Dodaj do ulubionych

wiecie ci mnie wq....

19.06.08, 23:45
bo wlasnie zobaczylam wątek o placu zabaw i sobie przypomnialam ...
problem... drazliwy dla mnie...

otoż... jestem jedynaczką- ale powiedzcie ze wy też tak myslicie- bo
ja sama nie wiem czy to przez moj pryzmat jedynaczki patrze czy
co...?

plac zabaw-
moj synek ma wiadereczko lopatki grabki itd
tacha to ze sobą na plac do piachu...
tylko wchodzimy do piaskownicy- dzieciarnia jak sępy go oblężą i
szlak mnie trafia bo zadno nic ze sobą nie ma-NIGDY a tu pozabierają
mu wszystko i musi placzem walczyc o wiaderko albo lopatke zeby
ktoros mu oddalo- BO NIE MA SIE CZYM BAWIC !
rozumiem ze trzeba sie dzielic... ale! ALE!
moj synek nie jest samolubem... dzieli sie... czestuje czyms... jak
ktos u nas jest zaprasza do pokoiku daje zabawki itd na placu tez
nie wscieka sie jak mu zabierają - dopiero jak sie nie ma czym bawic
to bezradny placze,...
jak starsze dziecko- to odda ... ale jak zabrac mniejszym! moj ma 2
latka- jak zabrac cos mniejszemu poiwiedzmy 1,5rocznemu dziecku...
????????
Obserwuj wątek
    • maledi Re: wiecie ci mnie wq.... 19.06.08, 23:56
      zgadzam sie. Moj synek ma 1 i dwa m-ce. Jak bierze cos na dwor to
      zaraz podchodza starsze i mu zabieraja. On oddaje. Ale najbardziej
      to wkurza mnie to ze rodzice tych dzieci nie reaguja.
    • alika77 Re: wiecie ci mnie wq.... 19.06.08, 23:59
      Ja tam nie mam skrupulow wink Tzn. biore zabawki dla corki, daje w
      piaskownicy, ona sie bawi a po jakims czasie odchodzi na hustawke,
      zjezdzalnie etc. po jakims czasie wraca, a oczywiscie zabawkami
      bawia sie inne dzieci. Jesli corka nie protestuje to ok, pozwalam
      sie bawic, ale jesli ona chce sie bawic to po prostu mowie, ze to sa
      zabawki Mai i one chce sie nimi teraz bawic. Nie wyrywam dziecku,
      nie szarpie i nie krzycze, po prostu mowie i delikatnie biore,
      zwykle mamy tych dzieci przychodza mi z pomoca i tlumacza swoim
      dzieciom, ze to nie ich zabawki i ze musza oddac. Dzieci oczywiscie
      placza, ale to juz nie moj problem wink Kiedys czytalam, ze male
      dziecko od tego ma mame, zeby bronila je w takich sytuacjach, bo
      samo jeszcze nie umie "zawalczyc o swoje". Ucze corke dzielenia sie
      i jest w tym na swoj wiek dobra (2 lata), ale w koncu moim
      obowiazkiem jest dbac o swoje dziecko, a nie o rozrywke dla calego
      podworka - takie jest moje zdanie smile
      • agusia19-84 alika77 - dobrze powiedziane-zgadzam sie w 100% 20.06.08, 07:11

      • kinga127 alika77 20.06.08, 07:53
        Robię dokładnie tak jak Ty. moja córeczka ma 20miesięcy i o swoje też nie umie
        "powalczyć". U nas w piaskownicy kazde dziecko ma coś swojego i jak sie nie bawi
        to każdy od każdego moze się bawić, tyle że potem trzeba szukać zabawek bo są
        zakopane, a piaskownica duża, bo na oko ma jakieś 10 na 10 m. smile))
    • dorianne.gray Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 00:05
      Normalnie. Spokojnym tonem powiedz temu małemu dziecku, że to jest
      zabawka Twojego dziecka i to ono chce się nią teraz pobawić. 1,5-
      roczniaki zazwyczaj siedzą w piaskownicy z mamą, ona na pewno
      przyjdzie w tej sytuacji z pomocą.

      Mój młody ma odwrotnie. Taszczymy razem tony zabawek do piaskownicy,
      tam on to wszystko rzuca w cholerę i leci się bawić innymi
      zabawkami. Ale przynajmniej ma coś na wymianę...
      • valkiria_1980 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 00:14
        tak... zgadza sie! logiczne ze nie wyrwe dziecku... tylko spokojnie
        i delikatnie ... i tak racja- ja tez dbam o swoje dziecko bo ono
        jeszcze samo sobie nie poradzi...
        ale raz zdarzyla mi sie sytuacja ze wpadla mamuska w wypasionym
        wozkiem na 4ką diablow i min byl maluszek co ciagle cos mojemu
        sunkowi zabieral,.. byl mniejszy niz moj synek- ale czy mlodszy? nie
        wiem...
        tak czy inaczej nie dalo mu sie nic wytlumaczyc ano wyrwac- bo
        przyznaje probowalam i jednego i drugiego...
        a mamuske g... to wszystko obchodzilo...
        a czulam sie jak w potrzasku jakims,...
        • alika77 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 00:19
          nie mialam takie sytuacji szczerze mowiac, jak rowniez nie trafilam
          na taka mamuske wink ale wierze, ze sa takie niestety. ja w takiej
          sytuacji chyba zabralabym wszystkie zabawki i sprobowalabym zachecic
          dziecko do zabawy gdzies indziej, na hustawce czy zjezdzalni. albo
          najzwyczajniej w swiecie poprosilabym ta kobiete o pomoc,
          powiedzialabym jej, ze moje dziecko chce sie teraz bawic swoimi
          zabawkami i zeby wytlumaczyla swojemu synowi, ze nie moze sie nimi
          bawic i tyle.
        • dorianne.gray Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 00:23
          Zamiast walczyć z dzieckiem powinnaś po prostu porozmawiać z
          mamunią, wtedy by ją zaczęło obchodzić.
        • maminka21 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 22:20
          Mnie też wkurza najbardziej fakt, że opiekunowie takich dzieci nic
          nie reagują , albo plotkują, albo czytają gazetki a dziecko robi co
          chce,pozdrawiam
    • ejka.pe Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 06:09
      Valkiria, życzę Ci więcej spokoju, bo etap piaskownicowych sporów i
      dylematów dopiero zaczynacie, i wiele jeszcze przed Wami, a Ty już
      taka wojownicza postawa smile Tytuł postu (moim zdaniem) nieadekwatny
      do sytuacji - normalka na placach zabaw, niestety. Musisz po prostu
      przy dzieciach byc, pomagac, negocjowac, pilnowac - i w razie
      potrzeby upomniec cudze dziecko (a nawet mu coś odebrac, jeśli
      trzeba).
      Powiedzmy, że wchodzicie do piasku - spytaj synka głośno, czy ma
      ochotę podzielic się czymś z innymi dziecmi. Jesli tak, to niech się
      dzieli. Jeśli nie chce, a dzieci odbierają mu zabawki wbrew jego
      woli i zaczyna z bezradności płakac - powinnaś dzieci powstrzymac i
      powiedziec: przykro mi, mój synek nie ma teraz ochoty się dzielic,
      spróbujcie później, może zmieni zdanie.
      Pozdrawiam smile
    • deela Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 07:30
      hmmm ja do piachu chodze rzadko, zazwyczaj kolo domu gdzie ma cala piaskownice
      dla siebie
      ale jak mi sie chce isc troche dalej (tam jest bardzo fajny nowoczesny plac
      zabaw) to zauwazylam ze dzieciaki maja zabawki popodpisywane, a rodzice jak
      przychodza wala swoja kupe zabawek do piaskownicy i lezy ich tam cala fura -
      dzieci bawia sie ktora chca, naprawde dla nikogo nie zabraknie, a jak ktos
      wychodzi z placu do domu to zabiera swoje (podpisane zeby awantur nie bylo) i juz
      i to jest chyba dobre wyjscie :F
      • kinga127 właśnie, u nas też mają podpisane :))) 20.06.08, 07:57
        • d0oti Re: właśnie, u nas też mają podpisane :))) 20.06.08, 21:50
          my podpisaliśmy a i tak ktoś nam wiaderko podprowadził...
          • alika77 Re: właśnie, u nas też mają podpisane :))) 20.06.08, 21:56
            Rozwala mnie "podprowadzanie" zabawek do piasku, jakby rzeczywiscie
            kosztowaly majatek... Czy nie jest temu komus potem glupio przyjsc z
            tym wiaderkiem do piaskownicy i potencjalnie spotkac prawowitego
            wlasciciela? Tak czy inaczej podpisywanie nie chroni przed kradzieza
            (chyba, ze ktos zabral przez pomylke, ale skoro jest podpisane...),
            ale przynajmniej sprawdza sie przy zbieraniu zabawek przy wyjsciu,
            jak np. ktos sie upiera, ze to jego lopatka smile Ja tez mam wszystkie
            zabawki podpisane, tzn. te ktore zabieramy na zewnatrz.
    • hanka13 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 08:10
      A w naszej piaskownicy jest jeszcze inaczej; zawsze w piasku jest
      sporo zabawek (wiaderka, sporo lopatek itp, jakies foremki,
      spychacze), ktore rodzice zostawiaja (oczywiscie specjalnie) - zeby
      byly jakies dyzurne. Te zabawki o dziwo nie gina - tzn., zdarza sie
      ze jakas byla wczoraj a dzis jej nie ma, ale za to sa dwie innesmile,
      wiec zanosi sie tam i zostawia nie jakies najulubiensze, ale takie
      dzialajacesmile Nie wiem, czy wszyscy rodzice "dokladaja sie" do tego
      zbioru, ale w sumie niewazne - super, ze niektorzy z nas to robia,
      bo dzieki temu zawsze jest sie czym pobawic. I te zabawki sa
      uznawane za wspolne - tzn., ktore dziecko sie czyms aktualnie bawi,
      ma prawo sie dana rzecza bawic. Jesli natomiast jakies dziecko
      danego dnia przynioslo sobie swoja zabawke z domu, to wtedy jest to
      jego zabawka i jesli zechce sie nia bawic, to inni musza mu ja
      oddac, nawet jak gdzies ja odlozy. I tu jesli samo dziecko nie
      poradzi sobie z odzyskaniem, to zwykle rodzic tego kto zawlaszczyl
      mowi "ale to jest zabawka ..., oddaj mu" - no a jesli rodzic zbyt
      zajety np. telefonem, to samemu sie wyjasnia sprawe miedzy dziecmismile
      Moze brzmi to skomplikowanie, ale o dziwo dzieciaki na tym placu
      zabaw dobrze lapią o co chodzi, i maja swietnie wyksztalcone
      pojecia "wspolne", moje, twoje itd. Przy okazji zas, jesli jakies
      dziecko nie chce pozyczyc innemu swojej zabawki, to zawsze sytuacje
      ratuja inne ciekawe w piaskownicysmile
      hanka
      • mart.a.m Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 09:11
        dziecku zawsze będzie się podobać to, co czyjeś choćby jego było
        takie samo. Też przez to przchodziłam. Podejdź bez "nerw" do tego.
        Może zdarzyc sie tak,że i twój mały złapie czyjąś zabawkę bo będzie
        dla niego intersująca conajmniej. Tak jak radzą dziewczyny bo to
        chyba najlepsze co można zrobić - zamianka zabawek. A podpisywanie
        zabawek też fajny sposób w dużej piskownicy.
      • lilka69 Re: hanka- u mnie tak samo. 20.06.08, 16:43
        i jest zawsze bardzo fajnie.
        wiadomo, ze cudze zawsze lepsze.
        • mart.a.m Re: hanka- u mnie tak samo. 20.06.08, 22:06
          toż tak samo stwierdziłam wczesniej. Nie ma co siebie stresować ani
          dzieci w piaskownicy. W piaskownicy jest prawo "wspólności" i tak
          trzeba dzieci edukować. Chyba, ze to agresywne zagrania to się
          wtedy interweniuje. W życiu sie wq...o taką sytuację a też było ich
          trochę w życiu mojego pierworodnego.
    • beatazet Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 08:35
      Witam.
      Jak się bawią zabawkami Magdy to ja ją zachęcam żeby wzięła inne chwilowo
      porzucone albo mówię powiedz , że to Twoje i chcesz się tym bawić. Dużo dzieci
      też pyta czy może pożyczyć i rodzice zwracają na to uwagę.
      Mnie denerwuje co innego.... taszczymy z Magdą różne zabawki...a dzieci z bloków
      dokładnie nad piaskownicą nie przynoszą nic i bawią się tymi, które przyniosą
      inne dzieci mieszkające dalej.
    • azille Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 09:12
      Chyba nie mam takiego problemu.
      Moje dziecko chętnie się dzieli ale rónież
      lubi się bawić z innymi dziećmi ich zabawkami.
      I jeśli jest to maluch taki jak mój wszystko
      jest oki. Jeśli jest to 3 latek to się zaczyna
      "odejdz, to moje, nie ruszaj, nie dotykaj itd."
      A jesli wychodzę z piaskownicy i chcę zabrać swoje
      zabawki to po prostu podchodzę do dziecka i mówię
      że Gerard chciałby zabrać swoje zabawki bo idziemy do
      domu i będzie mu przykro jeśli np nie zabierze łopatki
      bo ją bardzo lubi. Tyle.
      Nigdy nie miałam z tego powodu problemów.

      No może raz, dziewczynka która natychmiast zabrała
      małemu wszystkie zabawki i rozkazywała mu w jakim
      kącie piaskownicy ma się on bawić.
      Matka zero reakcji.
      To ja tej dziewczynce zwracałam uwagę kilka razy.
      Poskutkowało choć matka milczała jak zaczarowana.
    • osa551 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 10:27
      Ja akurat nie mam tego problemu, mam piaskownicę w ogrodzie. W piaskownicy przy
      domu dziadków, jak sie nie chciała dzielić to waliła łopatką po głowie. Dziwne,
      ale jakoś do cudzych zabawek w piaskownicy nie miała pociągu.
    • hana.hula wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 10:49
      Tak sobie czytam Twój post i myślę , że to wina rodziców tych
      dzieci. Bo dzieci jak to dzieci , chcą wszystko co nowe . Ale , że
      mamuśki nie zwracają uwagi to już inna sprawa . Widziałam podobną
      scenę na placu zabaw , dzieci płakały i wyrywały sobie zabawki , a
      mamusie nic na to . Były zbyt zajęte paleniem papierosów i rozmową z
      której ciężko było wyłowić inne słowo niż k.......
    • mama-ola Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 10:54
      Sporo kłopotów odpada, jak dziecko ma dużo zabawek tego samego typu.
      Mój syn ma dwa wiaderka, dwie łopatki, dwie grabelki i ze 6 foremek.
      Z takim zestawem może i sam się pobawić, i pożyczyć coś komuś.
      A tak poza tym, to dobro własnego dziecka na I miejscu, oczywiście.
    • aannaa6 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 11:18
      Oj te nadopiekuńcze matki. a jak dzieciak ma się nauczyć walczyć o swoje? Raz
      odda, drugi raz odda a za trzecim już nie. W końcu wszyscy żyjemy w gromadzie
      więc dzieciaki tez muszą się tego nauczyć. Ja walczę sama z sobą żeby nie
      trzymać mojego syna (15 mies) pod kloszem dlatego specjalnie chodzę do
      piaskownicy gdzie jest dużo dzieciaków w rożnym wieku. Jeden coś zabierze, drugi
      da a z trzecim będzie się trzeba trochę poszarpać o zabawkę. Jak to w życiu.
      • mamul-inka Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 11:36
        Trzeba też rozgraniczyć chyba takie "pożyczanie" notoryczne od
        przypadkowego,bo znasz dzieci i wiesz które co robią.A ostatecznie
        wychodzę z założenia ,że to nie wina dziecka gdy mamusia
        przychodzi "odpocząć" na plac zabaw i notorycznie nie zabiera
        zabawek.Ja staram się zagospodarowac takiego samotnego bidulka i jak
        zaczyna się wojna to wkraczam do akcji.Jeden ma sypac piasek do
        foremki,drugi w nia stuka ,trzeci szuka kamyków lub patyków
        do "ozdoby".Najczęściej pomaga.Niestety trzeba uważać żeby nie
        przegiąć w drugą stronę.Ile jest takich królów placów zabaw,którzy
        mogą wszystko a sami nie dają nic.Z przykrością stwierdzam ,że są
        one produktem babć i mam które samę uczą ,żeby nie pożyczać "bo to
        jest Jasia".Parę razy widziałam szarpiącą się babcię z dzieckiem
        które podniosło zabawkę wnusia ,który i tak miał ją w nosie.Trzeba
        też jednak uczyć swoje dziecko walczyć o swoje, szczególnie kiedy w
        przyszłości czeka je żłobek lub przedszkole.Tam mamy lub babci
        niestety nie będzie.Cześć
        • aannaa6 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 11:45
          No to chyba dużo jeszcze przede mną (przed nami).
      • mama-ola Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 12:20
        Też jestem za nauką walki o swoje, a właściwie nie tyle walki, co
        obrony. Z tym że nie uważałam za właściwe, by ta nauka przyszła sama
        (z obserwacji typu "za trzecim razem..."), lecz wzięłam sprawy w
        swoje ręce, a właściwie mąż wziął.
        Antek został nauczony, że zabawkę w ręce trzeba trzymać mocniej, tak
        by się jej nie dało łatwo wyjąć. Mąż się tak z nim bawił w domu, że
        za chwilę wyjmie np. łopatkę z ręki, a mały miał trzymać tak mocno,
        by się nie dało. Parę zabawowych ćwiczeń i odruch wyrobiony.
        Ćwiczyliśmy też mówienie z mocą "nie dam!" oraz "to moje!" i
        jednoczesne chowanie ręki z zabawką za siebie. Nasz pojętny uczeń
        potem już radził sobie nieźle.
        • bob_gd Re: wiecie ci mnie wq.... 21.06.08, 10:16
          Bardzo dobrze ćwiczysz swoje dziecko. Za parę lat weźmie wyciągnie
          ci portfel z torebki i kluczyki od samochodu i powie... to teraz
          jest moje! Buhahaha
        • hipopotamama Re: wiecie ci mnie wq.... 23.06.08, 10:57
          mama-ola to jakiś żart?
        • hipopotamama Re: wiecie ci mnie wq.... 23.06.08, 11:13
          U nas na placu w zasadzie nie ma problemu bo w piaskownicy leżą "społeczne"
          zabawki. Czasem zdarza nam sie wejść na plac "z marszu" i wiem, że córka będzie
          miała się czym pobawić.
          Po okresie kompletnego rozdawnictwa moje dziecię weszło w etap stanowczego
          "moje!" i właściwie każda wizyta na placu kończy się jakimś dramatem wink
          Nie chce się dzielić, trudno. To jej własność, ma prawo o niej decydować. Jeżeli
          ktoś nie chce oddać jej zabawki, nie rzucam się na ratunek tylko czekam co
          wynegocjuje swoimi siłami. Jeżeli trzeba, wkraczam do akcji.
      • alika77 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 15:35
        Hm,moze i jestem jedna z tych nadopiekunczych mam (prawdopodobnie
        tak), ale jestem tez pedagogiem, takim z powolania i wiem, ze
        dziecko ponizej 2-3 lat po prostu nie jest gotowe zeby samo sie
        bronic w takich sytuacjach, nie dlatego, ze zawsze mama je bronila i
        nie mialo okazji sie nauczyc, tylko dlatego, ze po prostu nie jest
        jeszcze gotowe. Tak jak z nocnikowaniem, nie mozesz nauczyc na sile,
        zanim dziecko nie bedzie gotowe. I w takich sytuacjach to mama musi
        przyjsc z pomoca i dac dziecku pewnosc, ze pomoze mu zawalczyc o
        swoje i nie zostawi samo sobie, zeby walczylo. To nie jest chowanie
        pod kloszem tylko nauka jak powinno sie zachowac - powiesz dziecku
        raz "Trzeba poprosic Jasia zeby oddal ci twoje zabawki" , powiesz
        drugi, trzeci, a w koncu pewnego dnia Twoje dziecko bez niczego
        podejdzie i samo powie. Nie chce chowac dziecka pod kloszem, ale nie
        chce tez uczyc go "raz tobie zabiora, raz ty zabierzesz", chce je
        nauczyc asertywnosci, zeby nie dawala sobie zabierac i zeby nie
        zabierala innym.
    • mama_frania Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 12:30
      Ja nie zauważyłam aż tak drastycznych sytuacji, ale nie pozwalam na zabieranie
      zabawek mojemu dziecku (o ile zabierający jest starszy to zwykle po mojej
      interwencji sam oddaje, jeżeli młodszy wkracza jego opiekun). Staram się
      zachęcać moje dziecko do wymieniania się zabawkami i pożyczania swoich, ale go
      nie zmuszam- w końcu to są JEGO rzeczy.
      Oczywiście nie pozwalam mu także zabierac zabawek innym i tu już jest postęp, bo
      Franek zamiast wyrywac zabawkę prosi o pożyczenie i płacze dopiero gdy ktoś nie
      chce mu pożyczyć, ale nie wyrywa.
    • lilka69 Re: wiecie a mnie takie matki wq.... 20.06.08, 16:42
      nie przesadzaj , nie jeste na pewno tak, ze tylko TWOJE DZIECKO ma zabawki a
      inne nie.

      mieszkam w wawie. na roznych placach zabaw spadzam obecnie pol dnia. a mam ich
      dookola lekko liczac 10.wszystkie dzieci bawia sie zabawkami(sa "uwspolniane")a
      jak ktos odchdzi do domu zabiara swoje. NIGDY zgrzytow nie ma. patrzysz przez
      dziwny pryzmat(nie go pryzmatem jedynaczki bo lubie jedynakow) albo mieszkasz w
      penerskiej okolicy gdzie faktycznie NIKT nie zabiera zabawek
      • alika77 Re: wiecie a mnie takie matki wq.... 20.06.08, 17:10
        a ja nie sadze zeby Valkiria patrzyla przez pryzmat jedynaczki, ja
        jedynaczka nie jestem, a doskonale ja rozumiem. I jakos nie bardzo
        chce mi sie wierzyc, ze tam gdzie Ty chodzisz dzieci ZAWSZE tak
        ladnie sie bawia i nie ma NIGDY walki o zabawki - dzieci to dzieci,
        zawsze beda na tym polu starcia. I szczerze mowiac jakos nie kupuje
        takiej "wspolnotowej" zabawy, tzn. jesli dzieci sie bez problemu
        razem bawia wszystkimi zabawkami to ok, ale kazde dziecko ma
        potrzebe posiadania wlasnych rzeczy, a skoro je juz posiada, ma
        prawo sie nimi bawic i nie miec ochoty nimi dzielic. W piaskownicach
        gdzie ja chodze tez zabawki sa "uwspolniane", ale jesli jakies
        dziecko chce sie bawic swoja to inne musi mu ja oddac - i nie jest
        to tylko moje dziwne podejscie, ale praktycznie wszystkie mamy,
        ktore spotykam maja takie samo. Ucze swoje dziecko dzielenia, ale
        nie zmuszam, zawsze jej powtarzam, ze jak polozycie zabawki razem to
        bedziecie miec wiecej zeby sie bawic i ze byloby milo, jakby komus
        cos pozyczyla, ale nie musi, ale wtedy musi brac pod uwage to, ze
        inne dzieci nie beda chcialy jej pozyczac i tyle.
    • alpepe Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 17:04
      jak dla mnie, to jesteś przewrażliwiona i to mocno, może dlatego, że jesteś
      jedynaczką, może jesteś osobą, u której posiadanie wyzwala poczucie
      bezpieczeństwa, nie wiem i nie mnie CIę sądzić.
      Co do placu zabaw, to "jest super, jest super, więc o co ci chodzi?"
      Żadna krzywda się twojemu dziecku nie dzieje, a jak się dzieje, to w końcu ty
      jesteś od tego, by zadziałać, co, boisz się odezwać, bo innym matkom się to nie
      spodoba, czy jak?
      Asertywność przede wszystkim, jak twoje dziecko się nie bawi jakąś zabawką, to
      mu korona z głowy nie spadnie, jeśli jakieś inne dziecko się nią tymczasowo
      zaopiekuje, ale jeśli inne dzieciaki przegną i twoje dziecko siedzi w
      piaskownicy i nie ma się czym bawić, wkraczasz do akcji i odbierasz zabawki, nie
      patrząc, czy ci inne dziecko te zabawki chce dać, czy nie, jak nie chce, prosisz
      opiekuna takiego delikwenta, by odebrał mu zabawkę, bo twój synek chce się tą
      zabawką bawić. Proste, nie?
      Więc wciel to w życie, pamiętaj, jesteś lwicą, która dba o swoje młode, jemu nie
      może się stać krzywda smile. Jak będziesz pilnować młodego z tak bojowym
      nastawieniem, żaden zabieracz zabawek nie będzie straszny.
      • trojakowamama Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 17:31
        Ja też nie robię problemu jak inne dzieci pożyczą zabawki moich
        pociech. Przecież nie wszystkimi bawią się na raz. A jak przyjdzie
        im ochota na zabawę wypożyczoną zabawką to proponuję wspólną zabawę
        (np chłopiec pożyczył ciężarówkę to mój synek np może ładować na nią
        towar czyli piasek), albo wymianę (chłopiec pożyczył Twoje auto Ty
        pożycz jego) jeśli obie syt z jakichś względów są niemożliwe,
        prosimy dziecko o oddanie zabawki albo wołamy rodzica, żeby pomógł.
        Nawet jak dochodzi do spięć między dziećmi o zabawki to uważam, że
        jest to cudowna sytuacja, wtedy właśnie możemy nauczyć dziecko -
        pokazać mu - jak rozwiazuje się konflikty, że takie sytuacje
        występują w życiu. Dla mnie plac zabaw - super sprawa!
    • ik_ecc Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 21:43
      My nosimy ogromna torbe zabawek do piaskownicy - ze 3 wiaderka,
      kilka lopatek + inne babki w roznym ksztalcie (w tym np plastikowe
      pudelka po jogurtach i inne rzeczy tego typu). Nosimy tyle wlasnie
      po to zeby sie podzielic z innymi dziecmi.
    • mamaigiiemilki Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 22:33
      masz racje, dziecko ma prawo bawic sie swoimi zabawkami;
      to tak samo, jakby ktos dorosły chciałby pozyczyc sobie np. nasz telefon lub samochod...no bo przeciez swojego nie masmile
    • mroweczkaaha Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 22:51
      Faktycznie sytuacja wkurzajaca ale ja stawiam sprawę jasno i
      zdecydowanie. Zawsze w każdej sytuacji i w każdej piaskownicy uczę
      swoje dzieci ( 3-latek i 2-latek)), aby zawsze zapytały się czy mogą
      pobawić się czyjąś zabawką. Jeżeli dziecko nie wyraża zgody, bądź
      zaraz chwyta kurczowo się tej zabawki, tłumaczę dzieciom że to jest
      czyjaś zabawka i dziecko nie chce aby się nią bawili. Uważam,że nie
      jest to nic złego, bo my dorośli też niechętnie byśmy podzielili się
      czy pozyczyli komuś każdą swoją ulubioną rzecz. Z kolei kiedy inne
      dziecko próbuje wyrwać mojemu dziecku zabawkę lub nie chce jej
      oddać, wtedy proszę na głos obce dziecko(aby rodzic usłyszał),aby
      oddało zabawkę mojemu dziecku. U mnie zawsze sie to sprawdzało,
      jeżeli dziecko nie zareaguje, to robi to rodzic. Myślę, że kiedy
      rodzice widzą jakie mam podejście do sprawy, wtedy właśnie tak
      reagują.
    • edit38 Re: wiecie ci mnie wq.... 20.06.08, 22:54
      Gdyby moja córeczka miała zabawki w piaskownicy a inne dzieci by jej WSZYSTKIE
      zabrały i nie miałaby się czym bawić to na 100% zareagowałabym ale jeśli moje
      dziecko ma czym się bawić to nie widzę nic złego w tym że ktoś sobie pożyczy jej
      wiaderko czy łopatkę (jak na ten moment to w piaskownicy najlepiej bawi się
      przesypując piasek z rączki do rączki i zabawki są jej niepotrzebne).
      Mnie wq... natomiast taka sytuacja: Na placu zabaw na który często chodzimy
      dopiero niedawno zrobiono piaskownicę i nie wszystkie dzieci mają ze sobą
      wiaderka i grabki bo np dawno nie były tam i mamy nie wiedziały że jest tam już
      piaskownica. W piaskownicy bawi się dziecko które ma cały zestaw wiaderek
      łopatek itd do piaskownicy wchodzi dziecko bez zabawek, bierze do rączki łopatkę
      a matka tego pierwszego z buzią naskakuje na to dziecko "nie dotykaj to nie
      twoje". Byłam świadkiem takiego zdarzenia 2 razy.
      • zales239 Re: wiecie ci mnie wq.... 21.06.08, 09:47
        Mój 4 letni syn jest z tych dzieciaczków,co to przyniosą do
        piaskownicy swoje zabawki,rzucą to wszystko do piachu i od razu
        zabiera się za inne,nie nasze zabawki-te są dla niego najlepsze.
        Nigdy nie poczytam sobie gazety,czy odpocznę,zawsze jestem i
        obserwuję,tłumaczę,uczę oddawać jak dziecko chce swoją zabawkę,dużo
        pracy w to wkladamy,pomału zaczyna rozumieć,że MUSI oddać
        zabawkę,ale jest przy tym płacz.
        Ech nieraz ciężko to znosić,nie wiem czy my mamy za bardzo nie
        ingerujemy w zachowania naszych dzieci.Ja staram się wkraczać jak
        widzę,że sytuacja się zaostrza.Chyba nie lubię chodzić na plac
        zabaw,ale to robię,żeby uczyć młodego zachowań wśród dzieci.
        • ana5695 Re: wiecie ci mnie wq.... 21.06.08, 11:48
          Takie problemy jak wy macie to ja bym chciala miec ,ja piaskownice
          omijam bo moj syn zabawkami sie nie chce bawic zadnymi ,obsypywanie
          dzieci piachem to uwielbia robic.Pozdrawiam.
    • mineko1 Re: wiecie ci mnie wq.... 21.06.08, 19:44
      valkiria- tez mnie taka sytuacja denerwuje. Na ogol dzieci sie
      dzielą zabawkami, ale dzis mialam taka sytuacje, ze ledwo
      przyszlysmy do piaskownicy z Zosia (2 latka) jakas 5-cio albo 4-
      latka zabrala jej wszystkie zabawki, polozyla sie na nich i
      wolala :nie, nie, a swoich tez nie chciala dac krzycząc:moje, moje.
      Zosia sie troche pobawila zabawkami jakiegos innego dziecka(pytajac
      czy może), a kiedy chciala sie pobawic swoimi, a tamta dziewczynka
      nie chciala jej dac i Zosia sie poplakala- zabralysmy nasze zabawki
      i poszlysmy gdzie indziej.
      • mirabelka10 Re: wiecie ci mnie wq.... 22.06.08, 21:32
        moja nawet wtedy gdy ma swoje zabawki to się nimi nie bawi,tylko
        woli te innych dzieci.ale jak trzeba to wystarczy ją poprosić i
        zaraz oddaje,ma 17m.
        mnie wkurza tylko,że żaden rodzic czy opiekun nie reaguje gdy widzi
        taką sytuacje.dzieci potrafią być bardzo złośliwe.
    • gdzie-idziesz Re: wiecie ci mnie wq.... 23.06.08, 09:54
      Nigdy nie spotkałam się z takim problemem. Zawsze w piaskownicy jest
      więcej zabawek niż dzieci, i moja mała najchętniej zostawia swoje i
      leci bawić się innymi zabawkami. Jeśli dziecko domaga się zwrotu
      własniści próbuję je zainteresować inną zabawką, jeśli to nie
      skutkuje oddajemy pożyczoną. Mi samej zdażyło się pójść do
      piaskownicy bez zabawek, na szczęście inne mamy nie robiły problemu,
      ale mi było głupio.
      Ale wkurzają mnie inne sytuacje
      notoryczne PALENIE PAPIEROSÓW przy piaskownicy i to tak że ten smród
      leci na dzieci. Jestem mało asertywna i nie potrafię zwrócić uwagi
      palącej
      zabieranie zabawek poza piaskownicę - mama bawi się z dzieckiem moją
      piłką czy rowerkiem, kilkadziesiąt metrów dalej stwierdza że zabiera
      dziecko do domu, zabawka jest pozostawiona w miejscu gdzie się
      znudziła. Oczywiście nie ma mowy żeby wcześniej zapytała czy może
      pożyczyć. Od takich sytuacji robie się wredna i odechciewa mi się
      pożyczać komukolwiek czegokolwiek
      dziesko wyrywa mojej zabawkę. Mała się nie daje, chce się bawić.
      Podchodzi mamusia ze słowami "no daj mu", moja mówi że nie, ta widzi
      że z dzieckiem nic nie wskóra więc uderza do mamy, czyli mnie "no
      niech pani zabierze córce tę zabawkę, mój kubuś chce się bawić a ona
      nie chce oddać" Tłumaczę babie że córka chce się bawić to nie ma
      obowiązku oddawać kubusiowi zabawki. Baba na to "chodż synku, nie
      będziemy się baić bo tu same Żydy przychodzą"
      Chyba robię się coraz mniej tolerancyjna
      pozdrawiam
      • kaeira Re: wiecie ci mnie wq.... 24.06.08, 09:21
        gdzie-idziesz napisała:
        > Tłumaczę babie że córka chce się bawić to nie ma
        > obowiązku oddawać kubusiowi zabawki. Baba na to "chodż synku, nie
        > będziemy się baić bo tu same Żydy przychodzą"

        O F&CK >:-[
    • melena2 Re: wiecie ci mnie wq.... 24.06.08, 11:02
      No, rozumiem Cię smileMoja córa też nie porafi zawalczyć o swoje -
      inne dzieci łatwo jej wyrywają zabawki a ona stoi i płacze. Tak więc
      muzę walczyć w jej imieniu - odbierać, tłumaczyć, że to jej i jak
      będzie miała ochotę to pożyczy, a w ogóle to ZAWSZE należy pytać się
      czy wolno a nie zabierać.
      Jak tak tłumaczyłam jednemu smykowi, że trzeba ładnie poprosić
      (który pędem nadbiegł do piaskownicy, odepchnął moje dziecko i
      zabrał jej wiaderko, wrzeszcząc, że to jego) - to mamusia owego
      chłopca, która absolutnie nie zwróciła uwagi na jego zachowanie i
      patrzyła z aprobatą jakie to jej dziecię przebojowe - odęła się i
      wycedziła: "MOJEMU dziecku JA zwracam uwagę" i do synka "Chodź,
      Michałku, tutaj nie można bawić się spokojnie".
      • ap3333 Re: wiecie ci mnie wq.... 24.06.08, 11:57
        Ja miałam jeszcze inną sytuację, ale dobrze oddaje postawę niektórych opiekunów
        - synek (14 m.) był po operacji, już chodził, ale jeszcze miał założone szwy.
        Lekarz zezwolił wychodzić na spacer, ale kategorycznie zakazał zabaw z innymi
        dziećmi, po prostu w obawie, że mały zostanie popchnięty albo uderzony w ranę
        pooperacyjną, no, chyba rzecz oczywista dla każdego średnio rozgarniętego
        człowieka. Więc wzięliśmy małego do parku, znaleźliśmy ustronną alejkę (żywego
        ducha nie było, godzinna poranna przedspacerowa), daliśmy grabki i łopatkę i
        pozwoliliśmy bawić się na trawie (piaskownica oczywiście z założenia w takiej
        sytuacji odpadała), sami chodziliśmy za nim. Pięć minut później z krzaków
        (dosłownie!) wyłazi babcia z wózkiem z na oko dwuletnią dziewczynką o głowę od
        mojego synka wyższą, wyładowała małą i dawaj ją zachęcać, żeby się z nim bawiła.
        Więc ja bez słowa małego zasłaniam i odwracam jego uwagę (bo przecież mały
        chętnie by się pobawił, gdyby nie ta sytuacja). Kobieta widzi, że nie chcę, żeby
        się bawił z jej wnuczką i jak nie wystartuje do mnie z gębą, "że jej dziecko nie
        jest zadżumione, że mój synek ma się pobawić etc.". Ja na to spokojnie, że synek
        jest dopiero po operacji, że mu nie wolno. A ta jak się nie rozedrze. Dziecko mi
        przestraszyła. W końcu pomstując na czym świat stoi, zabrała wnuczkę i poszła,
        wielce obrażona - no, mojego J. to mało szlag nie trafił. I co w takiej sytuacji
        zrobić? Ręce opadają...
        • alika77 Re: wiecie ci mnie wq.... 24.06.08, 17:01
          Ja na Twoim miejscu od razu bym powiedziala, jak tylko ta kobieta
          posadzila dziecko, ze maly jest po operacji i ze nie wolno mu bawic
          sie z innymi dziecmi. Bo jezeli ona przyszla a Ty nagle bez zadnego
          wyjasnienia zaczelas zaslaniac dziecko to rzeczywiscie mogla poczuc
          sie urazona. Ja tez bym odniosla wrazenie, ze uwazasz, ze mam
          zadzumione dziecko czy cos smile
          • valkiria_1980 Re: wiecie ci mnie wq.... 27.06.08, 00:48
            dzieki kochane mamy za odpowiedzi...
            są rozne zdania... widze sa mamy ktore przyzyly to co ja i te ktore
            opowiadają swoje mądrosci -jak to sa place na ktorych są uwspolniane
            zabawki .... heh...
            na moim jest tak jak napisalam...
            zrazilam sie do tego placu... ale czasami jescze tam chodzimy=
            przeciez nie bede zabierac dziecku przyjemnosci z kozystania z placu
            hustawek piaskownicy itd przez jakiegos bachora co mi zszarpal nerwy
            ( syknowi tez)

            ale opowiem wam o nastepnej sytacji na placu...

            poszlismy z mężem i syknkiem na boisko zeby pojezdzil sobie
            samochodem- bo ma na akumulator... ale ze synek nie mial weny do
            jazdy... wrocilismy pod blok... i- mąż poszedl zaniesc samochod na
            gore i mial przyniesc zabawki synka na plac zabaw- gdzie ja mialam
            tam z malym czekac..
            podczas czekania ma męża az przyniesie zabawki- synek obaczyl kolege-
            o pol roku starszego od niego- ktory juz ladnie mowi- (moj synek
            jeszcze nie mowi)
            tamten dzieciaczek mial zabawki - wiec moj kacper podchodzil do
            niego i patrzyl jak sie bawi jego rowiesnik... pokazywal paluszkiem
            na zabawki a tamten krzyczal to moje idz stad! to moje zabawki! i
            bronil ich !!!! ze szok!!!!
            bawily sie na placu tez dziewczynki ktore byly gdzies na
            justawkach...

            moj maly nie chcial ani na hustawki ani na zjezdzalnie ... chcial do
            niego - a ten smarkacz wyganial go i nie chcial sie podzielic...

            zaraz przyszedl mąż i przyniosl nasze zabawki ... kacper siadl w
            piaskownicy i sie bawil... tamten przyszedl do nas i rozlozyl swoj
            majdan i ,... dogadywal- to moje jest najwieksze to moje jest
            najpieksniejsze...itd...
            matka stala pod bramką i gadala z kolezanką ...
            podeszla do nas dziewczynka i bawila sie z naszym kacprem naszymi
            zabawkami... a ten smarkacz nadal -to moje najwspanialsze- to moje
            zabawki i takie tam....

            co wy na to...

            moj synek ma 2,5 roku- i pomimo tego ze jestem blisko i pozwalam mu
            rzucac sie na gleboką wode... to widze ze on wcale tego nie chce- i
            woli zebym byla blisko- a ja go nie zmuszam do tego zeby nauczyl sie
            sobie radzic ... bo jeszczze ma na to czas...
            skoro mnie potrzebuje to nie wiem czemu mialabym usiasc z gazetą na
            lawce i patrzec jak go wykozystują albo traktują jak ten smarkacz w
            piaskownicy- tym bardziej ze dzieci w tym wieku nie są swiadome tego
            ze takie zachowanie moze byc zle...
            • ejka.pe Re: wiecie ci mnie wq.... 27.06.08, 06:10
              Oczywiście, masz rację, broniąc swego dziecka przed bachorami i
              smarkaczami. Dzieci są bezwzględne, agresywne i złośliwe. Trzyletni
              smarkacz może rzeczywiście napsuc nam krwi. Przecież tamto dziecko
              powinno zostac usunięte z placu zabaw, jego zachowanie było
              skandaliczne!!!
              Zgadzam się w stu procentach. Bachorom i smarkaczom powiedzmy STOP!!!
              • alika77 Re: wiecie ci mnie wq.... 29.06.08, 16:04
                > Dzieci są bezwzględne, agresywne i złośliwe. Trzyletni
                > smarkacz może rzeczywiście napsuc nam krwi. Przecież tamto dziecko
                > powinno zostac usunięte z placu zabaw, jego zachowanie było
                > skandaliczne!!!

                Skandaliczni sa dorosli nazywajacy trzylatki bachorami i
                smarkaczami. Nie bede wyglaszac madrosci pt." u nas w Ameryce", bo
                dla mnie "u nas" to w Polsce, ale tutaj jest zupelnie inne podejscie
                doroslych do dzieci i do siebie nawzajem. Nigdy nie widzialam tutaj
                takiej bezinteresownej zawisci, agresji i zlosci, jak u nas w
                Polsce. Nikomu nie przyszloby do glowy nazwac jakies dziecko
                bachorem czy smarkaczem. Nikt by nie powiedzial, ze trzylatek jest
                bezwzgledny, agresywny i zlosliwy. Trzylatki nie sa zlosliwe w
                zamiarze, zeby komus zrobic przykrosc - sa bezmysle czasami, nie
                czuja jeszcze za bardzo co to empatia i szybciej cos robia niz mysla
                (tu akurat wielu doroslych pozostalo na etapie trzylatkow).
                Trzylatki nie sa agresywne z zamiarem skrzywdzenia kogos i czerpania
                z tego dzisiej satysfakcji - sa agresywne, bo nikt im nie pokazal,
                jak sobie radzic z emocjami, jak sie bronic i jak asertywnie zadbac
                o swoje. Dlaczego my, dorosli, przypisujemy dzieciom wszystkie swoje
                negatywne uczucia i odczucia? Trzylatek ma prawo byc agresywny i
                zlosliwy, naszym zadaniem jest zadbac, aby nie wyrosl na agresywnego
                i zlosliwego nastolatka. Niestety, ktos wychowujac nas zawalil
                sprawe, ze wyroslismy na pelnych zolci i zawisci doroslych, ktorzy
                wymagaja od dziecia zachowania takiego, jakiego nie wymagaja nawet
                od siebie.

                > Bachorom i smarkaczom powiedzmy STOP!!!

                Zawisci, agresji i negatywnym emocjom powiedzmy STOP!!! big_grin

                pozdrawiam


            • azille Re: wiecie ci mnie wq.... 27.06.08, 08:01
              Twoje słownictwo mnie powala...
              Faktycznie jak ten "smarkacz" śmiał
              nie podzielić się zabawką z Twoim synem.
              Trafiła kosa na kamień co? Hehehe
              • valkiria_1980 Re: wiecie ci mnie wq.... 29.06.08, 08:40
                ironia wisi w powietrzu... hehe - zdaje sobie spawde z tegi ale
                azille- nie sadze ze mowilabys do dziecka ktoro szmaci twoje dziecko-
                sloneczko- misiaczku....
                jesli dzieci milo sie bawią- az lzej jest na sercu i przyjemniej-
                ale jesli jakies dziecko wygania twoje i mowi nie podziele sie -
                chociaz zaledwie kilka dni wczesniej - nie jeden ra bawil sie z
                twoimm dzieckiem waszymi zabwkami - to nie scisneloby ci gardla?
                moze jestes "matka teresa" ale- ja ta nie potrafie..i mysle ze
                wiekszosc matek nie glaszcze po glowce obcych dzieci po glowi jak te
                zachowują sie jak ten smarkacz- tylko mowią delikatnie a w myslach
                mają ochote kopnąc go w d.... razem z jego mamusią.
                • tuberosa77 Re: wiecie ci mnie wq.... 29.06.08, 10:42
                  Dziewczyno, zdecydowanie zbyt ambicjonalnie podchodzisz do tematu.
                  Nie można cały czas ingerować w zabawę dzici i wiecznie zwracać im
                  uwagę, bo nigdy nie nauczą się zabawy w grupie. Powiem na własnym
                  przykładzie. Moja córa nispełna dwuletnia zawsze pięknie się bawiła
                  w piaskownicy, chętnie pożyczała zabawki ale też bawiła się cudzymi.
                  Od 2 tyg nastąpiła przemiana, nie chce pożyczać zabawek, mówi to
                  moje, płacze, zabiera innym zabawki. Ja cały czas tłumaczę, proszę
                  uspokajam ale to widocznie taki etap i nie chciałabym żeby ktoś moje
                  dziecko nazwał smarkaczem. Taki etap przechodzi poprostu. Może Twoje
                  dziecko też będzie miało taki etap i wtedy Ty będziesz mu zatruwać
                  życie i zabawe wiecznymi uwagami i napomnieniami. Chyba jesteś
                  przewrażliwiona na punkcie swojego dziecka, zazwyczaj dla swojego
                  dziecka jest się duuuzo bardziej tolerancyjnym niż dla obcych.
                  Wyobraź sobie sytuację ze idziesz za swoim synkiem do szkoły i tam
                  bronisz go i walczysz w jego interesie. Dziecko samo musi się
                  nauczyć ze w grupie może się spotkać z różnymi zachowaniami i nie
                  należy ingerować w błahostki, tylko rozróznić sytuacje poważne od
                  banalnych.
                  I jeszcze jedno, nie wymagaj żeby inne dzieci zachowywały się jak
                  dorośli, bo na to jeszcze mają czas.
            • ik_ecc Re: wiecie ci mnie wq.... 29.06.08, 15:18
              valkiria_1980 napisała:

              > na zabawki a tamten krzyczal to moje idz stad! to moje zabawki! i
              > bronil ich !!!! ze szok!!!!

              Zachowywal sie tak jak Ty bys sie chciala zachowac, wnoszac z
              Twojego pierwszego postu. Dlaczego to dziecko musi sie dzielic, a
              Twoje nie?

              Pod wrazeniem jestem, tak ogolnie, calej opowiesci, slownictwa,
              nastawienia i podwojnego standartu...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka