Przepraszam, mam nadzieję, że nikomu nie będzie przykro. Ale jak się nie
pochwalę, to pęknę...
Właśnie sobie uświadomiłam, że wczoraj Małgosia skończyła półtora roku
korygowanego (20 miesięcy metrykalne).
Z urodzonego z wagą 1200 g chucherka z zamartwicą, wylewami III stopnia do obu
komór, niewydolnego oddechowo (3 tygodnie na respiratorze) i z zakażeniem
wewnątrzmacicznym wyrosła mi 14-kilowa panna, wysoka na około 90 cm (nie życzy
sobie być mierzona).
Nigdy nie potrzebowała rehabilitacji. Pięknie chodzi i biega (już nawet nie
staje na palcach). Oczka zdrowe, słyszy dobrze, odporność żelazna, polekowe
uszkodzenie szpiku i wątroby się wycofało, tak samo, jak silne zniekształcenie
twarzy i w ogóle czaszki (została tylko lekka plagiocefalia). Po wylewach
zostało jedno malutkie zwapnienie, nie dające żadnych objawów neurologicznych.
Małgosia z sensem stosuje w tej chwili 63 słowa, chociaż część zniekształca
(siato zamiast światło czy soń zamiast słoń). Pokazuje, gdzie ją boli.
Melduje, że zrobiła siusiu i że chce jej się kupę (ale jeszcze się ją boję
wysadzać na nocnik). Sama myje sobie ząbki i ubiera czapkę czy sweterek. Umie
układać wieżę z klocków, z sorterem idzie nam gorzej, ale rozpoznaje już koło
i kwadrat. Lubi rysować i słuchać bajek. Uwielbia grać na instrumentach, bawić
się w chowanego i sama odgrywa scenki ze swoimi zwierzątkami. Potrafi się
długo koncentrować, jest pogodna, wesoła, terrorysta z niej raczej
umiarkowany, chociaż tacie na głowę wchodzi. Straszna z niej ściemniara,
potrafi np. udać, że upadła, żeby ją wziąć na ręce.
Z wcześniaczych problemów zostały nam jeszcze cyrki z karmieniem. Nie ma już
przeczulicy przełyku, bo potrafi zjeść i nie zwymiotować schabowego, chleb czy
owoce, ale dalej strasznie się broni przed karmieniem. Sama zje i widelcem i
łyżeczką, ale niewiele, więc po posiłku dokarmiam ją jeszcze butlą.
Poza tym coraz większym kłopotem jest jej choroba lokomocyjna. Nie wiem, może
to nie wcześniacze, a rodzinne - ja też jako dziecko tak wymiotowałam w
samochodzie, że z każdej dalszej podróży wracałam pod kroplówką. W każdym
razie po tym, jak nam odpłynęła po dipherganie boję się jej podawać cokolwiek.
Staramy się ją przyzwyczaić, jeżdżąc na krótkie trasy i na pusty żołądek, ale
i tak się to zwykle kończy chlupem. Ktoś mi zasugerował, ze to może być
związane z wadą wzroku, ale nie wiem, czy to prawda. Młoda chyba jest
dalekowidzem, bo potrafi rozpoznać kota czy psa z dużej odległości, nawet gdy
ja mam problemy z rozpoznaniem, co to jest.
Mieliśmy ogromnie dużo szczęścia, no i trafiliśmy w Korczaku na naprawdę
dobrych specjalistów, którzy mi dzieciaka wyciągnęli, mimo, że optymistami nie
byli. Jedna z lekarek z OIOMu noworodkowego mi powiedziała, że z taką
lokalizacją wylewów MPDZ murowane i że mam się cieszyć, jeśli mimo tej
zamartwicy będzie sprawna intelektualnie.
Aż wstyd się przyznać, że jeszcze u nich nie byłam się młodą pochwalić,
pokazać efekty ich pracy. Widuje ją tylko z rzadka dr Michalski, który
Małgosię tak pięknie wyprowadził na prostą po wyjściu ze szpitala
A za kilka miesięcy, jak już będę pewna, że wytrzymam kolejną ciążę,
zaryzykujemy drugiego malucha

Maaarzy mi się 35 t.c. i tak ze 2 kg
zdrowego, wydolnego oddechowo bobasa. Chociaż nie obraziłabym się na więcej