dziewczynki.Od
              chwili jej narodzin (a będzie już 2 lata)dziękuję Bogu za to że obdarzył nas
              zdrowym i wspaniałym dzieckiem. Kiedy sie do mnie uśmiecha i przytula mnie
              małymi raczkami wtedy wiem że dla takiej chwili warto mieć dzieci.
            • mona817 Re: stereotyp- 29.12.06, 22:56
              Właściwie dodam tylko jedno. Można z potomkiem wybraźć się na koncert, do
              knajpy itd. No chyba, że to knajpa bardzo podrzędna. Bywałam z małym dzieckiem
              w dobrych pubach, tych nie zadymionych i nikt na mnie krzywo nie patrzył.
              Kelnerki przynosiły małemu ciasteczka i kolorowe mieszadełka z papugami do
              zabawy, a barman puszczał parę z ekspresu do kawy, bo się dziecku spodobało
              jak "robi ciuchcię".
              Tego, że można robić wszystko nie będę powtarzać, bo już kilka osób to
              napisało.
              Argument pojawiającysię na początku (mogę iść gdzie chcę i kiedy chcę) uważam
              za śmieszny. Ja zawsze mogłam iść wszędzie i zawsze kiedy tego chciałam. Owszem
              wymaga to tylko lepszego zorganizowania.
              Nie wynajmuję niani, nie podrzucam dziecka do babci.
              Rozumiem i szanuję zdanie osób, które nie chcą mieć dzieci, bo uważają, że to
              nie dla nich, że się nie nadają. Jednak posiadanie dziecka to nie jest osobista
              tragedia.
              Co do "zapuszczania się" to również głośno zaprotestuję, ponieważ właśnie
              macieżyństwo pozwoliło mi znaleźć czas na edukację, a dzięki perspektywicznemu
              myśleniu i organizacji (którymi nie mogłabym się pochwalić w okresie
              bezdzietności) osiągałam bardzo wysokie wyniki, w grupie wolnych i bezdzietnych
              osób byłam bezkonkurencyjna.
          • aners Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 10:30
            Nawet jesli dziecko sprawi, że przez jakiś czas nie ma tyle czasu ile kiedyś na
            rozrywki także te intelektualne, to dziecko dorasta i w pewnym momencie rodzic
            ma trudny do zastąpienia w inny sposób "światłowód" łączący go ze współczesnością!!!

            Chcę dodać że zajmując się dzieckiem mam czas na czytanie książek, moze nie tyle
            ile bym chciałą ale przed dzieckiem też go nie miałam (więcej uwagi zajmuje mi
            siedzenie pogodzinahc w robocie).

            Jeśli chodzi o wielką przygodę to nie ma racji ten kto nie zaznał bycia
            rodzicem. A wszystko można zmarnować - zarówno wpsaniałą podróż jak i rodzicielstwo.

            Argumenty na nie: niemożność wyspania się!, męczące czasem poczucie
            odpowiedzialności, bałagan w domu!!!, monotematyczność rozmów...
          • wb16 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 12:55
            "dziecko przeszkadza w osobistym rozwoju" - nie moge sie z tym zgodzic.
            Wtedy sie wlasnie czlowiek dorosly rozwija swiadomie poznajac tajemnice zycia,
            sensu zycia, rozwija sie poprzez podejmowanie decyzji od ktorych zalezy czyjsc
            los. I uczy sie, ale nie z ksiazek, bo w ksiazkach tego nie ma, uczy sie na
            wlasnych bledach.

            "Gdyby wszyscy sie tylko rozmnażali, to byśmy byli w
            epoce kamienia łupanego" - moze ci ludzie z tej epoki byli szczesliwsi od nas?
            My nie potrafimy sobie takiego zycia wyobrazic, ale i oni nie potrafili sobie
            naszego stylu zycia wyobrazic.

            "Na szczescie są ci, którzy "egoistycznie" niosą swiatu
            kaganek oświaty smile" - to nie jest warunek konieczny i wystarczajacy do tego
            zeby byc szczesliwym.

            Wychowujac dziecko uczestniczy sie w procesie tworzenia ludzkosci, czyli w
            procesie utrzymujacym swiat. Czym balaby nauka, jakie mialaby znaczenie, gdyby
            nie mozna sie bylo nia podzielic z naszymi dziecmi? To one poniasa kagane
            oswiaty wlasnym dzieciom.
          • malazuzia Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 23:27
            milet1 napisał:

            > Największa przygoda życia? Cóż, to argument tyczy się raczej tylko tych,
            którzy
            >
            > mało przeżyli. Kontrargumenty: dziecko przeszkadza w osobistym rozwoju.
            Wszyscy
            >
            > moi znajomi się zapuścili intelektualnie. No chyba że meska połowa która
            > olewała wychowanie.
            To ja z innej strony. Gdy zaczynałam studia córka miała 2 lata. Przez ostatnie
            półtoraroku studiów, dojeżdżałan na uczelnie 600km w jedną strone. Chciałam
            skończyć tą uczelnie i udowodnić samej sobie, że to zrobię. Jeździłam razem z
            córką. Albo 8 godzin samochodem, albo 12 autokarem. Wstawała o 5 rano, bo o 7
            miałyś,y autobus. Wszyscy pasażerowie się dziwili, że taka mała, a tak dzielnie
            znosi trudy podróży. Natomiast koleżanka opowiadała mi historię swojej
            koleżanki, która z zagranicy dojeżdżała na uczelnie do Polski.
            Uważam, że chcieć to móc. A na naukęnigdy nie jest za późno i twoi znajomi
            napewno z czasem do tego powrócą.

            Zupki, pieluszki, przeszkole i ten codzienny trud
            > zarabiania, to wyłacza.
            Życie samo w sobie jest trudne. Czy z dziećmi cz bez, zarabianie jest trudne.
            Jednak nając dzieci ( tak myślę ) tym bardziej człoiwek dąży do zarabiania.

            Gdyby wszyscy sie tylko rozmnażali, to byśmy byli w
            > epoce kamienia łupanego. Na szczescie są ci, którzy "egoistycznie" niosą
            swiatu
            >
            > kaganek oświaty smile Argumenty za - dziecko daje poczucie szcześcia i jedyna
            > autentyczną miłość. A jak wiadomo miłośc to jedyne co zwycięża śmierć.
            • afryka11 Re: wasi rodzice byli ZA 28.12.06, 20:56
              Pomyslcie, że gdyby wasi rodzice podawali te nieądre argumenty za
              nieposiadaniem dzieci, to Was by nie było. Posiadanie dzieci jest naturalnym
              etapem w życiu człowiela. mam dwójkę. 18 mies. różnicy. Jest trudno, męcząco,
              ale pieknie. Wiem, że mam dla kogo żyć. Dla kogo wstawać, sprzątać, spiewać.
              Kogo przytulać. Kim się opiekować. Bo życie dla siebie samej było by nudne.
              Kiedy dzieci patrzą na mnie, kładą głowki na kolanach zapominam, jaka jestem
              zmęczona ( wstaje o 5 rano, kładę się po 23, 3 razy wstaje w nocy do córeczki).
              Nie wiem, po co się zastanawiać. Rodzice nas wydali na świat, my mamy
              obowiązek, powinność i tę wielką przyjemność wydać kolejne pokolenie.
          • darr.darek ... a cóż to za głupi argument ... 23.12.06, 00:24
            milet1 napisał:
            >Gdyby wszyscy sie tylko rozmnażali, to byśmy byli w
            >epoce kamienia łupanego. Na szczescie są ci, którzy "egoistycznie" niosą swiatu
            >kaganek oświaty smile

            Przeciez najwięksi odkrywcy, wynalazcy i biznesmeni Świata, to ludzie, którzy
            mieli rodziny, czesto liczne. Przytoczę wybranych wielkich ludzi z liczną
            rodzinką zmieniających Świat: Albert Einstein, Maria Skłodowska-Curie, Henry
            Ford, Bill Gates.

            Dla mnie najistotniejszym argumentem posiadania dzieci, to właśnie pozostawienie
            po sobie swoich "nowych" wcieleń. A ile radości sprawia, gdy moje nowe
            wcielenie, tak jak np. moja córka, mając inną płeć odtwarza dokładnie moje
            zalety i wady: powolne, wyluzowane wybieranie się do szkoły mimo ponaglających
            krzyków cholerycznej matki, talent do rysowania i malowania, bardzo duża łatwość
            przyswajania wiedzy połączona z lenistwem.
            A bezdzietni umierają samotnie, nie pozostawiwszy swojego żyjącego wcielenia.

            • kostas6 Re: ... a cóż to za głupi argument ... 27.12.06, 13:32


              A bezdzietni umierają samotnie, nie pozostawiwszy swojego żyjącego wcielenia.
              UWAZAJ ZEBYS MAJAC DZIECI TEZ NIE UMARL SAMOTNIE.
              WYSTARCZY , ZE ZAJZYSZ DO DOMU OPIEKI SPOLECZNEJ A PRZEKONASZ SIE ILE
              SZESLIWYCH STARYCH LUDZI ZOSTALO OPUSZCZONYCH PRZEZ SWOI KOCHAJACE POCIECHY ,
              BY W DOMU BYLO WIECAJ MIEJSCA.

              • moofka Re: ... a cóż to za głupi argument ... 27.12.06, 13:39
                kostas6 napisał:

                >
                >
                > A bezdzietni umierają samotnie, nie pozostawiwszy swojego żyjącego wcielenia.
                > UWAZAJ ZEBYS MAJAC DZIECI TEZ NIE UMARL SAMOTNIE.
                > WYSTARCZY , ZE ZAJZYSZ DO DOMU OPIEKI SPOLECZNEJ A PRZEKONASZ SIE ILE
                > SZESLIWYCH STARYCH LUDZI ZOSTALO OPUSZCZONYCH PRZEZ SWOI KOCHAJACE POCIECHY ,
                > BY W DOMU BYLO WIECAJ MIEJSCA.
                >

                to tez dziwny argument
                prawda jest, ze nie wystarczy miec dzieci, zeby byc wartosciowym czlowiekiem i
                zaslugującym na milosc i szacunek rodzicem
                splodzic dziecko to nie sztuka - zapewnic mu milosc, spokoj i cieply dom a
                sobie jego szacunek i pamiec na stare lata to juz wyzsza szkola jazdy
                zaryzykuje twierdzenie, ze osoby, ktore mimo posiadania rodziny sa same na ogól
                same sobie na to zapracowaly
              • justyna302 Re: ... a cóż to za głupi argument ... 27.12.06, 13:42
                ILE
                > SZESLIWYCH STARYCH LUDZI ZOSTALO OPUSZCZONYCH PRZEZ SWOI KOCHAJACE POCIECHY ,
                > BY W DOMU BYLO WIECAJ MIEJSCA.
                >

                Po pierwsze zdecydowanie więcej osób jednak mieszka do końca życia we własnym
                domu odwiedzanych przez dzieci lub wręcz mieszka z tymi dziećmi
                Po drugie w wiekszosci wypadków za opuszczenie winni są sami staruszkowie, że
                wychowali dzieciaki na bezdusznych egoistów - przeważnie głupim rozpieszczaniem
                i pobłażaniem, brakiem autentycznego zainteresowania, prawdziwych rozmów i
                zastępowaniem rzeczywistej więzi pobłażaniem i prezentami.
                Po trzecie nie ma czegoś takiego jak "oddanie" do domu starców! O ile staruszek
                nie jest ubezwłasnowolniony to do końca życia pozostaje panem samego siebie i
                sam decyduje o swojej osobie, a nikt nie ma prawa nigdzie go oddać!
                Jeżeli już się tam znajdzie to zapewne ulegając perswazji i namowom "dzieci".
                Chociaż czasami, jeżeli jest to osoba bardzo zniedołężniała, nie kontaktująca,
                wymagająca całodobowej opieki, chora na Alzheimera, itd. to czasami naprawdę
                jest to najlepsze wyjście, mimo iż spotyka się z ogólnym potępieniem.
        • justik24 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 09:18
          No właśnie. Ja i mój partner jeśmy właśnie takim przykładem narcystycznego
          związku.Oboje nie potrafimy sobie poradzić sami ze sobą, a co dopiero z
          dzieckiem,za które jesteśmy całkowicie odpowiedzialni, o które trzeba się
          nieustannie troszczyć, które wymaga całkowitego poświęcenia. Wiem,że w życiu, w
          małżeństwie przychodzi taki mament,że czegoś zaczyna brakować, pojawia się
          jakaś pustka. Wszystko jest już osiągnięte, pojawia sie rutyna.Wtedy ponoć jest
          odpowiedni czas na dziecko. U nas jeszcze taki nie nastąpił.My, jeśli
          zdecydujemy się na dziecko, musimy mieć pewność,że zapewnimy i damy mu
          wszystko,czego będzie potrzebowało.To nie jest wina dziecka,że rodzice nie moga
          dać mu odpowiednich warunków ekonomicznych, nie moga mu zapewnić dostępu do
          wszechstronnej edukacji.Nie zniosłabym,gdyby kiedyś przyszło ze szkoły
          zapłakane i powiedziało mi, że koledzy sie z niego śmieją,że ma gorsze ubrania
          czy coś w tym stylu.To chyba takze mój egoizm ale nic na to nie poradzę.
          • wb16 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 13:01
            To jest strach, i on bedzie zawsze dopoki sie go nie pokona.

            Wychowanie dziecka nie polega na dawaniu mu niestworzonych rzeczy zeby go tylko
            ktos w szkole nie wsmial. Wychowanie polega na przekonaniu dziecka o tym ze
            jest niepowtarzalny i jednorazowy, kochany przez rodzow takim jakim jest.
            Jezeli ono bedzie mialo w sobie te pewnosc to nie bedzie plakac w szkole z tego
            typu powodow.
        • magm4 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 10:48
          A czy on powiedział, ze chce mieć dzieci? Poza tym to jest takie typowe. Jeśli ktoś nie chce dziecka, bo chce mieć inne życie to jest egoistą. A ty jak chcesz mieć dzieci żeby nie być samą na starość to nie egoizm?
        • d99999 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 16:14
          I tu się nie zgodzę. Jak ja miałbym wybór to wolał bym się nie urodzić. Mnie takiego wyboru nie dano. I dlatego nie chce mieć dzieci. I to czy rodzice mnie kochali (kochali i kochają zanzaczę) czy nie - nie ma nic do rzeczy. I dla mnie np. każdy kto CHCE mieć dziecko to egoista.
        • forumowiczek_siedlecki Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 18:14
          Egoizm....Dla mnie szczytem egoizmu jest rodzenie i posiadanie dzieci. Robisz
          to tylko dla siebie. Boisz sie samotnosci w przyszlosci, teraz.... Boisz sie
          zostas bez srodkow do zycia na starosc. Boisz sie zostac bez emerytury sama.
          Nie bierzesz pod uwage takich kwestii jak: skad beda Twoje dzieci mialy srodki
          do zycia w przyszlosci, skad emerytury, skad surowce. Nie boisz sie o to, ze
          beda narazone na wojny i ataki terrorystyczne, ktore sa bardzo, bardzo
          prawdopodobne. Miec dzieci = byc super egoista.....
          • sonia765 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 19:28
            forumowiczek_siedlecki napisał:

            > Egoizm....Dla mnie szczytem egoizmu jest rodzenie i posiadanie dzieci. Robisz
            > to tylko dla siebie.

            Nie, forumowiczku. Ja np. nigdy nie pomyślałabym w ten sposób. I nie sądź, że
            taka jest motywacja miliardów matek ( aż tyle egoistek od zarania dziejów?? ),
            bo prawdziwą motywacją jest.. natura.
            I niestety jest egoizmem nie posiadanie dzieci - co by nie mówić.
            Mstka która nie dojada, nie dosypia, ubiera się byle jak, żeby tylko dzieciom
            było jak najlepiej - to jest egoistka? Matka, która bez wahania oddałaby życie
            za dziecko - to jest egoistka?
            A ze środkami do życia dla mojego dziecka to jest tak: dopóki jest małe moim
            obowiązkiem jest dostarczyć mu je, a ukształtować je, wykształcić i przygotować
            do życia tak, aby w przyszłości potrafiło samo sobie poradzić.

            Tak na marginesie ta dyskusja w ogóle jest niesmaczna. Ci co nie chcą mieć
            dzieci nie będą przecież na siłę zapładniani, wiec po co męczą i atakują
            dzieciatych? Niesmaczne jest też to, że tylu ludzi stara się ze wszystkich sił i
            płaci grube pieniądze żeby tylko mieć upragnionego potomka, a tu jacyś
            inteligenci forumowi wykrzykują, że dziecko to kupy, smród i wrzaski i oni
            współczują głupim rodzicom.
        • mamosz Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 16:50
          magdamroziuk zarzuca autorce watku egoizm -typowo polskie -nie argumenty tylko
          ocenianie.Nikt tu nie prosil o ocene tylko o wyrazenie opinii za i przeciw co
          jest z natury rzeczy b.indywidualne.Slyszalas o tym droga magdo ze skrajne
          egoistki sa "najlepszymi" matkami jak sie czyta niektore posty na tym forum to
          trudno oprzec sie czasami wrazeniu ze najwiekszymi egoistkami sa rozszalale
          mamusie ktore poza sSWOIM przychowkiem i soba swiata nie widza -ale nie o to tu
          chodzi -z dziecmi jak z gustami kazdy dlaczegos lubi albo dlaczegos nie i ma do
          tego pelne prawo.Jeden moj znajomu po kolejnym wystepie swojej nastoletniej
          latorosli zwykl mawiac "trza bylo utopic jak bylo slepe i nie robic nowych" tyz
          tak mozna.TO JEST ZART -pisze do ewentualnie swiecie oburzonych matek polek.
          a moj punkt widzenia
          za- fajnie jest miec dzieci ,patrzec jak rosna zmieniaja sie.najpierw odkrywac
          z nimi na nowo swiat pozniej bezskutecznie starac sie by nie potykaly sie o to
          o co mysmy sie potkneli i odkrywac nowy swiat ktorego nie znalismy a pozniej
          widziec jak z poczwarki rodzi sie motyl i naprawde fantastycznie jest miec
          dorosle dzieci..
          -przeciw -koniecznosc rezygnacji lub odlozenia na pozniej tego o czym marzylo
          sie "przed",koniecznosc przejscia przez wszystkie "trudne okresy" o ktorych wy
          mlode mamy zaplakujace sie pzy kazdym "nie" dwulatka i rozwazajace czy
          konflikty w piaskownicy swiadcza o wyjatkowej agresywnosci waszego brzdaca,a
          ktorych jest w zyciu dorastajacych organizmow bezliku,koniecznosc pogodzenia
          sie z tym ze nasze dziecko nie zyje tak jak sobie w
          marzeniach "zaprogramowalismy" koniecznosc spojrzenia na siebie troche bardziej
          obiektywnie -bo oczami dziecka (co moze jest arg.za) koniecznosc pokochania
          kolejnych narzeczonych itd itd
        • marakuja1 Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 18:21
          gosvami napisał:
          > magdamroziuk napisała:
          > > To ja argument ZA:
          > Chyba nie zrozumiałaś.... Miały być argumenty przeciw posiadaniu dzieci.

          To chyba ty nie zrozumiałaś. W pierwszej wiadomości jest napisane:
          "Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci."

          Dlaczego warto lub dlaczego nie warto ... proste
      • agnieszka_cro Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 23:24
        Dziecko to czesc nas to mala istotka taka madra i cudowna ,jestem za wiem ze
        mam dla kogo zyc i nie bede sama kiedys a bycie mama to cos najpiekniejszego na
        swiecie COS czego nie da sie opisac ta milosc rozumie tylko MATKA POZDRWIAM
    • lola211 Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 17:56
      Powod "za" jest jeden- chodzi o doswiadczenie jedynej w swoim rodzaju
      milosci.Nikt inny niz dziecko nam tego nie da.
      Jesli ktos chce wiesc swoje zycie bez zadnych ograniczen, nie martwic sie o
      druga osobe to nie powinien w ogole zakladac rodziny.
      I teraz trzeba sie zastanowic, co est dla nas wazniejsze- swiety spokoj czy
      milosc.
      • aquarius44 Szczęscie? 21.12.06, 17:18
        Ja nie mam dzieci ( i nie mam zamiaru miec) a nie brakuje mi osób ktore mogę
        kochać i czuje sie kochana. Nie ma reguł dla wszystkich- kazdy jest
        indywidualną jednostką. Jednak tak czuje, ze niewiele sposrod moich kolezanek :
        matek i babć moze spojrzeć sobie w oczy przed lustrem i uczciwie powiedziec :
        "JESTEM SZCZESLIWA"!. Ja moge.
        A najbardziej żalosne sa kobiety decydujące się na dziecko z powodu presji
        społecznej że POWINNY.
        • dolska1 Re: Szczęscie? 21.12.06, 19:44
          tzn.uważasz , że mając dziecko nie można być szczęśliwą ? Najgorsza głupota !
          Mam dziecko i jestem bardzo szczęśliwa - ogólnie , nie tylko z tego powodu.
          • turzyca Re: Szczęscie? 22.12.06, 03:59
            Nie umiem czytac ze zrozumieniem?
            Dla mnie post jest jasny: majac dziecko mozna byc szczesliwa. Nie majac dziecka
            tez mozna byc szczesliwa (i realizowac sie w milosci do innych osob). Majac
            dziecko mozna byc nieszczesliwa (szczegolnie gdy dziecko ma sie "z przymusu" a
            naprawde sie go nie chcialo.) Logicznie rzecz biorac mozna nie miec dziecka i
            byc nieszczesliwa, choc to wprost nie zostalo powiedziane.
            Po prostu nie ma reguly: dziecko=szczescie (czy tez moze brak dziecka=brak
            szczescia)
        • miecia3 Szczęście przez duże "S"!! 21.12.06, 22:53
          Jeszcze rok temu myślałam podobnie, ale dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez
          Zuzi, uwielbiam ją, to jest nie do opisania, jaka rodzi się więź między matką a
          dzieckiem, jak ono ufnie patrzy i tylko wodzi oczami za mamą, ta pisanina jest
          bez sensu, tego trzeba doświadczyć. Zapraszam na forum jak wszystkie panie,
          które dzisiaj zawzięcie twierdzą, że nie chcą dzieci, będą szczęśliwymi
          matkami!! pzdr.
        • wb16 Re: Szczęscie? 22.12.06, 13:05
          "matek i babć moze spojrzeć sobie w oczy przed lustrem i uczciwie powiedziec :
          > "JESTEM SZCZESLIWA"!. " moze one nie musza sobie tego mowic stojac przed
          lustrem, moze one poprostu to czuja, a tego nie da sie zobaczyc w lustrze.
    • perse1 Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 19:10
      hmm,kiedys tez zastanawiałam sie po co sa te dzieci? nie widziałam żadnego
      powodu zeby je miec.zyło nam się z męzem bardzo wygodnie. po 30 tce zachciało mi
      sie dziecka, co prawda nie dopadł mnie jakis ogromny instynkt macierzyński ale
      pomyslałam czemu nie?los postanowił mnie nieco ukarac, udało mi sie urzodzic
      dopiero majac 37 lat. i co? po co warto miec dzieci? bo człowiek nawet nie
      podejrzewa jakie pokłady miłosci wyzwala takie małe wrzeszcące i nie do
      wytrzymania dziecię. ten kto ich nie ma nigdy nie odkryje i nie zazna tej
      obezwładniajacej miłości. oczywiscie czasem z łezka w oku wspominam tzw swiety
      spokój kiedy nie było Weroniki, ale... po prostu nie da sie tego z niczym
      porównac.nigdy bym nie uwierzyła, ze mozna tak kochac...
      • gazaro Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 19:31
        Ależ to nie jest miłość, to jest chore uzależnienie. Jak sama powiedziałaś -
        bardzo dobrze żyje się bez dziecka, ale jak już go urodzi się to jest
        niesamowite uczucie. Ale też i duuużo kłopotów. Tak samo jest z narkotykami -
        bez nich jest normalnie, z nimi jest high, a potem......
        Moi znajomi utrzymują dzieci póki "maleństwa" nie skonczą 30 lat...
          • galaxia Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 17:10
            Ta dyskusja jest o tyle bez sensu że osoba która nie odważyła się urodzić
            dziecka nigdy nie jest w stanie tego zrozumieć! Dziecko to z pewnością
            najwspanialsze wydarzenie w życiu dwojga dorosłych kochających się ludzi.
            Przypuszczałam że tak jest ale jak moja dwójka pojawiła się na świecie to
            dopiero wtedy "klapy" mi się jesszcze bardziej poprzestawiały.

            A poza tym ludzie dzieciaci są pogodniejsi , łagodniejsi , bardziej skorzy do
            pomocy itp.

            Dzieci są super!
        • moniqep Re: Droga gazaro. 17.12.06, 21:04
          Masz prawo do wlasnego zdania i to ty zdecydujesz czy chcesz miec dzieci czy
          nie. Ja chcialam i mam. Nie zamierzam sie licytowac czy zycie z dzieckiem czy
          bez niego jest lepsze. Nie mam zamiaru cie przekonywac bo masz juz zdanie na ten
          temat.Zreszta do posiadanie dzieci nie powinno sie nikogo namawiac.
          Nie rozumiem po co ci ta (jak sadze)prowokacja.?
          To jest forum dla ludzi,ktorzy posiadaja juz dzieci. Dziela sie swoimi
          radosciami i troskami. Moga porozmawiac z innymi rodzicami ,poradzic sie lub
          sami dac dobra rade.

          Jesli chcesz porozmawiac ,pofilozofowac na dreczoce Cie tematy,watpliwosci
          poszukaj odpowiedniego forum dla siebie.

          Serdecznie pozdrawiam i zycze szczescia.
        • jockerkjs Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 22:56
          "Moi znajomi utrzymują dzieci póki "maleństwa" nie skonczą 30 lat..."
          Gratuluje znajomych, bo na prawde trzeba miec cholerne "szczescie" zeby znalesc
          sobie same ofermy za przyjaciol.
        • wb16 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 13:11
          "Tak samo jest z narkotykami" tylko ze narkotyk zawsze na koncu rujnuje
          czlowieka a dziecko nie musi. Czyli jest pewne ryzyko w tym ze sie decydujemy
          na dzieci, ale "kto nie ryzykuje ten nie jedzie"
    • jakw Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 19:48
      gazaro napisała:

      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie
      I nikt też o ciebie się pewnie martwił nie będzie. To zwykle działa w obie
      strony
      • aliennis Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 21:05
        A ja napiszę ZA
        -bo jest ktoś ,kto mnie kochA bezgranicznie i całkowicie bezinteresownie
        -
        bo jest ktoś ,do kogo mogę się przytulić i powidzieć "kocham Cię " i nie
        oczekuję ,że bedzie mi za to wdzięczny. BA -to ja jestem wdzięczna ,że jest KTOS
        -ta mała istor\ta .która zmieni o 100% mój świaTOPOGLąDAd!
      • gazaro Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 21:07
        a ja nie cierpię jak ktoś o mnie się martwi - po co mi to?
        oczywiście, mam krewnych, pomagam, ale czy wy od dzieci spodziewacie się że
        będą o was martwić - naiwne...
          • mawa73 Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 21:57
            Mnie dzieci dają szczęście.
            Właściwie tu mogłabym postawić kropkę, ale dodam parę słów. Szczęscie, jak wiadomo, jest jedną z niedefiniowalnych lub, jak kto woli, mających wiele definicji kategorii filozoficznych. W moich zdroworozsądkowym światopoglądzie składa się na to wiele wartości: miłość, przyjemność, poczucie bezpieczeństwa, spełnienia, sensu życia, samorealizacji, samoakceptacji... duzo by wymieniać. Bywałam w życiu szczęśliwa z wielu powodów i przy wielu okazjach, zarówno osobistych, jak i zawodowych, ale największe szczęście przyszło wraz z dziećmi. Jako że szczęscie nie równa się ciągła przyjemność, więc równoczesne zastnienie masy nieoczekiwanych trosk, zmartwień i wyrzeczeń nie ma właściwie nic do rzeczy.
            Jeśli ktoś uważa, że dzieci go nie uszczęśliwią, a wprost przeciwnie - niechże tych dzieci nie posiada. Szczerze mówiąc - nie widzę w tym żadnego problemu, a tym bardziej powodu do sporów.

            Mama dwójki
            • wj_2000 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 01:12
              mawa73 napisała:
              > Jeśli ktoś uważa, że dzieci go nie uszczęśliwią, a wprost przeciwnie -
              > niechże tych dzieci nie posiada.

              To pozornie oczywiste stwierdzenie, jest chyba dyskusyjne.
              Jako młody żonkoś odsuwałem problem potomstwa w myślach na jakąś bliżej
              nieokreśloną przyszłość. Szczerze mówiąc myślałem sobie (jak inicjatorka tej
              dyskusji) po cholerę nam dzieci? Jest fajnie. Można hulać.
              Ale z tej fajności dość szybko żona zaszła w ciążę. Robiąc dobrą minę do złej
              gry, udawałem że się nie martwię, ale cholernie się martwiłem że skończą się
              przyjemności, a zaczną obowiązki, nieprzespane noce i ( w tamtych czasach)
              pranie pieluch, etc. etc.
              Ludzie! Co to znaczy instynkt! Od urodzenia synka (a za trzy lata córki) nie
              było większej frajdy niż zajmowanie się dziećmi. Szybko zresztą stawali się
              partnerami zabaw i rozrywek. Z 10 letnim synem poszliśmy - z głupia frant - na
              turniej brydżowy w nadmorskim kurorcie i ograli wszystkich!
              Było to dawno.
              Dzisiaj mam czworo wnucząt i ile radości!
              Bezdzietni przyjaciele gorzknieją, gorzknieją i im dłużej im Bozia życia
              przeznaczy tym więcej będą cierpieli.
              Podsumowując. Nawet nie czując chęci posiadania dzieci warto zaufać Naturze i
              jednak te dzieci urodzić. Nagroda jest wielka.
        • aliset Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 08:37
          Ja martwię się o moich rodziców i jeżeli tylko mnie potrzebują to im pomagam. A
          kiedyś kiedy nie będa mieli siły zająć się sobą zaopiekuję się nimi. Widzisz
          wszystko zależy jak się swoje dziecko wychowa. Jak się wychowa na kochajacego
          ludzi człowieka to będzie się o ciebie martwić , troszczyć i nie będzie
          uważało tego za "karę"( bo i takich przypadkach " kochanych dzieci" słyszałam).
          Przykro mi, że twoi rodzice nie wychowali cię tak, bo jeżeli tak uważasz , że
          dziecko wychowa się a potem ono powie" spadaj" to musisz to opierać na tym co
          sam/sama myślisz i swoim stosunku do rodziców.
        • wb16 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 13:15
          "czy wy od dzieci spodziewacie się że będą o was martwić" - wlasciwie to nie,
          ale mysle ze moga byc szanse na to. Co w przypadku bycia bezdzietnym te szanse
          sa rowne zero.
      • malazuzia Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 22:33
        Po co?
        1. bo gdy jestem smutna zazwyczaj po kłótni z mężem, moja niunia mnie pocieszy,
        gdy płaczę to wytrze mi łzy,
        2. bo pisze dla mnie piosenki i układa piosenki
        3. bo mówi mi, że jestem wyjątkową mamą,
        4. bo lubi ze mną pracować w domu,
        5. bo codziennie mam nowy rysunek,
        6. bo mogę swoją wiedzę przekazać i widzę tego wspaniałe efekty
        7. bo w córce widzę w przyszłości przyjaciółkę i powiernicę,
        8. bo ona mi mówi, że mnie nigdy nie opuści,
        9. bo codziennie palnie taki tekst, że ja pękam ze śmiechu a ona się na mnie
        wkurza ( np. czy może dostać dwa zegarki, aby mieć więcej czasu na spanie ).
        10. bo gdy zaczynamy gadać wieczorem, to wychodzi, że świat dorosłych jest
        głupi a dzieci fajny,
        11. bo mam sens w życiu: mam dla kogo żyć. Mam cel dalszego realizowania się,
        dokształacania się właśnie dla niej.
        12. bo wtedy życie uczy pokory. Odejme sobie od ust a dam dla niej
        13. bo dawanie jest fajniejsze niż branie
        14. miłość dziecka jest najpiękniejsza na świecie. I najbardziej prawdziwa.
        15. bo nie poznałabym tak fajnych filmów jak: Shrek, MUlan, Garfield, Skok
        przez płot, i wiele innych.

        A zamartwiać się będzie każda matka o swoje dziecko, nawet gdy te założy własną
        rodzinę.
        A o tym możńa gadać i dwie noce.....
        • kara303 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 12:01
          1. gratuluje meza, nic dziwnego , ze tak desperacko potrzebujesz kogos do
          kochania, a od lez to sa chusteczki
          2. od halasow i glupiego dzieciecego paplania glowa boli
          3. kazda mama jest dla swojego dziecka wyjatkowa, nic wielkiego, i to do czasu
          (slyszalas epitet 'stara' tak chetnie wypowiadany juz w postawowce???)
          4. pracowac...chyba przeszkadzac
          5. smieci wyrzyucamy do kosza...
          6. ciekawe jakie efekty przekazywania wiedzy widac u kilkulatki i jaka tez to
          wiedze mozna jej przekazac
          7. jak corka bedzie nastolatka, nie bedziesz dla niej partnerem do rozmow, nie
          ludz sie nawet
          8. nigdy nie opusci...akurat, dzieci nie ma sie chyba na wlasnosc
          9. eh, dzieci sa glupie, wiadomo
          10. pewnie ze swiat dzieci jest fajny - nie maja zadnych obowiazkow ani
          klopotow, ani bachorow do opiekowania sie na glowie, pelen luz
          11. realizowanie sie przy garach i pieluchach...po co kobietom w ogole
          wyksztalcenie skoro ich celem zyciowym sa gary i bachory?
          12. nie kazdy jest Matka Teresa
          13 veto
          14. nieprawda, dopiero milosc zwierzecia jest bezinteresowna i prawdziwa,
          dziecko to maly czlowiek: klamie i kombinuje jak dorosli

          nie krytykuj cudzego podejscia do zycia, bo ktos moze wypowiedziec sie glupio i
          niepotrzebnie o twoim...
          • malazuzia Re: kara303 22.12.06, 22:11
            kara303 napisała:

            > 1. gratuluje meza, nic dziwnego , ze tak desperacko potrzebujesz kogos do
            > kochania, a od lez to sa chusteczki
            Nie jestem wcale desperatką. Nie ma chatki bez zwadki. Za gratulację dziękuję.
            Nasza niunia jest planowanym dzieckiem, więc ją mamy i kochamy. A chusteczki
            również służą do innych celów.

            > 2. od halasow i glupiego dzieciecego paplania glowa boli
            Wierz mi, że więcej hałasu robi nasz sąsiad robiąc od roku remont. Kwestia
            wychowania.

            > 3. kazda mama jest dla swojego dziecka wyjatkowa, nic wielkiego, i to do
            czasu
            >
            > (slyszalas epitet 'stara' tak chetnie wypowiadany juz w postawowce???)
            Sama tak dokładnie mówiłam na swoich rodziców. Jednak zanim do tego wieku
            dorośńie, będą tą wybranka z dzieckiem, która to usłyszy. Kobiety bezdzietne to
            tracą ( i nie tylko ).

            > 4. pracowac...chyba przeszkadzac
            Nie ogólniaj. Nasz mała bardzo lubi pomagać w domu. Zawsze sprząta swój pokój
            i zabawki z innych pokoi. Najlepszą frajdą jest zmywanie podłogi. Jest to też
            pewien sposób nauki, że sprzątanie jest rzeczą niełatwą i cudzą pracę należy
            szanować.

            > 5. smieci wyrzyucamy do kosza...
            Tobie być może tak. Ja uważam, że to jest pewien sposób uczucia. Fajnie jest
            dostać piękne, czerwone serce z zaczątkiem słowa "dla mamy" ( jest na etapie
            nauki literek ).

            > 6. ciekawe jakie efekty przekazywania wiedzy widac u kilkulatki i jaka tez to
            > wiedze mozna jej przekazac
            U, biedna jesteś. Nawet nie wiesz, jak właśńie takie kilkulatki chłoną wiedzę.
            Można bardzo dużo wiedzy swojej przekazać na różne tematy. Trzeba tylko chcieć
            i umieć to robić.

            > 7. jak corka bedzie nastolatka, nie bedziesz dla niej partnerem do rozmow,
            nie
            > ludz sie nawet
            A ty skąd to możesz wiedzieć? Jeżeli masz jakieś trałmy z lat dorastania, to
            nie znaczy, że ją to samo spotka. Nie wiem, co mi życie przyniesie za lat 10.
            Jak narazie bardzo dużo ze sobą rozmawiamy i mam nadzieję( i będę robiła
            wszystko ) aby się te relację nie zatarły. To jest przede wszystkim mój
            obowiązek a nie tylko jej chciejstwo.

            > 8. nigdy nie opusci...akurat, dzieci nie ma sie chyba na wlasnosc
            Oczywiście, że się nie ma. Tylko ona ma narazie 5 lat i jeszcze niedawno
            chciała mieć za męża swojego tatę. Trochę być poczytała na temat dzieci w
            różnym wieku, to pewne rzeczy nie byłyby dla ciebie tak dziwne.

            > 9. eh, dzieci sa glupie, wiadomo
            Czy głupie, hm... uważam, że to już jest zdanie subiektywne. Jednak to jest
            działka rodziców, jak wychowają dzieci. No cóż, ty też byłaś dzieckiem. Mama
            ciebie tak określała?

            > 10. pewnie ze swiat dzieci jest fajny - nie maja zadnych obowiazkow ani
            > klopotow, ani bachorow do opiekowania sie na glowie, pelen luz
            Chyba tylko wg ciebie, dzieci nie mają obowiązków. Należy tylko ich tego
            nauczyć. Dziwne, aby dzieci miały tylko luz. Właśnie wówczas włażą swoim
            rodzicom "na głowę" i robią z nimi co chcą. Ale jest przecież "super niania". A
            jeżeli tobie dziecko jest bachorem, to będzie błogosławieństwem dla nich,
            jeżeli raczej na dziecko się nie zdecydujesz.

            > 11. realizowanie sie przy garach i pieluchach...po co kobietom w ogole
            > wyksztalcenie skoro ich celem zyciowym sa gary i bachory?
            Wykształcenie należy do decyzji każdego z osobna. Jeżeli twoim przykładem
            kobiety jest to co opisałaś, to przykro mi. Moim celem, jest żyć szczęśliwie.
            Ja wolałam z dziećmi. Ty albo inne kobiety wybiorą być może inaczej.

            > 12. nie kazdy jest Matka Teresa
            Do Matki Teresy jest mi baaaaardzo daleko. Niemniej jest to przykład godny do
            naśladowania. Lepiej Taką osobę nasladować, niż matkę zaniedbującą wlasne
            dzieci, lub postępującą jeszcze gorzej.

            > 13 veto
            No cóż, każdy ma jakieś "życiowe memento"

            > 14. nieprawda, dopiero milosc zwierzecia jest bezinteresowna i prawdziwa,
            > dziecko to maly czlowiek: klamie i kombinuje jak dorosli
            Jeżeli wolisz zwierzęta to oczywiście twoja sprawa, jednak nie masz w tym
            momencie możliwości porównania. Tylko pamiętaj, że dzieci właśnie biorą
            przykład z dorosłych. Trzeba dawać dobry. A zwierzęta śmierdzą.
            >
            > nie krytykuj cudzego podejscia do zycia, bo ktos moze wypowiedziec sie glupio
            i
            >
            > niepotrzebnie o twoim...
            Nie krytykuję nikogo. Jeżeli ktoś nie chce mieć dzieci, a woli stado kotów to
            jego osobista sprawa. I lepiej niech ich nie ma. Jeżeli ktoś ma "paplać głupio"
            to lepiej niech tego nie robi, gdyż wówczas się sam kompromituje.
          • cladcat6 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:20
            kara303 napisała:

            > 1. gratuluje meza, nic dziwnego , ze tak desperacko potrzebujesz kogos do
            > kochania, a od lez to sa chusteczki.....
            slowa uznania za madre i zabawno ironiczne poglady, zgadzam sie w 1000%
        • patchwork30 Re: Po co nam te dzieci 25.12.06, 14:17
          Biedna corka, bo musi nosic ciezar matczynych kłótni z mężem, w przyszlosci,
          jako powiernica tez innych klopotow. Jak kiedys bedzie chciala ulozyc swoje
          zycie, to mama przypomni jej "a mowilas, ze mnie nigdy nie opuscisz".

          Czasem jest lepiej nie miec dzieci, zeby nie przeciazyc ich wlasnymi
          oczekiwaniami.
          • malazuzia Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 14:03
            patchwork30 napisała:

            > Biedna corka, bo musi nosic ciezar matczynych kłótni z mężem, w przyszlosci,
            > jako powiernica tez innych klopotow. Jak kiedys bedzie chciala ulozyc swoje
            > zycie, to mama przypomni jej "a mowilas, ze mnie nigdy nie opuscisz".
            >
            Ja nie rozumiem, czy ta wasza ironia wynika z zazdrości? Nasza córka jest
            bardzo szczęśliwa. Nie kłócimy się bezpośrednio przy niej. Pragnę być
            powiernicą w jej problemach, gdyż za swoje odpowiadam sama. Bo wy oczywiście
            byłyście wychowywane w sielankowym domciu!
            Jeżeli będzie chciała ułożyć swoje życie to jej pomogę. I przestańcie szukać
            dziury w całym. Żyjcie ze swoimi pieskami i kotkami. A jak starość przyjdzie,
            to one was odwiedzą i zadzwonią z pytaniem " jak się czujesz mamo?".

            > Czasem jest lepiej nie miec dzieci, zeby nie przeciazyc ich wlasnymi
            > oczekiwaniami.
            Ja oczekuję, że moja córka będzie w życiu szczęśliwa i będzie robiła w życiu
            dorosłym to, na co została powołana. Jak narazie uwielbia tańczyć i my w tym
            jej pomagamy. Będzie chciała zostać fryzjerką, też to uszanuję. A że są
            rodzice, którzy chcą od sych dzieci czasami rzeczy niemożliwych, to jużnie wina
            wszystkich rodziców. Taki świat i takie życie.
            Ale najważniejsze, to się głupio tłumaczyć i mieć w domu zwierzyniec.
            >
            • patchwork30 Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 17:38
              >Pragnę być powiernicą w jej problemach, gdyż za swoje odpowiadam sama.

              To co teraz piszesz, ma zupelnie inna wymowe, niz to, co napisalas wczesniej.

              > Żyjcie ze swoimi pieskami i kotkami. A jak starość przyjdzie,
              > to one was odwiedzą i zadzwonią z pytaniem " jak się czujesz mamo?".

              Teraz na pewno sprawilas przykrosc wielu samotnym, starszym osobom, bez wzgledu
              na to, czy same sa "winne" takiej sytuacji, czy nie. Zarzucasz mi ironie, a
              sama jestes ironiczna...
              • malazuzia Re: Patchwork30 02.01.07, 21:01
                Zawsze pisałam dokladnie to, co myślałam i jakie miałam intencję. Jednak chyba
                sama zauważyłaś, że przelanie myśli i chęci "na papier" nie jest łatwne. Jednak
                czasami trzeba "jak łopatą".

                Jeżeli chodzi o osoby samotne i z tego co wywnioskowałam również starsze, to
                nikomu nie zrobiłam przykrości. Nie wsadzaj wszystkich do jednego wora, tak jak
                wielu tu osób traktuje dzieci jak "bachory". Wiele tych ludzi wczesniej miało
                rodzinę i z bardzo wielu, z róznych względów zostało teraz samych. Niektórzy z
                wyboru a innym tak potoczyło się zycie.
                Jeżeli masz przykład takiej samotnej pani lub pana z wyboru, to zapytaj się,
                czy gdyby mogli cofnąć czas, to zdecydowaliby się na dziecko czy też nie. A być
                może wówczas nie wszystko wyda ci się ironiczne.
    • kerry_weaver Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 21:49
      > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce

      Ja zasadniczo też mogę - kwestia organizacji i chęci smile

      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie

      Dlaczego do śmierci, zamartwianie po jakimś czasie mija

      > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.

      ani ja choć mam dwoje smile

      nie obraź się ale ta rozmowa to trochę jak ze ślepym o kolorach smile
      • haganna Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 21:54
        > > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce
        >
        > Ja zasadniczo też mogę - kwestia organizacji i chęci smile
        Niby masz rację, ale to zakrawa na porzucenie i chłód emocjonalny wobec dziecka.
        Prawda jest taka, że swoje plany "wyjściowe" dostosowujesz do dzieci.

        Tęsknię za tym, żeby móc wyjechać o dowolnej porze na dowolnie długo w dowolne
        miejsce na świecie wink.
            • franek31 Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 19:31
              haganna napisała:

              > Nie wierzę. Jesteś z tych matek, co ciągają dzieci po klubach

              Wiesz, nie każda sama lubi hałas, dym, anonimowy tłum i światła walące po oczach

              > i jeżdżą z noworodkiem na safari do Afryki?

              i nie każda lubi zabijanie zwierząt z samochodu.

              Ale jeżeli jakaś matka lubi pojechać pociągiem na wakacje w Beskidy
              i pomieszkać we wiejskiej chacie - to spokojnie się da zrobić
              i z niemowlakiem. Jeszcze zdrowszy wróci.

              • olik164 Re: Po co nam te dzieci 02.01.07, 20:25
                Safari nie polega na zabijaniu zwierząt z samochodu, tylko na podgladaniu ich i
                robieniu fotografii.
                A ja kocham dalekie podroze i podporzadkowuje temu znaczna czesc mojego zycia
                (czyli wszystkie przerwy w zarabianiu na te podroze). Nie mam dzieci i nie chce
                ich miec; czuje sie spelniona w zyciu; moze moja starosc bedzie gorzka, a moze
                nie... Ale to bedzie moj wybor.
                Natomiast nie moge zrozumiec tej ogromnej spolecznej presji na posiadanie
                dzieci. Musialam zerwac kontakty z wieloma moimi kolezankami posiadajacymi
                dzieci po probach przekonywania mnie "na sile", ze dziecko jest najwspanialsze
                na swiecie i ja tez powinnam sie zdecydowac; probach "podrzucania" mi dziecka
                na dwie godzinki, zebym mogla poczuc, jak to wspaniale jest je miec (oj,
                poczulam); zyczeniach urodzinowych typu: "i zebyscie w koncu z mezem zalozyli
                prawdziwa rodzine", itp. Po pytaniach: A kiedy? i pełnych współczucia
                sugestiach, ze moze jestem bezplodna.
                A ja po prostu NIE CHCE.
                Czemu ludzie nie moga tego zrozumiec? Przeciez ja nikogo nie namawiam do
                posiadania dzieci czy powtorzenia mojego stylu zycia; ja jestem szczesliwa,
                zyjac w ten sposob, ale wcale nie sadze, ze innym tez byloby lepiej.
                Pozdrawiam
                Ola
    • acorns Re: Po co nam te dzieci 17.12.06, 22:14
      Jak dla mnie jedynym argumentem na nie, jest łączna suma wydatków, które na
      Młodą do tej pory poniosłem. Dużo mnie kosztowała. Ale i tak nie zamieniłbym
      jej na żadne pieniądze, chociaż często jej mówię, że ją sprzedam jakiemuś
      Arabowismile
    • perse1 Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 00:26
      a ja nie cierpię jak ktoś o mnie się martwi - po co mi to?
      oczywiście, mam krewnych, pomagam, ale czy wy od dzieci spodziewacie się że
      będą o was martwić - naiwne...


      Nie. Spodziewam się,ze dziecko będzie mnie kochać, po prostu. Podobnie jak ja
      kocham swoich rodziców. Dlaczego to jest naiwne? To zupełnie normalne w
      rodzinach,zwykle rodzice i dzieci NAWET jak dorosną kochają się.Chyba ,ze masz
      inne doświadczenia w swojej rodzinie?
      • vatum Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 06:53
        My, dorośli, już raczej się nie zmienimy. A dzieci cały czas zaskakuja.. Nigdy nie wiesz co powiedza, co zrobia, jak się zachowaja.. Dzięki temu jest mnóstwo śmiechu, radości i dumy.
        Dzieci nas rozczulaja, hamuja nasze wybuchy, wymuszaja pewne zachowania. Obejrzyj sobie "Ludzkie dzieci" a zobaczysz o co w tym rodzicielstwie chodzi. Zobaczysz co by było gdyby już nigdy miało nie być dziecka.
        Miłość o której w tym poście mowa, jest faktycznie wielkim i wspaniałym uczuciem. Nikt ci nie każe jej doświadczać. Może znalazłaś sobie substytut, który jest dla ciebie wystarczajacy.
      • andaba Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 10:58
        Zgadzam się co dwóch pierszych punktów w wypowiedzi autorki wątku.
        Natomiast co do trzeciego - dziecko to niekoniecznie wrzeszczący bachor.
        Masz jednostronne wejrzenie w problem, zdominowane przez oglądanie głupich programów.
    • ulaa4 Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 10:58
      nie mam jeszcze dzieci, ale nie wyobrażam sobie, ze właśnie tak bedzie
      wyglądało moje życie juz do końca... zwyczajnie brakuje mi tego spełnienia,
      sprawdzenia się i odkrycia siebie samej wpełni, związku z moim meżem jako
      rodzice.
      • mamakasienki1 Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 11:33
        Żal mi autorki wątku - samolubnej i egoistycznej
        JEstem mamą i moje życie wcale nie jest beznadziejne. Dziecko nie przeszkadza
        mi w niczym, jeśli mam ochotę gdzieś wyjść czy wyjechać to nie ma problemu.
        Dziecko też jest człowiekiem i chce poznawać świat i zamykanie się z nim w
        czterech ścianach domu byłoby głupie.
        Uczucie bycia rodzicem wcale nie jest uzależnieniem tylko najprawdziwszą
        najszczerszą miłością jaką można darzyć drugiego człowieka.
        W chwili kiedy pierwszy raz zobaczyłam swoją córeczkę wiedziałam, że kocham ją
        nad życie i nigdy nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić, teraz mam więcej siły i
        ochoty do życia niż kiedykolwiek, teraz mam dla kogo żyć.
        • haganna Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 21:06
          > Żal mi autorki wątku - samolubnej i egoistycznej
          > JEstem mamą i moje życie wcale nie jest beznadziejne. Dziecko nie przeszkadza
          > mi w niczym, jeśli mam ochotę gdzieś wyjść czy wyjechać to nie ma problemu.
          > Dziecko też jest człowiekiem i chce poznawać świat i zamykanie się z nim w
          > czterech ścianach domu byłoby głupie.

          Dlaczego uważasz, że ktoś komu dzieci do szczęścia nie są potrzebne jest
          samolubny i egoistyczny? Nie jest to przypadkiem stereotyp?
          Dziecko w niczym nie przeszkadza? A to rewolucyjny pogląd, bo dzieci
          owszem "przeszkadzają": nie sądzę, że zabierasz dzieci na nocne impry,
          kładziesz je spać o której Ci wygodnie i dajesz im jeść to, co akurat jest w
          lodówce. Nie sądzę, że przyjmujesz gromady znajomych przed ważnym dla dziecka
          dniem i że decydujesz się na wspólny trek po wysokich górach w wakacje.
          To, co piszesz, to ułuda.
          Trzeba umieć przyznać przed samym sobą, że dzieci, owszem dają szczęście i
          poczucie spełnienia, ale też cholernie ograniczają dotychczasową aktywność.
              • moofka Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 14:39
                utharaptor napisała:

                > to jest prawda, a nie pusty argument.
                >
                > Bachory to przede wszystkim wieczny smierdzacy obowiazek.

                bachory to wieczny obowiazek, 100% racji
                ale z jednym sie nie zgodze
                dzieci pachną cudownie wink
              • justyna302 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 14:57
                Po co warto/nie warto związać się z patnerem/ partnerką:

                - żeby mnie kochał i ja jego - "jesteś naiwna, jeżeli myślisz że to będzie
                trwać wiecznie"
                - żeby mieć się o kogo troszczyć - "jasne, skakać koło chłopa, robić za niańkę
                i kuchtę i zero wdzięczności za to", "lepiej inwestuj w siebie, to ci sie
                bardziej opłaci"
                - żeby być z kimś do późnej starości - "akurat, wymieni cię na młodszą"
                - żeby mieć kogoś na kim zawsze bede mogła polegać - "ha, ha wiekszość facetów
                zdradza, kłamie i oszukuje"
                - bo miłość jest najważniejsza - "to nie miłość tylko instynkt przedłużenia
                gatunku. Miłość nie istnieje."
                - bo chcę stworzyć rodzinę - "połowa małżeństw kończy się rozwodem"
                - bo seks z kochaną osobą jest wyjątkowy - "nieprawda, można oddzielić uczucia
                od seksu"
                - bo nie wyobrażam sobie samotnego życia - "prawdopodobnie cię zostawi jak
                będziesz stara", "ulegasz presji społecznej"
                - bo go kocham, po prostu nie chcę bez niego żyć - "współczuję, to utrata
                wolności, chorobliwe uzależnienie od drugiej osoby"

                TO PO DIABŁA CIEZKIEGO, DLACZEGO WSZYSCY SZUKAMY TEJ DRUGIEJ POLOWKI???
          • moofka Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 14:17
            utharaptor napisała:

            > tobie zal autorki watku, a mnie zal zalsepionych mamusiek z zupka i kupka
            > zamiast neurownow.
            >
            > Dzieci to kupa szczescia. Tylko wiecej tej kupy...

            niektorzy uzywają zupelnie idiotycznych argumentow
            w ciekawej skadinad dyskusji ;D
            czy fakt, ze ty kupe robisz podwaza sens twojego istnienia rowniez?
            czy w ogóle srające istoty na ten łez padole nie powinny sie pojawic
            czy ewentualnie kupe powinni robic tylko pelnoletni?
          • cladcat6 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:08
            pisze by zlozyc slowa uznania za inteligentne i zabawno-ironiczne poglady.mam
            dokladnie takie samo zdanie:nikt nigdy nie przekona mnie do posiadania dzieci
            choc mam 31 lat.pozdrawiam serdecznie
    • gaba36 Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 15:18
      Nie da się zaprzeczyc, że życie przed i po urodzeniu dziecka nigdy nie jest
      takie samo. Są plusy i minusy a przewaga jednych albo drugich zależy przede
      wszystkim od rodziców. Ja zrezygnowałam prawie bez bólu tylko z alkoholizowania
      się w stopniu bardziej niz podstawowym i papieroska palonego i tak tylko na
      imprezach. Oczywiście to tylko do czasu zaprzestania karmienia cycem. Dałam
      sobie też spokój z karierą - na nią będzie jeszcze czas i siła, na dzieci nie.
      A tak to nie opuściłam żadnego sezonu narciarskiego, jeździłam nawet w ciąży,
      żadnej imprezy, żadnych wyjazdów, żadnych spotkań, pracy, przyjemności itd.
      Mojemu dziecku to jakoś odpowiada, w dodatku bez sprzeciwu uczestniczyło w
      każdym naszym wyjściu i wyjeździe (za wyjątkiem kina) przez 13 m-cy.
      Przyznam, że dziecko nie wyklucza, ale w pewnym sensie ogranicza całonocna
      pogrążenie w błogim śnie oraz czasem chęć spędzenia urywka nocy tylko we
      dwoje.
        • moniqep Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 19:47
          Juz do Ciebie pisalam - nie wiem czy przeczytalas moja wczesniejsza wypowiedz.
          Przeciez nie ma musu ,nie musisz miec dzieci jesli nie chcesz. Rozumiem,ze sie
          boisz np ,ze dziecko urodzi sie chore i twoje zycie bedzie pasmem zmartwien
          itp,itd. Ja mam jedno dziecko na szczescie nie mam z nim zadnych problemow.
          (czasem katar czy kaszel ,podwyzszona temp) - cale problemy. Chcialabym miec
          drugie dziecko ale wlasnie boje sie ,ze moze urodzic sie nie daj Boze z jakas
          wada genetyczna i moje beztroskie zycie sie skonczy. Mysle,ze jest duzo kobiet
          ktore miewaja zle mysli (Np jak sa w ciazy) Boja sie o zdrowie swojego dziecka.
          Oczywiscie ,ze dziecko troszke ogranicza. Praca,partner,wlasne slabosci tez
          ograniczaja. Ale to nie oznacza,ze ze wszystkiego trzeba rezygnowac. Przed
          dzieckiem ,tez nie zawsze moglam robic to na co mialam ochote. Nie zawsze moglam
          wyjsc z pracy o wyznaczonej porze wiec plany na wieczor sie zmienial.Nie zawsze
          kiedy chcialam dostawalam urlop wiec trzebabylo sie dopasowac. Maz tez nie
          zawsze mogl sie dopasowac czy to z urlopem czy z wolnym czasem. Nie wspomne,ze
          choc zawsze miaalm ochote na podroze po swiecie czy sporty ekstremalne
          ograniczly mnie wlasne leki,pieniadze,praca itp. Nawet jak sie nie ma dzieci to
          nie zawsze robisz to na co masz ochote w danej chwili. Takie jest zycie
          normalnego,odpowiedzialnego ,doroslego czlowieka. Jak rodzisz dziecko tylko
          przez kilka miesiecy jestes ograniczona na maxa. Potem wszedzie mozesz zabrac
          dziecko ze soba lub zostawic z babcia/opiekuna. Mam prawie 3 letnia corke.
          Chodze na imprezy,do kina,jezdzimy na wakacje. 2tyg temu bylam z mezem w Egipcie
          a mala u babci. 29 grudnia idziemy do znajomych na impreze a w Sylwestra bawimy
          sie w klubie. Normalne zycie. O szczesciu jakie daje mi dziecko nie bede sie
          nawet rozpisywac.(wiesz...jak o slepym o kolorach - i tak nie zrozumiesz)
          Zachecam szukania ludzi z podobnymi "problemami" na innym forum ,te nie jest dla
          Ciebie.
        • dagu75 Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 23:29
          Wiesz co, nie chciałam odpisywac, bo inne dziewczyny napisały rzeczy, pod
          którymi sie podpisuję. Ale ten post o alergiach mnie powalił. Ja jestem mamą z
          tamtego forum. Nie uważam, żeby moje życie było skończone. Alergia mojej
          córeczki ( a teraz też synka) nie jest końcem świata, lecz jego częścią. Tak
          jak pryszcz na nosie . Może trochę bardziej uciążliwe, ale do przeżycia.
          Wiesz co, może Ty z takim podejściem nie decyduj się rzeczywiście na dzieci, bo
          przy pierwszym ząbku i nieprzespanej nocy wpadniesz w histerię? Przepraszam,
          nie mogłam się opanować, żeby tego nie napisać.
          Tak poważnie- napisz swoje obawy, nawet te najgłupsze ( ja np napisałam coś o
          tym, że jeśli ktoś sobie wyobraża karmienie piersią dłuższe niż 6 misięcy to
          chyba go powaliło, bo piersi do kolan itp. choć Weronikę karmiłam 2 lata, jak
          to czytałam płakałam ze śmiechu nad własną ówczesną niedojrzałością)i jak już
          będziesz te dzieci mieć przeczytaj to. Może też się uśmiejesz.
          Akurat w tym przypadku żeby zrozumieć trzeba przeżyć.
    • kitka05 Re: Po co nam te dzieci 18.12.06, 23:31
      Nikt Ci nie każe mieć dziecka, to Twoja decyzja, ale po tym co czytam to współczuje Twoim rodzicom. Myślę jednak ze troche to ich wina, ze wychowali Cię na zimną i wyrachowaną kobietę, która tylko chciałaby brać nie dając nic w zamian, a już napewno nic bezinteresownie. Współczuje takiego podejścia do życia.
      • olala84 Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 23:01
        Czytam posty w tym wątku i... widać, że obie grupy na siłę chcą sobie coś udowodnić.

        Mam 22 lata, dzieci jeszcze nie mam ale planuję mieć w bliżej nie określonej
        przyszłości. W dniu dzisiejszym mogę szczerze i z czystym sumieniem powiedzieć,
        że nie lubię dzieci - niestety, najlepiej je widać jak się drą, czegoś chcą,
        nabrudzą itd. Nie biorę udziału w zbiorowych zachwytach nad dokonaniem jakiegoś
        małego szkraba bo po prostu tego nie czuję, nie interesuje mnie to i mam swoje
        sprawy. Dla swojego dziecka będę najlepszą mamą świata ale zanim to nastąpi -
        nie chcę rozmieniac się na drobne. Kiedy zaczną mnie interesować kupki i zupki,
        nie będę z zachwytem patrzeć na czyjeś dzieci a postaram się o własne.

        A co do prezentowanych tutaj opinii - szanujmy się wzajemnie! Nie każdy, kto nie
        chce mieć dzieci jest wyrachowany i zły. Zresztą - wolny wybór. Jak ktoś nie
        chce dziecka, to chyba lepiej żeby go nie miał? Natomiast co do ograniczenia
        życia po urodzeniu dziecka - trzeba znaleźć złoty środek. Moi rodzice zawsze
        mieli duzo znajomych w z dziecmi w moim wieku i jakoś się organizowali. Mieli
        czas na swoje imprezy, swoje wyjazdy a ja z siostrą byłysmy na weekend u wujka i
        ciocie, czasem dzieci wujka przyjeżdżały do nas na weekend. A im byłyśmy
        starsze, tym więcej rzeczy robiliśmy razem - jaka ja byłam z siebie dumna jak
        mnie tata zabrał pierwszy raz na łyżwy albo na narty, albo na konie...

        A co do tego, że nie mając dzieci tez jest się kochanym - to nie do końca tak...
        Znajomi i przyjaciele są super ale nie zastapia swojej własnej rodziny.
        Przecież nie zawsze będą oniw stanie być przy nas bo... będą zajęci swoimi
        dziećmiwink
    • gandalf26 Re: Po co nam te dzieci 19.12.06, 00:00
      Troche przesadzacie...

      Juz sam fakt czytania forum edziecko swiadczy ze jednak do tych dzieci autorke
      postu cos pchnie...
      Mnie w zyciu przed zajsciem w ciaze nie przyszlo do glowy aby zajmowac sie
      tematyka dziecieca a Wam ?

      Zycie przed dzieckiem jest zyciem nastawionym na samego siebie.
      Nikt Ci nie przeszkasza w czytaniu ksiazki bo wlasnie chce isc do toalety,
      idziesz na kawe ze znajoma kiedy masz ochote a nie dopasowujesz sie do godzin
      zajec dziecka, wyjezdzajac na wakacje nie nastawiasz sie na caly dzien
      zwiedzania starych ruin ale na pewno zainteresujesz sie gdzie jest park i zoo
      a moze planetarum...
      No jest inaczej nie da sie ukryc...

      No ale generalnie to faktycznie rozmowa jak z gluchym o dzwiekach...

      Takim tokiem rozumowania nie nalezy wychodzic za maz bo pewnie sie rozwiedziemy
      (wystarczy wejsc na odpowiednie forum lub poczytac statystyki), nie bede
      jezdzic samochodem bo tyle jest wypadkow itp...

      A tak na marginesie jak tez moge isc i jechać kiedy chce i gdzie chce, tyle ze
      z rezolutnym 5 latkiem smile
      Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie - ja tez sie nie
      zamartwiam
      Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani- ja tez nie jestem.
      Nie wszystkie dzieci sa takie jak w super niani, niektore maja rozsadnych
      rodzicow smile))



      • utharaptor Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 11:34
        czytanie forum edziecko nie znaczy, ze kogos pchnie do dzieci. Wrecz przeciwnie wink
        Ja tez sobie czasem podfczytuje fora dzieciatych, szczegolnie kiedy mi zle i
        wydaje mi sie ze mam za duzo roboty, nie wyrabiam, ze zycie jest do dupy...
        czytam sobie wtedy fora mamusiek i widze, ze moglabym miec jeszcze gorzej. I
        wtedy dziekuje opatrznosci za srodki anty smile)
    • cooky1 Re: Po co nam te dzieci 19.12.06, 10:18

      Miałam odpowiedzieć na twój post ale nie mogę powstrzymac się od skomentowania
      go.
      Twoje pytanie jest bardzo dziwne a odpowiedź wcale nie pasuje mi do dojrzałej
      mamy. Mnie nie zdarzyła się nigdy tak pomysleć, nawet o cudzych dzieciach a nie
      mówiąc juz o własnych. A nazywając je bachorami to bardzo nieładnie. To tyle z
      mojej strony, nie chcę pisać nic więcej bo byłoby nie na temat.........

      • dagmama To takie proste! 20.12.06, 12:16
        My żyłyśmy tak jak Ty i rozumiemy Twoje argumenty.
        A Ty nie zrozumiesz nas, dopóki nie urodzisz.
        A jeśli nie urodzisz to nigdy albo za późno.
    • moofka Re: Po co nam te dzieci 20.12.06, 19:13
      ale dlaczego zal autorki?
      przeciez prawde pisze
      dzieci zabierają nam czas, wolnosc i ogrom pieniedzy i wyrzeczen rozmaitych
      kosztują tez tyle nerwow, emocji i strachu, ze nie da sie tego z niczym porownac
      przez ladny kawal zycia wszystkie swoje plany i przedsiewziecia trzeba planowac
      majac na uwadze dziecko
      nikt nie kwestionuje, ze milosc macierzynska jest piekna i inne bla bla smile
      to tez jest prawda
      ale manie dzieci jest upierdliwe, dobrze ze autorka ma tego swiadomosc
      dzieci mozna swiadomie miec i swiadomie ich nie miec big_grin
        • znikad Argument ZA 20.12.06, 21:38
          Mam troje dzieci wylacznie dla przyjemnosci Ich posiadania smile Moglem sobie
          zrobic 3 dzieci wiec sobie zrobilem. Potem sie okazalo, ze nie zrobilem Ich
          sobie ale swiatu ale i tak jest fajnie. Bez dzieciakow byloby beznadziejnie
          nudno. No i nigdy bym sie nie dowiedzial jakim jestem super tata wink))) Tyel
          wiemy o sobie, ile nas sprawdzono, czyz nie?
          Droga autorko watku pamietaj o jednym - zawsze lepiej zalowac, ze sie cos
          zrobilo - w tym przypadku dziecko wink)) - niz, ze sie czegos nie zrobilo gdy
          byla taka mozliwosc!!!! Dzieci to nieustajace zrodlo rozrywki choc jak Acorns
          napisal czasem kosztownej, nie przecze. Ale nic, co ma jakas wartosc nie moze
          byc za friko.
          • iwucha Re: Argument ZA 21.12.06, 17:14
            A ja się zastanawiam, czy fakt że dzieci są absorbujące i zabierają wolnośc -
            jak twierdzi autorka wątku, to jedyny powód, dla którego autorka odczuwa do nich
            niechęc. Myslę, że tutaj może byc jakies drugie dno, o ktorym nawet nie wie ona
            sama, ani tym bardziej forumowicze. I sugerowanie, że "lepiej załowac, że się
            coś zrobiło itd.." nie jest żadna radą. Bo dziecko to nie jest COS, ale KTOS, na
            kim nie robi się experymentów i takie podjście jest co najmniej wątpliwe...
            dzieci są dla ludzi dojrzałych i odpowiedzialnych, stabilnych emocjonalnie.
            Ktoś, kto ma jakiś nierozwiązany wewnętrzny konflikt tego typu, nie może byc
            dobrym rodzicem. W takim wypadku zachodzi duże prawdopodobieństwo niepowodzenia
            "experymentu". I co wtedy? Dziecko oddajemy do domu dziecka czy chowamy
            frustrata, alkoholika, przestępcę bo mama jest zimna jak lód, nie cierpi
            wrzasków ale kocha sporty extremalne...? Dziecko ma cierpiec, ze experyment sie
            nie powiódł????

            Tam, gdzie jest normalna miłośc, zdrowe relacje w rodzinie pochodzenia i własnej
            - tam nie ma miejsca na tego typu wątpliwości. Bo dzieciątko jest naturalną
            konsekwencja miłości, a nie - zagrożeniem.
          • uwolnic_cyce Re: Argument ZA 21.12.06, 17:25
            znikad napisał:
            > Droga autorko watku pamietaj o jednym - zawsze lepiej zalowac, ze sie cos
            > zrobilo - w tym przypadku dziecko wink)) - niz, ze sie czegos nie zrobilo gdy
            > byla taka mozliwosc!!!!

            To chyba jakiś żart.Urodzić na siłe dzieciaka i żałować, że się go ma? Skąd ta
            dziwaczna pewność, że będzie cudnie. A jeśli będzie odwrotnie i z tym żalem
            trzeba będzie zyć? W tym przypadku to zdecydowanie lepiej nie mieć potomstawa i
            ewentualnie żałować, że się go nie miało.Nie każda kobieta żeby się spełnić
            musi rozłożyc nogi w celu wydalenia płodu.Jest cała masa równie
            satysfakcjonujących możliwości i niech każdy robi co chce.Swoją opinię wyrażam
            w o oparciu dzienniki osoby, której posiadanie dzieci nie wyszło na zdrowie.
            • znikad Re: Argument ZA 21.12.06, 23:00
              Po pierwsze, noz mi sie w kieszeni otwiera jak czytam lub slysze
              okreslenie "dzieciatko" - ani ja w zyciu nie bylem DZIECIATKIEM, ani zadne z
              moich dzieci tez nie! Wypraszamy sobie wink)))
              Po drugie, zycie generalnie to ryzyko - kazda decyzja moze miec dziesiatki
              ronych skutkow - tak samo jest i z decyzja posiadania dziecka - moze sie okazac
              najwiekszym szczesciem, moze sie okazac najwieksza tragedia ALE nie okaze sie
              NICZYM jesli sie czlowiek na dziecko nie zdecyduje! I tu jest ten pies
              pogrzebany - jesli mozna (zdrowie, wiek itd.) to nalezy sprobowac zeby nie
              zalowac, ze sie nie sprobowalo. Proste.
              Po trzecie - oczywiscie, ze wychowywanie dziecka to JEDEN WIELKI EKSPERYMENT NA
              ZYWYM ORGANIZMIE. I to na dodatek za kazdym razem niepowtarzalny, nie dajacy
              zadnych faktycznych doswiadczen przy okazji wychowywania nastepnego dziecka. Bo
              kazde kolejne dziecko jest nowym, niepowtrzalnym czlowiekiem, oryginalna
              indywidualnoscia wiec eksperymentowanie nie ma konca. Za kazdym razem, przy
              kazdym kolejnym dziecku jest sie rodzicem po raz pierwszy. Oczywiscie, latwiej
              sie zmienia pieluchy i spokojniej znosi zabkowanie ale kwestia poznawania nowej
              osobowosci, uczenia nowego czlowieka swiata i ta cala najwazniejsza sfera
              wychowania za kazdym razem znow sa tylko eksperymentem. Esperymentem, ktory
              moze sie udac i wypuscimy z domu sensownego, sympatycznego, szczesliwego
              czlowieka zainteresowanego swiatem i milego dla ludzi albo sie nie uda, bo bywa
              i tak, ze chocby sie czlowiek nie wiem jak staral, cos nie wyjdzie... Kto jest
              rodzicem i uczciwie ocenia swoje poczynania wychowawcze ten wie dokladnie jak
              latwo jest zrobic blad!
              Po czwarte - posiadanie dzieci to nieustajace wyzwanie fizyczne, intelektualne,
              moralne, etyczne i kazde inne mozliwe. Czasem czlowiek dorasta do takiego
              wyzwania, czasem nie, bo jestesmy tylko ludzmi ale rezygnowanie bez podjecia
              tej "rekawicy" od natury mnie osobiscie zaskakuje. To tak jakby czlowiek sobie
              powiedzial, ze nie sprobuje chodzic, bo sie to moze skonczyc upadkiem. No moze!
              • iwucha Re: Argument ZA 22.12.06, 10:43
                "Czasem czlowiek dorasta do takiego
                wyzwania, czasem nie", bo jestesmy tylko ludzmi ale rezygnowanie bez podjecia
                tej "rekawicy" od natury mnie osobiscie zaskakuje - podejmowanie tej rękawicy
                powinno miec miejsce, gdy osoba jest dojrzała emocjonalnie. Jesli mamy do
                czynienia z takimi argumentami PRZECIW dzieciom tj. autorka wątku, to trudno
                wierzyc w ów dojrzałosc i aż strach sie bac, ze ktos miałby tę rekawicę
                podejmowac. Doswiadczam na codzień w swojej pracy skutków owych experymentów i
                oby nieszczęsliwych dzieci i niedojrzałych (lub zaburzonych matek) było jak
                najmniej!

                "Czasem człowiek dorasta do takiego
                wyzwania, czasem nie" - no właśnie....więc ci co nie dorastają, niech się za
                dzieci nie zabierają! istnieje masa innych dróg samorealizacji, macierzyństwo
                nie jest dla wszystkich.

                i nie kazdy dorasta do przemyslen typu:
                "kazde kolejne dziecko jest nowym, niepowtrzalnym czlowiekiem, oryginalna
                indywidualnoscia wiec eksperymentowanie nie ma konca." - to nieco inny rodzaj
                eksperymentu i nieco inny rodzaj samoświadomości smile

                "i tak, ze chocby sie czlowiek nie wiem jak staral, cos nie wyjdzie... Kto jest
                rodzicem i uczciwie ocenia swoje poczynania wychowawcze ten wie dokladnie jak
                latwo jest zrobic blad!" - błąd w wychowaniu, który jest zawsze udziałem
                wszystkich rodziców to co innego niz błąd związany z decydowaniem się na
                urodzenie dziecka gdy brak odpowiednich zasobów psychicznych. Ponadto 90%
                rodziców nigdy nie przyznaje sie do własnych błędów wychowawczych, ale to juz
                inna sprawa...

                "okreslenie "dzieciatko" - ani ja w zyciu nie bylem DZIECIATKIEM, ani zadne z
                moich dzieci tez nie! Wypraszamy sobie wink)))" - uups! Przepraszm za to drobne
                faux pas choć moje okreslenie dziecka DZIECIATKIEM dotyczyło ogółu, nie zaś
                Twoich dzieci ani Ciebie wink
        • moofka Re: moofka a ty masz dzieci ??? 21.12.06, 08:56
          moniqep napisała:

          > pewnie tak. Tak z ciekawosci .Ile masz lat ile tych dzieci i czy ich przyjscie
          > na swiat bylo przemyslane i zaplanowane?


          ło matko, ale chamskie insynuacje smile
          nie mam zamiaru sie tlumaczyc z milosci do mojego dziecka
          fakty sa takie ze dziecko ogranicza, kosztuje i wyczerpuje
          z tego co zrozumialam watek dotyczyl ciemniejszychj stron macierzysntwa
          zaloz taki o jego rozkoszach to sie tez dopisze ;D
          • kaleta76 Re: moofka a ty masz dzieci ??? 21.12.06, 13:38
            bycie matka to najwsanialsze uczucie jakie moze byc. Autorka watku pisze ze ma
            partnera, i ok to jest tez wspaniale moc z kims byc ale spelnieniem zwiazku
            jest pojawienie sie dziacka. Dotyk raczek, słowo mama, tata, to ze tulisz w
            ramionach istote ktora powstala z milosci dwojga osob- tego sie nie da porownac
            do niedogodności o jakiej pisze autorka watku- nie mozna gdzies wyjsc.to
            banalny powod. Swieta w gronie rodzinnym, z dziecmi potem z wnukami to cos
            najwspanialszego. Wazne jest to jak wychowa sie dzieci i jakimi ludzmi beda
            potem i to jest prawdziwe wyzwanie dla prawdziwych rodziców. pozdrawiam
            wszystkich rodziców i tych ktorzy zastanawiaja sie nad "plusem" posiadania
            dzieci
      • grzalka Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 14:17
        moofka napisała:

        > ale dlaczego zal autorki?
        > przeciez prawde pisze
        > dzieci zabierają nam czas, wolnosc i ogrom pieniedzy i wyrzeczen rozmaitych
        > kosztują tez tyle nerwow, emocji i strachu, ze nie da sie tego z niczym porowna
        > c
        > przez ladny kawal zycia wszystkie swoje plany i przedsiewziecia trzeba planowac
        >
        > majac na uwadze dziecko
        > nikt nie kwestionuje, ze milosc macierzynska jest piekna i inne bla bla smile
        > to tez jest prawda
        > ale manie dzieci jest upierdliwe, dobrze ze autorka ma tego swiadomosc
        > dzieci mozna swiadomie miec i swiadomie ich nie miec big_grin


        podpisuję się po moofką
    • ferrari4 Re: Po co nam te dzieci 21.12.06, 16:29
      Jakby Twoi rodzice myśleli Twoim tokiem myślenia... to by Cię na świecie nie
      było.

      Więc odpowiedz sobie sam czy warto było żebyś sie urodził, czy też nie.

      Pozdrawiam
    • blq też się tak zastanawiałem nie raz.... 21.12.06, 16:36
      argumenty "za".... może by się znalazły, ale 20 lat temu i dawniej (w tamtej
      rzeczywistości), lub za 50-100 lat (może, choć wątpie).

      na AD 2006 mam same argumenty PRZECIW:

      1. nie chce się ciągle o nie martwić, o to że ktoś lub los je skrzywdzi
      2. dziecko to ograniczenie wolności (głównie terytorialnej i czasu dla siebie)
      3. dziecko to wielkie koszta
      4. dziecko to odpowiedzialność, a ja lubie być odpowiedzialny tylko ZA SIEBIE
      5. dziecko niszczy figure i zdrowie partnerki (a piszcie sobie co chcecie, wiem
      swoje)
      6. dziecko gdy dorasta zmienia się i już wcale nie kocha tak bezgranicznie (jak
      ktoś dobrze ujął macie 5 minut szczęścia a potem...?)

      i tak bym wymieniał wymieniał aż do 12-13 gdzieś, ale przede wszystkim:

      Dzisiejsze dzieci są wychowywane na konsumentów. Już pokolenie urodzone w latach
      1992 i pozniejszych to ludzie o kompletnie innej psychice. Są nastawieni na
      hedonizm, bez wartości wyższych, szeroko pojętych (sztuka, doskonalenie siebie,
      patriotyz,m autorefleksja). Decydując się DZISIAJ na dziecko, stajecie, moi
      drodzy, przed wyborem:

      Albo poświęcicie mu po pare godzin dziennie, nieprzerwanie przez kilkanaście
      lat, albo wychowacie (a raczej wyhodujecie) DZIWKARZA bądź DZIWKE. Będzie ćpać,
      palić, puszczać się, dziewictwo straci w wieku 12 lat itd itp. Zwłaszcza jak
      mieszkacie w bloku.

      Alternatywa jest taka: albo kompletnie wyniszczając siebie wychowacie porządnego
      człowieka w nieporządnych czasach, albo żyjąc własnym życiem wasze dzieci będą
      (na jakieś 90-95%) śmieciem, nie ludźmi. Takie czasy nastały (a zwłaszcza za 15
      lat nastaną). Takie wzorce, takie środowisko, pewnie pomyślicie że bredzę, a po
      prostu sporo WIEM.

      14. Nie wytrzymałbym psychicznie widząc, jakie mam dziecko. A nie mialbym na
      tyle czasu (a pewnie i wiedzy), by wiele godzin dziennie kłaś do głowy
      dzieciakowi "TO NIE TAK JAK WIDZISZ, TO NIE TAK JAK SIE WYDAJE, to tylko
      propaganda koncernów, mediów, krótkowzroczność Twoich kolegów, to nie tak
      kochanie... nie tak"...
      • so7b Re: też się tak zastanawiałem nie raz.... 21.12.06, 21:43
        blq jeżeli tyle WIESZ jak się chwalisz...to powiedz... WIESZ co to jest miłość?

        Ja bardzo długo nie chciałam, bałam się mieć dziecko. Rozumowałam jak gazarro i
        blq.
        A potem "coś zaskoczyło" i poczułam że bez dziecka jestem namiastką. Ale nie
        potrafię powiedzieć co i dlaczego... jedni ludzie mają to coś od "nastolactwa"
        inni dochodzą wręcz wtedy, kiedy na biologiczne rodzicielstwo jest za późno -
        ale przecież to nie przekreśla rodzicielstwa wogóle!

        Nie będę się licytować co mi mój syn dał. Prawidzi rodzice to wiedzą, nie-
        rodzice - nie zrozumieją. Ja kiedyś nie rozumiałam.

        Po prostu - każdy ma swoją drogę, swoje przekonania... głupio tylko, kiedy
        usiłuje się nawrócić kogoś zakładając, że zna się "jedyną i słuszną dla
        każdego" prawdę...