Gość: AnitaP
IP: *.*
12.03.03, 22:02
Bardzo denerwują mnie obcy ludzie, którzy na widok małego dziecka sądzą, że mają prawo do niego zagadać, dotknąć, dać cukierka itp.Wiele razy się zdarzyło, że gdy mój synek miał "ambę", tzn. np. ryczał, wrzeszczał, nie chciał dalej iść albo rzucał się po ziemi, to zawsze znalazł się ktoś "miły" z tekstem typu: "O, mamusia niedobra, nie rozumie cię, może pójdziesz ze mną?". Mnie od razu szlag trafia, bo nie chcę, żeby obcy ludzie się spoufalali i wtrącali w moje metody wychowawcze.Inna sprawa, to częstowanie dzieci słodyczami, bez pytania o zgodę rodziców (o tym nie będę się rozpisywać, bo jest już osobny wątek na ten temat).No a ostatnio to się całkiem zgotowałam. Poszłam z dzieckiem do przychodni odebrac wyniki. Do windy wsiadła jakaś kobieta i od razu mojego synka palcem pac! po nosie. Zanim zdążyłam zareagować, jeszcze go uszczypnęła w policzek! Maks schował się za mną, bo nie lubi obcych, a ja tylko grzecznie poprosiłam, żeby nie zaczepiała mojego dziecka. Baba się obraziła, a ja jeszcze długo gotowałam się w środku. Przychodnia, wirusy i bakterie, chorzy ludzie, a ona z brudnymi łapami do twarzy małego dziecka! Jakim prawem?!Czy Was też to złości, czy może to ja jestem przewrażliwiona?Anita.