dzieci moje, twoje, nasze

01.10.09, 09:07
Jak wygląda sytuacja kiedy w rodzinie są dzieci kobiety/męzczyzny z
poprzednich małżeństw/związków i dzieci wspólne pary? Macie takie
sytuacje? Trudniejsze są relacje między takim przyrodnim rodzeństwem
i między dorosłymi a dziećmi parntnera?
Natchnęła mnie sytuacja w rodzinie mojego męża, stąd moje pytanie -
jak wychowuje sie rodzeństwo przyrodnie, czy są takie same problemy
np.? wiecie o co mi chodzi?
    • karolciaa23 Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:12
      wychowywał mnie ojczym moje dzieciństwo przez niego było koszmarem, na nic mi
      nie pozwalano, zawsze byłam gorsza, z rodzeństwem mam dobry kontakt, ale to
      jeszcze dzieci są, jak będzie kiedyś to nie mam pojęcia mam nadzieję że dobrze,
      aha dodam jeszcze, że nigdy nie pomyślałam o moim rodzeństwie że jest przyrodnie
    • echtom Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:14
      Tytuł wątku skojarzył mi się z dowcipem "Moje dzieci i twoje dzieci
      biją nasze dzieci". Mnie z przyrodnim bratem dzieli różnica
      pokolenia, był już na swoim, kiedy się urodziłam, więc nie
      wychowaliśmy się razem. A gdy pomyślę o takich układach wśród
      znajomych, pierwsze, co mi się nasuwa, to duża różnica wieku i
      zaprzęgnięcie córki z pierwszego związku do opieki nad przyrodnim
      rodzeństwem.
      • karolciaa23 Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:16
        echtom napisała:
        A gdy pomyślę o takich układach wśród
        > znajomych, pierwsze, co mi się nasuwa, to duża różnica wieku i
        > zaprzęgnięcie córki z pierwszego związku do opieki nad przyrodnim
        > rodzeństwem.
        o tak zgadzam się do skończenia 18 roku życia to praktycznie ja wychowywałam
        swoje rodzeństwo, bo rodzice mieli wiele ważniejszych spraw
        • tabakierka2 Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:23
          w męża rodzinie jest taka sytuacja - wzięli ślub, ona lat 17 w
          zaawansowanej ciąży, urodziła syna, dwa lata później córkę. Przez 10
          lat po ślubie układało im się fatalnie - kłótnie, powroty i na nowo.
          Po 12 latach ona zaszła w ciążę (trzecią), kilka miesięcy przed
          porodem okazało się, że to nie jego dziecko, a ich małżeństwo od
          dawna jest fikcją - ona mieszka z innym panem, on z inną panią, a
          dzieci pomieszkują to tu to tam. W tym roku panu urodziło się
          dziecko (nowej pani). Ich wspólne dzieci (12 i 10 lat jakoś)jak
          piłeczka ping pongowa - raz tu raz tam! a rodzina uważa, że nic
          złego sie nie dzieje. Młody (12) znerwicowany, chodzi na
          psychoterapię. Mała (10) świetne dziecko, bardzo odważna,
          śmiała...szkoda mi dzieciaków. I mamusia i tatuś mają nową maskotkę,
          a co z nimi? w sumie dla nikogo nie są number 1!
    • 18_lipcowa1 Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:21
      Calkiem normalnie, przynajmniej u mnie w rodzinie.
      Moja kuzynka ma wlasnie ojczyma i przyrodnie rodzenstwo. Ojczym jest
      jak ojciec, wychowywal ja, ona mowi do niego tato, ma tez
      biologicznego ojca, ale kontakty rzadsze zdecydowanie.

      Moj maz i jego brat tez maja ojczyma, ktory wychowywal i kochal ich
      jak wlasne dzieci- i w sumie nadal kocha,a takze jest i bedzie jak
      prawdziwy dziadek dla dzieci -naszego i meza brata.
    • mondovi Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:39
      ja i mój brat mamy róznych ojców. wychowaliśmy się normalnie, jak rodzeństwo.
      nie mam innego brata i nie sprawia mi to różnicy, że jest "przyrodni". kocham
      go. więź tworzy wspólne dzieciństwo, wspomnienia, nie pula genów.
      • czar_bajry Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 09:54
        Dzieci wychowują się jak rodzeństwo, relacja dorosły- dziecko zależy od
        podejścia dorosłegosmile
        Jeżeli dorośli umieją stanąć na wysokości zadania to wtedy nie powinno być
        większych zgrzytów.
        • ola_motocyklistka Re: dzieci moje, twoje, nasze 01.10.09, 15:07
          Mam trójkę przyrodniego rodzeństwa,ale nie znam tych ludzi, wiem tylko że są.
          Wzajemnie nie interesujemy się sobą.

          Mojej mamy brat po raz drugi się ożenił z panią, która miała syna z 1
          małżeństwa. Początkowo go wychowywał, ale potem mu coś odbiło-oddał go do jego
          babci. Zdziwiona wielce brakiem reakcji jego matki, a mojej ciotki ( ale ona
          zahukana lekko, a wujek fanatyk katolicki....sam się przyznał, że ksiądz kazał
          ukarać żonę za coś tam, to jej wp....ol spuścił no i jeszcze publicznie się tym
          chwalił, taki przykład skrajności, podaję aby zobrazować trochę jego osobę).
          Skrytykowałam go za tą decyzję najpierw za to pobicie to prawie mnie pobiłsmileno
          przecież ksiądz mu kazał ( nie ma to jak rozumieć coś na opak); potem odważyłam
          się skrytykować go za oddanie chłopaka, skoro był jego opiekunem prawnym. Coś
          tam tłumaczył, finalnie wyszło, że to nie jego syn, a jego żona albo jest sama z
          nim i wychowują ich córkę, albo niech spada łagodnie mówiąc.
          Obraził się na mnie strasznie, prawie wyjechał z świąt. To było dawno temu. Po
          kilkunastu latach, żona nadal zahukana, on autorytet niezmierny i próbuje nadal
          wszystkich ustawiać powołując się na nauki kościoła, i tv trwamsmile.....nasze
          stosunki są rzadkie, ale "poprawne", on mi moralizuje ja go olewam, a z
          pasierbem nie ma on kontaktu, bo to nie jego synsmile, eh rodzinka, rodzinka...
Pełna wersja