Dodaj do ulubionych

Posłuszeństwo

04.05.06, 10:48
Ja troche na marginesie dyskusji o roszczeniach celiaków wink)) i Komunii sw.
na reke, a troche w zwiazku z historia, ktora przydarzyla sie w srodowisku
osob nam bliskich - w skrajnie dramatycznych okolicznosciach dowiedzieli sie,
ze cale ich wychowanie, wszystko, do czego dzieci starali sie wdrazac, i co
zdawalo sie miec Boze owoce, zostalo - przynajmniej na tyle, na ile ludzki
osad moze byc miarodajny - nieodwracalnie zakwestionowane.

Co to jest posluszenstwo? Ewangeliczne posluszenstwo, w szczegolnosci?
Komu i kiedy wierzacy powinien byc posluszny?
Czy (i jak) posluszenstwo mozna egzekwowac (np. wobec dzieci, w wychowaniu).
I jakie sa tego rezultaty?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 04.05.06, 21:23
      Posłuszeństwo tak, ale - choć męczy mnie, gdy moje dzieci
      protestują i krzyczą - cieszę się, że mówią swoje "nie".
      Nie wiem, czy to się przełoży na życie poza domem.
      Chciałabym, aby umiały być nieposłuszne złu i posłuszne dobru.
      Wierzę, mam nadzieję..., że nauczą się rozróżniać.
      Czy to się uda???

      Ja byłam zbyt posłuszna sad Teraz, jak patrzę, cudem uniknęłam
      różnych wpadek, związanych z obdarzeniem nadmiernym zaufaniem.
      Czy ślepe posłuszeństwo (i kiedy to jest już ślepe?) może doprowadzić
      do tego, że dzieci właśnie na przekór będą nieposłuszne?
    • mamaemilii Re: Posłuszeństwo 05.05.06, 15:25
      Trudny temat, to posłuszeństwo. Próbuję to uchwycić w miarę prosty sposób i
      myślę sobie, że posłuszeństwo powinno być stosowaniem się do ustalonych zasad.
      Najfajniej by było, gdyby zasady ustalane były mądrze i miały na celu
      zachowanie i tworzenie dobra.
      I żeby były zrozumiałe dla mających być posłusznymi.

      Dlatego tak trudno czasem być posłusznym Bogu - jeśli nie rozumie się, dlaczego
      dana zasada jest dobra i czemu ma służyć. Bo jeśli się rozumie, znacznie
      łatwiej jest się dostosować. Teoretycznie smile

      I tak samo jest chyba z dziećmi. Wychowując córkę kilka razy w tygodniu muszę
      przemyśleć słuszność ustalonych zasad, słysząc jej zdecydowane "nie"
      i "dlaczego?". Ale wierzę, że jeśli te zasady mają sens wg mnie i będę
      potrafiła to wytłumaczyć dziecku, to ono kiedyś przestanie się buntować. Albo
      nie przestanie, ale będzie posłuszna wierząc, że ma to głębszy sens.

      Za to zasady dla niej niezrozumiałe, choć wg mnie mądre... cóż - dobrze by
      było, żeby mała też się dostosowała ufając mi. Jednak nie jestem zła, gdy tego
      nie robi. Tak samo mam nadzieję, że kiedyś mi po prostu zaufa.

      I podsumowując, posłuszeństwo - ok. Ale nie za wszelką cenę. I przemyślane, nie
      ślepe.
    • otryt Re: Posłuszeństwo 06.05.06, 10:30
      Posłuszeństwo Bogu jest sprawą najważniejszą. To pierwsza ludzka sprawa opisana
      w Biblii. Nieposłuszeństwo wywołało kosmiczne skutki.

      Posłuszeństwo względem rodziców - tak, ale na pierwszym miejscu więź z
      dzieckiem i rozmowa, nie tylko o tym, co było w szkole. W rozmowie dziecko musi
      czuć, że jest ważne i słuchane. I że może się o wszystkim wypowiedzieć i z
      każdą sprawą przyjść do rodziców.

      Tradycyjne wychowanie łączy posłuszeństwo z jednoczesnym brakiem możliwości
      wypowiedzenia się przez dziecko na zasadzie: "Rozkaz! Wykonać! Pytanie!
      Odpowiedź!" Nie będąc pytanym nie należy mówić. Nie przeszkadzać w ważnych
      sprawach dorosłych. Jak w wojsku. Potem przez całe życie staje na baczność
      przed innymi. Albo na zasadzie buntu stawia innych na baczność.

      W pewnych sytuacjach dziecko powinno umieć nawet krzyczeć. To może czasem
      uratować życie. Ale gdy od małego było uczone, że nie ma głosu, to nie potrafi
      się należycie obronić lub zawalczyć o swoje sprawy.

      • gintaras2 Re: Posłuszeństwo 06.05.06, 15:38
        otryt napisał:
        >Posłuszeństwo Bogu jest sprawą najważniejszą. To pierwsza ludzka sprawa
        opisana
        w Biblii. Nieposłuszeństwo wywołało kosmiczne skutki.

        Bardzo mi się to spodobało. Zgadzam się z tym całym sercem.
        Posłuszeństwo Bogu, zaczyna się przy fakcie nawrócenia do Boga i potem powinno
        być nieodłącznym atrybutem chrześcijańskiego życia. "Bez wiary nie można
        podobać się Bogu", ale bez posłuszeństwa też nie, gdyż po owocach nas poznaja i
        nie można inaczej okazać Bogu swojej miłości niż przez bycie posłusznym
        (zachowywaniem nauki Jezusa)

        I podobnie jest z dziećmi. Dziecko przez posłuszeństwo rodzicom okazuje im
        szacunek i miłość. Biblia naucza, żeby być dobrym rodzicem dla dzieci i nie
        prowadzić ich do gniewu. Wobec czego (myśląc biblijnie)tylko ten rodzic może
        oczekiwać od dziecka posłuszeństwa, który sam jest posłuszny Bogu(daje im
        przykład), co więcej okazuje dzieciom szacunek.
        Moim zdaniem, jeśli dziecko widzi jak rodzic się modli, jak czyta Biblię(chcąc
        być posłusznym temu co Bóg nakazał)i uczestniczy w tych modlitwach i czytaniu
        długo bedzie się cieszył posłuszeństwem dziecka.
        Pozdrawiam, Milena.

        • otryt Re: Posłuszeństwo 07.05.06, 10:14
          Dziękuję Mileno za Twoje słowa. Dobrze, że pokazujesz analogię pomiędzy
          posłuszeństwem w stosunku do Boga i do rodziców.

          Dla mnie przynajmniej teoretycznie nie było problemu z uznaniem bezwarunkowego
          posłuszeństwa w stosunku do Boga. Nawet tego bezdyskusyjnego. Wierzę bowiem w
          to, że Bóg chce dla nas jak najlepiej i swoją miłością, mądrością i
          inteligencją przewyższa nas nieskończenie. Bywa, że nie rozumiem różnych
          nakazów lub zakazów Boga. Nie neguję ich jednak, uważając że nie jestem w
          stanie zrozumieć ani przewidzieć odległych konsekwencji ich nieprzestrzegania.
          Być może przyjdzie kiedyś dzień, kiedy stanie się to dla mnie jasne. A nawet
          jeśli nie, to uznaję prawo do Boskich Tajemnic.

          Pojawiają się czasem problemy z interpretacją Woli Bożej, którą dostajemy z rąk
          innych ludzi. No i oczywiście istnieje moja własna ułomność, przyzwyczajenie,
          wszelkie wady charakteru, że mimo rozeznania grzeszę.

          Posłuszeństwo w stosunku do rodziców powinno być analogiczne. Jednak rodzice,
          będąc ludźmi są ułomni. Czasem bardzo. Pojawiają się wtedy problemy z
          posłuszeństwem. Nawet nieposłuszeństwo dziecka w słusznej sprawie, np odmowa
          wykonania ewidentnego zła, wywołuje w jego duszy dramat. Tracą ducha, stąd
          przestroga dla ojców, aby nie rozdrażniali swoich dzieci. Może pojawić się
          zgorszenie, czyli zanegowanie wartości. Wychowanie dziecka to w dużej mierze
          praca nad sobą - tego mnie uczy moje wieloletnie doświadczenie rodzicielskie.

          >jeśli dziecko widzi jak rodzic się modli, jak czyta Biblię(chcąc
          >być posłusznym temu co Bóg nakazał)i uczestniczy w tych modlitwach i czytaniu
          >długo bedzie się cieszył posłuszeństwem dziecka.

          Masz rację, że nie piszesz "zawsze bedzie się cieszył posłuszeństwem dziecka".
          Nawet w najlepszych rodzinach przychodzi bowiem wiek gimnazjalny. W I klasie
          gimnazjum moja córka miała wspaniałą wychowawczynię. Dzieci wchodziły w okres
          buntu. Pani ta powiedziała na zebraniu rodziców, aby ich przygotować na ten
          bunt: " Im dziecko bardziej jest związane ze swoimi rodzicami, im bardziej ich
          ceni za różne sprawy, tym bardziej w okresie buntu będzie kwestionowało ich
          jako ludzi oraz to wszystko, co głoszą, czym żyją, co dla nich najważniejsze".
          Tak było w istocie. Jednak ta wiedza dała potrzebny spokój i dystans. Ktoś inny
          powiedział, aby pozwolić odejść swojemu dziecku w okresie buntu, aby miało
          szanse wrócić do domu, do rodziców, gdy to się skończy. Wszystkie ważne życiowo
          rzeczy należy powiedzieć dziecku wcześniej, zanim rozpocznie się burzliwe
          dojrzewanie. W czasie buntu to już w nich jest, te wszystkie zasady. Ono
          wie, "jak należy" wg rodziców, Kościoła. Szuka jednak własnej tożsamości. Nie
          może być przecież kopią rodziców. Wystawia się wtedy na wielkie
          niebezpieczeństwa. Wypowiedzi kilku osób pokazują, że w tym trudnym okresie
          Bóg był cały czas przy nich, czuwał nad nimi i nie pozwolił przekroczyć pewnej
          granicy. A dla rodziców pozostaje modlitwa za swoje zbuntowane dzieci. I dbanie
          o stan wzajemnych więzi. Przymus i kontrola na niewiele się zdają.

          Pozdrawiam serdeczniesmile
          otryt
          • otryt Autentyczna więź i zasady - dopisek 07.05.06, 10:26
            "Wszystkie ważne życiowo rzeczy należy powiedzieć dziecku wcześniej, zanim
            rozpocznie się burzliwe dojrzewanie."

            Zapomniałem napisać, że tym najważniejszym kapitałem, który będzie procentował
            w okresie dojrzewania jest wzajemna autentyczna więź i miłość łącząca dzieci i
            rodziców, czas i uwaga poświecona im od najmłodszych lat. Wiedza i zasady też
            są ważne, ale umieściłbym je na drugim miejscu.
          • mader1 Re: Posłuszeństwo 07.05.06, 11:02
            Właściwie wszystko już napisaliście....
            Trzeba przy tym pamiętać, że rodzice są ludźmi. Ludźmi, którym powierzono
            dziecko na wychowanie, którzy są za nie odpowiedzialni, a jednak ludźmi.
            Omylnymi.
            Im dłużej jestem rodzicem, tym bardziej widzę moją " omylność".
            Stąd uważam, że jak najwcześniej powinniśmy uczyć dzieciaki odpowiedzialności
            za swoje czyny.
            Is. , nie wiem, co napisać do Ciebie w sprawie tej dziewczyny. Zrobiłabym tak,
            jak ona. Poszłabym do taty dziecka jak najszybciej.
            Natomiast rozmawiałam ze swoją córką. Rozmowa toczyła się przy stole i była
            czysto teoretyczna. Natomiast zapytałam ją nie mówiąc nic o tej historii,
            poprosiłam o szczerą odpowiedź... Ona zamyśliła się i powiedziała, że po
            zroieniu testu przyszłaby z tym do mnie. Uzasadnienie : bo do ukończenia 18 lat
            i tak za nią odpowiadam, więc powinnam wiedzieć zaraz po niej o ciąży.
            Ale trzeba dodać, że nie ma na razie kandydata na potencjalnego ojca. i w
            gruncie rzeczy, choć sama decyduje o ważnych dla siebie sprwach, uważa się
            chyba za dziecko.
            • otryt Re: Posłuszeństwo 07.05.06, 14:22
              Mader, masz bardzo rozsądną córkę, jeśli w ten sposób odpowiedziała. I ufacie
              sobie nawzajem. Myślę, ze trzeba naszym dzieciom wciąż powtarzać, że
              niezależnie od tego, jakie kłopoty by mieli, co by się nie przydarzyło, to
              zawsze mogą z tym do nas przyjść. Nie wygonimy ich z domu a postaramy się jakoś
              pomóc. Ale żeby to było wiarygodne musimy słuchać problemów tych najmłodszych
              dzieci z wielką uwagą i nie mówić nigdy: "Eee tam, to żadne problemy. Prawdziwe
              problemy to mamy my - dorośli".

              Nie słyszałem o tej przerażającej historii. Jej fragmenty wyławiam z Waszych
              wypowiedzi. Zastanawiam się, czy rodzice dziewczyny znali chłopaka, czy bywał u
              nich w domu? Myślę, ze do takich wizyt warto zachęcać, choćby po to, aby poznać
              sympatię naszych dzieci i w rozmowach z nimi mówić o konkretach a nie o naszych
              wyimaginowanych obawach.

              Z punktu widzenia własnego bezpieczeństwa dziewczyna powinna najpierw
              powiedzieć rodzicom, kto jest ojcem dziecka a chłopak razem z informacją o
              ciąży od razu ma się dowiedzieć, że rodzice już wiedzą. Wtedy nigdy nie
              posunąłby się do zbrodni. Niestety było więcej podobnych historii. Dla policji
              niedoszły ojciec jest w takich sytuacjach pierwszym podejrzanym.

              Pozdrawiam serdeczniesmile
              • mader1 Re: Posłuszeństwo 08.05.06, 15:34
                otrycie smile rzeczywiście odpowiedziała mi bardzo rozsądnie. Zarazem rozmowa na
                razie była czysto teoretyczna , więc wtedy o rozsądek dużo łatwiej smile
                Nie mam pewności jednak, jak postąpi w innej, trudnej sytuacji. Ma dopiero 16
                lat, inne moje dzieci są jeszcze młodsze i wcale nie czuję się pewnie.Te
                wszystkie niebezpieczeństwa ciągle przede mną. Ludzie mają prawo popełniać
                błedy, mogą się mylić. Tej dziewczynie przyszło za to drogo zapłacić sad
                Nie czuję się " lepsza" od owych nieszczęsnych rodziców, bo mam wrażenie , że
                nie sposób przygotować dziecko na każdą sytuację. Czasem konsekwencje nawet
                małych zaniedbań, czy kłamstw mogą być bardzo poważne.
                O... choćby teraz...córka pojechała z klasą na Ukrainę. Miała sama uruchomić
                roaming na komórce. Zaniedbała tego - nie chciało jej się czy zapomniała. My
                tego nie możemy zrobić. Jeżeli będzie wszystko w porządku - nauczy się na
                przyszłość, jeżeliby ( nie !) potrzebowała pomocy - nie ma z nami kontaktu sad
                I to wszystko pomimo, iż jest rozsądna, dobra, mądra.
                • otryt Re: Posłuszeństwo 09.05.06, 09:59
                  Witaj, Marzeno!

                  >Nie czuję się "lepsza" od owych nieszczęsnych rodziców, bo mam wrażenie , że
                  >nie sposób przygotować dziecko na każdą sytuację. Czasem konsekwencje nawet
                  >małych zaniedbań, czy kłamstw mogą być bardzo poważne.

                  Ani ja nie czuję się lepszy, ani chyba nikt spośród nas. Modlę się za
                  dziewczynę i za jej rodziców. Tak naprawdę nikt nie może się zabezpieczyć w stu
                  procentach przed takimi zdarzeniami. Mogę powiedzieć o sobie, że z biegiem lat
                  nabieram pokory, uważając, że i w mojej rodzinie i wśród moich dzieci możliwe
                  są trudne oraz "nie przynoszące chluby" sytuacje. Niektórym znajomym jeżą się
                  włosy na głowie, gdy słyszą na co pozwalamy naszym dzieciom, najbardziej tym,
                  którzy dzieci nie posiadają. Oni najlepiej wiedzą, jak dzieci należy wychowywać.

                  Uważam, że najważniejszą sprawą w relacjach rodzinnych jest nieustający dialog
                  w prawdzie. Każde kłamstwo dzieci odczuwam jako swego rodzaju porażkę
                  wychowawczą. Tych kłamstw na szczęście nie było wiele. Poza tym trudniej
                  kłamać, gdy ludzie dobrze się znają i dużo rozmawiają ze sobą. Przyłapana na
                  kłamstwie córka mówi nam z mieszanymi uczuciami, że nas to nawet trudno
                  oszukać. Jej koleżanki i koledzy bardzo często prowadzą podwójne życie, w domu
                  i w szkole aniołki, a gdy się wyrwą gdzieś na wolność, to pełen odlot. Ich
                  rodzice wierzą łatwo w najprymitywniejsze kłamstwa. Dlatego np. w liceum córki
                  wielu nauczycieli nie chce wyjeżdżać z młodzieżą na wycieczki szkolne. Bardzo
                  dużo młodzieży upija się na takich wyjazdach. I nie tylko. Dlatego uważam, że
                  lepiej jest, aby dziecko jawnie coś robiło, mówiąc o tym rodzicom, zamiast
                  tylko teoretycznie spełniać wyśrubowane przez nich normy a w praktyce po
                  kryjomu robić swoje.

                  Córka okłamywała nas podczas wyjazdów na pielgrzymki. (Nie wiem jak można
                  godzić jedno z drugim, ale to inna sprawa). Dostawała pieniądze na pociąg a
                  jechała autostopem. Nie mówiła nam o tym, bo wiedziała, że się tego boimy. Nie
                  chciała nam przysparzać stresu. Wierzymy, że takie były jej motywy. Jednak
                  każde kłamstwo niszczy zaufanie i miłość - staramy się to wytłumaczyć. Na
                  kolejne autostopy godziliśmy się, ale chcieliśmy, aby były spełnione pewne
                  warunki, tzn, aby nie jeździła nigdy sama, chcieliśmy poznać osobę z którą
                  zamierza podróżować, znać jej numer komórki na wszelki wypadek, aby ufała
                  swojej intuicji i nie wsiadała do każdego pojazdu, aby zawsze miała przy sobie
                  pieniądze w razie awaryjnych sytuacji oraz przynajmniej jeden sms każdego dnia.
                  Niestety raz ustawiona granica przyzwolenia rodzicielskiego w jakimś miejscu
                  nie może być już cofnięta i jest tendencja, że chce się coraz więcej. Później
                  pojawiły się propozycje wyjazdów autostopowych do Niemiec, Francji i Włoch. Nie
                  stać nas było na to, aby zapewnić tego rodzaju atrakcyjne wycieczki, a więc i
                  na to się zgodziliśmy. Z tym, że załatwiliśmy jej ubezpieczenie zdrowotne w
                  NFZ. Gdy wracała przez dwa dni na okrągło opowiadała, jakie były przygody.
                  Córka zna bardzo wielu ludzi, ma łatwość nawiązywania kontaktów, aktywnie i z
                  entuzjazmem angażuje się w różne sprawy jako organizator lub wolontariusz. Tego
                  rodzaju doświadczenie staramy się w niej rozwijać, pozwala ono niejednokrotnie
                  poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Teraz ma 19 lat i pisze maturę. W 2008
                  roku planuje wyjazd autostopem na Światowe Dni Młodzieży do Australii. Na samą
                  myśl o tym włos się nam jeży na głowie. Na szczęście jest jeszcze trochę czasu.
                  Ale z drugiej strony zachwycam się wyczynem Kingi Choszcz (kilka lat
                  podróżowała autostopem dookoła świata i napisała o tym książkę), a swojej córce
                  miałbym tego zabraniać? To byłaby jakaś niekonsekwencja. Córka oczywiście
                  nawiązała kontakt i spotykała się z Kingą, dostając od niej różne rady.

                  Mając 16 lat przyprowadziła do domu swojego chłopaka, który miał 25 lat. Czy
                  można zakazać takiej znajomości? Jestem pewien, że robiłaby to wtedy po
                  kryjomu. Okłamała także jego, mówiąc że ma 20 lat. Uświadomiłem młodego
                  mężczyznę, jaki jest prawdziwy wiek córki. Spotykali się prawie przez rok.
                  Córce imponowała jego dojrzałość, w porównaniu z rówieśnikami z klasy to
                  przepaść, jego wzrost, wygląd jak jakiś słynny aktor, własny samochód,
                  pracowitość, kwiaty na spotkaniach, zawsze była odprowadzana do domu. Jednak
                  mężczyzna w tym wieku oczekuje też czegoś. W naszym pojęciu nie dało się tego
                  pogodzić z nauką i młodym wiekiem córki, staraliśmy się o tym rozmawiać. Życie
                  przyniosło rozwiązanie, w ciążę zaszła poprzednia dziewczyna chłopaka córki,
                  powiedział jej o tym, związek się zakończył. Wspieraliśmy córkę w jej bólu,
                  opuściła się w nauce na kilka miesięcy. W końcu odnalazła spokój. To
                  doświadczenie życiowe w niej pozostało. Modlimy się o swoje dzieci, tyle
                  niebezpieczeństw. Ale czy w imię własnego strachu możemy ograniczać je w ich
                  próbach "podboju świata"? Oj, rozpisałem się.

                  Pozdrawiam ciepłosmile


    • rycerzowa Nie(posłuszeństwo) Pierwszych Rodziców 07.05.06, 14:54
      Rzeczywiście, pierwsze w historii nieposłuszeństwo wywołało "kosmiczne skutki".

      Ale... Zwróćcie też uwage, ze prawdziwie kochający rodzic cieszy się z przejawów
      woli swego dziecka, z pierwszego "nie", "ja siam(a)".

      Opowiadałam kiedyś moim dzieciom o Raju, i moja najmłodsza, kilkuletnia wówczas
      córeczka stwierdziła,że nie byłoby to absolutnie dobre miejsce do życia,
      "nicnierobienie przez wieki to nuda absolutna i straszliwa".

      I wtedy przyszło mi do głowy, ze dostaliśmy od Pana szansę, właśnie to zakazane
      Drzewo Wiadomości Złego i Dobrego.
      Moze Pan Bóg w skrytości ducha jednak marzył, by Człowiek zakosztował tego
      owocu, by poszedł "na swoje"?
      Zdobywanie chleba w pocie czoła daje nam przecież satysfakcję, poczucie własnej
      wartości.
      Ból rodzenia czyli wychowywanie dziecka to obowiązek uskrzydlający i
      szczęściodajny.
      Na obrazach wypędzenia z raju widzimy groźnego starca z gestem "Paszoł won!"
      Czy to tak naprawdę było?
      A może Dobry Ojciec westchnął i stwierdził,ze jeśli ludzie chcą byc "dorośli" i
      samodzielni, to proszę bardzo, niech idą, ale niech będą odpowiedzialni, niech
      pamietają, z czym się dorosłe zycie wiąże, że czeka ich ciężka praca, ciąże,
      porody, nieprzespane noce, dylematy moralne,poszukiwanie sensu i celu, chwile
      załamania i zwątpienia.
      Ale że On zawsze jest, że kocha,że wesprze, pomoże.

      W głębi serca coraz częściej myślę, że Pan Bóg chciał, byśmy ten zakazany owoc
      jednak zjedli.
      • otryt Re: Nie(posłuszeństwo) Pierwszych Rodziców 08.05.06, 09:32
        Witaj!

        >"nicnierobienie przez wieki to nuda absolutna i straszliwa".

        Tak nam współczesnym ludziom się w większości wydaje. Nie jesteśmy w stanie
        wejść w rzeczywistość Raju, wyobrazić sobie stanu idealnej harmonii. Może
        potrafią to matematycy, fizycy lub artyści. My wszyscy jesteśmy wytworem
        skażonego świata i przez pryzmat takiego właśnie świata widzimy całą
        rzeczywistość. Wszyscy chcą pójść do Nieba, jednak to niebo przedstawiane jest
        przeważnie jako mdłe i nudne miejsce. Za to zło w kulturze jest niezwykle
        interesujące i pociągające. Kieślowski i Piesiewicz chcieli pokazać coś innego.
        Studiując setki akt sądowych dotyczących zbrodni, zło okazywało się im jako
        wyjątkowo nudne i banalne, brzydkie i nieefektowne. Tak powstał "Krótki film o
        zabijaniu". Ale to wyjątek w kulturze, wszystkie inne filmy o zabijaniu są
        efektowne i widowiskowe. Ślepemu trudno jest sobie wyobrazić piękno
        tatrzańskiej łąki a głuchemu muzyki Mozarta. Tak nam trudno jest wyobrazić
        sobie Raj. Najczęściej jest to człowiek leniuchujący w jakimś haremie bądź
        ogrodzie a liczni słudzy wyręczają nas w najmniejszej czynności. Człowiek
        odnosi wszystko do doświadczeń, które już posiada. Nawet Bogu nadaje ludzkie
        cechy, myśli i intencje. Inaczej nie potrafi. Ale jest dokładnie odwrotnie, od
        początku świata Bóg ciągle czegoś uczy człowieka, czyni go na swoje
        podobieństwo.

        >W głębi serca coraz częściej myślę, że Pan Bóg chciał, byśmy ten zakazany owoc
        >jednak zjedli.

        Z tym zdaniem nie mogę się zgodzić. Ja widzę to inaczej. Bóg w wyraźnych
        słowach, nie budzących żadnych wątpliwości zakazał spożywania owoców z tego
        drzewa. Dał jednocześnie człowiekowi wolność, w tym wolność wyboru zła.
        Człowiek mógł więc wybrać zło, ale nie musiał tego robić. Wcale Bóg tego w
        skrytości serca nie oczekiwał, jak sugerujesz. Utrata raju to nie tylko praca w
        znoju i ból rodzenia, ale również zbrodnia Kaina, która jest drugą sprawą
        ludzką opisaną w Biblii i która jest prostą konsekwencją grzechu Adama i Ewy.
        Sądzę, że Bóg jak dobry ojciec po prostu naprawić i zminimalizował skutki zła
        popełnionego przez człowieka, że względnie znośnie dało się żyć na ziemi.
        Dlatego dał ludziom Chrystusa.

        Szatan w niezwykle inteligentny sposób okłamał człowieka. To nie było
        prymitywne kłamstwo. Były w nim elementy prawdy i zawarta sugestia, że Bóg nie
        chce dać ludziom wszystkiego, co najlepsze. A więc nie kocha człowieka, tak jak
        należy. W sercu człowieka zrodziła się wątpliwość. W tym wypadku posłuszeństwo
        powinno być bezdyskusyjne. Człowiek nie ma szans w dyskusji z Szatanem. A my
        wciąż staramy się zrozumieć sens nakazów bądź zakazów danych przez Boga. Gdy
        czegoś nie rozumiemy to automatycznie to odrzucamy i sami stanowimy swoje prawa
        moralne.

        Pozdrawiamsmile))

        • izzunia1 Re: Nie(posłuszeństwo) Pierwszych Rodziców 08.05.06, 17:56
          Zgadzam sie w pelni z tym, co napisal Otryt. Pan Bog napewno nie chcial,
          zebysmy byli Mu nieposluszni. Co to za ojciec, ktory chce aby dziecko odlaczylo
          sie od niego, zeby moglo troche pocierpiec?
          A przeciez Raj to byl stan wiecznej szczesliwosci, bo w jednosci z Panem
          Bogiem. Nam troche trudno sobie to wyobrazic, byc moze to sa wlasnie
          konsekwencje grzechu pierworodnego.
      • mader1 Re: Nie(posłuszeństwo) Pierwszych Rodziców 08.05.06, 15:44
        nie. " pójście na swoje" nawet dla ziemskiego rodzica nie oznacza popełnienie
        czegoś złego.Adam i Ewa byli na swoim.
        Chciałabym, żeby dzieci moje poszły na swoje - ale nie w sensie takim, że
        córka w wieku 16 lat wyprowadzi do pijackiej meliny.Albo rozwiedzie się z
        mężem i zerwie ze mną kontakty. Lub syn zabije kogoś i pójdzie do więzienia.
        Zerwanie zakazanego owocu spowodowało straszne konsekwencje.
        Bóg nie mógłby tego chcieć, bo nawet ziemski ( mniej doskonały) rodzic nie
        może życzyć źle swoim dzieciom.
        My, dorośli, wiemy, że świat nie jest nudny bez śmierci, nieszczęścia,
        morderstw, głodu. Dobro, dobre życie też może być ciekawe !
        Raj to nie było " nicnierobienie".
    • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 10.05.06, 21:22
      > Czy (i jak) posluszenstwo mozna egzekwowac (np. wobec dzieci, w wychowaniu).
      > I jakie sa tego rezultaty?

      w mojej opini rezultatem egzekwowania posluszenstwa mogą być dwie rzeczy
      1. dziecko calkowicie podporzadkowuje sie rodzicom i autorytetom i w efekcie nie
      jest w stanie samodzielnie podejmowac decyzji oraz brac odpowiedzialnosci za
      swoje czyny - skutki takiego wychowania w wieku dorosłym sa tragiczne

      2. dziecko buntuje się przeciwo narzuconej władzy rodzica i zaczyna kombinować
      jak tą władzę oszukać i w efekcie mamy bunt, kłamstwa, zamykanie się w sobie w
      swoim świecie, pogorszenie kontaktu z rodzicami, dodatkowo rodzice są omylni co
      dziecko odrazu dostrzega i wtedy egzekwowanie posluszenstwa jest coraz bardziej
      konfliktogenne

      Wg mnie trzeba sie uswiadomic ze autorytet i posluszenstwo to jest coś co
      rodzice dostają w darze od dziecka ! To dziecko dobrowolnie obdarza rodzica
      autorytetem i to dziecko dobrowolnie zgadza sie na podporzadkowanie rodzicowi.
      Posluszenstwo to cos co dziecko daje a nie cos co rodzic wymaga. I tylko w takim
      kontekscie zdaje to egzamin.
      Jeszcze nikomu na swiecie nie udalo zbudowac autorytetu wymuszając siłą
      posłuszeństwo.
      • mmk9 Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 08:57
        No cóż, widzę, że na ten temat mamy calkowita zmianę poglądow w porownaniu z
        poprzednimi pokoleniami. Na szczęscie, myślę. Babcie moich dzieci wciąż jeszcze
        uważają posluszeństwo za podstawowe kryterium oceny dziecka. Nie ma już sensu
        cośkolwiek im tlumaczyć, choć to, co kiedyś probowały wprowadzić w życie dalo
        sporo niepożadanych efektów, jak punkt 1 i punkt 2 u poprzezknieje, zresztą te
        punkty potrafią też występować razem. Skądinąd boję się, że przegnę w drugą
        stronę, czasem chyba trzeba coś KAZAĆ, a czegoś ZABRONIĆ.
      • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 09:09
        To dziecko dobrowolnie obdarza rodzica
        > autorytetem i to dziecko dobrowolnie zgadza sie na podporzadkowanie rodzicowi.
        > Posluszenstwo to cos co dziecko daje a nie cos co rodzic wymaga.

        Piękne, ale czy zawsze realne? Wydaje mi się, że jednak wymagania są też
        potrzebne. Stawiam w jakiejś sytuacji z mojej strony wymaganie. Czy
        dziecko mnie posłucha to już inna sprawa. Nie zmuszę go, żeby mnie
        posłuchało, ale wymaganie stawiam.
        • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 19:52
          > Piękne, ale czy zawsze realne? Wydaje mi się, że jednak wymagania są też
          > potrzebne. Stawiam w jakiejś sytuacji z mojej strony wymaganie.

          Piekne ale i prawdziwe.
          Zauważ ze od dawien dawna uwazano ze wladza krola pochodzi od boga i poddani
          muszą byc posluszni. Ten model wladzy zanegowano ponad 200 lat temu i obecnie
          raczej nikt nie uznaje go za wlasciwy.
          Rownież od dawna uwazano ze zona ma byc posluszna mężowi i ze mąż ma nad nią
          wladzę. Ten model wladzy zanegowano 100 lat temu.
          Obecnie nadszedl czas aby zmienic podejscie rodzicow do dzieci.
          Swiat caly czas sie zmienia i coraz wiecej wiemy o ludziach o relacjach miedzy
          nimi i o wychowywaniu dzieci.

          Posluszenstwo dzieci wobec rodzicow wywodzi sie z nakazu czczenia rodzicow w
          dekalogu ale zauwazmy ze jest to nakaz skierowany do ... dzieci ! Nie do
          rodzicow ! Wlasnie o tym piszę ze to dzieci dają rodzicom dar w postaci autorytetu.

          Wychowywanie dziecka na zasadzie kija i marchewki przy zastowosaniu przeroznych
          wymyslnych kar to metoda prymitywna ktora wogole nie dba o relacje pomiedzy
          rodzicem i dzieckiem a przede wszystkim nie liczy sie z uczuciami dziecka.

          Relacje oparte na wymuszonym posluszenstwie zostaly juz wyparte praktycznie ze
          wszystkich normalnych dziedzin zycia bo promują zle relacje miedzy ludzkie.

          Podstawą wychwoania jest dobry kontakt z dzieckiem, traktowanie go jak czlowieka
          ktory ma swoje mysli, uczucia i swoje zdanie z ktorym musimy sie liczyc. Tylko
          wtedy nasze relacje z dzieckiem bedą dobrze sie ukladac i bedziemy autorytetem
          dla dziecka. Jak mamy te dobre relacje i jestesmy autorytetem to wpajanie
          wlasciwych wartosci jest o wiele prostsze.
          • verdana Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 20:29
            No i trzeba powiedziec, ze kiedyś, w znacznie wolniej zmieniajacym sie świecie,
            przy sztywnej strukturze spolecznej, posłuszeństwo mialo więcej sensu niz
            teraz. Chłop wychowywał dziecko na chłopa, rzemieslnik na rzemieślnika, kobieta
            miala być zona i matką - czlowiek tak czy inaczej nie miało wyboru lub bylo on
            bardzo ograniczony. Nie było więc po co dokonywania wyborów i podejmowania
            decyzji uczyć. Spoleczeństwo było w duzym stopniu oparte o posłuszenstwie i
            wykonywaniu poleceń. Nie bylo wyborów politycznych, zawód i współmałzonków
            dobierali czesto rodzice. Nieposluszeństwo oznaczało wykroczenie - nie poza
            zasady rodzinne, ale społeczne.
            Dzis posłuszenstwo - takie karne, bezwzgledne posłuszenstwo trudno odróżnić od
            nieudolności lub czasem - fanatyzmu.
          • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:05
            Ależ ja się zgadzam z Tobą. To, o czym pisałam, dobrze
            zrozumiała Samboraga smile
        • samboraga Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 22:25
          >Wydaje mi się, że jednak wymagania są też
          > potrzebne.

          też mi się tak wydajesmile

          posłuszeństwo jakoś źle nam się kojarzy a chyba niesłusznie, bo po odrzuceniu
          tych dawnych skojarzeń, gdy posłuszeństwo miało być ślepe, posłuszeństwo jest po
          prostu elementem wychowania
          tłumaczę dziecku moje wymagania, nie daję ich ślepo, ale ono nie zawsze ma
          ochotę je spełnić, a mimo to ja nadal tego czy innego wymagam i oczekuję ich
          wykonania
          • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:20
            nie jestem zwolennikiem wymagań

            zbytnio kojarzy mi sie to z tresowaniem pieska w cyrku ktoremu podnosimy caly
            czas poprzeczkę

            wymagania mozesz sobie stawiac ale pytanie czy dziecko to zaakceptuje ?
            zamiast wymagan ja wolę zawierac z dzieckiem umowę, dawac mu mozliwosci wyboru,
            wdrazac go w proces decyzyjny pokazywac ze to nie ja jestem tutaj panem i wladcą
            ale MY tutaj rządzimy wspolnie i wspolnie ustalamy rozne rzeczy, ja szanuje
            uczucia i potrzeby dziecka ale tez i dziecko musi szanowac moje uczucia i
            potrzeby - jezeli na tym polu jest konflikt to musimy osignąc kompromis

            po drugie nei skupialbym sie tak bardzo na wymaganiach, konsekwencji i
            egzeksucji wymagan bo dla mnie punktem wyjscia jest dobra relacja z dzieckiem
            oparta na zrozumieniu i przede wszystkim akceptacji dziecka jako czlowieka
            a wiec najpierw buduje dobra relację ktora szanuje odrebnosc dziecka, ralację
            ktorej blizej do partnerstwa niz do uleglosci
            jezeli mam dobre relacje z dzieckiem, dzeicko uznaje moj autorytet to nie musze
            stawiac wymagań bo wspolnie do nich dochodzimy w trakcie rozmowy
            • samboraga Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:31
              > zbytnio kojarzy mi sie to z tresowaniem pieska w cyrku ktoremu podnosimy caly
              > czas poprzeczkę

              zapytaj dwulatka co sądzi o wbieganiu na ulicę i czy zawrze z Tobą kompromiswink
              • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:38
                > zapytaj dwulatka co sądzi o wbieganiu na ulicę i czy zawrze z Tobą kompromiswink

                rozwazanie przypadkow skrajnych nie ma sensu
                to tak jakby rozwazając sytuację obrony koniecznej dojsc do wniosku ze kazdy
                moze zabic kazdego

                jezeli mam dobra relację z dzieckiem i dziecko darzy mnie autorytetem i mi ufa
                to mnie poslucha gdy poproszę je aby dalo mi rekę
                • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:49
                  To nie jest skrajny przypadek.
                  Moja trzyletnia córka jak najbardziej słucha mnie i podaje mi rękę,
                  gdy przechodzimy przez ulicę, ale też niespodziewanie potrafi tę
                  rękę wyrwać, bo coś tam zauważy np. To takie szaleńczo-dziecięce.

                  Rozumiem, ze chodzi Ci o budowanie przede wszystkim dobrych relacji z
                  dziećmi. Mnie też o to chodzi.
                  Zauważyłam ostatnio (i tutaj się zgodzę), że forsowanie wymagania,
                  którego dziecko nie chce z różnych przyczyn zrealizować (był wątek
                  o sprzątaniu), nie ma sensu. Co wcale nie znaczy, że takiego
                  wymagania (a może to kwestia słowa, bo dla mnie to wymaganie to
                  coś na kształ prośby - choć nie tylko...) nie stawiam. Stawiam je nadal,
                  ale jednocześnie spuszczam z tonu i idę w kierunku jakiegoś kompromisu.
                  • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 00:03
                    a może to kwestia słowa, bo dla mnie to wymaganie to
                    > coś na kształ prośby - choć nie tylko...

                    Wycofuje się z tego smile Temu czemuś bliżej do wymagania niż do prośby wink))

                    Idę spać, bo znowu coś sobie (i innym ) namieszam wink)
              • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 11.05.06, 23:39
                O tym samym pomyślałam smile

            • otryt Wymagania 12.05.06, 00:24
              poprzezknieje napisała:

              >nie jestem zwolennikiem wymagań

              Teoria piękna. Proszę wybaczyć moje osobiste pytanie: powiedz nam czy jesteś
              ojcem czy dopiero zamierzasz nim być? Na tym forum w sposób naturalny o tym
              mówimy. Wymagania są wszędzie, choćby w pracy. Czasem aż absurdalne. Mimo to
              wielu stara się do nich dostosowywać już od przedszkola. Państwo wymaga
              przestrzegania swoich przepisów, wojsko także. Żyjąc w społeczeństwie musimy
              być na swój sposób posłuszni. Tylko na bezludnej wyspie sami dla siebie możemy
              być żeglarzem, sternikiem i okrętem. Jednak wymagania rodzicielskie, a więc ze
              strony tych ludzi, którzy najbardziej kochają, przynajmniej bardziej niż
              pracodawca są często kontestowane. Ten autorytet, o którym piszesz rodzi się z
              miłości rodzica do dziecka. Jeśli są grzechy przeciwko tej miłości pojawiają
              się problemy z autorytetem. O trenerze bokserskim Sztamie mówiono, że kochał
              swoich chłopaków. Ale i wymagał, czasem traktując grubym słowem. Nikt mu nie
              miał tego za złe. Trudno wymagać, gdy się nie kocha i tu jest dziś chyba pies
              pogrzebany, bo wielu ma kłopoty nie tylko z miłościa do swojej żony lub męża,
              ale także z miłością do własnych dzieci. Niedawno podano wyniki badań, że
              przeciętny polski ojciec średnio tylko przez 7 minut dziennie bawi się ze swoim
              dzieckiem. Może warto się zastanowić, co dzieje się z tą miłością? Erich Fromm
              w wielu książkach pisze, ze współczesny człowiek nie potrafi kochać.


              Z biegiem wieków i lat rosło wykształcenie i świadomość szerokich rzesz
              obywateli. Naturalną konsekwencją tego było wywalczenie sobie współuczestnictwa
              w rządzeniu, bycie partnerem. Jednak w pewnych sytuacjach posłuszeństwo
              bezdyskusyjne jest wskazane, np w wojsku, w alpiniźmie, gdzie liczą się czasem
              ułamki sekund i nie ma czasu na dyskusję oraz uzgadnianie stanowisk. Gdy
              dziecko sięga po garnek z wrzątkiem lub wybiega nagle pod samochód
              krzyczymy "stój!!!" lub przemocą je zatrzymujemy. Od tego , czy posłucha wiele
              zależy.
              • poprzezknieje Re: Wymagania 12.05.06, 07:33
                > powiedz nam czy jesteś
                > ojcem czy dopiero zamierzasz nim być?

                nie sadzisz chyba ze przemyslenia na temat dzieci to takie moje hobby - to praktyka

                > Wymagania są wszędzie, choćby w pracy. Czasem aż absurdalne. Mimo to
                > wielu stara się do nich dostosowywać już od przedszkola.

                Nie wszedzie. Czy stawiasz jakies wymagania swojej żonie ?
                Praca, wojsko, państwo to są sytuacje gdzie relacje i uczucia częstokroc nie
                odgrywają żadnej roli. Wrecz pracownicy czasami nienadzwidzą swojego szefa
                przeciez. Z drugiej strony firmy ktorym zalezy na dobrych relacjach z
                pracownikami odchodzą od autorytarnych form zarzadzania i staraja sie wychodzic
                na przeciw oczekiwaniom pracownikow.
                To jest zasadnicza różnica. Dlatego nie mozna tego tak porownywac.

                Dziecko to nie pracownik czy podwladny.
                Mam wrazenie ze dla wielu rodzicow naczelnym celem jest wychowanie dziecka - a
                raczej podporzadkowanie go sobie - nawet za cenę złych relacji z dzieckiem. AN
                zasadzie ze cel uswieca srodki. A to nie jest tak bo podstawą są dobre relacje a
                dopiero z tego - na tym mozna budowac autorytet i metodę wychowawczą.Czyli
                zupelnie odwrotnie.

                > Z biegiem wieków i lat rosło wykształcenie i świadomość szerokich rzesz
                > obywateli. Naturalną konsekwencją tego było wywalczenie sobie współuczestnictwa
                >
                > w rządzeniu, bycie partnerem.

                Z wyjątkiem starozytnych Aten !smile

                Przepraszam ale czy chciales napisac ze przez wieki kobieta nie mogla byc
                partnerem mezczyzny w malzenstwie bo byla po prostu za głupia ? i dlatego
                musiala slubowac posluszenstwo?

                analogicznie z niewolnikami ??? - to bardzo odwazne twierdzenia.

                Bardzo dziwny obraz wychowania ksztaltujecie gdzie rodzic non stop zmaga sie z
                dzieckiem uciekajacym na ulicę albo sciagającym na siebie wrzątek. Nie wiem
                czemu dla mnie te sytuacje są zupelnie marginalne a duzo istotniejsze sa rozmowy
                w ktorych ustalamy co bedziemy robic, co jesc, co ogladac, co czytac, jak sie
                ubierac itd. W kazdej z tych sytuacji moze powstac konflikt interesow ktory
                trzeba umiejetnie rozwiazywac - tak jak w zyciu to bywa.
                • mmk9 poprzezknieje, chyba masz duże dzieci 12.05.06, 09:26
                  Kto ma małe, ten myśli własnie o wrzątku i ulicy, z tym, że tutaj daremnie
                  liczyc na posluszenstwo i jego egzekwowanie, po prostu trzeba ruchliwego
                  aniolka pilnować na kazdym kroku . Myślę sobie, że naprawdę jest wiele
                  sytuacji, w których na nic rozmowy i wspolne ustalenia. Przecież wpajamy
                  dzieciom pewne zasady, nie pytając o zdanie. TRZEBA myć nogi, NIE WOLNO kopać
                  brata w brzuch, zupę przynajmniej "w gościach" je się łyzką, a nie prosto z
                  talerza. Skończyłeś 7 lat ? MUSISZ chodzić do kościoła co niedzielę, no trudno,
                  takie są poglady twoich rodzicow i na razie twoje... A szkoła ? Wiem, że nie
                  lubisz, ale tam też MUSISZ chodzić /jak już masz taaaakiego doła, to ci napisze
                  usprawiedliwienie, ale jutro NIE/ . Nie lubisz wuefu ? Trudno, jesteś zdrowa i
                  zwolnienia ci kombinować nie będę. I tak dalej, i tak dalej... Czasem żaluję,
                  ze nie jestem autorytarna jak moja matka. Potrafila wyegzekwować jedzenie
                  śniadania przed szkołą /choć do dziś nie mogę jeść wcześnie rano/, a ja nie.
                  Nie dopuściłaby do idiotycznej diety pseudowegetariańskiej/pseudo, bo warzyw i
                  owocow tez nie jedzą jak należy/ moich córek. A ja dopuścilam i teraz sie
                  martwię. Bo co do tego, czy będą w przyszlości umialy decydowac o sobie i
                  dokonywac wyborow, to wcale nie jestem pewna. No więc ja mam wrażenie że za
                  bardzo odpuścilam, wlaśnie ze względu na alergię na słowo "posluszenstwo".
                  • samboraga Re: poprzezknieje, chyba masz duże dzieci 12.05.06, 09:57
                    > Kto ma małe, ten myśli własnie o wrzątku i ulicy

                    stawiam raczej na małe dzieci, takie do pieluchwink
                    kto ma duże, wie już jak to jest z małymiwink)

                    No więc ja mam wrażenie że za
                    > bardzo odpuścilam, wlaśnie ze względu na alergię na słowo "posluszenstwo".

                    właśnie na czymś takim ostatnio sama się złapałam i rewiduję moją strategię
                    wychowawcząwink
                  • poprzezknieje Re: poprzezknieje, chyba masz duże dzieci 12.05.06, 20:42
                    czy na prawde wychowywanie dziecka polega na stawianiu nakazów i zakazów ?

                    dziecko mozna przekonac do mycia np. rąk na wiele sposobow

                    jeden rodzic powie swoim autorytarnym glosem ze trzeba myc ręce i koniec kropka
                    a jak dziecko zaprotestuje to na silę będzie zmuszal dzieciaka w płaczu i
                    histerii do mycia

                    a drugi rodzic z troską w głosie powie że jego ukochemu misiowi z ktorym tak
                    lubi sie bawic bedzie przykro gdy go dotknie brudnymi rączkami - zapewniam ze z
                    duzym prawdopodobienstwem dziecko samo umyje ręce

                    dziecko ostatnią rzeczą ktorą chce usyszeć to że czegos wolno albo niewolno
                    natomiast pierwszą rzeczą którą pragnie to aby go wysłuchano i uszanowano jego
                    uczucia i potrzeby
                    z drugiej strony musi tez sie nauczyc szanowac uczucia i potrzeby rodzicow
                    dlatego konieczna jest umiejestnosc wspolpracy i wypracowania kompromisu
                • otryt Manipulacje 13.05.06, 19:39
                  poprzezknieje napisała:

                  >nie sadzisz chyba ze przemyslenia na temat dzieci to takie moje hobby - to prak
                  >tyka

                  Tak właśnie sądzę. Nie wiem nawet czy jesteś ojcem czy matką?
                  Najprawdopodobniej ani jednym ani drugim, bo pewnej ważnej rzeczy nie wiesz,
                  którą wie i ojciec i matka każdego małego dziecka. Ukrywanie płci nosi znamiona
                  manipulacji i bawienia się kosztem innych uczestników forum. Czytałem Twoją
                  dyskusję o NPR i wiem czego oczekiwać. Nie zależy Ci na wspólnym dojściu do
                  jakichś interesujących konkluzji, do których zazwyczaj się dochodzi, gdy
                  dzielimy się swoimi doświadczeniami. Weźmy choćby takie zdanie:

                  >Czy stawiasz jakies wymagania swojej żonie ?

                  Uważam, że manipulujesz słowem, sugerując, ze jestem z tych, którzy np żądają
                  od swojej żony, aby obiad natychmiast pojawił się na stole. I strach pomyśleć
                  co by było, gdyby zupa była za słona. Pomiędzy zamordyzmem i brakiem
                  jakichkolwiek wymagań istnieje wielkie pole możliwości. I o tym tutaj
                  rozmawiamy. Stawianie partnera dyskusji na skrajnej pozycji jest manipulacją.

                  Nawet jeśli nie stawiamy wymagań wobec swojego współmałżonka wprost, to mamy
                  jakieś oczekiwania. Te bardziej dalekosiężne i na dzisiaj. Rozmawiamy wciąż o
                  tym, dyskutujemy. Czasem rozmowy o tym nie są łatwe. Takie postawienie sprawy
                  przez Ciebie może świadczyć o tym, że nie masz pojęcia o tym, jak przebiega
                  przepływ ważnych informacji między małżonkami. Wymagania=oczekiwania są, nie
                  oszukujmy się. Dlaczego ludzie się rozwodzą? Inna rzecz, że warto mieć na
                  uwadze słowa Jana Pawła II z Westerplatte, aby od siebie więcej wymagać, nawet
                  jeśli od nas nikt by nic nie wymagał.

                  >Przepraszam ale czy chciales napisac ze przez wieki kobieta nie mogla byc
                  >partnerem mezczyzny w malzenstwie bo byla po prostu za głupia ? i dlatego
                  >musiala slubowac posluszenstwo?

                  Nie, nie uważam tak. Znów sugestia, że uważam iż kobieta jest głupsza.

                  To spadek odziedziczony po kulturze patriachalnej, z którego stopniowo się
                  wyzwalamy. Świat rządzony wspólnie przez kobiety i mężczyzn jest lepszy. Ten
                  dawniejszy przypominał trochę koszary. Inna rzecz, że osoby mniej wykształcone
                  nie są jednak równorzędnym partnerem w podejmowaniu ważnych decyzji. Złem było,
                  że przez całe wieki blokowano dostęp do edukacji kobietom i całym grupom
                  społecznym.



                  • poprzezknieje Re: Manipulacje 13.05.06, 22:08
                    > Czytałem Twoją dyskusję o NPR
                    proponuję NPR nie mieszac do tego

                    ja pisze tu o poważnych rzeczach jakim jest wychowanie dzieci i o potencjalnych
                    zagrozeniach dla ich rozwoju jakie niesie za sobą zmuszanie do posluszenstwa
                    a ty zaczynasz sie rozwodzic o jakis innych dyskusjach z forum

                    >Stawianie partnera dyskusji na skrajnej pozycji jest manipulacją.
                    otryt to ty sam postawiłeś się w skrajnej pozycji pisząc iż "Wymagania są
                    wszędzie" ja aby pokazać ci przykład że nie wszedzie spytałem sie o relacje z
                    żoną i tyle...
                    ale cieżko bedzie dyskutować jeżeli ty nie widzisz różnicy pomiędzy pojęciem
                    wymagania i oczekiwania czegoś
                    proponuję odnieść sie do definicji słownikowych PWN

                    oczekiwać ndk VIIIb, ~kuję, ~kujesz, ~kuj, ~iwał, ~iwany
                    «spodziewać się, wyglądać kogoś lub czegoś; czekać»

                    wymagać ndk I, ~am, ~asz, ~ają, ~aj, ~ał, ~any
                    1. «żądać, domagać się, życzyć sobie czegoś kategorycznie»

                    chyba wiecej nie ma co tłumaczyć
                    dla ciebie to to samo a dla słownika PWN nie to samo i coz mam na to powiedziec?

                    > Nie, nie uważam tak. Znów sugestia, że uważam iż kobieta jest głupsza.

                    jest to mój wniosek z twojej wypowiedzi gdzie napisales ze kiedys stosowano
                    wladzą autorytarną wobec innych ludzi bo byli oni głupsi, mniej wykształceni
                    itd. i że niby to mialo usprawiedliwiac wymóg posłuszeństwa.
                    tyle że w stosunku do relacji mąż żona nie jestes gotów tego potwierdzic ot co


                    • otryt Re: Manipulacje 14.05.06, 01:14
                      poprzezknieje napisała:

                      >jest to mój wniosek z twojej wypowiedzi gdzie napisales ze kiedys stosowano
                      >wladzą autorytarną wobec innych ludzi bo byli oni głupsi, mniej wykształceni

                      Przeczytałeś zupełnie coś innego niż napisałem:
                      "Z biegiem wieków i lat rosło wykształcenie i świadomość szerokich rzesz
                      obywateli. Naturalną konsekwencją tego było wywalczenie sobie współuczestnictwa
                      w rządzeniu, bycie partnerem."

                      Nigdzie nie napisałem słowa "głupsi", bo nie uważam ludzi niewykształconych za
                      głupich. Nie rozumiem dlaczego dwa dość oczywiste stwierdzenia wywołują u
                      Ciebie taką lawinę? Dobranoc.
              • poprzezknieje Re: Wymagania 12.05.06, 20:16
                > Z biegiem wieków i lat rosło wykształcenie i świadomość szerokich rzesz
                > obywateli. Naturalną konsekwencją tego było wywalczenie sobie współuczestnictwa
                >
                > w rządzeniu, bycie partnerem.

                otryt i tutaj tez sie mylisz bo "bycie partnerem" kogo ? Króla którego ścięli w
                rewolucji francuskiej?
                System był zły po prostu i został siłą zmieniony.
                Próbki takiego buntu doświadczają rodzice w momencie dojrzewania kiedy to dzieci
                stają sie juz na tyle duze aby ostro zaprotestowac przeciwko wladzy rodzicielskiej.
    • my-cha Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 10:36
      Właśnie ustaliłam z moją 3,5 latką w co dziś chce się ubrać, osiągnęłyśmy
      kompromis odnośnie sukieneczki bez rękawów i zimnego wiatru na dworze,
      ustaliłyśmy, że może jednak śniadanie zjemy – ta kaszka może być. Zrezygnowałam
      z zabierania jej okularów słonecznych starszego brata, trudno, może nie rozwali
      (wtedy mój autorytet u syna raczej by ucierpiał).
      Udało się wyjść z domu.
      Trzy razy złapałam za rękę bo jechał samochód a ona właśnie ... i przecież ona
      tylko tu, a nie za rączkę ...
      Cztery razy odciągnęłam od rozbujanej huśtawki
      Nie pozwoliłam zjechać na pupie do jeziorka
      Przytrzymałam, bo jechało stado rowerów – i to był już naprawdę powód
      strasznego buntu.

      No i to tyle co mi się nasuwa na temat sytuacji marginalnych.

      Wiadomo, trzeba kochać i staramy się kochać te nasze małe i duże mądrze.
      Jasne, że trzeba budować dobre relacje, rozmawiać, uczestniczyć w ich życiu ...
      Też się staramy.

      • verdana Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 15:05
        Nie wyobrazam sobie wychowania dziecka bez wymagań i posłuszeństwa - tyle, ze
        czym starsze dziecko, tym mniej posłuszeństwa, tym większy margines wolnosci.
        W ogole nie rozumiem, co to znaczy wychowanie "bez wymagań", chyba, ze
        wymaganie mnie kojarzy się z wypełnianiem obowiązków i uczeniem umiejetnosci
        zycia w społeczenstwie, a komuś innemu z bezwzglednym egzekwowaniem wszystkich
        poleceń doroslych.
        Wymagam od dziecka - w zaleznosci od wieku - np. zeby jadło sztućcami. Żeby nie
        dłubało publicznie w nosie. Żeby chodzilo do szkoły. Żeby kładło sie spać o
        wyznaczonej (ale negocjowanej wczesniej) godzinie. Żeby mówilo, o której wróci
        ze spaceru (pora dowolna, ale przekroczyc jej nie wolno). Żeby nie hałasowało,
        gdy ja pracuję. Takich "wymagań" są setki. I dotyczą nie tylko dzieci.
        Oczywiscie, że "wymagam" tez od meża a on ode mnie. Żeby odebrac dzieci z
        przeszkola, jesli przypada na żone/męża kolej. Żeby zrobić zakupy. przewinąć
        dziecko. Zawiadomić o wyjezdzie itd.
        Wydaje mi się, ze osoba, ktora niczego "nie wymaga" albo nie istnieje, albo
        jest całkowicie stłamszona i wszystko bierze na siebie.
        • addria Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 19:39
          > Nie wyobrazam sobie wychowania dziecka bez wymagań i posłuszeństwa - tyle, ze
          > czym starsze dziecko, tym mniej posłuszeństwa, tym większy margines wolnosci.
          > W ogole nie rozumiem, co to znaczy wychowanie "bez wymagań", chyba, ze
          > wymaganie mnie kojarzy się z wypełnianiem obowiązków i uczeniem umiejetnosci
          > zycia w społeczenstwie, a komuś innemu z bezwzglednym egzekwowaniem
          wszystkich
          > poleceń doroslych.
          > Wymagam od dziecka - w zaleznosci od wieku - np. zeby jadło sztućcami. Żeby
          nie
          >
          > dłubało publicznie w nosie. Żeby chodzilo do szkoły. Żeby kładło sie spać o
          > wyznaczonej (ale negocjowanej wczesniej) godzinie. Żeby mówilo, o której
          wróci
          > ze spaceru (pora dowolna, ale przekroczyc jej nie wolno). Żeby nie
          hałasowało,
          > gdy ja pracuję. Takich "wymagań" są setki. I dotyczą nie tylko dzieci.
          > Oczywiscie, że "wymagam" tez od meża a on ode mnie. Żeby odebrac dzieci z
          > przeszkola, jesli przypada na żone/męża kolej. Żeby zrobić zakupy. przewinąć
          > dziecko. Zawiadomić o wyjezdzie itd.
          > Wydaje mi się, ze osoba, ktora niczego "nie wymaga" albo nie istnieje, albo
          > jest całkowicie stłamszona i wszystko bierze na siebie.

          No właśnie. Zgadzam się z tym. Kombinacja posłuszeństwa (kiedy trzeba) i
          partnerstwa (kiedy można) jest najlepszym rozwiązaniem. Choć tu tez czyhają
          różne pułapki i łatwo wcale nie jest.
          Dla mnie, jako rodzica, trudny jest zwłaszcza dobór odpowiednich metod
          egzekwowania posłuszeństwa, no bo w zależności od wieku, temperamentu i
          osobowości dziecka, wreszcie sytuacji, miejsca, okoliczności, itp. nie zawsze
          będzie można postąpić tak samo.
          • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 20:32
            addria napisała:
            > Dla mnie, jako rodzica, trudny jest zwłaszcza dobór odpowiednich metod
            > egzekwowania posłuszeństwa,

            rowniez sie z tym nie zgadzam
            nie mozna raz byc tyranem ktory wykorzystuje przymus a zaraz potem byc partnerem
            w ten sposob nie zbudujesz zaufania u dziecka

            w zyciu wspolzyjemy z dziesiątkami i setkami ludzi bez koniecznosci wymagania
            posluszenstwa od nich i jakos sobie radzimy
            ale z naszymi dziecmi nie potrafimy sobie wyobrazic tego ze mozna z nimi
            wspolzyc bez koniecznosci egzekwowania posluszenstwa czy karania ?

            msyle ze analogicznie 100 lat temu ludziom bylo sobie ciezko wyobrazic ze
            kobieta moze byc rownorzędnym partnerem mężczyzny w małżeństwie
            • addria Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 22:39
              >
              > nie mozna raz byc tyranem ktory wykorzystuje przymus a zaraz potem byc
              partnere
              > m

              Za bardzo demonizujesz wink Dlaczego zaraz tyran? Zdaje się, że dla ciebie
              egzekwowanie posłuszeńtwa jest równoznaczne tyranii. Dla mnie nie jest.
              Niestety jakbyś nie ubrała/ubrał (wybacz nie zorientowałam się co do Twojej
              płci) tego w słowa, to zależności dziecka od rodzica nie da się ominąć. Dziecko
              nie będzie równorzędnym partnerem dla rodzica, przynajmniej nie w każdej
              sytaucji i do pewnego wieku. To co piszesz w przykładzie z telewizorem do
              Verdany, to też wpływanie na decyzję dziecka, ale tak by ta decyzja była
              pozornie jego własną, a naprawdę ma być zgodna z TWOJĄ wolą. I to jest właśnie
              jedna z tych metod wink

              >
              > msyle ze analogicznie 100 lat temu ludziom bylo sobie ciezko wyobrazic ze
              > kobieta moze byc rownorzędnym partnerem mężczyzny w małżeństwie

              Dorosła kobieta, a małe dziecko, to dla mnie spora różnica.
              Np. 3 letnie dziecko, choćby było najmądrzejsze, nie zawsze zdaje sobie sprawę
              z zagrożeń, przed którymi rodzic ma obowiązek je chronić. I tak, jeśli nagle
              wbiega pod chuśtawkę, to nie ma czasu na wysublimowane rozmowy. Wołam: nie
              podchodź! chwytając za rękę i odprowadzając na bezpieczną odległośc.
              Przykładów można by mnożyć wiele. Zresztą wcześniej się już podobne pojawiały.



              • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 13.05.06, 08:41
                > Dziecko
                > nie będzie równorzędnym partnerem dla rodzica, przynajmniej nie w każdej
                > sytaucji i do pewnego wieku.

                Jeju, dlaczego od dzieci wymagacie aby byly omnibusami ?
                Dlaczego są tylko dwie możliwości albo dziecko wie wszystko i jest supermądre
                albo trzeba je sobie podporządkować ?

                Przeciez sami nie wiemy wszystkiego, czestokroc ludzie mają różne zdania, wdają
                sie w dyskusje i ... nie są w stanie siebie wzajemnie przekonać !]
                Dlaczego odmawiamy dzieciom prawa do dyskusji ? Tylko dlatego ze nie potrafimy z
                nimi sie porozumiec ? czy moze dlatego ze nie chce nam sie ich zrozumiec ?

                Z dzieckiem nie jest tak że w 5- te urodziny uroczyście oświadczamy "Dobrze
                teraz jestes wystarczająco duze abym mógł z tobą normalnie rozmawiac i traktowac
                jak człowieka" i nagle wszystko sie zmienia a dziecko ktore dotychczas myusialo
                bezwzglednie wykonywac polecenia rodzica nagle stanie sie samodzielnie myslace i
                asertywne!
                To jest proces ciagly ktory zaczyna sie od wczesnych lat aby dziecku pokazywac
                ze są problemy i ze trzeba je rozwiazywac

                Przyklad z telewizorem mozna odbierac jako manipulację ale tez mozna spojrzec na
                to jak na sposob dyskusji i tlumaczenia dziecku problemu i soposobu jego
                rozwiazania - na sposob dzieciecy ! Nie dorosły!
                Wielu rodzicow popelnia ten błąd ze do 3-4 letniego dziecka uderzają z
                argumentami dla ludzi dorosłych (np. nie mam pieniedzy) i liczą na to ze dzieci
                to ze zrozumieniem i powagą zrozumieją i przyjmą

                Z dziecmi musimy inaczej sie komunikowac, odwoływać do ich swiata uczuc i pojęć
                aby sie porozumieć - uwazam jest to o wiele skuteczniejsze niz nakazy i zakazy

                Zauważ tez ze nastepnym razem gdy zwroce dziecku uwage na to ze jest problem bo
                stoi za blisko telewizora - DZIECKO SAMO wybierze rozwiazanie tego problemu -
                bez jakiejkolwiek mojej ingerencji

                Znasz lepszy sposob uczenia dziecka samodzielnosci, podejmowania decyzji,
                odpowiedzialnosci ???

                > Dorosła kobieta, a małe dziecko, to dla mnie spora różnica.
                Ale jest wiele cech wspolnych
                oboje są ludzmi, z wlasnymi uczuciami, myslami, motywami postepowania i zarowno
                w jednym jak i drugim przypadku mamy obowiazek to uszanować

                Chce rowniez pokazac na pewien mechanizm w mysleniu na przestrzeni wieków !
                Zawsze gdy ktos mial wladze nad kims - król- podwładni- Obszarnik - niewolnik,
                Mąż - Żona to niechętnie pozbywał sie tej władzy i argumentował wlasnie w ten
                sposbób ze ta druga strona nie jest równorzędnym partnerem

                Sprawa jest taka ze dla dobra relacji miedzyludzikich w kazdym przypadku
                nalezalo zrezygnowac z władzy (autorytarnej)! Ktora czestokroc byla naduzywana.

                Stosowanie władzy i przymusu jako normalny srodek wychowawczy jest to po prostu
                prymitywna metoda analogiczna do systemu feudalnego z średniowiecza

                > Przykładów można by mnożyć wiele.
                Nie zgodze sie bo te przyklady to sytuacje skrajne zwiazane z zagrozeniem
                zdrowia i zycia dziecka. Na takim poziomie nie da sie dyskutowac.
                Czy wy na prawde swoje rodzicielstwo odbieracie jako nieustającą walkę z
                otaczającym swiatem o przetrwanie waszego dziecka?
                Ciągle piszecie o hustawkach, wrzątkach, samochodach

                a moze podyskutujemy co robicie gdy dziecko nie chce zalozyc kaptura ?
                gdy nie chce wsiasc do samochodu?
                gdy nie chce wziąc lekarstwa?
                gdy nie chce umyć rak?
                gdy maluje kredkami po scianie ?
                gdy zabiera zabawke innemu dziecku ?
                gdy ciagnie was za włosy ?
                gdy nie chce samo zasnąć ?

                macie takie problemy czy tylko wlaczycie o przetrwanie ?
                • addria Re: Posłuszeństwo 13.05.06, 10:10
                  Poprzezknieje, mam wrażenie, że podchodzisz do tego tematu bardzo emocjonalnie.
                  Nie wiem dlaczego stawiasz się ciągle w opozycji przeciwko "nam". Nie
                  zauważyłam z ktokolwiek z "nas" pisał, że stoi z batem nad dziećmi i wymusza
                  siłą bezwzględne posłuszeństwo nie dając dziecku prawa głosu. Stosujesz jakieś
                  grube nadinterpretacje naszych wypowiedzi. Nie bardzo wiem co chcesz tu
                  udowodnić, ale jestem przekonana, że każdy z "nas" kocha bardzo swoje dzieci i
                  chce dla nich jak najlepiej oraz wychowuje je jak najlepiej potrafi. To co
                  piszesz, do czego przekonujesz, to żadna nowość, ja często podobne środki
                  wychowawcze również staram się stosować, sądzę też, że pozostali też, ale chyba
                  po prostu nazywamy pewne sprawy inaczej.
                  Osobiście nie widzę sensu kontynuowania tej rozmowy, bo ja Cię nie bardzo
                  rozumiem.
                  Pozdrawiam
                  • addria Sprostowanie 13.05.06, 21:47
                    To co
                    > piszesz, do czego przekonujesz, to żadna nowość, ja często podobne środki
                    > wychowawcze również staram się stosować, sądzę też, że pozostali też, ale
                    chyba
                    >
                    > po prostu nazywamy pewne sprawy inaczej.

                    Jeszcze tylko małe sprostowanie, w związku z tematem manipulacji, żeby nie
                    było wink Oczywiście nie chodziło mi w tym zdaniu o stosowanie żadnych
                    manipulacji, tylko o umożliwianie dziecku podjęcia samodzielnych decyzji w
                    niektórych sytuacjach, czy prawo do wyrażania mysli, uczuć, itd.
                • isma Re: Posłuszeństwo 14.05.06, 13:02
                  Prosze bardzo, lekarstwo, chociaz nie wiem, czy Cie to usatysfakcjonuje, bo dla
                  mnie i mojej corki przyjmowanie lekow to jest, owszem, walka o przetrwanie...
                  Ten temat mam zbadany wszechstronnie, poniewaz moje czteroletnie dziecko bierze
                  stale, niech ja policze, piec lekow, nie liczac tych podawanych w sytuacjach,
                  kiedy jest bardziej chore niz zwykle ;-(((. Co wiecej, nie wszystkie leki moze
                  przyjmowac, a wiec nie zawsze jest mozliwe poproszenie lekarza o zamiennik
                  czegos niesmacznego.

                  Wiec, teoretycznie ja sie z Toba zgadzam, ze trzeba tlumaczyc. Nie zgadzam sie
                  natomiast, ze te tlumaczenia powinny byc dostosowane do wieku dziecka w
                  proponowany przez Ciebie sposob, ktory wedlug mnie jest najzwyklejszym
                  klamstwem, o ograniczonej skutecznosci na dokladke. No, bez cudow, przez gardlo
                  by mi nie przeszlo: "misiowi bedzie przykro, jak go dotkniesz brudnym
                  raczkami/nie zazyjesz lekarstwa/nie zalozysz kurteczki". Sorry, ale nader
                  latwo, stosujac takie wyrafinowane wytrychy, przegapic moment, w ktorym nasze
                  inteligentniejsze niz sie spodziewamy dziecko pomysli sobie "ale ta matka
                  sciemnia" wink)). Przykladow z wlasnego dziecinstwa, z rozlicznymi ciociami w
                  glownej roli, oszczedze. Dorosli, uzywajacy takich argumentow , wydawali mi sie
                  BAAAARDZO smieszni. Nie wspomne o tym, za czasem zdarza sie wink)), iz leki
                  trzeba podawac takze w wieku, kiedy dziecko juz z misiow wyrasta...

                  No wiec mojej corce tlumacze: "musisz teraz oddychac przez te rurke przez
                  chwile, zeby w nocy Ci sie latwiej oddychalo. Psikamy tam takim specjalnym
                  proszkiem, ktory ci pomaga oddychac." Albo: "wiem, ze to lekarstwo jest
                  niesmaczne. Ale zawsze po nim dostajesz slodki sok do popicia, prawda?" Owszem,
                  taka argumentacja dziala, zazwyczaj jednak nie od razu (dziecko, przynajmniej
                  moje, ma potrzebe zweryfikowania prawdziwosci uzytych argumentow) i przydaje
                  sie w sytuacjach, kiedy moge sobie pozwolic na kilka dni niepowodzen.

                  Nie zmienia to jednak tego, ze zdarzalo mi sie podawac leki na sile. na
                  przyklad antybiotyk, w ktorego dawkowaniu nieodstepowanie od schematu jest
                  istotne, i nie moge sobie pozwiolic na podejscie typu "jak teraz wypluje polowe
                  (tylko jak zmierzyc, ile wyplula?), to za godzine dam jej jeszcze". Zdarzalo mi
                  sie stosowac, przy doustnym podawaniu sterydow, przekupstwo - majac dwa lata
                  moja corka zaczela ogladac telewizje, poniewaz byla to jedyna metoda sklonienia
                  jej do polkniecia tabletki (co z definicji, z racji realnej mozliwosci
                  zadlawienia, nie moglo sie odbywac wsrod dyskusji i mniej lub bardziej
                  nerwowych prob przeforsowania przez obie strony swoich racji).
                  • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 15.05.06, 22:47
                    isma napisała:


                    > Wiec, teoretycznie ja sie z Toba zgadzam, ze trzeba tlumaczyc.

                    Jeszcze widze ze sie nie rozumiemy.
                    Nie tłumaczyć, ale przede wszystkich słuchać i starać sie zrozumieć.
                    Rodzice z tymi swoimi całymi mądrościami, argumentami, radami, racjami itd.
                    tylko blokują komuniakcję zamiast wykorzystać ją do poznania swojego dziecka

                    > No, bez cudow, przez gardlo by mi nie przeszlo: "misiowi bedzie przykro, jak
                    go dotkniesz brudnym raczkami/nie zazyjesz lekarstwa/nie zalozysz kurteczki". >
                    > Sorry, ale nader
                    > latwo, stosujac takie wyrafinowane wytrychy, przegapic moment, w ktorym nasze
                    > inteligentniejsze niz sie spodziewamy dziecko pomysli sobie "ale ta matka
                    > sciemnia" wink)).

                    Rodzic który jest pochłonięty innymi rzeczami np. pracą, własnych hobby pewnie
                    nie zauważy pewnie że jego dziecko nie bawi się już misiem
                    ale rodzic ktory bawi sie codziennie z dzieckiem i nim zajmuje doskonale wie jak
                    dziecko odbiera swiat

                    Mimo wszystko zamiast tłumaczenia dziecku ze jego ulubiony Miś to kawałek
                    materiału wypchany trocinami wole opowiadać mu o uczuciach misia


                    > Albo: "wiem, ze to lekarstwo jest
                    > niesmaczne. Ale zawsze po nim dostajesz slodki sok do popicia, prawda?"

                    Ooooo... widzisz ! starasz sie zrozumiec uczucia dziecka. Dajesz mu do
                    zrozumienia że wiesz co czuje.
                    Inny rodzic by tylko powiedział "Musisz wypić to lekarstwo aby być zdrowym"
                    Różnica jest kolosalna!

                    > Nie zmienia to jednak tego, ze zdarzalo mi sie podawac leki na sile.

                    Mnie również ale traktowałem to zawsze jako swoją wielką porażkę i wyraz mojej
                    bezsilności i slabości. Za wszelką cenę unikam jakichkolwiek rozwiązań siłowych.

                    >cryingco z definicji, z racji realnej mozliwosci
                    > zadlawienia, nie moglo sie odbywac wsrod dyskusji i mniej lub bardziej
                    > nerwowych prob przeforsowania przez obie strony swoich racji).

                    Dyskusja z dzieckiem nie polega na przerzucaniu sie racjami bo tu zawsze rodzic
                    wygra. Dyskusja powinna służyć poznaniu swojego dziecka jego uczuć, jego
                    problemów jego motywów.

                    • isma Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 08:52
                      Skarbie, jak proponujesz uchwycic moment, w ktorym dziecko wprawdzie sie
                      jeszcze bawi misiem, ale juz doskonale wie, ze misie uczuc nie maja? Skad
                      wiesz, czy w ogole dziecko kiedykolwiek uwazalo, ze takowymi mis sie odznacza?
                      Moje dziecko, od kiedy pamietam, a na pewno od momentu, kiedy sie komunikuje
                      werbalnie, traktuje zabawe misiem jako konwencje, co wiem wlasnie dlatego, ze
                      uwaznie je obserwuje wink)).

                      Moje obserwacje, dotyczace domniemanego blokowania komunikacji przez
                      argumentacje, sa absolutnie rozbiezne z Twoimi. Moja czteroletnia corka,
                      poczestowana argumentem, zawsze odpowiada kontrargumentem. Seria
                      kontrargumentow wink)). Co wiecej, tak samo zachowuje sie w kontaktach z
                      rowiesnikami (co bywa zabawne). Wiec, moj drogi, akurat w przypadku moejgo
                      dziecka, zrozumienie go poelga wlasnie na tym, ze ono potrzebuje argumentow i
                      dyskusji (nawet jesli ta mialaby byc leko surrealistyczna), a nie wciskania
                      kitu ad usum delphini wink)).

                      I podtrzymuje teze o tym, ze na co jak na co, ale na falsz dziecko jest
                      wyczulone. Owszem, mozna probowac "zrozumiec" uczucia i motywacje dziecka
                      (aczkolwiek mozna je tez, z duza doza prawdopodobienstwa, po prostu, zwlaszcza
                      w przypadku malego dziecka, przewidziec), tylko dlaczego proponujesz to
                      osiagac za pomoca manipulacji?
                    • evee1 Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 03:49
                      NO to ja sie wlacze w te dyskusje.
                      Ja mam wrazenie, ze poprzezknieje zostal obdarzony dzieckiem, ktore po prostu
                      ulega argumentom taty bardziej niz niektore inne dzieci. Nie moge oprzec sie
                      wrazeniu, ze poprzezknieje to mezczyzna, moze dlatego, ze kiedys na jakims
                      forum byl wlasnie pan, ktory byl zwolennikiem dlugiego dyskutowania z
                      dzieckiem, a w ogole to wystarczylo, zeby on popatrzyl z dezaprobata na swojego
                      synek, zeby ten synek przstawal psocic. Taki on mial autorytet!!
                      Ja niestety mam innego synka, ktory bardzo lubi wyrazac swoja niezaleznosc
                      (corka z jakiegos powodu nie ma tego problemu, mimo, ze nie stosuje innych
                      zasady wychowania w przypadku jednego i drugiego - inny charakter po prostu).
                      Kazda niemal prosba o cos konczy sie zdecydowanym sprzeciwem. Moge sobie
                      dyskutowac i wczuwac sie w jego uczucia do upadlego i jezeli pozostawie sprawe
                      wlasnemu biegowi, to on czasem to potem zrobi, czasem nie. Moge zastosowac
                      grozbe jakiejs kary i faktycznie wtedy mam pewnosc, ze rzecz zostanie zrobiona,
                      ale to nie spowoduje, ze moje dziecko przekona sie do moich racji. Zrobi to ze
                      zloscia nie tylko dlatego, ze musial to zrobic, ale jeszcze za to, ze grozila
                      mu kara (i to wedlug niego niesprawiedliwe oczywiscie) smile).

                      > Dyskusja z dzieckiem nie polega na przerzucaniu sie racjami bo tu zawsze
                      rodzic
                      > wygra. Dyskusja powinna służyć poznaniu swojego dziecka jego uczuć, jego
                      > problemów jego motywów.
                      Hmm, ale ile mozna dyskutowac o zasadnosci wrzucania ubran wieczorem do kosza
                      na brudy i uczuciach wynikajacych z koniecznosci zrobienia tego
                      przed "producenta" brudow, zamiast przez mamusie?
        • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 12.05.06, 20:26
          verdana wydaje mi sie ze ty nie tyle wymagasz od męża bo to jest postawa
          roszczeniowa co oczekujesz lub uzgadniasz z nim !

          Chcialbys aby mąż przyszedł do ciebie i powiedział "Słuchaj verdana wymagam abyś
          pozmywała naczynia i to natychmiast!"
          Jakbyś się czuła ?

          Tak samo od dziecka nie wymagasz ale go uczysz, pokazujesz , dajesz przyklad,
          zachecasz itd.
          Jak dzieck oglada za blisko telewizję to możesz albo tradycyjnie upomniec go ze
          za blisko stoi telewizora i nakazac mu oddalenie sie od telewizora posługując
          sie władzą
          albo...
          poinformować go o tym ze jest problem ktory polega na tym ze stoi za blisko
          telewizora i ze chcialabys ten problem rozwiazac - wtedy dziecko moze
          zaproponowac swoje rozwiazanie lub mozesz podsunąc mu rozwiazanie najlepiej
          dając mu wybór "wolisz usiasc na kanapie czy na krzesełku"

          dziecko zaangazowane w rozwiazywanie problemu i ktore uczestniczy w wypracowaniu
          rozwiazania i ktore same podejmuje decyzję będzie bardziej zainteresowane w tym
          aby to rozwiazanie wcielic w zycie

          dostrzegasz roznicę pomiedzy jednym i drugim podejsciem do danej sytuacji ?
          • mmk9 Re: Posłuszeństwo 13.05.06, 09:27
            Ekhm. To mnie droga poprzezknieje pocieszyłaś. Jeszcze nie taka ze mnie fujara.
            Przepraszam, ale rodzic, ktory usiłuje prowadzić z dzieckiem rozmowę w
            rodzaju " sluchaj, jest problem, masz brudne rączki, co my teraz zrobimy" nie
            stanowi dla dziecka oparcia, ale sam w sobie jest problemem. No coż, w
            konkretnej sytuacji do starszego krzyknę :"zaraz mi myj te brudne pazury", jak
            nie pomoze, dodam inwektywę. Mlodszemu owszem, umyję siłą. Mniej więcej to samo
            z lekarstwem, jeśli nie pomaga ton obojętny a nastepnie tlumaczenia.Mowię też
            po prostu "nie siedzi się tak blisko telewizora", potem "odsun sie od
            telewizora", potem "jak się nie odsuniesz to cię za kochane uszko odciagnę" i
            tak dalej i tak dalej. Naprawdę nie tlukę ich, nie maltretuję, w sumie jak
            wspomnialam, pozwalam prawie na wszystko / z tym, że moje dziewczyny, juz
            nastolatki, nie mają sklonności do przesiadywania u koleżanek , nie tęsknią do
            imprez i dyskotek, nie chcą gołych brzuchow i dekoltow, to tu mam latwiej/, ale
            czasem rodzic powinien mieć jakąś tam władzę ...
            • verdana Re: Posłuszeństwo 13.05.06, 10:48
              Poprzezknieje!
              Twój sposób rozwiązywania konfliktow z dzieckiem sprawdza się na piśmie, a nie
              zawsze w praktyce. Po pierwsze, dziecko moze nie przyjmować racjonalnych
              argumentów "Ja będe siedział blisko telewizora bo chcę!" - i co wtedy? Po
              drugie, co wydaje mi się powaznym błędem wychowawczym przyjmujesz, ze po
              argumentacji rodziców dziecko ma zawsze przyjąć ich punkt widzenia i zgodzić
              sie na to, co mu perswadują. Jesli rzeczywiście rodzicom uda sie do tego
              doprowadzic - że dziecko będzie grzecznie akceptowało ich rady i argumenty, ich
              punkt widzenia - to dopiero będzie problem! Dziecko,a co dopiero starsze
              dziecko czy nastolatek, ma prawo bowiem do własnych, odrębnych poglądow i nie
              musi się z rodzicami zgadzać, nawet jesli oni sadza, ze powinno...
              Uwazam, że powiedzenie dziecku "Masz iść spać, bo jua pora" przy zaakceptowaniu
              tego, ze dziecko powie "Akurat, moim zdaniem to o wiele z wcześnie" jest o
              wiele lepszym wstępem do samodzielnosci niż uzyskanie zgody dziecka, by szło
              spać o godzine wczesniej, niż naprawdę uwaza za sluszne. To manipulacja, która
              jest dla dziecka o wiele groźniejsza niz nakaz. Uczy dziecko, ze rodzice sa
              nieomylni, a jego argumenty sa zawsze głupsze i musza przegrać. Bo muszą - nie
              pozwolisz przeciez dziecku chodzic spać o drugiej nad ranem.
              W domu, gdzie dziecko wie, że pewne polecenia trzeba wykonywać, choć można
              dyskutować i marudzić, jest normalnie. W domu, gdzie dziecko "godzi" się ze
              wszystkimi racjonalnymi argumentami rodzicow - jest niebezpiecznie. Dziecko
              jest totalnie zdominowane i coraz mniej - wbrew pozorom - samodzielne w
              mysleniu. dorosli i tak w argumentacji maja niesprawiedliwą przewagę,
              wynikajaca z doswiadczenia i nic tego nie zmieni.
              A jeśli traktujesz dziecko jak dorosłego, badź konsekwentna. Jesli nie ma
              róznicy pomiedzy dzieckiem a dorosłym pozwól mu wychodzić samemu z domu o
              dowolnej porze, zarabiać pieniadze, nie pomagaj w prostych czynnosciach,
              wysylaj samego do lekarza itd.
              • mmk9 Manipulacja 13.05.06, 16:38
                Słuchajcie Verdany, super to ujęła. Do przemyślenia, żeby tego uniknąć, bo
                manipulacja ma być oczywiście "dla dobra dziecka". Chyba im bardziej związane z
                rodzicem-manipulatorem tym łatwiejsza. No cóż, mogę wskazać przykłady z
                własnego dzieciństwa. Reakcją obronną w wieku mlodzieżowym było ukrywanie
                zainteresowan i kolegow wlaśnie przed komentarzami "manipulatorskimi" .
              • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 13.05.06, 22:44
                > Po pierwsze, dziecko moze nie przyjmować racjonalnych
                > argumentów "Ja będe siedział blisko telewizora bo chcę!" - i co wtedy?

                w jednym z postów napisałem iż z dzieckiem nie rozmawia sie jak z dorosłym i
                używanie racjonalnych argumentów to podstawowy błąd rodziców
                Nie rozmawiajcie z dzieckiem jak z profesorem filozofii ale jak z dzieckiem
                czyli mówicie w pierwszym rzędzie o uczuciach swoich i dzieci

                Wcale nie uważam iż dzieci to osoby odpowiedzialne ktore samodzielnie mogą
                podejmować decyzje i wszystko wiedzą najlepiej ale tez nie uwazam ze do
                wychowania dzieci dobrze jest stosowac metody używane w tresurze zwierząt!
                Brzmi to brutalnie ale taka jest prawda bo na tym wlasnie polega wymuszanie
                posluszenstwa.

                Dzieci są to ludzie którzy mają swoje uczucia, motywy działania i swoją godność
                i prawa. Władza rodzicielska polegająca na wymuszaniu posłuszeństwa godzi w te
                rzeczy.

                Z tym co napisałaś w zupelnosci sie zgadzam i również uważam ze wychowanie nie
                polega na tym aby ciagle udowadniac dziecku ze ma sie rację.
                Chce jedynie na prostym przykładzie pokazać (niedowiarkom) ze istnieją sposoby
                aby osiągnąć jakis cel w wychowaniu bez używania władzy i zmuszania do
                posłuszeństwa. Budowanie na tej podstawie opini na temat całej metody
                wychowawczej to nadużycie.

                Od samego początku pisze o tym ze wg mnie wychowanie polega na tym aby w
                pierwszej lini zbudowac dobre relacje z dzieckiem poprzez zrozumienie naszego
                dziecka!
                Jego uczuc!
                Jego mysli.
                Jego sposobu postrzegania swiata.
                Jego motywow dzialania.

                Aby to zrobić trzeba miec dobrą komunikację z dzieckiem, być otwartym na
                słuchanie i AKCEPTACJĘ odmienności dziecka jako człowieka.
                Dobra komunikacja działa tez i w drugą stronę bo dziecko poznaje uczucia
                rodzicow i ich mysli.

                Wymuszanie posluszenstwa i władza rodzicielska zamyka komunikację z dzieckiem.

                W sumie może zakończę to w ten sposób
                wiele osób uważa że dzieci musza być posłuszne i że mają prawo wymuszać to
                posłuszeństwo co wiąże się z ich karaniem
                efektem takiego zachowania w prostej linii jest bunt dzieci, kłótnie, złe
                relacje, kłamstwa, brak komunikacji z dziecmi

                apogeum tego buntu jest w wieku dojrzewania kiedy to rodzice dostrzegają ze ich
                autorytarna postawa przestaje zdawac egzamin
                niezdają sobie jednakże sprawy z tego ze na tą trundą sytuację pracowali długimi
                latami zmuszjąc dzieci do posłuszeństwa

                chcę jedynie pokazać że istnieją inne metody wychowawcze i że niekoniecznie
                rodzice są skazani na stosowanie prymitywnych metod rodem z epoki kamienia łupanego

                W Bibli mamy opisany system patriarchalny w rodzinie i w państwie - system
                obecnie zupełnie nieaktualny i postrzegany jako zły
                W Biblii mamy opisane niewolnictwo jako coś zupełnie normalnego - obecnie jest
                to wogóle niedopomyslenia !

                Wszystko się zmienia - metody wychowowacze też.
          • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 14.05.06, 05:22
            Wybacz poprzezknieje (czy to poczatek piosenki z Pankracego?), ale jak czytam
            Twoje teorie to usmiecham sie w duchu troszeczke wink
            Po prostu przystawiam je sobie do sytuacji w domu mojego brata (gdzie jest
            osmioro dzieci) i gdzie dyscyplina i posluszenstwo musza byc, zeby rodzina
            mogla funkcjonowac normalnie. Nie wyobrazam sobie, zeby przy najprostszych
            zadaniach przeprowadzano z kazdym dzieckiem z osobna konsultacje na temat np.
            ogladania telewizji, z takiej czy innej odleglosci.
            Nie wiem, ile masz dzieci (choc moze nie ilosc jest wazna), ale wierz mi
            rodziny naszych dziadkow i pradziadkow (zazwyczaj wielodzietne) zyly wedlug
            reguly z Ks.Przyslow "Kochasz swego syna - to nie zaluj mu rozgi" i wyrastali z
            tych synow wartosciowi ludzie.
            Rodzina mojego brata tez jest silnie patriachalna (nawet nie zauwazylam, kiedy
            ten przymiotnik przybral wydzwiek pejoratywny), a dzieci - moze sie zdziwisz -
            sa naprawde szczesliwe i o bardzo silnych osobowosciach, majacy swoje zdanie.
            • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 15.05.06, 22:30
              jeżeli ktos posiada taką liczbę dzieci że nie jest w stanie im poswiecic
              odpowiednio duzo czasu na wlasciwe wychowanie to znaczy ze jest
              nieodpowiedzialnym rodzicem po prostu - zresztą zgodnie z nauką koscioła
              dziecko nie rodzi sie w kapuscie ale jest wynikiem naszych działań i trzeba
              działaś odpowiedzialnie

              po drugie rodzina w której dorosły człowiek bije rózgą małe bezbronne dziecko to
              patologia którą odrazu zgłaszam na policję a nie przedstawiam jako wzrór
              • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 15.05.06, 22:52
                Umiejetnosc czytania ze zrozumieniem narasta w zastraszajacym tempie...
                Ty chyba rzeczywiscie nie dostrzegasz, ze Twoje rady wychowawcze sa kompletnie
                niepraktyczne (zeby nie powiedziec smieszne). Wychowuj swoje dziecko jak
                chcesz, a ocene wychowywania dzieci przez innych sobie podaruj.
                A na wypadek gdybys jeszcze gdzies chcial biec i cos zglosic to podaje Ci
                stosowne fragmenty z Biblii - Prz 23, 13-14; Prz 13,1; Syr 30, 1-13 - zglos to
                gdzies, moze cos z tym wreszcie zrobia smile

                Rzeczywiscie dyskusja z Toba nie ma sensu.
                • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 15.05.06, 23:32
                  100 lat temu śmieszne dla ludzi było dawanie praw wyborczych kobietom !
                  Teraz również uważasz to za śmieszne ???

                  Jeżeli tak kurczowo trzymasz się zapisów w Biblii to rozumiem że w razie
                  problemów wychowawczych zdecydujesz się na ukamieniowanie swojego dziecka ?
                  Oto stosowny fragment:
                  Pwt 21
                  "18 4 Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego
                  upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, 19
                  ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, 20 i
                  powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie
                  słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». 21 Wtedy
                  mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie,
                  a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się."

                  Taki sposób uzasadniania bicia dzieci na podstawie cytatów z Pisma Świętego jak
                  ty to robisz izzunia jest, delikatnie mówiąc, bez sensu.

                  Tak samo jak bicie żony przez męża uważam za barbarzyństwo tak i bicie o wiele
                  mniejszych i kompletnie bezbronnych istot jakimi sa dzieci uwazam za
                  zezwierzęcenie i postępowanie stojące w zupełnej sprzeczności z nauką Chrystusa.
              • pawlinka Re: Posłuszeństwo 15.05.06, 23:53
                No, mój drogi poprzezknieje!
                Już nie zdzierżyłam. Tak słucham i słucham tego, co mówisz, ale teraz chyba
                muszę to powiedzieć.
                Masz prawo do swojego zdania na temat wychowywania dzieci, metod i pedagogiki,
                ale NIE MASZ prawa nikogo oceniać, obrażać, twierdzić, że ktoś jest
                nieodpowiedzialnym rodzicem, oceniać, że nie poświęca dziecku wystarczająco
                dużo czasu.
                Jak wiesz pewnie dobrze, ocenianie bardzo przeszkadza w dobrym komunikowaniu
                się. Pamiętaj o uczuciach ... również Twoich adwersarzy!
                • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 20:11
                  > Jak wiesz pewnie dobrze, ocenianie bardzo przeszkadza w dobrym komunikowaniu
                  > się. Pamiętaj o uczuciach ... również Twoich adwersarzy!

                  O nie... jeżeli ktoś szczyci się tym że bije małe bezbronne dzieci rózgą to nie
                  powstrzymam się od ocen
                  • marzek2 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 20:14
                    Na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś się tym szczyci? Czy sam fakt przyznania
                    się do tego jest równoznaczny ze szczyceniem się tym?
                  • pawlinka Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 21:00
                    Myślę, że oceniać nam wolno tylko zachowanie, nie ludzi. To różnica.
                  • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 00:58
                    Nie wytrzymam! Gdzie tu jest o biciu bezbronnych dzieci rozga, na milosc boska!
                    Prosze sie nauczyc czytac ze zrozumieniem!

                    "rodziny naszych dziadkow i pradziadkow (zazwyczaj wielodzietne) zyly wedlug
                    reguly z Ks.Przyslow "Kochasz swego syna - to nie zaluj mu rozgi""

                    Zyly wedlug reguly, zyly...
    • herbarium Re: Posłuszeństwo 14.05.06, 02:03
      Dyskusja się zrobiła zażarta, z tym, że - co ciekawe - dyskutanci raczej widzą
      siebie w roli osoby oczekującej/wymagającej/rezygnującej z wymagania
      posłuszeństwa, nie zaś osoby posłusznejwink No to dorzucę ten drugi aspekt.
      Wprawdzie jest przed drugą, ale...
      Upraszczając maksymalnie, widzę dwie zasadnicze drogi rozumienia posłuszeństwa
      Bogu - jedną, która podkreśla "naturalność" posłuszeństwa Bogu, i drugą, która
      akcentuje "nadprzyrodzoność" tej cnoty. Osobiście bliżej mi do tego drugiego
      rozumienia, mimo że widzę zasadność pierwszego, i mimo że te dwa stanowiska
      niekoniecznie muszą się nawzajem zupełnie wykluczać.
      "Naturalność" streszczałaby się w takim wywodzie: Cały świat opiera się na
      posłuszeństwie. Posłuszna jest przyroda Bogu, ludzie prawom przyrody, prawom
      Boskim, prawom ludzkim, zwyczajom, dzieci rodzicom, społeczeństwa rządzącym,
      umowom, pracownicy przełożonym itd. Zatem to, że Pan Bóg oczekuje posłuszeństwa
      byłoby po prostu logiczną "kontynuacją" tego ciągu wzajemnego posłuszeństwa.
      Pytanie zasadnicze nie brzmiałoby: czy być posłusznym, ale - kiedy, dlaczego i
      komu być nieposłusznym? Co uzasadnia moje nieposłuszeństwo?
      "Nadprzyrodzoność" posłuszeństwa, podobnie jak nadprzyrodzoność czystości i
      ubóstwa, to podkreślenie wyjątkowości, tego, że posłuszeństwo ma sens tylko
      wtedy, kiedy jest posłuszeństwem Bogu - nikt inny nie ma prawa oczekiwać ode
      mnie posłuszeństwa. Tak, jak celibat na płaszczyźnie ludzkiej jest "zgorszeniem
      i głupstwem", tak, jak ubóstwo jest czymś, co zyskuje wyłącznie w perspektywie
      Królestwa Bożego, tak i posłuszeństwo nie jest czymś, co byłoby wartościowe w
      wyłącznie doczesnej optyce.
      To tak na szybkosmile
    • rycerzowa Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 08:35
      Hm, a ja się zastanawiam, jak to zrobić, by "nie żałować synowi rózgi" i przy
      tym go "nie rozdrażnić"?
      • anula9876 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 10:25
        > Hm, a ja się zastanawiam, jak to zrobić, by "nie żałować synowi rózgi" i przy
        tym go "nie rozdrażnić"?

        Mnie się to chyba udało. Mój synek, chociaż nie ma jeszcze 3 lat jest bardzo
        trudny w wychowaniu, waleczny, buntowniczy, nie znający pojęcia strachu a
        jednocześnie niezwykle inteligentny i wrażliwy (sobowtór swojego tatusia smile).
        Walka z nim jest o wszystko: o każdą część garderoby, bo zawsze chce ubrać coś
        innego, o każdy posiłek, bo akurat chce zjeść coś innego, itd. I to się ciągnie
        od mniej więcej 10 miesiąca życia, choć muszę przyznać, że jest coraz lepiej.
        Każde wyjście z nim do sklepu było horrorem, bo nigdy nie siedział w wózku
        sklepowym tylko zawsze wisiał z boku albo pod wózkiem albo skakał z niego, w
        efekcie czego co chwilę jakiś miły pan podbiegał, żeby go ratować, otrzymując w
        zamian od małego wyzwiska i ciosy. Słyszłam tylko bezustannie: "Pani to ma
        mocne nerwy", "nie widzi pani, że dziecko zaraz spadnie", "ale ty jesteś
        waleczny chłopczyku",itd.. Przykłady mogłabym mnożyć, nietrudno więc domysleć
        się, że bez częstego lania się nie obyło (mimo bezustannego tłumaczenia,
        wyjaśniania i wpajania posłuszeństwa, rózga też była przydatna). Z drugiej
        strony zawsze starałam się zachować spokój, wiedział za co dostanie klapsa i
        zaraz potem też o tym rozmawialiśmy, sam zawsze mówił za co dostał, przepraszał
        za swoje czyny i tuliliśmy się. Było to o tyle łatwe, że nigdy nie uronił
        żadnej łzy po laniu, więc mozna było od razu rzeczowo porozmawiać o zdarzeniu smile
        • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 13:23
          Rózga? Trzyletnie dziecko?
          Jestem na tym forum chyba od roku, a jeszcze nic mnie tak nie wzburzylo jak
          Twoja wypowiedź. Wynika z niej, że regularnie i z premedytacją lejesz malutkie
          dziecko, uważajac to za doskonaly środek wychowawczy.
          To świadectwo kompletnej bezradności. Niezwykle łatwo jest zlać. Pewnie,że
          dziecko jest coraz grzeczniejsze - kazdy by był - ze strachu przed laniem. To,
          że syn wie, za co dostanie niczego nie usprawiedliwia. Przeciwnie. Jestem w
          stanie zrozumiec klapsa danego we wzburzeniu, ale stosowanie kar cielesnych
          zgodnie z 'regulaminem" jest niczym innym jak znęcaniem się nad dzieckiem.
          Ciekawe co będzie, gdy synek dorosnie i będzie od Ciebie silniejszy... Znam
          jednego tak wychowanego chłopca - podobnego do twego dziecka. ma teraz 23 lata
          i odsiaduje wyrok za pobicie. Trudno sie dziwic - rodzice nauczyli go, że bic
          wolno i ze silniejszy ma rację.
          Nie ukrywam, ze dla mnie to patologia.
          • marzek2 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 13:59
            Verdano, dla mnie to nie jest patologia. Dla mnie właśnie patologią jest dawanie
            klapsa we wzburzeniu, w emocjach, czyli po prostu wyładowanie się na dziecku.
            Jest parę wersetów biblijnych, które jasno mówią o karach cielesnych. Ufam, że
            Anula je czyta i stosuje kary cielesne jako środek wychowawczy a nie wyładowanie
            swojej frustracji. W takim razie musisz chyba stwierdzić, że Pan Bóg buduje
            patologiczne rodziny.
            Ja stosuję kary cielesne. Staram się właśnie nie w emocjach i bez przesady. Dla
            jednego dziecka klaps jest tragedią, inne tylko się otrzepie i pójdzie dalej.
            Myślę, że moje dzieci czują się kochane.
            • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:08
              Dla mnie kara cielesna nie jest środkiem wychowawczym, co nie znaczy,
              że nie zdarza mi się dać klapsa. Zdarza, ale nie uważam, aby był
              on dobry. Jest raczej wyrazem mojej bezsilności.
              Takim moim wewnętrznym argumentem przeciwko karze cielesnej jest to,
              że sama chcę, aby dzieci nie biły. Postępując inaczej wobec nich czułabym
              się ...głupio i nie w porządku.
              • marzek2 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:12
                No dobrze Mamo_Kasiu, ale jak wobec tego podchodzisz do tych wersetów biblijnych
                dotyczących kar cielesnych? Traktujesz ja jako "uwarunkowane kulturowo" albo
                przenośnie? (to nie jest pytanie prowokacyjne, po prostu jestem ciekawa)
                • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:54
                  Pewnie jako uwarunkowane kulturowo.
                  Jednak czerpię z nich świadomość, że potrzebne są wymagania
                  stawiane dziecku, potrzebna jest dyscyplina (jakkolwiek to zrozumiemy).
                  Może tak najogólniej pisząc, potrzebne jest wychowywanie, a nie puszczenie
                  dzieci na żywioł.

                  Bicie jest dla mnie wbrew Miłości.
              • pawlinka Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 17:16
                Kasiu, zgadzam się z Tobą. Dokładnie to samo mogłabym napisać o sobie. Klapy,
                które dałam, były moją porażką...
            • isma Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:18
              No nienienie. Pan Bog nie buduje patologicznych rodzin, ale tez Pan Bog, mysle,
              nie zawsze wyraza sie z precyzja autora kodeksu karnego. Ekhm, no, wydaje mi
              sie, ze akurat w tej sprawie fundamentalistyczne podejscie do biblijnego tekstu
              sie niekoniecznie sprawdza. Miedzy innymi dlatego, ze dzieci sa rozne (sa i
              takie, slusznie zauwazylas, ze sie "otrzepia i pojda dalej") - a przeciez Pan
              Bog nie dawalby nieskutecznych recept, prawda wink))? . Pragmatycznie rzecz
              biorac, to bicie zadnego problemu nie rozwiazuje, po prostu - co najwyzej
              pomaga udawac, ze problemu nie ma.

              Jesli chodzi o klaps we wzburzeniu. Pewnie, ze tez nie jest to w porzadku, ale
              zakladam, ze jesli rodzic generalnie stara sie panowac nad emocjami (a nie daje
              im zawsze upust, zakladajac, ze mu wolno), a jednak czasem te emocje wezma
              gore, bez zlej intencji, to jest to wina wprawdzie, ale do wybaczenia.
              • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:45
                Bardzo mi przykro słyszeć, że kary cielesne wobec dzieci podpiera się Pismem
                Świetym. Bicie słabszego i bezbronnego jako bibilijna zasada? Nie do wiary.
                Jakoś w innych wypadkach chrześcijanie aż tak dosłownie Biblii nie traktują.
                Czy zawsze macie zakrytą głowę w kościele? Czy przestrzegacie ściśle święcenia
                niedzieli? Czy stosujecie zasady dotyczące przyrządzania potraw?
                Czy tylko bijecie dzieci, bo to metoda łatwa? Pomagajaca rozładować napięcie?
                Nie wymagajaca przemysleń i wysiłku? Biorę malucha, zleję, i mam miłą
                świadomość, ze wypełniam powinność dobrego chrzescijańskiego rodzica? Jestem w
                porzadku zadając ból innej, zaleznej ode mnie osobie?
                Dla mnie bicie malutkiego dziecka, nie we wzburzeniu (co jest tez naganne i
                porzadny człowiek powinien starać się tego unikać), ale "dla zasady" jest
                patologią. Niezaleznie, czym uzasadnioną. tak czy inaczej dochodzi do pobicia
                człowieka (chyba, ze dziecko nie człowiek...).
                Nie ukrywam - dawałam czasem z wsciekłosci klapsy - i doskonale wiedziałam,
                dlaczego je daję. Daję je nie dlatego, że dziecko zawiniło, ale dlatego, ze
                poniósł mnie gniew, dlatego ze nie umiałam sobie poradzić z sytuacją. Może
                prócz sytuacji zagrożenia życia to jest jedyny powód dania dziecku klapsa.
                Ale dając klapsa nie bylam ani dobra matką ani dobrym człowiekiem.
                • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:58
                  Verdano, bez liczby mnogiej, proszę smile, ...choć rozumiem wzburzenie.
                  • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 15:11
                    No bo jestem wsciekła... Moze głównie z powodu ogromnego rozczarowania.
                    A liczba mnoga oczywiscie dotyczy tylko tych osób, ktore zadeklarowały, że
                    stosuja bicie dzieci jako metode wychowawczą! I nikogo więcej!
          • herbarium Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 14:55
            No, dla mnie ta rózga w zestawieniu z trzy, a choćby i trzynastoletnim
            dzieckiem, to też co najmniej skrajna bezradność, jeśli nie patologia, ale
            wydaje mi się (mam nadzieję), że Anula miała na myśli "rózgę" w przenośni,
            pisząc o klapsach i cytacie biblijnym w odniesieniu do dziecka, ale nie będę
            mówić za kogoś.

            Wprawdzie można mi bardzo łatwo zamknąć usta faktem nieposiadania przeze mnie
            dzieci, ale sama dzieckiem (nie tak dawno) byłam, a z cudzymi dziećmi parę lat
            doświadczenia mam (w świetlicy środowiskowej, na koloniach, a aktualnie w
            szkole).
            Prawidłowość widziałam wyraźną i dość oczywistą: z tymi obrywającymi (których w
            świetlicy było sporo, oj sporo, i wątpię, żeby to z Woli Bożej wynikało)dogadać
            się "po dobroci" bez odwoływania do autorytetu i sankcji rozmaitych, nie
            cielesnych rzecz jasna, było znacznie ciężej - co nie znaczy, że było to
            niemożliwe. Podobnie na koloniach - gdzie dzieciaki bardziej autorytarnie
            wychowane (niekiedy z tzw. bardzo dobrych domów, o ile wiem) zachowywały się
            jak psy spuszczone z łańcucha. A co swego czasu wyprawiali moi zamordystycznie
            traktowani rówieśnicy w "swobodnych" sytuacjach, to długo by opowiadać...
            • marzek2 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 15:06
              Mama_Kasiu napisałaś:
              >Jednak czerpię z nich świadomość, że potrzebne są wymagania
              >stawiane dziecku, potrzebna jest dyscyplina (jakkolwiek to zrozumiemy).
              >Może tak najogólniej pisząc, potrzebne jest wychowywanie, a nie puszczenie
              >dzieci na żywioł.

              I tutaj się zgadzamy. Ja klapsy traktuję jako ostateczność, a nie pójście na
              łatwiznę. I nie zamierzam dawać klapsów dorastającym pannicom smile

              Verdano, napisałaś:

              >Biorę malucha, zleję, i mam miłą
              >świadomość, ze wypełniam powinność dobrego chrzescijańskiego rodzica?

              Skoro już zrobiłaś ze mnie matkę-sadystkę to nie ma sensu się bronić.

              Znam chrześcijanki, które zakrywają głowy w kościele. Znam też takie, które tego
              nie robią. Znam takie, które tego nie robią. Znam chrześcijan, którzy nie jedzą
              wieprzowiny i takich którzy jedzą. Dopóki ani jedni ani drudzy nie zaczynają z
              "formy" robić "zasady" wtedy jest ok.

              Czy dlatego, że istnieją przypadki patologii w postaci przemocy wobec dzieci
              stwierdzimy, że klapsy są niemoralne? Czy dlatego, że istnieją piraci drogowi,
              którzy zabijają innych, zabronimy wydawania prawa jazdy? Czy dlatego, że jest
              mnóstwo rozwodów lepiej nie zawierać małżeństw w ogóle? Czy dlatego, że są
              książa-pedifile stwierdzimy, że cała instytucja kleru jest do nieczego?
              • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 15:25
                Tak, dokładnie tak - klapsy SĄ niemoralne.
                Klapsy sa bowiem, cokolwiek by o nich powiedzieć, stosowaniem fizycznej
                przemocy wobec osoby a/ słabszej, b/ mniejszej, c/ bezbronnej, d/ całkowicie
                uzależnionej od osoby, ktora je bije. Ciekawe, że takie dzialanie w odniesieniu
                do kogokolwiek, kto nie jest własnym dzieckiem oceniane jest nie tylko jako
                niemoralne, ale jest karalne - uznane jest za przestępstwo.
                Nikt z nas nie jest święty. Dopuszczam więc myśl, że można się zachować
                niemoralnie, w sposób naganny. Ale czym innym jest żal, ze człowiek nie jest
                doskonaly i czasem popelni czyn naganny, a czym innym tłumaczenie, że bicie
                bezbronnych jest właściwe.
                No i w dodatku czego uczy się własne dziecko?
                -że osoba silniejsza ma prawo wymuszać odpowiednie zachowania stosując przemoc
                fizyczną
                -że przemoc fizyczna jest dobra i zgodna z wolą boską (tu mnie dreszcz
                przejmuje)
                -że osiagnięcie czegoś przy pomocy zadawania bólu jest akceptowalne, więcej -
                wychodzi na dobre osobie która bólu zaznaje
                -że należy podporządkowac się zadającemu ból, uznać jego racje
                Dajac klapsa "w afekcie" nie mam złudzeń, czego uczę dziecko. Widzi ono zreszta
                moje wzburzenie, zazwyczaj słucha przeprosin i wie - matka źle zrobiła, bić nie
                wolno. Nie mam też złudzeń, że laniem czegokolwiek dziecko nauczę - zastrasze
                tak, że nie bedzie pewnych rzeczy robiło - może, ale zastraszanie to nie
                wychowanie.
                Twoje dziecko, widząc spokojnych rodziców wymierzających lanie wie - bić wolno,
                bić słabszych wolno, bicie jest pożyteczne, sile trzeba się podporządkować,
                zadawanie bólu jest dobrą metodą osiagnięcia celu. Czy naprawdę uważasz, że to
                jest to, co chcesz przekazać własnym dzieciom? Ze to nie jest patologia?
                • marzek2 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 15:41
                  Verdana, przemyślę i odpowiem kiedy indziej. Na razie dziecko mi wymiotuje sad
                  Dodam - nie zamierzam bo sprać, żeby wyładować na nim swoją frustrację, że mi
                  kuchnię porzygało, ani też ukarać go za brak posłuszeństwa, że "więcej rzygać
                  nie wolno" wink))))
                  • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 15:51
                    smile.
                    Nigdy nie posadzalam Cię, ze lejesz chore dziecko!
                    Ale przemyśl jednak, czy zdrowe i niegrzeczne lać można - z przeświadczeniem,
                    że to nic złego...
                    • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:24
                      Ja sie przyznam do bycia matka wyrodna - moje dziecko skonczylo 2 latka i o
                      zgrozo! dostalo juz pare razy klapsa.

                      Bardziej mysle, dlaczego te "rozgi" z Ks.Przyslow maja byc tylko kulturowe. Nie
                      uwazam, zeby bicie czymkolwiek mialo sie dobrze do wychowania, ale bardzo jasno
                      ukazuje w jaki sposob ma sie ono odbywac. To bicie rozumiem jako jasne
                      okreslenie granic, za ktore posuwac sie nie wolno.
                      To samo mozna zreszta spotkac w St. Testamencie w sposobie w jaki
                      Jahwe "wychowywal" swoj lud wybrany. Nie byl poblazliwie usmiechajacym sie
                      staruszkiem ale nakladal bardzo surowe kary za odstepstwa. Po to, zeby ten
                      narod uksztaltowac i po to, zeby pamietal skad przyszedl. Wspolczesni sie
                      krzywia na krwawosc niektorych scen biblijnych - ale tak wlasnie bylo. I nie
                      chodzilo tu bynajmniej o zabijanie, co o zapobieganie "zanieczyszczeniu" Narodu
                      Wybranego. Tak jak dzisiaj - dostatecznie dlugie "usprawiedliwianie" grzechu
                      (zamiast natychmiastowej reakcji) prowadzi do oswojenia sie z nim.

                      Ale przepraszam, odbieglam troche od tematu. Podalam przyklad z Prz. na
                      ukazanie w jaki sposob byli wychowywani nasi dziadkowie, a moze i ojcowie( tak
                      jak moj) i wyrosli na wspanialych ludzi. Poprzezknieje nie doczytal i zrobil z
                      tego rodzine patologiczna...

                      Kazdy rodzic dostaje swiatlo od Pana Boga na wychowanie swojego dziecka i tylko
                      swojego - nie sasiadow i nie znajomych z forum. Jesli jakas mama uznaje za
                      stosowne dac dziecku klapsa (nie mowie oczywiscie o skrajnosciach, a dla mnie
                      klaps skrajnoscia nie jest) to swiete wzburzenie na jej metody wychowawcze jest
                      kompletnie niepotrzebne. Przypomina mi to troche komentowanie przez rozne mamy
                      na forach rad lekarskich - "ten lekarz przepisal ci ten lek - co za nieuk!" -
                      mimo, ze dana mama tego chorego dziecka na oczy nie widziala.
                      • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:38
                        Czy uwazasz, ze kazdy rodzic ma absolutną władze nad dzieckiem i ma prawo do
                        stosowania dowolnych metod wychowawczych? Czyli dziecka nikt nie ma prawa
                        obronic przed własnymi rodzicami...
                        Ty uwazasz, że klaps moze być. Inni rodzice mogą być równie głeboko
                        przekonani , że bicie pasem też jest dozwolone. A inni - że jeszcze inne metody
                        dyscyplinujace. Bo jeśli kazdy rodzic "dostaje światło" - to znaczy, ze kazda
                        zaaprobowana przez niego metoda bedzie dobra, ma sankcję Opatrzności...
                        Przecież naprawde tak nie jest. Rodziny patologiczne istnieją - co z
                        ich "światłem"? Rozumując zgodnie z Twoją logiką nie nalezy wtrącać się do
                        tego, co rodzice robią ze swoimi dziecmi, nawet w przypadku, gdy dzieci sa
                        krzywdzone - bo tylko oni sa upowaznieni przez Boga do wychowywania dziecka.
                        O ile zgadzam sie calkowicie ze stawianiem granic, z koniecznościa istnienia
                        wladzy rodzicielskiej i egzekwowania dyscypliny- to jednak ta władza - jak i
                        kazda inna- nie moze być "wszechwładna", niekontrolowana. Mam prawo oburzac
                        sie, gdy ktoś bije dziecko - nawet własne. Bo dziecko nie jest własnoscia
                        rodziców, przedmiotem do swobodnego użytkowania. Pewne zachowania są tak samo
                        niedopuszczalne w stosunku do własnego dziecka, jak i do kazdego człowieka.
                        • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:52
                          Pewnie, ze rodziny patologiczne istnieja, a myslisz, ze duza ich liczba pisuje
                          na forum "Wychowanie w wierze"? smile
                          Pisalam tez o klapsach, nie o znecaniu sie, ktore - dla mnie - takim nie jest.
                          Swiatlo dostaje sie gdy sie o nie prosi, zakladam, ze jezeli rodzina
                          patologiczna (pytanie jeszcze co rozumiesz pod tym pojeciem - bijaca dzieci?)
                          dostala swiatlo na wychowanie dzieci w taki sposob, to skad wiesz czy to nie
                          jest sposob na to, zeby te dzieci takich rodzin w przyszlosci nie zakladaly?

                          Nie jestem psychologiem i nie wiem jaki odsetek dzieci bijanych w dziecinstwie
                          staje sie bijacymi rodzicami. Pisze o przykladzie ze swojego podworka kiedy
                          bity dzieciak stal sie wspanialym ojcem. Pewnie takie przypadki tez sa.

                          Nie pisze, zeby usprawiedliwiac bicie. Pisze, zeby pokazac, ze bicie (klapsy i
                          surowe kary) nie jest najwiekszym zlem jakie moze dziecko spotkac i jesli nie
                          znam sytuacji rodziny, nie mi oceniac czy przez stosowane kary robia swoim
                          dzieciom krzywde.
                          Pisze to z kraju, gdzie za klaps dany dziecku publicznie moge zostac zgarnieta
                          przez policje. Tutaj tez cale spoleczenstwo wie, jak wychowywac cudze dzieci.
                          • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 17:02
                            Odsetek osób bitych w dzieciństwie bijących własne dzieci jest ogromny - sięga
                            80%, o ile wiem. Argumentacja jest jedna "Ja wyrosłem na porządnego człowieka
                            dzięki smyczy, to i moj syn bedzie lany, bo inaczej zejdzie na złą drogę". A
                            prawdziwy powod jest inny - ci ludzie po prostu nie umieją inaczej wychować
                            dzieci - bo skąd mogą umieć? Innych argumentow nie rozumiem... Czy sądzisz ,
                            ze "swiatło" jest zsylane tylko ludziom porządnym, wykształconym i piszacym na
                            forum? Czy sądzisz, ze fakt posiadania wykształcenia i umiejętność korzystania
                            z internetu stanowi gwarancję, ze rodzina nie znęca się nad dzieckiem czy
                            matka-staruszką? Przecież tu nie ma zadnej korelacji. Podobnie, niestety, jak
                            między deklaracją wiary (96% Polaków) a laniem dzieci (60% Polaków).
                            Natomiast, o ile dobrze zrozumiałam Twój argument, to rodzice z rodzin
                            patologicznych znecają sie nad dziećmi, bo "światło" jakie dostały miało
                            wlasnie skłonic ich do katowania dzieci, aby więcej rodzin patologicznych nie
                            było? To znaczy co? Ich dzieci nie bedą dalej biły albo nie będą w stanie w
                            ogole załozyć rodziny (a więc Boskim zamysłem było, by te dzieci były katowane
                            w imie dobra przyszłych pokoleń?) Dziwne...
                            • izzunia1 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 19:52
                              Jezeli tak mowia dane statystyczne to znaczy, ze mam doswiadczenie mniejszosci
                              co moze byc matematyka, dla mnie zas cudem Pana Boga smile Moj ojciec umial mnie
                              wychowywac - czyzby jednak "swiatlo"?
                              Swiatlo jest zsylane wszystkim, ktorzy o to prosza i dostep do internetu i
                              wyksztalcenia niewiele ma z tym wspolnego a jedynie moja wyobraznia zawodzi,
                              kiedy probuje sobie wyobrazic matke piszaca na tym forum i katujaca swoje
                              dziecko...
                              Z tego co zrozumialam to za patologie uwazasz kazdy czyn opierajacy sie na
                              przewadze sil - rowniez silniejszy klaps - a nie tylko znecanie sie. W takim
                              rozumieniu w mojej patologicznej rodzinie ja z moim bratem bylismy "katowani" w
                              imie dobra przyszlych pokolen.
                              W pierwszym przypadku (moim) lanie nastapilo, kiedy przekroczylam wyrazny zakaz
                              wchodzenia do mieszkania "milego pana" mieszkajacego w bloku obok, zeby
                              poczestowac sie zaproponowanymi cukierkami. Lanie to skutecznie mnie
                              odstraszylo przed powtornymi odwiedzinami. Kto wie, moze moj synek na tym
                              skorzystal? smile
                              Moj brat zas zostal podobnie "upomniany" kiedy mimo zakazu kapal sie
                              w "gliniance" okolicznej, ktora przed zasypaniem zabierala co najmniej jedna
                              ofiare co sezon. Kto wie, moze tez ku dobru jego dzisiaj istniejacych dzieci?

                              Jeszcze raz - nie usprawiedliwiam znecania sie, katowania ani podobnych czynow -
                              ale dyskusja rozpetala sie kiedy jedna z matek potwierdzila mozliwosc
                              dopuszczenia klapsow w wychowaniu i tym samym zasluzyla na ciekawe okreslenia.
                              Ja jestem ostrozna w wyrazaniu wzburzenia, kiedy widze jakas mame uciekajaca
                              sie do klapsa w ostatecznosci. Az sie boje jak zostalabym nazwana, gdybym
                              przyznala sie, ze mam momenty, kiedy w naszym "buncie dwulatka" mam ochote
                              wykorzystywac znacznie radykalniejsze metody niz rozga...
                              • anndelumester Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 01:49
                                > Az sie boje jak zostalabym nazwana, gdybym
                                > przyznala sie, ze mam momenty, kiedy w naszym "buncie dwulatka" mam ochote
                                > wykorzystywac znacznie radykalniejsze metody niz rozga...
                                Ale chęci czy bujna wyobraźnia to jedno, a czyny , powiedzmy, rozumne to drugie.
                                Ja rozumiem, że czasami jak potomstwo daje ostro w kośc ma się różne reakcje,
                                czasami emocjonalne, ale przemoc fizyczna NA SERIO wobec kogoś kto sięga do
                                połowy uda? I waży mw. 1/4 tego co ja?????????????
                                nie, no bez jaj.
                                Moje dziecko jest z gatunku trudnych i żywych itd.
                                I na prawde, każda miniona sytuacja, gdy podnosiłam głos, traciłam nad sobą
                                panowanie w jakikolwiek sposob, czy dałam klapsa mnie osobisci żenuje. Bo to
                                oznacza niestety jedno, że jestem kiepska w wychowywaniu skoro muszę porykiwac
                                albo stosować siłe wobec, no własnie, bezbronnego dziecka. O swoim tzw
                                autorytecie nie wspominam, bo w takich chwilach pada na pysk.
                                Skoro rozum podpowiada nam, zeby nie rzucać sie z pięsciami na dorosłych w
                                sporach rodzinnych, politycznych czy urzedowo-sklepowych , to zupełnie nie
                                rozumiem dlaczego te same hamulce nie działają wobec absolutnie słabszych istot.
                                Bo co? Bo inne prawa fizyki działaja, bo 2-3 latek nie odda nam w papę.

                                A najbardziej dziwne?przykre?szokujące?? są próby racjonalizowania bicia.....ale
                                może ja sie nie znam, bo mnie nikt tak nie traktował "dla mojego dobra" ..
                                sad
                      • isma Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:39
                        izzunia1 napisała:

                        > > Kazdy rodzic dostaje swiatlo od Pana Boga

                        Albo nie swiatlo i nie od Pana Boga wink)).

                        na wychowanie swojego dziecka i tylko
                        >
                        > swojego - nie sasiadow i nie znajomych z forum. Jesli jakas mama uznaje za
                        > stosowne dac dziecku klapsa (nie mowie oczywiscie o skrajnosciach, a dla mnie
                        > klaps skrajnoscia nie jest) to swiete wzburzenie na jej metody wychowawcze
                        jest
                        >
                        > kompletnie niepotrzebne.

                        W przypadku Verdany to akurat raczej nieswiete wink)).
                        Ale od kiedy zaczyna sie skrajnosc (i co to jest "klaps" - odruch, czy
                        swiadomie wymierzona kara)? No, bo, rozumiem, ze zakladamy tu wspolnie, ze
                        dziecko nie jest nasza wlasnoscia, i nie wszystko, co uznamy za sluszne (i
                        zbawienne), mozemy z nim wyczyniac?
          • anula9876 Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:03
            Czytam i jestem coraz bardziej rozbawiona smile

            Veranda napisała:
            regularnie i z premedytacją lejesz malutkie dziecko, uważajac to za doskonaly
            środek wychowawczy. To świadectwo kompletnej bezradności. Niezwykle łatwo jest
            zlać.

            Nie wiem, czy w ogóle jest sens to komentować.. Verando, mówiąc twoim
            językiem: "niezwykle łatwo jest osądzać", zwłaszcza nie znając żadnych
            szczegółów. To dziwne, że na podstawie mojego postu wyobraziłaś sobie, że
            katuję dziecko. Otóż zapewniam, że nie katuję, nie biję regularnie, nie znęcam
            się nad nim. Szkoda, że mnie nie znasz osobiście, bo zdziwiłabys się jaką
            spokojną i łagodna matką jestem. Mój synek ciagle mi powtarza, że jestem jego
            ulubioną mamą i opiekunką. Pierwszy klaps jaki mu dałam przezywałam dużo gorzej
            niż on. On niewiele robi sobie z klapsów. Moi znajomi mówią, że gdyby nie mój
            spokój juz dawno bym oszalała przy tak energicznym dziecku smile

            Veranda napisała też:
            stosowanie kar cielesnych zgodnie z "regulaminem" jest niczym innym jak
            znęcaniem się nad dzieckiem.

            Też tak uważam, a pisałam gdzieś, że biję dla zasady????
            Jestem absolutnym przeciwnikiem "bezstresowego wychowywania dzieci" ale chyba
            klapsem od czasu do czasu (i to nie w afekcie) nie zasłużyłam sobie na
            określenie mnie bezradnym potworem?
            • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:18
              "Przykłady mogłabym mnożyć, nietrudno więc domysleć
              się, że bez częstego lania się nie obyło (mimo bezustannego tłumaczenia,
              wyjaśniania i wpajania posłuszeństwa, rózga też była przydatna)". - to Twoje
              słowa.
              Częste lanie - to nie sa klapsy od czasu do czasu. Jakoś "częste lanie" nie
              kojarzy mi się z łagodnością, spokojem i miłą domową atmosferą. Nie mówiać
              już o tym, ze rózga - o ile nie jest przenośnią - to po prostu skandal, nawet
              jednorazowo.
              Między jednym postem a drugim zmieniły się Twoje zasady wychowawcze -
              od "częstego lania" do "klapsa od czasu do czasu". A wiec jedna z wersji nie
              jest prawdziwa.
              To, ze synek mówi Ci, ze jesteś jego ulubioną mamą nie ma nic do rzeczy. Dzieci
              kochają rodziców - i tych, ktorzy bija, i tych którzy pija, i tych, którzy sa
              zbyt łagodni i nieporadni. W tym własnie jest pułapka - dziecko raczej nie
              przestanie kochac rodziców, nawet jesli oni nie sa dla niego szczególnie
              dobrzy.
              I tak myślę - skoro piszesz, ze syn niewiele sobie robi z klapsów to po co w
              takim razie lejesz? Zadziwiajace - o co bić dziecko, jesli to nie daje efektu?
              • anula9876 Do Verandy 16.05.06, 22:23
                Droga Verando, obawiam się, że nie wyczytałaś z mojego pierwszego postu tego co
                rzeczywiście napisałam ale wyczytałaś to co sama chciałaś, to znaczy dorobiłaś
                do moich słów jakąś makabryczną legendę angry

                Przypuszczam, że sprawcą całego zamieszania jest przysłowiowa biblijna rózga,
                która niektórym matkom kojarzy się z katowaniem dzieci, zamiast z pouczeniem i
                klapsem, których jest synonimem. Na przyszłość radzę nie komentować albo
                upewnić się co autor miał na myśli.

                Ja miałam na myśli właśnie klapsy, częste czy mniej częste, to każdy może
                ocenić inaczej, w moim przypadku miały miejsce kilka razy w tygodniu. Pisząc,
                że nie obyło się bez częstego lania, może powinnam była napisać, że
                poprzedzonego ciągłym tłumaczeniem, proszeniem, wyjaśnianiem, zachęcaniem, itd.
                A klaps dopiero kiedy wszystko poprzednie zawiodło.

                Piszesz też, że biję dziecko choć to nie daje efektu: z czego to wnioskujesz
                jeśli mogę spytać??? czy nie widzisz róznicy między tym co ja napisałam: "On
                niewiele robi sobie z klapsów" a tym co ty włożyłaś mi w usta: "to nie daje
                efektu"??

                I wreszcie mam pytanie: czy uważasz, że gdybym katowała synka, to chciałby
                bezustannie być ze mną, przebywać w moim towarzystwie, czy prosiłby żebym się z
                nim bawiła cały czas i rywalizowałby bezustannie z siostrzyczką o czas spędzony
                ze mną. I to mając do wyboru kilku innych członków rodziny, z którymi może
                spędzać czas? Czy może uważasz, że biję dziecko do tego stopnia, że ze strachu
                udaje, że za mną przepada?
                • franula Re: Do Verandy 16.05.06, 22:43
                  Anulo,
                  wybacz ale ja Twojego posta odczytałam identycznie jak Verdana. Rózga to nie
                  jest synonim klapsa, tylko narzędzie.
                  F
                  • elwinga Ja też n/t 17.05.06, 09:50
                    Ja też odczytałam tak jak Franula i Verdana. I - wybacz - odnoszę wrażenie, że
                    dorabiasz ideologię do własnej frustracji.
                • verdana Re: Do Verandy 16.05.06, 22:53
                  Bijesz dziecko kilka razy w tygodniu? Trzylatka? Bo Ty, dorosla osoba, nie
                  umiesz go przekonać, ani zachęcić, ani wytłumaczyć niczego? Jesli to nie jest
                  klęska wychowawcza, to nie wiem, co nazwać klęską... Wymuszasz posłuszenstwo
                  zadajac dziecku ból. W ten sposób, wybacz, ja potrafię osiagnąć kazdy cel -
                  przynajmniej pozornie. Prawdziwe wychowanie to przekonanie dziecka, że dane
                  zachowanie jest prawidlowe, ze tak trzeba robic, a nie lanie, ktore przekonuje
                  dziecka, że tak robic nie wolno, ponieważ zostanie się pobitym przez osobę
                  wieksza i silniejszą. Co będzie, gdy synek stanie się samodzielny, a Ciebie
                  przy nim nie bedzie? Albo uzna, że groźba minęła - i teraz wolno wszystko, albo
                  podporzadkuje się silnemu przywodcy. Ryzykujesz, że kazdy silniejszy od Twego
                  dziecka bedzie dla niego autorytetem - bo najwyzszym prawem jest prawo siły -
                  kto moze zadać ból - ma racje. Taki przywódca bandy - to dopiero bedzie ktoś...
                  Poza tym kręcisz - raz lejesz dziecko czesto, raz dajesz rzadko klapsy, raz
                  dajesz klapsy parę razy w tygodniu. Jesli dziecko "niewiele sobie robi z
                  klapsów", a "daja one efekty" to chyba nalezy zastanowić sie - dlaczego?
                  Wynika z tego, ze dziecko lekcewazy wszystko, co nie jest bezposrednią
                  przemocą, a i ta mu spowszedniała - bicie uważa za codzienność. Rodzice nie sa
                  od przekonywania, tylko od wymuszania, tak już jest i nie warto sie buntować.
                  I oczywiscie, ze synek Cię kocha. Dzieci kochają także rodziców, którzy je
                  regularnie katują - nie mówię tu o Tobie. Mylisz się, jeśli sądzisz, że
                  trzylatek dziecko będzie niechetny mamie, ktora go bije. On nawet nie wie, że
                  można nie bić. W jego świecie silniejsi bija słabszych - takie jest prawo
                  natury. Niestety, tak nie jest - stad wiele dramatów, stad też wiele
                  nieszczęśliwych dzieci, ktore nie wiedza, co dobre, a co złe.
                  Nie uwazam, ze katujesz dziecko. Uwazam jednak, ze krzywdzisz je uczac, że ten
                  kto bije ma wladzę i że nie trzeba sluchać argumentow, tylko wykorzystywać
                  przewage fizyczną. Ciekawe co będzie , gdy synek wykorzysta te nauki w
                  praktycde. mam nadzieję, ze nie osmielisz sie go ukarac, gdy będzie wymuszał
                  coś bijąc inne dzieci. przecież wie już, że to najlepsza metoda na uzyskanie
                  podporzadkowania.
                • mama_kasia Re: Do Verandy 16.05.06, 23:22
                  Anula, jak Twoje dziecko reaguje na te klapsy?
                • elwinga Re: Do Verandy 17.05.06, 10:23
                  Anula, tak mi jeszcze przyszło do głowy, że regularne stosowanie klapsów jako
                  ostatecznej metody wychowawczej grozi chyba nakręceniem swoistej spirali: daję
                  klapsy "kilka razy w tygodniu" - synek się przyzwyczaja ("nic sobie z nich nie
                  robi") - no to później trzeba uderzyć mocniej, bo na lekki klaps już nie
                  zareaguje. A później jeszcze mocniej...
                  • anula9876 Re: Do Verandy 17.05.06, 12:09
                    Miałam zamiar jeszcze coś napisać ale niniejszym postem zakończę moje
                    wypowiedzi w tym wątku, bo widzę, że nie mają żadnego sensu...
                    Dziekuję tylko Bogu, że On zna moje serce i nie muszę się przed nim tłumaczyć,
                    dziękuję Mu też, że przed nim mam czyste sumienie, bo On zna moją miłość i
                    szczerość wobez moich dzieci podbnie jak one ją znają.

                    Pozdrawiam wszystkie mamy na tym formum, również te, które wychowuja swoje
                    dzieci w sposób "stresowy lecz absolutnie bezdotykowy" smilesmile
                    • mama_kasia Re: Do Verandy 17.05.06, 13:28
                      Anula, tylko chciałam dodać, bo jak dzisiaj przeczytał swoje pytanie, to
                      zabrzmiało mi jak napaść. To nie była napaść, a tylko próba zrozumienia.
                      Pozdrawiam smile
                • mamalgosia weranda 17.05.06, 15:25
                  też ładny pomysł na nicksmile)
            • isma Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:28
              Rozbawiona, dolacze sie do pytania Verdany: po co wiec stosowac "metode
              wychowawcza", ktora nie jest - nawet doraznie - skuteczna?

              No i ktos tu myli wychowywanie bezstresowe z wychowywaniem bez bicia. Mozna
              stawiac wymagania, ale absolutnie niekoniecznie trzeba je egzekwowac, bijac. No
              i, jak przekonac do sprostania tym wymaganiom, gdy bijacego zabraknie?
              • verdana Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 16:43
                Ismo...
                Właśnie. Ja wychowuje "stresowo", niewatpliwie. Wymagania mam duże, coraz
                bardziej mam wrazenie, ze przesadne.... Czasem, w afekcie, dałam klapsa i
                wyrzuty sumienia mam do dziś. No i własnie - prócz zaprzestania wsadzania łap
                do kontaktu nie zauważylam, zeby jakikolwiek klaps na cokolwiek pomógł. No i
                Ciekawa jestem, jak osoby aprobujące bicie i uznające, ze powinno się je
                stosować, wyobrazają sobie wychowywanie nastolatka?
                • rycerzowa Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 17:33
                  Ludzie! Czy ktoś "uczony w Piśmie" mi jednak odpowie, jak nie żałować dziecku
                  rózgi i przy tym nie rozdraznić? Bo w Piśmie jest wyraźnie napisane, żeby "nie
                  rozdrażniać".
                  A dziecko zbite rózgą bedzie raczej mocno rozdrażnione...
                  • herbarium Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 18:48
                    rycerzowa napisała:

                    > Ludzie! Czy ktoś "uczony w Piśmie" mi jednak odpowie, jak nie żałować dziecku
                    > rózgi i przy tym nie rozdraznić?

                    Pod narkoząwink
                  • samboraga Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 22:26
                    > Ludzie! Czy ktoś "uczony w Piśmie" mi jednak odpowie, jak nie żałować dziecku
                    > rózgi i przy tym nie rozdraznić? Bo w Piśmie jest wyraźnie napisane, żeby "nie
                    > rozdrażniać".
                    > A dziecko zbite rózgą bedzie raczej mocno rozdrażnione...

                    jeżeli ta rózga to raczej synonim stawiania i egzekwowania wymagań (ja tak
                    uważam) to da się to pogodzićsmile)
                    dawniej bicie było tak na porządku dziennym, że o 'zwykłe' bicie dziecko nie
                    miało pretensji (tak przypuszczam), a Biblia podkreśla aby nie nadużywać władzy
                    rodziucielskiej
                    ale ja nie jestem uczona w Piśmie, to 'tak mi się wydaje'wink)
            • herbarium Re: Posłuszeństwo 16.05.06, 18:47
              > Jestem absolutnym przeciwnikiem "bezstresowego wychowywania dzieci" ale chyba
              > klapsem od czasu do czasu (i to nie w afekcie) nie zasłużyłam sobie na
              > określenie mnie bezradnym potworem?

              Nie ma czegoś takiego jak pałętające się w dyskusjach na forach "wychowanie
              bezstresowe", jeśli gdzieś się pojawia, to być może w kolorowych gazetach dla
              kobiet, i to zawsze w opozycji do jakiegoś "jedynie słusznego" modelu,
              promowanego w danym tekście przez autorawink Nie ma psychologa ani pedagoga,
              który by taki model promował, nie ma takiego systemu. Przypuszczam zresztą, że
              nie ma bezstresowo wychowujących rodziców.

              Co więcej, nawet ci, którzy o tym "bezstresowym" dużo piszą, zwykle nie do
              końca są w stanie napisać, co by to niby miało być, poza tym, że im się ono nie
              podobawink

              Nawet antypedagogika, którą najłatwiej dałoby się pod takowe podciągnąć,
              zakłada ponoszenie przez dziecko konsekwencji własnego postępowania - tyle, że
              ogranicza ingerencję rodziców do minimum.

              Co do nazywania Cię "bezradnym potworem" - bicie dziecka, niezależnie od
              stopnia jego racjonalizacji, jest dla mnie dowodem bezradności, wściekłości
              (często też z bezradności wynikającej) lub perwersji bijącego. Ot - nic innego
              się nie da zrobić, tylko przyłożyć. Potworem absolutnie nie zamierzałam Cię
              nazwać. Zresztą nie nazwałabym potworami wielu innych osób bijących dzieci, z
              własną matką na czele. Co nie oznacza, że uważam za dobre takie metody
              wychowawcze.

              I tak jak pamiętam - kiedy, w wieku nastoletnim miałam do niej pretensje o
              wcześniejsze stosowanie kar fizycznych - w zasadzie, oprócz
              racjonalizatorskiego "od tylu pokoleń dzieci dostawały w skórę i rosły na
              ludzi" jej głównym argumentem była właśnie irytacja i bezradność - "no bo co
              zrobić, jak dziecko rozrabia..."

              Żeby było śmieszniej, wcale nie uważam się za szczególnie autorytarnie
              wychowaną ;O O ile moja mama, osoba dość temperamentna, jeśli jej na czymś
              zależało, potrafiła mi dać klapsa lub sprawić porządne lanie pasem, o tyle nie
              miała skłonności do nadmiernej kontroli czy dyrygowania mną. Do dzisiaj jestem
              zdumiona, że można ustalać, z kim dziecko będzie się przyjaźniło, albo co
              będzie czytać...
    • poprzezknieje Jestem w szoku .... 16.05.06, 20:27
      ze na takim forum rozmodlonych osób

      dorosła osoba nazywająca siebie katolikiem - uczniem Chrystusa -
      broni prawa rodzica do bicia małych i bezbronnych dzieci

      po prostu brak słów... brak słów ... nawet nie chce mi sie dyskutowac

      bo to tak jakby tłumaczyć facetowi który chwali się tym że bije swoją żonę że to
      jednak źle jest, tragedia !

      brak słów ... po prostu

      oj mamuśki mamuśki ciekawe jakbyście się poczuły gdyby wam ktoś tak przyłożył
      i nikt by wam nie pomógł, nikt by was nie obronił, nie mogłybyście nigdzie uciec
      tak jak wasze dzieci
    • mamalgosia lekarstwo cd 16.05.06, 21:14
      Tyle juz tu napisałyscie, że właściwie nie ma się gdzie wtrącić. Więc pytam: co
      z tym lekarstwem? jesli dziecko mówi NIE i basta? Tłumaczysz, że to dla jego
      dobra, że będzie się lepiej czuło... NIE. Prosisz: że jak szybko połknie, to
      będzi eto mieć z głowy, mamusia nie będzie się musiałą denerować...NIE. Szantaż:
      jak połkniesz, to potem bedziesz mógł zjeść cukierka...NIE. Groźba: jak nie
      połkniesz, to rozchorujesz się jeszcze bardziej i bedziesz musiał dostawac
      zastrzyki/pójśc do szpitala... NIRE
      I co wtedy?
      Dodam, że wersja: klaps również spotyka sie z odpowiedzą NIE.
      Wepchanie na siłę: dziecko siłą woli sprowokuje wymioty.
      Poradźcie
      • verdana Re: lekarstwo cd 16.05.06, 22:24
        A jeśli dasz klapsa dziecku i ono tezzpowie "nie"? Jeśli klaps nie będzie
        specjalnie bolał - bardzo możliwe.Co wtedy - lać tak długo, aż powie tak?
        • mamalgosia verdano 17.05.06, 12:09
          no właśnie klaps też nie działa. jasne, że dalsze lanie nie wchodziw rachubę.
          To nie był post w sprawie klapsów, tylko mam problem i zapytałam o poradę
      • poprzezknieje Re: lekarstwo cd 16.05.06, 23:07
        > I co wtedy?

        musisz dac dziecku do zrozumienia że rozumiesz co czuje i ze rozumiesz jego opór

        mówisz na przykład : "nie lubisz tego lekarstwa, prawda ?"
        albo "nie chcesz brac tego lekarstwa ? uwazasz ze jest niedobre ?"
        i bron boze nie zaprzeczaj ze jest dobre jak dziecko twierdzi ze takie nie jest!
        bo dziecko nie chce slyszec od ciebie ze ty wiesz lepiej !
        dziecko ma jakis powod aby odmawiac lekarstwa i staraj sie znalezc ten powod

        jezeli dziecko wie ze ty rozumiesz jego uczucia i akceptujesz te uczucia latwiej
        bedzie wam wypracowac jakies rozwiazanie tego problemu
        troche cierpliwosci i uda sie

        mozesz odwolac sie do bajki gdzie bohaterowie biora lekarstwo
        mozesz zaczarować lekarstwo aby mialo dobry smak
        mozesz umowic sie ze dasz szybko lekarstwo
        mozesz dac najpier lekarstwo jakiejs zabawce "na sprobowanie"

        nie staraj się złamać dziecka ale wspolpracowac z nim
        • mamalgosia Re: lekarstwo cd 17.05.06, 12:10
          sorry, ale trochę mnie to rozbawiłosmile Zapraszam do mojego syna
          • verdana Re: lekarstwo cd 17.05.06, 12:29
            Ja infrmowałam, ze się OKROPNIE gniewam - i bede sie gniewała póki lekarstwo
            nie zostanie wziete. U mnie skutkowało. Bo bylam autentycznie wsciekla...
            W przypadku paskudnych lekarstw czasem stosowałam przekupstwo. Np. zbior
            naklejk - kazde wziete grzecznie lekarstwo było nagradzane naklejką.
            Niepedagogiczne, ale skuteczne.
            • mamalgosia Re: lekarstwo cd 17.05.06, 15:24
              verdano, powiem Ci szczerze, ze w takije sytuacji już mi zwisa, czy to
              pedagogiczne czy nie. Tylko Mój Starszy jakoś się mojego gniewu nie boi, a wizja
              nagrody też nie działa. Nawet jak czegoś bardzo chce, to potrafi powiedzieć, że
              jednak mu nie zależy ( i faktycznie mu w danej chwili nie zależy)
          • poprzezknieje Re: lekarstwo cd 17.05.06, 22:32

            > sorry, ale trochę mnie to rozbawiłosmile Zapraszam do mojego syna

            ciebie to bawi a rzeczywistosc jest taka ze w zdecydowanej wiekszosci przypadkow
            udaje mi sie porozmawiac z dzieckiem tak aby nie uzywac przemocy przy dawaniu
            lekarstwa (nawet z kroplami do oczu mi sie udaje !)

            a ty masz problemy z dawaniem lekarstwa

            W takiej sytuacji to chyba ja mam prawo się śmiać a nie ty!?!

            mozesz uwazac ze to kwestia upartego dziecka a ja uwazam ze to kwestia rodzica
      • isma Re: lekarstwo cd 17.05.06, 08:44
        Mamalgosiu,
        u nas do ostatecznosci nigdy nie doszlo, ale, po prostu, rzecz sie wtedy konczy
        zastrzykami (ktorych nie da sie zwymiotowac wink)). Jesli okazuje sie, ze
        kolejne dawki nie wchodza, to pedem do lekarza z prosba o zmiane antybiotyku na
        taki w zastrzykach, i juz.
        Gorzej z takimi lekami, ktore nie maja odpowiednikow czy nie da sie ich
        zastapic.
        • mamalgosia Re: lekarstwo cd 17.05.06, 12:12
          Na szczęscie właśnie na razie nie miałam takiej sytuacji, żeby się nie dało
          zastapić.
          Drżę również na myśl o ewentualnej dziurze w zębie, bo do dentysty też nie pójdzie
          • isma Re: lekarstwo cd 17.05.06, 12:54
            E tam nie pojdzie. M. chadza namietnie. Z tym, ze kosztowalo mnie to chyba ze
            trzy wizyty, podczas ktorych moja corka wpatrywa sie w moja wlasna szeroko
            rozwarta paszcze (inna recz, ze mam anielsko cierpliwa stomatolog, ktora
            nawijala w tym czasie do M. - albowiem ja, z przyczyn oczywistych, nawijac nie
            moglam - jak nakrecona).
            • mader1 Re: dentysta i matka bez serca 17.05.06, 14:35
              Moje średnie dziecko jest antydentystyczne i... idzie smile
              Jak ? Były ( jak ze starszą), książeczki, dyskusja, potem uczestnictwo w
              wizycie : najpierw mojej, potem starszej, potem nawet męża. Wszyscy mężni i
              dzielni. Dentystka anioł. A potem... okazało się, że nawet z przygotowaniem
              teoretycznym, ogładą i przyjaznym otoczeniem można sobie " dać radę". W czasie
              pierwszej wizyty było strasznie głośno. Ona krzyczała, my mówiliśmy,
              uspokajaliśmy, ledwo dało się coś zrobić. Dentystka była spocona, jak górnik po
              ciężkiej pracy.
              Ustaliliśmy wtedy zasady : nie wolno zamykać buzi w trakcie, nie wolno uciekać
              z fotela i gryźć dentystki wink Dziecko usłyszało, że ząb i tak musi być
              wyleczony - jak się zamknie buzię znienacka,może być pokaleczone dziąsło...
              Rozmawiałam z nią długo po fakcie ( jedną rozmowę świetnie pamiętam w
              szczegółach). Okazało się ( choć nie chciała się przyznać od razu - bo
              ambitna), że to jest sielniejsze od niej. Boi się. Jak się boi musi krzyczeć,
              bo, bo, bo... nie wie co. A ja po zastanowieniu uznałam, że ten krzyk, czy
              jęczenie jest wprwdzie dla nas dyskomfortem, ale nie robi przecież różnicy dla
              samego leczenia.Zrobiło się w gabinecie zdziebko ciszej - bo wyrodna mama,
              czyli ja, staję obok fotela, dziecko z otwartą buzią jęczy, a ja mówię " Ona
              musi, pani doktor, niech pani pracuje." i przypominam - "podnieś rączkę, jak
              coś nie tak ( bo werbalnie to zadna różnica wink" i czasem " nie wolno zamykać
              buzi".
              Z czasem, chyba po roku czy półtorej, uznałyśmy ,że jest starsza i poprosiłam,
              czy nie mogłaby choć chwilę wytrzymać bez pokrzykiwania. Chwila wydała jej się
              rozsądna. Jak ją zmierzyć ? Ustaliłyśmy , że p. doktor policzy do trzech i
              zatrzyma wiertareczkę. Parę sekund oddechu i znowu do trzech. Działało.
              Wiem, że mała nie robi tego złośliwie - po prostu w przeciwieństwie do
              starszej, musi wiele strachów wypłakać i wykrzyczeć. Gdybym dała ją zbiła albo
              mocno skrzyczała za to, dostałaby gorączki. Serio. Taki typ.
              • mama_kasia Re: dentysta i matka bez serca 17.05.06, 14:57
                Przypomina mi to moja średnią. Nie pokrzykuje co prawda, ale płacze
                rzewnymi łzami przed leczeniem, mimo tego, że chodzi regularnie.
                Jej brat ani drgnie (od naprawdę małego dziecka ok.2 lat). Ona
                prowadzana od najwcześniejszych lat, płacze. Siadam z nią na fotelu,
                siedzi mi na kolanach, trzymam za rękę. Jakoś to idzie.
                Najmłodsza (mimo leczenie) wizyty lubi smile

                A tak poza tym dzisiaj właśnie idziemy na plombowanie,
                ze średnią...
            • mamalgosia Re: lekarstwo cd 17.05.06, 15:26
              nie, kochana, nie pójdziesmile Może zostać zaciągniety na siłę, to zakleszczy
              szczęki. Albo tak zacznie ryczeć, że się zapowietrzy
              • mmk9 Dentysta ??? 18.05.06, 08:53
                Tutaj to dopiero widać rożnice między dziecmi !!! Staraliśmy się dbac o zęby od
                początku, co ułatwiał bliski, "rodzinny" dentysta. Z dziewczynami bylo nieźle.
                Jak już zaczęly się bać, stosowaliśmy nagrody po leczeniu. Potem poprosiliśmy
                dentystę na chrzestnego u Jasia. Nastąpila kompletna klęska. Dał zęby obejrzeć,
                ale wiertarki bal się panicznie. Ani mowy o leczeniu, a bylo potrzebne wcześnie
                i często. Narkozę i inne sztuczki nam odradzono. Byly jakieś
                pianki "wzmacniajace" i zabezpieczające zęby stale. Zęby mleczne wszystkie
                czarne jak u marginesu. na szczęście jest ich coraz mniej, stałe kontrolujemy.
                Jakby co, to mam nadzieję, że chociaż przekupstwo pomoże,ma już wiecej rozumu
                przecież. Przyjaciel-dentysta oczywiście był tym wszystkim lekko zirytowany ,
                myślę, ze przypisywal nam winę. Na szczeście najmlodszy synek bez żadnego
                problemu dał naprawic juz 2 zabki, poza tym chyba jest odporniejszy na
                prochnicę. Trochę pomogl na nasz rodzicielski honor.
      • justyna.ada Re: lekarstwo cd 17.05.06, 08:54
        No więc u nas jest dokładnie ten problem, który opisałaś. Smaczne lekarstwo
        dobrze wchodzi, niesmaczne - żadnym sposobem. Dodam że lek np. jest wyłącznie w
        postaci tabletek. Więc rozgniataliśmy je na proszek i mieszaliśmy z ulubionym
        sokiem (w małej ilości, żeby na pewno wypiła). W soku przechodziło. Najlepiej
        przez słomkę. Bo na przykład w kaszy - wyczuwała, spryciara.
        I takie roztarte też zachowywały skuteczność. Natomiast żaden
        sposób "powiadamiania" naszej 4-latki o tym że ma zażyć lek, nie dawał wyniku.
        • marzek2 To ja mam pytanie 17.05.06, 09:48
          Rozumiem możliwość ustalania, argumentacji, wszelkich sposobów rozmowy z
          dzieckiem, nawet małym. Rozumiem, że stosujecie zapewne konsekwencje danego
          czynu (czyli np - nie ubierzesz kurtki, nie pójdziemy na spacer).
          Pytania mam takie:

          - jak rozpoznać w jakim wieku dziecko jest do tego gotowe? Kiedy już bezbłędnie
          mówi? Skąd wiemy, że gdy jeszcze nieskładnie mówi, już dobrze nas rozumie, tak
          żebyśmy mogli mu wytłumaczyć, dlaczego sięganie do gorącego piekarnika może się
          skończyć źle? W jakim wieku można rozpocząć taki model wychowywania?

          Weźmy taki przykład - teoretyczny - mamy w domu małego, bardzo zdecydowanego
          powiedzmy ledwie 2 letniego człowieczka. Który prawie w ogóle nie mówi, więc
          nawet nie wiemy dokładnie, na ile nas rozumie. I ów bardzo zdecydowany
          człowieczek robi mnóstwo niebezpiecznych rzeczy, ot taki uparty charakter.
          Czy takie dziecko jest w stanie podjąć konsekwencje odsunięte w czasie? Np -
          dotykasz gorącego piekarnika mimo tego, że mama zabrania, więc potem nie
          przeczytam Ci bajeczki?

          Dlaczego przeciwnicy kar cielesnych przypisują nam tak starszne motywacje,
          intencje? Dlaczego uparcie twierdzicie wręcz, że robimy to z przyjemnością, z
          satysfakcją?

          Ja nie wierzę, że człowiek jest "za natury dobry". Wierzę natomiast, że wszyscy
          mamy od czasów grzechu Adama skażoną naturę i raczej bliżej nam do złego niż
          dobrego - jeśli nie pozwolimy Bogu na pomoc nam. Dlatego tak samo łatwo mi
          wyobrazić sobie dziecko, które dostaje klapsy i nigdy nie uderzy innego dziecka,
          bo po prostu ma taki charakter, jak i dziecko, którego rodzice nigdy nie
          uderzyli, które w piaskownicy z satysfakcją wali kolegę po głowie za zabranie mu
          wiaderka...
          Znam mnóstwo dorosłych facetów, którzy byli w dzieciństwie dyscyplinowani, a
          wyrośli na wspaniałych, Bożych ludzi. Podkreślam - dyscyplinowani we właściwy
          sposób, nie w gniewie, z wytłumaczeniem tego, po co i dlaczego, ale ech - nie
          chce mi się pisać, bo każde moje słowo może być użyte przeciwko mnie.
          Znam też 5 letniego chłopczyka, którego rodzice nie biją, wszystko logicznie,
          spokojnie tłumaczą. Dlaczego ten chłopczyk szarpał moim dzieckiem w zabawie tak
          długo, aż ją wywrócił? Reakcja rodziców - "Piotrusiu, nie wolno szarpać
          dziewczynką..." była niespecjalnie skuteczna.
          Mam wrażenie, że osoby które takich kar nie stosują nawet nie próbują zrozumieć
          podejścia drugiej strony. Rozumiem - przypadki przemocy fizycznej w rodzinach są
          bardzo nagłaśniane, faktycznie jest to teraz problem. I tylko na podstawie tego,
          że nasze dzieci dostają czasem klapsy tak łatwo stawiacie znak równości między
          nami a takimi rodzinami. Kończę swoje wypowiedzi w tej dyskusji bo nie ma sensu.

          Zamierzam zastanowić się nad swoim podejściem do karania dzieci.
          Ale dawno nie czułam się tak oceniona "na dzień dobry" sad
          • mama_kasia Re: To ja mam pytanie 17.05.06, 10:09
            Marzku,
            nie wiem, jak inni, ale ja nie przypisuję Tobie, że dajesz klapsy
            z satysfakcją i przyjemnością. Natomiast widzę, jak reagują na klapsa
            (który, już o tym pisałam, zdarza mi się dać z bezsilności), jak
            robią unik, jak są zaskoczone moej dzieci. Podobnie jest, gdy krzyknę,
            właściwie nie krzyknę, a wydrę się (też zresztą z bezsilności).
            Jak się kulą. Mnie to przeraża po prostu. Może inne dzieci zareagują
            inaczej, ale co jest w nich, w środku... ?

            Na mojego syna argumentacja działa (w miarę). Córka średnia na argumantacje
            ma sowje "ale ja chcę tak" i potrafi powtarzać to jak zdarta płyta.
            Szczerze mówiąc, nie wytrzymuję. Ale gdy już dochodzi do jakiejś
            przesady (i wniej i we mnie), zmieniam swoje podejście. Zastanawiam się,
            o co właściwie chodzi "poza tym", co widać i wydaje się oczywiste.

            Marzku, czy ten klaps jest w sytuacji, gdy dziecko jest w niebezpieczeństwie
            i słowa, odciąganie nic nie daje? Czy jest też tak, że klaps jest
            rzeczywistą karą? Nie wiem, czy chcesz jeszcze o tym pisać. Może na priv?
            Chodzi mi o to, czy klaps jest karą za konkretną rzecz i dzieci o tym
            wiedzą? Takie klapsy jako metoda jakoś przerażają mnie najbardziej...
          • utka Re: To ja mam pytanie 17.05.06, 11:01
            Marzku
            dokladnie o to samo chcialam zapytac, tj. od jakiego wieku, wg Waszego
            doswiadczenia mozna z dzieckiem dyskutowac i liczyc na to, ze jakies argumenty
            zadzialaja ?
            Moja tez nespelna dwuletnia coreczka, mowi calkiem duzo, rozumie wszystko i ...
            jest bardzo bardzo przekorna ... smile prosby i argumenty wszelakie tylko
            sprawiaja, ze dziecie moje jeszcze bardziej (z usmiechem na buzi) sie upiera
            przy swoim smile

            z lekami nie ma na razie wiekszego problemu, no ale ona - raz - rzadko choruje
            na szczescie, dwa - lubi rozne obrzydliwe smaki (np homeopatyczne kropelki na
            katar - homeodose 8 smile)

            i jeszcze jedna uwaga - wiec ja nie wiem, czy poponowanie dziecku roznych
            ulubionych napojow czy przekasek do popicia niedobrego leku czy zajedzenia go
            to taka dobra metoda - wiadomo ze popijanie pewnych lekow pewnymi napojami
            moze przyniesc wiecej szkod niz pozytku
            • mama_kasia Re: To ja mam pytanie 17.05.06, 12:04
              > Marzku
              > dokladnie o to samo chcialam zapytac, tj. od jakiego wieku, wg Waszego
              > doswiadczenia mozna z dzieckiem dyskutowac i liczyc na to, ze jakies argumenty
              > zadzialaja ?

              Utka, nie mam pojęcia sad Taką mam naturę, że dyskutuję z moimi dziećmi
              i staram się argumetować, ale to działa albo nie działa. Moja średnia
              jest całkowicie w tym momencie(!) odporna na argumenty. Może akurat teraz.
              Uśmiech na twarzy i upór to cecha mojej trzylatki. Z uporem maniaka
              gadam więc do niej, ale to nie działa. Trzeba podejśc i np. chwycić
              za rękę, aby przestała coś robić. Raz, drugi, trzeci... sad((
              Czekam (niecierpliwie, bardzo niecierpliwie) aż jej to przejdzie.
              Nie potrafię jednak oprzeć się argumentowaniu, mając nadzieję, że kiedyś
              to zadziała.
              • isma Geny ;-))) 17.05.06, 12:50
                Ja tu nic nie wniose, bo ja tlumacze od zawsze. Taka mam nature ;-(((. Nawet
                jesli zatrzymalam pietnastomiesieczna M. sila przed wybiegnieciem na ulice, to
                i tak potem tlumaczylam, dlaczego to zrobilam. Tlumaczylam jej wszystko, co "z
                nia" robilam nawet w czasach, kiedy byla niemowleciem, i oporu z definicji
                stawiac nie mogla wink)). I to, co sie jej podobalo, i to, co sie jej moglo nie
                podobac.

                Marzek: haslo "nie bij dziewczynki" nie wyczerpuje, jak dla mnie, znamion
                argumentacji. To jest tylko zakaz (zazwyczaj zreszta rzucany mimochodem, bez
                zainteresowania sprawa, tak samo jak mimochodem moglby byc w tej sytuacji
                wymierzony klaps), a nie argument. Nie stanowiacy zreszta gwarancji, ze tak
                reagujacy rodzice wychowuja dziecko bez bicia - tyle tylko, ze np. w zaciszu
                domowym, a przy ludziach staraja sie powstrzymywac. Dla mnie pozadana reakcja
                jest odpytanie latorosli, dlaczego cos robi ("uzasadnij") i zreferowanie tejze
                wlasnego, odmiennego wink)) stanowiska.

                Dla mnie argumentem przeciw biciu jako metodzie wychowawczej nie jest nawet to,
                ze dziecko uczy sie agresji (choc nie jest dobrze, zeby sie jej uczylo akurat
                od rodzicow) czy uzywania sily i zadawania bolu zamiast argumentu -
                przypuszczam ze faktycznie nawet dziecko, ktore nie jest bite, przyuwazy
                predzej czy pozniej, w przedszkolu albo w piaskownicy, ze walniecie kogos w leb
                jest skuteczniejsza metoda kontaktow miedzyludzkich oraz osiagania celow w
                wieku dzieciecym, niz argumentowanie. Moje dziecko-"uzasadnij" jeszcze sie do
                dyskusji z rowiesnikami nie zniechecilo, ale pewnie moment ten jest bliski ;-
                (((.

                Argumentem przeciw biciu jest dla mnie natomiast to, ze nieuchronnie przychodzi
                w wychowaniu moment, w ktorym biciem przestaje sie cokolwiek osiagac. Bo
                dziecko umknie przed biciem, albo - co gorsza - wprawdzie da sie zbic, ale i
                tak zrobi (poza wiedza rodzicow, zadowolonych z "dania skutecznej lekcji" np.)
                swoje. Moim zdaniem, jest wtedy za pozno na zmiane sposobu komunikowania
                dziecku o tym, co najwazniejsze. Dochodzi wtedy do idiotycznej sytuacji, ze w
                rzeczach drobnych sie z dzieckiem rozmawia (choc ono, dorastajac, w tych
                rzeczach jest coraz mniej od rodzicow zalezne, i z tych wymagan juz i tak
                rezygnujemy), a strategii na rozmawianie o rzeczach istotncyh, tych, co do
                ktorych bysmy sobie chcieli jednak jakis wplyw na dorastajace dziecko
                pozostawic (np. sprawy jego zdrowia i bezpieczenstwa) - nie ma, bo do tej pory
                argumentem byla rozga.

                Co robic, jesli nie dziala. No, ja czasem sie wtedy siebie pytam, czy aby ja na
                pewno jestem przekonana co do bezapelacyjnej slusznosci swojego stanowiska.
                Jesli jestem, a sprawa nie jest fundamentalna, ustepuje, zaznaczajac, ze tak
                samo postapie, kiedy moja corka bedzie czegos ode mnie oczekiwala, a ja bede
                odmiennego zdania. Zazwyczaj wywoluje to owocne przemyslenia drugiej strony ;-
                ))).

                A ostatnio furore w naszym domu robi tzw. gest laskawcy, tj. moje dziecko, acz
                nieprzekonane, powiada: "No, dobra. To juz zrobmy, jak chcesz. Trzeba sobie
                ustepowac" wink)).
                • mader1 Re: Geny ;-))) 17.05.06, 15:01
                  tyle się już nagadałyście... że nie mam nic do dodania.
                  Jak rozmawiam od zawsze. Gadatliwa jestem, to muszę się nagadać i uzasadniać i
                  pytać. To chyba też może być upierdliwe wink
                  Bicia nie przyjmujemy jako metody z zadady, chyba że żartujemy w gronie dobrych
                  znajomych. Zdaża nam się dać klapsa - w zdenerwowaniu, w bezsilności, ze "
                  zmęczenia materiału". Jest to dla nas przykre, potem rozmawiamy o tym ( ja z
                  mężem), bo mamy kaca. Jest to dla naszych dzieci tak niecodzienna, ostateczna
                  sytuacja, że on ( ten klaps) w jakimś sensie " skutkuje".Widzę, ze wcale
                  niezależnie od bólu ( bo jest pewnie niewielki) odbierają go jako coś "
                  uwłaczającego", coś co narusza ich godność. Ale chyba bardziej przerażone są
                  całą sytacją - że doprowadziły do tego , iż nad sobą któreś z nas nie
                  zapanowało. I to " skutkuje" w tym sensie, że w przyszłości tej sytuacji
                  obydwie strony staramy się uniknąć. Czyli staramy się do niej nie dopuścić - u
                  małych dzieci aż tak tego nie widać, u starszych coraz bardziej.
                  Te moje dzieciaki są różne,jedna z dziewcząt jest bardziej przekorna i uparta,
                  druga zawsze wie, kiedy trzeba odpuścić. I wiecie co ? Ta druga, mając pewnie
                  silniej rozwiniętą inteligencję emocjonalną i pozornie będąc bardziej
                  posłuszna, wcale nie jest " grzeczniejsza" . Jest sprytniejsza. Jedna po prostu
                  swóje pomysły chce przeprowadzić wprost, teraz, już i sprawę zakończyć, a
                  trudno przyznać jej się do błędu, druga strara się zrobić to " ocznymi
                  drzwiami", gdy widzi, ze wprost nie można wink
                  Synek... będę się Was w jego sprawie jeszcze radzić... Jest władczy, wybuchowy,
                  wrażliwy... ruchliwy i głośny.
          • herbarium Re: To ja mam pytanie 17.05.06, 17:41
            marzek2 napisała:
            > Pytania mam takie:
            >
            > - jak rozpoznać w jakim wieku dziecko jest do tego gotowe?

            Do tej części się nie odniosę, z braku własnego małego człowieczka, no i
            posiadając skromniutkie doświadczenie tylko z podrośniętymi dziećmismileMogę tylko
            powiedzieć, że moja bratanica (siedemnastomiesięczna) ciągle mnie zaskakuje
            tym, ile jest w stanie zrozumieć z wszelkiego rodzaju tłumaczeń, monologów i
            poleceń. Jak się stara, żeby realizować nawet dość skomplikowane polecenia
            (zanieś to tam, włóż tamto tu). Jednocześnie jakiekolwiek słowo wypowiedziane
            ostrzejszym tonem, np. "nie wolno" (nie krzyk) powoduje płacz, choć zwykle się
            podporządkowuje.

            > Dlaczego przeciwnicy kar cielesnych przypisują nam tak starszne motywacje,
            > intencje?

            Na to odpowiedziała M.Harrison. Od siebie dodam, że bezradność czy gniew nie
            wydaje mi się "straszną motywacją" - wręcz przerażający byłby rodzic i w ogóle
            człowiek, który nie odczuwa gniewu, nie bywa bezradny, nie miewa wątpliwości co
            do własnego postępowania...

            Dlaczego uparcie twierdzicie wręcz, że robimy to z przyjemnością, z
            > satysfakcją?

            Ja tak nie twierdzę. Odnosiłam się tylko do stwierdzenia, że to dobra metoda.

            > Mam wrażenie, że osoby które takich kar nie stosują nawet nie próbują
            zrozumieć
            > podejścia drugiej strony.

            Ja mogę zrozumieć, że ktoś uważa, że bicie dziecka to "dla jego dobra" - ale
            widzę wystarczająco dużo negatywów takiego podejścia, już wymienionych. No i
            oprócz pragmatyzmu (nie działa, ładuje dziecko agresją) i strony moralnej
            (przemoc wobec słabszego, niegodne człowieka)

            Rozumiem - przypadki przemocy fizycznej w rodzinach s
            > ą
            > bardzo nagłaśniane, faktycznie jest to teraz problem. I tylko na podstawie
            tego
            > ,
            > że nasze dzieci dostają czasem klapsy tak łatwo stawiacie znak równości między
            > nami a takimi rodzinami.

            To nie jest znak równości, skądże - to jest ocena czynu, a nie osoby. I widzę
            różnicę między czynami również, tak jak między kradzieżą jabłka, a okradzeniem
            banku.

            > Znam też 5 letniego chłopczyka, którego rodzice nie biją, wszystko logicznie,
            > spokojnie tłumaczą. Dlaczego ten chłopczyk szarpał moim dzieckiem w zabawie
            tak
            > długo, aż ją wywrócił? Reakcja rodziców - "Piotrusiu, nie wolno szarpać
            > dziewczynką..." była niespecjalnie skuteczna.

            Bo niebicie dzieci nie jest chyba gwarancją braku problemówsmile "Nie wolno
            szarpać dziewczynką" to nie jest wytłumaczenie, tylko zakaz, no i mogli zrobić
            dużo innych rzeczy, zabrać go z placu zabaw dajmy na to.

            A co, Twoim zdaniem, mieli zrobić? Ukarać biciem za bicie? Przypomina mi się
            ten dowcip, z ojcem lejącym syna, który krzyczy:"To cię nauczy, że nie wolno
            bić słabszych"...
          • herbarium Re: To ja mam pytanie 17.05.06, 17:53
            Za wcześnie mi się wysłałosmile

            > Ja nie wierzę, że człowiek jest "za natury dobry". Wierzę natomiast, że
            wszyscy
            > mamy od czasów grzechu Adama skażoną naturę i raczej bliżej nam do złego niż
            > dobrego - jeśli nie pozwolimy Bogu na pomoc nam. Dlatego tak samo łatwo mi
            > wyobrazić sobie dziecko, które dostaje klapsy i nigdy nie uderzy innego
            dziecka
            > ,
            > bo po prostu ma taki charakter, jak i dziecko, którego rodzice nigdy nie
            > uderzyli, które w piaskownicy z satysfakcją wali kolegę po głowie za zabranie
            m
            > u
            > wiaderka...

            Ale - rzecz empirycznie badana - o wiele większe szanse na niższy poziom
            agresji ma dziecko niebite.
            No i ma znacznie większe szanse, a w każdym razie przyjdzie mu
            łatwiej "czynienie pokoju", jeśli uczy się rozwiązywania konfliktów innymi
            metodami, więc po cóż kusić Pana Boga?
            I ja cały czas nie widzę, CZEGO w sensie pozytywnym dziecko może się nauczyć
            dzięki tym nieszczęsnym klapsom.

            > Znam mnóstwo dorosłych facetów, którzy byli w dzieciństwie dyscyplinowani, a
            > wyrośli na wspaniałych, Bożych ludzi.

            A ja znam wspaniałe i dobre dzieci z rozbitych rodzin...

            Żeby nie było - nie uważam, żeby dziecko, które dostanie pojedynczego klapsa,
            miałop być nieodwracalnie skrzywione psychicznie. Mało tego - myślę, że przemoc
            emocjonalna może być znacznie bardziej niszcząca nić fizyczna (i trudniejsza do
            zauważenia).
            No ale z faktu, że są gorsze choroby niż grypa, nie wynika, że należy się
            przeziębiaćwink
        • mamalgosia justyna 17.05.06, 12:13
          tak, to rzeczywiście jest wyjscie z sytuacji. Kamuflaż i oszustwo. Przykre to,
          ale chyba ma szanse zadziałać
          • isma kamfulaz nie musi byc oszustwem 17.05.06, 13:01
            Ale, kamuflujac, nie musisz oszukiwac! Ja, dajac niesmaczne w lyzeczce kaszki,
            mowie prosto z mostu: pomieszalam z kaszka, zeby lepiej smakowalo.
            • mamalgosia Re: kamfulaz nie musi byc oszustwem 17.05.06, 15:27
              no fakt
      • addria Re: lekarstwo cd 17.05.06, 13:10
        Groźba: jak nie
        > połkniesz, to rozchorujesz się jeszcze bardziej

        No nie zgodze się, że to od razu groźba. Komunikat: "jak nie weźmiesz leku, to
        nie wyzdrowiejesz, bo to lekarstwo ma ci pomóc" - jest po prostu informacją o
        konskwencjach nieprzyjęcia leku. U mnie czasem działa.
        Uff... z tego co opisujecie, to moje starsze dziecko przyjmuje leki bez żadnych
        problemów. I to o każdym smaku jak dotąd, najwyżej się skrzywi i poprosi o coś
        do popicia.
        Życzę Waszym pociechom dużo zdrowia wink
    • anndelumester Przepraszam, czy tu biją (też) 16.05.06, 23:13
      no jednak po ludziach od przykazania miłości itp. itd. to ja sie przemocy wobec
      mniejszych i słabszych jednak nie spodziewałam.
      • mharrison Re: Przepraszam, czy tu biją (też) 17.05.06, 08:40
        Przyznam się, że wszystko mi opadło czytając o nieudolych próbach
        racjonalizowania bicia dzieci i co najmniej pokrętnej interpretacji przykazania
        miłości. O ile jestem w stanie przyjąć do wiadomości racjonalizowanie bicia
        przez bezradnych, bądź nie znających innych dróg rodziców, o tyle
        fizycznego "upominania" wielokrotnie słabszych "w imię Boga" nie potrafię pojąć.
        Ciekawa jestem czy te same osoby dopuszczają fizyczne "upominanie" żony, wszak
        Biblia mowi i posłuszeństwie mężowi.

        Z drugiej strony cieszę się, że te osoby przyznały się do swoich metod
        postepowania z dziećmi. Cieszę się, że są tu osoby przekonywujące o ich
        krótkowzroczności i niewłaściwości. Cieszę się, gdyż pamiętam nie mniej zażarte
        dyskusje o antykoncepcji i NPR-rze dobrym zawsze, wszędzie i dla każdego,
        mentalności aborcyjnej, prezerwatyzie upodlającej małżeństwo, poronieniach
        samoistnych, indukcji wczesniejszych porodów dzieci niemających szans na
        przeżycie (a nie "jedynie" chorych), zmuszania dzieci do przeprosin itp.
        Pamiętam też, że zrewidowanie przez forumowiczów przynajmniej części swoich
        poglądów przejawiające się przez bardziej wyważone posty i odejście od czaro-
        białych, jakże prostych schematów. Dlatego też bardzo się cieszę się z tej
        dyskusji, bowiem i w niej widzę to światełko w tunelu.

        Co do lekarstw, stosuję "kompilację metod". Przyznaję, że lekarstwo jest
        niedobre i że jest mi przykro, że musi je zażyć. Próbuję wczesniej odrobinę, by
        wiedzieć o czym mówię. Mówię w jakiej dawce, jak ono podziała. Powołuję się na
        wczesniejsze choroby i skuteczność tego (czy innego) leku (pamiętasz jak po tym
        syropie poczułeś się lepiej, własnie po tym niedobrym). Pozwalam wybrać
        ulubiony napój do popicia, bądź jakąś zakąskę. Wspomagam się książkami
        (Frankliny, Martynki, Tygryski, encyklopedie dla dzieci itp.). Opowiadam o
        swoich chorobach w dzieciństwie i chorobach rodzeństwa. Czasami dzwonię do
        lekarza z pytaniem o mozliwość zmiany leku, o ile jest to możliwe. Wspominam o
        przyjemnościach (rower, sanki, plac zabaw, basen), które będą jego udziałem jak
        tylko będzie zdrowe. Swego czasu mieliśmy też zestaw mały lekarz, który potem
        moje dziecko skrzętnie wykorzystywało na lekarzach podczas wizyt kontrolnychsmile



        Mamałgosiu, u mnie próby podawania na siłę tez kończyła się wymiotami i dopiero
        długotrwała metoda wieloobjawowasmile podziałała. Do podania niedobrego leku moje
        dziei musiały byc wyciszone, niesterroryzowane. Właśnie brak tego wyciszenia
        powodował wymioty. Do tego wsłuchiwałam się w dzieci i ich uczucia
        i "preferencje", ktore z czasem artykułowały. I tak jedno zyczyło sobie mieć
        serwowane wątpliwe przyjemności znienacka (pójście o dentysty, szcepienie itp.
        z marszu), podczas gdy kolejne chce być uprzedzane i "zaopiekowane"
        opowieściami.

        Pozdrawiam
    • rycerzowa Gorzkie lekarstwo 17.05.06, 12:00
      Trudno odpowiedzieć na pytanie, jak podać dziecku lek, bez niezbędnych informacji:
      - ile dziecko ma lat,
      - jaki jest stopien jego dojrzałości, czy mozna mu coś "przetłumaczyć",
      - jakie to jest lekarstwo,czy ma zamienniki,
      - jaka to choroba, czy niewzięcie leku moze mieć groźne skutki,
      - jak długo trwa choroba i terapia,
      - jaki dziecko ma charakter,
      itp.

      Maluchom uparciuchom daje się leki "ukryte" w soczkach, kaszce,kanapce,
      herbatce, nawet ich o tym nie informując.

      Dzieciom towarzyskim podać mozna tabletki gdy są w grupie. Kiedyś sąsiadka przez
      kilka dni wołała trójkę moich dzieci i dawała im witaminki, tylko po to, by jej
      synek połknął swoją tabletkę ( jak wszyscy to wszyscy).

      Gdy dziecko dostaje bolesny zastrzyk, nawet gdy wrzeszczy, należy mu się
      "nagroda za dzielność" - słodycze, telewizja, nowa zabawka, jakieś wyjście itp.

      Gdy dziecko jest takie zwykłe, nierozpuszczone, fakt zachorowania wiązać się
      powinien z przywilejami. Może sobie leżeć na szerokim łóżku rodziców (dużo
      miejsca do zabawy) albo na złączonych fotelach w salonie, może jeść to co lubi,
      dostać nowe zabawki i gry . Ale z chorobą związane jest łykanie leków. Nie
      chcesz tabletki? Znaczy się, zdrowy jesteś, przywileje cofnięte, wracaj do swego
      łóżeczka albo pakuj się do przedszkola (szkoły).W przypadku moich dzieci to
      działało,lubiły chorowaćwink. Niestety ( na szczęście!) zdarzało im się to rzadko.

      • mharrison Re: Gorzkie lekarstwo 17.05.06, 12:31
        >wiadomo ze popijanie pewnych lekow pewnymi napojami moze przyniesc wiecej
        >szkod niz pozytku

        wiadomo, że rodzice pytają się o to lekarzysmile
        tak jak i o to czy lek podawać przed, po czy w trakcie jedzenia

        >dlaczego sięganie do gorącego piekarnika może się skończyć źle? W jakim wieku
        >można rozpocząć taki model wychowywania?

        ja w zasadzie tłumaczę od zawsze (zmienimy pieluchę, żebys nie miał piekącej
        pupy, odsuniemy tę szklankę, żeby się nie oparzyć itp.)natomiast nie oczekuję
        natychmiastowego zrozumienia i dostosowania się od 1-2 roczniaka. I prawdę
        mówiąc nie wyobrażam sobie ustalenia listy przewinień, za ktore miałabym
        klapsowac swoje dziecko (niejako wg rozpiski). Dotarcie argumentów do
        delikwenta wymaga czasu. Czas siania i czas zbiorówsmile

        Dlaczego nie tłumaczyć dziecku wczesniej? Czy to nie część wspólnego życia,
        poznawania świata, czy tylko chybiona inwestycja i strata czasu, bo i tak za
        pierwszym razem nie chwyci?

        OT: to trochę tak jak z mówieniem do dziecka w ogóle, produkujemy się przez
        przynajmniej pół roku ( a częściej znacznie dłużej) by usłyszeć "mamo" (a
        częściej "nie"smile, a potem język się jakoś sam? rozwiązuje?

        >Np -dotykasz gorącego piekarnika mimo tego, że mama zabrania, więc potem nie
        >przeczytam Ci bajeczki?

        Moim zdaniem ewentualne kary nie powinny być odsunięte w czasie. Zrobiłeś coś
        przed chwilą - to TERAZ nie przeczytamy bajki, a nie wieczorem czy za tydzień.


        >Dlaczego przeciwnicy kar cielesnych przypisują nam tak starszne motywacje,
        intencje?

        Dlaczego mężowi bijącemu żonę chyba nigdy nie przypisuje się dobrych intencji?
        Czy jakbyś, pomimo kilku próśb, nabałaganiła i nie posprzątała w kuchni (bo np.
        była fajna dyskusja na forumsmileczy to daje mężowi prawo do kary cielesnej na
        Twojej osobie?

        >Znam mnóstwo dorosłych facetów, którzy byli w dzieciństwie dyscyplinowani, a
        wyrośli na wspaniałych

        Marzku, ja znam mnóstwo facetów, którzy nie byli dyscyplinowani cieleśnie, a
        wyrośli na wspaniałych facetów, łącznie z moim mężem. Czy nie wypływa z tego
        wniosek, że można wyrosnąć na wspaniałego faceta bez bycia bitym? A jeśli
        można, to po co bić?

        >Mam wrażenie, że osoby które takich kar nie stosują nawet nie próbują zrozumieć
        >podejścia drugiej strony

        Ja za to mam wrażenie, że osoby bijące nie mogą zrozumieć, że nie powinno się
        bić nikogo (chyba że w obronie własnej), a zwłaszcza kogoś wielokrotnie
        słabszego. Że osoby tak przeżywające mękę Pańską (od razu powiem, że absolutnie
        niewspółmnierną do klapsowania, żeby nie było niedomowień)mogą sprawiać ból
        fizyczny (i nie tylko) swoim dzieciom?

        Marzku, czy jeden klaps podziałał i Twoje dziecko/dzieci juz nigdy nie zbliżyły
        się do wspomnianego juz piekarnika? Czy też musiałaś powtórzyć klaps za jakiś
        czas w analogicznej sytuacji? Czy któryś z kolei klaps musi byś mocniejszy, bo
        do tych słabych przez pieluchę dziecko się juz przyzwyczaiło? Czy czułaś się
        dobrze sama ze sobą ( i z Bogiem), że w ten sposób zdyscyplinowałaś swoje
        (Jego) dziecko? Widząc, że kuli się w sobie i próbuje się bronić, albo może
        pokornie czeka na wymierzenie kary? Że w jego oczach widzisz zdziwienie
        pomieszane z przerażeniem? Czy juz po fakcie widziałaś inna metodę rozwiązania
        tego problemu?

        Marzku, dziękuję Ci za chęć zastanowienia się nad tą kwestią.

        Pozdrawiam


        PS. Bynajmniej nie mam spokojnych dziecismile
        • verdana Autorytet rodziców 17.05.06, 12:50
          Jak juz pisałam pare razy - uderzenie dziecka w wypadku, gdy jego życiu lub
          zdrowiu zagraza natychmiastowe niebezpieczeństwo wydaje mi się jedynym
          przypadkiem, gdzie jestem w stanie zrozumieć klaps. Sama raz zlałam dziecko(tzn
          dalam parę klapsów ręką...), gdy wyrwało mi się i wybieglo na srodek jezdni.
          Ale to sa przecież klapsy "w afekcie", i ich celem jest zwykłe sterroryzowanie
          dziecko - a nie wychowanie i z tego trzba zdac sobie sprawę. Natomiast nie
          wyobrażam sobie zapowiedzi "jak wybiegniesz na jezdnię to cie zleję", "jak
          będziesz podchodził do piekarnika, dostaniesz klapsa". Tłumaczenie, ze dziecko
          nie rozumie jest mieczem obosiecznym. Bo rodzice przyjmują, ze malutkie dziecko
          tłumaczeń nie rozumie, bo jest za małe, ale ból zrozumie - a to znaczy, ze
          pierwszą rzeczą, jaka uczą dziecko jest to, ze starsi sa silniejsi i przed
          przewagą fizyczną należy ustapić. I to własnie dziecko ma zrozumieć w zaraniu
          życia?
          Na czym rodzice chcą budować swój autorytet? Kilka razy powtórzyly się tu
          argumenty, ze dziecko nie zwraca uwagi na perswazje i tlumaczenia. To oznacza,
          że rodzicielski autorytet nie istnieje. Jeśli dziecko nie liczy się z opinią
          rodziców, lekceważy ich póki mówią, a słucha, gdy biją - to fatalne. Albo nigdy
          rodzice nie staną sie wzorcem osobowym, albo co gorsza staną się takim wzorcem.
          I kogo wówczas młody człowiek będzie cenił najbardziej, kogo wybierze za swój
          wzór i przewodnika? Spokojnego, rozsadnego człowieka, którego argumenty do
          niego trafiają, czy zwolennika siły?
          Tak myślę, ze bardzo wiele osób, wlaśnie z tego forum, z niepokojem myśli o
          znajomych dziecka, o towarzystwie, w ktorym przyjdzie im się obracać - i
          jednoczesnie daje dziecku wzorce osobowe, które mogą spowodować, że to
          towarzystwo bedzie rzeczywiscie nie takie, jakiego by sobie życzyli. "Słowa
          ucza, przykład pociaga" - mówi łacińskie przyslowie.
          I Marzek - twoi znajomi są porządnymi ludźmi POMIMO tego, ze byli bici - a nie
          DLATEGO. Znam bardzo wielu porządnych dorosłych - dzieci alkoholików. Czy na
          tej podstawie można stwierdzić, że pijany ojciec wpływa korzystnie na rozwój
          dziecka?
        • isma Komentarz do PS 17.05.06, 12:58
          Potwierdzam, jako niezaangazowany obserwator.
          Harrisonowa nie ma, oj nie ma, spokojnych dzieci, ma natomiast dzieci wzorcowo
          wrazliwe na argumenty wink)).
          • mharrison Re: Komentarz do PS 17.05.06, 13:45
            Ismo, z Twoich postów i opisów rozlicznych alergii, chorób i pobytów w
            szpitalach spodziewałam się chuderlawej, anemicznej, lecz elokwentnej panienki.
            A z tych przymiotników jedynie elokwentna do niej pasujesmile
            Darcie pierza w jej wykonaniu było pierwszorzędnesmile

            Pozdrawiam
            • isma Re: Komentarz do PS 17.05.06, 14:28
              Yyyyh. To mowisz, ze jednak trzeba ja dyscyplinowac? Cielesnie wink))?
        • anndelumester lekarstwo, uparte dziecko, piekarnik, jezdnia i i 17.05.06, 13:28
          inne...
          Tak jak napisałam mój syn jest dzieckiem trudnym, upartym, eksperymentatorskim,
          zaczepnym w stosunku do innych dzieci i z posłuszeństwem w granicach 0 (dajmy w
          skali 10 stopniowej). śmiejemy sie z m. ze pierwszym słowem jakie wypowiadał
          świadomie juz od urodzenia było NIE. Jest też dzieckiem bardzo bystrym,
          inteligentnym i dlatego nie było mowy o "brutalnym" wtłuczeniu zasad...
          Ja mojemu dziecku tłumaczę, powtarzam po 100 razy, opowiadam ....przyznaje
          czasami tłumaczenie doprowadza rodzica do białej goraczki, przyznaje , czasami
          mam ochote przemielić faceta przez maszynkę i inne takie, ale ...
          Wyszlismy z założenia, ze nasze dziecko to istota rozumna acz zywiołowa i musimy
          nad dzieckiem troszke popracowac. Z moich doświadczeń wynika że jeśli sie
          "popracuje" w newralgicznym momencie - u nas był to mw. 18 miesiąc - potem
          naprawde są efekty. Akurat u nas w 18 miesiącu synek wykazywał cechy
          nadaktywnosci ruchowej i trzeba było go pewnymi zabawami "wyciszac" uczyć
          koncentracji, zabawy samodzielnej. Być moze mieliśmy łatwiej bo dziecko od 18
          miesiąc zaczeło sie dośc dobrze komunikowac, ja byłam pewna ze dociera, tylko z
          realizacją tych komunikatów szwankuje...

          Typ eksperymantatora musi niestety - w granicach rozsądku, uczyc sie na własnych
          błedach - dlatego oprócz tłumaczenia o goracym piekarniku, pozwoliłam -
          swiadomie, sie opazyć (fakt dopiero co rozgrzewającym sie piekarnikiem) do stanu
          mw. bąbla. Tak samo z zarówką - chciał wykrecic, bardzo chciał wykrecić ,
          wrzeszczał bo chciał wykrecić - oki, dotknał oparzył sie , przyłozylismy kompres
          ..Problemy z dotykaniem skończyły sie w wieku mw 2 lat , mało tego on teraz
          poucza inne dzieci. Bardzo dobrze pamieta jak sie opazył te dwa razy i mimo że
          teraz minął juz przeszło rok jest w stanie historię opowiedzieć....
          Podobnie z jezdnią, tu raz mnie poniosło, a wina była ewidentnie moja, bo sie
          wyrwał i uciekał na ulice...zlałam, ale trafio srednio, moj kac był jeszcze
          wiekszy... Pomogło, kiedy zobaczył wybiegające inne dzieci i reakcje ich mam -
          wzburzenie , krzyki, klapsy, płacze...i kiedy dotarło do niego, że sa takie a
          nie inne skutki (wizyty w szpitalu i ogladanie karetki, wstrzasające opowiastki
          pana ratownika - ale rozumiem, ze nie kazdy moze na oddział ratunkowy wejśc i
          poogladac). nATOMIAST ja jestem pewna , że dotarło.
          Lekarstwa akurat lekarstwa je ładnie, aż za ładnie, wszelkie zastrzyki
          przyjmował bez histerii itd. nie umiem powiedzieć na ile była to cecha własnie
          eksperymentatora (profilaktycznie wszelkie chemie i leki sa wysoko i zamkniete),
          a ile tego , że był oswajany z lekarstwami, lekarzami...Jedyny problem był z
          tranem - którym pluł i co oczywiście doprowadzało mnie do wewnetrznej szewskiej
          pasji (smrodliwe plamy, wybuchy histerii), ale tran poszedł "na tygryska " bo na
          szczescie tygrysek z Puchatka lubił tran. I w zasadzie wszystkie takie
          problematyczne sprawy przechodzą sposobem , naszym fortelem, odniesienie m sie
          do czegos co zna czy lubi... Bywa też że sie po prostu z tatą gniewamny bardzo,
          - naprawde tych sposobów jest bardzo duzo.
          Ktoś powie , że jestesmy przegadanymi rodzicami, ale u nas, powoli, ale
          skutkuje. Od mw. 2 roku zycia mozna odwoływać sie do rozumu i ja widze że sa
          jako takie efekty...
          Jest też sporo porazek, ale trudno, staram sie nimi nie frustrowac, czasami sie
          udaje, czasami ide pokrzyczeć do łazienki i tam skopać stołeczek...czasami
          wybucham i krzycze na dziecko, niestety...
          W czasie tych 3 lat mw. poznałam co moje dziecko lubi, jakie jest , jak na co
          reaguje, i szukamy z m. klucza jak do niego trafic...Aktualnie pojawił sie
          problem z zaczepianiem i poszturchiwaniem kolegów z przedszkola, w celach
          siłowo-towarzyskich...(nie są to wybuchy agresji w wyniku powiedzmy sporu, czy
          tym podobnych) no i tu dla mojego syna okazało sie że najwieksza karą jest
          wyłączenie (z towarzystwa rowiesników), z jakiejś przyjemnosci...
          Chociaż czasami , przyznam otwarcie, jego zachowanie tak mnie wzburza, ze trudno
          mi sie uspokoic - a zwłaszcza pyskowanie, i słowne podwazanie tego co mówie! Ale
          wtedy sie pocieszam tym, że mam madre dziecko (jakaś pociecha musi byc).
    • addria Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 12:41
      He, he, wiedziałam, że temat skończy się na dyskusji nt. bicia dzieci wink

      Jestem przeciwna biciu dzieci, podpieranie się Biblią w tym temacie uważam za
      przykre. I jakkolwiek jestem przeciwna, tak przynam się, że zdarzało mi się
      starszemu czasem dać klapsa w bezsilności czy złości sad Za każdym razem
      uważałam to jednak za swoją wychowawczą porażkę. Dodam też, że dla mnie
      osobiście bardziej "ponure" moralnie jest stosowanie jakiejkowiek przemocy z
      wyrachowaniem, na zimno, jako "sprawdzonej od pokoleń" metody.

      Rzeczywiście trudno jest wyznaczać granice dzieciom żywiołowym, o bujnym
      temperamencie, indywidualistom. Dlatego wcześniej napisałam, że trudny jest dla
      mnie dobór odpowiednich (czyt. skutecznych) metod egzekwowania posłuszeństwa.
      Ciągle nad tym pracuję, z różnym skutkiem wink

      Marzek pytała np. o piekarnik. Jak dziecko miało ok 2 lat, to racjonalne
      argumenty (nie podchodź, bo się oparzysz - co to znaczy dla tak małego
      dziecka?) rzecz jasna nie skutkowały. Kiedy więc coś piekłam to ustawiałam
      krzesła przy piekarniku lub suszarkę do bielizny, aby zablokować dostęp do
      niebezpiecznego miejsca (korzyść podwójna, bo pranie szybciej schło wink
      Jak był etap wyciągania wszystkiego z każdej szuflady w mieszkaniu, to
      opróżniliśmy z mężem szuflady z co wartościowszych przedmiotów i zostawiliśmy
      tylko to, co mały mógł sobie wyjąć i porozrzucać. Potem oczywiście było
      sprzątanie, jako konsekwencja - dla rodziców wink Etap jednak minął, szuflady
      znów są zagospodarowane wink
      Niestety czeka mnie to najprawdopodobniej znowu, bo drugi opróżniacz szuflad
      rośnie wink
    • samboraga Re: Posłuszeństwo 17.05.06, 22:18
      Śledzę dyskusję od dwóch dni, niestety zwykle mam jedną rękę do pisaniawink
      Nie biję. Rozmawaim od niemowlęctwa, tak jak kilka osób już pisało. Podpisuję
      się pod tym, że bicie wynika z bezradności albo z pójścia na skróty.
      Nie potrafię dać klapsa. Owszem, szarpię dzieckiem, krzyczę (właśnie w takich
      chwilach...). I czuję się potem paskudniesad Dać klapsa nie potrafię nawet
      doprowadzona do białej gorączki.
      Klapsy kojarzą mi się z upokorzeniem. MIałam 'dwutorowe' wychowanie, z jednej
      strony takie okazjonalne 'upomnienia', z drugiej rozmowy, rozmowy, rozmowy...
      Pewnie, że można powiedzieć, że ojcu było 'łatwiej' bo wychowywał 'z doskoku'
      (jak większośc ojców to on dłużej pracował). Teraz, po wielu latach, moja mama
      przyznała, że wiele jej działąń wychowawczych wynikało z przepracowania, bo
      pranie, sprzątanie, praca a tu jeszcze kłótnia w dzieciecym pokoju 'mamo, a on
      mi zabrał'crying( I jeszcze - Verdana pytała (wiem, wiem, retoryczniewink czy
      nastolatkowi się też daje klapsa wychowawczego. Cóż, zawsze można jeszcze dać
      policzek (problem zaczyna się przy synach słusznego wzrostuwink. Pozdrawiam
      niebijących.
      ps. ten wątek zrobił się potwornie smutny, nie wiedzaiłm, że tak wiele osób
      nadal racjonalizuje bicie dziecisad((
      • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 09:38
        Nie potrafię dać klapsa. Owszem, szarpię dzieckiem, krzyczę (właśnie w takich
        chwilach...). I czuję się potem paskudniesad Dać klapsa nie potrafię nawet
        doprowadzona do białej gorączki.

        ja też czytam tą dyskusję i miałam nie brać w niej udziału, ale nie wytrzymałam.
        otóż szarpanie i krzyk są gorsze dla dziecka niż jeden klaps na pupę. to co
        jeszcze rzuciło mi się, to nazewnictwo "bicie dziecka". dziecko sie bije, kiedy
        jest się w nerwach. jak to Samborcia napisała "doprowadzona do białej gorączki"
        nawet wtedy nie daje klapa - no i słusznie, bo to nie czas na klapsy. wtedy to
        można tylko skrzywdzić dziecko, bo brakuje choćby wyczucia.
        i na koniec refleksja do wszystkich pozdrowionych przez Samboragę wink czytając
        dyskusję odniosłam wrażenie, jakbyscie potraktowali wszystkich klapsujących na
        równi z rodzicami znęcającymi się nad dziećmi.
        • samboraga Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 14:04
          > otóż szarpanie i krzyk są gorsze dla dziecka niż jeden klaps na pupę

          widzisz...dawniej pisałam dłuuuugaśne posty i wszystko było jasne (no,
          jaśniejszewink) teraz piszę (jak to napisałm wyżej) jedną ręką, bo drugą karmię
          dzieckosmile
          z tego co piszesz w reakcji na mój post - krótko, a precyzyjnie wyrażać się
          najwyraźniej nie potrafięwink

          chodziło mi o to, że mam wewnętrzną blokadę na klapsy z powodów opisanych
          powyżej, a nie że 'ja nigdy nie daję klapsów, hurrra, taka jestem fajna'...
          a szarpanie i krzyki...pewnie że tak...(nie napisałam że jestem z tego zadowolona)
          mi po prostu tak się zdarzyło zareagować tam, gdzie ktoś inny dałby swój
          pierwszy klaps w życiu

          >potraktowali wszystkich klapsujących na
          > równi z rodzicami znęcającymi się nad dziećmi.

          nie, nie zrównuję tych spraw
          po prostu zdziwiło mnie, że są rodzice sankcjonujący kary fizyczne na TYM forum

          ps. wg mnie problemem jest właśnie sankcjonowanie przemocy fizycznej

          ps2. "> nawet wtedy nie daje klapa - no i słusznie, bo to nie czas na klapsy" -
          hmmm...to kiedy jest czas na klapsy?
          • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 19:05
            > "nawet wtedy nie daje klapa - no i słusznie, bo to nie czas na klapsy" -
            > hmmm...to kiedy jest czas na klapsy?

            widać i ja jestem mało precyzyjna wink
            korzystam z "metody" zaproponowonej przez Magdę i Wieśka Grabowskich na kursie
            dla rodziców. nie daję klapsów bez ostrzeżenia. nie daję jeśli klaps miałby być
            sposobem "ulżenia sobie", wyżycia się na młodym. nie daję ręką, bo ręka jest do
            przytulania, a skoro nie w nerwach, to nie mocno, tylko dla zasady, bo było
            ostrzeżenie. zaraz po klapsie przytulam, bo klaps był karą, a nie mój gniew.
            oczywiście dużo, dużo rozmawiamy, tłumaczymy, przytulamy.
            efekt jest dla mnie i dla męża zaskakujący. nasz syn zaczął nas traktować serio.
            klapsy nie są mocniejsze, tzn. nie musimy uderzać mocniej, zeby przyniosły
            skutek. dajemy je coraz rzadziej, bo nagle przestały być potrzebne. dziecko nie
            jest ani zastraszone, ani szczególnie spokojniejsze.
            są na tym forum dziewczyny, które poznały moich chłopaków i mogą potwierdzić, że
            są normalnymi, dobrze rozwijającymi się dzieciakami.
            • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 20:27
              kasia czy zgodziłabyś sie aby ktos dal ci klapsa jako karę ?
              np. zamiast mandatu gdy ktorys raz z kolei przekraczasz przepis o limicie
              predkosci do 50 km/h ?
              Jezeli kierujesz to z pewnoscią z pełną premedytacją złamałaś ten przepis.
              Mandaty tłumaczenia ostrzezenia nie działają na ciebie wiec konsekwentnie (tak
              jak miliony kierowców) powinnas dostac klapsa od policjanta! Zgodzisz sie na to ?

              Podejrzewam że nie. Ale ciekawi mnie dlaczego nie ?
              Dlaczego tak bardzo bronisz siebie przed karą fizyczną a dopuszczasz bicie
              swoich dzieci ???

              Czy nie trąci ci to mentalnością Kalego ? Ja mogę bic moje dzieci ale nikt nie
              ma prawa bić mnie !

              I na koniec jeszcze jedno pytanie: co zrobisz gdy uderzysz swojego syna a on ci
              odda i ciebie uderzy? wszak agresja rodzi agresję wiec taka sytuacja moze sie
              zdarzyć ! czy jestes na nią przygotowana ? co wtedy zrobisz ? uderzysz mocniej?
              • rycerzowa nie jako kara 18.05.06, 20:51
                Jasne, żaden cywilizowany kodeks karny nie przewiduje kary fizycznej.
                Zatem i dziecka nigdy nie powinno się karać biciem.

                Ale człowieka dorosłego wolno uderzyć, w majestacie prawa.
                Bo od czego niby jest pałka policyjna?

                Gdy szalikowcy w szale demolują miasto, nikt nie ma pretensji o użycie pałek:
                to wręcz gasi temperamenty.
                Gdy dzieciak jest w amoku, też może być zagrożeniem dla siebie i innych.
                Czasem tzw. ciepły klaps wraca go do przytomności, zwraca uwagę na
                niebezpieczeństwo.
                (Oczywiście nie powinno się dopuszczać do takich sytuacji, i na stadionach, i w
                domu. Nie powinno się np.zabierać nadpobudliwego dziecka do hałaśliwego
                supermarketu).

                Wolno kogoś uderzyć (nawet zabić) w obronie własnej.
                Dziecko powinno wiedzieć, że gdy bije kogoś, to samo też może oberwać.
                Jeśli pobije słabszego, ktoś stanie w obronie tego słabszego.


              • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 21:20
                Poprzezknieje, ja we wcześniejszym poście napisałam co wg mnie i moich
                wykładowców oznacza b_i_c_i_e, a co klaps. ja nie biję moich dzieci. klaps jest
                ostatecznością i mój syn wie kiedy i za co go dostaje.

                I na koniec jeszcze jedno pytanie: co zrobisz gdy uderzysz swojego syna a on ci
                > odda i ciebie uderzy? wszak agresja rodzi agresję wiec taka sytuacja moze sie
                > zdarzyć ! czy jestes na nią przygotowana ? co wtedy zrobisz ? uderzysz mocniej?

                rozumiem, ze ostatniego posta też nie dość dokładnie czytałaś. efekt jest
                odwrotny. odchodzimy od klapsów, bo przestają być potrzebne. a czy moje klapsy
                można nazwać uderzeniem? moim zdaniem w klapsowaniu nie chodzi o siłę, u nas
                jest to klepnięcie i wszyscy wiemy o co chodzi.
                tak mi się jeszcze nasunęło odnośnie tego zdania:
                > Dlaczego tak bardzo bronisz siebie przed karą fizyczną a dopuszczasz bicie
                > swoich dzieci ???
                bo nie przyjęłam modelu partnerskiego w mojej rodzinie.

                a tak juz na koniec; zabrałam głos w dyskusji, powiedziałam jak jest u nas,
                wyjaśniłam nieścisłość i na tym kończę. nie zamierzam nikogo przekonywać do
                swoich racji, albo odpowiadać na ataki ze strony "niebijących".
                • kasia_ol1 przepraszam za błąd 18.05.06, 21:45
                  "czytałaś" oczywiście czytałeś.
                • samboraga Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 21:54
                  dzięki za szczegółowy opis 'metody'
                  jednak wolę rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...
                  i nie jest to synonim stania się kumplem swego dziecka

                  ps. klaps to też bicie, niezależnie od ideologii jaką dorobisz
                • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 22:57
                  > Poprzezknieje, ja we wcześniejszym poście napisałam co wg mnie i moich
                  > wykładowców oznacza b_i_c_i_e, a co klaps. ja nie biję moich dzieci. klaps jest
                  > ostatecznością i mój syn wie kiedy i za co go dostaje.

                  Czy jak na ulicy podejdzie do ciebie obcy facet i da ci klapsa w rekę albo w
                  pupe to tez bedziesz twierdziła ze ciebie nie uderzył ??? Że to też nie jest bicie ?

                  Jak obca osoba podejdzie i da klapsa twojemu dziecku też będziesz twierdziła że
                  nie uderzyła twojego dziecka ?

                  Skąd ten relatywizm ??? Żeby usprawiedliwić się przed samym sobą ?
                  Po co to udawanie że klaps to nie bicie jeżeli w stosunku do swojej osoby nie
                  tolerujesz żadnych klapsów?

                  > bo nie przyjęłam modelu partnerskiego w mojej rodzinie.
                  A kto ci broni przyjąc taki model ? Nie zwalaj teraz na model. Dzieci można
                  wychowywać bez bicia, bez klapsów a nawet bez karania. I bedzie to skuteczna
                  metoda wychowawcza.

                  Bibcie dzieci to nie JEDYNY model wychowawczy jaki rodzice mają do dyspozycji.
                • poprzezknieje Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 23:03
                  > rozumiem, ze ostatniego posta też nie dość dokładnie czytałaś. efekt jest
                  > odwrotny. odchodzimy od klapsów, bo przestają być potrzebne. a czy moje klapsy
                  > można nazwać uderzeniem? moim zdaniem w klapsowaniu nie chodzi o siłę, u nas
                  > jest to klepnięcie i wszyscy wiemy o co chodzi.

                  a teraz odwróćmy sytuację i przyjmimy że to ty dostajesz te klapsy od swojego
                  dziecka - powiedzmy dziecko podrosło i nabrało sił
                  czy tez bys przyjęła tłumaczenie ze przeciez daje ci teraz coraz mniej klapsów
                  wiec jest wszystko w porządku ? To że czasami oberwiesz raz czy drugi nie będzie
                  stanowić dla ciebie problemu ?
                  Albo że te klapsy ktore dostajesz od swojego dziecka wcale takie mocne nie są
                  wiec nie ma o co robic szumu ?!
                  Filozofia Kalego się kłania.

                  Postaw sie w sytuacji twojego dziecka choć raz.
                  Co czuje twoje dziecko gdy je bijesz ?
                  Jakie są to uczucia ? Strach? Ból? Krzywda ?
                  W ten sposób chcesz zbudowac dobre relacje z dzieckiem ?
                  • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 23:21
                    > W ten sposób chcesz zbudowac dobre relacje z dzieckiem ?

                    Poprzezknieje, dałam się sprowokować i odpowiadam; nie mów mi o relacjach z
                    moimi dziećmi, bo nas nie znasz, a wierz mi, są jak najbardziej właściwe - pełne
                    miłości czułości, ciepła. upraszczasz sprawę sprowadzając moje wychowanie
                    jedynie do dyscyplinowania. ja przede wszystkim rozmawiam, tłumaczę i -jeszcze
                    raz to podkreślę- klapsuję w ostateczności.
                    i jeszcze jedno, byłoby przyjemniej dyskutować gdybyś nieco zmienił ton.
                    pozdrawiam.
                  • verdana Re: Posłuszeństwo 18.05.06, 23:29
                    Pewne rzeczy są dla mnie nie do pojęcia.
                    Klaps - wymierzony nie ręką - czyli pasem chyba - to nie klaps, tylko bicie.
                    Klaps to lekkie uderzenie ręka. Bicie z użyciem narzędzi to regularne lanie.
                    I co to znaczy - nie gniew jest karą tylko klaps? To znaczy - dziecko ma nie
                    obawiać się gniewu i potępienia jego czynu - bo to nie jest karą Ma bać się
                    fizycznego bólu. Pewnie, ze się boi - tylko czego to go nauczy? Że przed siłą
                    trzeba ustepować.
                    Rozumiem (nie popieram, ale zrozumiem) klaps w amoku, gdy dziecko wie -
                    zrobiłem coś tak okropnego, ze mama po prostu nie wytrzymala, nie mogła znieść
                    tego, jak sie zachowuję, tego jak okropną rzecz zrobiłem. Nie zrobię tego
                    wiecej, bo to chyba było bardzo złe.... I żal mi mamy, tak się zdenerwowala,
                    teraz jeszcze przeprasza za to, ze dostalem klapsa, a to ja przecież zawiniłem.
                    Ale klaps na zimno - cóz on dziecku przekazuje? Mama nie jest zła, a bierze
                    pas i bije. Bije, a mnie boli. Bije, a ja nie moge tego uniknąć. Bije, a jak
                    jeszcze raz bedę niegrzeczny, to znowu mnie zbije i bedzie mnie bolało. Nie
                    zrobię tego wiecej, bo sie boję.
                    No i teraz napiszę coś, co juz dawno cisnęło mi się na usta , ale się
                    powstrzymywałam. pewnie oberwę... Od razu piszę, ze nie odnosi się to do osób,
                    którym zdarzyło się dać klapsa w afekcie, albo jak pisała Rycerzowa - dla
                    uchronienia dziecka przed niebezpieczeństwem - ale do tych, ktorzy świadomie,
                    bez wyrzutów i z premedytacją leja dziecko "nie uzywając ręki" - i sa z tego
                    dumni. Napiszę, choć nie powinnam.
                    Cieszycie się, że to działa, ze dzieci sa coraz spokojniejsze i grzeczniejsze.
                    Tak, to działa. Bicie działa. Nawet wobec osob dorosłych. Świetnie wiedzialo o
                    tym na przyklad KGB i Gestapo. Nie podejrzewam oczywiscie, że torturujecie
                    dzieci - to nie. Ale dla mnie argument "leję i osiagam swój cel" jest jednak
                    niebezpiecznie zbliżony do tych metod. Ból i strach działają doskonale. Bez
                    wiekszego wysiłku ze strony rodziców. Niestety.
                    • pawlinka Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 01:28
                      "pewnie oberwę"...

                      Nawet jeśli, Verdano, staję po Twojej stronie.

                      Smutny wąteksad((((((((((((((((((((

                    • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 07:56
                      przesadziłaś Verdano i to bardzo. miałam nie odpowiadać na ataki, ale widać
                      wciągnęłam się w tą kiepską grę sad

                      "Klaps - wymierzony nie ręką - czyli pasem chyba
                      Bicie z użyciem narzędzi to regularne lanie."

                      a to są juz Twoje insynuacje, ja nigdzie nie napisałam, ze to jest pas albo inne
                      narzędzie. napisałam: nie ręką, a ściereczkę kuchenną raczej trudno nazwać
                      narzędziem (tak, tak, zaraz ktoś napisze w jaki sposób można zbić ścierką, zeby
                      bolało). nie pisałam o laniu, tylko klepnieciu w ostateczności. oj, bedę
                      precyzyjniejsza - machnieciu ściereczką.

                      > Rozumiem (nie popieram, ale zrozumiem) klaps w amoku, gdy dziecko wie -
                      > zrobiłem coś tak okropnego, ze mama po prostu nie wytrzymala, nie mogła znieść
                      > tego, jak sie zachowuję, tego jak okropną rzecz zrobiłem. Nie zrobię tego
                      > wiecej, bo to chyba było bardzo złe.... I żal mi mamy, tak się zdenerwowala,
                      > teraz jeszcze przeprasza za to, ze dostalem klapsa, a to ja przecież zawiniłem.
                      >
                      > Ale klaps na zimno - cóz on dziecku przekazuje? Mama nie jest zła, a bierze
                      > pas i bije. Bije, a mnie boli. Bije, a ja nie moge tego uniknąć. Bije, a jak
                      > jeszcze raz bedę niegrzeczny, to znowu mnie zbije i bedzie mnie bolało. Nie
                      > zrobię tego wiecej, bo sie boję.

                      po pierwsze mama nie bierze pasa. a mama, która jest w amoku, przestawia meble.
                      wyobraź sobie, ze z tą siłą miałabym dać klapsa. nie wiem jak Ty, ale ja w amoku
                      mogłabym tylko zlać dziecko, a tego nie robię. i co to znaczy wg Ciebie "na zimno"?
                      mama j_e_s_t wkurzona, czasami nawet wściekła, bo tłumaczyła, prosiła, a w końcu
                      ostrzegała za entym razem, ze skończy się to klapem. przychodzi enty raz i stało
                      się. mama choć wkurzona, idzie do drugiego pomieszczenia i wraca, zeby zyskać na
                      czasie i wziąć głębszy oddech, policzyć do dziesięciu, pomyśleć o swoim
                      zdenerwowaniu, wściekłości po to, żeby nie było klapsa w amoku, zeby to nie było
                      trzepnięcie dziecka w nerwach. mama nie zostawia swojego dziecka, żeby sobie
                      poryczało, tylko przytula, a później rozmawiają, mówią o nieposłuszeństwie
                      dziecka, o zdenerwowaniu mamy, o róznych innych problemach dziecka . takie
                      rozmowy były i przed klapsem, żeby znów ktos nie pisał, ze tylko biję, a nie
                      rozmawiam.

                      do tych, ktorzy świadomie,
                      > bez wyrzutów i z premedytacją leja dziecko "nie uzywając ręki" - i sa z tego
                      > dumni. Napiszę, choć nie powinnam.

                      no, nie powinnaś, bo nikt nie pisał, ze jest z tego dumny. nikt nie bije dziecka
                      dla przyjemności i nie czeka na okazję, kiedy będzie mógł to zrobić.
                      • mharrison kolokacje językowe 19.05.06, 08:30
                        prawdziwie przedziwne związki frazeologiczne

                        klaps pasem
                        klaps ścierczką

                        czyż klaps to nie "uderzenie dłonią na płask, wywołujące zwykle
                        charakterystyczne klaśnięcie"?

                        "podoba" mi się też to zdrabnianie...
                        w końcu klaps ściereczką brzmi lepiej niż uderzenie ścierką czy zamachnięcie
                        się ścierką


                        a może klapsik?

                        czy rączką, czy ściereczką, czy paseczkiem, czy może kabelkiem

                        Cud-miód!
                        • isma Bicie i klaps, gwalt i... 19.05.06, 08:48
                          No wiec mialam to napisac wczoraj, ale musialam - niestety jest to bardziej
                          czasochlonne, niz "sklapsowanie" - przegadac z moja corka kwestie
                          niestosownosci wpraszania sie do sasiadow, w szczegolnosci po godzinie 20
                          (nadmieniam, ze sasiedzi nie maja nic przeciwko niezapowiedzianym wizytom -
                          zasiadaja po prostu razem z nia przed telewizorem).

                          Otoz ja tez zdecydowanie protestuje przeciwko falszowaniu rzeczywistosci
                          poprzez jezyk: "klapsowanie" dziecka to nie bicie, tak? A prostytutki, jak
                          mawial Andrzej Lepper, nie mozna zgwalcic? otoz, jak dla mnie, "klapsowanie"
                          jest biciem - czynnosc jest ta sama, rozni sie tylko ewentualnie przedmiot (bo
                          nie podmiot ;-((() tej czynnosci oraz (chociaz tu wcale nie mam pewnosci, czy
                          rodzice karzacy klapsem robia to tak naprawde bez emocji: mysle, ze dokladnie
                          takie same emocje przezywaja, jak rodzice dajacy klapsa w afekcie: zlosc,
                          niezadowolenie, rozczarowani - tyle tylko, ze uzewnetrzniaja je w inny sposob,
                          nie bezposrednio) emocje tego, kto czynnosc wykonuje.
                          • kasia_ol1 Re: Bicie i klaps, gwalt i... 19.05.06, 09:23
                            pisałam to w odpowiedzi na post Verdany. nie jest bez emocji, nadal jestem
                            wkurzona, ale - moze to kwestia temperamentu - gdybym chciała uderzyć dziecko w
                            momencie zdarzenia, a nie po chwili zapanowania nad nerwami, to nie wiem z jaka
                            siłą dostałby tego klapsa. nie wiem, bo ja mam wtedy tyle energii, że podnoszę
                            meble.
                            co do fałszowania nazewnictwa; ściereczką-ścierką, te zdrobnienia rzeczywiście
                            brzmią kiepsko, zrobiłam to nieświadomie, moze właśnie dlatego, ze wcale dobrze
                            się nie czuję z tym, ze daje klapsy. no i ten nieszczęsny klaps, który - jak
                            napisałam - u nas jest machnieciem już nie ściereczką a ścierką kuchenną i
                            okazał się "nieklapsem", ale nie napiszę o sobie, że biję dziecko, bo co w takim
                            razie robią patologiczni rodzice, których dzieci chodzą posiniaczone, potłuczone?

                            tak sobie teraz myślę, ze źle zrobiłam włączając sie do dyskusji, bo
                            niepotrzebnie temat się rozdmuchuje i to nie we właściwym kierunku. sad
                            • isma Re: Bicie i klaps, gwalt i... 19.05.06, 09:57
                              kasia_ol1 napisała:

                              > nie napiszę o sobie, że biję dziecko, bo co w taki
                              > m
                              > razie robią patologiczni rodzice, których dzieci chodzą posiniaczone,
                              potłuczon
                              > e?
                              >
                              A to jest akurat bardzo proste. "Niech mowa wasza bedzie tak-tak nie-nie": tez
                              bija, tylko mocniej. Podobnie jak kradnacy jablko z cudzego sadu kradnie, choc
                              oczywiscie jest to wina mniejszego kalibru, niz wina tego, kto kradnie caly
                              dorobek zycia staruszki, wykorzystujac jej latwowiernosc.

                              A wskazana "metode" moge zaakceptowac tylko w jednej sytuacji - gdy ma zastapic
                              (przejsciowo) bicie na oslep, ze zloscia, bez kontroli. Docelowo jednak, wedlug
                              mnie, nie ma mozliwosci, zeby sie jako skuteczna "metoda" wymuszania
                              posluszenstwa, bo nie metoda wychowawcza, ostala.
                      • herbarium Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 09:17
                        kasia_ol1 napisała:

                        > po pierwsze mama nie bierze pasa. a mama, która jest w amoku, przestawia
                        meble.
                        > wyobraź sobie, ze z tą siłą miałabym dać klapsa. nie wiem jak Ty, ale ja w
                        amok
                        > u
                        > mogłabym tylko zlać dziecko, a tego nie robię. i co to znaczy wg Ciebie "na
                        zim
                        > no"?
                        > mama j_e_s_t wkurzona, czasami nawet wściekła, bo tłumaczyła, prosiła, a w
                        końc
                        > u
                        > ostrzegała za entym razem, ze skończy się to klapem. przychodzi enty raz i
                        stał
                        > o
                        > się. mama choć wkurzona, idzie do drugiego pomieszczenia i wraca, zeby zyskać
                        n
                        > a
                        > czasie i wziąć głębszy oddech, policzyć do dziesięciu, pomyśleć o swoim
                        > zdenerwowaniu, wściekłości po to, żeby nie było klapsa w amoku, zeby to nie
                        był
                        > o
                        > trzepnięcie dziecka w nerwach. mama nie zostawia swojego dziecka, żeby sobie
                        > poryczało, tylko przytula, a później rozmawiają, mówią o nieposłuszeństwie
                        > dziecka, o zdenerwowaniu mamy, o róznych innych problemach dziecka . takie
                        > rozmowy były i przed klapsem, żeby znów ktos nie pisał, ze tylko biję, a nie
                        > rozmawiam.

                        No cóż... nieznana mi bliżej Kasiu, naprawdę nie potraktuj tego jak
                        bezinteresownej złośliwości, ale nie mogę, muszę Ci to powiedzieć, zanim powie
                        Ci to samo Twoje dziecko.

                        O ile wcześniejszy opis "metodyki klapsa" wywołał we mnie podobny niesmak, jak
                        w moich przedmówczyniach, to powyższy, uściślony opis Twojej metody
                        dyscyplinowania wydał mi się... tragikomiczny i z lekka absurdalny. Wyobraziłam
                        sobie Ciebie, wychodzącą z pokoju i czyniącą wysiłek opanowania się po to, aby
                        wejść z powrotem i trzepnąć z powagą i w sposób w pełni opanowany nieposłuszne
                        dziecko ścierką, z wiarą, że ten gest przekaże dziecku to, czego nie przekażą
                        słowa... No cóż, abstrahując od kwestii, że Kościół zabrania uprawiać magii - a
                        jak inaczej można nazwać wiarę w moc ścierki? - to tego rodzaju rytuał jest po
                        prostu śmieszny, i bardzo szybko stanie się śmieszny także dla Twojego dziecka,
                        nawet jeśli Ci tego nie okaże i nawet jeśli będzie się czuło winne w danej
                        sytuacji lub upokorzone tym trzepnięciem. Bo w zasadzie w tym wypadku karą jest
                        nie ból, tylko rytualne upokorzenie czy ośmieszenie dziecka, a dziecko, które
                        zostało upokorzone, z wielką chęcią będzie po cichu podśmiewać się z matki,
                        żeby sobie z tym upokorzeniem poradzić. No i dzieci są bardziej inteligentne,
                        niż by się mogło wydawaćwink
                        No i ten rytuał przenosi "ciężar" sytuacji z rozmowy, z określonego złego
                        zachowania, na to upokorzenie właśnie. Poza tym, wybacz - nie sądzę, aby groźba
                        uderzenia ścierką mogła kogokolwiek powstrzymać od złego zachowaniawink

                        I ja czegoś nie rozumiem - jeżeli dziecko ma wiedzieć o uczuciach matki, to
                        dlaczego "karą nie jest gniew" i należy włożyć tyle wysiłku przed wypędzeniem z
                        dziecka złych duchów ścierą?

                        PS. Ścierka jest narzędziem. Bicie ścierką nie jest klapsem. Klaps jest biciem.
                        Słownikowo. Ech... Walka ideologiczna to walka o językwink
                        PS2 Zdarzyło mi się czytać dwie inne, odmienne nieco współczesne "instrukcje"
                        bicia dzieci, co gorsza, jedna z nich opracowana też przez polskie małżeństwo
                        katolikówsad
                        PS3. Tak to jest na forum, że się na nim dyskutuje i komentuje cudze
                        wypowiedziwink
                        • kasia_ol1 Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 09:40
                          > dlaczego "karą nie jest gniew"

                          nie wiem czy ktoś z was był kiedyś karany poprzez gniew, obrażanie się mamy. ja
                          tak i powiem wam coś, co pewnie znowu was zbulwersuje - często wiedziałam za co
                          moja mama się na mnie gniewa i wiem, ze miała rację, ale marzyłam, zeby dała mi
                          w tyłek, ale nie odrzucała mnie obrażając się. nie uważacie, ze gniew to też
                          rodzaj przemocy? a darcie się na dziecko to coś lepszego?
                          • ea-szarri Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 10:24
                            Przerabiałam obie wersje na własnej skórze. Obie niszczą. Uderzenie nie musi
                            boleć, żeby odebrało godność. Spoliczkował Cię ktoś kiedyś? Jeżeli tak to
                            pomyśl, co Cię bardziej dotknęło: ból fizyczny, czy upokorzenie?
                            Gniew nie musi być odrzuceniem. Obrażenie się też. Ale jest jeden warunek - ono
                            musi być dziecku wyjaśnione. Musi być powiedziane, że to tylko chwilowa reakcja
                            emocjonalna na czyn. Bo ostatecznie gniew i obrażenie się jest normalną reakcją
                            w ludzkim świecie.
                            Poczucie odrzucenia pojawia się, kiedy przeprosiny i prośby o wybaczenie są
                            nieskuteczne.

                            A cały problem sprowadza się do pytania, jak nie zniszczyć w dziecku zdolności
                            do otwartego i jawnego sprzeciwu.
                          • samboraga Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 10:35
                            nie uważacie, ze gniew to też
                            > rodzaj przemocy? a darcie się na dziecko to coś lepszego?

                            jak najbardziej, tak uważam
                            znam i takie obrażanie się, gniewanie (czasami nie wiadomo za co) i tygodniowe
                            milczenie 'za karę' (mojej mamy do mnie, żeby była jasność)
                            wszystko to to agresja, czynna, bierna, jawna, skryta, ale agresja
                            dlatego zamiast wyszukiwać 'lepszą wersję' agresji wolę 'metodę' naturalnych,
                            życiowych konsekwencji (bijesz inne dzieci - idziesz do innego pokoju i się nie
                            będziesz z nimi bawił, rozlałeś sok bierzesz ścierkę i wycierasz)
                            ale jak dziewczyny pisały to jest powolna praca, trzeba szukać argumentów
                            i przypuszczam, że po etapie klapsów dziecko NA POCZĄTKU uzna, że nareszcie nie
                            ma bata nad sobą, więc więcej wolno...
                          • herbarium Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 19:00
                            > nie wiem czy ktoś z was był kiedyś karany poprzez gniew, obrażanie się mamy.
                            ja
                            > tak i powiem wam coś, co pewnie znowu was zbulwersuje - często wiedziałam za
                            co
                            > moja mama się na mnie gniewa i wiem, ze miała rację, ale marzyłam, zeby dała
                            mi
                            > w tyłek, ale nie odrzucała mnie obrażając się. nie uważacie, ze gniew to też
                            > rodzaj przemocy? a darcie się na dziecko to coś lepszego?

                            No więc jeśli chodzi o ignorowanie czy "ciche dni" to ja wiem o czym mówisz, i
                            miałam swego czasu takie same odczucia. No ale to wybór między dżumą a
                            cholerą... (Krzyk jakoś mnie nie przerażał specjalnie, może dlatego, że ja sama
                            awanturnica jestem)
                            Z tym, że obrażanie się obrażaniu nierówne, i gniew gniewowi też. Zgadzam się,
                            że ignorowanie bez możliwości zadośćuczynienia czy przeprosin to jest wyjątkowo
                            dotkliwa bierna agresja. I że nieumiarkowane okazywanie gniewu może być
                            przerażające, zwłaszcza, jeśli jest połączone z wyzwiskami czy inną agresją
                            słowną. No ale gniew jest normalnym ludzkim uczuciem, i normalną konsekwencją
                            działań dziecka, które nie podobają się rodzicom, jest ich gniew - kwestia, czy
                            uda się go okazać w możliwie nieszkodliwy sposób.
            • anndelumester fiu fiu, to ja się spytam jesli nie ręką to czym 18.05.06, 23:19
              się klapsi (bo oczywiście NIE BIJE) dzieci w tej cudownej , broń boże, nie
              partnerskiej, a prorodzinnej, metodzie państwa Grabowskich ?????????????
              To już są chrześcijańskie metody lania, o pardą, strofowania , takiego
              malutkiego, dzieci, nieźle.
              Moze jeszcze tego uczą na rekolekcjach wielkopostnych ?
              Czy na spotkaniach małżeńskich?

              Przepraszam, za sarkazm, ale mnie wgieło w krzesło...
              m e t o d y k a d a w a n i a k l a p s aaaaaaaaaaaaa
            • isma Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 08:53
              kasia_ol1 napisała:

              >> korzystam z "metody" zaproponowonej przez Magdę i Wieśka Grabowskich na
              kursie
              > dla rodziców.

              Jezu. I nie jest to wzywanie imienia Pana Boga nadaremno ;-(((.
    • fiamma75 Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 13:00
      Smutny się wątek zrobił sad
      Przeraża mnie to, że tyle osób bije swoje dzieci (klaps to dla mnie bicie) i
      jeszcze podpiera to argumentacją naprawdę miernego lotu sad (chyba to jest
      efekt, że sami byli bici).
      Rozumiem, że można dać klapsa w zdenerwowaniu albo w sytuacji zagrożenia
      (przykład podawała Verdana) - każdemu może się zdarzyć - ale klapsy jako metoda
      wychowawacza?
      Nasze dziecko jest jeszcze po wewnętrznej stronie brzucha, ale postanowiliśmy,
      że nie będziemy stosować przemocy fizycznej jako metody wychowawczej. Oboje
      byliśmy bici przez naszych rodziców (nie było to katowanie, ale bicie np. u
      mnie wisiała specjalna pyda, u męża też jakieś urządzenie). Do dziś pamiętam
      uczucia, jakie się we mnie budziły podczas bicia - nie były to bynajmniej
      takie, o jakie chodziło rodzicom - otóż nienawidziłam ich, widzieli to, i
      zaczęli się bać, że im oddam - w pewnym momencie tak bym zrobiła, ale
      przestali. Odbierałam bicie jako naruszenie mojej godności, jako
      niesprawiedliwość a nie jako karę. Bicie uczyło kłamstwa, braku szczerości
      itp. - po co się narażać? Sprawiało, że rodzice nie byli ludźmi, którym można
      ufać.
      Czy o to chodzi tym rodzicom, którzy biją dzieci? Zastanówcie się...
      • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 13:07
        > Przeraża mnie to, że tyle osób bije swoje dzieci (klaps to dla mnie bicie) i
        > jeszcze podpiera to argumentacją naprawdę miernego lotu sad (chyba to jest
        > efekt, że sami byli bici).

        No, myślę, że niezupełnie tak jest.
        A argumentacja nie zawsze jest miernego lotu, bo poparta Słowem
        Bożym. Teraz tylko chodzi o to, aby to Słowo dobrze zrozumieć,
        czego i sobie życzę w każdym przypadku. Jak wiecie nie zawsze to jest
        proste. Myślę, że teraz potrzeba nam ciszy i spotkania sam na sam z
        Bogiem i Jego argumentami...
        • verdana Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 13:39
          Wybacz, ale nie zawsze podpieranie sie słowem bibilijnego tekstu jest
          argumentacją "wysokiego lotu". Przede wszystkim dlatego, że o ile sie nie mylę
          pewne zasady Nowego Testamentu unieważniły część przykazań Starego. Poza tym,
          nie każdy kto sądzi, że Bóg jest po jego stronie ma rację - dość przypomnieć
          napis na klamrach wojsk hitlerowskich - oni też sądzili, że Bóg jest z nimi...
          Mam przykre wrażenie, że pewne metody stosowane przez własnych rodziców (ja
          byłem bity, no i wyrosłem na ludzi)spowodowały, ze część osób, ktorym się
          wydaje, że bicie (klapsy, ścierka, pas) kompletnie im nie zaszkodziły, mylą
          się - zaszkodziły. Nie są oni bowiem w stanie ocenić sytuacji w ich obecnej
          rodzinie, pewnych sytuacji, dla innych w sposób oczywisty niemoralnych, nie
          oceniają jako niemoralnych, patologicznych, ale jako normę. To tak, jak osoba
          wychowywana przez rodzicow, ktorzy "kombinują" nie widzi w pewnych ogólnie
          ocenianych jako naganne zachowaniach nic złego - ma "wdrukowane", że trzeba
          oszukiwać, kręcić, by zyć, każdy troszczy sie przede wszystkim o siebie, tak
          jest i tyle. Tym ludziom juz nie wytłumaczy się nagannosci postepowania - bo
          oni tej nagannosci nie widzą.
          I bici rodzice wychowują następne pokolenie, dla którego upokorzenie czy
          uderzenie wlasnego dziecka bedzie absolutnie moralne i szlachetne. W
          nieuswiadamianym podtekscie leży załozenie, że dziecko to własność rodziców.
          Uderzenie obcego malutkiego dziecka - to zbrodnia , uderzenie swojej własności
          nikogo obchodzić nie powinno.
          • mama_kasia Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 13:52
            > Wybacz, ale nie zawsze podpieranie sie słowem bibilijnego tekstu jest
            > argumentacją "wysokiego lotu".
            Masz rację, nie zawsze, ale jestem z Marzek na tym forum już długi czas.
            Wiem, że bardzo zależy jej na tym, aby iść za Słowem Bożym.
            Stąd taka moja wypowiedź.
            "Teraz tylko chodzi o to, aby to Słowo dobrze zrozumieć,
            czego i sobie życzę w każdym przypadku. Jak wiecie nie zawsze
            to jest proste."

            I podkreślam - sobie też życzę zawsze i wszędzie właściwego odczytania
            Bożego Słowa!
            W tym wypadku rozumiem to Słowo inaczej.
          • anula9876 Verando hamuj! Łamiesz netykietę i regulamin forum 19.05.06, 13:55
            Droga Verando, radzę wziąć sobie do serca słowa mamy-kasi, przemyśleć w zaciszu
            swoje słowa i zakończyć swoje agresywne wypowiedzi w tym wątku.. Chyba, że
            chcesz w nieskończoność pisać w kółko to samo?

            Czy może netykiety i regulaminu też nie doczytałaś albo też nie zrozumiałaś?

            pozdrawiam
            anula
            • mama_kasia Re: Verando hamuj! Łamiesz netykietę i regulamin 19.05.06, 14:18
              Nie chciałabym, aby moje słowa były źle zrozumiane.
              Nadal uważam, że klaps jest zły! A Verdanę rozumiem.
              Robi coś (choć rzeczywiście, jak dla mnie, juz teraz zbyt mocno),
              czego ja nie potrafię. Nie potrafię przekonać pewne
              osoby z mojej własnej wspólnoty, które uważają, że klaps czy pstryczek
              w ucho jest dobrą metodą wychowaczą sad
              • verdana Re: Verando hamuj! Łamiesz netykietę i regulamin 19.05.06, 15:23
                Mocno...
                Bo jednego sie boje - i to boje coraz bardziej. Tego, ze usprawiedliwianie
                jakiejkolwiek przemocy fizycznej moze prowadzić do eskalacji przemocy. Juz w
                jakiejs wypowiedzi czytalam "klaps dziala, wiec nie musimy ic mocniej". To
                znaczy, że autorka wypowiedzi dopuszcza, że jak nie podziała - to uderzy jednak
                mocniej. I tak mozna zajść daleko.
                Nie przekonuje mnie tez, że kazdy ma swoje metody wychowawcze i nie innym je
                oceniać. Osoby, ktore katuja dzieci (nie piszę o osobach na forum!) tez nie
                muszą oceniać tego negatywnie. Moga sadzic, ze dobrze robia, bo dziecko trzeba
                karac ostro. czy wtedy moralne jest nieinterweniowanie i nie słyszenie krzykow
                za sciana - bo to tylko "metoda"?
                Nie mozna powiedzieć - wszystko, co pochodzi od rodziców, jest dobre. Krzywda
                dzieci nie może przejść bez echa...
                • kasia_ol1 Re: Verando hamuj! Łamiesz netykietę i regulamin 19.05.06, 16:33
                  "Juz w
                  jakiejs wypowiedzi czytalam "klaps dziala, wiec nie musimy bic mocniej". To
                  znaczy, że autorka wypowiedzi dopuszcza, że jak nie podziała - to uderzy jednak
                  mocniejże jak nie podziała - to uderzy jednak
                  mocniej. I tak mozna zajść daleko."

                  nie, Verdano, autorka nie to miała na myśli. klapsujacym rodzicom zarzuca się
                  częstsze i dotkliwsze karanie, bo klaps nie przynosi efektu. uprzedzając ten
                  argument, napisałam, ze nie bije ani mocniej, ani częściej. odchodzimy od
                  klapsów. dla mnie jest to jednoznaczne z tym, że wykluczam możliwość "że jak nie
                  podziała - to uderzy jednak mocniej".
                  na przyszłość proszę, żebyś nie przypisywała autorom wypowiedzi czegoś, czego
                  nie powiedzieli/ napisali.
            • anndelumester Anulo, a gdzie złamała netykietę 19.05.06, 14:33
              Słowa Verdany odbieram jako stanowcze, nie agresywne.
              Niestety , Verdana ma racje, nie zwsze fragmety Biblii były uzywane hmm nazwijmy
              to w słusznych sprawach.
              I to jest fakt, a przykładów wiele, z historii.
              Tak samo wiele jest porzykładów, tez z historii,ale i z zycia codziennego, co
              mozna biciem wymusic, a że bijący, karający w ten sposób biorą to do siebie?
              Może dobrze, może jest szansa na refleksję.
              pozdr.
              a.
              • anula9876 Re: Anulo, a gdzie złamała netykietę 19.05.06, 15:44
                Widzę, że też nie doczytałaś netykiety. Jest tam napisane:
                "Nie obrażaj i nie atakuj personalnie swoich rozmówców".

                Nie mam zamiaru przeglądać jeszcze raz wszystkich wypowiedzi Verandy, żeby
                wklejać jej obraźliwe słowa, ale z tego co pamietam z głowy, to m.in:
                - zarzuciła mi, że biję dziecko chociaż to nie daje żadnego efektu (hm..nic
                takiego nigdy nie napisałam)
                - zarzuciła Marzkowi, że twierdzi, że jej znajomi są dobrymi ludźmi dlatego, że
                byli bici w dzieciństwie (ciekawe gdzie Marzek to napisała???)
                - przyrównała metody wychowawcze Marzka do hitlerowskich metod....(to juz nie
                była przesada lecz zwykła obraza).

                Poza tym, przejrzyj jeszcze raz wszystkie posty i zobacz, jak szybko wycofała
                się z dyskusji każda mama stosująca klapsy (nie próbując nikogo przekonywać lub
                gorszyć swoimi wypowiedziami) a jak zachowują się mamy typu Veranda, która w
                każdym poście pisze prawie to samo tylko coraz bardziej obraźliwie.
                • pieskuba Re: Anulo, VerDAna, nie VerANda n/t 19.05.06, 17:13

    • ea-szarri ciekawa jestem... 19.05.06, 13:50
      czy Maryja "klapsowała" małego Jezusa? A może On nie przechodził buntu
      dwulatka... Chociaż z drugiej strony to, co zrobił rodzicom jako dwunastolatek
      chyba nienajlepiej świadcy o ich metodach wychowawczych wink
      • herbarium Re: ciekawa jestem... 19.05.06, 18:45
        No cóż, może to niestosowne wklejać ten link, ale bądź co bądź jest to klasyka
        malarstwa...
        hamlet.pro.e-mouse.pl/galeria/show.php?id0=75&id1=0
        • isma Re: ciekawa jestem... 19.05.06, 18:54
          Mniam. Mniam zwlaszcza to zapobiegliwe zdystansowane polozenie Jezuskowej
          aureolki wink)).
    • rycerzowa Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 14:08
      verdana napisała:
      >Tak, to działa. Bicie działa. Nawet wobec osob dorosłych. Świetnie wiedzialo o
      tym na przyklad KGB i Gestapo. <

      Otóż to nieprawda. Tortury "działają" tylko jako sposób wymuszania zeznań.
      Ale nie "zachęcają" do współpracy.
      Nawet publiczne egzekucje w okupowanym kraju nie powstrzymały ruchu oporu, a
      nawet go wzmogły.
      Mam dobra pamięć i wiem, że kto dostał pałą od ZOMO, to raczej nie współpracował.

      KGB i SB wiedziały, co "działa": rozmowa i perswazja, rozmowa i perswazja...
      • verdana Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 15:18
        Racja...
        Tym bardziej nie warto...
      • iwonaiza Re: Posłuszeństwo wobec Boga a wychowanie dziecka 19.05.06, 16:35
        Jestem mamą szesnastoletniej córki. Wychowuję ją tak jak potrafie najlepiej.
        Starałam się aby za dobro była nagradzana a za nieposłuszeństwo karana. kara i
        nagroda były właściwe, gdyż uważam że dziecko powinno znać granice co można a
        czego nie można. Kara to brak nagrody, nie było bajki, zabawki, wyjścia na
        podwórko, zdarzał się klaps , lekki ale skutkowało i jasno tłumaczyłam dlaczego.
        Tłumaczyłam że jest świadek wszyskich naszych poczynań, jest nim Bóg , działało.
        Ze nie można robić komuś przykrości, że to boli i ktoś cierpi. Dzięki temu
        nigdy nie spotkało mnie przykre zdarzenie typu oplucia mamy przez dziecko,
        brzydkie słowa pod moim adresem, jestem szanowana i konsekwentna w swoim
        postępowaniu. Mówiłam często że ją kocham, że jest ważna w moim życiu. Nigdy
        nie powiedziałam że jest złym dzieckiem ,to uczynki są nie właściwe i uczynki
        były oceniane.Zawsze starałam się wysłuchiwać jej małych i dużych problemów.
        teraz jest bardzo samodzielna i akceptowana , ma dużo oparcia w nas, dlatego
        nie ucieka z problemami do koleżanek. ma do nas zaufanie. W czwartek miała
        bierzmowanie, stała sie odpowiedzialnym członkiem wspólnoty chrześcijańskiej.
        Naprawdę jestem z niej dumna i szczęśliwa że Bóg dał mi siłe i mądrość aby
        wychować dziecko , teraz już panienkę. Bardzo pomocna w wychowaniu jest strona
        DDA/DDD www.dda.bhd.pl korzystam z niej czasami, gdyż sama wychowywałam sie w
        rodzinie gdzie brakowało miłości i wzajemnego zrozumienia, a jest to
        najważniejsze w życiu.
    • pieskuba Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 17:29
      MOje dzieci do najbardziej posłusznych nie należą. Zdarzało mi się wymierzać
      klapsy. Nieczęsto (raz na kilka miesięcy), ale jednak. I bardzo źle się z tym
      czułam. Sama też nie chciałabym, żeby ktoś większy zaczął mi wymierzać klapsy,
      bo nie robię czegoś tak, jak ten ktoś chce. Poszłam kiedyś do spowiedzi i
      przypadkiem trafiłam do księdza który kiedyś, przed laty uczył mnie religii.
      Bardzo go lubiłam i szanowałam. I ten naprawdę już stary człowiek powiedział
      mi, bardzo spokojnie i ciepło: Pamiętaj dziecko, Pan Jezus
      powiedział "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych,
      Mnieście uczynili". I tymi słowami postanowiłam się kierować.


      pieskuba
      • pawlinka Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 19:29
        Pieskubo!
        a wyobrażasz sobie karę cielesną w szkole? dzisiaj... Gdybym dotknęła cudze
        dziecko w szkole, rodzice zlinczują i mają rację!

        Byłam świadkiem, jak pewien przypadkowy mężczyzna, na ulicy, uderzył mojego
        ucznia: ot, mechanicznie, bo śnieżką dostał, chociaż to nie Łukasz
        rzucił...Odwrócił się i uderzył. Chłopiec się skulił i poprosił, błagał, żebym
        nic nie robiła w tej sprawie: "jestem przyzwyczajony"sad((
        • pieskuba Re: Posłuszeństwo 19.05.06, 19:47
          Nie wyobrażam sobie i bardzo podziwiam nauczycieli, którzy potrafią zapanować
          nad całą klasą dzieci, z których każde jest nieposłuszne na swój własny
          sposób :o). Na własny użytek byłam zmuszona wymyśleć inną karę, karę która
          pozwala i winawajcy i rodzicowi zastanowić się i ochłonąć. Włączam minutnik na
          1 - 15 minut i mały zbój ma ten czas spędzić w łóżku. Ewentualne opuszczenie
          łóżka w celu innym niż siku powoduje przedłużenie kary o 5 minut.

          "Jestem przyzwyczajony" ... Brak mi słów. Tego nie wolno robić dzieciom.

          pieskuba
          • mamalgosia w szkole łatwiej 21.05.06, 14:45
            Wypowiadam się jako nauczyciel, który raczej z dyscypliną w klasie problemu nie
            ma. W szkole sa jakieś "narzędzia", które przynajmniej na niektóre dzieci
            działają (zaciekawić tematem, przepytać za karę itp), ale ogólnie tak jest, ż
            edziecko jakoś w tej szkole czy w przedszkolu inaczej się zachowuje. W domu
            potrafi nieźle dać czadu .
            choć oczywiście są i przypadki odwrotne - w domu aniołek, a na wycieczce
            szkolnej się upija
            • addria Re: szkoła i "uwarunkowania kulturowe" 21.05.06, 14:57
              A tak jeszcze a propos, ale trochę OT. Pamiętam ze swoich lat szkolnych
              nauczyciela bijącego linijką po "łapach", głowie (!), czy nawet gdzie popadnie,
              czy też nauczyciela szarpiącego za uszy w ramach egzekwowania dyscypliny. O
              tych notorycznie wrzeszczących nie wspomnę. I nie pamiętam by ktoś im jakiś
              proces wytoczył, ani nawet by wylecieli ze szkoły wink No a dzisiaj, to byłoby
              nie do pomyślenia, prawda?
              • mamalgosia Re: szkoła i "uwarunkowania kulturowe" 21.05.06, 17:45
                Biolożka w nas rzucała szmatą
                • mader1 Re: szkoła i "uwarunkowania kulturowe" 21.05.06, 22:44
                  Bo teraz to się inaczej kończy - to rzucanie...
                  Młody chemik ( on po studiach, oni ostatnia gimnazjum) postanowił rzucać ( tak
                  dla zabawy, czy co ?) w krnąbrnych, gadających itd uczniów kredą. Uchylali się
                  i zebrali okrawki. Tuż po dzwonku zaczęli odrzucać mu wszystkie rzucone
                  uprzednio kawałki. Obudował się podręcznikami na stole nauczycielskim i
                  schował. Na to jeden z uczniów mówi " O ! Fajnie się pan bawi, ja też tak
                  lubiłem, jak byłem mały". To zamknęło kwestie rzucania wink))) Widać niebite i
                  rozwydrzone wink))) Ponegocjowali wink)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka