Dlaczego czytający dwulatek to problem?

25.08.09, 16:01
Pytanie głównie do Verdany i Mamy Kotuli, w związku z sąsiednim watkiem. Mowa
o naprawde czytających dzieciach.
    • slonko1335 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 16:04
      Wiesz ja myślę, że nie o samo czytanie idzie ale ogólnie o genialne dziecko.
      Myślisz, że łatwo takie wychowywać? Ja osobiście jakbym miała wybór wybrałabym
      normalne, znaczy bardzo chętnie zdolne, mądre i w ogóle ale nie wybitne i genialne.
      • jaad33 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 16:16
        Genialne dzieci też są potrzebne smile

        Pytanie jest z gatunku tych, na które nie wiadomo co odpowiedzieć. Jaki by Młody nie był, to by był i już, zwykły czy genialny, nie wiem jakie jest trudniej wychować. NA SZCZĘŚCIE nie miałem wyboru...
        • slonko1335 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 17:02
          Jaad ależ ja sobie zdaje z tego sprawę, i jakby mi się takie trafiło to bym nie
          wywaliła przez okno (a mieszkam na 8 piętrze) ale gdybym mogła sama wybrać czy
          moje dziecko ma być genialne czy takie normalne to bym genialnego nie wybrała,
          choć jakby był wybór tylko między kompletnym matołem a genialnym to jednak
          genialne bym wybrała mimo wszystkowink
          Póki co moje dziecko objawów żadnego geniuszu nie wykazują, matolstwa też nie na
          szczęściewink
    • ola33333 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 16:20
      W niektorych odmianach autyzmu dzieci b. wczesnie czytaja i licza.

      Ale jesli kontakty spoleczne dziecka nie odbiegaja od normy to chyba
      faktycznie chodzi o wybitnie uzdolnione dziecko smile
    • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 16:36
      Samo - izolowane - czytanie u dwulatka nie jest problemem.
      Przeważnie jednak izolowane ono nie jest, tylko jest skutkiem ubocznym jakiegoś zaburzenia (np. zespołu Aspergera). Albo po prostu wskazuje na to, że dziecko jest wybitnie uzdolnione (być może nawet tzw. genialne).

      Że zaburzenia wszelakie są problemem - to udowadniać nie trzeba.
      Posiadanie dziecka wybitnie zdolnego jest problematyczne, ponieważ polskie szkoły i przedszkola absolutnie nie są przygotowane do pracy z takim dzieckiem (z autopsji wiem - w większości przedszkoli praca z dzieckiem zdolnym, wykraczającym ponad poziom, nie jest wyzwaniem dla nauczyciela, tylko "przeszkodą w realizacji programu i proszę coś z tym zrobić!!!").
      • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 17:37
        Wywnioskowałam z watku obok, że umiejetność czytania u tak małego dziecka jest
        czymś złym i nie nalezy uczyć go tego. I zastanawia mnie dlaczego? Ok, nie
        rozmawiamy o zaburzeniach. Nie wiem czy można stwierdzić juz o dwu-
        dwuipółlatku, że jest genialny. Rozumiem, że dziecko genialne to wyzwanie dla
        rodziców i problem dla placówek oświatowych, bowiem dla nich każda odmiennośc
        jest problemem. Ale chodzi mi o zwykłego - ok, inteligentnego - dwulatka, który
        został nauczony czytac, np. domanem. Uwazacie, że jest w tym coś złego? Że to w
        czyms przeszkadza?
        • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 17:41
          Nie mam zdania. Oprócz tego, że dla mnie nauka Domanem to nie jest nauka czytania sensu stricto. Jak ktoś lubi i chce, proszę bardzo. Nie przeszkadza, nie pomaga. O, pamięć ćwiczy, koncentrację i jest fajną zabawą dziecka z rodzicem.
          • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 17:47
            Dlaczego nie jest to nauka czytania sensu stricto i dlaczego akurat pamięć ćwiczy?
            • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 17:59
              semi-dolce napisała:
              > Dlaczego nie jest to nauka czytania sensu stricto i dlaczego akurat pamięć ćwiczy?

              Dobrze, jest to nauka czytania i nie ćwiczy pamięci, skoro tak uważasz. Może być? wink

              Semi, wklep sobie w wyszukiwarkę na tym forum mój nick plus "Doman". Dopsz? Ja nie mam czasu, właśnie animuję smocze niemowlę we Flashu.
              • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 18:29
                Poszukałam. I nie znalazłam odpowiedzi na pytania, dlaczego uważasz, że nie jest
                to nauka czytania i dlaczego akurat pamięć ćwiczy. A ciekawa jestem.
                • naomi19 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 19:07
                  A ja poszukałam i znalazłam smile Wystarczy przeczytać kilka tematów.

                  Znalazłam jednocześnie kilka fajnych stron o metodzie Domana i jest
                  to bardzo ciekawe. Poszukam dalej i może podejmę jakąś decyzję
                  odnośnie stosowania tej metody dla mojej córki. Ztymże nie wiem, czy
                  mam czas i chęci na tego typu sprawy, pomyślimy smile
                  • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 20:07
                    A ja nie znalazłam konkretnej, szczegółowej odpowiedzi. A naprawde jestem ciekawa.

                    A co do Domana to przeczytaj książkę, nie strony. Na mnie zrobiła ogromne wrażenie.
                    • mama-ola Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:14
                      > A ja nie znalazłam konkretnej, szczegółowej odpowiedzi. A naprawde
                      jestem cieka
                      > wa.

                      Śpieszę zaspokoić ciekawość. Nie uczy czytać, bo czytanie polega na
                      tym, w olbrzymim skrócie, że przeczyta się każdy tekst. A w Domanie
                      rozpoznaje się obrazek wyglądający np. tak: KOT.

                      Pamięć ćwiczy, bo jak dziecko zobaczy parę razy obrazek "KOT" i
                      usłyszy, że ten obrazek nazywa się "kot", to to zapamięta.
                      I zapamięta tak wiele par obrazek + słowo. Tak to ćwiczenie pamięci
                      się odbywa.

                      W Domanie nie uczy się rozpoznawania obrazków wyglądających tak:
                      KOTEM, KOTU, KOCIE. Czyli nie jest to nauka czytania, bo co to za
                      czytanie oparte na umiejętności odczytania tylko mianowników.
                      • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:21
                        No niby tak. Ale potem - po przerobieniu iluś tam pojedynczych słów wprowadza
                        się wyrażenia dwuwyrazowe i w końcu pełne kilkuwyrazowe zdania. Ponadto sa
                        języki, w których nie ma przypadków. "Cat" jest zawsze "cat". A z ta pamięcia to
                        mnie zastanawia bo wyrazów przerabia się bardzo dużo - bodajże 25 dziennie,
                        każdego dnia wymieniajac 5 na nowe. Tak więc czy dziecko faktycznie zapamiętuje
                        w sumie kilkaset, bardzo krótko - bo na tym to polega - eksponowanych wyrazów?
                        Mówię o metodzie jaka opisana jest w książce, same słowa, bez obrazków.
                        • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:46
                          Język polski, jako język fleksyjny został sklasyfikowany jako jeden z najtrudniejszych języków świata.

                          hubpages.com/hub/Most_Difficult_Languages_-_Polish
                          I see a doll. Widzę lalkę.
                          I'm playing with a doll. Bawię się lalką.
                          It is a doll. To jest lalka.

                          W języku niefleksyjnym dziecko ma jedną formę - jeden obraz do zapamiętania.
                          W języku polskim, jak pokazuje przykład powyżej (i w linku), ma do zapamiętania więcej form.
                          Zastanawiam się, czy się opłaca. Czy dziecko opanuje te xxx form pamięciowo (tak, pamięciowo - na zasadzie pamięci do obrazów) - ale jakoś mam poczucie, że zanim opanuje, to dojrzeje już na tyle, że będzie mogło czytać metodą analityczno-syntetyczną (ot, choćby sylabową).

                          I tak - to jest ćwiczenie pamięci. Pamięci do obrazów. Ciąg znaków graficznych, zapisanych w określonej kolejności, tworzy pewien obraz jako całość. I tak, dziecko widząc "stół" bedzie wiedziało, że chodzi o mebel. Ale widząc "stołem" - jeśli wcześniej znało tylko "stół" - nie będzie wiedziało, co to za słowo. Czyli słowa "stołem" nie przeczyta. A zatem - czytać nie umie. Co w takim razie umie?

                          Po etapie "czytania" wyrazami - cały czas mówię o języku polskim, bo jesteśmy wszak na polskim forum - dziecko musi przejść do etapu analizy i syntezy (głoski, sylaby), aby ponownie przejść do etapu czytania wyrazami (zdaniami, akapitami).

                          Ja nie mam nic przeciwko metodzie Domana. Jak ktoś chce i lubi, to ok. Jak ma na to czas, jak ma ochotę, jeśli mu to sprawia przyjemność. Poważnie piszę. Tylko, że w przypadku języka polskiego nie jest to nauka czytania, nawet jeśli w książce (tak, ksiązkę czytałam) jest napisane inaczej.


                          --
                          I'm weird, but I'm not strange.
                          • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:53
                            Aha - żeby nie było, ja też dałam się nabrać na Domana. I pokazywałam plansze synowi. I któregoś dnia syn nie znając słowa "latarka" po prostu je odczytał, byłam przekonana, że to efekt tego, że pokazywałam mu "lala" i "tarka". Ale potem się okazało, że on jednak składa litery, a raczej sylaby. Czyli - jednak analiza i synteza.
                            Córka od początku czytała metodą sylabową, nadal tak czyta (choć już zaczyna ogarniać całe wyrazy (a przynajmniej tę część, którą zna - przykład: zna słowo "kot", słowo "koty" czyta "kot-y, to będą koty" - znowu analiza i synteza).
                          • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 23:02
                            No mnie tez zastanawiało jak to działa w przypadku języka polskiego. Mimo watpliwosci zaczęłam stosowac tę metode. Własciwie to kilka razy zaczęłam. Pierwszy raz wytrzymałam najdłużej, bo ze 3 tygodnie. Potem porzucałam po kilku dniach - nie ze względu na owe watpliwosci tylko przez to, że dla mnie to strasznie upierdliwe i nudne. Jak zreszta większośc zabaw z niemowleciem. Syn mój obserwuje wyrazy z zainteresowaniem a potem, kiedy po "przeczytaniu" nastepuje seria mega pochwał, pocałunków i przytulanek i podskoków i takich tam się cieszy, co zrozumiałe. Przez to, że obserwuje z zainteresowaniam co jakis czas się zbieram i wracam do tego. Niemniej czekam na czasy, gdy będzie sie bawił w fajne rzeczy - lego jakies, gry, także komputerowe. O tak, wówczas ja bardzo chętnie smile Ale akurat umiejetnośc czytania uwazam za istotną i jak najbardziej przydatna nawet małemu dziecku. Sama czytałam bardzo wczesnie, aczkolwiek bez Domana. Ok, jestem nieco upośledzona społecznie, ale mam podstawy by sadzić, że wynika to z zupełnie innych spraw niż akurat wczesne czytanie. O ile 2-3 latek bez czytania niewiele traci, o tyle moim zdaniem 4-5 latek traci już bardzo dużo. Przy czym ja jesli już zaczynam to metoda opisana w książce - poczatkowo pojedyncze słowa, bez żadnych obrazków, bo i z taką wersja tej metody się spotkałam. Obrazki dochodzą wówczas, gdy się robi dziecku książeczki, ale to duzo później. A sama ksiązka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie ze względu na opis jak nauczyc dziecko czytać, ale na całą teorie dzieciecego umysłu tam przedstawioną. Pozytywne wrażenie.
                            • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 23:19
                              Mówisz, że 4-5-latek traci bardzo dużo - nie do końca, IMHO niewiele jest 4-5-latków gotowych do samodzielnej lektury bez rodzica. Oczywiście, fajnie, jak dziecko czyta samodzielnie, bardzo dobrze, widzę duże plusy. Niemniej i tak w tym wieku - szacuję - 70-80% to lektura z rodzicem, 20-30% samodzielna.

                              Jeśli dziecko 4-5-letnie ma potrzebę nauczyć się czytać - to najprawdopodobniej się nauczy - bez względu na to, jaką metodą. Jeśli będzie widzieć potrzebę. Jeśli nie będzie widzieć potrzeby, to nauka będzie trwać dłużej, albo w ogóle jej nie będzie, bo dziecko będzie miało to w nosie wink.

                              Tyczy się to nie tylko czytania imho. Przykład podawałam już na forum, ale powtórzę. Syn przez 2 lata miał angielski w przedszkolu, ja go też uczyłam, coś tam gadał, słówka znał, trochę gramatyki, ale zupełnie bez przekonania, często był po prostu znudzony. Do czasu, aż zaczął na poważnie korzystać z komputera i Internetu. Kiedy komputer zaczął do niego gadać i pisać po angielsku, pojawiła się paląca potrzeba poznania języka - bo matka nie zawsze pod ręką. I nagle angielski stał się interesujący. I w tempie błyskawicznym dziecię moje niemal samodzielnie przyswoiło angielski na poziomie, niech ocenię - jak po 2-3 latach nauki w szkole podstawowej. Oczywiście niemal wyłącznie w sposób bierny (czytanie, ewentualnie pisanie), bo z mówieniem nadal jest problem (przyczyna też prosta - nie ma potrzeby mówienia, bo do komputera nie trzeba mówić wink, wystarczy rozumieć to, co on mówi). Niemniej teraz już nie mam problemu z drukowaniem worksheetów z netu (np. z łamigłówkami matematycznymi, krzyżówkami) - większość przyjemnych materiałów, również materiałów homeschoolowych jest po angielsku, do tej pory przeważnie przerabiałam je w fotoszopie czy innym edytorze na polish wersje, w tym momencie syn rozwiązuje angielskie, czytając i rozumiejąc niemal tak, jak po polsku. Nie mówiąc już o tym, że skończyło się "mama, poszukaj mi w guglach czegoś tam" - na stronach polskich jest mało, syn wie, że jak się chce znaleźć coś więcej, to trzeba wpisać po angielsku. I wpisuje.
                              • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 00:05
                                No tak mi sie wydaje, że bardzo dużo traci. Nie mam dziecka w tym wieku. Bede
                                miała za 3-4 lata smile Teoretyzuje trochę, ale takie mam właśnie wrażenie. Ponadto
                                - jesli dziecko lubi czytać - to zawsze jest to sposób by sie czyms samo zajęło,
                                a to niewatpliwie się czasem bardzo przydaje. Tylko tu pojawia sie drugi problem
                                - co zrobic by dziecko lubiło czytać?

                                A co do potrzeby - potrzeba jest. Jest wiele filmów z napisami (albo takie
                                własnie a nie z dubbingiem można wybierac). W internecie, w grach komputerowych
                                też przydaje się umiejetnośc czytania, tak jak twemu dziecku angielski. No chyba
                                że wychowujemy bez filmów, internetu, gier - ale to nie moja bajka, dla mnie
                                wynalazki sa po to by z nich korzystac oraz, co równie wazne, by dobrze się
                                bawić. No książki, ale to dziecko musi lubić - i tu nie wiem jak to osiagnąc, a
                                chciałabym. Nawet takie codzienne sprawy - idziemy do restauracji i dziecko
                                dostaje menu i samo sobie czyta i samo wybiera - super okazja by poczuło sie
                                taaaakie dorosłe - ale musi umiec czytać. Wszelkie dzieciece pasje i
                                zainteresowania - by dowiedziec sie więcej trzeba umiec czytać, no bo czas (i
                                zapewne cierpliwość) rodziców na pomoc w zgłębianiu pasji (chociażby szukaniu w
                                necie) jest ograniczony.

                                Doman mnie nudzi, ale mojemu synowi się podoba. Interesuja go te słowa, cieszy
                                się gdy mówię, że bedzie teraz czytał. No więc wracam do tego, tylko dla tego
                                zainteresowania. Tak samo jak wiele innych rzeczy robię nie z jakiejś ideologii
                                by miec super dziecko tylko dlatego, że on lubi. Proponuję mu wiele rzeczy i
                                jesli polubi to kontynuujemy. Basen na przykład. Szklarnie, kwiaciarnie, ogrody
                                botaniczne - bo uwielbia rosliny. Teraz chcę spróbowac z zajeciami muzycznymi. Z
                                czytaniem książek jest tak, że nie bardzo lubię czytać na głos, no ale mu
                                czytałam od urodzenia, głównie po to by cos z nim robic, bo jakos kiepsko mi
                                idzie wymyslanie wspólnych aktywności, ale od jakiegos czasu mój syn ma to
                                głeboko gdzies i nie słucha, idzie sobie, nudzi go to. Przestałam więc, bo nie
                                widze sensu. Chciałabym jednak by lubił czytać w przyszłości, by za kilka lat
                                cenił sobie ten rodzaj rozrywki. Nie wiem jaki mam na to wpływ - czy w ogóle mam
                                i czy powinnam mieć? Uważam za bardzo istotne uczenie przez modelowanie i tutaj
                                ok - ja lubię czytac i jak mam czas, a ostatnio niestety mam go na to za mało,
                                to czytam czytam czytam. Uwielbiam to, mimo że u mnie w domu, kiedy byłam mała,
                                rodzice nie bardzo czytali, więc tu z kolei nie zadziałało modelowanie.

                                Nie wiem jak mam się zachowac, jak postępowac w pewnych sytuacjach - czy
                                proponować mu jak do tej pory rózne aktywności (dostosowane do wieku, bo on
                                maleńki jeszcze) czy robic to, co pisza w książkach, a co nie bardzo lubię, czy
                                poczekac az będzie starszy i sam wykaże jakąś inicjatywe (ale jak ma ja wykazac
                                i powiedziec co lubi, skoro tego nie zna?)? chciałabym by był ciekawy świata, by
                                miał zainteresowania i chęci do ich rozwijania. Życze mu z całego serca by miał
                                to szczęscie w zyciu i odnalazł swoja pasję - taka prawdziwą pasję, nadajaca
                                zyciu sens. A w tym wszystkim nie mam z kim o tym porozmawiać stąd moje
                                przydługie posty, bo lubie twoje wypowiedzi. Nie bardzo wiem, co z nim robic -
                                ma niespełna rok - zabawy niemowlece mnie nie kręcą, no nie mam do nich serca,
                                nie potrafie przez 30 minut wkładać klocka w odpowiednia dziurke, nakładac kółka
                                na patyk, układac wiezy z 3 klocków. No nie umiem. Nie umiem tez spiewac durnych
                                pioseneczek i recytować durnych wierszyków i nie zamierzam się zmuszać. Chciałam
                                pogadac o tym z mammi dzieci w podobnym wieku, które znam, poznałam dzięki temu,
                                że mam syna, ale rozmowa zawsze sprowadza się do jedzenia i srania. Nie kręci
                                mnie to smile I po prostu nie wiem jak postepować, by syn mój wyrósł szczęśliwy i
                                ciekawy swiata.
                                • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 00:39
                                  Potrzebę TY widzisz, dziecko nie musi widzieć.
                                  Moja córka lat 5 czyta płynnie, filmów z napisami nie czyta - znaczy, przeczytać potrafi, ale szybko się męczy (przypominam, to jest 5-latek, o ile kreskówkę 15-20-minutową z napisami przetrwa, to już pełnometrażowego nie).
                                  Syn m.in. po to uczył się angielskiego, aby oglądać anime w sieci, z napisami po angielsku (audio japońskie big_grinbig_grinbig_grinsmile.


                                  CytatNo książki, ale to dziecko musi lubić - i tu nie wiem jak to osiagnąc, a chciałabym.

                                  Z przykrością cię zawiadamiam, że nie każde dziecko MUSI lubić książki. I nie każde lubi. W najlepszych rodzinach się to zdarza, i tak, bywa szokiem, że dziecko moli książkowych ma książki w nosie i woli rysować mangę. Jak świat światem byli ludzie, którzy lubią książki i ludzie którzy mają w nosie. I choćbyś na głowie stawała, nie zmienisz tego. Możesz próbować, ale i tak będziesz miała niedosyt.

                                  Cytat
                                  Nawet takie codzienne sprawy - idziemy do restauracji i dziecko dostaje menu i samo sobie czyta i samo wybiera - super okazja by poczuło sie taaaakie dorosłe - ale musi umiec czytać.


                                  Są inne sposoby. W tej samej restauracji - aby dziecko poczuło sie dorosłe, wystarczy umówić się z kelnerem, aby zwrócił się bezpośrednio do dziecka, i to dziecko będzie składać zamówienie dla całej rodziny (wcześniej zbierając je od innych członków rodziny). Nie musi umieć czytać, si?

                                  CytatWszelkie dzieciece pasje i zainteresowania - by dowiedziec sie więcej trzeba umiec czytać, no bo czas (i zapewne cierpliwość) rodziców na pomoc w zgłębianiu pasji (chociażby szukaniu w necie) jest ograniczony.

                                  Faktycznie teoretyzujesz smilesmilesmile
                                  Myślisz, że posadzisz 4-5-latka samego do netu, aby sobie szukał w zgłębianiu pasji? smilesmilesmile To raz.
                                  Dwa - tak, wiem, że fajnie by było, ale nie ma tak fajnie i wierz mi, wiem co mówię. Zgłębianie pasji w wieku lat 4-5 poprzez samodzielne czytanie to hmmm mało prawdopodobna rzecz. Już tłumaczę dlaczego: cięzko będzie znaleźć dla dziecka coś, co będzie w stanie zrozumieć poprzez samodzielną lekturę. Książki dla 4-5-latków nie zadowolą pasjonata tematu, książki poważniejsze będą dla niego za trudne do samodzielnego czytania.
                                  Internet, gry, itp - to wszystko 4-latek w większości robi z rodzicem. Tak, wiem, rozwiewam złudzenia.

                                  CytatI po prostu nie wiem jak postepować, by syn mój wyrósł szczęśliwy i ciekawy swiata.

                                  Najprostsza metoda - obserwuj go i podążaj za nim smile. I nie pędź tak, jak pędzisz w poprzednim poście smile - mam poczucie, że podświadomie boisz się strasznie, aby coś wam nie umknęło. Spokojnie. Naprawdę, nie umknie smile.
                                  • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 01:01
                                    Mówisz, że pędzę? Ale młody chyba nadąża bez problemu, skoro to, co dotychczas
                                    mu pokazuję lubi. Jakby nie lubił to bym nie kontynuowała. On tez taki pędzący w
                                    rozwoju jest trochę, w każdym razie w rozwoju ruchowym. Nie wiem, nie mam żadnej
                                    skali porównawczej, tak działam bardzo na wyczucie, pewnie nie zawsze dobrze.

                                    Dziecko musi umiec czytac by lubic samodzielne czytanie książek, o to mi
                                    chodziło. Nie musi bo musi, bo oczywiscie, że da się bez tego, jak chociazby w
                                    tej restauracji, niemniej jest to dość przydatna umiejetnośc, tak myślę.

                                    Teoretyzuję, pewnie, doswiadczeń z kilkulatkiem nie mam żadnych smile
                                    • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 01:31
                                      CytatDziecko musi umiec czytac by lubic samodzielne czytanie książek, o to mi chodziło. Nie musi bo musi, bo oczywiscie, że da się bez tego, jak chociazby w tej restauracji, niemniej jest to dość przydatna umiejetnośc, tak myślę.

                                      Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest przydatna smilesmile.

                                      Ja się tylko odniosłam do twojego stwierdzenia, że nieczytający 4-5-latek DUŻO TRACI. Nie traci aż tak dużo, jak ci się teraz wydaje, li i jedynie o to mi chodziło smilesmile.
                                      To, hyhyhy, rodzic zyskuje wink - tak wynika z twoich "zysków czytania dla czterolatka" - no więc: rodzic nie musi z dzieckiem oglądać tej cholernej kreskówki i tłumaczyć z englisha na polski (dziecko czyta napisy tongue_out), rodzic nie musi poświęcać swojego czasu na grzebanie w necie dla dziecka (dziecko grzebie samo wink) i tak dalej.

                                      To DLA MNIE jest ułatwieniem, że mój syn czyta po angielsku - bo dzięki temu ja nie muszę się bawić w tłumacza symultanicznego gdy on ogląda Cardcaptor Sakurę (a tłumaczenie w biegu to dla mnie udręka, bo podczas oglądania/czytania/słuchania w obcym języku myślę w tym języku i przyswajam w tymże, nie przekładając na nasze wink). Nie jest to ułatwienie stricte dla niego, tylko dla mnie.

                                      A - ja nie mam absolutnie NIC przeciwko zyskom dla rodzica, wręcz przeciwnie ;-P. Bardzo lubię np. jak syn czyta siostrze na dobranoc suspicioussuspicious.

                                      I jeszcze jedno, znowu zmartwię - przeciętny 4-5-latek, nawet czytający, nie jest w stanie jednocześnie koncentrować się na oglądaniu filmu i czytaniu napisów.
                                      • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 08:27
                                        Pewnie masz rację. Dzis mysle, że traci dużo. Jak naprawdę wyglada odbieranie
                                        świata przez czterolatka, jakie sa jego potrzeby poznawcze tego nie wiem i
                                        przypuszczalnie co do wielu rzeczy zmienię zdanie, kiedy młody podrosnie, bo on
                                        ma jakąś tendencje do zmieniania mojego zdania i poglądów smile

                                        No tak, są to korzyści dla rodzica. Cóż, rodzic też człowiek, też czasem musi
                                        skorzystać... Czy coś... wink

                                        Być może umiejętność czytania u tak małych, tzn. 4-5 letnich dzieci, uważam za
                                        potrzebną bo sama już czytałam. Jest to dla mnie niejako naturalne.
                                        Nienaturalnym jest natomiast podejście często pojawiajace się w takich
                                        dyskusjach "po co mam go uczyc, szkoła go nauczy" albo "nie będe go uczyc czytać
                                        bo nie chce mu odbierac beztroskiego dzieciństwa". Wolałabym jednak nie
                                        pozostawiać edukacji syna w rękach jakiejś szkoły, jaka by ona nie była. Kilka
                                        lat temu na studiach robiłam badania na grupie szóstoklasistów. Zadaniem
                                        dzieciaków było przeczytanie kilku zdań tekstu, jakaś opowiastka to była, taka
                                        prosta i potem odpowiedzenie na kilka pytań. Dzieci siedziały wszystkie razem w
                                        klasie, rozdałysmy kartki z tekstem do przeczytania i wówczas nauczycielka
                                        powiedziała, że oni mogą nie poradzic sobie z przeczytaniem, więc ona odczyta na
                                        głos. Szósta klasa podstawówki. Normalnej podstawówki, publicznej, warszawskiej
                                        (mojej zresztą). Był to dla mnie szok. Trzynastolatki o ile dobrze liczę.
                                        • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 10:29
                                          CytatNienaturalnym jest natomiast podejście często pojawiajace się w takich dyskusjach "po co mam go uczyc, szkoła go nauczy" albo "nie będe go uczyc czytać bo nie chce mu odbierac beztroskiego dzieciństwa".


                                          Argument o "odbieraniu beztroskiego dzieciństwa" wywołuje u mnie pianę na ustach.
                                          Natomiast podejście "po co mam go uczyć" - cóż, każdy robi wedle uznania, nic mi do tego. Zwłaszcza, że jednak zdecydowana większość dzieci uczy się w szkole wink

                                          Cytat Wolałabym jednak nie pozostawiać edukacji syna w rękach jakiejś szkoły, jaka by ona nie była.

                                          Homeschooling znaczy? Bo mimo wszystko, jakby nie było - szkoła w jakiś sposób edukuje dziecko i ma na nie wpływ. Znaczy powiem tak: przeciętnie inteligentny i zaangażowany rodzic jest w stanie homeschoolować dziecko na poziomie szkoły podstawowej, może nawet na poziomie gimnazjum, natomiast z dziką rozkoszą powierzę za tydzień edukację mojego dziecka osobom trzecim (bo inaczej wyląduję w psychiatryku na okoliczność "nie mam czasu aby pracować i wykańczam się psychicznie i fizycznie będąc na wysokich obrotach przez jakieś 20 godzin na dobę".)

                                          Oczywiście, jak dziecko pójdzie do szkoły - nie uznaję, że moja "misja" jest zakończona, czyli że teraz mogę umywać ręce od wszelkich zachęt edu, a dziecko uczy szkoła. Natomiast równie daleko jestem od podejścia "jakaś tam szkoła". Bo na podejściu "jakaś tam szkoła" paradoksalnie najbardziej traci dziecko. Chciałabym ,żeby moje dzieci lubiły szkołę (uczyć już się lubią), a jeśli będę miała lekceważący stosunek do szkoły, to szkoły nie polubią. Poza tym to nie jest jakaś tam szkoła, tylko wybrana przeze mnie Szkoła Mojego Dziecka wink.

                                          CytatDzieci siedziały wszystkie razem w klasie, rozdałysmy kartki z tekstem do przeczytania i wówczas nauczycielka powiedziała, że oni mogą nie poradzic sobie z przeczytaniem, więc ona odczyta na głos. Szósta klasa podstawówki.

                                          I sądzisz, że to dlatego iż rodzice zaniedbali naukę czytania w wieku 4 lat?
                                          Ja tam sądzę że to wynik luk w systemie edukacyjnym i koszmarne zaniedbanie szkoły (rodziców też, oczywiście - ale nie na etapie cztero- czy pięciolatka; myślę że na etapie 7-8-latka, kiedy dziecko powinno już umieć czytać z definicji; do tego braki w komunikacji rodzic-szkoła i tak dalej) - kto przepuszczał z klasy do klasy uczniów nie potrafiących czytać?.
                                          Nie mówiąc o tym, że nauczycielka głupia jak but. Po co oni mają się uczyć czytać, skoro pani przeczyta, si?

                                          Poza tym nie oszukujmy się, ja z mojej podstawówki pamiętam, że i niektórzy ósmoklasiści mieli problem z czytaniem (z samą umiejętnością), czytania tzw. ze zrozumieniem nie miała opanowana większość. W szkołach zawodowych na pierwszych lekcjach języka polskiego sprawdza się, czy delikwenci potrafią czytać, podręczniki do matematyki przypominają podstawowe działania (dodawanie itp.).


                                          --
                                          I'm weird, but I'm not strange!
                                          • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 11:00
                                            > Homeschooling znaczy?
                                            Nie, raczej nie. Raz, że nie wiem, czy bym umiała. Dwa szkoła to nie tylko nauka. Własciwie nauke traktuje troche jako element poboczny. Szkoła to grupa rówiesnicza, i nie tylko rówiesnicza, to nauka zycia w społeczeństwie, to koledzy.

                                            Jakas szkoła - no bo to jakaś szkoła. Jasne, moge wybrać według mnie najlepszą. Jednak pewnie nie zrobię tego i pośle mlodego do najblizszej szkoły. Powód mam jeden - sama chodziłam do wybranej prywatnej szkoły daleko od domu i bardzo cierpiałam bowiem moi koledzy ze szkoły to nie byli moi koledzy z podwórka, to były dwa różne - z racji odległości, różnych miejsc zamieszkania - światy. Wydaje mi się, że to fajnie gdy kumpel z ławki jest także kumplem z podwórka, gdy mozna po szkole wpaśc biegiem na obiad do domu i leciec z tymi samymi kolegami na boisko. Oczywiście jesli coś bedzie w owej szkole nie tak, to wtedy można ją zmienic, ale nie zakładam z góry, że będzie nie tak. Nie jest to kwestia lekceważącego stosunku do szkoły. No, może trochę. Ja tez bym chciała by młody lubił szkołę, ale nie uważam szkolnej nauki za jakąś niebywale ważną rzecz. Rzeczy waznych dla siebie i tak się nauczy. W szkole natomiast mozna robić wiele fajnych rzeczy poza nauką. W szkole jest boisko. Są harcerze. Są zajęcia dodatkowe. Są koledzy. I koleżanki tez są. I pierwsza miłość. I przyjaźnie. Dla mnie to jest naprawdę ważne w dłuższej perspektywie.


                                            > I sądzisz, że to dlatego iż rodzice zaniedbali naukę czytania w wieku 4 lat?
                                            Nie. Nie wiem, co sądzę. Po prostu było to dla mnie dziwne, przerażające.

                                            Ja ze swojej - tej samej - podstawówki pamietam jak gnębiliśmy nauczycieli. Ale nie tak, jak to pokazują w telewizji, tylko dokuczalismy im nieco bardziej wyrafinowanymi metodami. Pamiętam wiele takich sytuacji gdy oni - w jakiś głupi sposób - usiłowali nam dopiec i nakładać ograniczenia i myśmy ich gnębili. Pomińmy dyskusję, że szkoła jakies ograniczenia nakładać musi, nie o tym mówię smile Przykładowo pamietam, że wydawaliśmy gazetkę szkolna i coś, co napisaliśmy, się któremus z nauczycieli nie spodobało i był wielki foch grona pedagogicznego, oraz wstrzymanie finansowania gazety po to, byśmy nie wydawali. Wnikliwie opisalismy sytuację na łamach gazety finansujac jej wydawanie z własnych środków. Skapitulowali po dwóch numerach smile Pamiętam, że o narkotykach żadnych się nie mówiło, mimo że problem istniał, aż tu nagle bez żadnego uprzedzenia, bez żadnej pogadanki, no bez niczego przy wejściu do szkoły zaczęto przeszukiwac dokładnie rzeczy każdego ucznia czy nie ma narkotyków. Cóż, następnego dnia cała moja klasa - cała, łobuzy i kujony po równo - miała w plecakach torebeczki z białym proszkiem - jakimkolwiek: mąka, kredą. Skapitulowali. I w ogóle mieli mnóstwo innych durnych pomysłów dając nam ogromne pole do popisu w odcinaniu się wink
                                            • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 11:28
                                              CytatJakas szkoła - no bo to jakaś szkoła. Jasne, moge wybrać według mnie najlepszą. Jednak pewnie nie zrobię tego i pośle mlodego do najblizszej szkoły. Powód mam jeden - sama chodziłam do wybranej prywatnej szkoły daleko od domu i bardzo cierpiałam bowiem moi koledzy ze szkoły to nie byli moi koledzy z podwórka, to były dwa różne - z racji odległości, różnych miejsc zamieszkania - światy. Wydaje mi się, że to fajnie gdy kumpel z ławki jest także kumplem z podwórka, gdy mozna po szkole wpaśc biegiem na obiad do domu i leciec z tymi samymi kolegami na boisko.

                                              No cóż, ja miałam nieco inne kryteria wyboru szkoły dla dzieci niż to, aby kumpel z ławki był jednocześnie kumplem z podwórka. Oczywiście, spory wpływ ma tu też zaburzenie syna. Natomiast myślę, że tę samą szkołę wybrałabym i dla zdrowego dziecka.

                                              Nota bene ja nie miałam żadnych najmniejszych problemów z tym, że miałam dwa zestawy "kumpli" - zestaw szkolny i zestaw podwórkowy. Z tym, że ja i tak miałam "kumpli" oraz bieganie po boisku w dupie, generalnie latało mi, z kim się bawiłam, a najchętniej to w ogóle bawiłam się sama. Tak że podejrzewam, że wszystko zależy od doświadczenia.

                                              Do najbliższej szkoły dziecka nie wyślę, ponieważ uważam, że NIE JEST DOBRĄ SZKOŁĄ. Po pierwsze, to moloch na ponad 1000 uczniów, po drugie - w klasach jest za dużo osób, po trzecie - już w zerówce nauka jest na 2 zmiany (potem na 3). Po czwarte hmmm... zastanawiam się, czy rzeczywiście teraz wygląda to tak, jak 20 lat temu, że kumpel z ławki jest kumplem z podwórka i tak fajnie się po lekcjach kumplujemy - bo mimo wszystko, żyjemy w bardziej anonimowych czasach, poza tym w wielu, bardzo wielu przypadkach nie ma "wpaść biegiem na obiad do domu i lecieć na boisko", tylko jest "matka odbiera dziecko ze szkoły, prędko lecą zjeść coś w mieście, dziecko idzie na angielski, a potem wyjdzie na podwórko".

                                              A poza tym przyznaję się z pełną snobistyczną premedytacją, że moje dziecko będzie chodzić do szkoły prywatnej m.in. po to, aby nie zadawało się z patologią z nizin społecznych (patologię z wyżyn jestem w stanie przeboleć tongue_outtongue_out). I że strasznie ale to strasznie śmieszy mnie że ktoś dorabia do posyłania dziecka do rejonówki ideologię pt. "aby poznało pełen przekrój społeczny i nauczyło się tolerancji". Hyhhy już widzę jak się tej tolerancji uczy. Ja tam tolerancyjna nie jestem i jest mi z tym doskonale suspicious.

                                              Zatem skrzywdzę dziecko i będzie to moje biedne dziecko codziennie dojeżdżać 20 kilka kilometrów do szkoły, pozbawię je przyjemności posiadania kumpli szkolnych na podwórku i w ogóle zrobię z niego snoba jakich mało, nie pozwalając się zadawać z nizinną patologią.
                                              • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 12:05
                                                Wiesz co nie mam pojęcia jak organizacyjnie wygląda najbliższa szkoła. Zresztą
                                                to dziś mało istotne, istotne dla mnie będzie za kilka lat. Mnie natomiast
                                                bardzo brakowało jednego towarzystwa kolegów i dla mnie dojeżdżanie, czy raczej
                                                bycie dowożoną do szkoły było obciążeniem i problemem. Nie twierdzę, że szkoły
                                                prywatne czynią z dzieci snobów. No na dzień dzisiejszy myślę, że lepszym
                                                wyborem będzie szkoła blisko niz najlepsza nawet, ale daleko. Ponadto po drodze
                                                do niej nie ma żadnej ulicy, więc sam może chodzić wink Gdyby w okolicy była
                                                prywatna, to pewnie tę bym wybrała, bo też wyżej cenię szkoły prywatne, małe. Co
                                                będzie za kilka lat nie wiem, nie wiem, co będę myślała, nie wiem jaki będzie
                                                mój syn (poza tym, że będzie najlepszy na świecie wink).

                                                Mieszkam w takim miejscu dość specyficznym. W 90% procentach sa to nowe domy,
                                                nowi ludzie. Co więcej jest to dość drogie miejsce. To nie to, że się chwalę, ot
                                                tak jest i już, a ja prawdę mówiąc nie cieszę się wcale, że tu mieszkamy i
                                                tęsknię za czymś zupełnie innym, czegos innego by realizować swoja osobista
                                                pasję tak naprawdę potrzebuję. No ale mieszkam i juz, chwilowo szans na zmianę
                                                nie mam. Nizin społecznych, w kazdym razie finansowych nizin, tu nie ma, więc
                                                mlody w miejscu zamieszkania raczej nie ma szans poznać. W ogóle akurat o tym,
                                                by zobaczył pełny przekrój społeczeństwa chodząc do rejonowej szkoły, nie myślałam.

                                                A to, czy dziecko ma szczelnie wypełniony grafik zajęciami dodatkowymi,
                                                przynajmniej w początkowym okresie chodzenia do szkoły, zalezy od rodziców. Ja
                                                miałam sporo. Nie znosiłam tego. No ale angielski był wazny, francuski był wazny
                                                itd. Nic mi to nie dało prawdę mówiąc, więc wobec syna postępowac zamierzam
                                                inaczej. Nic mi to nie dało, bo francuskiego nie znam, angielskiego nauczyłam
                                                się wyjezdżajac na wakacje a potem czytając literaturę dotyczacą hodowli psów i
                                                weterynarii, czyli czegos, co robię na co dzień i co kocham, a co po polsku
                                                kiepsko jest opisane. czyli w podobny sposób jak twoje dziecko - była potrzeba
                                                to sie nauczyłam.

                                                Nie wiem tez czy skrzywdzisz dziecko. Nie znam twojego dziecka. Dla mnie, gdy
                                                byłam dzieckiem, było to krzywdzące.
                                                • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 12:25
                                                  No a widzisz, dla mojego dziecka krzywdzące - jak mniemam - nie będzie.

                                                  Primo - z niemal całą swoją klasą będzie codziennie dojeżdżać szkolnym busem (po spotkaniu organizacyjnym - wychodzi na to że z 11-osobowej klasy będzie jeździć 10, jedna jest miejscowa).

                                                  Secundo - zajęcia dodatkowe są w szkole po lekcjach, jedne obowiązkowe, inne do wyboru, co kto lubi (teatr- anglojęzyczny, szachy, dodatkowa informatyka, mnóstwo sportów i inne zajęcia) - jak ktoś nie chce, może się porozbijać po szkolnym placu zabaw/podwórku, opieka jest. Bus dowozi dzieci z powrotem o 16:00-16:30 (w naszym przypadku 16:30 bo jesteśmy na końcowym przystanku busa). Cały czas z kolegami.
                                                  I tak samo jak ty, jestem przeciwna zapychaniu dziecku całego wolnego czasu zajęciami dodatkowymi. Chciałam tylko ukazać, że teraz wygląda to nieco inaczej niż kiedyś. Z całej "podwórkowej braci" jako jedyna byłam w samym środku zabawy wołana z balkonu "Martaaaaaaa! do pianina!!" (heh, po latach czytałam wywiad z Anną Marią Jopek, którą ojciec wołał przez balkon "Ania do grania!!" wink i tak mi się skojarzyło), reszta na zajęcia dodatkowe nie chodziła - nota bene ja po obowiązkowej godzinie czy dwóch wracałam na dwór i siedziałam tam do nocy, jak mi się chciało.
                                                  Teraz w rozmowach ze starszymi dziećmi na podwórku dowiaduję się, że jeden ma angielski, drugi ma treningi, trzeci ma tenis, czwarty ma coś tam jeszcze i tak dalej. Wygląda to inaczej niż 20 lat temu, o 19:00 podwórka już świecą pustkami.

                                                  Szkoła jest bardzo mała (ok. 70 osób) i WSZYSCY się tam znają z imienia. Wszystkie dzieci, wszyscy nauczyciele.

                                                  Po powrocie ze szkoły może ganiać po podwórku, ale na ile znam mojego syna, to nie będzie ganiał po podwórku, tylko siedział przed kompem i grzebał w c++ i flashu, ewentualnie bawił się z młodszą siostrą.
                                                  • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 12:39
                                                    Wiesz jakie jest najważniejsze zdanie w tym wszystkim? "na ile znam mojego syna" smile

                                                    Podwórka może i świecą pustkami ale na przykład boisko przy tej szkole obok mnie
                                                    otwarte do 22, oświetlone, ogrodzone i do tej 22 pełne dzieciaków grających w
                                                    różne piłki, bo tam kompleks cały taki jest. Więc jednak nie tylko angielski itp.
                              • annie_2 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 14:45
                                > Jeśli dziecko 4-5-letnie ma potrzebę nauczyć się czytać - to najprawdopo
                                > dobniej się nauczy - bez względu na to, jaką metodą. Jeśli będzie widzieć potrz
                                > ebę. Jeśli nie będzie widzieć potrzeby, to nauka będzie trwać dłużej, albo w og
                                > óle jej nie będzie, bo dziecko będzie miało to w nosie wink.

                                Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%. Mój synek od 3-go roku życia czyta płynnie - całe zdania, akapity, książki. Wszyscy przecierają oczy ze zdumienia i pytają, jak uczyliśmy go czytać. Ja odpowiadam: "sam się nauczył" i w sumie to prawda, tak jak mówi mama_kotula, miał taką potrzebę, gdy nam nie chciało się po raz 158 czytać "Trzy świnki".

                                Mam prośbę do mamy-kotuli: czy możesz napisać z jakich materiałów korzystasz przy nauce swojego dziecka, z jakich stron internetowych, itp. Zastanawiałam się, jak stymulować moje dziecko do nauki, bo chętnie po nią sięga - również korzysta z komputera/internetu, obsługuje Google i przeglądarkę internetową bez problemu.
    • kammik Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 18:49
      Oprócz tego, co napisała kotula, dodam jeszcze, że umiejętność czytania jest
      dwulatkowi najdoskonalej zbędna. Nie dasz mu przecież gazety do czytania, z
      większością literatury dziecięcej też sobie sam nie poradzi, bo za trudna.
      Miałam czytającego czterolatka, który z lubością czytał napisy na murach,
      sugerujące seksualne zaspokojenie gejowskich instynktów służb mundurowych.
      Ciężko było mu wyjaśnić sens.
      • naomi19 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 19:08
        kammik, ale na prawdę w metodzie domana nie chodzi o to, by 2-latek
        czytał. Inne sa cele, przynajmnie wg mnie.
        • kammik Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 19:39
          Pytanie brzmiało "dlaczego naprawdę czytający dwulatek to problem", a nie "o co
          chodzi w metodzie Domana". Oczywiście mogę przyjąć, że w nauce czytania nie
          chodzi o naukę czytania wink
          • naomi19 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 14:28
            chodzi raczej o ćwiczenie pamięci, koncentracji, zabawę, rozwój
            dziecka, nie o samo czytanie.
            • kammik Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 15:40
              Tak, wiem smile Nie wiem tylko, dlaczego koniecznie trzeba to robić przez
              pokazywanie dziecku plansz z wyrazami, aczkolwiek dopuszczam możliwość, że to
              właśnie literki dają najlepszą możliwość ćwiczenia pamięci, koncentracji, zabawy
              i rozwoju dziecka big_grin
    • kasia79a Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 20:28
      moim zdaniem, na wszystko jest czas i miejce, na czytanie i liczenie
      dzieci bedą miały jeszcze czas(jak nie w przedszkolu to z pewnością
      w szkole), na spontaniczną nieskażoną rozwagą zabawę z biegiem lat
      będą miały tego czasu coraz mniej. Teraz wogóle wszystko zaczyna się
      wcześniej- czytanie od drugiego r.ż., przedszkole od drugego r.ż,
      mnożenie czasem już w przedszkolu, szkoła już dla 6-latków, a jak
      już pójdą do szkoły (choć u niektórych też znacznie wcześniej) to
      dopiero się zaczyna: pianino, tenis, angielski, hiszpański, taniec,
      aikido i co tylko rodzice wymyślą by "rozwijać" swoje dziecko; a
      czasami mniej znaczy więcej, czasem potrzeba aby dziecko się
      wynudziło, żeby jego wyobraźnia, twórcze (i logiczne) myślenie
      poszło w ruch; ja pozwalam mojemu kochanemu dwulatkowi na rozwijanie
      sie w tym kierunku, w jakim sam przedstawia zainteresowanie i nie
      zamierzam przyśpieszać "zapisywania tej czystej kartki" i mimo, że
      czytaniem się jescze nie zajmuje to na głąba też się nie zapowiada wink
      • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 21:12
        A to umiejętność czytania wyklucza mozliwość "spontanicznej, nieskazonej rozwagą
        zabawy"?
    • ik_ecc Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:13
      Znam (osobiscie i blisko) 6 dzieci (4 dziewczynki i 2 chlopcow),
      ktore nauczyly sie czytac w wieku 2-3 lat (teraz maja 4-6 lat).
      Wszystkie sa bardzo socjalne, bez zadnych zaburzen, rozwijaja sie
      normalnie pod kazdym wzgledem.
      1 jest wybitnie uzdolnione i nauczylo sie czytac samo (jest tez
      wybitne pod wzgledem ruchowym), reszta to efekt pracy z rodzicami -
      nie na sile, ale regularnej.

      Ja umialam czytac (jakoby bez pomocy - matka tylko odpowiadala na
      moje pytania) przed 3 urodzinami i uposledzona tez nie jestem, ani
      socjalnie ani inaczej.

      Moja corka rozpoznawala litery w wieku 18 mies, a okolo drugich
      urodzin skladala 3-4 literowe wyrazy. W ktorym to momencie mnie
      tknelo, ze ja jednak nie chce zeby ona to robila i zabronilam
      komukolwiek z nia pracowac. Bo nie bylo tak, ze sie sama domagala,
      tylko costam jej pokazywalam, skladalam, itd. Stwierdzilam, ze to
      jednak strata czasu dla 2-letniego mozgu - 2-letni mozg powinien
      pracowac w 3 wymiarach i z 5 zmyslami, a nie przygladac sie plaskim
      literom. Teraz ma 4 lata i troche czyta - pojedyncze nieskomplikowane
      wyrazy, ale to co umie przeczytac nauczyla sie samodzielnie.
      • mama-ola Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:20
        Ja znam siebie smile Czytałam jako 4-latka. W domu było dużo książek,
        starsza siostra - no i tak jakoś wyszło. Upośledzona społecznie ani
        ruchowo nie byłam.
        Pod koniec podstawówki nie odbiegałam juz umiejętnościami od reszty
        rówieśników.
    • ata99 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 25.08.09, 22:47
      To nie jest problem, jeśli ktoś nie postawił sobie za punkt honoru, że
      nauczy dziecko wcześnie czytać. Nie każde dziecko CHCE się wcześnie
      uczyć czytania. Ja miałam 3 lata i czytałam drukowane litery, krótkie
      teksty, ale ja uczyłam się sama.Pytałam co to za litera, kiedy rodzice
      czytali gazetę, bo tam są duże i drukowane. Myślę, że jeśli dziecko
      przejawia zainteresowania w kierunku "czytelnictwa" smile to wiedzę tę
      posiądzie, niczym Janko Muzykant umiejętność gry na skrzypcach.
    • kanna Nie spotkałam czytającego dwulatka... 25.08.09, 23:04
      ... a zjamuje się tym od ładnych kilku lat smile
      No, ale nie znam wszystkich dwulatków.

      Doman jest nauka ROZPOZNAWANIA zapisu graficznego słowa, nie
      czytania. Sprawdza się w angielskim, ale nie w polskim, który jest
      fleksyjny.
      W samej zabawie w rozpoznawanie nie widze nic złego, ale do czytania
      temu daleko.
      Ponieważ czyanie zakłada SYNTEZĘ czyli łączenie liter/sybal w
      całość. Jest to pewna umiejętnośc mózgu, którą trudno osiągnąc
      wczesniej, niż w momencie, kiedy mózg jest do tego gotowy (jak z
      chodzeniem - chodzi sie koło 12 mies., jak organizm jest gotowy).
      Oczywiście, niektóre dzieci ucza się czytać (łączyc litery/sylaby),
      jak i chodzic wink, wczesniej.
      Nie świadczy to jednak o żadnej "genialności" tylko o tym, że ta
      funkcja mózgu rozwineła się szybciej. Może tylko ta, może tez inne ,
      warto sprawdzić. A szczególnie warto sprawdzic, które rozwijają sie
      wolniej - bo, niestety, najczęściej jest "coś za coś". W innych
      sferach organzim rozwija się wolniej i jak się to wczesnie wykryje,
      to się da dostymulowac.

      Osobiscie nie znam czytających dwulatków. Za to znam furę dzieci,
      które czytały w wieku lat 3. czytały, nie rozpoznawały wyuczone
      wczesniej słowa. Bo to dwie różne rzeczy.

      Już to kiedyś pisałam, więc sorry, ze sie powtórze: mój synek w
      wieku lat 2 stanął przy samochodzie i "przeczytał" O-P-E-L.
      Swietnie synku, co jest napisane? Corsa - powiedział mały. I tyle a
      propos syntezy. wink
      • agutka28 Re: Nie spotkałam czytającego dwulatka... 26.08.09, 10:45
        O czym wy piszecie, dwu latka uczyć czytac to jakaś paranoja. Będzie
        jeszcze mieć czas na to, a narazie proponuje zabawy, wycinanki,
        wyklejanki, klockowanie i wiele innych odpowiednich dla dziecka w
        tym wieku. Szkoda słów.
    • alabama8 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 13:17
      A wszystko zaczeło się od postu o czytającej dwulatce, która jak się
      okazało nie umie czytać.
      Chyba najrozsądniej jest mieć swój własny pomysł na życie i nie
      narzucać go innym, bo to właśnie różnorodność jest kwintesencją
      uroku tego świata. No chyba że ktoś ma inne zdanie na ten temat,
      wtedy z przyjemnością narzucę mu moje zdanie smile
    • tusie-czek Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 15:08
      Mi sie wydaje ze to nie musi byc problem. O ile rodzice maja zdrowe podejscie.
      Obie z moja siostra czytalysmy i pisalysmy od lat 3. O ile wiem mnie nikt nie
      uczyl (siostry nie wiem). Moi rodzice pracowali zeby w tamtym dziwnym czasie na
      chlebek zarobic. W domu bylo pelni ksiazek, ksiazeczke dla dzieci i byc moze
      ktos pokazal mi lietrki, nie wiem jak sie nauczylam. Moja siostre jako dziecko
      bardzo zdolne wsadzili do wyzszej klasy. Wcale to nie bylo dobre bo stresujace
      dla niej i socjalnie nie byla przystosowana. Mnie zostawili w spokoju. Mialam
      dobrych nauczycieli, ktorzy umozliwili mi potem rozwoj zainteresowan. Na
      wszelkie propozycje poslania mnie na progrma dla dzieci zdolnych rodzice mowili
      nie, niech sie chowa normalnie. I jestem im za to wdzeiczna. Poszlam na studia i
      poznalam takie genialne dzieci chowane na geniusza od wieku 5 lat. I przez rok
      oni mieli usper oceny i byli genialni i po poltora roku czesc z nas doszlifowala
      do ich poziomu. Jestem gleboko wdzieczna ze rodzice nie zmuszali mnie do
      niczego. roslam sobie jak chcialam. I co mi z tego ze skonczylabym szkole
      rok-dwa wczesniej jak spolecznie to nie jest zawsze dobrze. A tak i po drzewach
      lazilam i ganialam za pilka. nie napisze ze jestem genialan ale byla
      zdecydowanie w grupie najzdolniejszych dzieciakow w szkole. I jedyne czym to
      procentowalo to dobrymi ocenami i niezdawaniem zadnych egzaminow.
      Natomiast jak slysze jak rodzice ucza dwolatka czytac, pisac i jezykow obcych to
      zastanawiam sie poco. Bo ja ciagle wierze ze normalne (naturalne) dziecinstwo
      jest najlepsze.
      • alabama8 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 15:30
        No właśnie! Nie ważne czy genialne czy nie genialne, nie ważne czy
        umie czytać w wieku 2, 3 czy 7 lat. Ważniejsze żeby
        było "intelektualnie" zadbane - czyli wychowywane przez rodziców
        którzy zawsze trochę czasu dla pędraka znajdą i pozwolą żeby wyrosło
        na szczęśliwego człowieka, a nie na nieszczęśliwego geniusza.
        • kasia79a Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 26.08.09, 20:09
          zgadza sięsmile i jak dziewczyny wyżej pisały, że nie jest to problem
          kiedy dziecko samo chce poznawać literki itd (przejawia swoje
          zainteresowania), problem jest jak rodzice chcą je na siłę uczyć i
          zastanawiają się nad wyborem metody...
          • tusie-czek Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 09:09
            Dodatkowo jak sie dziecko uczy na sile a okaze sie ze to jest za trudne dla
            dziecka to tym mozna mu zrobic krzywde, zaczynajac od zniechecenia az do
            problemow ze dziecko nie bedzie potem chcialo poznawac nowych rzeczy.
            Ale taka moda zeby dziecko "rozwijac" od niemowlectwa zeby pewnie potem poslac
            do snobistycznych pezedszkoli z angielski, muzyka baletem i brakiem czasu zeby
            dziecko sie samo czyms zainteresowalo i samo rozwinelo wyobraznie.
            • aniaolawa Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 14:31
              jestem przykładem waszego wątku. w wieku 3 lat znałam litery i
              umiałam czytać. mama mnie uczyła i starsza siostra , bo chciałam
              sama się uczyć. nie chodziłam do przedszkola. w wieku 5 lat sama
              chciałam się zapisać do biblioteki i tak też mama zrobiła, zapisała
              mnie. w pierwszy dzień wypożyczyłam krótkie książeczki ,
              przeczytałam je w jeden dzień i w ten sam odniosłam, ale pani kazała
              przyjśc następnego dnia i byłam bardzo zawiedziona. w zerówce i
              pierwszej klasie poznawanie liter nie było dla mnie nowością ,ale
              nie nudziłam się , bo treść czytanek , otoczenie , pytania pani były
              dla mnie nowe i interesujące. zbierałam same piątki i tyle, ja byłam
              zadowolona, pani i rodzice też. nie widzę nic w tym dziwnego ,że
              dzieci szybko się uczą. to tylko litery, i tak ważniejszy jest sens
              tego co się czyta, a nie ma newet geniusza na świecie co wie
              wszystko...jeśli wasze dziecko czyta wcześnie to tylko powód do
              dumy. mój synek ma 17 miesięcy , jak widzi litery to mówi sobie
              AEIO, choć jeszcze ich nie rozróżnia. a mnie cieszy to ,że dostrzega
              literki , tam gdzie ja nie zwracam uwagi ,że one są (np. sprzęty
              domowe)smile
              • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 14:55
                No właśnie. Jak wskazuje forma postu Ani z Oławy, czytanie w wieku lat 3 nie oznacza bycia geniuszem. Może natomiast oznaczać bycie naszym wątkiem. (cyt: "Jestem przykładem waszego wątku").
              • tolka11 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 14:56
                Ja mam taka nastolatkę: tata jej czytał, gdy była mała i to sporo.
                poszła do przedszkola poznała litery. I nic. poszła do szkoły (jest
                ze stycznia, więc miała 7 lat i 9 m-cy), po pół roku nauki nadal nie
                potrafiła czytać. Kurcze, jak myśmy się z nią męczyli. zaskoczyła
                pod koniec 1 klasy ( oprócz czytania pozostała nauka szła jej
                rewelacyjnie). Teraz ma naście lat, czyta średnio 1-2 ksiązki
                tygodniowo, wieczór to czytanie. jej pasja.
                Mam też takiego 6latka - skrajny wczesniak, niepełnosprawny, mocno
                zaburzony rozwój. Rehabilitowany, stymulowany. Ale żadnej nauki
                czytania. Za to rehabilitacja wzroku w dużej mierze na kompie. i
                nagle przed 5 urodzinami dzieciak czyta. Szok. No czyta. I co? Umie
                czytać, korzysta z tego na kompie, czy ewentualnie czytając komiks.
                Czytać póki co nie lubi. A dodam, ze tata czyta mu sporo.
                Mam jeszcze prawie 3latkę. Zobaczymy co ona zmalujesmile
                • ariosso1 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 15:15
                  Albo ja jestem za glupia na ten postalbo w pospiechu mało
                  zrozumiałam.
                  Zatem przejde do rzeczy-
                  mamo-koltulo- czy radziłabyś mi abym metode domana "zainstalowała" w
                  zycie codzienne moich dzieci/?
                  Odrazu napisze co chcę osiągnąc-
                  12lat-żeby córka lubila czytac i aby rozumiała co czyta
                  9lat-aby czytał tzn- on literuje ale nie umie złozyc w zdanie
                  2,5 roku nie nawidzi jak sie jej czyta,nie zna ,nie lubi ,mało mówi.
                  Pomyslałam sobie po przeczytaniu watku,że moze ta metoda,w formie
                  zabawy ulatwi mi prace z dziecmi aby zaczeły bardziej rozumiec
                  tekst,a najmlodsza chetniej i szybciej nauczyłaby sie czytac niz
                  rodzeństwo.

                  Jak uwazasz czy w tym konkretnym przypadku jest wogole sens pracy ta
                  metodą?
                  Dziekuje za odp.
                  • aniaolawa Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 27.08.09, 16:45
                    mama-kotula...poprawiam literówkę "jestem przykładem z Waszego
                    wątku" pasuje?
                    geniuszem nie jestem , ale całe życie nauka szła mi łatwosmile aluzję
                    do tego , iż geniuszem nie jestem, zrozumiałam !!!smile wczesna nauka
                    czytania książek, moim zdaniem, nie ma nic wspólnego z byciem
                    geniuszem, ułatwia tylko wejście dziecka w szkolny świat.
    • axa-666 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 29.08.09, 21:49
      Tak samemu robic z dziecka geniusza to zaden rodzic nie powinien.A widzialam
      takie przypadki niestety...Niech maja jeszcze troche dziecinstwa.Znam takiego
      tatusia,ktory w ramach zabawy z dzieckiem rozwiazuje z nim zadania
      metematyczne.Dodam,ze normalnej zabawy nie ma wogole w ciagu calego dnia.Nie
      wychodzi na dwor do dzieci.To jest smutne.Prymus w szkole ale nie umie sie bawic
      jak normalne dziecko,bo nie wie jak to sie robisad
      • axa-666 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 29.08.09, 22:04
        hej ale tu chodzi chyba o dzieci z zaburzeniami tak??Bo jesli tak to takie
        dzieci czesto maja takie zdolnosci i oczywiscie nic zlego w tym nie
        ma.Dzieci,ktore umieja czytac w wieku dwuch lat sa albo geniuszami albo maja
        jakies zaburzenia.Np niektor dzieci autystyczne skaldaja puzzle migiem albo
        wykonuja trudne zadania metematyczne albo pieknie maluja itp.Maja innaczej
        rozwiniety mozg.A byc geniuszem...nie jest latwosmileAle chyba geniusza tez trzeba
        zachecac do zabawy z rowiesnikami,a nie jak pewien moj znajomy w ramach relaksu
        kazac mu rozwiazywac zadania matematyczne...
        • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 12:10
          CytatAle chyba geniusza tez trzeba
          zachecac do zabawy z rowiesnikami,a nie jak pewien moj znajomy w ramach relaksu kazac mu rozwiazywac zadania matematyczne...


          Nie sądzę, aby jakiekolwiek dziecko dało sobie "kazać" rozwiązywać zadania matematyczne. Zapewne takie dziecko które by nie chciało, uparcie twierdziłoby, że nic nie rozumie i nie umie. Zmusić się nie da.

          I tak, wiem, jestem nienormalna, ale rozwiązuję zadania matematyczne dla relaksu. I mój syn też, bo mu to - uwaga trudne słowo - SPRAWIA PRZYJEMNOŚĆ. Zabaws z rówieśnikami sprawia mu o wiele mniejszą przyjemność, co nie znaczy, że się z nimi nie bawi.

          I teraz pytanie: co dla mojego dziecka oznacza SZCZĘŚLIWE BEZTROSKIE DZIECIŃSTWO?
          Bo dla mnie szczęśliwe beztroskie dzieciństwo polega nie na tym, aby latać po podwórku, bawić się klockami czy chodzić do zoo, tylko na tym, aby ROBIĆ TO, CO SIĘ LUBI ROBIĆ (o ile nie jest to szkodliwe bezpośrednio dla zdrowia czy życia) itp.. I choćby rodzicowi i ogółowi się flaki od tego przewracały, że moje dziecko w piaskownicy nie stawia babek, tylko patykiem na piasku dodaje pisemnie liczby w układzie dwójkowym, albo rozmawia z matką o tym co to soczewka skupiająca, to oświadczam, że to jest dla niego SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO i nie życzę sobie uszczęśliwiania go na siłę w inny, "bardziej właściwy" sposób.
          • ed-6 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 12:46
            Czytałam wszystkie Twoje posty momo_kotulo,doskonale Cię rozumiem i
            popieram.
          • axa-666 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 21:10
            alez nikt nie chce Twojego dziecka uszczesliwiac na sile.Twierdze tylko,ze mali
            geniusze czesto nie maja wspolnego jezyka z rowiesnikami.Fajnie jesli masz
            dziecko geniusza.Mozesz byc dumna.Ale nikt mi nie wmowi,ze istnieje
            dziecko,ktore nie lubi i nie chce sie bawic w berka z kolegami.Moim zdaniem jest
            czas na zabawe i czas na nauke.Nie wypowiadam sie akurat w twoim aspekcie,bo nie
            lubie wsadzac ludzi do jednego wora.Ogolnikowo sie wypowiadamsmile
            • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 21:29
              CytatAle nikt mi nie wmowi,ze istnieje
              dziecko,ktore nie lubi i nie chce sie bawic w berka z kolegami.


              Jasne, masz rację, mój syn nie istnieje, a ja sobie uroiłam że on nie lubi i nie
              chce się bawić w berka z kolegami - uroiłam sobie, albo on się boi do tego
              przyznać, bo matka znowu mu każe robić zadania na ułamki tongue_outtongue_out.

              O zaburzeniach społecznych w różnych odmianach autyzmu słyszała, czy również
              "nikt ci nie wmówi"?

              A może nikt ci też nie wmówi, że nie istnieją ludzie dorośli, którzy nie lubią
              spotykać się z przyjaciółmi. Prawda? Bo przecież wszyscy lubią.

              Cholera, wychodzi na to, że moja rodzina składa się wyłącznie z mojej córki, bo
              reszta nie istnieje ;-P.
              • axa-666 Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 01.09.09, 18:34
                "O zaburzeniach społecznych w różnych odmianach autyzmu słyszała, czy również
                "nikt ci nie wmówi"?

                A może nikt ci też nie wmówi, że nie istnieją ludzie dorośli, którzy nie lubią
                spotykać się z przyjaciółmi. Prawda? Bo przecież wszyscy lubią.

                Cholera, wychodzi na to, że moja rodzina składa się wyłącznie z mojej córki, bo
                reszta nie istnieje ;-P. "


                Jesli chodzi o zaburzenia dziecka autystycznego to nikt nie musial mowic mi ja
                to widze przynajmniej raz w tygodniu ,gdyz trzyletnia coreczka mojej kolezanki
                jest autystyczna.Wypowiadalam sie o dzieciach bez zaburzen...wiec nie
                mieszaj.Dziecko z zaburzeniami czesciej jest zdolne w roznych innych
                dziedzinach.Zdecydowanie czesciej niz dziecko bez zaburzen.Tyle wiem i powiem Ci
                ,ze nawet nikogo nie pytalam.Po drugie Twoj pretensjonalny ton zaczyna mnie
                draznic.Czyzbys nie umiala sie wdac w polemike bez emocji?Co do doroslych,ktorzy
                nie lubia sie spotykac ze znajomymi to dla mnie dziwacy.Tacy ludzie nawet nie
                maja przyjaciol.Powiem wiecej-sa aspoleczni i czesto maja problemy emocjonalnesmile


                "ja sobie uroiłam" ,"uroiłam sobie" ,"słyszała,czy również
                "nikt ci nie wmówi" , "A może nikt ci też nie wmówi" , "Cholera"

                ochlon ja sie nie chce klocic...
                • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 01.09.09, 21:38
                  CytatCo do doroslych,ktorzy
                  nie lubia sie spotykac ze znajomymi to dla mnie dziwacy.Tacy ludzie nawet nie
                  maja przyjaciol.


                  Może ich nie potrzebują i mają się z tym brakiem potrzeby doskonale smile
    • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 09:20
      Tak mi się nasunęło po pobieżnym przeczytaniu postów. wątek jak dla mnie... hmm,
      niezbyt mądry.

      1. jeżeli 2 latek nauczy się czytac sam- jest albo genialny ( i tu ukłony,
      potrzbna praca) albo ma powazne zaburzenia (i tu wyrazy współczucia, bo bardzo
      trudno jest dzieciom z ZA np zapewnić bezkolizyjną egzystencję w społeczeństwie.
      a to jest w zasadzie podstawą szczescia. a rola rodzica jest uczynienie dziecka
      szczesliwym i nauczenie go zyć).
      srednio pojetne dziecko mozna do pewnego stopnia nauczyć czytać np metodą
      domana. albo nauczyć go składac literki poprzez programy np komputerowe, takie
      jak np stronka starfall.com z którego korzystaja moje dzieci.
      tylko po co??? akurat moj starszy syn przebywa w klasie, gdzie jest duzo dzieci
      hmmm, szkolonych przez rodziców. wsród moich znajomych też byli tacy pasjonaci.
      teraz maja po 8-9-10 lat, czytaja tak SAMO LUB Słabiej niż dzieci przecietne
      dzieci w ich klasie. i jeszcze mniej chetnie, niestety.zedne z nich nie wezmie
      ksiazki, zeby sobie poczytać. ale to może nie jest statystyczna próba.
      w tym wieku- warto raczej zająć się inna praca z dziećmi- więc IM CZYTAĆ głośno,
      żeby rozbudzić ciekawośc do lektury, do świata.
      ogólnie rozbudzać ciekawośc do świata, do eksperymentów, wypełniac książeczki
      np z zabawami logicznymi, słuchać muzyki, tańczyć, lepic z plasteliny i rozwijać
      fizycznie (basen, rower, narty)- to rozwija mózg i ma jeszcze tysiące innych
      celów. a doman i inne metody- sorki, ale to chyba żeby sie popisać przed innymi,
      stosunkowo malo jest to rozwijające.
      całe te zajęcia zajmują na ogól tyle czasu, ze na domana juz nie starczy.
      osobiście ropoznaja rodzica snoba, który nie rozpoznaje i nie dba o prawdziwe
      potrzeby dziecka wlasne po tym, ze próbuje tego domana.
      chcecie, zeby dziecko było madre- nie tędy droga!
      i jeszcze jedno- autorka pisze, ze nie zna i nie "zna sie" na starszych
      dzieciach, nie wie o szkołach etc. a może warto poczytać, pogadać z tymi, którzy
      juz ten etap maja za sobą. nie popełniac błędów innych, pomyśleć o tym, jak
      rozwijac dziecko. dajcie spokój tej nauce czytania, poczytajcie o robieniu
      mandali, o odpwiedniej gimanstyce. idzcie na basen. pozwólcie na swobodną zabawę
      (tak zwane nudzenie sie, obijanie), które jest najbardziej odpwiednim "zajeciem"
      dla dzicka- wyzwala kreatywnośc.
      verdana- całowicie sie zgdzam z twoimi wypowiedziami.
      mamo kotula- nie chce cie straszyć jeżeli chodzi o szkołe twojego dziecka, widzę
      po twoich postach tu i na starszym dziecku, z jestes bardzo dumna z
      poczynionego wyborusmile pozwoj mi jednak cie przestzec- there's many a slip
      between a cup and a lip wink rzeczywistość może sie okazać mniej różowa i musisz
      być gotowa , zeb y sie, w pewnien sposób jednak przystosować. ale to na
      marginesie.
      • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 12:13
        Tak, jestem dumna z tego jaką szkołę wybrałam dla dziecka, uważam że jest to DLA NIEGO szkoła najlepsza z możliwych. Ja uważam, jak i psycholog oraz psychiatra syna.
        Tak, nie jestem idiotką i zdaję sobie sprawę, że rzeczywistość może okazać się mniej różowa, czemu również dałam wyraz w postach na Starszym Dziecku (wątek bodajże "Nowa podstawa programowa").
        Nie, nie lubię jak ktoś czyta wybiórczo moje posty.
        • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 12:48
          kotula, nie wiem dlaczego przyjelas mój post tak negatywnie uncertain

          nie mam nic przeciwko Tobie, nie uważam, bynajmniej, ze jestes idiotką.

          ten watek na starszym dziecku za to JEST idotyczny, akurat Twoje wypowiedzi nie
          wydawały sie takie, z tego co pamietam.

          ale rozumiem, ze jest to Twoje pierwsze doświadczenie z systemem edukacji jeżeli
          chodzi o własne dzieci... i musisz byc gotowa na niespodzianki, zarówno dobre i
          złe. i tyle.

          aczolwiek dobrze, ze jestes tak pozytywnie nastawionasmile
      • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 14:57
        > w tym wieku- warto raczej zająć się inna praca z dziećmi- więc IM CZYTAĆ głośno
        > ,
        > żeby rozbudzić ciekawośc do lektury, do świata.
        > ogólnie rozbudzać ciekawośc do świata, do eksperymentów, wypełniac książeczki
        > np z zabawami logicznymi, słuchać muzyki, tańczyć, lepic z plasteliny i rozwija
        > ć
        > fizycznie (basen, rower, narty)- to rozwija mózg i ma jeszcze tysiące innych
        > celów. a doman i inne metody- sorki, ale to chyba żeby sie popisać przed innymi
        > ,
        > stosunkowo malo jest to rozwijające.

        W jakim wieku? Na większość z tych rzeczy moje dziecko za małe. Słuchamy muzyki,
        tańczymy, wybieramy sie na zajęcia muzyczne dla niemowlat, chodzimy na basen.
        Nie lubi gdy mu czytam, idzie sobie wtedy. Na wypełnianie książeczek i
        plasteline za mały. Tym bardziej na rower i narty smile


        > całe te zajęcia zajmują na ogól tyle czasu, ze na domana juz nie starczy.

        Doman zajmuje kilka minut dziennie, podzielona na kilka razy. Jedna "sesja" trwa
        niespełna pół minuty.


        > osobiście ropoznaja rodzica snoba, który nie rozpoznaje i nie dba o prawdziwe
        > potrzeby dziecka wlasne po tym, ze próbuje tego domana.

        Aha.


        > i jeszcze jedno- autorka pisze, ze nie zna i nie "zna sie" na starszych
        > dzieciach, nie wie o szkołach etc. a może warto poczytać, pogadać z tymi, którz
        > y
        > juz ten etap maja za sobą. nie popełniac błędów innych, pomyśleć o tym, jak
        > rozwijac dziecko. dajcie spokój tej nauce czytania

        Jak przyjdzie czas, to się autorka pozna i sie dowie. I nie uważa nauki czytania
        za bład, jesli tylko owa nauka sprawia dziecku przyjemność. A sprawia. Dziecku
        autorki. Gorzej z autorką.


        > o odpwiedniej gimanstyce. idzcie na basen

        Gimnastykujemy, ćwiczymy na takiej wielkiej piłce i robimy inne gimnastyczne
        rzeczy, głównie takie, których nauczono nas na warsztatach. Ponadto regularnie
        chodzimy na basen.


        pozwólcie na swobodną zabaw
        > ę
        > (tak zwane nudzenie sie, obijanie), które jest najbardziej odpwiednim "zajeciem
        > "
        > dla dzicka- wyzwala kreatywnośc.

        Pozwalamy.
        • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 15:24

          dwulatek na rower w sam raz, 1,5 roczniaki uwielbiaja plasteline, modelinę, glinę etc- nie mowia autorce tego na warsztaach. roczniak bawi sie swietnie w filharmonii, przynajmiej moje jak najbardziej. ksiażeczki do wypelniania sa juz dla dzieci 2 letnich. podobnie jak ekspeymenty z magnesem, rozpuszczaniem roznych substancji, probowaniem co plywa- moje dwulatki to uwielbiały!

          nie lubi- jak mu sie czyta? to masz nad czym pracować, dla mnie jest to martwiący objaw.

          wlasciwie to nie ma zadnych przeciwskazań, zeby te minuty spedzać na domanie- tylko po co? twoje dziecko nie bedzie lepiej czytać (staystycznie) niż dzieci w wieku, kiedy dorastaja do czytania funkcjonalnego (czyli jest już dla nich cos do czytania). szczególnie skoro dziecku rozumiem nie czytasz, bo ono tego nie lubi. naprawde uwazasz, ze czytanie menu w restauracji jest takie wazne???

          a poobserwuj/popytaj rodziców dzieci starszych- to fajna lekcja pokory, leczy z chorych ambicji.

          naprawde, ten doman nie zaszkodzi, tylko ja za diably nie rozumiem po co to? nie lepiej razem porobić inne rzeczy?

          --Nothing is ever easy in the world of men...
          • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 15:57
            Cytatnaprawde, ten doman nie zaszkodzi, tylko ja za diably nie rozumiem po co to? nie lepiej razem porobić inne rzeczy?

            Hugollina, a pomyślałaś, że Semi_dolce i jej dziecku właśnie TO sprawia przyjemność? I właśnie TO lubią razem robić? Dlaczego mają robić INNE RZECZY?
            Dziecko nie musi robić rzeczy wyłącznie "edukacyjnych", "rozwojowych" i to, czym zajmuje się dziecko nie musi mu dawać nic, oprócz przyjemności, rozrywki, w ogóle jego zajęcie może być kompletnie bezsensowne. Dorosły zresztą też nie.

            Ja już nie mówię o Domanie, tylko mówię ogólnie. To się tyczy wszystkich zajęć, które ludzie uznają za "bezsensowne".
            Wyobraź sobie, że lubisz robić animacje we Flashu, sprawia ci to przyjemność, robisz to dla zabawy, nie uczysz się w sumie wiele nowego, tylko sobie codziennie spędzasz godzinkę na tworzeniu swf. Dla siebie, dla przyjemności, nie masz z tego żadnych pieniędzy, nie masz z tego nic oprócz miłego spędzenia czasu. Wpada twoja przyjaciółka i pyta "ale po co ci to właściwie? nie lepiej porobić inne rzeczy?". No i co jej odpowiadasz? Bo mi się nasuwa od razu reakcja obronna "ale ja to lubię, dlaczego mam tego nie robić?".

            Piszę to jako posiadaczka kilkunastu bezsensownych hobby, które zdaniem ogółu nic mi nie dają i lepiej porobić inne rzeczy.
            • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 20:29
              1. kiedy ja wlasnie piszę, ze dziecku nalezy dać swobodę, zeby robilo co chce-
              wlasnie po nic- jest to przy okazji rozwijajace....wybierze sobie zapewne to co lubi

              2. autorka pisze, ze ona tego lubi- wiec chyba komentarz nietrafiony

              3. zapewne dziecko lubi wiele rzeczy, dlaczego tego nie robić?
              • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 21:17
                Cytat kiedy ja wlasnie piszę, ze dziecku nalezy dać swobodę, zeby robilo co chce - wlasnie po nic - jest to przy okazji rozwijajace....wybierze sobie zapewne to co lubi

                Zgoda, ale dziecko powinno mieć Z CZEGO wybierać to, co lubi, to, co chce, to, co mu się podoba.

                Jeśli dziecko nie będzie wiedziało o możliwości zabawy Domanem, skad ma wiedzieć, czy to lubi, czy nie?

                Po co kupujesz dziecku zabawki, po co zabierasz go na rower, do filharmonii? Zgodnie z tym, co piszesz, dziecko wybierze sobie to, co lubi i w pustym pokoju z gołymi ścianami. No więc po co mu kupujesz plastelinę, po co ma foremki, po co zabierasz go na plac zabaw?

                Z twojego postu wynika, że trzeba dać dziecku swobodę. Ok, niemniej nie widzę nic złego w tym, że rodzic rozszerza dziecku zakres aktywności do wyboru. Dziecko nie wie, że istnieje coś takiego jak filharmonia, nie wie, że można lepić z plasteliny, nie wie, do czego służą łyżwy, nie wie, że z papieru można zrobić milion rzeczy (niekoniecznie konwencjonalnie) dopóki nie dostanie możliwości robienia tych rzeczy.
                Dziecko nie powie, że chce kreatywnie i rozwijająco zrobić krajobraz śnieżynkowy z papieru, jeśli nigdy na oczy nie widziało papieru.

                Oczywiście, można stawiać na całkowitą improwizację. Co jest fajne, ale do pewnego stopnia. Ja też lubię np. recycled toys, tworzone z tego, co się znajdzie w domu - bo przyjemnie rozwija kreatywność. I można na przykład nie dać niemowlakowi grzechotki, w końcu sam zorientuje się, że podobny efekt dźwiękowy daje walenie głową w szczebelki. Można roczniakowi nie dać kredek, w pewnym momencie wpadnie na to, że całkiem miło rysuje się buraczkami czy gotowaną marchewką. Prawda?

                Cytat
                3. zapewne dziecko lubi wiele rzeczy, dlaczego tego nie robić?

                Możesz to rozwinąć?
                Bo na razie rozumiem to tak: uważasz, że Doman jest bezsensowny, i nie widzisz sensu aby rodzic bawił się w to z dzieckiem. Podsuwasz więc alternatywy rozmaite, wg ciebie bardziej atrakcyjne i mniej bezsensowne.
                A może - po raz kolejny napiszę - przyjąć do wiadomości, że ktoś chce i lubi tego nieszczęsnego Domana? I nie chce być uszczęśliwiany na siłę w inny sposób, bo ktoś-tam uznał, że to idiotyczne?

                Nie chcesz - nie baw się Domanem, wolność wyboru istnieje przecież. Ale żyj i daj żyć innym.
          • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 16:42
            > dwulatek na rower w sam raz, 1,5 roczniaki uwielbiaja plasteline, modelinę, gli
            > nę etc- nie mowia autorce tego na warsztaach. roczniak bawi sie swietnie w filh
            > armonii, przynajmiej moje jak najbardziej. ksiażeczki do wypelniania sa juz dla
            > dzieci 2 letnich

            Moje dziecko ma 10 miesięcy. Być może faktycznie świetnie by się bawił w
            filharmonii, ja natomiast nie.


            > wlasciwie to nie ma zadnych przeciwskazań, zeby te minuty spedzać na domanie- t
            > ylko po co?

            Bo, wyobraź sobie, mój syn to lubi. Cieszy się gdy to robimy. Mnie, jak pisałam,
            to nudzi, ale on się cieszy.


            szczególnie skoro dziecku rozumiem nie czytasz, bo ono tego nie l
            > ubi.

            Czytam. Codziennie nawet. Przy czym on nie słucha, czesto sobie idzie do
            drugiego pokoju. Wtedy przestaje, bo sobie samej słonia trabalskiego i innych
            czytać na głos nie mam ochoty.


            > naprawde, ten doman nie zaszkodzi, tylko ja za diably nie rozumiem po co to? ni
            > e lepiej razem porobić inne rzeczy?

            Jak pisałam robimy i inne rzeczy.
          • leneczkaz Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 19:47
            > nie lubi- jak mu sie czyta? to masz nad czym pracować, dla mnie jest to martwią
            > cy objaw.

            Ale błysnęłaś.

            Jaki 10-miesięczniak który pięknie raczkuje i właśnie nauczył się chodzić będzie
            siedział i słuchał książeczek dłużej niż 2 min.?

            Nie mój.
            • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 20:32
              o matko, dziecko ma 10 msc???
              a w temacie o 2 latku.
              adekwatniej byłoby pytać na forum niemowle chyba.
              moje rady dotyczyły tylko starszych dzieci.

              z 10 msc po prostu bym sie bawiła a nie pokazywałabym fiszek domana...
              • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 21:18
                Cytatz 10 msc po prostu bym sie bawiła a nie pokazywałabym fiszek domana...


                Zdefiniuj, proszę, sformułowanie "po prostu zabawa" smilesmile
                • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 21:58
                  słuchaj kotula, teraz to ty się czepiasz, nie wiem tylko w imie czego.
                  napisałam w I osobie liczby pojedynczej, co oznacza moja opinie.

                  z moimi dziećmi wtedy raczej chodziłam do piaskownicy, na place zabaw,
                  spiewalam, duzo im czytalam, klockami sie bawiłam z nimi lub dawalm im do zabawy
                  etc. no takie niemowlece zabawy po prostu.

                  ja nie twierdzę, ze metoda domana szkodzi, ja po prostu twierdzę,
                  ze sa zabawy, które daja wiecej. co nie znaczy, ze dziecko trzeba
                  trenować od poczatku. po prostu o tym jest ten wątek.

                  i nie czepiaj się bo nie masz o co. próbuje powiedzieć, ze pewnym momencie
                  zdolności dzieci w szeroko pojętej średniej (tzn rozumniem, ze nie twoj syn) się
                  po prostu wyrównują. w wypadku dziecka po I klasie po prostu na ogoł nie widać,
                  czy było uczone czytać w wieku 1 msc czy 7 lat. taki sam efekt. a np inne metody
                  pobudzania intelektualnego dadza trwały ślad.

                  co nie znaczy, ze doman szkodzi- po po prostu na dłuzsza metę NIC
                  nie daje. a chyba do autorka chce coś osiagnąć, nie? chyba nie robi tego jednak
                  dla zabawy bo sama napisała, ze tego nie lubi?
                  • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 22:15
                    Cytata chyba do autorka chce coś osiagnąć, nie? chyba nie robi tego jednak dla zabawy bo sama napisała, ze tego nie lubi?

                    Analogicznie - ja nie lubię bawić się z córką w idiotyczne zabawy role-play, ale się bawię, bo ona to uwielbia. Nie wiem, czy to rozwijające przez godzinę udawać mysz szykującą się do zimowego snu tongue_outtongue_out, pewnie w jakiś sposób tak. Nic w ten sposób nie chcę osiągnąć. Córka to lubi, ja jestem matką i siem poświencam dla niej, bo lubię jak ona się cieszy. tongue_outtongue_out

                    I nie czepiam się.
                    Pytam tylko, co rozumiesz pod pojęciem "po prostu zabawa". Bo prawdopodobnie o to się cała dyskusja rozbija - o to, co rozumiemy pod pojęciem po prostu zabawy. I przyznam, że pojęcie "po prostu się bawić" niebezpiecznie zbliża mi się do pojęcia "beztroskie szczęśliwe dzieciństwo", które wywołuje u mnie instynkty mordercze ;-D.

                    Może ja zacznę - moja definicja ZABAWY brzmi tak: zabawa to wszystko, co sprawia przyjemność i czego z definicji nie trzeba robić, ale się robi, bo się chce to robić. Zabawa nie musi mieć głębszego sensu, za jej pomocą nie trzeba czegokolwiek osiągać, nie musi być rozwijająca, edukacyjna, w ogóle może być zupełnie idiotyczna i odmóżdżająca. Generalnie mówiąc, zabawa to robienie tego, co się lubi (oczywiście pod warunkiem, że nikomu to nie szkodzi i nikogo nie krzywdzi).
                    Czyli jest to dość szeroka definicja, zgodzisz się?

                    No i teraz - czy zgodnie z moją definicją oglądanie fiszek Domana pokazywanych przez matkę jest zabawą, czy nie?

                    I tak, zdaję sobie całkowicie sprawę, że dla ogółu pierwsze skojarzenie ze słowem "zabawa" to - klocki, podwórko, teatrzyk, malowanie, skakanie, lalki, kosi łapci itp - w odróżnieniu i kontraście do NAUKI oczywiście. Czasem jednak fajnie jest wyjść poza to pierwsze skojarzenie i definicję rozszerzyć.

                    I dlaczego zabawą w przypadku niemowlaka nazwiemy precyzyjne darcie ręcznika papierowego na strzępki (aktualnie ukochana zabawa mojej ukochanej siostrzenicy), a nie nazwiemy tą zabawą oglądania kartek z wyrazami? Bo NAM się to wydaje mniej atrakcyjne? smile Ale to nie my decydujemy o atrakcyjności, tylko tenże niemowlak wink.
                    • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 22:21
                      I generalnie to ja się z tobą zgadzam, że są inne - wg mnie atrakcyjniejsze -
                      metody stymulacji, więcej dające w przyszłości. Ale zgodnie z moją definicją
                      zabawy, akurat ten aspekt nie ma znaczenia smile.

                      Jedną z ulubionych zabaw mojej słodkiej córki jest rzucanie gumowymi lepkimi
                      glutami tak, aby się przykleiły do sufitu i radosny pisk "mama, zdejmiiij!" big_grin.
                      Stymulujące jak cholera tongue_out. Czy powinnam jej zamiast tego zaproponować coś
                      innego? Proponuję coś innego, ale wyłacznie dla własnej korzyści, bo mnie szlag
                      trafia, jak mam skakać po krzesłach i odlepiać ten syf z sufitu big_grin.
                      • hugollina Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 22:54
                        oj kotula mimo ze sie zgadzasz to sie czepiaszsmile

                        bo autorka nie bawi sie- ona uwaza, ze cos osiaga lub osiagnie. ona uwaza, ze to
                        JEST korzystne dla dziecka, bo kilkuletnie dziecko MUSI czytać. a sama wiesz, ze
                        tak nie jest- wystarczy popatrzec w szkole- akurat moje dziecko chodzi do
                        baaardzo dobrej szkoly, do klasy z selekcją, w centrum akademickim Polski. a
                        wiekszość dzieci NIE UMIAŁA czytać- co nie znaczy, ze była zaniedbana. akurat
                        moj syn osiaga duzo w konkursach miedzynarodowych w wieku lat osmiu-wiec chyba
                        moge powiedziec, ze jest zdolny i to bardzo. nigdy nie uczylam go domanem,
                        czytac sie nauczył sam w wieku lat troszke ponad 4- sam.

                        a ten upór w sprawie czytania- to przebija w kazdym poscie autorki- szczegolnie
                        mnie nieprzekonal ten o menu w restauracji uncertain

                        jezeli chodzi o zabawy mich dzieci to sa megaidotyczne: moj syn np robi wszedzie
                        w domu pułapki i sie cieszy, jak ktos w nie wpada. gluty tez mamy, do rzucania z
                        mózgiem etc. ja akurat w zabawach moich dzieci znajduje wiele "edukacyjnych"
                        kontekstow. nawet mi sie nie chce o nich rozpisywać, bo nie warto. duz lepsze
                        niz doman. ale powtarzam- na pewno nie szkodzi.

                        aha, ja sie nie poswiecam smile bo nie. i chyb anie jestem przez to specjalnie zlą
                        matka
                        • mama_kotula Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 23:33
                          A niee, ja już teraz nie o autorce wątku, ogólnie się rozpisałam o Domanie i innych zabawach, abstrahując od autorki - moja wina, powinnam napisać, że abstrahuję smile
                          Sama zresztą jej to napisałam, że małolat czytac nie musi, i że nie uważam Domana za naukę czytania. Oraz parę innych rzeczy.


                          Edukacyjnych kontekstów w zabawach się specjalnie nie doszukuję, bo wychodzę z założenia, że KAŻDA zabawa jest dla dziecka w jakiś sposób stymulująca. I tak, wiem że i w rzucaniu glutem na sufit są aspekty edukacyjne (szczególnie że ostatnio musiałam guglać, z czego są te cholerne gluty i dlaczego mokre się nie lepią, a suche i owszem wink), prawo grawitacji, lepkość substancji, ciężar i takie tam, sprężystość - jak się uczepi jednym końcem a na drugim coś zawiesi, no można, można się doszukiwać, ale sięminiechce wink.

                          Chodzi mi generalnie o to, co ludzie rozumieją pod pojęciem zabawy, tak zupełnie ogólnie teraz mówię. Bo fakt faktem ja się z dziećmi rzadko bawię w sposób uznany przez ogół za zabawę tradycyjną. Ogół uznaje nasze zabawy w kategorii nauka (a nauka, jak ogół sądzi, nie jest atrybutem szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa) i pytanie jak zawsze pada "ale po co? nie może się po prostu pobawić?" - wiesz pewnie, o czym mówię smile. No i z tym mi się skojarzyło twoje "po prostu się bawiłam" smilesmile.


                          Się poświęcam w celach perfidnych, głównym celem jest mój święty spokój. Znaczy, na zasadzie transakcji wymiennej - ja z córką godzinę w myszy pod stołem, to córka potem da mi spokój przez dwie godziny wink.

                          Problemem jest to, że brat się z nią nie pobawi w myszy pod stołem, bo brat wszystko racjonalizuje. Ok, zdarzają mu się zabawy role-play, ale raczej jest to odgrywanie scen, które już widział. Pocieszam się, ze pójdzie młoda do przedszkola pojutrze, to będę miała spokoj z roleplayami (przynajmniej do najbliższego weekendu). Problem niby rozwiązywalny - mogłabym dziecinkę do koleżanki wysłać, tylko że to najczęściej jest realizowane również na zasadzie transakcji wymiennej - raz dziecinka do koleżanki, raz koleżanka u nas. Co na razie nie wchodzi w grę, z przyczyn rozmaitych. Tak, że pozostaje nam podwórko i poświęcenie matki, a teraz i przedszkole ;-P.
                      • leneczkaz Re: mama_kotula 31.08.09, 08:42

                        > I generalnie to ja się z tobą zgadzam, że są inne - wg mnie atrakcyjniejsze -
                        > metody stymulacji, więcej dające w przyszłości.


                        Jakie? Pytam serio. Poza zabawami zabawkami, czytaniem książek (do siebie),
                        spacerami...
                        Co można robić rozwijającego z 10-miesięczniakiem. Ja Domana akurat nawet nie
                        znałam...
                        • mama_kotula Re: mama_kotula 31.08.09, 10:03
                          CytatCo można robić rozwijającego z 10-miesięczniakiem. Ja Domana akurat nawet nie znałam...

                          Dla 10-miesięczniaka wszystko jest rozwijające.

                          Ja bym stawiała na stymulację zmysłów i precyzję ruchów.

                          Można mu dać np. mąkę, ryż, piasek, i inne sypkie rzeczy do babrania się w tym. Można pozwolić na chlapanie się w wodzie - w sklepie toys4boys jest do kupienia niedrogo specjalna substancja, która zmienia wodę w żel, rodzaj gluta - bardzo przyjemne w dotyku, zupełnie inne odczucia. Można wsypywać fasolki przez lejek do butelki. Tyle z tego, co pamiętam co robiłam z córką (z synem prawie nic z tego nie szło, bo syn ma zaburzenia SI i nadwrażliwość dotykową). Plus wszelkie "gimnastyki" oparte na ruchach naprzemiennych.
                          Prawdę mówiąc już nie pamiętam dokładnie, ale moja siostra jest na bieżąco z 10-miesięczniakiem - to podpytam.
                          • leneczkaz Re: mama_kotula 31.08.09, 10:48
                            Dodam (małym druczkiem smile), że dzieć jest typem bardzo aktywnym, więc fasolki
                            mogłyby służyć do rozwalania po podłodze ale nie wkładania gdziekolwiek (poza
                            otworem gębowym a to akurat niebezpieczne). Mowie z doswiadczenia bo bawimy się
                            na balkonie spinaczami i wyglada to tak, że mały rozsypuje je po podłodze a
                            potem 'wyprtykuje' za poręcz tongue_out

                            Nie da się wziąć jego ręki i czegoś pokazać bo odrazu ją wyrywa (też tak
                            robiłam.. pamiętam to b. dobrze, bo mama nie bacząc na to uparcie manipulowała
                            moimi rękami uncertain).

                            Za to uwielbia bawić się 'plastikami' (które wieloktotnie zostały tu potępione).
                            Siedzi z Fisherem i Picem godzinami i coś majstruje.

                            Lubi przeglądać książki. Też dłuuugo potrafi się skupić.

                            A poza tym to lata, szaleje, rozwala, wyjmuje mi wsyztko z szuflad, przyprawia
                            cały dom jak się dorwie do szuflady z przyprawami. Włazi we wszytkie kąty,
                            ucieka na balkon, zrzuca kosmetyki, wyjmuje ubrania z szaf, gazety (i potem
                            ślizga się na nich po domu)

                            Dlatego taki Doman np. byłby miłą odmianą.. dla mnie smile
                            • leneczkaz Re: mama_kotula 31.08.09, 10:49
                              Właśnie owinął się centymetrem krawieckim i w takiej postaci goni kulkę
                              sensoryczną O_o
                              • mama_kotula Re: mama_kotula 31.08.09, 11:22
                                No to rozrzucajcie fasolki, i zbierajcie. Generalnie chodzi o ćwiczenie chwytu. Otwór gębowy zatkać, najlepiej byłoby jakby używało smoczka tongue_out. Rozsypie kilka razy, poskładasz kilka razy (tongue_outtongue_out) znowu rozsypie, w tym czasie weźmiesz sobie lejek i pokażesz dzieciu jak się wkłada. Za którymś razie się zainteresuje. Wyprztykiwanie za balkon też może być fajne. O ile nie mieszka się na 5 piętrze jak my wink - lubi wyprztykiwać, to mu zrób prowizoryczny balkon i niech prztyka do woli wink

                                Nie potępiam plastików, moje dzieci też się nimi bawiły, klocków sensorycznych mieliśmy tonę. Wszystko dla ludzi i młode też lubiły.

                                Cytat
                                Nie da się wziąć jego ręki i czegoś pokazać bo odrazu ją wyrywa (też tak robiłam.. pamiętam to b. dobrze, bo mama nie bacząc na to uparcie manipulowała moimi rękami uncertain).


                                I bardzo dobrze. Mądre dziecko. Jak będzie gotowe na to, aby coś zrobić, to zrobi samo, nie trzeba będzie brać za rękę. A branie za rękę i pokazywanie np. wrzucania klocka do otworu może być frustrujące - bo potem dziecko próbuje samo i nie umie, ma sprzeczne info - wcześniej JEGO RĘKA dopasowała ten klocek, a teraz nie może.



                                I obserwuj dziecię - jak widzisz, potrzebuje przede wszystkim aktywności ruchowej teraz smilesmile. No to jeździjcie na tych gazetach, drzyjcie je na kawałki, gniećcie, oblewajcie wodą i zobaczcie jak się wtedy gniotą. I tak dalej.

                                O i jak tak ci jeszcze zależy na tym rozwijaniu - np. zrób nietoksyczne farby (program.aupair.fm.interia.pl/gdy_talent_inne.htm), rozłóż w wannie pojemniki z nimi, wpuść dziecko w samym pamperze i patrz co zrobi wink. I podobne aktywności gdzie dużo ruchu jest, ale takiego "innego" wink.
                                • leneczkaz Re: mama_kotula 31.08.09, 11:40
                                  Z tą manipulacją jego ręką chodziło dokąłdnie o pokazywanie palcem. Bo mały
                                  podchodził np. do wielkiego parapetu i wołał (że coś chce) lub w przypływie
                                  inteligencji pokazywał .. całą ręką. I weź zgadnij co on chce..
                                  Musiałam nauczyc go o co chodzi z tym palcem albo zapisać się na kurs jasnowidzenia.
                                  Ale sie zchytrzyłam i kupiłam książkę z Thomasem i takimi dźwiękami co się
                                  odzywają jak naciśniesz paluszkiem właśnie tongue_out


                                  pozostałe zabawy zapodajesz mi takie co go jeszcze bardziej rozkręcą. Ja bym
                                  chciala choć na chwilkę go opanować..

                                  Może za jakiś czas wink
                                  • mama_kotula Re: mama_kotula 31.08.09, 11:46
                                    CytatBo mały podchodził np. do wielkiego parapetu i wołał (że coś chce) lub w przypływie inteligencji pokazywał .. całą ręką. I weź zgadnij co on chce..

                                    Ciesz się, że pokazywał, przynajmniej miałaś jakieś ograniczenie pola manewru.
                                    Mój roczniak przyłaził i ryczał.
                                    - Co chcesz, kochanie?
                                    - Apka.
                                    - Autko?
                                    - Neeeeeeee, apka!!!
                                    - Jabłko?
                                    - APKA!!!!!!!!!

                                    I bądź tu mądry. Bo apką było wszystko, łącznie z moim dzieckiem. Tak, kursy jasnowidzenia powinny być refundowane przez NFZ wink.
                  • semi-dolce Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 15:34
                    > z moimi dziećmi wtedy raczej chodziłam do piaskownicy, na place zabaw,
                    > spiewalam, duzo im czytalam, klockami sie bawiłam z nimi lub dawalm im do zabaw
                    > y
                    > etc. no takie niemowlece zabawy po prostu.

                    Ależ ja to robię. Ba, robię duzo więcej, bo chodzimy tez na różne niemowlęce
                    zajęcia. Jednak 10 minut w ciągu dnia na domana zawsze da się wygospodarować.
                    Naprawdę. Tym bardziej, że moje dziecko się przy domanie świetnie bawi, wyobraź
                    sobie. To dlaczego mam tego nie robić?


                    > co nie znaczy, ze doman szkodzi- po po prostu na dłuzsza metę NIC
                    > nie daje. a chyba do autorka chce coś osiagnąć, nie? chyba nie robi tego jednak
                    > dla zabawy bo sama napisała, ze tego nie lubi?

                    Może nie daje umiejetności czytania. Ale nie wszystko, co robimy, musi dawać
                    jakąs umiejętność. Ja nie lubię, ale mój syn lubi. Robie to dla zabawy mojego
                    dziecka. Jemu to daje przyjemność. A jesli cos w ten sposób uzyskamy, jesli
                    nauczy się wczesnie czytać - a nadal twierdze, że warto by dziecko wcześnie
                    czytało - to fajnie.
        • 18buzka Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 30.08.09, 15:34
          witam
          jesli można dorzucę dwa groszę. moj (teraz 4 latek) jest uzdolniony
          matematycznie. dla przykładu podam ze w wielku 2,5 lat porafił
          liczyc i pisac liczby do 1000, dodawac i odejmować od 20. sama
          złapałam sie na tym, że podsuwam mu nowe zadanie matematyczne ( a to
          liczby parzyste, a to ułamki). on to uwielbia, ale stwierdziłam ze
          ze najwazniejszy jest zrównoważony rozwoj. sama zaczełam go
          intesować innymi rzeczami: a to muzuem, a to pływanie, a to zoo, a
          to encyklopedia kotów (bo je lubi) i itd. przyznam szczerze, ze ja
          lubie matematyke i mogłaby z nim robic matematyczne zabaway 24na 24
          h, a inne ww.troszkę mnie nudzą, ale trudno.
          efekt roczniej pracy jest taki: dziecko ma wiecej zainteresowań niż
          wczesniej (mój mąż się smieje, ze teraz liczymy koty), ławiej
          namowic go do innych zajęc, ma lepsze stosunki z równiesnikami, jest
          jeszcze bardziej ciekawski niż był.
          przyznam,że tak równowag mu dobrze robi i staram się jak mogę, aby
          isć dalej w tym kierunku.
          pozdrawiam
          18buzka

          p.s moj synek nauczył się czytać (jesli to tak można zanwać) sam po
          poznaniu literek w wieku 3 lat. obecnie ma 4 lata, przyczyta
          (przesylabizuje) każdy wyraz. wszytsko przyszło samodzielnie, bez
          zadnych metod, bez skupiania sie na tym. zadbajmy o równowagę
          • woi.mi Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 11:14
            A ja mam dorosłego syna i z perspektywy czasu stwierdzam, że najlepsze dla niego
            byłoby bieganie z łobuziakami na podwórku.
    • kellss Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 11:18
      dla mnie to nie problemsmile)))) moja czyta ( 3,5 roku )krociutkie wyrazy i ja tam
      sie ciesze.
      • verdana Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 31.08.09, 14:42
        Dlaczego nie lubie Domana i nauki czytania w zbyt wczesnym wieku?
        Bo albo dziecko nie nauczy sie czytać, a może ju po pewnym czasie
        znudzic sie probami - i jest klopot.
        Albo, co gorsza, nauczy się czytać. Co może sam sobie czytać
        dwulatek ze zrozumieniem? Nic. Moze czytac nie zwracajac uwagi na
        treść, albo rozumiejac piate przez dziesiate. Takie wspomnienia ma
        moj mąż - a czytał absolutnie biegle w wieku 3 lat. Nie poleca.
        Matematyka to dla mnie zupełnie co innego, nawet małe dziecko może w
        sposob pozyteczny matematyke i liczenie wykorzystać - czytania nie.
        • dzikiedzieci Re: Dlaczego czytający dwulatek to problem? 09.09.09, 23:09
          w rozwoju małych dzieci oprócz pytania - jak wspierać ten rozwój i stwarzać odpowiednie środowisko jest również inne ważne pytanie - jak nie przesadzić i nie przestymulować

          bo dla szybko rozwijającego się mózgu za dużo bodźców może być równie niebezpieczne jak ich zbyt mała ilość

          dlaczego nie warto przesadzać ze stymulacją?
          - bo męczy dziecko (choć czasem możemy bezpośrednio tego nie dostrzegać)
          - bo utrudnia jego mózgowi porządkowanie informacji
          - bo może w przyszłości powodować kłopoty z koncentracją (i to, że tej stymulacji będzie ciągle potrzeba więcej)
          - bo zabiera dziecku czas i energię potrzebną na rozwój innych ważnych umiejętności

          powiecie, że to tylko 10 minut
          a wiecie, że dziecko, które się uczy chodzić odkłada naukę mówienia na później? dlaczego, nie ma czasu? nie, po prostu mózg reguluje w ten sposób swoje obciążenie nauką

          a co można robić rozwojowego z 10 miesięcznym dzieckiem?

          dla takiego malucha samo życie jest rozwojowe, bycie razem z bliskimi, komunikowanie się z nimi, przytulanie, baraszkowanie, wsadzanie paluszków mamie do buzi
          obserwowanie codziennego życia,
          zabawa tym co ma dookoła siebie

          naprawdę nie trzeba więcej

          a przewaga tego zwykłego życia jest jeszcze taka, że działa ono w sposób łagodny na wszystkie zmysły a nie tylko zmysł wzroku i słuchu jak przy pokazywaniu obrazków

          dwulatek może się spytać: co to jest, może się spytać co to za litera i uzyskać odpowiedź i tak naprawdę to wystarczy

          a na podstawie wyników żadnego badania przeprowadzanego na dwulatku nie da się powiedzieć, że jest genialny, można tylko ocenić czy prawidłowo się rozwija
Pełna wersja