Dodaj do ulubionych

ma roczek i woła ee

15.04.08, 08:44
Jestem bardzo dumna z mojej córeczki. Właśnie skończyła roczek. Gdy
miała 6 m-cy dostała od babci nocnik. Wszyscy mówili, że za wcześnie
ale skoro już był to i sie nim bawiła. Gdy miała 9 m-cy zaczełam w
trakcie zabawy sadzać ją na tron. Potem gdy widziałam że się napina
to biegiem na nocnik. I tak kroczek po kroczku doszliśmy do tego, że
roczna dziewczynka woła ee lub fu gdy chce zrobić kupkę. A jesli
chodzi o siusiu - to z nocy budzi się z suchą pieluszką. Od razu
sadzamy córkę na nocnik i siusiu wówczas zrobi - czasem to prawie
pół nocnika. Oczywiście za każdym razem jak zrobi siusiu lub kupkę
są brawa i mnóstwo pochwał. Ostatnio powiedziałam do męża, że chyba
zaczniemy oszczędzać na pieluchach smile

Duma mnie rozpiera.
Pozdrawiam

_____________
p.s. raz już to napisałam w dziale "niemowle"; za co przepraszam
administratorów za powielanie wątków ale dopiero dostrzegłam ten
topik dla małych dzieci.
Obserwuj wątek
    • agusia19-84 Super :) 15.04.08, 09:01
      Zuch dziewczynka i mądrzy rodzice. Właśnie o to chodzi żeby nocnik dziecku
      kojarzył się z czymś przyjemnym, brawami, pochwałami itp. Moja woła na nocnik od
      16 m-ca, jak jesteśmy w gościach to robi na ubikację. Pieluszki zakładam jej na
      noc i na spacery. Chociaż teraz ma mały kryzys bo była chora gorączkowała, więc
      zakładałam pieluszki w dzień i troszkę się rozleniwiła smile
      • mamamamba Re: Super :) 15.04.08, 09:08
        pieknie pieknie..macie bardzo zdyscyplinowane dzieci. moj ma 18 miesiecy,
        nocnika ani rusz, jak widze ze autentycznie ROBI kupe to go pytam "robisz..?", a
        on na to kiwa glowa "niee". bezczel maly hehe
        • deela Re: Super :) 15.04.08, 13:47
          moj tez, zmowa jakas?
          • mamamamba Re: Super :) 16.04.08, 15:37
            po prostu mamy dzieci rozwijajace sie INACZEJ. z wiadomych powodow
            :F :F :F
    • mama-ola Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 09:15
      Super Agnieszkair smile Szkoda, że to nie jest powszechne smile
    • deela Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 09:47
      a moj wcale nie wola na nocnik, dopiero go zaczynam do niego przyzwyczajac, ma
      1.5 roku i jestem z niego niebywale dumna tongue_out
      • mamamamba deela 15.04.08, 13:00
        j.w. przeczytaj moja wypowiedz wczesniejsza
    • zona_mi Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 09:54
      Ja cie! Niesamowicie szybko! I co - teraz już zawsze woła: ee i
      zdążacie? Niesamowite. Zaledwie od trzech miesięcy uczysz dziecko i
      już woła ee? Gratulacje!
      A wpadki często się jeszcze zdarzają dzielnej córeczce, czy już
      tylko do nocniczka się załatwia?
      • agnieszkair Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 10:04
        Jeśli chodzi o kupkę to już zawsze do nocnika. Siusi przeważnie też -
        choć jeszcze nie zrezygnowałam na wszelki wypadek z pampersów.

        Dziekuję dziewczyny za gratulacje. Naprawdę jestem z niej dumna.
        Wiem, że każdy chwali własne dzieci ale nie mogłam sie powstrzymać
        aby tego nie obwieścić światu!
        Ja gratuluje Wam!!! Każda nauka (choć najdrobniejszej rzeczy) jest
        warta naszej pracy!!!
        • zona_mi Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 10:06
          Powinnaś być przede wszystkim dumna sama z siebie - mnie by się nie
          chciało przez tyle miesięcy latać z nocnikiem i obserwować dziecko,
          czy to już TA mina.
          Dlatego poczekałam, aż moje dzieci będą starsze i naprawdę gotowe do
          odpieluchowania i nauczyły się w ciągu kilku-kilkunastu dni, zamiast
          kilku miesięcy wink
          • deela Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 10:10
            > Dlatego poczekałam, aż moje dzieci będą starsze i naprawdę gotowe do
            > odpieluchowania i nauczyły się w ciągu kilku-kilkunastu dni, zamiast
            > kilku miesięcy wink
            ja tez bo ja mega leniwa jestem
            • zona_mi Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 10:16
              Ja nie jestem specjalnie leniwa - raczej nie lubię tracić czasu i
              energii smile
              • agusia19-84 Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:19
                Wręcz przeciwnie...
                • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:24
                  Jak dla kogo.
                  W moim przekonaniu uczenie dziecka, które nie jest w stanie panować
                  nad zwieraczami, jest pozbawione sensu - można takie dziecko uczyć
                  wielu rzeczy, a zaskoczy i tak dopiero wtedy kiedy dojrzeje do danej
                  czynności/umiejętności.
                  Ale jeśli ktoś ma czas i ochotę, to dlaczego nie... smile
                  • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:27
                    > Ale jeśli ktoś ma czas i ochotę, to dlaczego nie... smile
                    dla mnie to trening psa pawłowa
                    • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:36
                      Nie przesadzaj.
                      To głównie trening refleksu rodzica wink
                      • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:37
                        > To głównie trening refleksu rodzica wink
                        a czy ja mowie ze to trenowanie odruchu psa pawlowa u dziecka????????
                        • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:40
                          Tak zrozumiałam.
                          Nie dość, że jesteś leniwa, to jeszcze wypowiadasz się mało
                          precyzyjnie wink
                          • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:42
                            > Nie dość, że jesteś leniwa, to jeszcze wypowiadasz się mało
                            > precyzyjnie wink
                            bo ja ze wsi jestem

                            PS dopisze ps zeby nie bylo ze prywata leci

                            ja w dodatku poczekam az najczarniejsza robote wykona za mnie żlobek :F
                            • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 10:49
                              Wspułczuje twojemu żłobku.
                              • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 12:31
                                ja tez :F
                                • iwles do Deeli 15.04.08, 14:18


                                  co oznacza :F ??

                                  Bo kręcę tą swoją głową na boki i kręcę
                                  i wychodzi mi, że
                                  to coś jakby Ci się ee chiało ?
                                  ;P
                                  • deela Re: do Deeli 15.04.08, 14:38
                                    :F to tzw szczerbaty uśmiech
                                    jak w tlenie wpiszesz <:F> to ci taka usmiechnieta szczerbata morda sie pokze, w
                                    gg nie wiem czy to dziala bo od lat nie uzywam gada
                  • agusia19-84 To chyba faktycznie kwestia podejścia n/t 15.04.08, 10:28

                • agnieszkair Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 11:06
                  Zgadzam się z Tobą agusia19-84 w 100% To nie jest strata czasu!!!

                  Ja dodam jeszcze od siebie to, że jestem pracujacą mamą. To ja
                  rozpoczełam naukę korzystania z nocnika a babcia jak to babcia raz
                  posadziła raz nie. Tak więc uważam, że pozostawienie tejże nauki w
                  rekach Pań w żłobku to raczej pomyłka. Ale każdy robi jak uważa.
                  Przecież tam jest wiele dzieci i co każdego na czas wysadzi? Po za
                  tym spotkałam się z przypadkiem, że dziecko ze żłobka wychodzi w
                  pieluchach a do przedszkola musi już umieć wołać ee /wymóg
                  przedszkolny - być może nie wszędzie/. Tak więc każdy odpowiada za
                  siebie i swoje pociechy.

                  Serdecznie pozdrawiam raz jeszcze
                  Agnieszka
                  • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 12:30
                    po pierwsze mlody ma jeszcze czas, mysle ze za kilkanascie tyg zaczne go
                    wysadzac, po drugie jak panie w zlobku ucza to ich sprawa maja wieksza wprawe
                    ode mnie po trzecie mam nadzieje ze moje dziecko jako trzylatek bedzie mialo
                    bogatsze slownictwo niz ee
                    • mamamamba Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:11
                      widzialyscie jakie w zlobie sa nocniki?! taki rzad, jeden przy drugim, dzieciaki
                      sa wysadzane po sniadanku (w necie na stronie zloba jest szczegolowy plan dnia,
                      w tym wysadzanie). mega.
                    • agnieszkair Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:12
                      deela napisała:

                      > ... po drugie jak panie w zlobku ucza to ich sprawa maja wieksza
                      wprawe
                      > ode mnie po trzecie mam nadzieje ze moje dziecko jako trzylatek
                      bedzie mialo
                      > bogatsze slownictwo niz ee

                      Moja Droga,
                      ja nie twierdziłam, że musisz już uczyć swoje dziecko korzystać z
                      nocnika czy, że wogóle musisz uczyc go cokolwiek /bez urazy/. Ale z
                      tym "jako trzylatek bedzie mialo bogatsze slownictwo niz ee" to
                      przesadziłaś ! Sądzisz, że co powinna roczna dziewczynka powiedzieć
                      pełnym zdaniem: "Mamo chce mi się kupkę" ew. siusiu.
                      To jest forum i każdy może napisaś własne zdanie, jedni się z nim
                      zgadzają drudzy nie. Ja jestem dumna, bardzo dumna z mojej córki /i
                      moge to powtórzyć nawet tysiąckrotnie/ .
                      • agnieszkair dla wyjasnienia 15.04.08, 13:15
                        Te ee w poprzednim poście w którym była mowa o mówieniu w
                        przedszkolu to był skrót myslowy. Ale jak kto woli. MOzna się
                        czepiac szczegółów.
                      • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:16
                        >tym spotkałam się z przypadkiem, że dziecko ze żłobka wychodzi w
                        >pieluchach a do przedszkola musi już umieć wołać ee
                        to chyba twoje slowa?
                      • bj32 Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:23
                        "Ale z tym "jako trzylatek bedzie mialo bogatsze slownictwo niz ee"
                        to przesadziłaś !"
                        A tak konkretnie to gdzie ta przesada?
                        Pomijając już drobiazg, że moja, jak miała trzy lata to nie tylko
                        nie mówiła żadnego "ee", ale zwyczajnie szła sie załatwić sama...
                        "Sądzisz, że co powinna roczna dziewczynka powiedzieć"
                        Trzylatki są jakby starsze od roczniaków...
                        Ale dumna masz prawo byćsmile
                        • agnieszkair Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:34
                          jak juz pisałam wcześniej- nikogo tutaj nie chcę i nie chciałam
                          urazić. Każdy podejmu sam decyzje co i jak i kiedy. Tych co
                          uraziłam - przepraszam. Zdania wyrwane z kontekstu mogę co innego
                          oznaczać.
                          Nie wiedziałam, że taki temat może wywałać taką lawinę postów smile
                          • iwles Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 14:12

                            ee tam, zaraz cała lawina...
                            zaledwie kilka małych e-epościków.
                          • babcia47 Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 23:39
                            Obrazić można tylko tych, którzy poczują się obrażeni Twoim
                            postem..dla niektórych uczenie dziecka siadania na nocnik przed 4
                            półroczem życia jest przesądem, a możliwośc świadomego panowania nad
                            zwieraczami przed ukonczeniem 1-szego roku zycia..konfabulacją!
                            Pominę milczeniem fakt, że w ten sposób to funkcjonowało przez całe
                            pokolenia..tyle, że mamom "musiało się chcieć" uczyć (choćby
                            dlatego, ze nie było pamperów)..tak jak uczą wielu innych czynności
                            niezbędnych małemu człowiekowi w codziennym życiu..ciekawa jestem
                            czy dożyję czasów kiedy przesądem będzie uczenie dziecka jedzenia
                            łyzeczką lub mycia się przed skonczeniem 18-tego roku życia..
                            • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 12:09
                              > Pominę milczeniem fakt, że w ten sposób to funkcjonowało przez
                              całe pokolenia..

                              Lata całe żyło w ludziach przekonanie, że Słońce kręci się wokół
                              Ziemi, cukier krzepi, dzieci i ryby głosu nie mają, oraz lepsze bite
                              jak zdechłe - to, że coś robiono przez wiele lat, nie zawsze
                              oznacza, że tak właśnie powinno być, czy jest.
                              Opowieści o nocnikowaniu znam od moich rodziców, dziadków i innych
                              krewnych czy znajomych - gdyby zdawali sobie sprawę z tego, że
                              pewnych czynności dziecko musi dojrzeć (przed osiemnastką -
                              uprzedzam zbędną drwinę), wiele spraw mogłoby wyglądać inaczej,
                              łatwiej.
                              Oczywiście, nie jest wykluczone panowanie nad zwieraczami w
                              okolicach roczku, ale ślepa wiara, że to co "było zawsze" jest
                              jedynie słuszne, nie jest mądra - co by nie mówić, więcej teraz
                              wiemy o rozwoju itp.
                              Trzeba brać pod uwagę i korzystać z doświadczeń poprzednich pokoleń -
                              między innymi po to, aby nie powielać błędów.
                              • babcia47 Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 13:27
                                > Oczywiście, nie jest wykluczone panowanie nad zwieraczami w
                                > okolicach roczku, ale ślepa wiara, że to co "było zawsze" jest
                                > jedynie słuszne, nie jest mądra - co by nie mówić, więcej teraz
                                > wiemy o rozwoju itp.
                                jeżeli jest tak dobrze..to czemu jest tak żle??? Obecnie na kazdym
                                portalu "dzieciowym" na wielu forach jest wręcz wysyp wątków na
                                temat problemów z odpieluchowania dzieci w wieku 3-4 lat..Za "moich
                                czasów" słyszało się o takich przypadkach wywołanych przez
                                zaburzenia psychologiczne lub przechodzeniem przez dziecko ciężkich
                                chorób..jednak był to ułamek procenta z danego rocznika dzieci.
                                Kazda nauka wymaga wielokrotnego powtarzanie, ćwiczeń, po prostu
                                czasu..Dziwna (ślepa)wiara, jaką teraz przejawiają mamy, że dziecko
                                mając 2 lata nauczy sie tego samo z dnia na dzień budzi moje
                                zdziwienie, owszem bywaja takie przypadki ale częściej dziecko ma za
                                dużo innych, ciekawych dla niego zajęć..no i dochodzi jeszcze
                                bunt "dwulatkowy", pojawia sie nowe rodzeństwo, zaczyna się
                                uczęszczanie do placówek, nacisk ze strony otoczenia..nic dziwnego,
                                ze często zamiast sukcesów rodzą sie problemy, których mozna uniknąć
                                rozpoczynając nauke z dużo młodszym dzieckiem, tym bardziej, że w
                                razie niepowodzenia, stanowczego protestu malucha, łatwiej jest do
                                tego wrócić..bo dzieci jeszcze nie pamietają dłużej niż kilka dni
                                • mart.a.m Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 14:29
                                  w programie "Mamo to ja" proponowali przyuczać dziecko do siedzenia
                                  na nocniczku od 10 mies. ale nauka sikania wtedy, kiedy dziecko
                                  świadomie woła siku m/więcej od 1,5r.ż.
                                  • deela Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 21:11
                                    > w programie "Mamo to ja" proponowali przyuczać dziecko do siedzenia
                                    > na nocniczku od 10 mies. ale nauka sikania wtedy, kiedy dziecko
                                    > świadomie woła siku m/więcej od 1,5r.ż.
                                    malo znam glupszych gazet i glupszych programow, juz samo naduzywanie slowa
                                    "maluszek" wywołuje u mnie mdłości
                                    • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 22:06
                                      Deela, ale o co chodzi - nie mają racji z tym, że nauka siusiania
                                      maluszka około półtora roku? Przecież prawdę mówią.

                                      Tylko tego "przyuczania do nocniczka od 10 miesiecy" to nie
                                      rozumiem. To jakby dziecku karmionemu piersią od pierwszych dni
                                      wciskać łyżkę do ręki, żeby się przyzwyczaiło - na za pół roku
                                      będzie jak znalazł.
                                      • mamamamba ja deele rozumiem.. 17.04.08, 08:45
                                        ..bo jak czytam "skarbek", "maluszek", "smyk" uzywane zamiennie i wymiennie to.
                                        autentycznie rzygac sie chce. i nie jest to deelo wazelina hehe! podobvnie jak
                                        mam odruch na widok blekit ciuchow dla mojego syna.
                                        • mart.a.m Re: ja deele rozumiem.. 18.04.08, 12:37
                                          mamamamba napisała:

                                          > ..bo jak czytam "skarbek", "maluszek", "smyk" uzywane zamiennie i
                                          wymiennie to autentycznie rzygac sie chce. i nie jest to deelo
                                          wazelina hehe! podobvnie jak mam odruch na widok blekit ciuchow dla
                                          mojego syna.

                                          hm... a kocham Cię to można dziecku powiedzieć - tak zapytam może
                                          zbyt śmiało?
                                          • mamamamba Re: ja deele rozumiem.. 19.04.08, 12:12
                                            zalezy czy kochasz.. hihi.. zartuje! mam troche podejscie inne niz wiekszosc (?)
                                            matek.. tak mi sie zdaje z obserwacji. czesto-zdrowsze. czasem- moze dziwne.
                                    • mart.a.m deela 17.04.08, 17:36
                                      deela napisała:

                                      > > w programie "Mamo to ja" proponowali przyuczać dziecko do
                                      siedzenia na nocniczku od 10 mies. ale nauka sikania wtedy, kiedy
                                      dziecko świadomie woła siku m/więcej od 1,5r.ż.
                                      > malo znam glupszych gazet i glupszych programow, juz samo
                                      naduzywanie slow "maluszek" wywołuje u mnie mdłości

                                      czyżby to do mnie??? o ile mam świadomość to nie kierowałam żadnych
                                      słów personalnie do Ciebie więc nie rozumiem skąd ten atak? Każdy ma
                                      prawo wyrazić swoją mysl na tym forum czy każdym innym. A skoro się
                                      wypowiadasz na temat programu tzn,że go znasz dobrze i nie będe
                                      polemizować. Przy czym uważam,że można mieć dystans do sprawy ale
                                      nie wrzucać wszystkiego do śmietnika. Może to u mnie "zboczenie"
                                      zawodowe, ale jak coś krytykuję i mówię,że jest głupie to
                                      automatycznie podaję alternatywę . To wszystko. pozdr.
                                      • deela Re: deela 21.04.08, 00:49
                                        > czyżby to do mnie??? o ile mam świadomość to nie kierowałam żadnych
                                        > słów personalnie do Ciebie więc nie rozumiem skąd ten atak? Każdy ma
                                        > prawo wyrazić swoją mysl na tym forum czy każdym innym. A skoro się
                                        > wypowiadasz na temat programu tzn,że go znasz dobrze i nie będe
                                        > polemizować. Przy czym uważam,że można mieć dystans do sprawy ale
                                        > nie wrzucać wszystkiego do śmietnika. Może to u mnie "zboczenie"
                                        > zawodowe, ale jak coś krytykuję i mówię,że jest głupie to
                                        > automatycznie podaję alternatywę . To wszystko. pozdr.
                                        e tam do ciebie, po prostu pociagnelam watek "mamo, to ja" bo jak raz mialam
                                        dzien wczesniej dziadostwo w reku i nie przetrwalam pierwszych pieciu stron, a z
                                        programem - raz wytrwalam do konca jak o fotelikach chyba gadali, poza tym juz
                                        nie narazam sie na takie stresy :o
                                • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 15:48
                                  > temat problemów z odpieluchowania dzieci w wieku 3-4 lat..

                                  Nie wiem dlaczego tak jest, trudno mi się wypowiadać w imieniu
                                  innych mam.
                                  Według moich obserwacji dzieci między 1,5 a 2 r. spokojnie
                                  przyswajają w krótkim czasie o co chodzi z nocnikiem.
                                  Moje właśnie w tym czasie skutecznie i szybko nauczyły się korzystać
                                  z nocnika/toalety. Mnóstwo dzieci moich znajomych, a i tych z forum,
                                  również w tym czasie - bez wielomiesięcznej gimnastyki rodziców i
                                  zbytniego zawracania sobie głowy.

                                  > Kazda nauka wymaga wielokrotnego powtarzanie, ćwiczeń, po prostu
                                  > czasu.

                                  Najpierw możliwości pojęcia, dojrzałości. Nie ma sensu uczyć kogoś,
                                  kto nie jest w stanie przyswoić danej wiedzy.

                                  > Dziwna (ślepa)wiara, jaką teraz przejawiają mamy, że dziecko
                                  > mając 2 lata nauczy sie tego samo z dnia na dzień budzi moje
                                  > zdziwienie,

                                  Rzeczywiście to dziwne, ale nie uogólniałabym - nie wszystkie mamy
                                  mają takie podejście.
                                  W przypadku nocnikowania dziecko samo się nie nauczy, trzeba mu w
                                  tym pomóc, ale to chyba oczywiste i nie podlega dyskusji.

                                  Nawiasem mówiąc zupełnie mi nie przeszkadza nawet jeśli ktoś uczy
                                  nocnikować nawet pięciomiesięczniaka - jeśli tylko ma czas i ochotę,
                                  a potem może się pochwalić, że jego dziecko już siusia do nocnika
                                  (chociaż to kwestia refleksu i siły mięśni rodziców, a nie zasługa
                                  dziecka) - to jego sprawa. Choć nie ma w takim przypadku mowy o
                                  świadomym załatwianiu potrzeby fizjologicznej przez dziecko.

                                  > rodzą sie problemy, których mozna uniknąć
                                  > rozpoczynając nauke z dużo młodszym dzieckiem,

                                  Nie - nie każda nauka rozpoczęta wcześniej ma sens, bo nie do
                                  wszystkiego dziecko jest wystarczająco dojrzałe. Tak jest i nie
                                  zmienią tego wyłącznie szczere chęci ambitnych rodziców smile
                                  • agnieszkair Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 20:10
                                    zona_mi napisała:

                                    > Nawiasem mówiąc zupełnie mi nie przeszkadza nawet jeśli ktoś uczy
                                    > nocnikować nawet pięciomiesięczniaka - jeśli tylko ma czas i ochotę,
                                    > a potem może się pochwalić, że jego dziecko już siusia do nocnika
                                    > (chociaż to kwestia refleksu i siły mięśni rodziców, a nie zasługa
                                    > dziecka) - to jego sprawa. Choć nie ma w takim przypadku mowy o
                                    > świadomym załatwianiu potrzeby fizjologicznej przez dziecko.

                                    Wiesz, może wyjdę na jakąś dziwną /wg Was/, ale z moich obserwacji moja córcia
                                    raczej panuje nad tym. Przynajmniej nad kupką smile Przecież woła ee lub fu,
                                    idziemy do łazienki, rozbieramy się i zapewniam że nie jest to robione na czas.
                                    Prawdą jest, że na początku nauki korzystania z nocnika była to walka z czasem -
                                    kto pierwszy ten lepszy wink Ale teraz nie .

                                    Pozdrawiam
                                    • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 21:09
                                      Ależ skąd - ja nawet wierzę, że Twoja córka robi to w jakiś sposób
                                      świadomie, w końcu ma około roczku, tak? Panowanie nad zwieraczami
                                      ok. półtora roku to dosć ogólne pojcie i nie wyklucza panowania
                                      blizej roku niż bliżej dwoch, przecież każde dziecko jest inne i w
                                      różnym stopniu dojrzewa do różnych rzeczy.

                                      U mnie tylko powoduje uśmiech mówienie o tym, że im wcześniej się
                                      zacnie, tym lepiej się dziecko nauczy i ćwiczy się z półroczniakami,
                                      i mówi, że "moja dzidzia już robi siusiu do nocniczka" jakby to był
                                      jakiś wyczyn zestrony dzidzi - nie, to tylko samozaparcie mam. Lub
                                      babć wink

                                      > Prawdą jest, że na początku nauki korzystania z nocnika była to
                                      walka z czasem - kto pierwszy ten lepszy wink Ale teraz nie .

                                      No i dobrze - poćwiczyłaś sobie przez trzy miesiace i widzisz efekt.
                                      Ja poczekałam trochę, poćwiczyłam przez kilka dni też widzę efekt -
                                      no i git.
                                      A ja naprawdę cieszę się razem z Tobą, to bardzo fajne jak człowiek
                                      widzi postępy u swojego dziecka i na dodatek oszczędza na
                                      pieluchach smile
                                • mamamamba Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 15:49
                                  babcia47 napisała:

                                  .Za "moich
                                  > czasów" słyszało się o takich przypadkach wywołanych przez
                                  > zaburzenia psychologiczne lub przechodzeniem przez dziecko ciężkich
                                  > chorób..

                                  widze droga Babciu, ze temat odpieluchowywania nieustannie Cie dreczy wink ja Ci
                                  powiem,ze kiedys (tak jak ktos wspomnial, ale przy okazji innego watku) po
                                  prostu nie bylo pampersow i trudno,zeby matkom CHCIALO sie kupy prac i gotowac
                                  pieluchy(ło matko! gotowanie pieluch!!-juz slysze w uszach tesciowej jeki) przez
                                  okragle 3 lata! robily to oczywiscie wczesniej,tylko opoznieni nie dawali rady..
                                  teraz tez pewnie DA sie, tylko,ze jak to wczesniej byla wymieniona fachowa
                                  literatura, zwieracze przygotowywane sa na to nieco pozniej (dowiodly badania)
                                  niz na roczek, potem jest latwiej, nie zdarzaja sie dzieciom wpadki. jesli nawet
                                  te badania sa sponsorowane przez firme PAMPERS, to sram na to..! NIE CHCE mi sie
                                  walczyc z mlodym pol roku, skoro za chwile ma 20 mies, sciagne mu pieluche i
                                  hajda w teren! nauczy sie w 2 dni.
                                  • babcia47 Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 22:24
                                    > widze droga Babciu, ze temat odpieluchowywania nieustannie Cie
                                    dreczy wink
                                    raczej dręczy mnie mit o konieczności "tresowania" dziecka i że musi
                                    byc to okupione niewiadomo jakim poswieceniem ze strony matki i
                                    stresami ze strony dziecka..
                                    no dobra! prawdę mówiąc męczy mnie trochę ten temat, nie da sie
                                    ukryć, dlatego, ze sporo tych wątków kupkowo-pieluchowych
                                    połączonych z negowaniem i osmieszaniem doswiadczeń mojego
                                    pokolenia.. i skoro kiedyś działał bez problemu inny model to szukam
                                    przyczyny skąd się obecne problemy wzieły u takiej ilosci dzieci..i
                                    analizując sytuacje tak mi wyszło, że teraźniejszy model chyba nie
                                    jest optymalny a znając jak przebiegało to u moich dzieci i
                                    towarzyszy ich zabaw, trudno mi sie bezkrytycznie zgodzić z takim
                                    poglądem, że to co my robiłyśmy było bez sensu, za wcześnie i
                                    szkodliwe i niewiadomo czemu kłopotliwe..ja to przerobiłam i
                                    widziałam w praktyce! Przebywaliśmy w sporym gronie, razem, przez
                                    wiele godzin i nie dało się ukryć w jaki sposób dzieci kontrolują
                                    zwieracze, czy wymagają zmiany pieluchy, czy udostepnienia nocniczka
                                    lub kibelka albo wedrówki za krzaczek, bo małe własnie mamie
                                    zasygnalizowało "nieodpartą chęć"..
                                    NIE CHCE mi sie walczyc z mlodym pol roku, skoro za chwile ma 20
                                    mies, sciagne mu pieluche i hajda w teren! nauczy sie w 2 dni.
                                    -życzę sukcesów..i mam nadzieje, ze nie załozysz kiedyś wątku o
                                    temacie, że dziecku wcale się nie chce stosować do wyobrażeń
                                    mamusi..wink
                                    zwieracze przygotowywane sa na to nieco pozniej (dowiodly badania)
                                    > niz na roczek,
                                    hmm..to moje "dziecki" i ich koledzy i koleżanki śmiały nie
                                    dostosowac sie do tych badań???..a to feler..jednak było ich troche
                                    za duzo na wyjątki potwierdzajace regułę..
                                    • mamamamba Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 17.04.08, 08:42
                                      Od czasow wychowywania dzieci przez Ciebie, droga Babciu i Twoich kolezanek
                                      minelo troche czasu..badania poszly do przodu zgola o 20 lat!.. zatem.. moglo
                                      sie troche zmienic..proponowalabym przyjac to..smile
                                      ..a co do wyobrazen..mam takie, owszem. dlatego,ze moja mama tak zrobila, gdy
                                      miala 2 (sic!) lata. chyba byla niespelna rozumu, badz ja niepelnosprawna, ze
                                      tak pozno. urodziny mam latem, wiec tak wypadlo. czemu nie rok wczesnie? otoz
                                      -uwaga-bylam OPORNA na nocnik, ot co. nie wiem jak moj syn. ale jesli pare razy
                                      sie osika to sadze,ze zrozumie. a jak nie..coz.. na pewno nie zaloze watku, bo
                                      nie lubie sie tak uzewnetrzniac i raczyc wszystkich moimi (znikomymi) problemami
                                      pozdrawiam
                                      ;D
                                      • babcia47 Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 17.04.08, 22:32
                                        badania poszly do przodu zgola o 20 lat!..
                                        badania poszły..ale czy dzieci aż tak sie zmieniły???
                                        • mamamamba Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 19.04.08, 12:12
                                          WIEDZA o nich sie zmienila. to est bezposrednio zwiazane.
                              • zuzia_ny Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 17.04.08, 02:09
                                zona_mi, z tymi zwieraczami to jest tak, ze jedno dziecko majace
                                rok moze powiedziec ee i mama podstawi mu nocnik a drugie dziecko w
                                wieku czterech moze powiedziec wiecej niz ee i nadal robi do
                                pieluchy.
                                moja zanim zacznie robic kupe idzie sie gdzies schowac. to chyba
                                wie ,ze bedzie robic, hm? nie musi tego precesu zatrzymywac ( jesli
                                te zwieracze tego nie potrafia). wystarczy jak nauczy sie siadac na
                                nocnik i zrobic do nocnika. to ,ze do dwoch lat zaleca sie noszenie
                                pieluch to oczywiscie teoria na potrzeby firm produkujacych
                                pieluchy. a wszystko co wygodne szybko sie przyjmuje.wiec ta teoria
                                jest bardzo popularna. prawda jest taka ,ze poltoraroczne dziecko
                                moze ( nie musi) byc gotowe do tego by zalatwiac sie do nocnika i
                                nie ma potrzeby czekac do dwoch lat.
                                • zona_mi Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 17.04.08, 08:52
                                  > nie ma potrzeby czekac do dwoch lat.

                                  Oczywiście, że tak - moje dzieci są tego przykładem.
                                  Pisałam wyżej, że to wszystko zależy od konkretnej sytuacji,
                                  konkretnego dziecka - te 1,5-2 lata to jest orientacyjne określenie
                                  czasu i wiadomo, że jedno dziecko zaskoczy i będzie potrafiło chwilę
                                  się wstrzymać bliżej roczku, a inne bliżej dwóch, a nie równo w dniu
                                  ukończenia 18 miesięcy.
                                  Nie zgadzam się tylko z uporczywymm twierdzeniem, że im wcześniej,
                                  tym będzie łatwiej, bo to nieprawda - podałam przykład, moim zdaniem
                                  analogiczny, z łyżeczką i karmieniem piersią - miałoby to sens?
                        • gemmavera Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 15.04.08, 13:41
                          Kurcze, no to mój mając trzy lata (no dobra, bez 1 miesiąca) potrafił pięknie powiedzieć "mamo, czuję, że zaraz zrobię siku", ale jednocześnie sikał w gacie.

                          A mając niecałe dwa lata podszedł raz do obcej kobiety na placu zabaw i bardzo wyraźnie, z namaszczeniem w głosie oznajmił jej: "złobiłem tupę". smile)

                          Wychodzi na to, że jako zdeklarowana intelektualistka ;PP postawiłam na inną dziedzinę? wink))
                          • mamamamba Re: Przecież to nie jest strata czasu!!! 16.04.08, 15:43
                            popieram intelektualistkismile
            • mamamamba Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 12:59
              ja tez leniwa. a poza tym potem ten nocnik myc//!! ?? blee.
              • my_mik5 Re: ma roczek i woła ee 18.04.08, 00:58
                też nienawidziłam myć nocnika z kupą, ale mój szwagier podsunął mi super pomysł:
                wyścielanie nocnika papierem toaletowym. więc kłade na dno kawałek papieru, a
                potem wszystko ładnie do wc wpada smile a nocnik myje się od razu przyjemniej.
                pozdrawiam obrzydliwe mamusie
      • mamamamba Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 13:01
        moja babcia twierdzi,ze nauczyla ma kuzynke jak miala pol roczku. to dopiero co nie/
        babacia ma 84 i miesza jej sie troche rzeczywistosc wink
        • bj32 Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 13:24
          Kiedyś siedmiomiesieczniaki sadzało sie na nocnik i siedziały do
          skutku. Może na tym polegała ta "nauka"...?
          indifferent
          • manna_poranna Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 14:53
            Nauka polega teraz na tym, że kto pierwszy ten lepszy ... smile)) A kto lepszy ten
            najlepszy ;p smile)
            • mamamamba pojechanka 16.04.08, 15:39
              phi phi! po co uczyc, samo sie naumie, a za 80 lat znow zapomni i bedzie sikac w
              pampeersy..
              o Boze, ale pojechalam! tongue_out ale takie zycie..
    • megi74 Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 13:43
      A ja Ci gratuluję.
      Nie licz jednak, że tak łatwo pójdzie z siusiu. Moja też woła "kupa" od kiedy
      miała rok i 2 m-ce. Niestety siku szło cały czas w pampka mimo, że sadzałam na
      nocnik co chwila. Dopiero jak zdjęłam pieluchę i powiedziałam "nie ma pieluchy"
      to 2 razy posikała się i zaskoczyła z tym siku. Zdjęłam jej pampka 2 m-ce przed
      2 urodzinami. Pewnie gdybym zdjęła wcześniej to też by zaskoczyła ale jakoś tak
      wyszło....
      No ale może z Twoją pociechą będzie inaczej, czego Ci życzę oczywiście.
      • agnieszkair Re: ma roczek i woła ee 15.04.08, 19:14
        Ślicznie dziękuję smile Gdy z siusiu nie będzie szło to postąpię tak jak piszesz.
        Dziekuję raz jeszcze i pozdrawiam.
    • corkaswejmamy Re: ma roczek i woła ee 16.04.08, 11:36
      Ktoś kiedyś mówił,że to normalne, że czterolatek jeszcze w pieluchy robi? O
      proszę jak ładnie. Gratuluję mamie(tacie też). Szczególne uznania jednak dla
      dzielnej królewny-to nie lada wyczyn.
    • kaeira Re: ma roczek i woła ee 16.04.08, 19:04
      Ja nie miałam ambicji nocnikowych, powiedziałam sobie, że sprobujemy chyba koło
      18m (hmm, mała niedługo skonczy 19m, i jeszcze nic).
      Ale całkowicie rozumiem dumę i gratuluję. smile
    • zuzia_ny Re: ma roczek i woła ee 16.04.08, 23:51
      zupelnie nie przejmuj sie komentarzami mam, ktorym sie nie chce
      sprobowac ,nie przejmuj sie teoria zwieraczy i tym calym ble,
      ble ,ble.
      siedzi ci dziecko godzinami na tym nocniku i czekacie na kupe? nie!
      wiec wara z negatywnyi komentarzami. tu swiat trzeba ratowac a nie
      szczec w pieluchy do trzeciego roku. caly swiat jest tym zawalony.
      tony wysypisk paruje moczem. o!pochwalam.
      • grzalka Re: ma roczek i woła ee 17.04.08, 17:12
        no i fajnie, gratuluję zdolnej córeczki

        ja jak najbardziej wierzę, bo dzieci mojej kuzynki (dziewczyny)
        pozbyły się pieluch definitywnie w 11 m-cu i nie było mowy o żadnej
        tresurze, czy wyścigach, dziwią mnie te komentarze, tak samo jak
        ktoś napisze, że jego trzylatek czyta, od razu jest szum, że mu się
        dzieciństwo zabiera

        ja jako matka wybitnie wygodna odpampersiłam moje bliżniaki w wieku
        2,7 i to tylko dlatego, że juz musiałam, bo wybierali się do
        przedszkola
    • mart.a.m a tak nawiasem... 17.04.08, 18:38
      gratuluję agnieszkair ale osobiscie w tej chwili nie mam "parcia" na
      to, by moje dziecko miało przed czasem "parcie" na nocnik. Myślę,że
      jak skończy rok , półtora to spróbujemy. Zresztą lato to chyba jeden
      z lepszych momentów na nocnikowe eksperymenty.smile
      • miarka71 Re: a tak nawiasem... 17.04.08, 21:38
        Gratulacjesmile Uważam że bardzo dużo osób jest poprostu lekko
        zadrosnych i dlatego są tu takie dziwne dogadywanki. Mamy które się
        tu krytycznie wypowiadają gdyby miały uzywać tetry i prać oraz
        gotowć tony pieluch,bardzo szybko zmieniły by zdanie o wczesnym
        nocnikowaniu i okazało by sie że ich dzieci nie mają problemów ze
        zwieraczami.Pozdrawiamsmile
        • mart.a.m Re: a tak nawiasem... 17.04.08, 22:48
          jak się komuś coś udaje, to wtedy "wyłazi" nasza babska życzliwość
          niestety
          • deela Re: a tak nawiasem... 17.04.08, 23:25
            ja nie bywal zazdrosna o szkolenie dzieciow, moje dziecko do dzisiaj nie wie
            gdzie ma nos, za to wie gdzie ja mam nos :o
            • mart.a.m Re: a tak nawiasem... 17.04.08, 23:34
              a od kogo się nauczy gdzie go ma?
              • deela Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 00:52
                mart.a.m napisała:

                > a od kogo się nauczy gdzie go ma?

                opisze ci sytuacje liryczna:
                mowie dziecku: gdzie jest nos? tu jest nos i pokazalam wlasna lapa na wlasny nos
                a jego lapa na jego nos
                za dwa dni pytam: Julek gdzie jest nos? a on rezolutnie pokazuje mi paluchem na
                moj: penie pomyslal ze matka zidiociala ze sie go pyta gdzie jest nos i trzeba
                jej poazac gdzie go ma....
                porzucilam wszelkie proby :F bo wyszlo na to ze robie z siebie przed dzieckiem
                idiote
              • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 01:30
                mart.a.m napisała:

                > a od kogo się nauczy gdzie go ma?

                Nie nauczy się.
                Do śmierci samej będzie żyć w nieświadomości. Bo leniwa Deela nie wykształciła w
                nim tej ważnej ścieżki nerwowej
                "umiem-skojarzyć-słowo-nos-z-pokazaniem-własnego-nosa" w wieku poniemowlęcym.
                Biedne dziecko.
        • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 18.04.08, 21:57
          miarka71 napisała:
          > Gratulacjesmile Uważam że bardzo dużo osób jest poprostu lekko
          > zadrosnych i dlatego są tu takie dziwne dogadywanki.

          Ale że niby o co zazdrosnych?

          O niepotrzebnie poświęcony czas, który trzeba było poświęcić na nocnikowanie dziecka, przebieranie i łapanie siurów do nocnika? Mam lepsze hobby, wolę w tym czasie poczytać na przykład.
          Czy o to, że można się pochwalić przed rodzinką, że dziecko moje jest taaaakie duże i pieluch nie nosi?

          Być może dla kogoś to, że dziecię nie korzysta z pieluch to jest jakieś wieeeelkie mega osiągnięcie i powód do zazdrości. Dla mnie jest to jeden z etapów rozwoju dziecka, który nastąpi prędzej czy później, a rozwój dziecka to nie są wyścigi, gdzie trzeba koniecznie dążyć do miejsca na podium.
          To nie jest też życiowy problem, który spędza sen z powiek.
          • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 16:48
            a tak nawiasem to dziecko mozna przygotowywac do nowego etapu w
            zyciu. mozna robic zapoznanie z nocnikiem ( oczywiscie nie musisz
            tego robic, mamo kotula ale inni jak chca niech robia i nalezy im w
            tym kibicowac) bo poltoraroczne dziecko czesto, gesto za nic nie
            chce na nocnik siadac, a jak jest sadzane wczesniej a i owszem. ja
            do tego ,ze nie masz ambicji , by twoje dziecko robilo siku w
            nocnik nic nie mam. owszem mam ,ze nie masz ambicji, by nie zawalac
            swiata zurzytymi pieluchami. mozna poczytac gazete i zrobic
            trenieng czystosci. ale poza swoimi sprawami wszystkie inne mozna
            miec w dalekim powazaniu. dosyc to wygodne. to zadne hobby
            pomagac dziecku przejsc w nowy etap rozwoju. wiec nie rob z
            autorki watku, " plytkiej " osoby. bo ty przez to ze wolisz
            czytanie gazet to pewnie ambitniejsza jestes, he?
            • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... /ort. ( ups) 19.04.08, 17:01
              zużytymi*
            • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 17:30
              zuzia_ny napisała:

              > wiec nie rob z
              > autorki watku, " plytkiej " osoby. bo ty przez to ze wolisz
              > czytanie gazet to pewnie ambitniejsza jestes, he?

              Ke?
              Nie, nie jestem ambitniejsza. Jestem po prostu bardziej wygodna i leniwa i wolę poświęcać mój cenny wolny czas, którego i tak mam niewiele, na przyjemności tongue_out.
              Nie uważam też, że autorka wątku jest płytka. Uważam tylko, że mamy inne priorytety (patrz akapit wyżej).
              I hmm... wskaż mi miejsce, gdzie napisałam, że czytam GAZETY tongue_outtongue_outtongue_out

              Poza tym łączenie za przeproszeniem srania z ambicjami? IMHO pomyłka jakaś. I jeśli mam być szczera, to jeśli ktoś uważa za swoje AMBICJE nauczyć dziecię sikać do nocnika, to zgadzam się z twoim określeniem - to są dość płytkie aspiracje.

              Nie wkładaj mi w usta intencji, które nie są moje, ok?



              BTW - argument o niezawalaniu świata pieluchami jest jak najbardziej na miejscu i chyba jedyny przemawiający za wczesnym przyuczaniem do nocnika. Jestem jednak gotowa się założyć, że 95% osób wcześniej nocnikujących w ogóle by o tym nawet nie pomyślało suspicioussuspicioussuspicious
              • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 19:52
                " ksiazki "* nie gazety . mialam wrazenie ,ze w ogole o czytanie
                chodzi .ty masz takie "priorytety"a autorka watku lata z
                nocnikiem. mniej wiecej tak to mozna zreasumowac.
                nie wkladam ci intencji, ktorych nie masz. pisze ,ze umniejszasz
                autorce watku.
                mam ambicje, by moje dziecko " sralo " do nocnika i biorac pod
                uwage moja filozofie jaka mam na zycie to nie sa to plytkie
                aspiracje. plytkie by bylo gdybym zaniechala. dodam tez ,ze
                topornie mi to idzie. bo zbyt pozno zaczelam i teraz mala jest
                zainteresowana wsadzaniem sobie nocnika na glowe i pchania go jak
                samochodzik po calym domu a nie siadaniem na neigo. dlatego uwazam,
                ze uatorka watku zrobila dobra rzecz i kazdej jednej matce kibicuje
                w tym. sama tez sie postaram.
              • agnieszkair Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 09:55
                "mama_kotula napisała:

                BTW - argument o niezawalaniu świata pieluchami jest jak najbardziej
                na miejscu i chyba jedyny przemawiający za wczesnym przyuczaniem do
                nocnika. Jestem jednak gotowa się założyć, że 95% osób wcześniej
                nocnikujących w ogóle by o tym nawet nie pomyślało suspicioussuspicioussuspicious "

                Cóż, ze mną byś przegrała. Choć przyznac muszę, że nie był to jedyny
                argument aby rozpocząć "nocnikowanie".

                Dziękuję Zuzia_ny za stawienie czoła tej całej sprawie. Jesteś
                wielka.

                Ja od siebie dodam, skoro była o tym mowa w dyskusji, że nie
                zapomiałam o swoim hobby, mam czas dla całej rodziny
                a "nocnikowanie" ukochanego dziecka nie uważam za stratę czasu.
                Jeśli ktoś jest zorganizowany i tylko chętny to może wszystko.

                Na koniec chcę powiedzieć, że moim zdaniem /"nie pije do nikogo"/
                należy współczuć dzieciom, których mamy uważają czas z nimi spędzony
                to strata czasu. Cokolwiek by się nie robiło czy "nocnikowało",
                czytało dziecku, czy nawet oglądało z nim bajkę to przeciez bliskość
                i więź, która dla dziecka jest taka ważna - to bezpieczeństwo. Nie
                twierdzę, że należy z nim być non stop i bliskość dosłowna, ale czyż
                nie po to decydujemy się na dzieci, aby móc je kochać!
                Przepraszam, ale tyle dzieci jest w domach dziecko tylko dlatego, że
                mama czy tata zajeli się sobą czy swoim hobby a o córce/synu
                zapomieli - i ponoć tylko na chwilkę.
                • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 10:18
                  agnieszkair napisała:

                  > "mama_kotula napisała:
                  >
                  > BTW - argument o niezawalaniu świata pieluchami jest jak najbardziej
                  > na miejscu i chyba jedyny przemawiający za wczesnym przyuczaniem do
                  > nocnika. Jestem jednak gotowa się założyć, że 95% osób wcześniej
                  > nocnikujących w ogóle by o tym nawet nie pomyślało suspicioussuspicioussuspicious "
                  >
                  > Cóż, ze mną byś przegrała. Choć przyznac muszę, że nie był to jedyny argument aby rozpocząć "nocnikowanie".

                  Napisałam: 95% wink. Jeśli jesteś w tych 5 procentach, to super.
                  Choć znając życie, żadna z 90% się nie przyzna, że w ogóle o tym nie myślała. Ja np. bym nie pomyślała i przyznaję się do tego z pełną premedytacją suspicious


                  > Na koniec chcę powiedzieć, że moim zdaniem /"nie pije do nikogo"/
                  > należy współczuć dzieciom, których mamy uważają czas z nimi spędzony to strata czasu.

                  Jeśli ten czas jest spędzony na zajęciu bezsensownym, które mnie nudzi a dziecko tego zajęcia nie bardzo kuma - to jest to strata czasu.

                  > Cokolwiek by się nie robiło czy "nocnikowało",
                  > czytało dziecku, czy nawet oglądało z nim bajkę to przeciez bliskość i więź, która dla dziecka jest taka ważna - to bezpieczeństwo.

                  No widzisz.
                  Ja np. nie oglądam z dziećmi bajek, bo uważam za stratę MOJEGO czasu pięćsetny seans tego samego odcinka "My Little Pony". Wolę w tym czasie zająć się tym, co mnie interesuje, mogę siedzieć z dziećmi w pokoju, ale nie angażuję się w przeżywanie perypetii pastelowych kucyków. Dzieci nie wyglądają na nieszczęśliwe z tego powodu, z bliskością i więzią problemów nie mamy.
                  Generalnie jest to tak, że bawię się z dziećmi w to, co lubię. W to, czego nie lubię, bawimy się bardzo rzadko razem, najczęściej prowadzą taką zabawę same ze sobą bez mojej interwencji. Nie chcę na siłę np. brać udział w kolejnym dialogu pluszaków - wolę, aby dzieci nauczyły się, że każdy ma prawo czegoś nie lubić robić, niż aby uznały, że pomimo niechęci trzeba się ZAWSZE zmuszać do czegoś, bo ktoś tego chce. Poza tym nie umiałabym się naprawdę zaangażować w coś, do czego czuję niechęć - i zapewne one by wyczuły, że robię to na odwal i na odczepnego.
                  I to działa w obie strony smile



                  Poza tym - wg mnie jest milion innych sposobów na budowanie bliskości i więzi niż przebywanie obok dziecka siedzącego na nocniku wink


                  > Przepraszam, ale tyle dzieci jest w domach dziecko tylko dlatego, że mama czy tata zajeli się sobą czy swoim hobby a o córce/synu
                  > zapomieli - i ponoć tylko na chwilkę.

                  Piękny przykład manipulacji przekazem.
                  Zapomniałaś dodać tylko, że to "hobby", którym zajęli się rodzice, to przeważnie picie wódy tudzież rozporządzanie swoim odwłokiem na prawo i lewo. A nie "hobby" w klasycznym tego słowa znaczeniu wink
                  • agnieszkair Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 10:47
                    Umiesz pieknie wkładać słowa w usta komuś kto czegoś nie powiedział.
                    Widać, że lubisz manipulujesz słowami.
                    Pisząc o hobby nie myslałam o wódce. Myslałam o prawdziwej krzywdzie
                    dzieci sasiadów, które niestety są w domu dziecka tylko dlatego, że
                    rodzice kochali konie - i nie stety chyba bardziej niż własen
                    dzieci. Jednak uważam, że to nie jest miejsce aby opisywać tą
                    sytuację.
                    Staram się jak mogę dla mojej córki. Robię prawie wszystko z myślą o
                    niej. Była w 100% zaplanowanym dzieckiem. Razem z mężem dojrzeliśmy
                    do rodzicielstwa i mam nadzieję, że u Ciebie też tak było.
                    • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 11:22
                      agnieszkair napisała:


                      > Pisząc o hobby nie myslałam o wódce. Myslałam o prawdziwej krzywdzie dzieci sasiadów, które niestety są w domu dziecka tylko dlatego, że rodzice kochali konie - i niestety chyba bardziej niż własen dzieci.

                      Obie piszemy o tym samym - czyli sytuacji PATOLOGICZNEJ smile - przedkładanie hobby nad dzieci do tego stopnia, że dzieci trafiają do domu dziecka, to jest PATOLOGIA. I masz rację, w tym wątku nie rozmawiamy o patologiach, tylko o normalnych ludziach, którzy mają normalne zdroworozsądkowe podejście do posiadanych zainteresowań smile

                      Nota bene uważam, że mój przykład jest nieco częściej spotykany smile


                      > Staram się jak mogę dla mojej córki. Robię prawie wszystko z myślą > o niej. Była w 100% zaplanowanym dzieckiem. Razem z mężem
                      > dojrzeliśmy do rodzicielstwa i mam nadzieję, że u Ciebie też tak było.

                      Tu się różnimy. Ja nie robię prawie wszystkiego z myślą o dziecku.
                      Dość często robię coś z myślą wyłącznie o sobie smile))
                      Tak się czuję zdrowsza psychicznie i nie uważam, aby przez to moje macierzyństwo było niedojrzałe i mniej doskonałe.
                      • agnieszkair Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 12:43
                        mama_kotula napisała:
                        > Tu się różnimy. Ja nie robię prawie wszystkiego z myślą o dziecku.
                        > Dość często robię coś z myślą wyłącznie o sobie smile))
                        > Tak się czuję zdrowsza psychicznie i nie uważam, aby przez to moje
                        macierzyństwo było niedojrzałe i mniej doskonałe.

                        No i dobrze. Jeśli czujesz się w porzadku to wszystko ok. Ja też
                        czuje się w porządku wobec siebie, córki, rodziny. I skoro juz
                        wszyscy sa zadowoleni nie widzę sensu ciągnięcia tej dyskusji.

                        Serdecznie pozdrawiam

          • grzalka Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 17:23
            mama_kotula napisała:

            > miarka71 napisała:
            > > Gratulacjesmile Uważam że bardzo dużo osób jest poprostu lekko
            > > zadrosnych i dlatego są tu takie dziwne dogadywanki.
            >
            > Ale że niby o co zazdrosnych?
            >
            > O niepotrzebnie poświęcony czas, który trzeba było poświęcić na
            nocnikowanie dz
            > iecka, przebieranie i łapanie siurów do nocnika? Mam lepsze hobby,
            wolę w tym c
            > zasie poczytać na przykład.
            > Czy o to, że można się pochwalić przed rodzinką, że dziecko moje
            jest taaaakie
            > duże i pieluch nie nosi?
            >
            > Być może dla kogoś to, że dziecię nie korzysta z pieluch to jest
            jakieś wieeeel
            > kie mega osiągnięcie i powód do zazdrości. Dla mnie jest to jeden
            z etapów rozw
            > oju dziecka, który nastąpi prędzej czy później, a rozwój dziecka
            to nie są wyśc
            > igi, gdzie trzeba koniecznie dążyć do miejsca na podium.
            > To nie jest też życiowy problem, który spędza sen z powiek.
            >

            nie, masz rację, to nie zazdrość, to poczucie wyższości
            • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 17:37
              grzalka napisała:


              > nie, masz rację, to nie zazdrość, to poczucie wyższości

              No ba! oczywiście, że tak tongue_out

              Grzalka, mnie po prostu bawi takie wczesne przyuczanie i robienie z tego wielkiego halo. Tyle młodych mamuś jęczy, że z dzieckiem ciężko, że czasu na nic nie ma (ok, są takie, które nie jęczą - ale jednak w mniejszości), że dziecko spokoju nie daje, że o swoim hobby zapomniały, że ciągle zmęczone i tak dalej. I te same młode mamusie sobie masochistycznie dokładają pracy. A efekt po pięciu miesiącach dokładania sobie tejże pracy jest dokładnie taki sam, jak ten, który można osiągnąć w tydzień czy dwa bez dodatkowych starań (tylko rok później).

              I zawsze zdumiewa mnie fenomen tego nieszczęsnego "nocnikowania". Piszę "fenomen" - bo gdy dziecko osiąga magiczny wiek roku czy 15 miesięcy, 90% napotkanych znajomych osób rozpoczyna rozmowę od sakramentalnego pytania: "śliczna dzidzia, a na nocnik już robi?" - jakby to była sprawa o najwyższym priorytecie.
              A to tylko kupa, proszę państwa tongue_out
              • mart.a.m nie mogło być inaczej... 19.04.08, 18:29
                kobiety! czy my zawsze musimy sobie do..rywać?
              • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 22:31
                nigdzie autorka watku nie napisala ,ze cierpi z powodu nadmiaru
                pracy przy dziecku oraz , ze nie ma czasu na hobby. napisala ,ze
                jest zadowolona z efektu jaki osiagnela i ,ze jest dumna z dziecka.
                po kiego wrzucasz ja do wora ze wszystkimi matkami, ktore cie
                smiesza? bo skoro nie wrzucasz jej do tego wora to wypowiedzi te
                nie sa na temat.
                • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 22:50
                  zuzia_ny napisała:
                  > po kiego wrzucasz ja do wora ze wszystkimi matkami, ktore cie
                  > smiesza?

                  Bo taki mam kaprys i tak mi jest wygodniej wykładać kolejne argumenty - zawsze łatwiej jest operować uogólnieniami i tak przeinaczyć treść, aby pasowała do ogólnego wywodu. Na tym forum się tego nauczyłam i pilnie stosuję tongue_outPPPPPP
                  Poza tym mam PMS i czuję się jakaś niedobzykana dzisiaj :F

                  > bo skoro nie wrzucasz jej do tego wora to wypowiedzi te
                  > nie sa na temat.

                  Jakbyś nie zauważyła, to wątek już dawno zboczył z tematyki gratulacyjnej wink. Forum ma to do siebie, że wątki rozrastają się w różnych kierunkach, i za to uwielbiam to miejsce tongue_out. Z każdego, nawet najbardziej błahego problemu, forumowiczki są w stanie urządzić coś w rodzaju Nocy Świętego Bartłomieja.

                  • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 23:03
                    nie rozczhodzi mi sie o gratulacje.
                    moze "wybzykaj sie" , bo w zlym kierunku uogolniasz.
                    • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 23:09
                      zuzia_ny napisała:

                      > nie rozczhodzi mi sie o gratulacje.

                      Hm. No trudno, aby ci się rozchodziło. To intencja, a nie drobne, aby się rozchodziły suspicious

                      > moze "wybzykaj sie" , bo w zlym kierunku uogolniasz.

                      No chłopa nie mam pod ręką, niestety tongue_out
                      A poza tym - jak już napisałam, na tym forum nauczyłam się uogólniania w każdym kierunku, to bardzo wygodne i bardzo elastyczne.

                      I dodatkowo ślicznie potrafi wkurzyć kogoś, kto weźmie taki jeden specjalnie prowokujący wpis na poważnie i ciska iskierki pięknymi oczętami, nadymając policzki rumiane z emocji wink

                      Zuzia, sobotni wieczór mamy (co prawda nie wiem, która godzina u was, ale mimo wszystko sobota trwa) - są ciekawsze sposoby na spędzenie go, niż branie udziału w jałowych dyskusjach na forum, prawda? wink
                      Drineczka ci zrobić? Z palemką? smile I głęboki oddech, peace and love pouprawiajmy dla odmiany tongue_out
                      Twoje zdrowie wink
                      • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 20.04.08, 04:43
                        nie, dzieki. picie wirtualnego drinka jest rownie glupim pomyslem
                        na spedzanie soboty.
                        a wiec "rozchodzi" mi sie o gratulacje. smile
                        to pieknie ,ze nauczylas sie na forum uogolniania i ci sie to
                        przydaje . zwlaszcza, ze sprawia ci frajde wrazenie , ze zuzke
                        wkurzasz tym ( bo skoro zuzka odpisala co mysli to pewnie ma
                        nadymane i czerwone od emocji policzki). a zuzka nie uogulnia, bo w
                        szczegolach tkwi diabel i na niesprawiedliwe ataki reaguje zawsze -
                        dla zasady.
                        i ttfu, jak mozna pic drinecczka z palemka? i to pewnie ejszcze
                        przez slomke?jakies to landrynkowe musi byc. kiedys bylam na
                        prywatce gdzie podano wodke z sokiem truskawkowym. rany
                        boskie!!!!!!!!!!
                        na sobotni wieczor polecam wino gruzinskie.
                        • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... /ort ups. hehehehehe 20.04.08, 04:49
                          uogolnia*
                        • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 20.04.08, 15:30
                          zuzia_ny napisała:


                          > i ttfu, jak mozna pic drinecczka z palemka? i to pewnie ejszcze
                          > przez slomke?jakies to landrynkowe musi byc. kiedys bylam na
                          > prywatce gdzie podano wodke z sokiem truskawkowym. rany
                          > boskie!!!!!!!!!!
                          > na sobotni wieczor polecam wino gruzinskie.

                          Ech, Zuziu... widzę, że nie nadajemy na tych samych falach i ironia pt.
                          "drineczek z palemką" jest ci obca smile
                          No cóż. Jakby wszyscy nadawali na tych samych falach, to by było nudno po prostu smile

                          Pozdrawiam serdecznie smile
                          • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 20.04.08, 15:39
                            taaa. doslownie wzielam tego drineczka.
                            a i wzajemnie droga kolezanko. rowniez nie zauwazasz ironii.heh.
              • mamamamba Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 09:07
                Aż kupa. pamietaj,ze kupa to ZYCIE ("Chlopaki nie placza")
            • zuzia_ny Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 22:49
              ja sie dopatruje tej manii wyzszosci raczej po drugiej stronie.
              te kobiety po drugiej stronie to " swiadome" . to przeciez kiedys
              sie tak robilo a nie teraz. teraz modne jest nie uczyc sikac w
              nocnik.
              kobiety, ktore to robia to pewnie pol dnia trzymaja swoje dziecko
              na nocniku a drugie pol dnia ganiaja za dzieckiem z nocnikiem.
              • babcia47 Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 23:35
                do tego jest to jedyna ambicja życiowa, najwazniejszym hobby, odbywa
                sie to kosztem np. czytania książek, dziecko jest tresowane niczym
                psy Pawłowa, a matka zaganiana na smierć..
                • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 19.04.08, 23:41
                  babcia47 napisała:

                  > do tego jest to jedyna ambicja życiowa, najwazniejszym hobby, odbywa sie to
                  kosztem np. czytania książek, dziecko jest tresowane niczym psy Pawłowa, a matka
                  zaganiana na smierć..

                  Noooo!! A dziecko jest przyklejone do nocnika klejem Kropelka, aby przypadkiem z
                  niego nie wstało, zanim nie siurnie. wink
                  Babciu, tobie też drinka? z palemką? smile)) Barek otworzyłam tongue_out
                  • babcia47 Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 12:17
                    > Noooo!! A dziecko jest przyklejone do nocnika klejem Kropelka, aby
                    przypadkiem
                    > z
                    > niego nie wstało, zanim nie siurnie. wink
                    -a po co? to by raczej zniecheciło..wystarczy na chwilkę wysadzić po
                    spaniu, jedzeniu, wiekszym piciu..i co jakiś czas na 3-5 minutek,
                    najlepiej kiedy sama mama musi "skorzystać"..żaden problem,
                    przynajmniej dla mnie to problemem nie było a wystarczyło by około
                    roku "odpieluchować"..pytałam dzieci..traumy nie zgłosiły, ze mna i
                    mężem mamy tez tak postępowały i uwierz, ze traumy też nie mamy..ale
                    drinka z palemka nie odmówię..
                    • mama_kotula Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 12:28
                      babcia47 napisała:

                      > > Noooo!! A dziecko jest przyklejone do nocnika klejem Kropelka, aby
                      > przypadkiem
                      > > z
                      > > niego nie wstało, zanim nie siurnie. wink
                      > -a po co? to by raczej zniecheciło..wystarczy na chwilkę wysadzić po
                      > spaniu, jedzeniu, wiekszym piciu..i co jakiś czas na 3-5 minutek,
                      > najlepiej kiedy sama mama musi "skorzystać"..żaden problem,
                      > przynajmniej dla mnie to problemem nie było a wystarczyło by około
                      > roku "odpieluchować"..pytałam dzieci..traumy nie zgłosiły, ze mna i
                      > mężem mamy tez tak postępowały i uwierz, ze traumy też nie mamy..ale
                      > drinka z palemka nie odmówię..

                      Babcia... to była ironia jakby ktoś jeszcze nie zauważył big_grinDD
                      <drineczek z palemką i parasolką gratis>
                      • babcia47 Re: a tak nawiasem... 21.04.08, 16:05
                        > Babcia... to była ironia jakby ktoś jeszcze nie zauważył big_grinDD
                        hmm ironia przegapiona, bo to jeden z głównych argumentów na "nie" i
                        najczęściej przytaczany przykład maltretowania biednych
                        (przyuczanych wcześniej)dzieci i zaharowania biednych mam, które
                        albo w kółko sadzaja dziecko na nocnik, albo siłą je przetrzymuja
                        godzinami na nocniku do skutku..innej opcji wg wyobrazeń niektórych
                        osób nie ma..
                        a'propos drinka?..moge liczyc na jeszcze jednego?..odgruzowuję pokój
                        mojego chłopa..stanowczo mi się należy
    • royalmail Re: ma roczek i woła ee 18.04.08, 00:05
      Gratuluję Agnieszko smile. Mi się nie chciało, więc mam dzieci
      odpieluchowane w wieku ok. 2 lat, ale znajomi odpieluchowali
      całkowicie swoją córkę kiedy miała 13 m-cy, co wprawiło mnie w stan
      głębokiego zdumienia smile. Więc trafiają się takie "zdolniachy".
    • krso11 Re: ma roczek i woła ee 19.04.08, 20:10
      Jestem mamą 15 miesięcznego chlopca i też od 11 miesiąca woła na
      kupkę aa, a od 12 miesiąca sisi gdy chce lub zrobi siusiu w
      pieluszkę . Moj starszy synek od roku i 7 miesięcy chodził bez
      pieluchy. Mam nadzieję że młodszy pójdzie w jego ślady i latem
      będziemy bez pieluch.
      Myślę że to zupelnie normalne że dziecko uczone wcześnie - wysadzane
      na nocnik , tak reaguje. To że dzieci długo chodzą w pampersach
      zależy od rodziców. Jest taki moment- jeszcze przed rokiem
      przegapiony i potem gdy dziecko biega , to nauczyć siadać na nocnik
      jest trudno.Dobra rada dla innych mam. Próbujcie wysadzać po spaniu
      i po jedzeniu już od czasu gdy dziecko dobrze siedzi. To naprawdę
      daje dobre efekty- dziecko uczy się kojarzyć nocnik z potrzebami
      fizjologicznymi. Pozdrawiam
    • fammpirella Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 00:23
      gratuluję i wtrace swoje cytując za lady_sphinx: "A 20 lat temu to
      dzieci inne się rodziły czy jak? Przecież nasze matki sadzały nas
      własnie od 8-10 miesiąca. Większość ówczesnych maluchów jak miały
      rok to same wołały, że chcą siusiu.

      Propaganda koncernów sprzedających pieluchy jednorazowe jest
      porażająca!"
      • mama_kotula Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 02:48
        fammpirella napisała:
        > Większość ówczesnych maluchów jak miały
        > rok to same wołały, że chcą siusiu.

        Cholera. To wychodzi na to, że ja i moja siostra byłyśmy jakieś felerne.
        Bo mimo tego wysadzania to nie wołałyśmy, jak miałyśmy roczek. Owszem, do nocnika lałyśmy, jak nas mama wysadziła. Ale żeby tak same z siebie, to niekoniecznie.
        Gorzej - felerne były niemal wszystkie roczne dzieci ze żłobka w którym pracowała moja mama. I wszystkie roczne dzieci, które leżały w szpitalu, gdzie moja mama pracowała.

        Ale może po prostu mama ma ciężko posuniętą demencję starczą, kto wie... wink i może już wtedy uległa propagandzie lobbystów pampersowych ;>
        • fammpirella Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 08:58
          kto wie?...moze tak jest jak piszesz.....wink
          uzywanie slow wszystkie, zadne, nigdy i zawsze zobowiazuje do
          dysponowania wiedza poparta doswiadczeniami i badaniami smile
          a moze w tym zlobku panie mialy w ciemnosciach to, czy jakis brzdac
          wola czy nie?
          a moze u Was to nie kwestia feleru ale akurat przypadku?....
          nie warto generalizowac. warto probowac, uczy, oswajac,
          przyzwyczajac. bo to prowadzi do docelowego, oczekiwanego
          efektu.prawda?
          pozdrwiam
          • mama_kotula Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 09:06
            fammpirella napisała:

            > warto probowac, uczy, oswajac,
            > przyzwyczajac. bo to prowadzi do docelowego, oczekiwanego
            > efektu.prawda?

            Nie wiem, czy prawda. Ja nie próbowałam, nie uczyłam, nie oswajałam i też osiągnęłam docelowy efekt smile. No, ewentualnie oswajałam, jeśli za oswajanie uznać to, że nocnik stał sobie w łazience odkąd dziecię skończyło rok i nie był dla dziecięcia sprzętem nowym (chociaż na niego nie siadało i nic z nim nie robiło).

            Ale być może osiągnęłabym ten efekt szybciej, gdybym próbowała, uczyła i oswajała. Kto wie. Być może jeśli przy następnym dziecku będzie mi zależało, aby szybko wyprowadzić je z pieluch, to będę próbować, uczyć i oswajać. Znając mnie jednakże, nie będzie mi zależało. Zwłaszcza, że mam świadomość, iż nic nie gwarantuje mi tego, że moja praca odniesie oczekiwany skutek smile i jednocześnie mam świadomość, że ten skutek mogę osiągnąć w późniejszym terminie przy wysiłku minimalnym, jeśli nie zerowym smile

            Pozdrawiam serdecznie smile
            • zuzia_ny Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 17:09
              apeluje aby jendak zalezalo. ochrona srodowiska! pieluchy na
              wysypiskach to bardzo powazny problem.

              a ja swoje . nie odpuszcze.
              hahahaa
    • artjoasia Re: ma roczek i woła ee 22.04.08, 10:59
      Agnieszko, gratuluję Tobie i Twojej córeczce! Cieszę się, że istnieją jeszcze matki, które nie poddały się pampersowej inkwizycji...
      Moja córka ma 17 miesięcy i naprawdę bardzo żałuję, że nie spróbowałam wcześniej, to pewnie w znacznym stopniu kwestia mojego lenistwa... Teraz utrzymanie jej w jednym miejscu dłużej niż parę sekund graniczy z cudem - nie wiem, przykleić jej ten nocnik Kropelką do tyłka czy co???

      I moje trzy grosze do dyskusji. No cóż, nie jestem fachowcem i nie śmiem negować wyników najnowszych badań, ale tak mi coś z tego wychodzi na zdrowy rozum, że kilkanaście czy -dziesiąt lat temu przychodziły na świat prawie wyłącznie wyjątkowe egzemplarze. To taka ciekawostka przyrodnicza. Owszem, pieluchy trzeba było prać, gotować i prasować w pocie czoła. No i co - czy mam przez to rozumieć, że 90% dzieci świadomie uczyło się kontrolować zwieracze wcześniej niż ustawa przewiduje tylko po to, żeby pomóc biednej, urobionej po łokcie mamusi? No sorry, ale takie argumenty to o kant d... potłuc.
      Dziwnym trafem moja matka wspomina naukę nocnikowania jako szybki i bezbolesny proces, a nie jakąś katorżniczą pracę. A ja jakoś nie czuję się psem Pawłowa, cokolwiek byście napisały.
      Być może 1,5 roku to jakaś średnia statystyczna - ale to jeszcze nie powód, że by WSZYSTKIE matki musiały czekać tak długo. Zawsze istniały i pewnie będę istnieć dzieci, które są do tego gotowe znacznie wcześniej (i wcale nie jestem pewna, czy to aż taka mniejszość...) Podobnie jak zawsze istniały dzieci, które bardzo wcześnie chodzą czy mówią.

      Naprawdę nie rozumiem nagonki na dziewczynę, której się udało, i to bez szczególnych poświęceń.
      • deela ja to inaczej widze 22.04.08, 20:49
        za czasow hstorycznych pieluch tetrowych dziecku urzadzalo sobie trening psa
        pawlowa samo: zaszczalo sie? mialo mokro... obejsralo? tez masakra
        w pampach jednak nie odczuwa sie tak bardzo dyskomfortu szczegolnie zwiazanego z
        zasiuraniem
        • artjoasia Re: ja to inaczej widze 22.04.08, 21:22
          Jasne że tak, to musiało być mało przyjemne (od razu mi sie przypominają
          komunistyczne podpaski, to pewnie podobne wrażenie...) Ale gdyby kontrola nad
          fizjologią w tym wieku była niemożliwa, jak się obecnie twierdzi, to gnojek po
          prostu miałby mokro, darłby się wniebogłosy, tyłek miałby jak pawian, a i tak by
          się nie nauczył.
          Nie uważam za tresurę uczenie się czegoś dlatego, że odczuwa się jakiś
          dyskomfort. W takim razie każdy etap rozwoju można by uznać za tresurę,
          począwszy od chwytania i odwracania się na brzuszek.
        • royalmail Re: ja to inaczej widze 22.04.08, 22:24
          deela napisała:

          > za czasow hstorycznych pieluch tetrowych dziecku urzadzalo sobie
          trening psa
          > pawlowa samo: zaszczalo sie? mialo mokro... obejsralo? tez masakra
          > w pampach jednak nie odczuwa sie tak bardzo dyskomfortu
          szczegolnie zwiazanego
          > z
          > zasiuraniem

          Mam 2 dzieci z kilkunastoletną różnicą wieku: 16-letnia córa
          wychowana na tetrze i niespełna 3-latek na pampersach.
          I jedno, i drugie odpieluchowane ok. 2 roku życia. Dzieciakowi w
          tetrze jest kompletnie obojętne, że się posikał, a sam fakt zlania
          się nie powoduje odruchu, że dziecię samo skłania się do sikania w
          nocnik, aby uniknąć mokrej pieluchy.
          Ale pamiętam jedno: i ja, i moje koleżanki mające dzieci wiele lat
          temu ganiałyśmy od małego dzieciaki, bo nam pranie tej tetry
          dokuczliwe się stawało po pewnym czasie ...Jeżeli ktoś miał
          jakikolowiek odruch Pawłowa, to nie dzieciak a matka na widok
          zasikanej pieluchy.
          • mama_kotula Re: ja to inaczej widze 23.04.08, 09:06
            royalmail napisała:

            > Ale pamiętam jedno: i ja, i moje koleżanki mające dzieci wiele lat
            > temu ganiałyśmy od małego dzieciaki, bo nam pranie tej tetry
            > dokuczliwe się stawało po pewnym czasie ...Jeżeli ktoś miał
            > jakikolowiek odruch Pawłowa, to nie dzieciak a matka na widok
            > zasikanej pieluchy.

            Amen.
            Bardzo mi się podoba ten post.
            Mam niejasne wrażenie - niech się nie obrażą starsze uczestniczki, zwolenniczki
            tetry i wczesnego nocnikowania - że w wielu przypadkach pt. "moje dziecko
            nocnikowałam odkąd siedziało i jak miało rok było już bez pieluch" funkcjonuje
            pamięć wybiórcza - czyli owszem, dziecko było bez pieluch, nie zdarzały się
            wpadki - ale mało kto pamięta, że w większości przypadków zawdzięczają to
            właśnie owemu odruchowi Pawłowa. U matki.

            PS. Uprzedzam komentarze - nie neguję tego, że istniały dzieci, które w wieku
            12-15 miesięcy sygnalizowały potrzeby. Teraz pewnie też takie istnieją, ale nie
            stanowią statystycznej średniej smile
            • babcia47 Re: ja to inaczej widze 23.04.08, 13:08
              ale mało kto pamięta, że w większości przypadków zawdzięczają to
              > właśnie owemu odruchowi Pawłowa. U matki.
              Ja, podobnie jak kilka osób "starszego pokolenia" nie pamietam tego
              procesu jako bardziej uciążliwego niz nauczenie dziecka posługiwania
              się łyzeczką..to drugie bywało nawet bardziej uciążliwe, bo do
              sprzątniecia było wszystko w promieniu jakiś 2 metrów i oboje z
              dzieckiem do przebrania i porządnego umycia..
              Zyskiem ubocznym było to, że mniej było dzieci, które miały problem
              z odpieluchowaniem w wieku 3-4 lat (to widać gołym okiem na forum) i
              niejednokrotnie podawałam przyczyny tego..dziecko , któremu
              wcześniej mama pokazywała do czego słuzy nocnik nie było jeszcze w
              wieku "buntu" i posadzenia na nocniku nie traktowało jako
              ograniczenia wolności tylko nową zabawę..Pół biedy jeżeli dziecko
              faktycznie samo dojrzeje do odpieluchowania przed pójściem do
              przedszkola, niestety te dzieci, którym sie to nie udało zaczynaja
              podlegać presji otoczenia..a to dla dziecka które juz b.dużo rozumie
              na pewno nie jest przyjemne..
              Mozliwe, że niektóre dzieci dojrzewają do "nocnikowania" w wieku 1,5-
              2 lat i swiadomego kontrolowania zwieraczy..jednak, żeby to zrobiły
              muszą sie dowiedziec, że mozna tą czynnośc robic inaczej, czyli
              matka chyba powinna pokazac jak korzystac z tego naczynia lub
              kibelka..
              • zona_mi Re: ja to inaczej widze 24.04.08, 11:04
                babcia47 napisała:

                > Ja, podobnie jak kilka osób "starszego pokolenia" nie pamietam
                tego procesu jako bardziej uciążliwego niz

                Tak? A moja mama, rocznik 48 i moja babcia rocznik 22 pamiętają.

                Pamiętają sterty zasikanych śpioszków, majtek, spodenek i własne
                nerwy, że znowu mokro. Pomimo tego, że sadzały swoje dzieci od 7
                miesiąca na nocnik, nie pomogło to wcale - albo trafiły, albo nie.

                Znam również kilka osób ze wspomnianych roczników, któe pamiętają
                doskonale, jak nie wytrzymując biły swoje dzieci, które ze stresu
                nie dawały rady zrobić siku do nocnika, a po zejściu z niego
                odblokowywały się i jazda w majtki. Tak, to przypadki sporadyczne,
                ale ogólne wrażenie jednak odnoszę takie, że wcale te dzieci gotowe
                do samodzielnego sikania nie były, a zapracowane matki, babcie
                pracujace na 3 zmiany, chciały z jednej strony jak najszybciej
                pozbyć się stert pieluch do prania, z drugiej brakowało im czasu i
                cierpliwości - chyba, ze kótraś miała możliwosć nie pracować. I
                Wcale to tak różowo nie wyglądało, jak usiłujesz to przedstawić.

                Ale z drugiej strony Cię, Babciu, rozumiem, każdy woli pamiętać
                tylko przyjemniejsze rzeczy - moja mama też wiele spraw pamięta
                zupelnie inaczej niż chociażby ojciec, we wspomnieniach którego to
                wspominane pasmo szczęścia zabarwione jest odrobiną realności wink

                > z odpieluchowaniem w wieku 3-4 lat (to widać gołym okiem na forum)

                Nic dziwnego, skoro to jest problem, pisze się o nim - o zwykłym
                nocnikowaniu (czyli w okolicach tego 1,5 r.) nie m potrzeby pisać,
                skoro to normalka smile
                • mama_kotula Re: ja to inaczej widze 24.04.08, 12:33
                  zona_mi napisała:


                  > Znam również kilka osób ze wspomnianych roczników, któe pamiętają
                  > doskonale, jak nie wytrzymując biły swoje dzieci, które ze stresu
                  > nie dawały rady zrobić siku do nocnika, a po zejściu z niego
                  > odblokowywały się i jazda w majtki.

                  Ja pamiętam z mojego wczesnego dzieciństwa takie akcje. Nie, nie dotyczyły mnie. Ale parę mamusiek podwórkowych wznosiło dzikie awantury, kiedy ich 1-1,5-latek się zlał, używając przy tym wyzwisk typu "lejek", "siusiacz", "zasraniec". (tak, tak, wiem, to są przypadki sporadyczne - ale u mnie na podwórku było takich parę, a jak weźmiemy pod uwagę wszystkie podwórka w PL, to się trochę ich nazbiera). I pamiętam, że wtedy wcale mnie to nie dziwiło, kiedy taka matka jedna z drugą tłumaczyła "bo trzeba go trochę zawstydzić, żeby się nauczył!!".

                  A potem wpadła mi w ręce jedna z medycznych broszurek mojej mamy. Nie wiem, kiedy to było konkretnie, ale przypuszczam, że to był jakiś 1986-87 rok. To była broszurka dla rodziców, których dziecko się moczy (w późniejszym wieku). Jako, że uwielbiałam czytać książki medyczne mojej mamy, to oczywiście ją przeczytałam i tam - 20 lat temu! - było napisane jak wół, utkwiło mi w pamięci, bo mam tę niezdrową przypadłość, że zapamiętuję zbyt wiele nieprzydatnych rzeczy - że przeciętne dziecko zaczyna wołać "na nocnik" ok 1,5-2 roku życia, a wpadki mogą zdarzać się jeszcze długo. Nie sądzę, aby broszurka była sponsorowana przez lobby producentów pampersów suspicioussuspicious
                • babcia47 Re: ja to inaczej widze 24.04.08, 14:09
                  ja jestem rocznikiem późniejszym..i na szczęście w czasie gdy ja
                  urodziłam swoich synów funkcjonowały już urlopy wychowawcze..i
                  znakomita wiekszośc mam korzystała z nich przez 2-3 lata..przy tym
                  miałam juz pralke automatyczna, więc góra ciuchów do prania nie była
                  problemem..pieluchy prasowałam tylko przez pierwsze 2 tygodnie..a co
                  ja też potrafiłam byc wygodna..za wspomnienia, zachowania,
                  sposoby "nauczania" osób z którymi Ty rozmawiałaś..wybacz ale
                  odpowiedzialnosci nie biorę i smiem sadzic, ze raczej należą do
                  marginesu, bo moja mama (rocznik '37), tesciowa ('32) i ich siostry
                  mają takie wspomnienia jak ja, moje kuzynki i koleżanki..a raczej
                  brak wspomnień..tak jak nie pamietają jako traumy gotowania zupek,
                  nauczania dzieci jedzenia, mycia czy innych czynności..po prostu
                  przeszło szybko bezboleśnie i naturalnie
                  • mama_kotula Re: ja to inaczej widze 24.04.08, 14:32
                    babcia47 napisała:

                    > tak jak nie pamietają jako traumy gotowania zupek,
                    > nauczania dzieci jedzenia, mycia czy innych czynności..po prostu
                    > przeszło szybko bezboleśnie i naturalnie

                    Hmmm...
                    Moja mama - rocznik 53 - widząc, jak robię dziecinie kaszkę z torebki (dolać
                    wody i voila) tudzież jak używam blendera do miksowania zupy, napomknęła coś o
                    przecieraniu zupy przez sitko, przecedzaniu soku przez pieluchę tetrową i o
                    kilkudziesięciu spalonych garnuszkach od kaszki manny. Zawtórowała jej siostra,
                    ze śmiechem mówiąc, że za każdym razem po otrzymaniu wypłaty szła kupić nowe 2
                    małe garnuszki do tej kaszy nieszczęsnej kaszy suspicioussuspicioussuspicious

                    Też nie wspominają tego jako traumę. Raczej, jako uciążliwość.
                    Bo nie da się ukryć, że to uciążliwe jest.

                    BTW, zawsze mnie fascynowało, jakim cudem dziecię uczące się jeść jest w stanie
                    zapaskudzić przestrzeń w promieniu 2 metrów, podobnie, jak fascynowały mnie
                    zdjęcia tejże zapaskudzonej przestrzeni w gazetkach dzieciowych i rady "podłóż
                    pod krzesełko folię malarską".
                    Ale widocznie ja i moi znajomi mamy megaczyste dzieci, bo zapaskudzony był
                    ewentualnie blat krzesełka/stołu i ubranie, mimo, że dziecię 6-7-miesięczne
                    raczej bawiło się tym żarciem niż jadło big_grinDDDD
                    2 metry??? współczuję tongue_out
                    • mama_kotula Zapomniałam 24.04.08, 14:36
                      Mama wspomniała również coś o częstej konieczności sprawdzania, czy dziecię nie
                      ma mokro w tetrze i o przesikanych na tę okoliczność śpiochach. Oraz o
                      odparzonych częściej niemowlęcych tyłkach wink
                      Również uznała w obliczu pampersowania dzieciny, że to było uciążliwe. Zatem nie
                      dziwię się, że niegdyś wcześniej parto na to, aby dziecię korzystało z nocnika -
                      po prostu w imię wyeliminowania uciążliwości smile
                      • mart.a.m Re: Zapomniałam 24.04.08, 14:50
                        mama_kotula napisała:

                        >..... Zatem nie dziwię się, że niegdyś wcześniej parto na to, aby
                        dziecię korzystało z nocnika -po prostu w imię wyeliminowania
                        uciążliwości smile

                        hm.... zatem jaki motyw mobilizuje współczesną matkę do
                        odpieluchowania a tym samym do wcześniejszego nocnikowania swojego
                        dziecka? Bo oprócz przypuszczeń trudno tu znaleźć jakąś logiczną
                        odpowiedź ( myślę o kontrargumentujących)
                        • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 15:10
                          mart.a.m napisała:

                          > mama_kotula napisała:
                          >
                          > >..... Zatem nie dziwię się, że niegdyś wcześniej parto na to, aby
                          > dziecię korzystało z nocnika -po prostu w imię wyeliminowania
                          > uciążliwości smile
                          >
                          > hm.... zatem jaki motyw mobilizuje współczesną matkę do
                          > odpieluchowania a tym samym do wcześniejszego nocnikowania swojego
                          > dziecka? Bo oprócz przypuszczeń trudno tu znaleźć jakąś logiczną
                          > odpowiedź ( myślę o kontrargumentujących)

                          Ekologia i finanse smile
                          Oraz presja babci/cioci/sąsiadki, której dzieci wołały jak miały roczek tongue_outPPP
                      • zona_mi Re: Zapomniałam 24.04.08, 15:33
                        A może Twoja mama - rocznik 53 wink - po prostu nie mieszkała w
                        rodzinie i środowisku aniołów?
                        Albo/i nie ma skłonności do idealizowania przeszłości i własnych,
                        niewątpliwych, osiągnięć macierzyńskich?

                        Bo kiedy czytam, tu bądź ówdzie, że "moje dziecko jadło łyżką od 3
                        miesiąca, a ja karmiłam je, z uśmiechem na matczynej buzi wycierając
                        pryskającą zupkę/wołało jak miało 8 miesięcy, a na nocniczek
                        sadzałam marne 28 razy dziennie, z uśmiechem, przecież jestem
                        świetną i zrównoważoną matką, kto by tam nie lubił spędzać czasu ze
                        swoją dzidzią" itd. itp., to mam - mówiąc eufemistycznie -
                        wątpliwości.
                        • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 16:53
                          zona_mi napisała:

                          > A może Twoja mama - rocznik 53 wink - po prostu nie mieszkała w
                          > rodzinie i środowisku aniołów?

                          No jak to nie?? <foch>
                          Obiektywnie stwierdzam, że moja mama jest aniołem. Dodatkowo aniołem jest mój śp. dziadek, który zajmował się mną odkąd mama wróciła do pracy (czyli jak miałam niespełna rok) do ukończenia 3,5 roku, kiedy to poszłam do przedszkola.

                          Ale pewnie zaraz usłyszę, że widocznie moja mama niezorganizowaną niedojdą była, skoro przypalała garnki w trakcie 10-minutowego gotowania i mieszania kaszy manny a przecieranie zupy z mięsem przez metalowe sitko przyprawiało ją o ciężką k..cę i - o zgrozo - zabierało jej trochę czasu suspicious



                          > kto by tam nie lubił spędzać czasu ze
                          > swoją dzidzią" itd. itp.

                          Ja lubię spędzać czas z moją dzidzią, jak ta dzidzia nie drze japy wniebogłosy, nie wciera mi jedzenia we włosy i nie sika na podłogę suspicious
                          Lubię spędzać czas z moją dzidzią na czynnościach, które nam obu sprawiają przyjemność.
                          Nie lubię spędzać czasu z dzidzią na czynnościach, które mnie męczą (co nie oznacza, że ich nie robię - bo czasem trzeba, ale ich po prostu nie lubię wink).
                          • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 17:31
                            ja tam tarłam jarzynki do zupki na tarce o drobnych oczkach (miałam
                            taki niemiecki "wynalazek" na korbkę, podobny do tarki do sera) i
                            poza początkowym okresem przecieranie mi odpadałosmile)
                            • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 17:37
                              no i w ramach "samopomocy i sąsiedzkiej współpracy" z kilkoma
                              koleżankami, z którymi trzymałyśmy sie razem, chodziłyśmy razem na
                              spacery, plac zabaw lub po prostu dzieci bawiły się razem w
                              niepogodę ustaliłyśmy "dyżury" i kazdego dnia inna gotowała obiadek
                              dla całej gromadki..reszta oszczędzała na czasie w pozostałe dni i
                              łatwiej było ugotować garnek zupki niz garnuszek..i go nie
                              przypalić..a do wieczornej kaszki były juz
                              produkty "rozpustne"..zmieszac z ciepłym mleczkiem i wstrząsnąć...
                              • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 18:09
                                babcia47 napisała:

                                > no i w ramach "samopomocy i sąsiedzkiej współpracy" z kilkoma
                                > koleżankami, z którymi trzymałyśmy sie razem, chodziłyśmy razem na
                                > spacery, plac zabaw lub po prostu dzieci bawiły się razem w
                                > niepogodę ustaliłyśmy "dyżury" i kazdego dnia inna gotowała obiadek
                                > dla całej gromadki..reszta oszczędzała na czasie w pozostałe dni i
                                > łatwiej było ugotować garnek zupki niz garnuszek..i go nie
                                > przypalić..

                                Ale piszesz o własnych doświadczeniach.
                                Które - z tego co widzę - dość znacząco różnią się od doświadczeń mojej mamy i
                                jej znajomych. Nie było "gotowania dla całej gromadki" czy "siedzenia z całą
                                gromadką" ponieważ zdecydowana większość sąsiadek pracowała zawodowo od
                                macierzyńskiego, nie było wspólnego sielankowego przesiadywania z całą gromadką.
                                Wybacz, ale to o czym piszesz, kojarzy mi się z dobrze zorganizowanym
                                socjalistym Kołem Gospodyń Wiejskich (uprzedzam komentarz: tak, wiem, że
                                mieszkałaś w mieście) i podejściem "wszystkie dzieci nasze są, razem się
                                wychowają, tworząc kwiat społeczeństwa".

                                Obawiam się jednak, że już wtedy było to w większości przypadków niemożliwe do
                                zorganizowania, nie mówiąc o czasach współczesnych.
                                • mama_kotula PS - priv do Babci 24.04.08, 18:13
                                  Ile postów obstawiasz w tej dyskusji? hihhhi
                                  Żałuję, że jutro z rana jadę na cały weekend do strefy beznetowej crying(
                                  • babcia47 Re: PS - priv do Babci 24.04.08, 18:33
                                    bedę tęsknić..ale rekordu poprzedniego wątku chyba nie pobijemy...smile
                                • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 18:32
                                  > Obawiam się jednak, że już wtedy było to w większości przypadków
                                  niemożliwe do
                                  > zorganizowania, nie mówiąc o czasach współczesnych
                                  akurat mieszkałam w starym budownictwie gdzie w obrembie 4 ulic było
                                  praktycznie zamkniete podwórko z sadem i piaskownicą w srodku..no i
                                  był wysyp niemowlaków (roczniki 82 do 84), w tych kamienicach
                                  mieszkały koleżanki z moich szkół majace tez dzieci w wieku moich
                                  synów..kryzys był a jakże! i tym łatwiej było kupić hurtem dla
                                  wszystkich maluchów coś do jedzenia przez którąś matkę, jak juz
                                  nadarzyła sie okazja i rzucili..obok był tez punkt PCK gdzie dawali
                                  czasem "dary" z tzw. zachodu..jak dali wielką puszkę z kaszką, z
                                  określonym terminem przydatnosci..to najlepiej było skonsumować w
                                  większym gronie..dzieci też łatwiej było przypilnować i lepiej się
                                  bawiły gdy ich i mam było sporo, zawsze któraś mogła sie urwac na
                                  chwile i podgonić prace domowe czy wrzucic pranie do pralki..dzieci
                                  sie bawiły na tym podwórku lub na placu zabaw w parku gdzie
                                  zbudowano "wioskę słowiańską" z drewna a jak była brzydka pogoda to
                                  sie dekowalismy u którejś z nas..no ale to uroki tamtych czasów i
                                  małego 30 tysiecznego miasta..
                                  • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 18:45
                                    ps. czasem (przynajmniej raz w miesiącu) uszczęśliwiałyśmy tatusiów
                                    wieczornym dyzurem z butelką i robiłyśmy sobie babskie
                                    wieczorki..jak tu wspominać z przykrością takie czasy?..a wracając
                                    do tematu dzieci przy okazji uczyły sie od siebie korzystania z
                                    nocnika na zasadzie podglądania kolegów..w domu miałam 3 egzemplarze
                                    tego naczynia i czasem jak jedno zawołało to zaraz trzeba było
                                    szykowac pozostałe
                                    • royalmail Re: Zapomniałam 24.04.08, 19:21
                                      Jeżeli już jest to wątek wspomnieniowy, a nie nocnikowy, to ja się
                                      pochwalę, że też miałam nylonowe sitko. Wow.
                                      • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 19:24
                                        royalmail napisała:

                                        > Jeżeli już jest to wątek wspomnieniowy, a nie nocnikowy, to ja się
                                        > pochwalę, że też miałam nylonowe sitko. Wow.

                                        Bo nie mieszkałaś na granicy suspicious
                                        • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 20:06
                                          co tam..do nas przyjeżdżały całe wycieczki zakładowe w celu
                                          wyskoczenia za rzeczoną gronice i "zdobycia" dóbr w kartkowej
                                          rzeczywistości nieosiągalnych..w tym perlonowe sitka, styropianowe
                                          termosiki do butelek i "reibemachine"smile
                                  • royalmail Re: Zapomniałam 24.04.08, 19:28
                                    Babcia47 - gdyby w tym opisie wystąpiło jeszcze zioło i kwiaty we
                                    włosach...
                                    • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 19:52
                                      hmm ..musiałabym sie cofnąć do lat 70-tych..mojej młodości..i te
                                      pacyfki na koszulkach,spódnice bananowe, spodnie dzwony i buty
                                      na "słomianych koturnach"..ech..to i kwiaty i zioło we włosach by
                                      sie znalazło..smile)
                                      • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 19:58
                                        babcia47 napisała:

                                        > hmm ..musiałabym sie cofnąć do lat 70-tych..mojej młodości..i te
                                        > pacyfki na koszulkach,spódnice bananowe, spodnie dzwony i buty
                                        > na "słomianych koturnach"..ech..to i kwiaty i zioło we włosach by
                                        > sie znalazło..smile)

                                        Kwiaty owszem we włosach, ale zioło to w bletce tudzież w szklanej lufce. Chyba
                                        że się jest szczęśliwym posiadaczem nargili suspicious
                                        • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 20:09
                                          hmm..dzieci czytają..
                                          • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 21:11
                                            babcia47 napisała:

                                            > hmm..dzieci czytają..

                                            Dzieci?
                                            Moje nie czytają, leżą w łóżkach i oglądają "Było sobie życie" o nerkach big_grinDDD
                                            Spokojnie, nie o takich rzeczach się tu pisało wink
                                            • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 21:53
                                              ale moje czytają..jakby troche starsze...na szczęście wnuk jeszcze
                                              woli grzechotki niż fotum netowe smile)
                            • mama_kotula Re: Zapomniałam 24.04.08, 18:05
                              babcia47 napisała:

                              > ja tam tarłam jarzynki do zupki na tarce o drobnych oczkach (miałam
                              > taki niemiecki "wynalazek" na korbkę, podobny do tarki do sera) i
                              > poza początkowym okresem przecieranie mi odpadałosmile)

                              To cudownie, że miałaś taki wynalazek niemiecki.
                              Moja mama miała wynalazek polski, czyli nylonowe sitko. Zważywszy na fakt, iż w
                              sklepach ciężko było wówczas dostać jakiekolwiek wynalazki, a nie każdy miał
                              dojścia do wynalazku "niemieckiego".

                              Babciu, ja wiem, że ty jesteś aniołem, że miałaś wszystko i w ogóle cud miód,
                              dzieci też idealne, ale przeciętna matka aniołem nie jest, nie zapominaj o tym.
                              • babcia47 Re: Zapomniałam 24.04.08, 18:19
                                mieszkam na granicysmile
                      • artjoasia Re: Zapomniałam 24.04.08, 17:47
                        > Również uznała w obliczu pampersowania dzieciny, że to było uciążliwe. Zatem ni
                        > e
                        > dziwię się, że niegdyś wcześniej parto na to, aby dziecię korzystało z nocnika
                        > -
                        > po prostu w imię wyeliminowania uciążliwości smile
                        >


                        Ale co ma piernik do wiatraka??? Już to napisałam i pozwolę sobie powtórzyć:
                        żeby nie wiem jak parto, wszystko jedno z jakich powodów, to dziecię i tak się
                        nie nauczy, dopóki jego organizm nie będzie do tego przygotowany. Ergo: jednak
                        większość dzieci posiadała wtedy dziwną zdolność opanowania czynności
                        fizjologicznych w okolicach roku.
                        Co do tej uciążliwości - no cóż, z naszego punktu widzenia WSZYSTKO było
                        bardziej uciążliwe. Ale tak było i koniec, nie było innych możliwości.

                        A ja przypalone garnki znam wyłącznie autorstwa babci, która cierpiała już
                        wtedy na demencję.
                        Sama przecierałam przez sitko, bo takich cudów techniki jak blender nie
                        posiadam. Jakoś przeżyłam i nie narzekam specjalnie.
                    • babcia47 Re: ja to inaczej widze 24.04.08, 17:26
                      moje dziecki "potrafiły" smile) jak się dobrze machnęło pełną łyżeczką
                      to można było sprawdzic jak daleko poleci, zdecydowanie wygrywała
                      marchewka w kawałkach i buraczki w wiórkach, kaszka z owocami nie
                      miała tej inercji..najfajniej sie też łapało mamę za włosy
                      zapaćkanymi łapkami..ale wspominam to jako folklor niż
                      megauciążliwość..w tym wieku ten typ tak to masmile
            • zuzia_ny Re: ja to inaczej widze 23.04.08, 17:01
              statystyczna srednia stanowia dzieci, ktore juz od dawna moga
              sygnalizowac, ze maja potrzebe(trzyletnie).
              przyczyna?
    • mniemanologia Re: ma roczek i woła ee 23.04.08, 14:55
      Gratulacje!
      Moje dziecko ma motorek w pupie i nie znosi siedzieć w jednym
      miejscu. Zwłaszcza gdy jest do tego przymuszone.
    • gdzie-idziesz Re: ma roczek i woła ee 26.04.08, 10:50
      Witaj
      gratuluję sukcesu i w związku z tym mam małe pytanie - jak często
      córka woła że chce na nocnik?
      Jak możesz to odpisz - moja, 17 mies. odpieluchowałam ją tydzień
      temu (przypadkiem - zobaczyłam że jak jest bez pieluch to woła, w
      pieluszce nie, zaryzykowałam i wpadki zdarzają się sporadycznie)
      woła że chce siku co pół godziny, do godziny. Za każdym razem robi
      tyle samo, mocz ma przeźroczysty bo dużo pije. czy to nie za często,
      trochę mnie martwi ta częstotliwość, obawiam się jakiegoś
      zakażenia,z drugiej strony rozumiem, że co weszło musi wyjśćsmile
      Dla dociekliwych - na nocnik sadzam ją od 10 mies. w ramach
      przyzwyczajenia. Jest bardzo ruchliwa i bałam się że z czasem będzie
      coraz trudniej ją przyzwyczaić. Nie byłam nigdy zbyd gorliwa w tym
      nocnikowaniu - po spaniu, jedzeniu, przy przewijaniu. Żeby
      wysiedziała chwilę, oglądałyśmy razem bajki (inaczej by nie
      wysiedziała), nigdy długo jej nie trzymałam. Teraz w domu chodzi bez
      pieluch i pięknie woła (tylko siku), jak założyć jej pieluchę wołać
      przestajesmile Tylko ta częstotliwość uciążliwa troche jest.
      Pozdrawiam
      • babcia47 Re: ma roczek i woła ee 27.04.08, 14:39
        częstotliwość "wołania" zależy od pojemności pęcherza a to zmienia
        się z wiekiem..albo od dziecka..jeżeli za kazdym razem jest taka
        sama ilość tzn np. po dłuzszej drzemce i kiedy woła w czasie
        czuwania..widać przy takiej ilosci czuje "parcie"..jeżeli dziecko
        duzo pije i często sie wypróżnia mocz jest jaśniejszy..problem by
        był gdyby miał ciemne zabarwienie, pomarańczowe, wystepuje przy
        rzadko oddawanym moczu, szczególnie gdy człowiek sporo sie poci ale
        czasem jest też uzależnione od przyjmowania leków, niektórych
        witamin lub pożywienia..moze to świadczyć o koncentracji zwiazków
        zawartych w moczu lub obecnosci krwi, wtedy obowiązkowo trzeba
        wykonac badania..sama mam kamnice nerkową (po ojcu) i ciemne
        zabarwienie moczu jest zapowiedzią "kłopotów". Jasne zabarwienie
        moczu w sytuacji którą opisałaś (dużo pije, często sika) nie powinno
        budzić niepokoju
      • agnieszkair Re: ma roczek i woła ee 28.04.08, 10:20
        gdzie-idziesz napisała:

        > Witaj
        > gratuluję sukcesu i w związku z tym mam małe pytanie - jak często
        > córka woła że chce na nocnik?

        Jesli chodzi o kupkę to woła ze dwa/trzy razy dziennie. Pierwsza
        zawsze jest po nocy. A siusiu - no to różnie. Jeszcze się nie
        zdecydowałam na całkowitą rezygnację z pieluchy. Chodzi w pieluszce
        ale woła za potrzebą. Myślę, że tak jak napisała "babcia47" nie masz
        się czym martwić.

        Pozdrawiam
    • secret221 Re: ma roczek i woła ee 30.04.08, 17:22
      Oj to gratulacje dla Twojej dziewczynki.Mój synek ma 21 miesięcy i
      za Chiny ludowe na nocnik się nie da posadzić.Na razie dałam mu
      spokój,no cóż na siłę nic nie zdziałamsmile
    • sylklika też tak miałam 03.05.08, 22:03
      Mojha córcia (teraz 3lata i 4 mies) od kiedy skończyła roczek
      zaczeła wołać "EE" i robić kupę na nocnik. W tym okresie oprócz
      dwóch biegunek rotawirusowych niezdarzyło jej sie zrobić do
      pieluchy,ale z sikaniem poszło gorzej. Jeszcze do niedawna musiałam
      zakladać pieluchę na noc... Tak to mamy z pociechami.Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka