Od pojawienia się synka w naszym życiu, ciągle się kłócimy. Według
mnie mąż jest niezdarny i nie ma wyobraźni, jest mało przewidujący i
ostrożny. Kiedyś mi pomagał kąpiąc dziecko, teraz wszystko robię
przy dziecku samam choć przydałaby mi się pomoc. Mało tego -
zaczęłam się bać gdy zostawiam synka samego z mężem.Jestem
przewrażliwoną mamuśką ??? czy mam rację oceńcie...
Gdy synek miał 3 mies. mąż walnął główką niemowlaka w szafkę
przenosząc go do wanienki - za każdym razem przy kąpieli zwracałam
mu uwagę aby przenosił dziecko wolniej i z dala od sprzętów. Nic się
nie stało, mały się przestraszył, miał guza i się popłakał. Ciągle
też go prosiłam aby nie nalewał wody do wanienki po brzegi bo jest
to niebezpieczne a do tego cała łazienka jest zalana. Wykrakałam!!!
przy kąpieli wypuścił małego z rąk i mały zanurkował do tyłu. Gdyby
nie było tyle wody zamoczyłby sobie tylko głowkę. Nic by się nie
stało ,gdyby mnie posłuchał - wiele razy tłumaczyłam jak bezpiecznie
trzymać dziecko w kąpieli - niestety do męża nic nie dociera uważa,
że wie najlepiej.
Kiedy mąż usypia dziecko ma durnowaty zwyczaj noszenia go po całym
mieszkaniu. Dziecko się przyzwyczaja do chodzenia a ja już nie mam
siły go nosić przez około 20 minut. Chodząc tak z mały zachacza jego
głowką o framugi drzwi!!! Więc znowu ja muszę go uspypiać kilka razy
dziennie i nie mam z męża pomocy. Mąż wymyślił nową zabawę, wozi
malucha po dywanie na przykrywce od pudełka do zabawek i zrobił to
tak szybko, że mały wyleciał jak kręgiel (on się jeszcze nie umie
trzymać krawędzi) i poturlał po dywanie uderzając główką w kanapę.
I najpoważniejsza sprawa mały nie ma zębów ale dajemy mu próbować
dorosłych potraw ,jednak tylko miękkich np. bułka, serek.
Poprosiłam męża żeby dawał tylko bułę. Będąc w drugim pokoju
usłyszałam jak mały się krztusi i wydaje charczące dzwięki. Wpadłam
do pokoju, dziecko czerwone jak burak macha rączkami jak ptak , a
mąż się przygląda spokojnie konsumując kolację. Złapałam małego,
przełożyłam przez nogę i wyklepałam - kawałek szynki!!!! Nie pomógł
mu. Powiedział, że nic się nie stało.
I nagosza sprawa. Mąż dwuktotnie chcąc mnie przestraszyć i
zdenerwować udawał, że upuszcza małego...Dziecko było przerażone i
płakało. Użył dziecka aby mi dokopać

(((
Kupić małemu kask czy kopnąć w du..ę męża??? Mąż wogóle nie chce
słuchać jak powinien postępować z dzieckem. Uważa, że wie najlepiej
a nie ma doświadzczenia, nic nie czyta poza programem TV i ogląda
tylko sport. Gdy próbuję go poinstruować jak postępować z
dzieckiem , oskarża mnie ,że się mądrzę ... Mam go dość.