mika_p
10.08.08, 20:41
Artykuł długi, a o dzieciach tylko fragment, więc zacytuję go w całości:
"Narzuca się zatem zasadnicze pytanie - czy wstręt wobec jakiegoś smaku,
zapachu bądź wyglądu jest naszą wrodzoną, zakodowaną w genach skłonnością, czy
też wytworem kultury, w jakiej zostaliśmy wychowani?
Odpowiedź jest bardziej interesująca, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka
wydawać. Kilka ciekawych stron poświęca jej znany amerykański psycholog
ewolucyjny Steven Pinker w swej książce "Jak działa umysł" (wydanej przed paru
laty w Polsce). W skrócie powiedzieć można, że na ogół o tym, czego należy się
brzydzić, a co możemy jeść, uczymy się we wczesnym dzieciństwie, lecz
mechanizm tego procesu jest zakodowany w naszych genach kontrolujących proces
ludzkiego rozwoju.
Wszyscy, którzy wychowywali dzieci, wiedzą dobrze, że małe dziecko, w wieku
mniej więcej do dwóch lat, wkłada do buzi wszystko, nie wyłączając rzeczy
powszechnie uznanych za obrzydliwe. Inny psycholog Paul Rozin, na którego
badania Pinker się powołuje, dawał, na przykład, badanym przez siebie dzieciom
odpowiednio wysterylizowane koniki polne i 31 proc. dwulatków bez oporu je
zjadało. Masło orzechowe uformowane w psią kupkę i przyprawione do zapachu
serem pleśniowym cieszyło się wzięciem u 62 proc. "obiektów badawczych".
Zdaniem Rozina awersję do pewnych pokarmów wyrabiamy sobie dopiero w wieku
szkolnym w wyniku sugestii rodziców i rówieśników. Pinker jest innego zdania.
Uważa on mianowicie, że rozwijające się dziecko jest tak "zaprogramowane", że
przez pierwsze dwa lata, kiedy znajduje się pod ciągłą obserwacją opiekunów,
zje niemal wszystko, co mu oni zaproponują. Jest to okres otwartości na
gastronomiczne eksperymenty, w czasie którego dziecko uczy się, co w danej
kulturze uważane jest za jadalne. Kiedy okres ten się kończy, dziecko staje
się niezwykle grymaśne i nie chce jeść niczego, co nie jest mu dobrze znane.
Ta awersja do kulinarnych nowinek nie pojawia się jednak w wyniku
rodzicielskiej perswazji - wręcz przeciwnie, rodzice trzyletnich dzieci
przeżywają głębokie frustracje, chcąc wzbogacić ich dietę o nowe elementy.
Generalny wstręt do wszystkiego, co obce podniebieniu dziecka, jest
biologicznie uruchomionym mechanizmem obronnym. Kiedy mały człowieczek może
już poruszać się dostatecznie sprawnie, by na długie minuty (a czasem godziny)
umknąć spod rodzicielskiej kurateli, ryzyko, że może zjeść coś trującego,
byłoby ogromne.
wyborcza.pl/1,76498,5546190,Co_nam_w_zupie_brzeczy.html