odejść czy zostać?

16.01.07, 13:01
witam.mam 27 lat,męża i dziecko 2latka.mąż ogólnie jest dobry, pomaga przy
małym, zabezpiecza byt.niczego mi nie brakuje...w sumie...tylko że ja go nie
kocham.jest tak od ok.dwóch lat, myślałam że przez dziecko to się zmieni, ale
nic.nie potrafimy się dogadać w wielu sprawach, jesteśmy z różnych rodzin i w
sumie żyjemy w dwóch różnych światach...często się kłócimy, obrażamy
itp...zastanawiam się czy nie lepiej się rozejść i nie tracić cennego
życia...jestem w tym związku głównie ze względu na dziecko i chyba
wygodę...ale często brakuje mi prawdziwego uczucia, spokoju...poradzcie.
    • makurokurosek Re: odejść czy zostać? 16.01.07, 14:04
      hej
      Wydaje mi się ze powinnaś się zastanowić od którego momentu przestało między
      wami iskrzyć, następnie co spowodowało ta sytuację. Jak dowiesz się tego
      porozmawiaj z mężem ( oczywiście gdy dziecko śpi) powiedz mu cop jest nie tak i
      spróbujcie temu zaradzić. Jeżeli to nie pomoże może idźcie do poradni. Decyzję o
      rozstaniu zostaw na koniec, chyba że mąż okaże się ignorantem i uzna że nie ma
      problemu. Sądzę że zawsze warto powalczyć albo przynajmniej bliżej przyjrzeć się
      sytuacji, jednak nic na siłę. Tworzenie chorego związku nie pomoże ani wam ani
      dziecku. Trzeba zrobić (razem) wiele by go wyleczyć ale amputacja to też metoda
      leczenia
      • ania28.1 Re: odejść czy zostać? 26.01.07, 23:24
        nie martw sie, ja mam identyczna sytuacje - tak jakbym to ja napisala- nawet
        dziecko ma 2 lata. I tez od jakiegos czasu zastanawiam se co zrobic...
        • oda100 Re: odejść czy zostać? 27.01.07, 12:49
          ja zastanawialam sie czy najpierw nie lepiej miec jakis backup; sama nie
          chcialabym zyc
    • bj32 Re: odejść czy zostać? 27.01.07, 13:05
      Zgadzam się z Makurokurosek. Jeśli pochrzaniło się dopiero po urodzeniu
      dziecka, to może przyczyna jest jakaś zupełnie inna (nie, dziecko, Boże broń).
      Zazwyczaj ludzie pochodzą z różnych rodzin itd. Coś Was chyba do siebie
      przycągnęło? I tego już wcale nie ma? Warto wszystko najpierw przemyśleć i
      obgadać. Rozejście się wydaje się tylko łatwym rozwiązaniem problemu...
      • aaola Re: odejść czy zostać? 27.01.07, 20:02
        myślę że najlepiej będzie jak pójdziesz z tym problemem do specjalisty Tutaj
        dziewczyny moga Ci radzic ale to zbyt powazny problem na forum
        Zyczę Ci żeby w życiu poukładało Ci się
        • becik1 Re: odejść czy zostać? 27.01.07, 21:03
          To jest bardzo trdna decyzja która nalezy tlko do Ciebie. Piszesz ze jest dobry
          ale jak ciebie on traktuje czy cie kocha czy on wie o twoich rozterkach?????
          Moim zdaniem zawsze lepiej sprobowac naprawić ale nie kosztem dziecka ono widzi
          jak sie kłucicie itp. i czasem sie rozstac nawet w tedy gdy jest dziecko wy
          macie dawac przykład jak zyc kochac sie a nie jak sie klucic.
          ALE PAMIETAJ TO SA NASZE OPINIE A TO TY MASZ TAKA SYTUACJE. I OBOJETNIE JAKA
          DECYZJE PODEJMIESZ MUSISZ BYC JEJ PEWNA A TO BEDZIE TRUDNE
    • ziabcia Re: odejść czy zostać? 28.01.07, 12:37
      A zapytam przede wszystkim: czy powiedziałaś mu że czujesz się źle, że coś
      miedzy Wami jest nie tak, że nie ma między Wami już takiego uczucia jak
      kiedyś??? Może powinnaś z nim porozmawiać, powiedzieć, że brakuje Ci miłości,
      czułości, że chciałabyś żeby było jak dawniej - chyba że nigdy nie było dobrze,
      ale jeśli tak to chyba byś za niego nie wyszła?
      Przede wszystkim długa i szczera rozmowa, a potem decyzja o rozstaniu...
      • maja_i_julka Re: odejść czy zostać? 29.01.07, 10:14
        jakbym czytala o sobie... chetnie bym porozmawiala z jakas "mama" z podobnym
        dylematem, ale nie na forum. moze macie gg? albo skype? czasem samemu trudno
        takierzeczy kazdego dnia w glowie roztrzasac. jakby byl ktos chetny to podam na
        pocztaek adres mailowy. pozdrawiam
        • ziabcia Re: odejść czy zostać? 29.01.07, 16:25
          Myślę że wiele z nas ma takie chwile zwątpienia...sad Przecież tak wiele się
          zmienia w naszym życiu jak przychodzą na świat dzieci... Dają tyle radości ale
          zabierają jednocześnei nam te chwile tylko we dwoje.... Jestem za tym żeby
          rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać ze swoimi połówkami... Też mi jest
          czasami ciężkowink
        • symplegada Re: do maja_i_julka 30.01.07, 12:30
          Napisałam do Ciebie na mejla gazetowego.
    • muress Re: odejść czy zostać? 29.01.07, 20:52
      oj dziewczyny..
      tak odejsc - to jest najłatwiej. Nic dziwnego, że tyle teraz rozwodów.

      Jestem mężatką od ponad 11 lat, z mężem w sumie już 16. Gdy byłam +/- w Waszym
      wieku, po pierwszym dziecku też przechodziłam kryzys małżeński (celowo
      piszę "przechodziłam", bo mąż jak się okazało niezbyt był świadomy tego, co się
      we mnie działo). Potem było lepiej, potem znowu gorzej, dużo gorzej, potem
      znowu lepiej... i tak to się toczy.

      Nie wiem, może są wyjątki, ale tak, jak patrzę na moich znajomych, to moja
      historia nie różni się wiele od innych. Koleżanki tez mówią o kryzysach, nie
      jakichś tam nadzwyczajnych bo zdrada itp (choć przecież z czegoś te zdrady się
      biorą), ale z niemożności porozumienia, szarości życia, poczucia osamotnienia..

      Chyba po prostu tak życie wygląda. Nie może być ciągle kolorowo, trzeba się
      postarać, aby kolorowo było od czasu do czasu. Trzeba wytrwać w szarości,
      czasem w problemach - ale czy nie to przyrzekałyśmy przy ślubie? Oczywiście,
      nie ma prawd uniwersalnych w tych sprawach, każdy sam musi podjąć decyzje co
      jest dla niego dobre (i dla dzieci! Jeśli są dzieci rozwód powinien być
      ostatecznością! One naprawdę bardzo cierpią na tym, co się złego dzieje między
      rodzicami), ale mam wewnętrzne przekonanie, że nie powinno się poddawać przy
      pierwszym, drugim, trzecim czy dziesiątym załamaniu. Że małżeństwo polega m.in.
      na ciągłej, wytrwałej pracy i staraniu, aby ono przetrwało. I jeszcze mam
      przekonanie, że warto walczyć. Że tylko dzięki tej pracy i staraniu można
      zbudować trwały, partnerski związek, w którym ma się oparcie.

      Chyba, że komuś nie zależy na oparciu, a na kolorach...

      Ameryki nie odkryję dając też takie proste rady, które powtarzają się w różnych
      poradnikach: spróbuj wypracować z mężem wspólne rytuały, wyjdzcie razem do
      kina, zróbcie coś tylko dla siebie. Ale daję słowo- to działa. Raz lepiej, raz
      gorzej, ale warto się nie poddać tak po prostu i walczyć.

      A dalej pisac nie mogę, bo potwory mi nie dają
Pełna wersja