mj77
06.10.08, 21:13
Mamy pewien problem, albo z moją córką, albo ze mną, bo już nie wiem sama. Córka nigdy nie była skora do jedzenia, ale jakoś tam się udawało, raz lepiej raz gorzej. Teraz chodzi do przedszkola, prowadzam ją po śnaidaniu spożywanym w domu, natomiast ona przez cały dzień w przedszkolu potrafi zjeść tylko galaretkę albo pół kanapki. Nie rusza obiadu, nie pozwala się nakarmić. Po powrocie do domu nadrabia, ale też niewiele zje, bo zapuszcza sobie żołądek przez cały dzień. Bardzo często jej jedzenie doprowadza mnie do białej gorączki, potrafię się na córkę wydzierać i nawet klepnąć w tyłek. Tłumaczę jej sto razy dziennie, że jeść trzeba, bo.... (wymieniam tysiąc powodów). Daję córce apetizer, jeśli jest w domu w weekend, to nawet zauważam efekty, bo córka je przywoicie. Natomiast problem dotyczy właściwie wyłącznie przedszkola.
I tu pojawia się moje pytanie: jak Pani myśli, skąd takie zachowanie córki? Że nie je i nie pozwala się nakarmić. Czy to są jakieś moje w tym błędy? Może zbyt nerwowo podchodzę i przez to ona też do tematu jedzenia? A może córka traktuje jedzenie i karmienie jako coś bardzo osobistego i dlatego nie pozwala paniom się pokarmić? Albo to jej "bunt" na przedszkole? Czy faktycznie dziecko samo potrafi sobie samo intuicyjnie wyznaczyć ilość potrzebnego pożywienia?
Bardzo dziękuję za jakąś podpowiedź.