gracekelly17
12.02.10, 10:12
Dzidzia ma już pół roczku, mąż pracuje, ja zostałam na urlopie wychowawczym. Gdy mąż przychodzi z pracy zwykle zaczyna narzekać że bałagan w domu ( czasem jak Mały mało śpi nie jestem w stanie ogarnąć przed jego przyjściem), albo w ogóle nic nie mówi. Obiad, potem TV i spędza trochę czasu z dzieckiem- ja robię sobie swoje rzeczy. Po kąpieli i uśpieniu malucha ( często jest to ok. 21 ) zasiada przed TV i tak spędzamy wieczory. Ja ląduje przed kompem albo tez się tępo gapię w pudło. Brakuje mi rozmów, bliskości, brakuje mi tego MY a nie ciągle dziecko. On mówi że jest zmęczony ( a ja nie? ) , że pogadamy potem a potem to są jego ćwiczenia, godzinny prawie pobyt w łazience no aż wreszcie ja padam i zasypiam.
I tak codziennie.... Juz wysiadam bo nie mam z kim pogadać ( czuje się jak pustelnik ciągle z dzieckiem ), a czuję że coraz mocniej oddalamy się od siebie. Na moje próby rozmów( codzienne) słucha mnie jednym uchem w tym samym czasie bawiąc się z dzieckiem i mówiąc do niego ( wiec czuję się "bardzo słuchana"). Tak więc nieciekawie.
W sobotnie poranki on jedzie do swojej rodziny więc ja znowu sama , a niedziela mija zwykle bardzo szybko. Nie wiem co zrobić, bo czuje ze brniemy coraz głębiej w taką bylejakość....