samodzielne zasypianie

22.10.03, 23:05
Cześć wszystkim,
jestem mamą 10-miesięcznej córeczki i nie wiem co zrobić, aby dziecko
zasypiało mi w łóżeczku samo. Odłożona do łóżeczka natychmiast wstaje, w
zależności od humoru albo gotowa do zabawy albo z miną weź-mnie-na-ręce.
Smoczkiem się bawi a nie uspokaja. Na sposób "niech się wypłacze" jestem za
miękka. Jak Wasze dzieci zasypiają? Może to za wcześnie, albo już przegapiłam
ten moment kiedy należało zostawić ją samą? Jakie są Wasze doświadczenia?
    • umargos Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 00:05
      Moje dziecko zasypia samo (nooo prawie) i śpi całą noc. Ale ja zaczęłam ją
      przyzwyczajać do zasypiania od drugiego miesieca życia...i tak do czwartego
      miesiąca włącznie kilka razy zmieniał jej się rozkład dnia, pory posiłków,
      godziny spania w dzień i pora zasypiania (i w ogóle wszystkie zwyczaje :o))),
      ale metoda zasypiania wieczornego zawsze ta sama - czyli teraz śpimy (tak na
      godzinę przed snem wyciszanie - cichsze rozmowy, brak wizyt, ściszone radio lub
      tv, mniej światła). Po jedzeniu (i myciu ale bez kapieli bo kapie rano) idziemy
      spać. Światło tylko przez drzwi, cichutko...i do skutku. Dziecko płacze -
      pocieszamy...tulenie, śpiewanie, głaskanie, szeptanie, trzymanie za rączkę aż
      przestanie płakac, ale bez wyciagania z łóżeczka i noszenia...dziecko się
      rozpogadza - cichutkie dobranoc + cmok (albo i bez) i wychodzę. Dziecko płacze -
      powtórka, do skutku. Najszybciej zaczynała płakać kiedy wyszłam za próg,
      największa ilość razy powtarzania operacji - 22. Teraz 1-2 lub wcale. Tyle, ze
      w pewnym sensie była to metoda na wypłakanie, bo pozwalałam płakać - tyle że
      nie samej (polecane korki dla uszu dla wrażliwych, bo boli serce i głowa).
      Teraz dochodzi jeszcze ukladanie i nakrywanie, bo wyłazi spod kołdry i od razu
      chce wstawać (na razie nie umie). Ale jeżeli rzeczywiście zacznie wstawać i
      protestowac będzie gorąco metoda się i tak nie zmieni..u nas podziałała. Czas
      usypiania w najgorszych czasach to było 1,5 godziny..obecnie od razu lub do 10
      minut. Gdybym chodziła wcześnie spać (przynajmniej o 23) to od dobrych 4
      miesięcy byłabym super wyspana..niestety chodze o 2-2.30
      Pozdrawiam
      Ula

      Ps. Tak zupełnie serio jeżeli masz problem to pisz najlepiej na priv, bo ja
      mysle, że nauczyłam swoje dziecko spać...
      • magdalenack Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 07:02
        Mogłabym się podpisać pod postem Umargos - my robimy tak samo. Tyle że
        zaczęliśmy później, ok 7-8 miesiąca. Ala bardzo szybko nauczyła sie zasypiać.
        Kąpiemy ją i kładziemy spać codziennie o tej samej porze, to moim zdaniem b.
        ważne. Ja zawsze siedzę przy niej chwilę, śpiewam kołysankę, opowiadam bajkę,
        trochę się przytulamy. Potem wychodzę a Ala zasypia. I śpi do rana.
        Nie zostawiałam jej płaczącej samej w pokoju dłużej niż 1-2 minuty. Jesli nie
        przestaje plakać wchodzę, ale nie biorę jej na ręce ani nie wyciągam z
        łóżeczka, tylko głaszczę po buzi albo rączce (ona to b. lubi) i po kilku
        minutach wychodzę. I aż do skutku. U nas rekord to chyba 8-9 razy, teraz
        wystarczy góra 1-2 razy. Jeśli mała dalej nie śpi to idzie do niej mąż i wtedy
        już prawie zawsze zasypia.
        Ala właściwie nigdy nie zasypia gdy ja jestem przy niej, zawsze dopiero gdy
        wyjdę. Nawet gdy ostatnio była przeziębiona i chcialam ją "ululać" to męczyła
        się ponad godzinę i zasnęła dopiero gdy odłożyłam ją do łóżeczka i wyszłam.

        Próbuj, 10 miesięcy to na pewno nie jest za późno. Wystarczy trochę
        konsekwencji.

        Powodzenia
        • maak3 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 07:34
          oczekiwanie od maluszka samodzielnego zasypiania jest niezgodne z jego
          możliwościami rozwojowymi, ale za to baaaardzo wygodne dla rodziców

          sposob, o którym piszą panie wyżej jest skuteczny,ale w ogóle nie liczący się
          z potrzebami dziecka, bo maluchy do 3 r.ż nie mają wykształconego poczucia
          stałości - jeśli widzę, czuję mamę - jestem bezpieczny, mama wychodzi to
          znaczy ,że znika na zawsze
          psychologowie kliniczni przeżywanie lęku i poczucia straty u dziecka, któremu
          znika z pola widzenia mama porównują do rozpaczy podczas żałoby przeżywnej
          przez dorosłego!!! jak to się ma do zbudowania w dziecku poczucia
          bezpieczeństwa i przewidywalności, które są niezbędne dla prawidłowego
          rozwoju...
          ten płacz po wyjściu mamy to rozpacz, a późniejsze nie płakanie wynika ze
          straty nadziei na zaspokojonie potrzeb, więc maluch zasypia...

          truizmem byłoby pisanie o tym,że przeżywanie lęku u maluszka zaburza procesy
          chemiczne w organiźmie i zwiększa podatność na choroby i stanowi świetną
          pożywkę dla wszelkich problemów psychicznych...

          czy warto?
          • kostaga Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 08:13
            Moja Perła generalnie od samego początku śpi sama i zasypia sama. Wiadomo, jak
            dziecko było super maleńkie to odbywało się to trochę, choć niewiele inaczej.
            Po wieczornej zabawie, kąpieli następuje chwila "wieczornego żegnania"
            polegająca na przytulaniu, dawania buziaczków, śpiewaniu kołysanki lub krótkiej
            rozmowie jeszcze przed włożeniem do łóżeczka. A potem odkładamy Młodą, gasimy
            światło, głaszczemy po główce i wychodzimy z pokoju. Jeszcze przez jakieś 10
            minut Perła sprawdza, czy jesteśmy w pobliżu pytając ze swojego pokoju: "mama?"
            albo "tadi?", wystarczy, że bez wchodzenia do niej odpowiadamy, że jesteśmy, a
            Młoda już śpi. Ale nie wiem, czy potrzebnie się w ogóle wypowiadam, gdyż Pauli
            zawsze spała sama i nie mieliśmy większych z tym problemów. Był kryzys ok. 10
            miesiąca właśnie, ale wtedy przetrzymaliśmy będąc przy tym jak Mała zasypia -
            ona leżała w łóżeczku, a mu trzymaliśmy ją za rękę, potem już tylko
            siedzieliśmy tak, by wiedziała że jesteśmy, ale już bez kontaktu. Teraz znowu
            wszystko wróciło do normalności. Perła śpi gdzieś od 20.30 do 8.00. Idealne
            dziecko. I nie cierpi wręcz spać z nami. Owszem może się poprzytulać i
            powygłupiać w naszym łóżku, ale jak przychodzi co do czego, to koniecznie chce
            iść do swojego łóżeczka. Takie sytuacje przeważnie mamy na weekend, gdy sami
            chcielibyśmy trochę ponadrabiać czas stracony w ciągu długiego tygodnia pracy i
            przytulić się do Perły nocą i wstać razem z nią, ale nie da rady sad
            papa
            Sushi
          • umargos Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 10:05
            Przepraszam ale musze zapytać czy ty trochę nie przesadzasz w ocenie nauki
            samodzielnego zasypiania?? Albo nie umiesz czytać. W którym miejscu w tej
            opisanej przeze mnie metodzie jest miejsce na rozpacz dziecka skoro na każdy
            płacz reaguję, nie zostawiam samej kiedy płacze i kiedy zawoła jestem w
            pobliżu? Poza tym, "samodzielnie" w tym wypadku oznacza tylko i wyłącznie bez
            kilku godzin usypiania...bez dziecka budzącego się i wstającego co chwilę.
            Chodzi zwyczajnie o stworzenie odmiennego rytuału zasypiania, owszem dziecko
            może mieć poczucie straty na początku, bo do czegoś zupełnie innego przez
            dobrych kilka miesięcy je przyzwyczajano. A obecność mamy czy przychodzenie na
            każde wezwanie (w miejsce noszenia, tzw. lulania i usypiania na siłe) nie
            rysuje mi się jako doświadczenie traumatyczne. I nie uwierzę, że mojemu dziecku
            stała się z tego powodu jakakolwiek krzywda, nawet gdyby odezwał się zgodny
            chór psychologów rozwojów.
            Pozdrawiam
            Ula
            • maak3 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 19:32
              umargos! napisałaś w pierwszym poście,że ''była to metoda na
              wypłakiwanie'', ''światło tylko przez drzwi'', w najgorszym czasie dziecko
              jednego wieczora płakało 22 razy, aktualnie tylko 1-2 razy

              gdyby mnie, osobę dorosłą, ukochana bliska mi osoba zostawiała w niemalże
              ciemnym pokoju, kiedy bym prosiła ją 22 razy o to, by mi towarzyszyła, bo po
              prostu jej potrzebuję, a taka mam nadzieję,że skoro jest mi bliska to zaspokoi
              moją potrzebę towarzystwa i pomoże mi się uporać z czymtamś, np. ze smutkiem i
              pomimo tego,że płaczę, ona tylko przychodzi na chwilę, a potem znów wychodzi
              to żadną miarą nie czułabym się w relacji z tą osobą dobrze, mało tego byłabym
              wściekła i straciłabym nadzieję na to,ze kiedykolwiek coś od niej otrzymam,
              więc nastepnego wieczora wołam ją tylko raz albo dwa razy, potem
              przestaję...bo wiem,ze i tak nic to nie da...

              to jestem ja, dorosła - ja potrafię się uporać z frustracją, z trudnościami,
              dla niemowlaka obecność mamy lub innej bliskiej osoby, która potrafi odczytać
              i zaspokoić potrzeby to jest być albo nie być, podstawa poczucia
              bezpieczeństwa...bez niego łatwo zaburzyć rozwój dziecka....
              • umargos Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 20:01
                Wypłakiwanie, ale nie w samotności. Nie wychodziłam z pokoju kiedy dziecko
                płakało. I przychodziłam na każde zawołanie. Do skutku. Umiejętność wyciszania
                się nie każdemu jest dana tak dziecku jak i dorosłemu. I akurat poziom senności
                nie ma tu nic do rzeczy, bo nigdy nie próbowałam kłaść spać dziecka, które nie
                jest śpiące. Światło przez drzwi żeby było stłumione, cóż mało kto potrafi
                zasnąć przy świetle. A co do płaczu - tak zgadzałam się i zgadzam się na to,
                żeby dziecko mogło płakać. Nie uciszam na siłę. Jestem obok głaszczę i słucham,
                mówie i uspokajam, czasem biorę na ręce i tulę. Czasem kładę się obok i też
                głaszczę. Bo celem nie jest natychmiastowe uciszenie dziecka, ale pocieszenie.
                Czasem dzieci płaczą tak, że nie ma widocznego powodu. Ba, często nawet branie
                na ręce nie pomaga od razu. Więc dlaczego taka metoda bardziej statyczna
                miałaby być gorsza? I tak jak teraz stać mnie na to, żeby byc obok i słuchać
                jak moje dziecko wypłakuje czasem jakieś smutki i żale i złość, tak wierzę, że
                w przyszłości stać mnie będzie na to, żeby zawsze wysłuchać co ma mi do
                powiedzenia, bo to w gruncie rzeczy to samo, tyle, ze w przyszłości przekaz
                będzie bardziej komunikatywny. Podejrzewam, że w tym najbardziej krytycznym
                okresie na jakiś czas przestała sobie radzić z nadmiarem wrażen jakich
                dostarczał jej dzień. A na to nie ma innego sposobu niż pomagać się
                wyciszyć...I to bynajmniej nie przez noszenie godzinami, bo ta metoda nie jest
                dobra ani dla dziecka ani dla matki. Dla matki - bo długo tak nie wytrzyma,
                jeżeli nie ma jej kto zastąpić, a tak bywa, to po bardzo krótkim czasie będzie
                miała dość. Przestanie sobie radzić z własnym zmęczeniem i własnymi emocjami.
                Dla dziecka - bo nie wpłynie na nie dobrze potwornie zmęczona i zestresowana
                matka, a z doświadczenia wiem, że dziecko jak najczulszy barometr łapie
                wszystko każdy smutek, każdy przytłaczający nastrój, kazdą nawet mimowlna złość
                czy zniecierpliwienie. Poza tym, dziecko najzwyczajniej w świecie się
                przyzwyczai do noszenia jako jedynej metody pocieszania. Jeżeli dla kogoś to
                nie stanowi problemu, proszę bardzo niech nosi. To jego prywatna sprawa. Jeżeli
                ktoś przestaje sobie radzić ma prawo spróbować innych rozwiązań. I to też jest
                jego sprawa. Żeby oceniać czyjeś postępowanie i do tego wyciągać daleko idące,
                i nieco "czarne" w kolorycie wnioski co do przyszłości dziecka, trzeba znać
                sytuację lepiej niż tylko z postu dotyczącego jednej tylko sfery. Istotnej, ale
                wcale nie najważniejszej.
                Pozdrawiam
                Ula
          • magdalenack Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 14:24
            Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi. Nie napisałam że po moim wyjściu dziecko
            płacze, ani że pozwalam jej płakać w samotności.
            To że sasypia po moim wyjściu a ja nie czekam przy łóżeczku aż zaśnie nie
            wzięło się z moich oczekiwań, ale po prostu ułożyło się samo. Metodą prób i
            błędów, że tak powiem. Dopóki mama jest w pokoju moja córka nie zaśnie i już.
            Będzie się męczyć, marudzić, kręcić, ale spać nie będzie.
            Najczęściej minutę po moim wyjściu już śpi.
            Usypianie trwa różnie, zależnie od tego czy jest bardzo senna, czy mniej.
            Czasem jestem z nią kwadrans, czasami dłużej, nawet do godziny. To są najmilsze
            chwile dnia, małą jest wtedy taka słodka i lubi się przytulać. Ja jej opowiadam
            różne historie, śpiewam "rozmawiamy" sobie. Mała nieraz gania po całym
            łóżeczku, wyrzuca zabawki itp, a czasem spokojnie leży. Kiedy widzę że jest już
            bardzo senna wychodzę a ona zasypia. I już.
            Myślę, że nie funduję jej traumatycznych przeżyć przy zasyianiu. Jest bardzo
            żywym, pogodnym i uśmiechniętym dzieckiem i w swoim 19-miesięcznym życiu raz
            była lekko przeziębiona. Poza tym, odpukać nie choruje.

            Przez samodzielne usypianie rozumiem to, że dziecko zasypia bez noszenia na
            rękach, wielogodzinnego lulania, płaczów itp. Niekoniecznie bez mamy w pokoju -
            jeśli dziecko zaśnie przy mamie to przecież można poczekać te 5-10 minut
            dodatkowo. Wydaje mi się że o to chodziło autorce wątku.
            A większy stres funduję jej wychodząc codziennie do pracy bo niestety nie mogę
            sobie pozwolić aby przez 3 lata nie odrywać się od dziecka ani na krok.
            Pozdrawiam
          • bazylea1 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 15:51
            no większej bzdury to ja nie czytałam... to znaczy że maluch powinien przez
            100% czasu widzieć mamę? ciekawe jak to zrobić, nawet matka która nie pracuje
            musi/chce czasem wyjść sama.

            a co do zasypiania samodzielnego, ja zaczęłam uczyć tego dziecko od razu po
            wyjściu ze szpitala, czyli jak miało 3 dni. nigdy nie zostawiałam płaczącego w
            łóżeczku, jeśli płakało to spiewałam, głaskałam, dawałam palec do ssania
            (potem smoczek), wszystko bez wyjmowania z łóżeczka. po kilku tygodniach
            zasypiało samo i tak jest do dzisiaj (ma 7 m-cy). przed położeniem do łózeczka
            przytulam, śpiewam kołysankę, puszczam pozytywkę. dziecko jest szczęśliwe i
            nie może doczekać się położenia do łóżeczka, nawet często muszę skracać
            kołysankę bo mały mnie 'pogania'. wychodzę i w ciągu paru minut zasypia.
            krzyczy czasem jak zgubi smoczek ale teraz już umie sam sobie włożyć jak mu
            wypadnie. jak zobaczyłam na wakacjach jakie histerie potrafią wyczyniać dzieci
            przed pójściem spać, wymuszając na rodzicach noszenie i bujanie bo są do tego
            przyzwyczajone to naprawdę sobie z mężem gratulowaliśmy. aha, na początku może
            słodko bujać do snu maleństwo ale jak potem waży 10 kg to każdy rodzic
            zapragnie zmienić metodę. i wtedy to dopiero jest płacz i zgrzytanie zębów.
          • mrufkaa Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 00:00
            maak3 napisała:

            > oczekiwanie od maluszka samodzielnego zasypiania jest niezgodne z jego
            > możliwościami rozwojowymi, ale za to baaaardzo wygodne dla rodziców
            >
            > sposob, o którym piszą panie wyżej jest skuteczny,ale w ogóle nie liczący się
            > z potrzebami dziecka, bo maluchy do 3 r.ż nie mają wykształconego poczucia
            > stałości - jeśli widzę, czuję mamę - jestem bezpieczny, mama wychodzi to
            > znaczy ,że znika na zawsze
            > psychologowie kliniczni przeżywanie lęku i poczucia straty u dziecka, któremu
            > znika z pola widzenia mama porównują do rozpaczy podczas żałoby przeżywnej
            > przez dorosłego
            czy ja moge poprosic o jakies namiary na literature, ktora takie rzeczy
            stwierdza? Moja siostra jest psychologiem dzieciecym i nigdy metody usypiania
            opisanej przez Umargos i w cytowanej tu ksiazce nie potepiala ani nie kojarzyla
            z tego rodzaju lekiem dzieciecym. Wydaje mi sie, ze maak wrzucila do jednego
            worka rzeczy niekoniecznie z siebie wynikajace... Jesli myle, chetnie o tym
            poczytam. A cytowana ksiazka przytacza konkretne badania, na podstawie ktorych
            metoda zostala opracowana, podajac czas i miejsce ich przeprowadzania.
            • maak3 Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 15:01
              mrufkaa napisała:
              > czy ja moge poprosic o jakies namiary na literature, ktora takie rzeczy
              > stwierdza? Moja siostra jest psychologiem dzieciecym i nigdy metody
              usypiania
              > opisanej przez Umargos i w cytowanej tu ksiazce nie potepiala ani nie
              kojarzyla
              >
              cóż, nie będę się odnosić co do wiedzy i opinii Twojej siostry...
              ja swoją wiedzę czerpię od ''klasyków'' psychologii klinicznej dziecięcej
              Winnicota, Cramera.... a polskich źródeł od Olechnowicz, Kościelskiej, a o
              lękach
              separacyjnych u dzieci można poczytać w klinicznych studiach przypadków

              > z tego rodzaju lekiem dzieciecym. Wydaje mi sie, ze maak wrzucila do jednego
              > worka rzeczy niekoniecznie z siebie wynikajace... Jesli myle, chetnie o tym
              > poczytam. A cytowana ksiazka przytacza konkretne badania, na podstawie
              ktorych
              > metoda zostala opracowana, podajac czas i miejsce ich przeprowadzania.
              no tak, tylko czym w tych badaniach się zajmowano? skutecznością? bo ta metoda
              jest skuteczna, tylko jakie może mieć odległe skutki
              > mrUfkaa* wciaz przygotowujac sie do wprowadzenia metody w zycie smile
              • umargos Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 17:36
                Mam do Ciebie pytanie, zupełnie poważne (bez ironii). Skoro tak jednoznacznie
                krytykujesz przyjętą przeze mnie metodę uspokajania i usypiania dziecka,
                tudzież akceptację płaczu. Kto i kiedy, i jakimi metodami przeprowadził
                badania, że taka metoda jest dla dziecka szkodliwa. I jaka jest różnica, jeżeli
                brać pod uwagę rozwój psychiczny dziecka, jeżeli płacze, ale:

                1. matka nosi, buja wózkiem, potrząsa (nie wiem podskakuje, podrzuca
                dzieckiem..), bądź wymyśla inne sposoby na pocieszenie i ukojenie, może też
                mówić i śpiewać – dziecko mimo to nadal płacze i bynajmniej nie uspokaja się od
                razu
                2. matka siedzi i tuli dziecko, mówi do niego, śpiewa – mimo to dziecko nadal
                płacze i też nie uspokaja się od razu
                3. matka leży obok dziecka, tuli, głaszcze, mówi, śpiewa – skutek jak wyżej
                4. matka siedzi obok dziecka, głaszcze, mówi, śpiewa – skutek ja wyżej

                We wszystkich tych wypadkach matka JEST obecna. Różni je wyłącznie sposób
                okazywania bliskości. I też zapewne (choć tylko na początku) szybkość z jaką
                jej zabiegi odnoszą pożądany skutek. Dodam jeszcze, że wybór żadnej z 4 opcji,
                nie wyklucza użycia innej. Tyle, że ja osobiście, w uspokajaniu i usypianiu
                stosowałam najczęściej, ale NIE WYŁĄCZNIE metodę czwartą, natomiast z pierwszej
                wyłącznie w jakimś stopniu noszenie.

                Kwestia druga. Jaka jest różnica dla psychicznego rozwoju dziecka jeśli
                usypiane jest inną metodą (opisaną w tym wątku) niż przez wielogodzinne
                lulanie, noszenie, skoro na KAŻDE zawołanie matka przychodzi i poświęca tyle
                czasu ile jest potrzebne, aby dziecko ukoić i utulić.

                Bardzo jestem ciekawa Twojej odpowiedzi. Przy czym, nie chodzi mi o truizmy w
                rodzaju „dziecko potrzebuje matki”, bo jest to rzecz równie oczywista jak ta,
                że po zimie przyjdzie wiosna i nie jest odpowiedzią na pytanie. Nie chodzi mi
                też o wyniki badań, w których przeciwstawia się „obecność-opieka matki” i jej
                wpływ na rozwój dziecka „brak obecności-brak opieki matki” i jej wpływ, bo to
                też nie jest odpowiedź.

                Pozdrawiam
                Ula


                Ps. satysfakcjonujące będą wyniki + nazwiska i publikacje
                • dewcia Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 19:11
                  Maak3, a ja mam prośbę, przybliż proszę wszystkim, czym zajmuje się
                  psychologia kliniczna. Ja znam istotę sprawy oraz nazwiska, które przytaczasz,
                  ale nie wszyscy mają ten obowiązek. Mam wrażenie, że za mocno przesiąknęłaś
                  zagadnieniami klinicznymi, czasem sugerujesz, że większość zaburzeń bierze się
                  ze złego postępowania rodziców (tak, byli tacy, którzy winili matki za autyzm
                  ich dzieci i też zwali sie psychologami klinicznymi, ale to już zamierzchłe
                  czasy). Może skoncentruj się na normie (tej szeroko rozumianej), a nie
                  podpowiadaj rozwiązań stosownych dla dzieci z zaburzeniami. A propos zjawiska
                  zwanego w psychologii "stałością przedmiotu", twierdzisz, że pojawia się około
                  3 r.ż.? No cóż, chyba jednak musisz przypomnieć sobie co nieco z psychologii
                  rozwojowej. Jesteś bardzo radykalna w swoich pogladach i masz do tego święte
                  prawo, ale czasem uważam, że traktujesz się jako wyrocznię w dziedzinie
                  wychowania i bardzo ostro traktujesz niektóre wypowiedzi. Jeżeli chcesz pomóc,
                  Twoim zdaniem, krzywdzonemu dziecku, to poczytaj jeszcze o terapii rodziny.
                  Np. przytoczona przez Ciebie pani Kościelska bardzo mądrze o tym pisze.
                  Pozdrawiam Ewa
                  • maak3 Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 22:01
                    dewcia napisała:

                    > Maak3, a ja mam prośbę, przybliż proszę wszystkim, czym zajmuje się
                    > psychologia kliniczna. Ja znam istotę sprawy oraz nazwiska, które
                    przytaczasz,
                    > ale nie wszyscy mają ten obowiązek.
                    pewnie,że nie mają!ale emamy to przecież osoby światłe smile)
                    odnoszę wrażenie,że chcesz cichutku zasugerować,iż psychologia kliniczna
                    zajmuje się wyłącznie zaburzeniami psychicznymi...a przecież w obszarze jej
                    działań jest również i psychoprofilaktyka i promocja zdrowia - ale skoro
                    znasz ''istotę sprawy''...
                    >Mam wrażenie, że za mocno przesiąknęłaś
                    > zagadnieniami klinicznymi, czasem sugerujesz, że większość zaburzeń bierze
                    się
                    > ze złego postępowania rodziców (tak, byli tacy, którzy winili matki za
                    autyzm
                    > ich dzieci i też zwali sie psychologami klinicznymi, ale to już zamierzchłe
                    > czasy). Może skoncentruj się na normie (tej szeroko rozumianej), a nie
                    > podpowiadaj rozwiązań stosownych dla dzieci z zaburzeniami.

                    pewnie,że można wychodzić z założenia,że niemowlęta są bardzo plastycznymi
                    istotami nie jedno przetrzymają i że wyłącznie nasze geny, ewentualnie ciężkie
                    choroby i urazy wyłącznie fizyczne determinują wszelkie trudności psychiczne...

                    a tak naprawdę to wszyscy gdzie nie spojrzeć dają sobie swietnie radę w życiu,
                    budują zdrowe związki, z nich rodzą się wyłącznie zdrowe dzieci, którym nie
                    należy poświęcać zbyt wiele uwagi, bo jeszcze wyrosną na narcyzów i ludzi mało
                    przedsiębiorczych
                    >A propos zjawiska
                    > zwanego w psychologii "stałością przedmiotu", twierdzisz, że pojawia się
                    około
                    > 3 r.ż.? No cóż, chyba jednak musisz przypomnieć sobie co nieco z psychologii
                    > rozwojowej.
                    pisałam o ''poczuciu stałości'' - biję się w piersi to był wyłącznie skrót
                    myślowy (ale bez przesady forum edziecka to nie konferencja naukowa!),
                    połączyłam w nim - myśl o tym,że dzieci dopiero w trzecim roku osiągają taki
                    etap w rozwoju, kiedy nie postrzegają siebie i mamy (lub innej bliskiej osoby,
                    która ''pełni jej rolę'') jako jedno i rozłąki z nią jako poczucia zagrożenia
                    dla własnego ja, fakt,że jeśli chodzi o rozwój poznawczy to ok. drugiego roku
                    życia dzieciaczki mają przekonanie o tym, że istnieje coś czego w tej chwili
                    nie widzą, ale rozwój poznawczy to jedno, a rozwój emocjonalny i lęk
                    separacyjny to trochę inna bajka...
                    • dewcia Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 22:48
                      maak3 napisała:pewnie,że można wychodzić z założenia,że niemowlęta są bardzo
                      plastycznymi
                      > istotami nie jedno przetrzymają i że wyłącznie nasze geny, ewentualnie
                      ciężkie
                      > choroby i urazy wyłącznie fizyczne determinują wszelkie trudności
                      psychiczne...
                      >
                      > a tak naprawdę to wszyscy gdzie nie spojrzeć dają sobie swietnie radę w
                      życiu,
                      > budują zdrowe związki, z nich rodzą się wyłącznie zdrowe dzieci, którym nie
                      > należy poświęcać zbyt wiele uwagi, bo jeszcze wyrosną na narcyzów i ludzi
                      mało
                      > przedsiębiorczych.
                      Tego nie powiedziałam i jestem daleka od takich stwierdzeń, ale też jestem
                      daleka od wyciągania wniosków i prorokowania na temat przyszłości na podstawie
                      jednego postu. Zgodzę się, że forum to nie konferencja naukowa, ale przyznaj,
                      że to Ty trochę narzucasz taki ton, często powołujesz się na psychologów
                      klinicznych. Podajesz nazwiska, badania naukowe... ja tylko podchwyciłam Twój
                      ton.
                • maak3 Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 22:18

                  Umargos to co pisałam odnosiłam do tego,że dziecko jest pozostawione samo
                  sobie w sytuacji zasypiania - dla mnie płacz dziecka, w sytuacji, kiedy
                  wszystkie inne potrzeby są zabezpieczone - uważam za komunikat jasny -
                  chcę,żeby mama była przy mnie
                  i wcale nie napisałam wcześniej,ze najlepszym sposobem jest wówczas
                  wielogodzinne bieganie z wózkiem i potrząsanie dzieckiem, w którym jest
                  płaczące niemowlę,
                  ale że najlepszym sposobem wspierającym rozwój dziecka jest ADEKWATNE i
                  NATYCHMIASTOWE reagownie na potrzeby dziecka i już
                  jeżeli dziecko płacze 22 razy po opuszczeniu przeze mnie pokoju to dla mnie
                  jest oczywiste czego ono oczekuje

                  a publikacji na temat lęku separacyjnego jest mnóstwo począwszy od napisanej
                  prostym językiem książeczki Jeno Ranschburga ''lęk gniew agresja'', po liczne
                  publikacje psychanalityków

                  • umargos Re: samodzielne zasypianie - do maak3 24.10.03, 22:55
                    Nie odpowiedziałaś na pytanie. Pytam o konkretne publikacje, nie jestem
                    psychologiem, nie śledzę i nie studiuje literatury (ale gdyby ktoś miał pytania
                    dotyczące archeologii, antyku czy kontaktów rzymsko-barbarzyńskich to
                    służę ;o)))). Wypowiedziałaś się krytycznie (Twoje prawo) i bardzo
                    kategorycznie, więc spodziewałam się, że oprócz własnych przekonań i własnych
                    metod, które nie upoważniają do aż tak jednoznacznych opinii, masz na poparcie
                    konkretne publikacje naukowe.

                    Co do wołania mamy 22 razy - to jak napisałam wczesniej w tym albo w innym
                    wątku - dotyczyło dziecka małego, które jest tak zmęczone, że nie może zasnąć,
                    ucisza się przysypia po czym wybudza się znowu. I z punktu widzenia dziecka,
                    już uspokojonego i wyciszonego nie ma znaczenia czy siedzę w tym samym pokoju i
                    czekam czy się wybudzi czy nie, czy przyśnie czy nie, ale wychodzę i reaguje
                    kiedy płacze, nie widzę różnicy. Bo ja nie czekam z nadzieją czy przestanie czy
                    się wypłacze...tylko idę pocieszać. Zawsze. I w takim wypadku potrzebą dziecka
                    nie jest stanie nad nim czekanie aż zaśnie, ale właśnie reagowanie na płacz i
                    pomaganie w uspokojaniu i wyciszaniu się, bo właśnie z tym miało problem.
                    A te 22 razy to było maksimum, które gdybym zrobila statystykę zniknęłoby
                    zupełnie.

                    Pozdrawiam
                    Ula

                    Ps. Nadal czekam na odpowiedź. Nie czepiam się, to najzwyklejsza dociekliwość.
                    Chodzi mi o konkrente przykłady - badania, autorzy, publikacje i miłe byłyby
                    strony. Będzie mi łatwiej znależć.
                  • umargos Re: samodzielne zasypianie - do maak3 25.10.03, 01:25
                    maak3 napisała:

                    Pozwolisz, że jeszcze raz odniosę się do tego samego postu, na który juz
                    odpowiadałam.

                    > dziecko jest pozostawione samo
                    > sobie w sytuacji zasypiania - dla mnie płacz dziecka, w sytuacji, kiedy
                    > wszystkie inne potrzeby są zabezpieczone - uważam za komunikat jasny -
                    > chcę,żeby mama była przy mnie
                    > i wcale nie napisałam wcześniej,ze najlepszym sposobem jest wówczas
                    > wielogodzinne bieganie z wózkiem i potrząsanie dzieckiem, w którym jest
                    > płaczące niemowlę,

                    Przekaz płaczącego dziecka nie jest jednoznaczny – dla mnie przekaz dziecka
                    płaczącego ze zmęczenia nie oznacza „mamo boję się zostać sam”, ale „mamo
                    jestem zmęczony, nie mogę zasnąć”.
                    Przedstawione opcje są, li i jedynie, wszystkimi jakie mi przyszły do głowy
                    sposobami usypiania i uspokajania, charakteryzujące się różną (że się tak
                    wyrażę) „ekspresją” matki. Celowo nie wspominam tu o usypianiu dziecka przy
                    piersi, bo to inna kwestia, nie mająca zastosowania w przypadku kiedy dziecko
                    nie jest (ew. już nie jest) karmione piersią, albo nie zasypia w trakcie.

                    Skoro mój sposób jest Twoim zdaniem zły – to jaki jest dobry i dlaczego ten
                    właśnie – poparte badaniami i publikacjami (konkretnymi). Ale nie opracowaniami
                    o lęku separacyjnym tym bardziej ogólnymi; z językiem naukowym dziedzin, które
                    nie są moją specjalnością, radzę sobie w stopniu wystarczającym. Zwłaszcza, że
                    o ile mi wiadomo dziecko dwumiesięczne takowych lęków nie przeżywa (a w każdym
                    razie jest to chyba całkowicie niemierzalne), bo w ogóle nie ma świadomości
                    swojej osoby, która jeżeli wierzyć nauce rodzić się zaczyna w drugim półroczu
                    życia (i chyba stąd lęki w 8-9 miesiącu). Jeżeli w dalszym ciągu wierzyć nauce,
                    to wpływ na poczucie bezpieczeństwa u dzieci ma nie tylko obecność matki, ale
                    też stałość czy swego rodzaju powtarzalność sytuacji – stąd wieczorne rytuały
                    kąpieli, karmienia, kołysanek, bajeczek i inne. Stąd powolne wprowadzanie w
                    miarę stałego rytmu dnia (niekoniecznie karmienia), aby stworzyć poczucie
                    bezpieczeństwa. I dla mnie sposób usypiania jest również takim „rytuałem”. I to
                    wyłącznie od nas zależy jaki ten rytuał będzie, a choćbyśmy nawet bardzo
                    chcieli „za dziecko” spać nie będziemy.
                    Pozdrawiam
                    Ula
                    • maak3 Re: samodzielne zasypianie - do maak3 25.10.03, 15:33
                      umargos napisała:

                      > Przekaz płaczącego dziecka nie jest jednoznaczny – dla mnie przekaz dziec
                      > ka
                      > płaczącego ze zmęczenia nie oznacza „mamo boję się zostać sam”, ale
                      > „mamo
                      > jestem zmęczony, nie mogę zasnąć”.

                      ''wystarczająco dobra matka'' w miarę poznawania dziecka, metodą prób i błędów
                      wspomaganą przez własną intuicję, uczy się odczytywać i różnicować płacz
                      dziecka głodnego,zmęczonego albo po prostu chcącego być w bezpiecznych
                      ramionach mamy...dla mnie to oczywiste i w tym się chyba zgadzamy,
                      różni nas tylko to,że ja postrzegam obecność matki (lub innej bliskej osoby
                      pełniącej jej rolę) jako niezbędną w sytuacji usypiania - o czym dziecko w
                      dość wyraźny sposób informuje płacząc (nie odnoś tego tak bardzo osobiście ja
                      ciągle piszę o ignorowaniu płaczu dziecka jako metodzie w
                      nauce ''samodzielnego'' czytaj samotnego usypiania dziecka i ''przetrzymywaniu
                      dziecka - z tego co pisałaś w pierwszym poście wywnioskowałam,że Twój maluch
                      nadal dwukrotnie płacze przy ''samodzielnym'' usypianiu, czyli dopomina się o
                      Twoją obecność - mój maluch, oprócz okresu kolek czy ząbkowania, w trakcie
                      usypiania nie płakał

                      > Przedstawione opcje są, li i jedynie, wszystkimi jakie mi przyszły do głowy
                      > sposobami usypiania i uspokajania, charakteryzujące się różną (że się tak
                      > wyrażę) „ekspresją” matki. Celowo nie wspominam tu o usypianiu dzie
                      > cka przy
                      > piersi, bo to inna kwestia, nie mająca zastosowania w przypadku kiedy
                      dziecko
                      > nie jest (ew. już nie jest) karmione piersią, albo nie zasypia w trakcie.

                      tym bardziej taki maluszek potrzebuje być często przytulany i wtulony w matkę,
                      by słyszeć bicie jej serca, które towarzyszyło mu przez pierwsze miesiące
                      życia w brzuchu mamy, Twój dość bogaty reperuar uspokajania dziecka
                      płaczącego w sytuacji zasypiania nie obejmuje czegoś ważnego - wzięcia dziecka
                      na ręce, czyli czegoś co naturalnie uspokaja dziecko i daje mu poczucie
                      bezpieczeństwa...
                      > Skoro mój sposób jest Twoim zdaniem zły – to jaki jest dobry i dlaczego t
                      > en
                      > właśnie – poparte badaniami i publikacjami (konkretnymi). Ale nie opracow
                      > aniami
                      > o lęku separacyjnym tym bardziej ogólnymi; z językiem naukowym dziedzin,
                      które
                      > nie są moją specjalnością, radzę sobie w stopniu wystarczającym.

                      na szczęście nikt nie bawi się kosztem niemowląt i pozbawia je obecności matki
                      w różnych sytuacjach, by prowadzić potem dysputy ...
                      badania przeprowadzone na małpach oraz dzieciach pozbawianych (nie w sposób
                      celowy) opieki macierzyńskiej oraz doświadczenia terapeutów, studia przypadków
                      ( no można byłoby się jescze wesprzeć badań przeprowadzonych przy pomocy
                      hipnozy, ale to może zbyt kontrowersyjne)są jednoznaczne...

                      >Zwłaszcza, że
                      > o ile mi wiadomo dziecko dwumiesięczne takowych lęków nie przeżywa

                      i tu się baardzo mylisz, bo dzieci nawet w łonie matki przeżywają lęk i o tym
                      trąbi wszem i wobec psychologia prenatalna
                      > (a w każdym
                      > razie jest to chyba całkowicie niemierzalne),

                      z tego co sobie przypominam to są badania poświęcone procesom biochemicznym
                      przebiegającym w mózgu oraz jego aktywnosci elektrycznej, co
                      wskazywałoby nawet na pamięć wrażeń z okresu ciąży, a co do emocji i lęku to
                      nie słyszałaś nigdy o maluszkach, które ''uciekają'' lekarzom w trakcie
                      robienia usg?
                      a lęk związny z rodzeniem się, niegdyś był bardzo popularny nurt zw.
                      rebrithingiem, który zajmował się poradzeniem sobie z traumą porodową
                      >bo w ogóle nie ma świadomości
                      > swojej osoby,
                      to prawda, dziecko nie doswiadcza siebie jako odrębnej istoty , tylko jako
                      jedność z matką ,dlatego pisałam wcześniej,że jej brak maluch odbiera jako
                      poczucie zagrożenia, a lęk ten jest zbliżony do żałoby, jaka przezywa dorosły

                      >która jeżeli wierzyć nauce rodzić się zaczyna w drugim półroczu
                      > życia (i chyba stąd lęki w 8-9 miesiącu).
                      to sie dzieje znacznie później - lęki w 8 i 9 msc to początek długiego
                      procesu, który kończy się w 3 r.ż i dlatego wówczas dziecko bez większych
                      trudności jest w stanie przebywać dłużej bez matki (o ile we wcześniejszych
                      okresach doznało wystarczająco dużo poczucia bezpieczeństwa i bliskości)
                      >Jeżeli w dalszym ciągu wierzyć nauce

                      >
                      > to wpływ na poczucie bezpieczeństwa u dzieci ma nie tylko obecność matki,
                      ale
                      > też stałość czy swego rodzaju powtarzalność sytuacji – stąd wieczorne ryt
                      > uały
                      > kąpieli, karmienia, kołysanek, bajeczek i inne. Stąd powolne wprowadzanie w
                      > miarę stałego rytmu dnia (niekoniecznie karmienia), aby stworzyć poczucie
                      > bezpieczeństwa. I dla mnie sposób usypiania jest również takim „rytuałem&
                      > #8221;. I to
                      > wyłącznie od nas zależy jaki ten rytuał będzie, a choćbyśmy nawet bardzo
                      > chcieli „za dziecko” spać nie będziemy.
                      > Pozdrawiam
                      > Ula
                      tak rytuały są ważne,bo dzięki nim świat staje się dla dziecka przewidywalny,
                      ale w żadnym razie nie zastapią obecności matki, bo np. w sytuacji, kiedy
                      nagle rytuały są zakłocone - nagła choroba dziecka i pobyt w szpitalu z matką -
                      to matka jest gwarantem bezpieczeństwa, a nie rytuały

                      gdyby takie myslenie rozciągnąć to w sytuacji ciągłej rotacji opiekunów a
                      przy zachowanych rytuałach - niemowleta można byłoby sie spodziewać,że będą
                      dobrze reagować, a przecież tak nie jest
                      pewnie,ze za dziecko nie uśniemy,ale jesteśmy po to by je wspierać i pomagać,
                      a nie tresować (vide: ''niech śpi samo, przyjdę do dziecka po 7 minutach
                      płaczu, potem po dwudziestu, przywyknie - skoro napisali,ze przywyknie to i
                      moje musi sie przyzwyczaić '')

                      to zdecydowanie wszystko co miałam do napisania w tym wątku
                      pozdrawiam

                      • umargos Re: do maak3 - też kończąc 25.10.03, 17:19
                        maak3 napisała:

                        > ''wystarczająco dobra matka'' w miarę poznawania dziecka, metodą prób i
                        błędów
                        > wspomaganą przez własną intuicję, uczy się odczytywać i różnicować płacz
                        > dziecka głodnego,zmęczonego albo po prostu chcącego być w bezpiecznych
                        > ramionach mamy...dla mnie to oczywiste i w tym się chyba zgadzamy,
                        Oczywiście

                        > różni nas tylko to,że ja postrzegam obecność matki (lub innej bliskej osoby
                        > pełniącej jej rolę) jako niezbędną w sytuacji usypiania - o czym dziecko w
                        > dość wyraźny sposób informuje płacząc (nie odnoś tego tak bardzo osobiście ja
                        > ciągle piszę o ignorowaniu płaczu dziecka jako metodzie w
                        > nauce ''samodzielnego'' czytaj samotnego usypiania dziecka
                        i ''przetrzymywaniu
                        > dziecka - z tego co pisałaś w pierwszym poście wywnioskowałam,że Twój maluch
                        > nadal dwukrotnie płacze przy ''samodzielnym'' usypianiu, czyli dopomina się o
                        > Twoją obecność
                        Cała dyskusja wyniknęła nie z tego, kto jak realizuje potrzeby dziecka, ale z
                        zaprezentowanej postawy, że "tylko ja mam rację, bo...". Przynajmniej to
                        sugeruje nazbyt kategoryczny ton i ocena czyjegoś postępowania. Jeżeli nie
                        takie były intencje to przepraszam, nie chciałam urazić.

                        - mój maluch, oprócz okresu kolek czy ząbkowania, w trakcie
                        > usypiania nie płakał
                        Moje też aktualnie ząbkuje. O ile dwa pierwsze ząbki były "bezbolesne" to teraz
                        niestety raczej nie - stąd płacz i dlatego też napisałam, że czasem zapłacze -
                        bo jednak zazwyczaj nie.
                        I bierzesz też pod uwagę mam nadzieję, że każde dziecko jest inne. I że w
                        związku z tym nie ma gotowych reguł czy metod. Są tylko ogólne zasady.
                        Natomiast sposób ich realizowania zawsze pozostaje sprawą indywidualną, bo nie
                        dopasowujemy dziecka do metody tylko metodę do dziecka. Gdyby było możliwe
                        posługiwanie się metodami gotowymi, sprawa byłaby prostsza. Wystarczyłoby się z
                        nimi zapoznać i wprowadzić je w życie. A świat zaludniliby ludzie (również
                        dzieci) dobrze wychowani, zawsze szczęśliwi, radzący sobie ze wszystkim. W
                        rzeczywistości się nie da, bo wychowanie, niezależnie od metod (pomijam
                        skrajności) jest procesem, który nie zawsze musi zakończyć się pełnym sukcesem.
                        I zawsze będzie swoistym kompromisem pomiędzy tym co "chcielibyśmy" a tym
                        co "możemy" lub "musimy". I to wypracowywanym za każdym razem indywidualnie w
                        zależności od potrzeb jakie stwarza zawsze inna relacja matki i dziecka +
                        okoliczności. I tak samo jest z metodami usypiania. To nie są gotowe metody
                        stosowane tak samo we wszystkich przypadkach. Tylko tak naprawdę ile dzieci
                        tyle sposobów, pomimo podobieństw.

                        > tym bardziej taki maluszek potrzebuje być często przytulany i wtulony w
                        matkę,
                        > by słyszeć bicie jej serca, które towarzyszyło mu przez pierwsze miesiące
                        > życia w brzuchu mamy, Twój dość bogaty reperuar uspokajania dziecka
                        > płaczącego w sytuacji zasypiania nie obejmuje czegoś ważnego - wzięcia
                        dziecka
                        > na ręce, czyli czegoś co naturalnie uspokaja dziecko i daje mu poczucie
                        > bezpieczeństwa...
                        A gdzie napisałam coś takiego?? Oczywiście, że obejmuje wzięcie na ręce, ale
                        nie obejmuje usypiania na rękach (ściślej w pozycji stojącej lub chodzącej), bo
                        na siedząco to i owszem. Często po jedzeniu przysypia zanim odłożę do łóżeczka.
                        I choć zazwyczaj wybudza się przy odkładaniu to zwykle spokojnie zasypia z
                        powrotem.

                        > badania przeprowadzone na małpach oraz dzieciach pozbawianych (nie w sposób
                        > celowy) opieki macierzyńskiej oraz doświadczenia terapeutów, studia
                        przypadków
                        > ( no można byłoby się jescze wesprzeć badań przeprowadzonych przy pomocy
                        > hipnozy, ale to może zbyt kontrowersyjne)są jednoznaczne...
                        Są jednoznaczne, ale właśnie dlatego, że dotyczą przypadków skrajnych. Ale my
                        przecież nie rozmawiamy o skrajnościach. Przypadki pośrednie są "niemierzalne",
                        nie sposób powiedzieć gdzie przebiega granica, bo wnioski wyciągane z oceny
                        skrajności do tego nie upoważniają. Poza tym to nie jest forum rodziców-
                        degeneratów, których trzeba sprowadzić na jedyną słuszną drogę. Tylko rodziców
                        najzwyczajniejszych na świecie, którzy zgodnie z możliwościami, najlepszą wolą
                        i chęciami dają dziecku to, co ich zdaniem jest dla niego najlepsze. Ale
                        porównanie jednoznaczne, które "najlepsze" jest rzeczywiście "najlepsze" nie
                        jest możliwe. Dlatego zdziwiłam sie, że tak kategorycznie wyrażasz swoją
                        opinię. Stąd pytania.

                        > i tu się baardzo mylisz, bo dzieci nawet w łonie matki przeżywają lęk i o tym
                        > trąbi wszem i wobec psychologia prenatalna
                        Lęki tak, ale przecież nie lęk separacyjny, a przynajmniej nie sposób to
                        stwierdzić. I w tym sensie jest to niemierzalne. A też przecież stres jako taki
                        (w tym ten będący wynikiem lęków) jest całkowicie naturalnym i niezbędnym
                        elementem życia. Tak dziecka, jak i dorosłego. Oczywiście pomijam sytuacje
                        ekstremalne.

                        > to prawda, dziecko nie doswiadcza siebie jako odrębnej istoty , tylko jako
                        > jedność z matką ,dlatego pisałam wcześniej,że jej brak maluch odbiera jako
                        > poczucie zagrożenia, a lęk ten jest zbliżony do żałoby, jaka przezywa dorosły
                        A jak to zbadano i jakimi metodami? Zbadano skrajności.

                        > to sie dzieje znacznie później - lęki w 8 i 9 msc to początek długiego
                        > procesu, który kończy się w 3 r.ż i dlatego wówczas dziecko bez większych
                        > trudności jest w stanie przebywać dłużej bez matki (o ile we wcześniejszych
                        > okresach doznało wystarczająco dużo poczucia bezpieczeństwa i bliskości)
                        Oczywiście...tylko właśnie, gdzie przebiega granica pomiędzy wystarczająco duzo
                        a za mało w sytuacji jeżeli bierzemy pod uwagę szeroko rozumianą "normę"?

                        > tak rytuały są ważne,bo dzięki nim świat staje się dla dziecka przewidywalny,
                        > ale w żadnym razie nie zastapią obecności matki, bo np. w sytuacji, kiedy
                        > nagle rytuały są zakłocone - nagła choroba dziecka i pobyt w szpitalu z
                        matką -
                        > to matka jest gwarantem bezpieczeństwa, a nie rytuały
                        Przecież w żadnym wypadku rytuał nie wyklucza obecności matki, przeciwnie ona
                        jest integralnym jego elementem.

                        > gdyby takie myslenie rozciągnąć to w sytuacji ciągłej rotacji opiekunów a
                        > przy zachowanych rytuałach - niemowleta można byłoby sie spodziewać,że będą
                        > dobrze reagować, a przecież tak nie jest
                        > pewnie,ze za dziecko nie uśniemy,ale jesteśmy po to by je wspierać i pomagać,
                        > a nie tresować (vide: ''niech śpi samo, przyjdę do dziecka po 7 minutach
                        > płaczu, potem po dwudziestu, przywyknie - skoro napisali,ze przywyknie to i
                        > moje musi sie przyzwyczaić '')
                        I tu wracamy do samego stosowania metod - nigdy nie tresowałam dziecka, dając
                        mu odpowiednią ilość minut na płacze w samotności. I śmiem podejrzewać, że w
                        zdecydowanej większości przypadków nikt tak nie robi, bo nie dopasowuje na siłę
                        dziecka do metody, a odwrotnie. Nie ma więc powodu by pietnować takie postawy i
                        przypinać etykietki. Można samemu nie akceptować innych metod oprócz swojej
                        własnej, ale nie upoważnia nas to do oceny, że tylko mój sposób postępowania
                        jest właściwy, a inne krzywdzą dziecko. Każdy tandem matka-dziecko ma prawo do
                        własnych metod, które w ich konkretnym przypadku mogą być przecież najlepsze z
                        możliwych.

                        Pozdrawiam
                        Ula
                        • jola_ep Re: do wszystkich ;) 26.10.03, 09:07
                          IMHO cała dyskusja wzięła się z niezrozumienia. Bo "klasyczna" metoda usypiania
                          zakłada właśnie wyjście matki z pokoju i samotny płacz dziecka. Wielokrotnie
                          czytałam na forum dramatyczne opisy. Bo dziecko płacze, a serce matki za
                          drzwiami pokoju też... A potem konkluzja, że warto było, bo dziecko samo
                          zasypia... Jak się przychodzi uspokajać dziecko, to nie można go wyjmować z
                          łóżeczka. A wszystkie zalecenia wynikają z naukowych założeń: ponieważ dziecko
                          ma w nocy okresy płytkiego snu, gdy kontroluje otaczające go środowisko, więc
                          musi zasypiać w tych samych warunkach, jakie będą w nocy - a więc bez obecności
                          matki w pokoju.

                          Ty postępujesz zupełnie inaczej. Naginasz metody i sztywne zasady dla potrzeb
                          swojego dziecka. I o to chyba chodzi... Ja też w podobny sposób uczyłam moje
                          starsze dziecko samodzielnego zasypiania. Natchnęła mnie metoda samodzielnego
                          usypiania ze słynnej książki, ale moja córa miała wtedy 5 lat i doskonale
                          rozumiała, co to znaczy: "przyjdę z 5 minut". A dlaczego uczyłam ją tak późno?
                          Bo od urodzenia miała problemy z zasypianiem, ona nigdy nie bywała zmęczona. A
                          jak miała 3,5 lat urodził się jej braciszek i właśnie te nocne usypiania (ja
                          byłam przy niej) to był czas tylko dla nas, bez małej "konkurencji". Mogłyśmy
                          wtedy w spokoju pogadać smile Jej młodszego brata niczego nie uczyłam, bo najpierw
                          zasypiał przy karmieniu, a potem, jak miał 1,5 roku, któregoś wieczoru poszedł,
                          wlazł do łóżka i zasnął. Nawet mnie nie raczył poinformować, że chce spać wink))
                          A potem na propozycję przytulenia odpowiadał "nie przeszkadzaj, nie widzisz, że
                          zasypiam". Ot, różne dzieci, różne charaktery, różny sposób zasypiania. I jak
                          tu dorabiać teorię równie dobrą dla wszystkich dzieci...

                          Pozdrawiam
                          Jola
          • judytak Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 13:59
            Może (raczej: na pewno) nie znam się na psychologii klinicznej, ale z mojego
            doświadczenia wynika, że dzieci powyżej roku zazwyczaj dobrze rozumieją, że
            rzeczy czy osoby, których chwilowo nie widać, są w innym miejscu. Choćby taki
            prymytywny sprawdzian: dziecko, które się budzi samo w pokoju (np. rano, po
            południu czy w środku nocy), i widzi, że jest samo, nie rozpacza (nie przeżywa
            żałoby!!!) tylko pójdzie sobie do drugiego pokoju, gdzie spodziewa się rodziców
            znaleźć. A schowanego przedmiotu (np. pod kocykiem czy w pudełku) już
            ośmiomiesięczne dziecko szuka (i znajduje), czyli wie, że przedmiot istnieje,
            wcale nie myśli sobie, że się rozpłynęło w powietrzu.
            Pozdrawiam
            Judyta
    • kari7 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 10:52
      Ja niewidze nic złego w tym ze dziecko nie usypia samo, zwłaszcza takie małe.Są
      dzieci, które to zaakceptuja a inne nie.Jesli to nie przeszkadza rodzicom i nie
      jest dla nick koszmarem to niech tak będzie.Ja mam 3 latka który do tej pory
      zasypia ze mną - w swoim łóżku. ale ja leżę obok.Czasami wychodzę jak mały sie
      juz utuli i zasypia sam.Jak był mały to zasypiał zawsze przy piersi i
      odkłądałam go do łóżeczka.Potem wypijał juz butelkę , przytulał się do mnie i
      zasypiał.Kolejny etap to bajka i zasypiał.Wszystko trwa ok. pół godziny a i dla
      mnie jest to miłe i kochane że moge być przy nim.N awszystko przyjdzie czas,
      jeszcze ci zabraknie tego uspiania razem.
    • aluc Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 11:29
      to zależy, co rozumiemy przez samodzielne zasypianie

      bo jak to, że dziecko odłożone do łóżeczka ot tak po prostu zasypia - to mój 20-
      miesięczny syn też tak nie ma

      ale zasypia w swoim łóżeczku po 5-10 minutach opowiadania bajek i mówienia
      wierszyków - bez piersi, bez noszenia, lulania i tym podobnych spraw
      zresztą jeszcze w przedszkolu byłam przez rodziców usypiana w ten sposób, a
      zasypiać bez czytania książki (już samodzielnie) zaczęłam dopiero jak byłam
      dorosła, ale akurat niczego złego w tym nie widzę

      zaczęliśmy Maksia tak usypiać dopiero jakieś półtora miesiąca temu, przedtem
      spał z nami i był usypiany przez przytulanie, a przez pierwsze 17 miesięcy
      swego życia - przy piersi

      tak sobie założyliśmy - że spokojnie i powoli przejdziemy od piersi i wspólnego
      łóżka do własnego łóżeczka, a za parę miesięcy - do własnego, samodzielnego
      pokoju

      na razie działa - bez płaczu i rozpaczy i przymusu, że "już taki duży, a nie
      zasypia sam"

      a tak przy okazji to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego zależy nam
      na samodzielnym zasypianiu - czy dlatego, że sami jesteśmy zmęczeni i
      zniechęceni usypianiem, czy dlatego, że dziecko w tym wieku "powinno", bo
      inaczej się "nie nauczy"
      • umargos Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 12:06
        No samodzielne - to NIE błyskawicznie po odłożeniu do łóżeczka, tak "na
        gwizdek". Tylko własnie takie w swoim łóżeczku, po porcji bajek, kołysanek i
        otulania do snu. Ja nie spię z dzieckiem, bo nie umiemy, obie sie strasznie
        wiercimy i nawzajem budzimy. Poza tym ona chodzi spać o 19.30 a ja zwykle ok. 2
        w nocy...Kiedys zasypiała często przy wieczornym jedzeniu...teraz wieczorem nie
        nie karmię piersią i prawie nigdy nie zasypia w trakcie spożywania kaszki. Ale
        nie płacze po odłeżniu do łóżeczka - zawsze najpierw sie przeciąga,
        rozprostowuje a potem kokosi, żeby się wygodnie ułożyć. I czeka aż ją pootulam,
        pogłaszczę, wezmę za łapke i zaspiewam kołysanke. Tyle, ze teraz wystarczy
        jedna kołysanka..no może dwie, a kiedyś musiałam się nieźle naśpiewać żeby
        zrobiła się senna. No i nie czekam aż zaśnie..tylko wychodzę. Jeżeli woła,
        protestuje albo wyłazi spod kołderki to wracam i powtarzam tulenie.
        Pozdrawiam
        Ula
        • aluc Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 12:24
          hmm... ja czekam smile) jak przestanę, a Misiek już zasypia, ale jeszcze nie śpi,
          to woła bez otwierania oczu "mama, aaa" i muszę nawijać o kotkach wink ale to
          wszystko trwa 5-10 minut, jak napisałam
          • umargos Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 12:42
            Eee..Weronika czasem przez 20 minut nie zasypia tylko np demontuje łóżeczko,
            skrobie po szczebelkach, albo sobie leży...i cieszy michę do tego kto
            dyskretnie przyszedł sprawdzić czy juś śpi :o))))
    • delta.x Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 14:18
      Gorąco polecam książkę pt: "Każde dziecko może nauczyć się spać" wydawnictwa
      Media Rodzina. Jest tam opisane krok po kroku jak nauczyć dziecko samodzielnie
      zasypiać. To działa!!! Przekonałam się o tym. Wystarczy się ściśle trzymać
      instrukcji. Autorzy to lekarze i psycholodzy. Metoda poparta licznymi
      badaniami nad snem dziecka. Życzę powodzenia.
      • fancia Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 21:37
        My równnież stosowaliśmy metody ze wspomnianej przez delta.x książki, lecz nie
        trzymaliśmy się bardzo instrukcji, troche ją modyfikowaliśmy na swoje potrzeby.
        Nasz synek sam zasypia od 8-9 miesiąca, teraz ma dwa latka i, odzwyczajony od
        smoczka, domaga się mojej lub męża obecności, opowiadania bajek, śpiewania
        kołysanek.Wcześniej wystarczył mu buziaczek na dobranoc,dosłownie chwilka na
        pogłaskanie i spokojnie sam zasypiał. Teraz trwa to nieststy dłużej i trzeba
        być z nim w pokoju.Okazało się, że smoczek nieźle wyciszał.
        O spaniu z nami nigdy nie było mowy,nie był nauczony i nawet podczas
        przeziębienia, kiedy musiałam często wstawać do synka, wzięliśmy go do swojego
        łóżka, to synuś sam zaprotestował,że on chce do swojego łóżeczka.
        A co do nauki samodzielnego zasypiania (i nie tylko)- grunt to konsekwencja,
        która niestety często jest okropnie niewygodna....A dzieciaczki rozumieją
        więcej niż nam się wydaje...
    • mami7 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 15:22
      Wiem, że są bardzo różne opinie mam na temat książki "Uśnij wreszcie", ale ja zdecydowałam się ją przeczytać i spróbować zastosować porady w niej zawarte i bardzo się z tego cieszę. Z moim synkiem były cuda z zasypianiem. W nocy budził się kilka razy w dzień to już w ogóle szkoda gadać szopki. Koszmar. Wszyscy byliśmy wiecznie niedospani. Książkę przeczytaliśmy jak mały miał jakieś 20 miesięcy i od tej pory wszyscy spimy dobrze. Dziecko z przyjemnością kładzie się do swojego łóżeczka, tata czyta bajkęi maluch idzie spać. Nie jest to dla niego żaden dramat, że zostaje sam, bo wie, że jak będzie czegoś potrzebował to zaraz przyjdziemy. Po za tym to kładzie się z przyjemnością i wręcz polubił wylegiwanie się.
      A nauka zasypiania trwała u mojego dziecka 1 dzień.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia
    • edytka73 Re: samodzielne zasypianie 23.10.03, 22:19
      Hej, Kuba ma prawie 22 miesiące i nie usypia sam. Zasypia albo przy cycusiu
      albo na rękach u tatusia. Czasem trwa to 15 minut, czasem godzinę. Rozważałam
      metodę "uśnijże wreszcie", ale to nie na moje nerwy. Poza tym tak sobie myślę,
      że kiedys i tak będzie zasypiał sam, nie będe go przeciez nosić jak będzie
      miał lat - poiedzmy - 10, prawda? Wtedy to może będę chciała, żeby się
      pzrytulił a on myknie mi do łóżka. I będę miała wtedy wspomnienia, jak to miło
      było go tulić przre zpół nocy, wdychać słodki zapach. Jasne, że mnie to czasem
      męczy, ale mniej niż rok temu; chyba się pzryzwyczaiłąm. Ed.
      • malgosia87 Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 11:44
        Witajcie

        Ja w dużej częsci do tych mam, które boją się, że jak dziecko nie zacznie samo
        zasypiać (czyli nie zostanie nauczone przez rodziców) w wieku ... (no właśnie
        jakim?) w latach późniejszych też będzie miało z tym problem.
        Moja 4 letnia obecnie córka usypiała tak:
        Etap pierwszy - przy cycusiu
        Etap drugi - od 14 m-ca, po JEJ rezygnacji z piersi z rączką wsuniętą w
        okolice wyżej wymienionego
        Etap trzeci - mniej więcej miedzy drugim a trzecim rokiem - przy czytaniu na
        dobranoc
        Etap czwarty- od wiosny tego roku - "mamusiu idź już", sama sobie poczytam na
        dobranoc (czytaj: sama zasnę).
        Dodam jeszcze, że do stycznia tego roku spała ze mną (mąż w pokoju obok i nie
        czuł się przez odrzucony, w końcu miłość można okazywać na wiele sposobów nie
        tylko przez spanie w jednym łóżku wink. W styczniu przeprowadziliśmy się a Julka
        od pierwszej nocy śpi SAMA. Oczywiscie przed przeprowadzką wiedziała, że w
        nowym domu będzie miała swój pokój, tylko swoje łóżko itp., a rodzice bedą
        spać obok i zawsze jeśli tylko zawoła mama do niej przyjdzie (sen mam jak
        zając, więc nie przychodzi mi to z trudem). Najczęściej jednak śpi całą noc, a
        nawet jeśli sie obudzi, to gdy tylko do niej zajrzę, uspokojona ponownie
        zasypia.
        Biorąc powyższe pod uwagę, myślę, że:
        1) kazda mama musi przede wszystkim wsłuchac się we własne dziecko i odrzucic
        wszelkie pokusy porównywania z innymi
        2) okreslić własne potrzeby senne (potrzebuję .... godzin nieprzerwanego snu
        bo ..............).
        Aha, oczywiście wszelkie proby usypiania Julki, inaczej niż w opisanych
        etapach, nie są mi obce, ale szybciutko się z wycofywałam, bo moja intuicja
        mówiła mi coś innego, nie tylko zresztą w kwestii snu.
        Pozdr.
        Małgosia


    • evee1 Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 16:53
      Napisalam post, ale gdzies mi go wcielo (a moze to nie bylo na tym
      forum, a ja mam po prostu skleroze smile.
      O zasypianiu, a raczej niezasypianiu moich dzieci, to ja moglabym
      ksiazke napisac!! Dwojka dzieci, kazde inne i mniej wiecej co pol
      roku zmienialy sie obyczaje. Ksiazki rozne czytalam, ale dzieci
      niestety maja to do siebie, ze one akurat tych ksiazek nie
      czytuja smile) i ja troche cynicznie podchodze do roznych rad. To
      znaczy zawsze probuje (nie tylko rad o zasypianiu), ale i tak
      w efekcie wypracowuje wlasna metode. Wy pewnie tez!
      Z corka byly straszne klopoty, bo absolutnie nie chciala zostawac
      sama w pokoju. Czego to ja nie probowalam!! Wreszcie jak miala
      jakies 3lata znalazlam na nia sposob. Kladlam sie obok niej, na
      kolderce i mowilam, "to ja tu teraz poleze i poczekam, az mi
      powiesz kiedy moge isc". Po kilku minutach pytalam "czy juz moge
      isc?". Corcia oczywiscie na to, ze jeszcze nie. To ja znow po
      kilku minutkach "czy moge juz isc?". Na ogol wtedy jeszcze nie
      bylo zgody, ale za trzecim razem na ogol juz moglam isc i corka
      zasypiala spokojnie. Oczywiscie zdarzylo jej sie kilka razy znow
      obudzic i nas zawolac, ale zdarzalo sie na tyle czesto, zeby
      byc jakos tam dotkliwe.
      Ta metoda byla fajna, bo to corcia sama decydowala, kiedy juz
      jest gotowa, zeby zostac sama.
      • mrufkaa Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 22:17
        Zaczelam terapie wprowadzac w zycie. Bylam u Julki 3 razy, dwa pierwsze, bo
        bardzo plakala. Za trzecim weszlam, bo zaplakala po chwili ciszy. I wtedy
        usnela , gdy ja polozylam, glaskalam i spiewalam kolysanke. Razem zajelo to 20
        min. Wczoraj jeszcze bym w to nie uwierzyla...
        • mrufkaa Re: samodzielne zasypianie 24.10.03, 22:24
          Acha, dolaczam sie do prosby umargos, chcialabym znac te badania nad
          szkodliwoscia zasypiania dzieci nie przy mamie.... Najwiekszych danego tematu
          to ja tez moge wymienic, bo stoja wciaz u mojej mamy na polce, a ja
          psychologiem nie jestem i nie chce mi sie tego wertowac...
          Podsumowujac te strone dyskusji, dzieci nie powinny rozstawac sie z matkami do
          trzeciego roku zycia (przynajmniej)....Coz, zaczynam rozumiec, ze niektorych
          ludzi naprawde nie stac na dzieci, bo stac ich na poglady...
    • hanutek Re: samodzielne zasypianie 25.10.03, 07:41
      Dziecko teoretycznie po ukończeniu pół roku może nauczyć się samo spac i
      przesypiać całe noce.Moją dwu letnią uz Hanie uczylismy zasypiać samodzielnie
      po skonczeniu roczku.Opieraliśmy się na książce" każde dziecko może się nauczyć
      samodzielnie zasnąc....Kładlismy Hanie do łóżeczka i wychodzilismy na 3 min po
      tym czasie wracaliśmy,oczywiśćie nie obyło się bez płaczu .Wracalismy i
      głaskaliśmy ją i mówili ze jesteśmy przy niej.Potem wychodziliśmy na 5 min ona
      płaała ,przychodzilismy po 5 i dalej przemawialiśmy .Kolejnym etapem była 7
      min przerwa po której powtarzaliśmy to samo.Jeżeli dziscko nie zaśnie między
      tymi przerwami samo ,to kolejne są co 7 min.PO dwóch tyg dziecko zasypiało juz
      smodzielnie .Metoda ta na pewno jest dla cierpliwych ale jest owocna.Dziecko
      nie jest zostawione samo sobie i wie że ktos jest przy nim a to pozwala mu
      samodzielnie usnąc .Teraz Hani macha nam przez szczebelki jak wychodzimy i
      zasypia przesypiając calutką noc spokojnie.,Tak jest od ok 14 m.Pozdrawim i
      życze wytrwałości .W razie czego pytaj na adres gazety ,jak będe potrafiła to
      doradzę.Ania mama Hani
      • marta_ewa Re: samodzielne zasypianie 25.10.03, 11:31
        Moja coreczka zasypia sama i sama sie budzi ,jest zadowolonym wesolym i
        wspaniale rozwijajacym sie dzieckiem.Przez pewien czas musiala ja"usypiac"to
        przez kochana ciocie i babcie ktore nauczyly jagode kolysania na rekach ,Jagoda
        co prawda po jakims czasie zasypiala ale budzila sie zaraz po odlozeniu do
        lozeczka.Ja mysle ,ze takie potrzasanie dzieckiem to nie jest dobry
        pomysl ,zreszta sama widzialam to po Jagodzie ona sie meczyla byla "marudna" i
        spiaca ,a nie umiala zasnac.Ja sama mialam dosc bo nie mialam chwili dla siebie-
        a to niestety tez moze odbic sie na dziecku.Drogie mamy ja mysle ,ze nie mozemy
        byc niewolnicami naszych dzieci,przeciez to ,ze dziecko zasypia samo to nie
        tragedia .KOchajmy nasze ,malenstwa ale kochajmy tez siebie i naszych
        mezow,dziecko musi rozwijac sie w milosc ,a nie z mama ktora co prawda juz pada
        z nog ale ciagle jest przyklejona do dziecka.Pozdrawiam wszystkie mamy
        samodzielnie spiacych dzieci.Marta mama Jagody
        • afaza Re: samodzielne zasypianie 25.10.03, 12:09
          Moje dzieci 4 i 15 mcy nie spia same. I bardzo dobrze, przy pierwszym dziecku
          mialam takie ambicje spalo samo, a teraz nie. Usypiaja ze mna lub jedno z tata
          a drugie z mama zawsze o stalej porze. I jeszcze dodam zeby zaszokowac
          poukladanych rodzicow ze spia z nami w duzym lozku, co nie wynika z problemow
          bytowych ale z tego ze nie chca spac w swoich lozeczkach. Spali oczywiscie ale
          w nocy wstawalismy po 10 razy, oszukiwaliasmy butelka ze smoczkiem, spiewaniem,
          glaskaniem po raczkach, glowkach i nic. Sa cwane wiedza, ze z mama lepiej, da
          cysia (mlodszemu)i cieplej. Nie powiem, jest to w pewnym sensie meczace, ale
          kiedy pierwsze dziecko bylo male nigdy nie stosowalam metody na przeczekanie,
          wykrzyczenie sie. Jakims zmyslem (bo nie z madrych ksiazek) wiedzialam, ze to
          zle. Tlumaczylam sobie, ze dzieci w domach dziecka placza bo nie ma ich kto
          przytulic a moje dzieci maja rodzicow i ma je kto kochac i przytulac wiec nie
          beda plakac i sie stresowac. A potem calkiem niedawno, wlasnie w madrej
          ksiazce wyczytalam, ze nalezy zawsze reagowac kiedy maluch placze bo on inaczej
          nie potrafi wyrazic swoich potrzeb a jego najwazniejsza potrzeba jest kontakt z
          matka i tak jak napisal to ktos wczesniej, czuje rozpacz jesli tej potrzeby sie
          nie zaspokaja. Wobec powyzszego napawa mnie przerazeniem mysl, ze zostawiam
          dziecko a ono placze i zasypia. Przeciez one tak szybko rosna i tak szybko
          przestaja nas potrzebowac, ze nalezy zaspokajac ich potrzeby jak tylko mozna. A
          moje dzieci chca spac z rodzicami, czuc sie bezpieczne. Powiecie - fanaberie,
          kobiecie się nudzi. Niestety nie, pracuje przez caly dzien, wracam ok. 18.30 i
          czasami naprawde nie mam juz sily ich usypiac ale one czekaja na to caly dzien.
          To jest meczace ale tak szybko mija...... Oczywiscie to jest bardzo wygodne
          kiedy dzieci nic od nas nie chca ale chyba nie po to je mamy.
          Pozdrawiam.Asia
          • jola_ep Re: samodzielne zasypianie 26.10.03, 09:26
            afaza napisała:

            > Moje dzieci 4 i 15 mcy nie spia same. I bardzo dobrze, przy pierwszym dziecku
            > mialam takie ambicje spalo samo, a teraz nie. Usypiaja ze mna lub jedno z
            tata
            > a drugie z mama zawsze o stalej porze. I jeszcze dodam zeby zaszokowac
            > poukladanych rodzicow ze spia z nami w duzym lozku, co nie wynika z problemow
            > bytowych ale z tego ze nie chca spac w swoich lozeczkach.

            Moje dzieciaki też spały z nami. Kiedy starszą Emilkę brałam do naszego łóżka w
            wieku 8 miesięcy wydawało mi się, że robię coś strasznego. Pamietam takie
            zdanie z pewnej gazety "jeśli zrobiliście już taki błąd, że dziecko śpi w
            waszym pokoju..." Nasz błąd był nieporównalnie większy crying( Jak miała 1,5 roku
            przenieśliśmy ją na tapczanik, który spał w naszym pokoju. Trochę za wcześnie,
            bo jeszcze przez jakiś czas musiałam do niej wstawać. A starszy synek spał z
            nami od 8 miesiąca do 18-stego. Potem przeniósł się na dół piętrowego łóżka w
            pokoju dziecięcym (na górze spała Emilka). Przy czym zauważyłam, że jak Emilki
            nie było w pokoju, to budził się i nie chciał sam spać...

            Dzieci mają potrzebę bliskości. Może im je zapewnić mama, może potem brat lub
            siostra. Dawniej - z biedy - wszyscy spali w jednym pomieszczeniu i dzieci
            czuły się bezpiecznie. Dzisiaj każe się im samym spać w pokoju, gdzie nie
            słychać znajomych oddechów, tylko ciszę, lub tajemniczne odgłosy od mieszkania
            sąsiadów. Niemowlaki pewnie potrafią spać spokojnie w ciszy. Ale co z
            dwulatkiem, który zaczyna bać się ciemności w pustym pokoju? Lampka, która
            podobno szkodzi na wzrok dziecka? Albo kilkulatek, który widzi ducha pod
            łóżkiem i złodzieja w szafie? Mój mały, jak miał 2 lata tak bardzo bał się
            ciemości, że zasygał z przerażenia. A potem zasypiał. Ja nawet początkowo
            cieszyłam się, że mam cudowną metodę na uspianie - zgasić światło sad Potem
            jednak, ponieważ lubię przytulić dzieciaki przed snem, zauważyłam tę
            nienatralną sztywność. Razem ze starszą Emilką przekonywałyśmy chłopaka, że nie
            musi się bać, przytulałam go, głaskałam itd. aż którejś nocy znienacka
            zaśpiewał "nie boję się, gdy ciemno jest". Jak długo musiałby zasypiać
            przerażony i samotny, gdybym hołodowała zasadzie samodzielnego zasypiania?

            Dzieciaki rosną, czas mija i którego dnia może tylko przed snem uda się nam je
            przutlić... (albo jak zasną wink )

            Pozdrawiam
            Jola
    • mamalgosia Re: samodzielne zasypianie 25.10.03, 13:14
      Do przyzwyczajenia dziecka do samodzielnego zasypiania niemożna być za miękkim.
      Raz popuścisz i przechlapane, te dzieciaki to wielcy spryciarze.
      Ale powiem Ci z własnych doświadczeń, że długo te płacze nie trwają. Tzn.
      pierwszego dnia, owszem, ale jak wytrzymasz, to już trzeciego dnia będzie
      krócej, a po tygodniu nie bedzie żadnych problemów. U nas tak było
      • agagacek2 Re: samodzielne zasypianie 25.10.03, 14:53
        Ja próbowałam róznych sposobów żeby nauczyc Weronike samodzielnego zasypainia.
        Kończyło sie tak że lądowała w naszym łózku i zasypaiła natychmiast. Dzisiaj ma
        2,5 lat i zanim zasnie musze jej czytac ksiązeczki przynajmniej pół godz. a
        potem daje mi buziaka i trzymając mnie za reke zasypia. Oczywiscie w moim
        łózku. Zrezygnowany tauś od roku spi na kanapie w salonie bo robiło sie
        ciasno... Teraz oczekuje drugiego dzidziusia i nie wyobrażam sobie szczerze
        mówiąc snu z dwójka szkrabów w jednym łózku, a przeciez bede maleństwo w nocy
        karmić więc pewnie z lenistwa żeby nie wstawac wezme je na noc do nas.
        ale nie ma nic piekniejszego niz ciepłe ciałko dziecka i jego bezpieczny ,
        spokojny oddech przy twoim policzku...
        Jesli Twoje maleństow nie chce zasypiac samo- rób to z nim. Nie pożałujesz.
        Pozdrawiam. Agnieszka,
        • sugar_mama_danielcia Re: samodzielne zasypianie - TROJE W Lozku 26.10.03, 12:52
          Dziewczyny,
          3 miesiace temu czytalam swietna lekture na temat spania dzieci z rodzicami.
          Ksiazka jest niestety po angielsku i nie mam pojecia czy jest przetlumaczona
          na polski.
          Tytul pozycji to: Three in a bed. The benefits of sharing your bed with your
          baby. Autorzy tobig_grin. Jackson, T. Newton. Dostepna na pewno przez sklep
          wysylkowy Amazon. Uwazam, ze ksiazka jest dobrze opracowana, choc dosc
          radykalna w swoich pogladach i to moze sie nie wszytskim spodobac. Ale tym,
          ktorzy potrafia czytac po angielsku bardzo ja polecam.

          Ja sama stosuje metode 'jak maly ryczy to ja juz przy nim i zasypiamy w
          objeciach' (smile)). Zreszta oboje z mezem bardzo lubimy spac z malym i wcale
          nie mamy zamiaru wyganiac go z lozka za paredko. Osobiscie mialam dziwne
          poczucie odrzucenia przez moja mame przez cale dziecinstwo. Do dzis z tym
          walcze. Nie wiem w ktorym momencie popelnila blad. Nieraz sie zastanawiam czy
          to nie byl przypadkiem skutek jakis tendencji i mod zwiazanych z usypianiem,
          zostawianiem dziecka samego. Nie wiem. Staram sie byc strasznie ostrozna w
          tych sprawach i chyba tak czuje sie dobrze.

          Co do spania mojego synka. Od zawsze zasypial wiszac na cycku i ile razy
          kladlam go do lozeczka (spi pierwsze 3 godz w lozeczku dopoki my nie idziemy
          spac) to wstawal i sie smial. I badz tu zla smile) Musialam sie strasznie
          nameczyc by polozyc go tak by sie nie rozbudzil. Od 4 dni klade go w lozeczku
          polprzytomnego i on otwiera oczka patrzy sie na mnie, ja glaszce go po
          policzku, trzymam za raczke i on sam zasypia. Bez zadnych treningow i
          cergieli. Moze on poprostu zaczal byc na to gotowy? Nie wiem.

          Pozdrawiam
          Sugar
          • maak3 Re: samodzielne zasypianie - TROJE W Lozku 26.10.03, 13:19
            do mam bardzo lubiących naukowe wywody
            w wyborczej gdzieś na przełomie września i pażdziernika opublikowano badania
            antropologa społecznego badającego \poprzez całonocne filmowanie\ sen
            niemowląt śpiących z rodzicami i bez
            wyniki były takie, że dzieci śpiące z rodzicami są spokojniejsze, rzadziej się
            budzą w nocy i szybciej uspokajają i same szukają piersi i jedzą nie budząc mam

            śmiałałam się z tych badań, bo wydawało mi się,ze sprawa to oczywista - a
            jednak jak widać w tym wątku niekoniecznie - więc dobrze,moze cywilizowany
            świat chcący ''hodować'' nieuciązliwe dla rodziców dzieci (oczywiscie za jakiś
            czas mają stać się przebojowe, przedsiebiorcze i całkowicie samowystarczalne)
            wróci do źródeł...
            • lula11 Re: samodzielne zasypianie - TROJE W Lozku 26.10.03, 15:41
              A moje maluchy od urodzenia śpią razem z nami i bardzo nam z tym dobrze. Ostatnio,
              starsza ( 3 latka) coraz częściej chce spać w swoim pokoju, dorosła.
            • dewcia Re: samodzielne zasypianie - TROJE W Lozku 27.10.03, 09:10
              maak3 napisała:
              > śmiałałam się z tych badań, bo wydawało mi się,ze sprawa to oczywista - a
              > jednak jak widać w tym wątku niekoniecznie - więc dobrze,moze cywilizowany
              > świat chcący ''hodować'' nieuciązliwe dla rodziców dzieci (oczywiscie za
              jakiś
              > czas mają stać się przebojowe, przedsiebiorcze i całkowicie
              samowystarczalne)
              > wróci do źródeł...
              No cóż, dyskusja z Tobą nie ma sensu. Skoro inne niż Twoje podejście do dzieci
              uważasz za hodowanie i tak na prawdę nie starasz się wniknąć w sedno i uważnie
              wysłuchać tego, co ktoś ma do powiedzenia. Do tej pory nie wyraziłam swojej
              opinii na temat sposobów usypiania dziecka, bo takowej nie posiadam. Jest tyle
              sposobów, ile dzieci. Mam wrażenie, że Ty uważasz, że wszystkie dzieci są
              jednakowe i mają takie same potrzeby. U nas spanie w jednym łóżku nie
              sprawdziło się, Zuza budziła się częśćiej niż w swoim łóżeczku i wcale nie
              chciała ssać piersi. Tak wiem, pewnie powiesz, że jestem jakaś toksyczną
              matką, która nie potrafi uśpić dziecka biciem swojego serca. Ja natomiast
              doszłam do wniosku, że moje dziecko potrzebuje przestrzeni i spokoju do
              zaśnięcia i jestem na każde jej zawołanie, no, ale nie śpię z nią i nie
              usypiam, tak jak Ty to robiłaś, więc na pewno jestem wygodnicka. Gratuluję Ci
              trafności osądów i przekonania o byciu alfą i omegą. Ja im więcej wiem, tym
              mniej wiem. Ot i co. Życie uczy pokory i weryfikuje najbardziej zatwardziałe
              poglądy, może kiedyś staniesz przed takim wyzwaniem, ale to nie mój interes.
              • maak3 Re: samodzielne zasypianie do dewci 27.10.03, 11:07
                ileż emocji wink

                nie uważam się za alfa i omegę
                mam swoje poglądy i już
                forum nie ma być (albo się mylę albo moje oczekiwania są błędne) towarzystwem
                wzajemnej adoracji i jest to miejsce na wymianę pogladów, co czynię
                i to co przedstawiłam wyżej nie bierze się z sufitu, ale z dorobku
                współczesnej psychologii i jak widac antropologii społecznej też

                a to,że emamy i ja również bronią swoich pogladów i metod jak lwice wynika z
                prostego mechanizmu zaprzeczeń (nikt nie lubi przyznawać sie do błędów)wink))
                choc czasem lepiej (dla naszych dzieci) byłoby to zrobić

                i ja czasem to czynię smile)) i niegdyś byłam fanatyczną wyznawczynią karmienia
                piersią, co powolutku mi przechodzi,ale jeśli chodzi o zapewnianie poczucia
                bezpieczeństwa niemowlakom i dzieciom to dla mnie jest to niezmienne i już i
                już
                a to,ze niektórzy ''hodują'' dzieci zamiast z nimi byc i pomóc im oswajać świat
                to nietrudno spostrzec , kiedy z odrobiną refleksji, się rozejrzymy
                pozdrowienia
                • dewcia Re: samodzielne zasypianie do dewci 27.10.03, 15:42
                  Toż to nie o poglądy chodzi, cały czas staram się to Tobie wytłumaczyć, ale o
                  formę ich przekazywania. Przecież zgadzam się z Tobą, że zapewnienie dziecku
                  poczucia bezpieczeństwa jest sprawą bezdyskusyjną. Ale to, co przedstawiły
                  dziewczyny nie wystarcza, by powiedzieć o nich, że "hodują" swoje dzieci, dla
                  mnie to za mocne słowo akurat w tym kontekście.Też uważam, że forum nie
                  powinno być towarzystwem wzajemnej adoracji, ale wiele spraw można przedstawić
                  delikatniej, tym bardziej, że chodzi o emocje, uczucia. Ja chę być ze swoim
                  dzieckiem, chcę pomagać mu oswajać świat, ale mam swój własny bagaż
                  doświadczeń, taką, a nie inną osobowość i też chcę być podmiotem w tym
                  układzie. Przyznasz, że jest to strasznie trudne. Mnie przed urodzeniem
                  dziecka wydawało się, że kto jak kto, ale człowiek z moim wykształceniem i
                  doświadczeniem da sobie ze wszystkim radę i mocno się przeliczyłam. Prawie nic
                  nie wyglądało tak jak "oczekiwałam" . Życie zweryfikowało moje poglądy:
                  karmienie tylko piersią i tylko na żądanie, zasypianie w czułych
                  objęciach, "bezsmoczkowość" (nie dało się i już, moje dziecko chciało
                  inaczej). Teraz wiem, że są dzieci, które nie chcą ssać piersi (karmiłam
                  prawie rok, ale prawie cały czas toczyłam walkę), albo chcą ssać, ale nie chcą
                  jeść i nie radzą sobie z wypływającym pokarmem, są dzieci, które płaczą ze
                  zmęczenia, nawet na rękach mamy. I teraz zanim kogoś skrytykuję, staram sie
                  poznać sprawę szerzej, bo nie wszystko, co widać na pierwszy rzut oka da się
                  podciągnąć pod własną definicję. Dzięki, że spuściłaś z tonu. Wymiana poglądów
                  wzbogaca, ale emocji niekoniecznie. Również ślę pozdrowienia Ewa
    • mucca podziękowania 29.10.03, 21:38
      Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy odpowiedzieli na mój post. Z
      listów aż emanuje miłość do dzieci. Nie będę się rozpisywać. Chcę tylko
      powiedzieć, że bardzo mi pomogłyście. Cały czas mówię, że nie mam koleżanek,
      które mają dzieci. Okazało się, że mam ich bardzo dużo. Jeszcze raz dziękuję za
      wszystkie opinie. Jesteście bardzo troskliwymi mamami. Tak trzymać smile
      Pozdrawiam
      Marta (mucca)
Pełna wersja