Jestem mamą 14-letniej dziewczynki i mam wrażenie że nie radzę sobie
z jej wychowywaniem. Jak tylko nie dam jej tego co chce zaczyna
głośno płakać, histeryzować, do tego stopnia, że rzuca się na ziemię
a płacz przechodzi w głęboki szloch. Nie mogę pójść z nią do sklepu
bo ona chce żeby jej wszystko dać a jak nie to ryk. Oczywiście nie
daję więc cały sklep słyszy histerię.
Jej celem jest wyjście na ulicę przed domem. Spacer polega na tym że
ona ucieka a ja ją gonię..żenujące..Każde moje "nie wolno" powoduje
że ona robi zakazaną rzecz z większym zapałem np. je błoto patrząc mi
rozkosznie w oczy. Czasami mam ochotę jej po prostu dać klapsa dla
opamiętania. Dodam że jest bardzo bystra. Rozumie wszystko co się do
niej mówi..albo tylko to co chce rozumieć. I teraz pytanie: co robić,
jak do tego dziecka dotrzeć, krzykiem, łzami. Próbuję wszystkiego,
odwracam jej uwagę od tej cholernej ulicy ale to nic nie daje.
Kolejny problem to zaśnięcie...22 to najwcześniej. Powiem szczerze że
odchodzi mi ochota na drugie dziecko a zawsze chciałam mieć
troje...

. Proszę o radę bo jestem u kresu wytrzymałości.