Dodaj do ulubionych

Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę.....

15.05.07, 13:06
.....nie wierze, tym bardziej, że jestem pedagogiem.
I tak bardzo żal mi tych dzieci umęczonych przez rodziców własnymi
frustracjami i pędem "doniewiadomokąd".

Dzieci mają być dziećmi, mają sie bawić wtedy gdy jest na to czas i uczyć gdy
przyjdzie czas szkoły. Wczesniejsze wymuszone czytanie jest bez sensu, bo co
to daje. w wieku 10 lat i tak bedziemy wszyscy (mówię o naszych dzieciach) na
podobnym etapie.

To jest tak jak z uczeniem 6-miesiecznego dziecka siusiać do nocnika poprzez
zamoczenie stópek w ciepłej wodzie..... Bardziej potrzeba rodziców niż
dziecka.
A przeciez i tak się nauczy. Nierozumiem.

Ja wolę z moim prawie 5-letnim synkiem spedzać czas na zabawach, jezdzie na
rowerze i inncyh niewymuszonych przyjemnościach. Uwielbiamy rozmawiać, bawić
się z babcinymi zwierzakami (rzadko bo rzadko ale zawsze), jeżdzić co
tydzień do Muzeum Wojska POlskiego- bo to nasz drugi domwink Beztrosko - ze
świadomością niewymuszonej zabawy, zabawy, którą wymyśli mój syn a ja tylko w
niewielkim stopniu.
Teraz uczymy się gry w szachy , bo synek zobaczył jak tata gra. Pływać umiemy
i wcale nie dlatego że ktos nas zmuszał od 2 dnia zycia, ale dlatego że w
pewnym momencie nastapiła potrzeba przepłynięcia basenu i udało się-zabawa
(chlapanie się, rzucanie piłek) czegoś nauczyła. A nie na odwrót- nauczono
mnie jakiejś umiejetności żebym sie bawił....

I pragne zapenić, że nie jestem zapracowana mamą, której braknie czasu i
wymysliła sobie cud teorię. Jestem mamą która została z dzieckiem na
wychowawczym, mimo ze się nie przelewało. Argumenty , że kogos nie stać na
wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
nowych spodni. Ale to taka dygresja.

Natomiast wracając do tematu, uważam, że na wszystko przyjdzie czas.
Niemowlak załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa i potrzeby
pokarmowe, wraz z wiekiem wzrasta jego swiadomość, że jest jeszcze coś więcj
niz tylko potrzeba zrobienia kupkiwink...itd.

W przedszkolu u mojego syna kilkoro dzieci potrafi napisać sowje imię, kilka
innych słów, żadne nie potrafi czytać. I Bogu dzieki, przynajmniej się nie
nudzą i razem w podobnym tempie uczą się- co sprzyja też zdrowej rywalizacji.
No bo co dalej, gdy dziecko nauczy się czytać w wieku 2 lat- może od razu
gimanzjum, może studia.

Nie potepiam, ale i nie polecam.
L.


Obserwuj wątek
    • pasikonik10 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 13:08
      hmm ale nikt nikogo nie zmusza... to uczenie przez zabawę jak zrozumiałam
      • lula777 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 13:14
        byc może, ale ciekawe do czego jeszcze posuną się najnowsze teorie, a za tym
        ich rodzice.
        wszystko powinno miec rece i nogi, a tu ma nawet trzy głowy.
        jasne że trzeba uczyc dziecko świata, zycia, ale spokojnie bez przesady.
        pozdrawiam
        • alpepe Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 13:42
          to kij z dwoma końcami, z jednej strony niektórzy tresują dziecko do wczesnego
          czytania, z drugiej na przykład "najnowsze teorie naukowe" mówią, by nie
          stresować dziecka
          wczesną nauką korzystania z toalety, tylko poczekać, aż dziecko "zechce".
          Znajoma była w Stanach jako operka i musiała tak przewijać sześciolatka walącego
          klocki w pieluchy, bo jego skądinąd wykształceni i na poziomie rodzice czekali,
          aż dziecko samo zechce siąść na deskę i się normalnie wypróżnić. Nam juz
          niedaleko do Stanów, także w kwestii pampersów dla sześciolatków, wszak do sam
          zysk dla producenta pieluch jednorazowych.
        • gosiazgdanska Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 13:49
          Lula777 w pełni się z Tobą zgadzam.Na wszystko przyjdzie czas.Mój synek ma 18
          miesięcy i jest radosnym dzieckiem.Od rana uśmiech nie schodzi z Jego słodkiej
          bużki.Jest bardzo radosnym i pogodnym chłopczykiem.Nie umie jeszcze siusiać do
          nocnika,nie umie jeszcze jeść samodzielnie itp. i nie chcę Małego "przymuszać"
          do tego,żeby się nauczył.Po co?Przyjdzie pora że się wszystkiego nauczy.
          Pozdrawiam smile
    • bazylea1 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 14:48
      zgadzam się z bezsensownością uczenia czytania niemowlaków. ale pozniej dziecko
      rozwija się, zadaje pytania a przecież uczy się cały czas, również poprzez
      zabawę. jesli jest ciekawe jakiś konkretnych dziedzin to czemu mu nie pozwolic
      na rozwój w tym kierunku. mój 4 letni syn umie czytac i pisac, nauczył się sam
      pytając jaka to literka (zresztą ja w jego wieku tak samo się nauczyłam). i już
      mi się dostał niejeden ochrzan że 'marnuję mu dziecinstwo'. zapewniam że robi
      wszystko to co dzieci w jego wieku - skacze po placach zabaw i buduje armaty z
      klocków. może tylko mniej siedzi przed tv a wiecej czasu poswiecamy na rozmowy
      z nim, wyjasnianie mu swiata.
      • centrinoduo Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 15:28
        Czyli co? Jak moje dziecko ma 17 miesięcy i robi na nocnik to jest
        nieszczęśliwe , nie biega z uśmiechem na buzi od rana. Żarty jakieś chyba. Już
        słyszałam że jak nie je czekolady to też nieszczęślwy będzie. Dla mnie 3 latek
        z pieluchą, smoczkiem, i butlą to patologia oraz objaw bezsilności rodziców.
        Czyli co? Wszystko ma robić jak będzie miał ochote, może do szkoły też pójdzie
        jak powie że już mu się chce. Ubawiłam się nieżle. Skoro jesteś pedagogiem
        powinnaś wiedzieć że takie małe dzieci nie podejmują decyzji tylko robią to za
        nich rodzice.
        Też pedagog.
        • lula777 nie zrozumiałaś, niestety:( 15.05.07, 16:35
          witaj, nie o to chodziło..
          jak się człowiek uprze to nawet krowe czytac i liczyc nauczy-tylko po co?
          Chodziło mi nie o bezstresowe wychowanie z pieluchą do 6 lat, ale o to by nie
          przeginać i w te druga stronę- nocnik od 5 miesiąca czy czytanie od roku. po
          co? przyjdzie na to czas.
          5-miesięczny maluch nie rozumie jeszcze ze robi do nocnika i po co to robi-
          straszemu mozna próbować wytłumaczyć...
          Nie chodzi mi o to ze dziecko decyduje we wszytskim - popadasz w skrajności.
          Chodzi mi o to ze mozna mu oddać trochę decyzyjności tam gdzie mozna i nie
          robić z niego małpki na oklaski dla rodziny i sąsiadów.
          tyle.
          pozdrawiam
          L.
    • zaba133 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 15:26
      zgadzam sie, dziecko uczy sie samo i twedy kiedy jest na to gotowe, nic na
      siłę.....
      jeden fragment , tego co napisała lula777 jednak lekko mnie zdziwił"
      Argumenty , że kogos nie stać na
      > wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
      > nowych spodni. Ale to taka dygresja."
      nie jestem mamą na wychowawczym, ale mama pracującą i to był mój wybór, a mam
      wrażenie, że bardzo dobry: mała jest zadowolona z codziennego pobytu u babci,
      nie rozpacza przy rozstaniach, jest ciekawa świata i innych osób, chyba lepsze
      to niż przebywanie ze sflustrowaną i znudzoną codziennoscią mamą 24 na dobę (
      każdy jest inny a ja po prostu nie umiem być wyłącznie w domu", koniec kropka
      wiecej czasu jej aktywnie (bawiąc się z nią itd) poświęcam, po powrocie do
      pracy niż mogłabym "siedząc" w domu, gotujac obiadki itp, itd.
      Wróciłam pewnie też trochę ze względów finansowych, ale aspekt" niesiedzenia w
      domu" był w moim przypadku dużo wazniejszy
      pisanie: ze to tani argument wydaje mi sie jednak krzywdzący, co w przypadkach,
      gdy jedna pensja nie wystarcza na podstawowe potrzeby, a dzieckiem moze
      zaopiekować sie kochająca babcia....

      • mama_misi3 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:02
        Zaba133 w pełni się z tobą zgadzam, co do tego urlopu wypoczynkowego.Pozdrawiam!
        • zofijkamyjka Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:05
          mama_misi3 napisała:

          > Zaba133 w pełni się z tobą zgadzam, co do tego urlopu
          wypoczynkowego.Pozdrawiam

          Tez nie bardzo mi sie podobał ten urywek o urlopie, chociaz z wiekszoscia postu
          sie zgadzam
          • faustine Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:26
            "Argumenty , że kogos nie stać na
            wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
            nowych spodni. Ale to taka dygresja."

            Tak samo jak argumenty w stylu " moje dziecko tak wspaniale się rozwija w
            żłobku . A że choruje ? No cóż, kiedyś musi się wychorowac" Po prostu
            drobnostka ,że dziecko chodzi cały czas z gilami do pasa , a antybiotyk zjada
            garściami. Po to, żeby mama miała lepsze samopoczucie . To po co rodzimy dzieci
            jeśli nie chcemy byc z nimi nawet tych trzech lat ? Lat tak ważnych dla małego
            człowieka .
            I żeby nie było nieporozumień , nie piszę tu o matkach których sytuacja
            materialna rzeczywiście nie pozwala na komfort urlopu wychowawczego.
      • weronikarb Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 21.05.07, 13:56
        Bluzki i spodnie kupuje w lumpeksie - nei stac mnie na nowe.
        Perfumy to tanie podrobki za 5PLN
        Jednak gdybym do tego zrezygnowala z pracy to poszlibysmy do MOPS-u po zasiłek,
        czyli lepiej w domu z dzieckiem i na koszt panstwa, anizeli w pracy i czas
        wolny posiwiecac malemu
      • malwisienia Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 25.05.07, 09:23
        rezygnacja z wychowawczego to nie tylko kwestia zarobienia na perfumy (co za
        płytka teoria!), ja bym nie zrezygnowała z pracy chociaż miałabym tylko na piwo
        zarobić!
    • bomba001 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:28
      jestem przeciwna uczeniu niemowlat, dziecko sie samo uczy swiata z pomoca
      rodzicow. skrajna glupota i strata czasu i kasy. podobnie niestety jak uczenie
      jezykow w wieku iles msc. zadnych efektow w wielu iles tak lat. pprzykladem
      kompletny brak pismiennictw na temat helen doron (wczesnej).
      zgadzam sie, ze fajnie jest razem sie po prostu bawic, a moze jakas nauka z
      tego wyjdzie. mam syna zerowkowicza, proponujemy zajecia, ktore po prostu lubi.
      u nas to oznacza cotygodniowy pobyt w muzeum inzynierii i na warsztatach w
      muzeum narodowym, duzo roweru i czytania. basen jest dla malego "obowiazkowy"
      moj nacisk zwiazany z unikaniem wad postawy (niestety mamy tendencje)juz
      polubilsmile) synek jest bardzo madry czyta pisze konstruuje jest dwujezyczny.
      znamy kilkoro dzieci uczonych metoda domana w dziecinstwi i teraz sa na rozwoju
      takim samym, a nawet nizszym niz synek. wysylanych na zajecia rozwijajace
      wyobraznie etc. efekt na dzien dzisiejszy zaden.
      moja mala coreczka dojrzewa sobie w cieniu braciszka co oznacza, ze wlasnie
      oglada nietety piotrusia pana (jak jej zabronic jak braciszek oglada??), wspina
      sie plywa biega rysuje...jak braciszek. nie korygujemy.
      nie "nocnikujemy" czekamy na dojzalosc.
      kawalek o wychowawczym badziewiasty, widac, ze ci jakies kompleksy wychodza.
      nie zawsze chodzi o nowa bluzke, czasem o rzeczy bardzeij prozaiczne tj jak na
      normalnym swiecie nie dostalismy mieszkania w prezencie , tylko je w pocie
      czola splacamy. i nie ma mowy zebym na wychowawczym siedziala. nie myslisz tez,
      ze po prostu niektorym nie wystarcza kontakt z dziecmi i nie chca po prostu sie
      intelektualnie pograzac w domu. nie znaczy ze uwazam ze sie ty pograzasz, ja
      bym sie natomiast pograzyla. juz moje urlopy macierzynskie okupilam starszna
      depresja. uwielbiam moja prace i jestem z niej dumnasmile))
      przewrotnie piszac nie na temat: szkoda, ze nie jestes zapracowana mama, mysle
      ze pobyt z fajnymi opiekunkami bardzo wzbogaca zycie dziecka, dziecko sie
      bardziej samodzielne emocjolane staje. a dla kilkunastomiesieczniaka takze
      dobrym miejscem jest zlobek (zaluje u mnie nie ma miejsc) jakos tylko dla
      polskich psychologow taki tragiczny... ale to kazdego indywidualn wybor
      • faustine Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:41
        "przewrotnie piszac nie na temat: szkoda, ze nie jestes zapracowana mama, mysle
        ze pobyt z fajnymi opiekunkami bardzo wzbogaca zycie dziecka, dziecko sie
        bardziej samodzielne emocjolane staje. a dla kilkunastomiesieczniaka takze
        dobrym miejscem jest zlobek (zaluje u mnie nie ma miejsc) jakos tylko dla
        polskich psychologow taki tragiczny... ale to kazdego indywidualn wybor"

        Rany , co Ty piszesz ? Dla mnie to porażka , jeśli opiekunka lepiej zajmuje się
        dzieckiem niz własna matka. Dziecko bardziej samodzielne emocjonalnie ?
        Maleńkie dziecko nie potrzebuje aż takiej samodzielności ( ale tu znowu kłania
        się wygoda mamusi ) .
        A żłobek ? Byłam na luźnej rozmowie z dyrektorem jednego ze żłobków i
        usłyszałam zdecydowanie : miejsce tak małego dziecka jest przy matce , a nie w
        żłobku . O chorobach już pisałam ,że dla niektórych matek to jakby problem mało
        istotny.
        • lula777 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:48
          jako staroświecki i niedouczony pedagog popieram, miejsce dziecka jest przy
          mamie.
          pozdrawiam
          L.
          • lula777 jeszcze dopiszę;) 15.05.07, 16:49
            dla tych co zrozumieją, że na zawsze to miejsce dziecka jest przy mamie.
            otóz nie chodzi tylko o pierwsze miesiące, a jak się da to i lata zycia.
            pozdrawiam
            L.
        • bomba001 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:53
          no to dla ciebie porazka, argument o tym ze sie musi wychorowac jest prawdziwy,
          uklad odpornosciowy musi "cwiczyc", dlatego dzieci w przedszkolu krote byly w
          zlobku nie choruja (zapytaj jakiejkolwiek przedszkolanki). moge miec swoja
          opinie, i ja mamsmile)) moje dzieci nota bene antbiotkow nie dostaja. nie
          wyobrazam sobie siebie w domu, nie ma dyskusji, skonczmy z mitem matki polki.
          juz bardziej moj maz by z dziecmi zostalsmile))
          nie napisalam ze opiekunka sie lepiej zajmuje dzieckim niz wklasna matka, tylko
          ze jest roznorodnosc, dzieci nie sa nienaturalnie przywiazane do matki. nie
          pisz o wygodzie, pisz o faktach, w tym kraju nie ma mozliwosci splaty kredytu z
          jednaj pensji nawet bedacej dwukrotnoscia sredniej krajowej, a pisalam ze ic w
          zyciu nie dostalam. wygoda to siedzenie w domu, a nie wstawanie o 6 zeby do
          pracy isc!!!
          na tym ten temat poboczny koncze, nie wdaje sie w kwoczo- matko polkowe
          dyskusje. mozecie siedziec w domu, stac was na to to fajnie- ale nie rzucajcie
          tutaj argumentami o nowej bluzce, bo niektorzy po prostu pracowac musza, i
          chcasmile)
          • lula777 ja tez pracuję i chcę.... 15.05.07, 17:07
            ... bo lubie swoją pracę i też mamy kredyty i inne ..... jeju, nie chce myśleć..

            Uważam jednak, ze powinien byc czas i na wychowanie i na pracę.A przede
            wszystkim na poświęcenie małemu dziecku czasu, w okresie gdy najbardziej tego
            potrzebuje.
            a tak na marginesie. np. w takiej Skandynawii macierzyński trwa rok (inaczej
            finansowany -wiec sie opłaca, u nas nigdy chyba nie przejdziesad, dzieci choć
            zaczynają szkołę wczesniej niz u nas to uczą się czytać w wieku 7-8 lat (ale
            jako 13-latki czytaja najlepiej w Europie).
            Pewnie dlatego, że swiadomość czytania i chęci poznawania świata poprzez
            czytanie jest większa niż np. u 2-latka, który mógłby się nauczyć jeździć na
            kole cyrkowym jakbyśmy z nim ćwiczyły- oczywiście wszystko przez zabawę- jak w
            cyrku. (wróciłam do tematu niepostrzeżenie)
            wink
            pozdrawiam
            • bomba001 Re: ja tez pracuję i chcę.... 15.05.07, 17:14
              >a tak na marginesie. np. w takiej Skandynawii macierzyński trwa rok (inaczej
              finansowany -wiec sie opłaca, u nas nigdy chyba nie przejdziesad, - miejmy
              nadzieje ze nie, bo ja juz i tak dosc podatkow place, a sama z tego korzystac
              nie daje rady
              • lula777 Re: ja tez pracuję i chcę.... 15.05.07, 17:20
                mnie ZUS wkurza, jak na złość, żadne choróbska się sie chca przypałętaćwink
                (odpukaćwink
                niech z diet nam dopłacą, jak ucieli macierzyński (jeszcze załapałam się na
                długi 5 lat temu) to zaoszczedzili ok 320 mln zł- to chyba tyle co gdzieś w
                jakiejs aferze "się rozeszło". szlag mnie trafia. ale taki płatny , długi
                macierzyński jak dla mnie bombawink

                pozdrawiam
                L.
      • evchen.ol Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 11:56
        bomba001 napisała
        >podobnie niestety jak uczenie
        > jezykow w wieku iles msc. zadnych efektow

        Nie mogę się zgodzić z Tobą. Ja sama byłam dzieckiem dwujęzycznym, mówiłam w
        dwóch językach jak tylko nauczyłam się mówić. Rodzice rozmawiali ze mną w dwóch
        językach i wyobraźcie sobie, że nigdy nie mówiłam po niemiecku do osób obcych,
        po prostu wiedziałam, że tak mówią rodzice i część rodziny. Moje dziecko też
        mówi w dwóch językach, nigdy jednak nie mówi po niemiecku do pani w sklepie,
        wie z kim może rozmawiać a kto po prostu nie rozumiesmile
        Jestem natomiast przeciwna uczeniu na siłę pojedynczych słówek, bo to nic nie
        daje na przyszłość. Ja po prostu mówiłam do mojego syna od urodzenia po
        niemiecku i nauczył się jakby był to jego ojczysty język.
        pozdrawiam
        • lisabette Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 12:30
          evchen.ol napisała:
          > Jestem natomiast przeciwna uczeniu na siłę pojedynczych słówek, bo to nic nie
          > daje na przyszłość.
          Myślisz, że są rodzice, którzy uczą "na siłę" ? Myślisz, że małe dziecko można
          do czegoś zmusić ??

          Mnie podoba się idea nauki języków Helen Doron - nauka przez zabawę. Tak jak
          dziecko w zabawie poznaje nazwy różnych przedmiotów, podobnie uczy się nazw
          angielskich. Co w tym złego?
          Najwięcej przeciwników jest wśród osób, które nie mają zielonego pojęcia o
          metodzie.
          • evchen.ol Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 22:29
            lisabette napisała
            > Myślisz, że są rodzice, którzy uczą "na siłę" ? Myślisz, że małe dziecko
            można
            > do czegoś zmusić ??
            Dokładnie tak myślę, znam newet takich rodziców którzy w przekonaniu, że robią
            dziecku przysługę uczą języka obcego i to w dodatku ze złym akcentem i
            niegramatycznie. Nie kwestionuję wcale skuteczności metody H. Doron, o ile
            wszystko mieści się w granicach zdrowego rozsądku to jest ok. Wiele dzieci jest
            zmuszanych do nauki i to od najmłodszych lat, ba nawet miesięcy. Również jestem
            pedagogiem, więc coś o tym wiem.
            • lisabette Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 23:35
              No to mi powiedz jak zmuszają roczne czy dwuletnie dziecko do nauki, bo jakoś
              nie potrafię sobie tego wyobrazić ... Moja córka ma 14 m-cy, nie jestem w
              stanie (zresztą nie mam zamiaru) jej do nieczego zmusić. Jeśli chcę, żeby coś
              robiła to tylko poprzez zabawę - ona musi czerpać z tego przyjemność ! A nie
              każda zabawa ją bawi.
              • evchen.ol Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 17.05.07, 13:43
                Oczywiście, że sadzanie przed sobą małego dziecka i pokazywania literek,
                uczenia słówek po angielsku to świetna zabawa!!! Z wszystkiego można zrobić
                zabawę, dlaczego nie zacząć już uczyć tabliczki mnożenia? Maluchy mają świetną
                pamięć więc i tego nauczy nadgorliwa mama!!! I to w większości po to żeby móc
                się pochwalić przed rodziną i znajomymi małym geniuszemuncertain Moim zdaniem na
                wszystko przychodzi czas, i niczego nie przeskoczymy żadną metodąsmile Może lepiej
                poświęcić ten czas na lepienie zamków z piachu?
          • bomba001 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 22:31
            bylam kiedys trenerem h.d- nie dziala!!!!!
          • jakw Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 19.05.07, 17:32
            lisabette napisała:


            >
            > Mnie podoba się idea nauki języków Helen Doron - nauka przez zabawę. Tak jak
            > dziecko w zabawie poznaje nazwy różnych przedmiotów, podobnie uczy się nazw
            > angielskich. Co w tym złego?
            Złego w sumie nic - zwłaszcza dla tych, którzy z tego żyją
        • bomba001 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 17:20
          sama mam dzieci dwujezyczne, ale tych dzieci sie nie uczy!!! one przyswajaja
          nabywaja 2 L1, a ja mowie o uczeniu, ktore nie ma sensu (helen doron etc)
    • lisabette Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:35
      Twój głos przeciw uczeniu poprzez zabawę jest identyczny jak matek, które nie
      będą szczepić "bo dziecko trzeba hartować i ma naturalnie nabierać
      odporności" . Wychodzi na to, że ja szczepiąc przechowuję dziecko pod
      kloszem wink)). Spotykam się z kilkoma mamami, które mają dzieci w wieku
      zbliżonym do mojej córki - tylko moje dziecko nie brało do tej pory
      antybiotyków.
      Jestem w trakcie czytania książki Domana i z każdą przeczytaną stroną nabieram
      większej ochoty, żeby zacząć naukę. Te mamy, które nie wiedzą o co chodzi w
      metodzie Domana chyba myślą, że nauka polega na przykuciu dziecka kajdankami do
      biurka wink)
      • lula777 wyjasnij po co.... 15.05.07, 16:45
        .....to może tez zacznę uczyć moje dziecko.
        co prawda jedno ma juz prawie 5-latek i nie jest z nim tak źle, ale drugie w
        brzuszku- hmmmmmmm czemu nie. moze warto spróbować jeszcze wcześniej niż lata
        okreslone w metodzie Domana.nie widze w tym sensu sorry może jestem
        staroświeckim pedagogiem.
        pozdrawiam
        L.
      • centrinoduo Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 16:51
        Uważam że bardzo fajnie byłoby gdyby wszystkie mamy mogły być przy dzieciach do
        3 roku albo i dłużej. Niestety życie jest brutalne, a z czegoś żyć trzeba.
        Sflustrowane są jednak chyba te mamy które dla swego dziecka czasu nie mają bo
        pracują, chyba że dziecko traktuja jak dodatek do zycia czyli: mam prace , mam
        mieszkanie, mam męża, teraz odbębnię tylko dziecko i wracam do pracy, bo chcę
        się spełniać . Takich mam jest naszczęście mało. Mama to mama i nikt ani nic
        tego nie zastąpi
    • ma.pi Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 17:36
      lula777 napisała:

      >
      > I pragne zapenić, że nie jestem zapracowana mamą, której braknie czasu i
      > wymysliła sobie cud teorię. Jestem mamą która została z dzieckiem na
      > wychowawczym, mimo ze się nie przelewało. Argumenty , że kogos nie stać na
      > wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
      > nowych spodni. Ale to taka dygresja.
      >


      A inna mama powina zrezygnowac z chleba, mleka i kartofli i siedziec na
      wychowawczym, bo z perfum to juz zrezygnowala jak pracowala.
    • peresia Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 17:51
      Moje dziecko ma dwa lata i cztery miesiące, zna alfabet i potrafi przeczytac
      kilkanaście słów. Nigdy nie była do tego zmuszana, wszystko odbywa się w formie
      zabawy i to ona decyduje ile czasu chce się bawić w "wesołe literki".
      Może szanowne grono pedagogów raczyło by się zająć przeładowanym programem
      uczniów klas szkoły podstawowej - tam właśnie jest pełno dziecięcej frustracji.
      • lula777 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 18:33
        suuper,
        można 2-letnie dziecko nauczyć chodzic na rękach i klaskac nózkami, oczywiście
        wszystko w formie zabawy, przez zabawę i zabawą podpierane z 4 stron.
        tylko po co?
        na czytanie przyjdzie czas.

        p.s. szanowne grono pedagogów nie ma wpływu na przeładowane programy w szkole
        podstawowoej-raczej szanowne grono polityków od tzw. edukacji.
        program to program trzeba się dostosować, ale byc w miarę elastycznym, tak ,
        żeby dziecku jak idzie do kolejnej klasy nie brakowało wiedzy.
        znam nauczycieli, którzy z palcem w.. robia program, bo potrafia nawet całkami
        zafascynować uczniów.
        L.

        • peresia Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 18:50
          W takim razie mam zabronić mojemu dziecku tej zabawy, którą tak bardzo lubi, i
          którą sama zaaranżowała?uncertain Nie jestem nawiedzoną matką, która leczy własne
          kompleksy i tym samym chce uczynić na siłę z własnego dziecka geniusza.
          Tak na marginesie moje dziecko nie potrafi jeszcze wielu innych rzeczy, które
          potrafią jego rówieśnicy i nie robię z tego dramatu.


          Owszem, nauczyciele może i nie mają wpływu na stopień trudnosci programu, ale
          wielu z nich jest nadgorliwych: córka mojej koleżanki jest pierwszoklasistką,
          dyktanda są raz w tygodniu, bardzo trudne dyktanda dyktowanych jest ok 20 słów,
          cztery błedy oznaczają ocenę niedostateczną) i "kwiatuszki ze smutną minką" są
          często rysowane w zeszytach uczniów. To tylko jeden przykład...


          • myelegans Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 19:29
            Moje dziecko samo nauczylo sie literek jak mialo 1.5 roku, zaczal grac w gry
            komputerowe dla 4-5latktow jak mial niecale dwa lata, teraz 2.5-latek, zna
            litery duze i male, zaczyna skladac literki w wyrazy, rozpoznaje niektore
            slowa. Jego to po prostu kreci, caly czas chodzi z literkami w garsci, uklada
            je w ciagu i pyta co napisal, na kazdym kroku pyta "co tam napisane" znaki,
            szyldy, reklamy, byle co. Chyba powinnam przestac mu odpowiadac, bo za wczesnie
            sie nauczy czytac.
            Acha, i chodzi pelnoetatowo w pieluchach.
            No i gdzie w klasyfikacji wypadam?
            • salvita Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 20:02
              myelegans napisała:

              > Moje dziecko samo nauczylo sie literek jak mialo 1.5 roku, zaczal grac w gry
              > komputerowe dla 4-5latktow jak mial niecale dwa lata, teraz 2.5-latek, zna
              > litery duze i male, zaczyna skladac literki w wyrazy, rozpoznaje niektore
              > slowa. Jego to po prostu kreci, caly czas chodzi z literkami w garsci, uklada
              > je w ciagu i pyta co napisal, na kazdym kroku pyta "co tam napisane" znaki,
              > szyldy, reklamy, byle co. Chyba powinnam przestac mu odpowiadac, bo za
              wczesnie
              >
              > sie nauczy czytac.
              > Acha, i chodzi pelnoetatowo w pieluchach.
              > No i gdzie w klasyfikacji wypadam?

              ja bym sie doczepila tego ze 1,5 roczne dziecko sadzasz przed kompem i ona gra
              w gry dla 4,5 latkow - moje gratulacje !
              no bo chyba nie powiesz mi ze samo przyszlo i kazalo sobie wlaczyc bo wiedzialo
              ze go to bedzie krecic

              to ze teraz lata z tymi literkami jest skutkiem tego ze siedzial przed tym
              kompem wiec jakby sie przyczepic tez bierzesz udzial w wyscigu szczurów

              pozdrawiam cieplo smile
              • myelegans Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 20:20
                Nie sadzam, sam sie posadzil. Komputery sa integralna czescia naszego zycia,
                mamy kilka, bo maz na nich pracuje, i ja pracuje czasami w domu bo musze,
                korzystamy ze Skypa, zeby byc w kontakcie z rodzina, ogladamy zdjecia, takie
                czasy. Maly nas widzi, nasladuje, a ze przychodzil, i lapal za mysze i rabal w
                klawiature, to go nie odciagalismy. Teraz nawet kladzie rozne rzeczy na
                skanerze, od samochodow, misiow, po wlasna reke i skanuuje i patrzy na efekty.

                30 minut przed komputerem, bo tyle mu dajemy, lepsze od 30 minut przed TV,
                ktorej nie oglada wcale, wg. mojej filozofii. A gry, w ktore gra, to
                dopasowywanie, puzzle, literki, historyjki, do ukladania, ukladanie i
                dopasowywanie slow, to go kreci i to lubi, jak by nie lubil, by nie robil. Sam
                sie domaga, TV ma w nosie. Na dworze jest srednio 3-4 godziny dziennie, wiec te
                pol godziny-45 minut przed kompem garba mu nie dorobi.

                Niech sie sciga na zdrowie, my go nie zmuszamy, sam sie pcha. Acha, w dodatku
                jest dwujezyczny, mowi tak samo dobrze po polsku jak po ang.

                Pozdrawiam rownie cieplo
                • myelegans PS. 15.05.07, 20:22
                  Acha, bobomigi, jak najbardziej stosowalam, uzywal w porywach do 30 znakow jak
                  mial okoloroku, mielismy swietna komunikacje. Zarzucil jak nauczyl sie mowic.
              • weronikarb Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 21.05.07, 14:21
                Salvita dziecka nie trzeba sadzac przed kompem, jak ma dar to sam sobie wlaczy
                Moj przed ukonczeniem 2 lat obslugiwal: dvd, video i kompa (tylko wlaczanie
                bajek z plyty)
                Teraz wlaczy sobie (mimo ze trzeba dodakowo wlaczyc dysk przez F1, mialo byc
                utrudnienie)komputer, wejdzie w internet (strona startowawp) i wlaczy dla
                dzieci i pozniej wybiera gry
                Na szczescie robi to rzadko i jak nas niema w domu (tesciowa), bo wazniejsza
                dla niego jest zabawa na dworze.
                Maly ma smykalke do urzadzen, jak mial cos ponad ork to odpalil nam auto (u
                meza na kolanach na szczescie), od tamtego czasu bylo mu wbijane do glowy ze
                jak siada na miejsce taty to wyciaga klucze ze stacyjki smile
            • slonko1335 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 20:13
              Boże, moje dziecko robi od dwóch miesięcy kupę na nocnik, dzisiaj skończyła 14
              m-cy i pewnie będzie mieć przez to spaczone dzieciństwo..... nie nie przykuwam
              jej tam na godziny i świetnie zdaję sobie sprawę, że ona nie kontroluje
              czynności fizjologicznych ale uwielbia bajkę z rana oglądać na nocniku, nie
              wiem czemu. Je śniadanie i pędzi po nocnik, ustawia go przed monitorem i ściąga
              spodnie, więc ją sadzam a ponieważ zwykle o tej porze robi kupę to ląduje ona w
              nocniku. Zaraz pani pedagog zapyta mnie ale po co w tak młodym wieku?? a
              dlaczego nie??? jakąś krzywdę jej wyrządzam??? No i jeszcze do pracy chodzę,
              odkąd Alka skończya 5,5 m-ca, mało tego nie mogłam wprost doczekać się kiedy
              wreszcie wyrwę się z pieluch, odliczałam dni kiedy wreszcie wyjdę do ludzi, oj
              nieładnie, wyrodna ze mnie matka.....no i oczywiście jestem zafascynowana
              bobomigami i Domanem, nie stosowałam bobomigów, choć mam nadzieję, że wreszcie
              Domana zacznę, no tak ale ja muszę, muszę, muszę mieć genialne dziecko bo
              napewno jak zacznę stosować Domana to takie będzie....najmądrzejsze,
              najpiękniejsze i wogóle....i zapomniałabym na basenie byłyśmy ale na basen z
              maluchem kto widział takie rzeczy???.........
              • mamozaurus Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 21:32
                A ja nie stosuję nic, chodzę do pracy n3/4 etatu (wczesne popoułdnia spędzamy
                codziennie razem), moja malutka chodzi w pieluchach, pije z butelki, je sama
                widelcem, gada po swojemu i jest zadowlona. Tresowanie półtoraroczniaka w
                czytaniu to koszmar, nie mówiąc już o tym, że ciężko mi w to uwierzyć...
              • faustine Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 23:02
                Powinnaś więc dostac medal za dzielnośc , że w ogóle wytrzymałaś te 5 i pół
                miesiąca w domu z WŁASNYM dzieckiem.
                • faustine Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 15.05.07, 23:02
                  to do słonka oczywiście
                  • slonko1335 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 08:00
                    O właśnie chcę medal, chcę medal, chcę medal, o matko muszę jakiś wniosek
                    napisać może przynają tylko gdzie mam go wysłać??? podpowiedz....

                    Oto Alicja..

                    FAJNE FORUM DLA MAM
      • jakw Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 19.05.07, 17:14
        peresia napisała:

        > Moje dziecko ma dwa lata i cztery miesiące, zna alfabet i potrafi przeczytac
        > kilkanaście słów.
        Imho jeśli potrafi przeczytać kilkanaście słów, a wielu innych słów nie to nie
        tyle umie czytać ile przyswoiła sobie graficzny obraz tych słów (i literek
        alfabetu także).
        No i wydaje mi się, że w nauce czytania ważne jest też, żeby dziecko rozumiało
        co czyta. Jesteś pewna, że chciałabyś zostawić 3-4-letnie dziecko sam na sam z
        baśniami Andersena, braci Grimm czy choćby codzienną gazetą?
        • peresia Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 19.05.07, 22:21
          Imho jeśli potrafi przeczytać kilkanaście słów, a wielu innych słów nie to nie
          > tyle umie czytać ile przyswoiła sobie graficzny obraz tych słów (i literek
          > alfabetu także).

          Też tak sądzęsmile

          Jesteś pewna, że chciałabyś zostawić 3-4-letnie dziecko sam na sam z
          > baśniami Andersena, braci Grimm czy choćby codzienną gazetą?

          Jak miałam niespełna pięć lat, to już płynnie czytałam, szczególnie baśnie
          Andersena były moją ulubiona lekturą.smile
    • mamaly Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 12:19
      Też mi się wierzyć nie chce. Rozumiem taką zabawę przez naukę od wieku 3 lat,
      ale od roku , zanim dziecko zacznie mówić i chodzić ? Po co ? Po co 2-latkowi
      umiejętność czytania? Może żeby sobie samo książeczki na dobranoc czytało ? Nie
      mam pojęcia ?



      Pozdrawiam
      • mamaly Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 12:28
        naukę przez zabawę oczywiście miało być

        I jeszcze jedna sprawa, jasne, że należy wspierać i pomagać dzieciom które same
        wykazują chęć nauki, ale nie rozumiem nauki czytania dziecka nieświadomego co
        się właściwie dzieje.

        Moja córka zanim skończyła dwa latka też pytała o literki cyferki itp, więc jej
        mówiłam, chciała je pisać , więc jej pokazywałam jak, ale dopiero jak widziałam
        jej samodzielne zainteresowanie czytaniem i pisaniem.

        A.
        • asia0212 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 14:29
          Moja córka w wieku 8 miesięcy zaczęła naukę języka niemieckiegowink)))
          img408.imageshack.us/img408/6367/48fa4.jpg
          To był oczywiście żart.
          • mamaly Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 16.05.07, 15:49
            Moja się niemieckiego uczy, ale to dlatego, że mieszkamy w Niemczach.

            A.
    • mamajulki080506 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 17.05.07, 09:45
      Ale dyskusja...jak tysiące innych, kazdy ma swoje zdanie...

      Ja też jestem z tych mam, które uważaja, że dziecka nie nalezy popędzać, ale
      jesli chodzi o nocnik, to nie bedę czekała, aż pójdzie do szkoły...ma 13 mcy i
      nauka "nocnikowania rozpoczęta" (wcześniej mi sie nie chciało)...

      Jestem też z tych mam, które pracują. Tak jak słonko 1335 nie mogłam sie
      doczekac, kiedy wrócę do pracy, która bardzo lubię...mogłam sobie pozwolic na
      wychowawczy, ale nie chciałam...jestem gorsza? może, chociaż ja tak nie uwazam,
      a nie interesuje mnie zdanie innych na ten temat...mała jest zadbana, ma
      wspaniałą nianie, ja jestem pełna zapału po pracy, całe popołudnia spędzamy
      razem, wciąż jest na cycu...
      Tak naprawdę wszystko mozna pogodzić, jak się chce...a ja chciałam dziecko,
      chcę nastepne, chciałam tez robić "karierę" (mniejszą lub wiekszą), wychodzic
      gdzieś popołudniami (robimy to z dzieckiem)...
      Rozumiem mamy, które zostałay na wychowawczym, to ich wybór...ale po co zaraz
      twierdzić, ze dzieci mam pracujacych mają źle? Macie na to dowody? a skąd
      wiecie, że waszym dzieciom jest tak dobrze tylko z wami?
      • faustine Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 17.05.07, 23:32
        mamajulki080506 napisała:

        > a skąd
        > wiecie, że waszym dzieciom jest tak dobrze tylko z wami?
        >
        >
        A z kim ma byc lepiej ??? Z obcymi osobami które za to biorą pieniądze ? Czy z
        matką która opiekuje się bezinteresownie i z miłości . Wybacz ale powaliło mnie
        Twoje pytanie .
        Ale cóż, rozumiem że są matki które spełniają się w macierzyństwie
        popołudniowym ( nawet z cycem) i są szczęśliwe.
        • mamajulki080506 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 18.05.07, 09:40
          Zgadzam się, że z założenia to z mamą powinno być dziecku najlepiej...tylko
          rzeczywistość czasami jest inna, jak widze mamy spędzające całe dnie tylko z
          dziecmi, zmęczone, sfrustrowane wykonywaniem tych samych czynności (mam
          przykłady w rodzinie)..to tak sie zastanawiam, czy dla dziecka nie byłoby
          lepiej, zeby kilka godzin opiekowała sie nim inna osoba, a mama miała wtedy
          czas zrobic cos innego (praca, fryzjer, zakupy...)...po takiej przzerwie
          naprawdę wraca sie do dziecka z nowymi siłami i tysiacem pomysłów na zabawę...

          I nie twierdźcie, że spędzacie 100% czasu tylko z dzieckiem, nie zostawiacie go
          pod opieka kogoś z rodziny na jakiś czas, co jakiś czas, że z dzieckiem da sie
          wszystko zrobić...bo to nie prawda...z dzieckiem mozna zrobic bardzo duzo, ale
          sa pewne ograniczenia...(nie chce mi sie szukać wątków typu "nie dam
          rady", "pomóżcie", "nie wytrzymam", gdzie inne mamy radzą tym umęczonym, aby
          się oderwaly, zrobiły cos innego...)

          Mieszkam z dala od rodziny, w nowym mieście, po urodzeniu dziecka spedzałam w
          domu cały swój czas...i po 4 mcach można naprawdę złapac doła, mimo, ze kocha
          się dziecko nad zycie...pewnie, gdybym miała rodzine blisko, byłoby inaczej...

          Moje pytanie nie miało nikogo obrazić (moja mama całe nasze dzieciństwo
          spedziła w domu)...chodziło mi raczej o to, ze dla dziecka inne osoby sa pewnym
          urozmaiceniem (nie mówie o niemowlęciu)...ok, może mam szczęście, bo niania
          traktuje moją córeczkę, jak swoją wnuczkę (bo sama sie wnuków na razie nie może
          doczekać)...

          I masz rację, spełaniam sie całkowicie, jako "popołudniowa mama" (to był mój
          świadomy wybór)i nie rozumiem dlaczego mamy niepracujące "najeżdżają" na te,
          które wychowanie dziecka połączyły z pracą... odwrotna sytuacja, kiedy mamy
          pracujące krytykują, te, które wychowują dzieci w domu (co jest ciężką pracą)
          jest zdecydowanie rzadsza...
        • zaba133 Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 18.05.07, 13:26
          do faustine,

          dobrze wiem, ze mojemu dziecku jest dobrze nie tylko ze mną: że równie dobrze
          jest mu z tata, dziadkami, licznymu ciociami itp. zawsze mama to jednak mama,
          co jednak nie powinno kategorycznie oznaczac, ze mama ma byc 24 na dobę....
          dla mnie obraźliwe zabrzmiał fragment o macierzyństwie popołudniowym, to już
          gruba przesada.......powrót do pracy to indywidualna sprawa każdego i wolny
          wóbór, ja nie piętnuje matek 24-godzinnych (nawet jeśli są czasem
          monotematyczne........)
          nawet je podziwiam, bo ja nie mogłabym być tylko w domu...nie uważam,że
          krzywdzę swoje dziecko....
    • kaluma1 do faustine 18.05.07, 10:16
      Autorka postu wytłumaczyła nam, że chodziło jej o brak umiaru w zachowaniu
      rodziców w zbyt szybkim edukowaniu dzieci- o brak umiaru! Tobie droga
      respondentko, całkowicie brak umiaru w kwestii zostawania z dzieckiem w domu.
      Popadasz w skrajność. Nie wierzę, że mamy pracujące krzywdzą swoje dzieci, ba
      wierzę że wiele z nich wolałoby zostać w domu. I nie chodzi tutaj o kupno
      perfum itp. (przyznacie że autorka postu w tym miejscu zdrowo przesadziła), ale
      o zwyczajne życie. Piszesz tak kategorycznie i tak tendencyjnie jakbyś chciała
      wmówić pracującym mamom,że są złe. Jak chcesz wiedzieć o co chodzi to ja też
      mogę w stosunku do Ciebie napisać ,,skrajnością": to ja ći radzę żebyś została
      z dzieckiem w domu do osiemnastki i potem się dziwiła, że Twój mały dzidziuś
      woli koleżanki lub kolegów. Najlepiej potem, jeżeli tak życie się ułoży,
      zamieszkaj z dzieckiem i jego współmałżonkiem i pomagaj im co sił. Mocno
      przesadzone? Zbyt autorytatywne? Mądre? Ponadto Ty chyba dopiero spodziewasz
      się dziecka (wybacz jeśli się mylę) więc skąd tyle pewności-życie naprawdę lubi
      zaskakiwać.
      • faustine Re: do faustine 18.05.07, 15:19
        Po pierwsze mylisz się , spodziewam się drugiego dziecka.
        Po drugie rozmawiamy o pierwszych miesiącach i latach życia dziecka.Babcia czy
        niania jest może świetnym urozmaiceniem dla dziecka , ale to chyba nie o to
        chodzi żeby wychowywała Twoje dziecko. Kilkumiesięczne, roczne dzieci nie
        potrzebują aż tak urozmaiconego towarzystwa jakim są panie i inne dzieci w
        żłobku. Nie potrzebują tylu chorób o których tak marginalnie wypowiadaja się
        mamy żłobkowiczów .
        Po trzecie chcesz czy nie chcesz , jesteś mamą popołudniową ale o krzywdzie
        dziecka nigdzie nie napisałam.
        Mylisz się pisząc , że wiele mam wolałoby zostac w domu . Przeczytaj posty
        innych mam , które miały po prostu dośc pieluch i chciały wrócic do ludzi .A
        moim zdaniem oddanie kilkumiesięcznego dziecka do żłobka w powyższej sytuacji
        ma mało wspólnego z prawdziwym macierzyństwem.
        Co to znaczy " nie chodzi o kupno perfum ale o zwyczajne życie .Chyba wyraźnie
        zaznaczyłam, że moja wypowiedź nie dotyczy osób które mogą sobie pozwolic na
        komfort urlopu wychowawczego.
        • faustine Re: do faustine 18.05.07, 15:25
          miało byc:
          nie dotyczy osób które NIE mogą sobie pozwolic na komfort urlopu wychowawczego
          • mama303 Re: do faustine 18.05.07, 16:20
            Jesli Ty możesz sobie pozwolic na komfort urlopu wychowawczego to nie dołuj
            innych które nie mogą. Niestety w tym kraju na taki komfort jaki Ty masz, może
            sobie pozwolic niewiele matek.
            Poprostu ciesz się.
            • mamotek Re: do faustine 18.05.07, 16:57
              A ja cieszę się ale czasami czuję się ubezwłasnowolniona, mój mąż ciężko i długo
              pracuję bym mogła opiekować się naszymi córeczkami (4,5 i 2 lata), a moja doba z
              dziećmi jest potwornie długa. Czasmi zżera mnie zazdrość, że inne dziewczyny
              wychodzą z domu i ze spokojem mogą zostawić dzieci pod opieką swojej mamy. Moja
              mama nie żyje a teściowa...nie chce. Pracowałam jako handlowiec, nie mogę teraz
              być poza domem 12 godzin i zostawić dzieci z choćby z najmilszą nianią. Dziwi
              mnie, że ta dyskusja przerodziła się w targowisko, która z nas jest lepszą
              matką, to głupie. Jestem zdania, że każda z nas ma lepsze i gorsze momenty w
              swoim macierzyństwie a obrażanie cudzych uczuć nie na długo poprawia
              samopoczucie, o ile wogóle to możliwe. Myślę, że wiele matek wychodzi z ciężkim
              sercem rano do pracy, podobnie jak wiele matek ze zniecierpliwieniem przyjmuje
              kolejny dzień "na wychowawczym" ale innego dnia te same matki dostają skrzydeł
              mogąc wykonywać swoją pracę zarówno dla dorosłego jak i nieletniego pracodawcy.
              Życzę sobie i wszystkim mamom by to właśnie te dni wypełniały nasze życie.
              • magdamroziuk Re: do faustine 18.05.07, 16:58
                Brawo mamotek! Pięknie napisane!
            • kaluma1 Re: do faustine 18.05.07, 17:01
              Faustine, jesteś niepoprawna! Po pierwsze z Mojego postu nie mogłaś
              wywnioskować czy ja pracuję czy też siedzę z dzieckiem na wychowawczym, a
              piszesz,że jestem popołudniową mamą. To co nam chcesz sprzedać to czysty
              nonsens! W naszym kraju większość młodych rodzin nie jest w stanie pozwolić
              sobie na urlop wychowawczy jednego z rodziców. Nie wiem w jakim Ty się
              środowisku obracasz, ale większość mam które ja znam, i które muszą pracować ma
              wyrzuty sumienia, że musi zostawić dziecko pod czyjąś opieką. A co do żłobka,
              to u Ciebie widać jakąś histerię! Jestem przekonana,że większość dzieci
              żłobkowych,chodzi tam gdyż ich rodziców nie stać na opiekunkę. Pomyśl co piszesz
              • faustine Re: do kaluma 18.05.07, 18:01
                Jeżeli nonsensem jest wychowywanie własnego dziecka przez własna matkę , to
                raczej nie mamy o czym dyskutowac.Wciąż nie chcesz przyjąc do wiadomości, że
                piszę o sytuacji kiedy matka idzie do pracy dla własnego widzimisię , a nie z
                powodów ekonomicznych.
                Przy czym każdy przecież robi jak chce , a ja mogę miec własne zdanie na ten
                temat . Włącznie z histerią żłobkową.
                • slonko1335 Re: do kaluma 18.05.07, 19:17
                  Kaluma w takim razie Faustine do mnie pisze, tak poszłam do pracy dla
                  własnego "widzimisię", mam dziecko i co z tego mam się zamknąć w domu, nigdzie
                  nie wychodzić, jedyną rozrywką ma być lepienie zamków z piasku i zmienianie
                  pieluchy? Sory ale to nie dla mnie ale jak ktoś lubi to czemu nie, jego sprawa,
                  ja rodząc dziecko nie umarłam dla świata, bo niby co to zmieniło? Jest
                  najważniejszą osobą w moim życiu, kocham ją najbardziej na świecie ale mam się
                  nie realizować i siedzieć sfrustrowana w domu, nie wychodzić nigdzie? Bzdura
                  totalna! Jestem "popołudniową" matką z własnego wyboru (w weekendy nie pracuję
                  więc dodatkowo weekendową mamą), moje dziecko jest dzieckiem zawsze
                  uśmiechniętym i pogodnym, jakoś nie widzę uszczerbku na jej psychice.....
                  Właśnie wróciłyśmy ze szpitala gdzie Alka wylądowała z rotawirusem i widziałam
                  pełną poświęcenia mamusię z dwulatkiem będącym tylko na piersi, wiszącym jej na
                  tym cycku cały czas, nie schodzącym z jej kolan, śpiącym z nią z cycem w gębie
                  i oczywiście z anemią, niedowagą i niedożywieniem, bo przecież nic innego
                  oprócz cyca do buzi nie brał, jego matka nie mogła uwierzyć że moje rok młodsze
                  dziecko idzie samo spać, bez żadnego lulania i cudowania, że śpi samo całą noc,
                  że potrafi wziąc samo kubek i się napić, że może zostać z męzem czy babcią a
                  jak wychodzę do toalety to nie muszę jej zabierać i sadzać pod nogą bo
                  spokojnie te kilka minut beze mnie przeżyje...
                  Kobity nie popadajcie w skrajności dziecko nie może przysłaniać całego świata,
                  trzeba jakiś umiar mieć, ja mam dla córki najlepszą opiekę jaką mogłam sobie
                  wymarzyć, robię to co lubie i jakoś nie wieszam psów na kobietach siedzących w
                  domu z dzieckiem, chcą tak żyć to żyją widocznie im to odpowiada, mi po prostu
                  nie i tyle!

                  A już wogóle najlepsze z tego wszystkiego jest to, że jak kobieta musi iśc do
                  pracy z przyczyn ekonomicznych to jest super i cacy a ta co idzie bo chce to
                  już zła matka......litości!!!
                  • faustine Re: do słonko 18.05.07, 20:36
                    Powiem tylko tyle , czytałam o problemach rozwojowych Twojego dziecka w
                    innym wątku i tym bardziej dziwię się Twojemu podejściu do tematu. Ale każdy ma
                    prawo życ jak chce i pisac co chce na forum.
                    • slonko1335 Re: do słonko 18.05.07, 20:44
                      Alka ma wadę wrodzoną i stąd obniżone napięcie, zapewniam Cię że nie ma to nic
                      wspólnego z moim powrotem do pracy, skoro czytałaś to wiesz również, że i na
                      rehabilitację mam czas i na najlepszych lekarzy, chora się urodziła i nikt na
                      to nic nie może poradzić, nie naprawi się to jak przestanę pracować i siedzieć
                      z nią w domu...
                      • faustine Re: do słonko 18.05.07, 20:52
                        Zyczę zdrowia dla małej
                      • kaluma1 Re: do słonko 18.05.07, 21:31
                        Trzymam kciuki za Twoją małą, wiem co znaczy obniżone napięcie też to
                        przerabialiśmy. Pozdrawiam wszystkie mamy pracujące i niepracujące
    • gosiekbia Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 18.05.07, 21:45
      oczywiście że sadzanie połroczniaka na siłę na nocnik jest przesadą , ale
      pokazanie Mu tego nocnika nie! Można bawic sie literkami, skoro dziecko tego
      chce, a że się przy tym czegoś nauczy wcześniej niż inni rówieśnicy to co w tym
      złego???? Przecież to zabawa!A Twoje słowa "Argumenty , że kogos nie stać na
      > wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
      > nowych spodni. Ale to taka dygresja." są po prostu żałosne i przykro że w
      ogóle mogłaś coś takiego napisać.Mamy , które wróciły do pracy , bo tak chciały
      nie są w niczym gorsze od mam , które pozostały w domach z dziećmi. ( Tak
      jedynie sie wydaje niektórym mamusiom , które zrezygnowały z pracy, podkreślam
      niektórym!)oczywiście że na wszystko przyjdzie czas , ale nie wszystkie dzieci
      są takie same i to rodzice muszą pomóc, czy nauczyć np, siusiania do nocniczka,
      bo bez tej pomocy niejeden pięciolatek robiłby w pampersy. Zgadzam się że
      wszystko powinno być w granicach rozsądku , ale nie potępiajmy rodziców , którzy
      bawia się z dziećmi poprzez naukę , skoro to dzieci lubią! Pozdrawiam !

      Nikoś - nasz skarbeksmile
    • jakw Re: Tak czytam i czytam i oczom nie wierzę..... 19.05.07, 17:08
      lula777 napisała:


      > Argumenty , że kogos nie stać na
      > wychowawczy tez są tanie. Mnie było stać bo zrezygnowałam z perfum, bluzek i
      > nowych spodni. Ale to taka dygresja.
      Wiesz, jeśli ze swojej pensji kupuje się tylko perfumy,bluzki i spodnie to
      rzeczywiście można z pracy na jakiś czas zrezygnować Gorzej, jeśli z pensji
      kupuje się jedzenie, spłaca kredyt i finansuje zajęcia starszej pociechy. To
      taka dygresja, bo poza tym zgadzam się z tym co napisałaś. W sumie nie bardzo
      widzę praktyczne zastosowanie przez 2-latka umiejętności liczenia do 12 czy
      czytania (na czytanie pism fachowych w celu rozwijania hobby to chyba jeszcze
      ciut za wcześnie).
    • mamajulki080506 Re: do słonko1335 21.05.07, 10:36
      A nie uważasz, że mamy spędzające całe dnie z dzieckiem, poświecające się mu w
      100%, bedące na każde zawołanie swojego malca zazdroszczą w głebi duszy tym
      pracującym....Po co udowadniałyby wszem i wobec jak to ich dzieciom jest
      najlepiej własnie z nimi, nikt inny nie zadba tak o dziecko, jak one (moja
      niania nakarmi moją córeczkę lepiej niż ja, bo mała wie, że ode mnie może
      dostać zawsze cycka, a od niani nie, więc od niej zjada wszystko, a mnie w
      połowie dania ciągnie za bluzkę)...
      Chyba polepszają sobie samopoczucie nazywając nas popołudniowymi, weekendowymi
      mamami, utwierdzaja sie w przekonaniu, ze one sa takie super matki Polki, a my
      zawsze gorsze...a mnóstwo z tych mam (idę o zakład) gdyby miało fajna pracę
      szybciutko zrezygnowałoby z wychowawczego (przykłady z mojej rodziny, gdzie
      kuzynka otwarcie powiedziała, że mi zazdrości - jedna szczera)...

      A może, zeby jeszcze dolać oliwy do ognia (to już robię z premedytacją)
      ostatnie badania GUS, które stwierdzają, ze 95% Polaków bardziej szanuje
      pracujące mamy...
      • lisabette Re: do słonko1335 21.05.07, 13:41
        mamajulki080506 napisała:
        >A może, zeby jeszcze dolać oliwy do ognia (to już robię z premedytacją)
        > ostatnie badania GUS, które stwierdzają, ze 95% Polaków bardziej szanuje
        > pracujące mamy...
        Gdzie są wyniki tych badań, chętnie przeczytam. (tylko się nie wymiguj,
        że "słyszałaś", "obiło Ci się o uszy" itp.), poproszę o konkrety.
        • magdamroziuk Re: do słonko1335 21.05.07, 14:59
          Kobiety, przestańcie w końcu się licytować, która lepsza, a która gorsza, bo ta
          pracuje w domu, a ta poza domem (praca w domu to też praca).
          Za dużo w tym żółci - to niezdrowesmile)
          • bomba001 Re: do słonko1335 21.05.07, 15:09
            masz racje niezdrowesmile))
            ale to boli jak mi ktos uwaza, ze ja popoludniowa mama jestem.
            z moich obserwacji (duzo akademickie miasto, nowe osiedle, mozna nazwac quasi-
            luksusowe- miejsce obserwacji). moje sasiadki. na wychowawczym. na nic czasu
            nie maja. dzieci nie chodza do parku, tylko do piaskownicy, weekendy w domu,
            zadne tam dodatkowe zajecia, ktore moje dzieci kochaja (oczywiscie uprzedzam,
            ze nie za duzo, dobrane do wieku), na wakacje nie wyjezdzaja, dzieci male
            sporadycznie z wozkow wypuszczaja (bo one na zakupy jada) w domu jak mopuja czy
            tym podobne- dzieci w lozeczkach siedza. ja wiem, ze mamy z tego forum takie
            oczywiscie nie sasmile)) wy sie caly czas z dziecmi bawicie i je rozwijacietongue_outPP
            ale ja preferuje moj model: po powrocie z pracy (a staram sie wychodzic o
            ludzkiej porze, duzo pracy do domu biore i w nocy jak dzieciaki spia ciacham na
            kompie) jestem dla dzieci, szybko odpoczywam w ich obecnosci, woze przytulam
            ucze i jestem ich. duzo pbardziej aktywnie niz te sidzace w domu, co jak
            napisalam innym czynnoscia sie oddaja. u mnie za moja kase sprzata sprzataczka-
            ja ten czas (8 godzin- tyl sprzata) mam dla dzieci.obiady gotuje w nocy.
            efekty? jakos te najbardziej rozpuszczone, dzieciaki to tych mam z domu. na
            porzadku dziennym (jak ci w lep przyloze, juz nie moge z nim, on tak caly
            dzien, w tylek tez dostana- ich slowa).
            • lisabette bomba001.. 21.05.07, 15:26
              bomba001 napisała:

              > masz racje niezdrowesmile))
              No widzisz, a co zrobiłaś swoim postem ? Kolejny głos o wyższości mamy
              pracującej nad niepracującą.

              Rany jak to dobrze, że ja pracuję zawodowo w domu - nie przypniecie mi
              przynajmniej łaty wink))
              • gitator Re: bomba001.. 24.05.07, 20:01
                Hejka

                Rzadko tu zaglądam ale jeśli pozwolicie - moim zdaniem prawda jest gdzieś
                posrodku jak zwykle. Mam 2 dzieci z ktorych starsze ma rok. Sa niesamowite
                szczegolnie ten starszy jest w rozkosznym wprost okresie. Uwielbiam z nimi byc,
                ale uwazam ze 24h/dobe to za duzo dla mnie, po prostu sie wypalam. Swiruje i
                dzoieciaki zaczynaja mnie wykanczac nerwowo. Dlatego uwazam ze potrzebne jest
                angazowanie sie na zewnatrz- przez prace albo hobby, wychodzenie z domu,
                spotykanie z ludzmi, zeby wszystko sprowadzic do wlasciwych wymiarow. I taka
                jakas rownowaga jest potrzebna.
                Gdybym byla zmuszona pracowac na pelen etat pewnie bylabym nieszczesliwa-
                tesknilabym za dzieciakami i nie bylabym w stanie ich wychowywac - szczegolnie
                ze starszy chodzi spac o 19-20... Mysle ze dla mam idealna jest praca nie na
                pelen etat, lub o nienormowanym czasie pracy - przynajmniej mowie tak po sobie
                sadzac

                Inna sprawa ze trudno taka znalezc smile

                Pozdrawiam!

                Aga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka