Dodaj do ulubionych

Do tych, co żyją w zgodzie...

22.09.09, 18:47


...nie, nie z teściowąwink

....w zgodzie z samą sobą, które znalazły równowagę w życiu,
wyważyły balans między tym co materialne a duchowe. W jaki sposób to
zrobiłyście? Tak sobie myślę, że łatwiej jest tym, którzy doświadczą
w życiu czegoś bolesnego- choroby, śmierci bliskiej osoby itp. Mam
koleżankę w pracy, która ułożyła sobie hierarchię wartości i
przeorganizowała życie po pobycie w szpitalu i prognozie o
całkowitym paraliżu( na szczęście opracje pomogły). Ale takie
zwykłe, pospolite żuczki jak ja( i podejrzewam większośc z naswink-
życie płynie jakoś, bez rewolucji i trzęsień ziemi- jak tutaj sobie
pomóc? Ta wszechobecna gonitwa za wszystkim i niczym, pożądanie
rzeczy nieosiągalnych, frustracja, bo ktoś ma lepiej i więcej a
wkłada w to o wiele mniej sił i pracy niż ty, ciągła huśtawka, proza
i małostkowość...

Nie ukrywam, że szukam konstruktywnych wypowiedzi od tych, które
mimo, że życie darowało im przeżycie naprawdę bolesnych chwil, nie
są pyszne z tego powoduwinkP
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 18:56
      Wiesz kiedy odnalazłam taką równowagę??? Dziwne, ale chyba śmierć rodziców i
      potem w bardzo krótkim czasie teściów, pokazała mi, co jest naprawdę ważne, że
      mnóstwo pierdół, którymi się przejmowałam, to pierdoły i taka jest ich ranga.
      Przestałam też porównywać się z innymi (zawsze będą tacy, którzy mają lepiej od
      nas, ale i tacy, d których my mamy więcej). Nauczyłam się też cieszyć życiem
      (spotkawszy się tak blisko ze śmiercią bliskich), przystopowaliśmy też z czasem,
      który poświęcaliśmy pracy.
    • babcia47 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:02
      > Nie ukrywam, że szukam konstruktywnych wypowiedzi od tych, które
      > mimo, że życie darowało im przeżycie naprawdę bolesnych chwil, nie
      > są pyszne z tego powoduwinkP
      chyba najpierw trzeba by było wyjśc od okreslenia tego co jest
      tą "bolesną chwilą", bo dla jednej osoby będzie to "wyrok" usłyszany
      dla onkologa, śmierć bliskiej osoby, dla kogos innego utrata
      stabilizacji finasowej, rozstanie z partnerem..a dla małego dziecka
      urwane ucho ukochanego misia.
      Mysle, ze w zyciu wazne jest znalezienie równowagi i wyczucia tego
      co jest naprawdę godne walki..a gdzie trzeba znaleźć w sobie sporo
      pokory, niezależnie od wyznania smilei nie "zabijać" sie z
      powodu "pierdół". mieć poczucie, ze mozna bez wstydu przejrzec się w
      lustrze i mieć poczucie dobrze wypełnionych obowiązków..wobec
      siebie, partnera, dzieci, ludzi którzy nas otaczają a przede
      wszystkim wobec siebie..i wbrew pozorom niewiele ma to wspólnego
      z "dobrami materialnymi", pod tym wzgledem faktycznie niewiele osób
      potrafi "wyluzować"
    • 18_lipcowa1 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:02
      > ....w zgodzie z samą sobą, które znalazły równowagę w życiu,
      > wyważyły balans między tym co materialne a duchowe.

      Moze mi ktos nie wierzyc, ale ja wlasnie znalazlam taka rownowage.
      Dzieki czemu? Komu?
      Dzieki emigracji, zblizajacemu sie macierzynstwu, pewnej chorobie
      oraz spotkaniu madrych ludzi.






      > pomóc? Ta wszechobecna gonitwa za wszystkim i niczym, pożądanie
      > rzeczy nieosiągalnych, frustracja, bo ktoś ma lepiej i więcej a
      > wkłada w to o wiele mniej sił i pracy niż ty, ciągła huśtawka,
      proza
      > i małostkowość...


      Zgadzam sie, dlatego czasem smiesza mnie czasem ludzkie problem.
      Sa tak glupie i blahe,ze az mi zal tych ludzi.


      > Nie ukrywam, że szukam konstruktywnych wypowiedzi od tych, które
      > mimo, że życie darowało im przeżycie naprawdę bolesnych chwil, nie
      > są pyszne z tego powoduwinkP


      Ja nie moge nazwac swoich chwil bolesnymi. Ale moge napisac
      spokojnie,ze czasem tutaj pisalam takie glupoty, ze mi wstyd- i to
      ma zwiazek wlasnie ze zmiana mojego swiatopogladu w ostatnich
      latach/miesiacach.
    • broceliande Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:06
      Kiedy umarł mi tata, miałam 34 lata i małe dziecko. Zdalam sobie
      sprawę, że w tym życiu nie ma na co czekać i założyłam firmę.
      Zdobyłam dotację, udało się.
      W dwa lata później umarła mama, już zarabiałam pieniądze, w dodatku
      sprzedaliśmy z bratem dom rodziców.
      Teraz firmę dopadł kryzys, tych pieniędzy już nie mam, bo poszły na
      ratowanie przedsiębiorstwa, które pewnie i tak zamknę.

      Nie wiem, czy to pycha, czy nie. Pieniądze nie są dla mnie
      problemem. Pogodzę sie ze wszystkim. Problem to jest choroba albo
      śmierć. To calkowite zerwanie z własnym dzieciństwem, to wspominanie
      do końca życia, te sny, że żyją.
      A wcale nie byli tacy fajni jako rodzice.

      Co do życia duchowego, to też nie wiem. Jestem niewierząca. Ale
      jestem też lokalną sławą jako poetka.
    • echtom Ja dopiero szukam równowagi 22.09.09, 19:07
      Chyba z wiekiem mi to przyszło. Po kilkunastu latach katorżniczej pracy stwierdziłam, że nie chcę być do końca życia maszyną do zarabiania pieniędzy, że odkryty po dłuższej przerwie świat za oknem jest całkiem fajny i jest na nim coś do zrobienia, niekoniecznie za kasę. Że nigdy nie byłam materialistką, że nie jest mi dobrze z tym groszoróbstwem i kiedy sfinansuję edukację dzieci, wrócę do życia w zgodzie z sobą.
      • babcia47 Re: Ja dopiero szukam równowagi 22.09.09, 20:26
        i kiedy sfinansuję edukację dzieci, wrócę do ży
        > cia w zgodzie z sobą.
        o tak!! te nasze "maleństwa" pod wieloma wzgledami determinują nasze
        poczynania i w zwiazku z nimi lecą na łep wszelkie -izmy. Gdy stają
        się samodzielne nabieramy poczucia spełnionego obowiazku..ale też
        tego, ze znów skończył się ważny rozdział w naszym życiu. Trzeba
        sporo samozaparcia, by pozwolić swoim pisklętom odlecieć, pozwolić
        na to, by stali się dorośli, niezalezni, samorządni.. nie dzwonic,
        nie pytac, nie narzucać..ręka leci do telefonu, rozum mówi spasuj,
        daj im spokój, bo nawet Twój, naturalny czasem, niepokój jest
        zakłóceniem ich spokoju, odbiera im pewnośc siebie, jest dodatkowym
        cięzarem w trudnych chwilach..a dopóki nie poproszą o pomoc, radę
        będzie to wchodzenie w ich życie i narzucanie własnych pomysłow na
        nie..dobrze jest, gdy ten cięzar już spada z naszych ramion..i
        ciężko bo nie ma nic gorszego niż bezradność, na którą same musimy
        lub powinnyśmy się dla dobra dzieci skazać..
    • rotera Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:25
      chce Ci odpowiedzieć, a jednocześnie nie wiem jak
      właśnie w tą niedziele rozmawiałam z moim mężem, że WIEM, że to
      najlepszy okres w moim życiu, że...
      ale nie wiem tego od niedzieli tylko od dawna, od paru lat, od roku
      na 100%
      od kilku lat mam dzieci, to zmienia bardzo, z broniącej własnego
      terytorium osoby stałam się wrecz pitbulem jesli chodzi o moją
      rodzine,
      praca- teraz po tym co się stało...czułam się w niej ważna, kariera
      była ważna, zarywanie nocy, krew z nosa z przemęczenia,
      miedzynarodowa firma....i pomyśleć, że kiedyś sobie nie wyobrażałam
      życia bez tego prestiżu i szumu....
      może się znamy....tak było chwilami ciężko, była choroba dziecka,
      była własna, ciężka, była operacja, otarcie się o śmierć, a jak nie
      to kalectwo, paraliż...wreszcie było kilka śmierci, ciągiem, jedne
      spodziewane inne nagłe bezsensowne
      był wybór ja zdrowa, czy dzieci, udało się i jedno i drugie
      duuużo szczęścia za które jestem niezmiernie wdzięczna,
      nastąpił rachunek, a po tych wakacjach dojdzie do rozrachunku
      totalnego, również z przyjaźni i nie z powodu niesprawdzenia się
      biedzie ale niestety w sukcesie, a raczej olania jak było źle i
      entuzjazmu jak się powiodło,
      co do emocji, kochania, uczuć, wartości wiem, czy wiedziałabym gdyby
      nie to wszystko?
      chyba tak przynajmniej na porównaniu ja/mój mąż, mnie nie było mało,
      dla mnie też kiedyś nie było ważne, że....
      wtedy jednak zostawało a może, może ta osoba nie chciała, zrobiła
      niechcący.... jakiś instynkt podpowiadał mi, że jednak nie, ale....
      teraz nie ma tych ale, zastanawiania się,
      kiedyś 'ale' zostawiane dla innych, kosztem własnej rodziny coprawda
      dwuosobowej, teraz bezwględnie nie, brak miejscana na wyjaśnienia,
      domniemania

      'gonitwa'
      może nie gonitwa, ale remont domu planuje, mogłoby zostać jak jest,
      ale nadal chce i jedno z drugim się nie kłóci, i nie dlatego że
      inni, chce prawdziwego miejsca ze stołem olbrzymim dla nas, dla
      dzieci, żeby jeść, odrabiać lekcje i malować farbami...olbrzymi musi
      być...
      chce...dużo jak każdy, ale w ułamku sekundy rzuce wszystko jesli coś
      zagrozi naszej rdzinie, naszemu zdrowiu, byciu razem

      jeszcze coś...decyzje jakie musiałam podejmować, w razie gdyby,
      szokujące dla mojego męża, a dla mnie szokujący jego szok, a
      myślałam, że wszystko zawsze było jasne
      niektóre rzeczy trzeba powiedzić jasno, głośno własnemu partnerowi,
      nie zakładać
    • nangaparbat3 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:40
      Ja niestety wciaż usiluje tę rownowagę zlapac, odwolujac sie do Ewangelii zawsze
      jestem Marią, nigdy Martą, i coraz bardziej mnie to martwi. Przechył w strone
      fruwania i nieprzejmowania sie tym co materialne stanowczo przesadny, marzę o
      wyksztalceniu w sobie szarej dyscypliny dnia codziennego, dbałosci o rzeczy,
      porządek - póki co ciesze sie kazdym najmniejszym w tym obszarze sukcesem,
      zawsze coś.
    • guderianka Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:45
      Myślę, że masz rację. Bolesne doświadczenia stawiają do pionu i
      pomagają ustalić priorytety. A że zazwyczaj boli tak bardzo, że poza
      bólem nic nie ma, człowiek jako ogromne szczęście przyjmuje wszystko
      co przynosi każdy dzień, w którym nic się nie dzieje, w którym nie
      musi się z niczym zmagać.
      W moim zyciu były trzy kamienie milowe-w odstępie 1,5roku -rozstanie
      z mężem i rozwód, tragiczna śmierć mojego kochanego Taty,
      stwierdzenie niepełnosprawnosci u mojej 2letniej, zdrowej jak rydz
      do tej pory córki. Długo walczyłam o normalność i dopiero po trzecim
      ciose doszłam do wniosku że nie ma co rozpamiętywac, smucić się się,
      zamykać- że trzeba czerpać z doświadczeń i żyć pełną piersią, by
      wycisnąc z zycia to co najlepsze.
    • fabryka.lodow.napatyku Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 19:54
      choroba meza, brak pewnosci co bedzie jutro, wtedy wydawalo sie, ze zycie runelo
      ale szczesliwie wszystko sie ulozylo, po tym zrozumialam, ze moja rodzina jest
      najwazniejsza
      przestalam zyc na pokaz, porownywac sie
      pokasowalam pysznych znajomych(choc coniektorzy potrafia ni z tego ni z owego
      zadzwonic tylko po to aby opowiedziec, gdzie ostatnio wyjezdzali i co nowego
      zakupili)
      naprawde, kompletnie przestalo mnie interesowac, co u kogo sie dzieje
      moje zycie to ja, maz i dziecko
      • verdana Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 20:30
        Nigdy nie myslałam o sobie, jako o kims , kto utrzymuje równowage.
        Ale chyba tak jest. Cóż, mnie nie zalezy na rzeczach. I to
        nie "ideologicznie", bo tak jest madrze, czy wzniosle, ale po prostu
        mi nie zalezy. Owszem, zalezy mi na mieszkaniu dla dzieci. Na tym,
        zeby wyjechac na wakacje. Ale to tyle.
        Nigdy mi nie zależalo - akurat mama, ktora przezyla wojne, zamiast
        powtarzać "ciesz się dziecko, jak tak dobrze nie mialam", po prostu
        byla zachwycona, że ma gdzie mieszkać i że może wyrzucic obierki od
        kartofli (dla matki wyrzucenie obierek szczyt luksusu). I jakoś mnie
        tez nie zalezało. Miałam - to dobrze, nie - to nieszczęścia nie bylo.
        Nie wiem jakim cudem dzieci to odziedziczyly.
        • broceliande Obierki... 22.09.09, 20:44
          A mnie nie ominęło opowiadanie o cholernych obierkach i jak to ktoś
          w obozie grubo obierał ziemniaki i jakie to było wspaniałe.

          Moja babcia zbierała torebki po cukrze, nutrie żarły obierki, nie
          marnowały się, nic się nie marnowało.

          Teraz, kiedy wyrzucam cos niedojedzonego, wyrzyty sumienia mieszają
          mi się ze skojarzeniem, że to taka ofiara, za tych, co nie mogli.
          A sama jestem histerycznie przywiązana do rzeczy. Jestem zbieraczem,
          nie lubię się rozstawać, lubię siedzieć z pamiątkami po zmarłych i
          płakać.
          Lubie mieć przedmioty, które miał ktoś mi bliski, jego już nie ma,
          ale są jego rzeczy. Listy, obrusy, stary zegar - zawsze będą miały
          miejsce w moim domu.
    • mila.85 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 20:29
      Miałam ciężkie dzieciństwo/młodość i to pomogło mi ustalić sobie, co się dla
      mnie liczy, uporządkować myśli i emocje i nabrać potrzebnego doświadczenia smile
    • super-mikunia Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 20:33
      Zaskakująca jak dla mnie teoria smile Nieiwem czy dobrze zruzumiałam smile
      Że niby dzięki cięzkim przeżyciom zyskujemy równowagę??To ja jestem
      absolutnym przeciwieństwem tej teorii smile

      Najbardziej uduchowaione w moim otoczeniu osoby, które nie zabijają
      się w swej pracy, rozwijają duchowo, cieszę się z tego co mają. dają
      wsparcie innym, są ostoja spokoju i ciepła - to osoby, które raczej
      kopa od życia nie dostały smile No autentycznie smile

      U mnie ciosy działają odwrotnie uncertain Pojawiła się u mnie zawiść
      • super-mikunia no tak :) 22.09.09, 20:34
        nie wiem miało być big_grin
    • syriana Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 20:54
      kluczem jest lubienie siebie, akceptacja swoich słabości i ograniczeń psychiczno-osobowościowo-emocjonalnych, wyrobienie w sobie odruchu doceniania i dumy ze swoich umiejętności czy nawet małych i chwilowych zainteresowań

      odwaga do przyznania się przed sobą samym, że jest spore prawdopodobieństwo, że pewne rzeczy mi się już nigdy nie przytrafią, a na inne może nie powinnam się zdobywać

      wiem to od kilku miesięcy dopiero, więc może mi minie hehe
      ale póki jest czuję się doskonale zharmonizowana i pierwszy raz w życiu wiem, że całkiem jestem fajna
      • syriana Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 20:58
        ach no i oczywiście praźródło mojej mądrości miało miejsce w mocnym tąpnięciu
        emocjonalnym na polu związkowym, za którym poszło szerokie otwarcie oczu na polu
        rodzinnym i przyjacielskim
    • mniemanologia Najpierw pomyślałam: hej, to ja! 22.09.09, 21:02
      No bo przecież jest mi dobrze, lubię siebie, jestem szczęśliwa, mam
      dobre życie, równowagę psychiczną, duchową i tę materialną. Nawet
      pogodziłam się z tym, że jest mi wstyd za jakieśtam rzeczy z
      przeszłości smile
      Ale teraz nie wiem, czy to o to Ci chodzi. Po tych wszystkich
      tragediach, które opisujecie. U mnie nic takiego nie było.
      I teraz nie wiem, czy czegoś mi brakuje, czy moze ja mam to, ot tak,
      sama z siebie. Myślę, że jeśli ktoś mnie jakośtam kojarzy, to z
      moich postów wychodzi mu obraz pogody ducha.
    • atena12345 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 21:08
      Przeżyłam smierć bliskiej osoby, nagłą, niespodziewaną... nie jest
      mi przez to lżej żyć. Czy doceniam bardziej drobnostki? Jeśli tak,
      to na pewno nie z tego powodu, bo wydarzenie to ciąży na mnie do
      dziś....
      • marzeka1 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 21:49
        "Przeżyłam smierć bliskiej osoby, nagłą, niespodziewaną... nie jest
        mi przez to lżej żyć. "- ależ to nie chodzi o to, że potem lżej się żyje. Za
        taką cenę wcale nie chciałabym takiego doświadczenia. Chodzi raczej o to, że
        inaczej człowiek spogląda na własne życie, dostrzega jego kruchość, że nie
        zawsze może być jakieś "jak będę stara", "później to poukładam sobie".
        Gdybym mogła, wszystko oddałabym, aby moi rodzice żyli, ale nie da się. Dlatego
        tylko takie tragiczne doświadczenia inaczej ustawiają optykę.
        • echtom Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 22:02
          Czasem nawet drobne zdarzenia zmieniają spojrzenie na pewne sprawy. Moja znajoma zawsze zrzędziła, że nieszczęśliwe wypadki to wynik ludzkiej głupoty, nieostrożności, naiwności, braku wyobraźni itp. Optykę zmieniła gałąź, która niespodziewanie spadła jej na głowę.
        • atena12345 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 08:29
          marzeka1 napisała:

          Chodzi raczej o to, że
          > inaczej człowiek spogląda na własne życie, dostrzega jego
          kruchość, że nie
          > zawsze może być jakieś "jak będę stara", "później to poukładam
          sobie".
          > Gdybym mogła, wszystko oddałabym, aby moi rodzice żyli, ale nie da
          się. Dlatego
          > tylko takie tragiczne doświadczenia inaczej ustawiają optykę.

          według mnie wystarczy patrzeć dalej niz na czubek własnego nosa, to
          wytarcza na poczatek.
    • miska_malcova Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 21:34
      Ja długo się miotałam... Nie wiedziałam czego chcę od życia, kompleksy
      przysłaniały mi świat... Nic mnie nie cieszyło.

      Nagle zmarł tato, potem teść... Nie mogliśmy mieć dzieci... To wszystko
      powodowało frustrację i przygnębienie.

      Zaczęłam chodzić na jogę, ona tak naprawdę dała mi spokój, poukładałam rzeczy
      ważne i mniej ważne. Zrobiłam selekcję znajomych. Tych toksycznych odrzuciłam.
      Wartościowe znajomości troskliwie pielęgnuję.

      Udało mi się pokonać kompleksy. Po prostu wytłumaczyłam sobie, że szkoda na nie
      życia, bo długonogą brunetką nigdy nie będę, więc po co się zadręczać. Zamiast
      się zamartwiać, że czegoś nie potrafię, zaczęłam z tym walczyć. W ubiegłym roku
      nauczyłam się pływać, w przyszłym roku chcę zrobić prawo jazdy.

      Kiedy czekając z mężem na dziecko z ośrodka adopcyjnego zaczęlismy układac sobie
      życie samotnie, bo czekanie sie przedłużało, nagle okazało się , że jestem w
      ciąży smile

      Teraz cieszy mnie najmniejszy drobiazg. Nie szarpię się, żyję w zgodzie z sobą.
      Nie zarabiam dużo, ale cieszę się z tego, co mam. Od zostawania po godzinach
      cenię sobie siedzenie w domu i słuchanie muzyki. Nie muszę jeździć na egzotyczne
      wakacje, odnalazłam swój sposób podróżowania i wypoczywania. Cenniejsze jest dla
      mnie dobre jedzenie przygotowane z mężem niż zakup nowej kiecki smile
      • anyx27 Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 21:47
        Moje priorytety zmieniły się o 180st. właśnie wtedy, gdy poważnie zachorowałam i
        pojawiła sie perspektywa wózka, bycia roslinką , a potem najgorszego. A jak juz
        okazało się, że nieświadomie zaraziłam w ciąży swoje dziecko chorobą, to już
        zmieniło się wszystko. Dostałam takiego kopa od życia, jakiego nikomu nie zyczę...
        • bi_scotti Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 22.09.09, 23:30
          Ja sie chyba zawsze lubilam smile Nawet jako nastolatka, narzekajac jak
          wszystkie, ze "jestem za gruba" nigdy nie czynilam tego na powaznie.
          Mysle, ze potwierdzam soba wszystkie psychologiczne modzenia o tym,
          ze najwazniejszych jest pierwszych kilka lat rozwoju czlowieka. Ja
          mialam pieknych kilka pierwszych lat dziecinstwa i one staly sie
          podstawa mnie takiej jaka roslam pozniej gdy juz bylo zdecydowanie
          mniej pieknie a czesem bylo wrecz paskudnie. Byly okresy utraty
          balansu kiedy praca przewazala nad reszta zycia albo kiedy
          koniecznosc wiazania konca z koncem przyslaniala wszystko inne wokol
          nas, ale nawet przezywajac takie miesiace zawsze mialam poczucie, ze
          wroce do "siebie", do tej jakiejs rownowagi zaszczepionej przez
          tatusia gdy bylam mala dziwczynka z kokardami. I widze po moich
          dzieciach, ze tez maja w sobie taki balans, szczegolnie moja corka.
          Moze dlatego jestem wciaz przekonana, ze mezczyzni lepiej wychowuja
          dzieci, daja dzieciom te pewnosc przynalznosci do swiata, ktorej
          kobiety czesto nie majac do konca w sobie, nie umieja tez ofiarowac
          swoim pociechom.
    • boziaj Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 08:35
      uczę sie na trudnych doświadczeniach
      na co dzień mam też pracę, która przypomina mi o rzeczach
      ostatecznych
      to sprzyja ustwieniu odpowiedniej hierarchii wartosci
    • demonii.larua Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 10:00
      > W jaki sposób to zrobiłyście?
      Powiem Ci, że nie wiem w sumie, proces był długotrwały raczej i nic nie działo
      się z dnia na dzień. Życie i tak pozostaje huśtawką, tylko na pewne rzeczy
      zupełnie inaczej się patrzy. Tak to wygląda z mojej strony. Są pewne rzeczy z
      którymi podejrzewam, że nigdy sobie nie poradzę tak do końca (bo czas wbrew
      powszechnej opinii wcale nie leczy ran, mało tego one od czasu do czasu
      samoistnie się otwierają), ale gdzieś jest już akceptacja tego co było. Nie jest
      i to jest dla mnie bardzo istotne. Coraz mniej rzeczy mnie złości i frustruje,
      mam inne priorytety w życiu niż jakiś czas temu i to jest to co pozwoliło mi
      osiągnąć moją równowagę.
      Pewnie też dla każdego ta równowaga oznacza coś zupełnie innego niż dla mnie.
      • echtom Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 12:31
        > Pewnie też dla każdego ta równowaga oznacza coś zupełnie innego
        niż dla mnie.

        Chyba trochę się pogubiłam w tych egzystencjalnych rozważaniach wink
        Wydawało mi się, że Kalipso pyta o równowagę między duchową i
        materialną sferą życia, a po drodze pojawiła się równowaga
        emocjonalna. Co do pierwszego, nigdy nie miałam wątpliwości co do
        swoich priorytetów i nie potrzebowałam do tego traumatycznych
        doświadczeń. Problemem, jak wspomniałam, jest rozbieżność między
        priorytetami moimi i mojej rodziny. Podam przykład - mieszkanie.
        Jest mi zupełnie obojętne, jak mieszkam, czy mam meble nowe czy
        sprzed 30 lat, czy w łazience rury są zabudowane czy na wierzchu -
        po prostu nie zwracam uwagi na takie "szczegóły" i nie mają one
        wpływu na moje samopoczucie i funkcjonowanie. A dla dzieci to jest
        ważne, bo, po pierwsze, mają bardziej rozwinięty zmysł estetyczny,
        po drugie, wstydzą się przed znajomymi, którzy mają odpicowane
        mieszkanka. I trudno mi w tym momencie powiedzieć, że mam w doopie
        ich potrzeby, bo dla mnie mieszkanie nie jest ważne.
        Zacisnęłam zęby i tyrałam przez 3 lata, żeby zarobić dodatkowe
        pieniądze na remont i meble, a i tak nie wyszło idealnie, bo
        zupełnie tego nie czuję i się na tym nie znam. Zostało jeszcze
        trochę rzeczy do wykończenia, trzeba wreszcie to zrobić, a ja mam w
        środku jakiś bunt i nie chce mi się znowu siadać i tyrać na cudze
        priorytety. I w tym momencie wychodzę na egoistkę i wyrodną matkę sad
    • bswm Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 10:11
      Ja trafiłam jakiś czas temu na buddyjski wykład, gdzie usłyszałam, że mój dom,
      samochód, itp nie mogą być szczęśliwi, szczęśliwy może być tylko mój umysł i to
      ja decyduję czy jestem szczęśliwa czy nie niezależnie od zewnętrznych czynników.
      I wiele innych ciekawych rzeczy. Od tego czasu jakość życia się zdecydowanie
      zmieniła.
    • kra123snal Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 10:17
      Zapewniam Cię, że przeżycie traumatycznych chwil nie powoduje
      większego dystansu do życia. To mit. Wystarczy przypomnieć sobie
      losy dorosłych osób wyrastających w trudnych warunkach...
      Moim zdaniem wszystko zależy od charakteru, dystansu i poczucia
      własnej wartości - wszystkie te cechy mogą być dość płynne w życiu
      ze względu na różne doświadczenia, dlatego nie ma sensu szukać
      jednej recepty.
      • kocianna Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 10:46
        Ja złapałam się na tym, że w Wigilię robiłam zlecenie i marzyłam, żeby wieczerza
        szybciej się skończyła, bo wtedy siądę sobie spokojnie do komputera. Po
        Sylwestrze poszłam do psychologa i poustawiałam sobie priorytety.
        A potem diametralnie zmieniłam swoje życie. Od zmiany minęło 4 miesiące i nie
        żałowałam ani przez chwilę.
      • kali_pso Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 10:55
        > Zapewniam Cię, że przeżycie traumatycznych chwil nie powoduje
        > większego dystansu do życia.


        Jeśli tak, to znaczy, że ten, który po jakiejś traumie popełnia
        samobójstwo i tak by je popełnił, nawet gdyby taumy nie przeżył?
        A ten, co to przewartościuje sobie zycie po dramatycznym wydarzeniu,
        i tak by je w końcu przewartosciował, anwet nie doświadczając tych
        wydarzeń?

        Wystarczy przypomnieć sobie
        > losy dorosłych osób wyrastających w trudnych warunkach...


        Nie ma żadnej róznicy między kimś, kto całe życie spędził np. z
        toksyczną matką lub wzrastał w rodzinie alkoholików a kimś kto
        doznaje jednorazowego szoku?
        • kra123snal Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 11:55
          > Jeśli tak, to znaczy, że ten, który po jakiejś traumie popełnia
          > samobójstwo i tak by je popełnił, nawet gdyby taumy nie przeżył?
          > A ten, co to przewartościuje sobie zycie po dramatycznym
          wydarzeniu,
          > i tak by je w końcu przewartosciował, anwet nie doświadczając tych
          > wydarzeń?

          Co jak co, ale nie spodziewałam się, że kiedyś do Ciebie napiszę o
          czytaniu ze zrozumieniem smile
          > > Zapewniam Cię, że przeżycie traumatycznych chwil nie powoduje
          > > większego dystansu do życia.

          Samobójca, jak domniemuję po czynie, nie ma dystansu do życia, nie
          umie go odnaleźć. Osoba, która zmienia po traumatycznym wydarzeniu
          swoje podejście reaguje całkiem odmiennie...
          Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie, że sytuacja dramatyczna moze
          być katalizatorem pewnych wydarzeń, ale nie powoduje życia w
          równowadze z samym sobą.

          > Nie ma żadnej róznicy między kimś, kto całe życie spędził np. z
          > toksyczną matką lub wzrastał w rodzinie alkoholików a kimś kto
          > doznaje jednorazowego szoku?

          Jest różnica smile, ale w każdej grupie znajdziesz wykolejeńców
          życiowych, jak i osoby, których szukasz w wątku.
          Jak pisałam wszystko zależy od doswiadczeń życiowych, charakteru,
          poczucia własnej wartości...
        • kra123snal Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 11:57
          Zresztą nawet w tym wątku odpowiedziały Ci niektóre osoby, że jakieś
          wydarzenie dramatyczne miało pozytywny, jak i negatywny wpływ. W
          braku takich doświadczeń nie szukaj więc prostego rozwiązania
          umiejętności odnalezienia prawdziwego siebie w sobie.
    • smallcloud Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 11:23
      Troche mi do tej zgody ze soba brakuje.. ale jestem blisko

      Miałam bardzo trudne dzieciństwo, dosyc szybko musiałam dorosnac,
      dojrzec (moze oszczedze szczegolow). Dosyc dlugo w doroslym zyciu
      przyszło mi mierzyc sie z traumami i lekami, paroletnie terapie,
      depresja, nerwica. Bylam zla i sfrustrowana ze musze ciezko pracowac
      nad wlasnym spokojem ducha i poczuciem bezpieczenstwa.
      Przeciez sama sobie tego nie zgotowalam, dzieckiem do cholery byłam!
      Bliskie mi bylo: zazdrosc ze innym jest latwiej, ze maja wsparcie
      rodzicow, albo w ogole maja rodzicow, byli kochani, sa kochani, ze
      mam wciaz pod gorke.
      Wypracowałam sobie moj wlasny spokoj, przestałam sie buntowac, ze
      mialam ciezko, ciesze sie drobnostkami, to czego nie dostałam jako
      dziecko od rodzicow (milosc, wsparcie, opieka, bezpieczenstwo)
      dostaje dzis od meza, przyjaciol.
      Moja hierarchia wartosci? Chcialabym stworzyc rodzine jakiej nie
      mialam, chce kochac i byc kochana, reszta to rzecz nabyta.

      I widzisz kali_pso ja przez cale zycie marzyłam o tym aby nie miec
      tych rewolucji i trzesien ziemi, marzylam o wlasnym miejscu, oazie i
      gronie kochajacych ludzi.
      Czesto powtarzam owszem te przezycia nauczyły mnie dorosłosci, sily
      i walki o siebie - ale nie w ten sposob chcialabym sie uczyc
      dorosłości..
      • kali_pso Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 11:31
        widzisz kali_pso ja przez cale zycie marzyłam o tym aby nie miec
        tych rewolucji i trzesien ziemi,


        Cóż, ja też o tym nie marzę. Chyba nikt o tym nie marzy, nawet za
        cenę spędzenia życia na jedynie powierzchownym poznaniu tego swojego
        życia i samego siebie.
        • kali_pso jakieś takie masło.. 23.09.09, 11:33


          maślane mi trochę wyszło, ale mam nadzieję, że jednak w miarę
          zrozumiałe to jestwinkP
          Spadam teraz do pracy, poczytam po powrocie..niemniej dzieki
          dziewczyny za wypowiedzismile
    • mamamonika Re: Do tych, co żyją w zgodzie... 23.09.09, 12:54
      Równowaga to rzecz względna - raz jest, raz jej nie ma. Z drugiej
      strony jak jest - stoimy w miejscu. Dobrze, jak nam się to miejsce
      podoba. Dlatego zaburzenia równowagi nie są takie złe z definicji...

      Jestem w zgodzie ze sobą jak czuję, ze idę do przodu, jak coś nowego
      się dzieje. Wcale to nie musi być miotanie się - skalę swojej
      działalności każdy z nas sobie wyznacza albo się po prostu dopasowuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka